poniedziałek, 27 lutego 2017

Kurczak miodowo-musztardowy

To jest jeden z przepisów, które moja Siostra wyszukała na blogu Kwestia Smaku i który na stałe zagościł w naszym rodzinnym menu. Po Siostrze przepis podchwyciła Mama, w międzyczasie został przekazany jeszcze kilku innym członkom rodziny i znajomym, a ostatnio zagościł również na moim stole. Zaprosiłam na niedzielny obiad moją najstarszą Przyjaciółkę - znamy się od ponad 30 lat, pierwsze wspólne zdjęcie mamy z zabawy choinkowej z 1986 lub 1987 roku, nasi rodzice się przyjaźnili i nadal się przyjaźnią, a my tą przyjaźń dostałyśmy w genach i rozwinęłyśmy - z mężem i kilkumiesięcznym synkiem Dawidem. Jak niedzielny obiad, to musi być kurczak :-) Dla urozmaicenia - w nieco innej odsłonie, w miodowo-musztardowej glazurze.

Przepis, który nieco zmodyfikowałam w porównaniu z oryginałem, jest prosty, składniki ogólnodostępne, a przygotowanie nie wymaga "ślęczenia nad garami". Jedynym uciążliwym elementem jest konieczność zaglądania do pieca od czasu do czasu, przewracania kawałków mięsa na drugą stronę i podlewania ich sosem. Ale efekt końcowy jest tego wart - miękki, soczysty kurczak w słodko-pikantnej otoczce. Ja serwuję z pieczonymi warzywami - pokrojoną w grube słupki marchewką i małymi ziemniakami z dodatkiem oliwy, drobno posiekanego rozmarynu, soli i pieprzu. Jako dodatek do tego dania dobrze sprawdzają się również brokuły z przepisu Wybranka.

Kurczak miodowo-musztardowy




























Składniki (dla 6 osób)
  • 6 nóg z kurczaka (udo z podudziem, czyli tzw. "pałką"; w oryginale są same podudzia)
  • 125ml płynnego miodu
  • 4 łyżki musztardy Dijon
  • 4 łyżki musztardy francuskiej (z całymi ziarenkami gorczycy)
  • 4 łyżki białego octu winnego
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • sól i pieprz do smaku
 Przygotowanie:
  1. Miód, oba rodzaje musztardy, ocet i olej wymieszać, a następnie doprawić solą i pieprzem do smaku
  2. Nogi z kurczaka opłukać pod bieżącą wodą, osuszyć i wrzucić do miski (w oryginalnym przepisie jest wskazówka, żeby każdy kawałek mięsa naciąć, niemniej jednak ja nie uważam, że jest to konieczne i nie nacinam)
  3. Do mięsa wlewamy marynatę i nacieramy nią każdą nogę kurczaka, a następnie przykrywamy miskę i wstawiamy ją do lodówki na min. 1 godