środa, 17 sierpnia 2016

Ciasto z cukinią i jabłkami

Odwiedziny u Dziadka zwykle kończą się powrotem do domu z bagażnikiem pełnym plonów z działki (lato) lub przetworów (pozostałe pory roku). Korzyści są obupólne - dziadek cieszy się, że może się podzielić owocami swojej pracy, a ja cieszę się z warzyw i owoców z pewnego źródła czy z przygotowanych z ich wykorzystaniem przetworów. Efektem ubocznym tej całej działkowej historii jest to, że Dziadek, rocznik 1931, prawdopodobnie m.in. dzięki aktywności fizycznej w ogrodzie, jest w znacznie lepszej formie nie tylko niż wielu jego równieśników, ale również niż niejeden 10 czy nawet 20 lat młodszy pan. Cały czas łudzę się, że aktywność fizyczna nie ma znaczenia, ale w swojej najbliższej rodzinie mam dowód na to, że wręcz przeciwnie...

Po ostatniej wizycie u Dziadka, wróciliśmy do domu obładowani cukinią i jabłkami odmiany antonówka śmietankowa. Pojawiła się zagwostka, co z tym całym cukiniowo-jabłkowym fantem zrobić. Nie żeby to był jakiś niefart, ale przy takim urodzaju trudno, aby cukinia czy jabłka nie popadły w niełaskę wskutek zbyt częstego goszczenia na stole ;-) Pojawiają się więc dylematy pt. jak zużyć ten cały zapas, żeby nie nieć dość. Wyobrażam sobie, że może to przypominać mityczne wysiłki rodziców, żeby przemycić warzywa w daniach serwowanych dzieciom i żeby te dzieci nie odmówiły konsumpcji.

Cukinia ma smak bardzo neutralny, żeby nie powiedzieć - mdły, dzięki czemu nadaje się jako baza/wypełniacz zarówno do wytrawnych, jak i słodkich dań. Robiłam już ciasta z cukinią i wiedziałam, że dodatek tego warzywa nadaje im lekkości i wilgotności. Tak było i tym razem. Skorzystałam z przepisu z bloga Najsmaczniejsze.pl, wprowadzając kilka modyfikacji. W cieście znalazły zastosowanie również jabłka, bo mój wypiek był z dodatkiem cynamonu i tych owoców. Ciasto miałam wziąć do pracy, żeby nie leżało i nie kusiło w domu (szczególnie, że z nas dwojga najczęściej tylko ja pochłaniam wypieki, Wybranek bardzo sporadycznie i selektywnie), ale oczywiście zapomniałam zabrać ze sobą przygotowanej do zabrania blachy z ciastem, a że to był piątek, musiałam się poświęcić w weekend i kawałek po kawałku pochłonąć je w pojedynkę. Gdybym tam w innych dziedzinach była równie zmotywowana i zaangażowana...

Ciasto jest wilgotne, niezbyt słodkie, smaczne. Polecam tym z Was, którzy niebezpiecznie zbliżają się do momentu przejedzenia cukinią (nie czuć jej w cieście ;-) i tym, którzy próbują komuś przemycić warzywa w diecie. Amatorom czekoladowych wypieków polecam też przepis na czekoladowe ciasto z dodatkiem tego warzywa.

Ciasto z cukinią i jabłkami



















Składniki (na blachę o wymiarach ok 20x30 cm)
  • 250 g cukinii (2 nieduże cukinie, ja miałam zielone, ale żółte też mogą być, będą mniej widoczne ;-)
  • 250 g mąki pszennej
  • 150 g masła
  • 150 g cukru trzcinowego
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu (w oryginale brak)
  • szczypta soli
  • 4 nieduże jabłka (w oryginale drylowane czereśnie, 150g)
Przygotowanie:
  1. masło wyjmujemy z lodówki z wyprzedzeniem, żeby zmiękło
  2. cukinię myjemy, usuwamy gniazda nasienne i ścieramy na tarce, na drobnych oczkach
  3. jabłka myjemy, obieramy, część kroimy w kostkę, a część w ósemki
  4. jajka miksujemy z miękkim masłem i cukrem, do uzyskania jednolitej masy
  5. w osobnym naczyniu mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, cynamonem i szczyptą soli
  6. następnie stopniowo dodajemy suchą mieszaninę do mokrej, mieszając za pomocą miksera/robota kuchennego
  7. do masy dodajemy startą cukinię i mieszamy
  8. na koniec do masy dorzucamy pokrojone w kostkę jabłka
  9. rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni Celsjusza
  10. blachę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy masę i wyrównujemy, na wierzchu układamy pokrojone w ósemkę jabłka
  11. wstawiamy do piekarnika, pieczemy przez 10 minut, a następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni Celsjusza i pieczemy przez kolejnych 40 minut (do uzyskania suchego patyczka)
  12. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, podajemy wystudzone
Smacznego :-)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Kurczak cytrynowy

Kolejny przepis na (trwające wciąż) lato. Kolejny przepis z kurczakiem (Wybranek nakupił, więc trzeba było zużyć). Tym razem z cytryną, zainspirowany przepisem z New York Times, znalezionym na Pintereście, i już kiedyś wypróbowanym, a w dodatku bez modyfikacji (bardzo dobry, polecam). Żeby nie wyszło łyso, dodałam żółtą cukinię, dzięki czemy danie nie jest blade, szczególnie, że zaserwowałam je z makaronem ryżowym. Polecam na lato i nie tylko, bo składniki są dostępne w zasadzie cały rok.

Kurczak cytrynowy



















Składniki (dla 2-3 osób)
  • 300g mięsa z piersi kurczaka (zagrodowego)
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 średniej wiekości żółta cukinia
  • 1 cytryna
  • 2 szalotki
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1/2 szklanki bulionu drobiowego lub warzywnego
  • 1 łyżeczka mąki pszennej
  • 1 łyżka masła
  • sól i pieprz do smaku
  • 250g makaronu ryżowego (wstążki)
Przygotowanie
  1. mięso opłukać, osuszyć, oczyścić i pokroić w kostkę, oprószyć solą i pieprzem
  2. cytrynę porządznie wyszorować, skórkę zetrzeć, sok wycisnąć
  3. szalotki i czosnek obrać, drobno posiekać
  4. cukinię umuć, wydrążyć gąbczasty środek, resztę pokroić w kostkę
  5. na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy kawałki kurczaka i podsmażamy do lekkiego zrumienienia
  6. zdejmujemy kawałki mięsa z patelni, wrzucamy posiekaną cebulę, czosnek i tymianek, a następnie podsmażamy na tym samym tłuszczu, na którym smażył się kurczak, na niedużym ogniu (do zeszklenia, nie do zbrązowienia)
  7. do podsmażonej cebuli i czosnku dodajemy sok i skórkę z cytryny, mieszamy
  8. dorzucamy podsmażonego wcześniej kurczaka, wlewamy wodę i dusimy (bez przykrycia) przez chwilę
  9. w osobnym naczyniu mąkę łączymy z odrobiną płynu z patelni, wlewamy na patelnię i mieszamy
  10. dorzucamy na patelnię pokrojoną cukinię i 1 łyżkę masła, a następnie dusimy, aż cukinia zmięknie (ale nie rozmięknie; powinna zachować żywy żółty kolor)
  11. w międzyczasie gotujemy makaron
  12. sos doprawiamy solą i pieprzem do smaku, łączymy z makaronem i serwujemy
Smacznego :-)

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Paprykarz nieszczeciński

Wśród klasyków z mojego dzieciństwa jest wiele dań przygotowywanych przez Mamę czy Babcie własnoręcznie, do podstaw, ze składników znanego pochodzenia. Są jednak i takie tajemnicze gotowce jak paprykarz szczeciński - zmielona ryba z puszki z ryżem, koncentratem pomidorowym i cebulą (bez papryki, wbrew temu, co można by wywnioskować z nazwy, choć podobno w najbardziej pierwotnej wersji zawierał ostrą afrykańska papryczkę pima). Rozsmarowany na chlebie posmarowanym wcześniej masełkiem był smakowitą przekąską.

Moje danie w niczym nie przypomina tamtego paprykarza szczecińskiego. Po prostu nazwa "paprykarz" bardzo mi do niego pasuje. Im bardziej starałam się znaleźć inną nazwę, tym bardziej paprykarzowe wydawało mi się to danie ;-) W błąd nie wprowadza, bo rzeczywiście w składzie jest sporo świeżej i przetworzonej papryki (w tym węgierska pasta z papryki i soli oraz wędzona mielona papryka), a że od paprykarza szczecińskiego jednak trochę się różni, stanęło na "paprykarzu nieszczecińskim". Tyle o nazwie. W praktyce to po prostu danie jednogarnkowe, które oprócz papryki zawiera trochę mięsa (dwie małe piersi kurczaka i niedużo boczku wędzonego) oraz ziemniaków, dzięki którym sos jest gęsty (skrobia), a całe danie bardziej sycące. Zbliża się paprykowy sezon, czyli bardzo dobra okazja, żeby to danie wypróbować ;-)

Paprykarz nieszczeciński



















Składniki (porcja dla 2-3 osób)
  • 300g mięsa z piersi kurczaka (zagrodowego)
  • 100g boczku wędzonego
  • 2 duże czerwone papryki
  • 1 duży pomidor (u mnie malinowy)
  • 1/2 kg ziemniaków
  • 1 duża zwykła cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki węgierskiej pasty paprykowej łagodnej (ja miałam Edes Piros, to nie jest taka pasta z tubki, tylko ze słoiczka)
  • 1/2 łyżeczki mielonej wędzonej słodkiej papryki
  • 1 łyżka oleju
  • 1 duży liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • 1 szklanka wody
  • sól i pieprz do smaku
  • natka do posypania (opcjonalnie)
Przygotowanie
  1. Piersi z kurczaka (u mnie 2 małe) płuczemy, osuszamy, oczyszczamy i kroimy w kostkę
  2. Boczek kroimy w drobną kostkę
  3. Paprykę myjemy, usuwamy gniazdo i kroimy w kostkę
  4. Pomidora parzymy wrzątkiem, obieramy ze skorki i kroimy w kostkę
  5. Cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy
  6. Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w kostkę (większą niż do zupy)
  7. Na dno rondla wlewamy łyżkę oleju, a gdy się rozgrzeje, wrzucamy boczek i podsmażamy
  8. W trakcie podsmażania boczku dorzucamy na patelnię posiekaną cebulę i czosnek, razem podsmażamy
  9. Następnie dorzucamy pierś z kurczaka i podsmażamy, aż mięso będzie usmażone
  10. Na patelnię dorzucamy liść laurowy, ziele angielskie, pastę paprykową i mieloną paprykę, mieszamy i dalej podsmażamy
  11. Na patelnię wrzucamy ziemniaki, mieszamy, chwilę razem podsmażamy, a następnie wlewamy wodę, wrzucamy pokrojonego pomidora, przykrywamy rondel pokrywką i dusimy do momentu, aż ziemniaki będą w stanie al dente
  12. Dorzucamy pokrojoną świeżą paprykę, mieszamy i dusimy bez przykrycia przez kilka minut, aż papryka zmięknie (ale nie rozmięknie ;-)
  13. Doprawiamy solą (uwaga z ilością, bo pasta paprykowa jest słona) i pieprzem, podajemy posypane posiekaną natką
Smacznego :-)


niedziela, 31 lipca 2016

Tartaletki z pastą z zielonego groszku i boczkiem

Różnego rodzaju okazje czy spotkania z rodziną/przyjaciółmi to całkiem dobry motywator do wypróbowywania nowych przepisów. Chociaż staram się raczej nie eksperymentować na bliskich, na co dzień trudno o mobilizację do odkrywania nowych dań, czy to z lenistwa, czy z braku czasu i związanym z nim mniej selektywnym podejściem do tego, co uważam za godne, a co za niegodne skonsumowania ;-)

Za kilka tygodni moja najstarsza przyjaciółka (nie chodzi tu o jej wiek, ale o czas, jaki upłynął, odkąd się znamy - 30 lat) zostanie mamą. Z tej okazji razem z jeszcze jedną znajomą zorganizowałyśmy tzw. baby shower (polska wersji to podobno "bociankowe"), czyli po prostu imprezę dla przyszłej mamy, z dobrym jedzeniem, ładnymi dekoracjami, grami i zabawami. Ostatnia okazja do spotkania się w szerszym babskim gronie zanim na świat przyjdzie dziecko, a nasza przyjaciółka będzie skupiała się głównie na opiece nad nim, szczególnie przez pierwsze tygodnie/miesiące życia malucha.

Taka impreza nie mogła odbyć się bez odpowiedniego bufetu ;-) Ola przygotowała tort i kilka rodzajów innych pięknych i smacznych deserów, ja byłam odpowiedzialna za niesłodkie przekąski. Jedną z moich propozycji były małe tartaletki z pastą z zielonego groszku i chipsami z boczku. Nie wszystkie zostały zjedzone w trakcie "baby shower", miałam więc okazję sprawdzić, jak "zachowują" się po przechowaniu w lodówce i jak smakują następnego dnia - dobrze, myślę, że to może być fajna przekąska nie tylko na imprezy, ale także do zabrania ze sobą na piknik.

Tartaletki z pastą z zielonego groszku i boczkiem

















Składniki (na 18 tartaletek)

SPÓD
300g mąki pszennej
150g masła
1 jajko
duża szczypta soli

WIERZCH
1 opakowanie mrożonego groszku zielonego (400-450g)
200ml bulionu warzywnego
1 mała cebula
1 czubata łyżka masła
garść listków świeżej mięty
sól i pieprz do smaku
9 cienkich plastrów chudego boczku wędzonego

Przygotowanie
  1. mąkę wsypujemy do miski, dodajemy sól, mieszamy
  2. bardzo zimne masło (prosto z lodówki) siekamy na małe kawałki lub ścieramy na tarce (na grubych oczkach) do tej samej miski i wyrabiamy szybko, do momentu uzyskania formy przypominającej kruszonkę
  3. do tak przygotowanej mieszaniny dodajemy 1 całe jajko (również bardzo zimne, prosto z lodówki) i wyrabiamy ciasto
  4. z ciasta lepimy kulę, owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce przez ok 1h
  5. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy na niezbyt cienki placek (tak jak na maślane ciasteczka) i wykrawamy z ciasta kółka (można szklanką)
  6. blachę do pieczenia muffinów natłuszczamy i oprószamy mąką, a następnie w każdym wgłębieniu układamy kółko ciasta, formując miseczkę, której dno nakłuwamy widelcem
  7. tak przygotowaną blachę z muffinami wstawiamy na 15-20 minut do lodówki do schłodzenia
  8. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza
  9. do rozgrzanego piekarnika wstawiamy blachę ze schłodzonym ciastem i pieczemy ok 20 min, do uzyskania lekko złotego koloru
  10. czynność powtarzamy do zużycia całego surowego ciasta
  11. po upieczeniu studzimy blachę i dopiero wtedy można wyjmować upieczone spody
  12. masło rozpuszczamy w rondlu lub głębokim garnku, wrzucamy na nią obraną i drobno posiekaną cebulę i podsmażamy, aż się zeszkli
  13. do tego samego naczynia wsypujemy mrożony groszek zielony i zalewamy bulionem, a następnie gotujemy do momentu, aż groszek będzie miękki, ale nadal w pięknym, żywym zielonym kolorze
  14. do ugotowanego groszku dodajemy byle jak posiekane liście mięty i miksujemy  całość blenderem na gładką masę, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  15. plasterki boczku przekrajamy na pół i wrzucamy na suchą patelnię, żeby podsmażyły się w "tłuszczu własnym", do momentu, aż staną się rumiane i chrupiące - tak przygotowany boczek zdejmujemy z patelni i przekładamy na ręcznik papierowy
  16. upieczone spody tartaletek wypełniamy pastą z zielonego groszku i przyozdabiamy "chipsami" z boczku oraz dodatkowymi liśćmi świeżej mięty
Przygotowując to danie, zainspirowałam się przepisem na bardzo podobne tartaletki, tylko z dodatkiem parmezanu. Ja tego sera nie dodałam (zalecenia żywieniowe dla ciężarnej koleżanki), ale myślę, że z serem mogą być jeszcze lepsze ;-) Spód z tego przepisu jest bardzo uniwersalny, zamiast pasty z groszku i boczku można dodać wiele innych składników.

środa, 29 czerwca 2016

Stir fry z sezonowych warzyw i piersi z kurczaka

Tym razem proste danie z sezonowych warzyw: bobu, fasolki szparagowej, młodej marchwi. Do tego kawałki piersi z kurczaka zagrodowego (ale można równie dobrze zrobić w wersji wege), a całość doprawiona jedynie sosem sojowym i jedną z moich ulubionych przypraw do dań w stylu azjatyckim - japońską mieszanką chili (nanami togarashi, do kupienia np. w Kuchniach Świata), ale można też dodać świeżą papryczkę (sugeruję zacząć od połowy, a potem najwyżej dodać więcej, jeśli danie będzie za mało pikantne). Trochę szczypiorku, trochę kolendry (opcjonalnie, nie wszyscy lubią), gryczany makaron soba (może też być udon, sojowy lub ryżowy) i smaczne, lekkie danie na upalne dni gotowe :-) Nie ma co się nad tym rozwodzić, więc wpis będzie - wyjątkowo - krótki. Smacznego :-)

Stir fry z sezonowych warzy i piersi z kurczaka














Składniki (dla 3-4 osób):
  • ok. 400g piersi z kurczaka zagrodowego
  • 2 młode marchewki
  • 2 duże garści fasolki szparagowej
  • 2 szklanki bobu
  • pół pęczka szczypiorku
  • pół pęczka kolendry
  • sos sojowy jasny
  • mieszanka chili (lub zwykła mielona chili)
  • ok. 300g makaronu  (gryczany soba jest do kupienia w większości supermarketów na stoisku z produktami azjatyckimi, np. marki Tokyoto)
Przygotowanie:
  1. Piersi z kurczaka płukamy pod zimną wodą, osuszamy, oczyszczamy, kroimy w kostkę i doprawiamy 3 łyżkami sosu sojowego
  2. Fasolkę szparagową myjemy, obcinamy końcówki i kroimy na 3-4 kawałki każdą
  3. Marchew myjemy, obieramy, kroimy w kostkę (u mnie ćwierćplasterki, czyli najpierw na 4 wzdłuż, a potem każdą ćwiartkę w poprzek na małe kawałki)
  4. Bób myjemy, wrzucamy do osolonej, wrzącej wody i gotujemy przez 3-4 minuty, a następnie odcedzamy i przelewamy zimną wodą, żeby przestał się gotować
  5. Szczypiorek myjemy, każdą kroimy w duże kawałki pod skosem
  6. Kolendrę myjemy, osuszamy i siekamy drobno
  7. Na dnie woka lub innej głębokiej patelni rozgrzewamy tłuszcz (u mnie 1 łyżka oleju kokosowego), a następnie wrzucamy pokrojonego kurczaka i obsmażamy przez kilka minut
  8. Do smażącego się kurczaka dodajemy najpierw pokrojoną marchew, a następnie pokrojoną fasolkę, mieszamy i podsmażamy wszystko razem pod przykrywką przez kilka minut
  9. Doprawiamy sosem sojowym (kilka łyżek, do uzyskania odpowiadającego Wam poziomu słoności) i chili (ja zaczynam od szczypty, a potem dodaję, jeśli dane jest za mało pikantne)
  10. Ugotowany bób obieramy z łupin, każdą fasolkę dzielimy na pół i wraz z pokrojonym szczypiorkiem dorzucamy na patelnię, mieszamy i przykrywamy na kilka minut
  11. Gotujemy makaron, a ugotowany dorzucamy na patelnię i mieszamy, jeśli trzeba, doprawiamy dodatkową ilością sosu sojowego
  12. Tuż przed podaniem posypujemy posiekaną kolendrą i serwujemy
Dobrze "wchodzi" z lekkim białym winem, np. pinot grigio.

Smacznego :-)



sobota, 21 maja 2016

Podpłomyk ze szparagowymi "obierkami"

Ciąg dalszy szparagowej historii. Tym razem Was zaskoczę - będzie bez jajek ;-) Pomysł pochodzi z Pinteresta, gdzie od dłuższego czasu mam "zapinowany" przepis na podpłomyk ze szparagowymi "obierkami" (anglojęzyczna wersja "shaves" brzmi znacznie lepiej, muszę przyznać), z tym, że to był przepis z wykorzystaniem gotowego podpłomyka, kupionego w sklepie. Ja swój zrobiłam sama i pokombinowałam trochę z tym, co znalazło się na wierzchu. A przy okazji udało mi się wykorzystać kolejny składnik zalegający w mojej spiżarni - mąkę orkiszową, którą w przepisie oczywiście można zastąpić pszenną. Zaskoczyło mnie to, jak bardzo sycąca okazała się mąka orkiszowa - byłam w stanie zjeść o połowę mniejszą porcję niż zwykle, gdy robię ciasto z mąki pszennej.

Przygotowanie tego dania trochę trwa, ale moim zdaniem warto ten czas "zainwestować". To może być fajna propozycja na danie do zabrania na piknik (wówczas do zjedzenia na zimno albo podgrzania na grillu) albo na imprezę.

W moim przepisie wykorzystałam młody ser dżersejowy (czyli z mleka od krów rasy jersey), który zamówiłam na stronie internetowej Rancza Frontiera, słynnego wśród smakoszy serów zagrodowych producenta serów owczych. O tym producencie słyszałam wielokrotnie, zawsze w samych superlatywach. Ostatecznie do wypróbowania serów Frontiery zachęcił mnie wykład znawcy serów i autora określenia "sery zagrodowe", Gienio Miętkiewicz, który prowadzi program "Przez dziurkę od sera" emitowany na kanale Kuchnia+. Sery można złożyć zamówienie emailem, dostawa kurierem. Muszę przyznać, że sery Frontiery, które zamówiłam (ser oczy młody, Mazuriano i wspomniany już ser dżersejowy) były naprawdę wyjątkowe. Znawcą serów nie jestem, ale szczerze polecam spróbować.

A propos serów - w najbliższym czasie w Sandomierzu odbędzie się festiwal sera (28-29 czerwca). Niestety w ten sam weekend mam zajęcia na uczelni (aczkolwiek też o jedzeniu, Food Studies), więc się nie wybiorę, ale jeżeli będziecie w okolicach, zachęcam do udziału w tym festiwalu, nie tylko dlatego, że jestem lokalną patriotką, a Sandomierz jest blisko mojego rodzinnego miasta ;-) W Sandomierzu warto również spróbować wina z lokalnych winnic, szczególnie polecam czerwone wytrawne wino "Sudomir rubin" z Winnicy Płochockich, które można kupić również na stoiskach Faktoria Win w różnych sklepach spożywczych na terenie Warszawy współpracyjących z tym dystrybutorem. Ja pierwszy raz trafiłam na to wino przypadkiem, wypatrzyłam je na półce sieciowego sklepu spożywczego. Dla mnie to wino było dużym pozytywnym zaskoczeniem, bo dotychczas polskie wina kojarzyły mi się z kosztownymi "kwasiorami". Świat się zmienia, polskie wina najwyraźniej są coraz lepsze :-)

Podpłomyk ze szparagowymi "obierkami"



















Składniki (na dużą blachę "z piekarnika", dla 4 osób)
  • 500g mąki orkiszowej (lub pszennej)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka cukru
  • 300 ml ciepłej wody
  • 1 opakowanie (7g) suszonych drożdży
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 10 zielonych szparagów
  • 150g sera (u mnie krowi dżersejowy, ale moim zdaniem dobrze sprawdzi się także mozzarella, owczy twardy niewędzony albo feta)
  • kilka plasterków pikantnego salami (opcjonalnie)
  • sól i pieprz
Przygotowanie:
  1. cukier i drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie, przykrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy na 15 minut, żeby zaczyn "ruszył"
  2. mąkę przesiewamy, mieszamy z solą, a następnie łączymy z zaczynem i oliwą 
  3. wyrabiamy ciasto (powinno być miękkie i elastyczne, nie powinno za bardzo lepić się do rąk, a jeśli się lepi, trzeba dodać więcej mąki)
  4. ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na ok 1h
  5. w międzyczasie myjemy szparagi, odłamujemy zdrewniałą końcówkę, odcinamy klocowate "listki" z łodyg oraz główkę
  6. łodygi szparagi obieramy obieraczką, żeby uzyskać "obierki" do rozłożenia na podpłomyku
  7. gdy ciasto na podpłomyk wyrośnie, uderzamy w środek pięścią i przez chwilę wyrabiamy
  8. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do pieczenia wyścielamy papierem pergaminowym i układamy na niej ciasto (można je rozwałkować, a można też rozciągnąć rękami i ułożyć na blasze)
  10. na wierzchu ciasta rozsypujemy pokruszony lub starty na tarce ser, a na serze (opcjonalnie) rozkładamy plasterki salami
  11. następnie na całej powierzchni podpłomyka, równomiernie rozkładamy szparagowe "obierki", a na nic układamy szparagowe główki, całość doprawiamy solą i pieprzem
  12. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 30-40 minut, do lekkiego zrumienienia szparagowych ścinków (jak zwykle polecam obserwować rozwój sytuacji w piekarniku zamiast nastawiać czas i polegać na wytycznych dot. czasu pieczenia, piekarniki potrafią bardzo się od siebie różnić)
  13. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i serwujemy na ciepło, na zimno też nie jest zły
Smacznego :-)


sobota, 14 maja 2016

Jajka zapiekane ze szparagami

Znowu szparagi z jajkami, nuuudaaa :-) Ale nic na to nie poradzę, że na śniadanie szparagi pasują mi najlepiej właśnie z jajkiem. Mogę jedynie obiecać, że w kolejnych przepisach ze szparagami postaram się być nieco bardziej kreatywna.

Dziś, wyjątkowo, będzie nieprzegadany wpis. Nie ma co się rozpisywać, do roboty!

Jajka zapiekane ze szparagami
















Składniki (dla 2 osób):
  • pęczek zielonych szparagów (10-12 sztuk)
  • kilka plasterków wędliny (u mnie moja ukochana polędwica sopocka) - można pominąć, jeśli nie macie akurat wędliny lub wolicie bez mięsa
  • 4 jajka
  • trochę masła do wysmarowania formy (lub inny tłuszcz, byle nie margaryna)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. zaczynamy od wyjęcia jajek z lodówki, żeby przed pieczeniem zdążyły się trochę ogrzać w temperaturze pokojowej
  2. szparagi myjemy, odłamujemy twarde końcówki, z łodyg usuwamy łuski, kroimy na mniejsze kawałki (u mnie na trzy)
  3. wędline kroimy w paski
  4. dno naczynia do zapiekania natłuszczamy, wrzucamy pokrojone szparagi i wędlinę, doprawiamy szczyptą soli i pieprzu, mieszamy
  5. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  6. do rozgrzanego piekarnika wstawiamy naczynia ze szparagami i pieczemy przez 10 minut
  7. po 10 minutach wyjmujemy naczynia ze szparagami z piekarnika i wbijamy jajka (można wcześniej wbić je do miseczki i wylewać z miseczki na szparagi, żeby nie ryzykować, że do szparagów wpadną skorupki)
  8. naczynia ze szparagami i jajkami z powrotem wstawiamy do piekarnika, temperatura bez zmian - i teraz zaczyna się najtrudniejsza część
  9. zapiekamy od 7 do 10 minut - to zależy od wielkości jajek i od "zachowania" Waszych piekarników, u mnie zapiekanie trwało ok 10 minut, miałam duże jajka
  10. naczynia wyjmujemy z piekarnika w momencie, gdy białko jest ładnie ścięte, a żółtko jedynie przesłonięte ściętą "błonką", a w środku płynne
  11. serwujemy od razu, np. z pieczywem do maczania w płynnym żółtku
Smacznego :-)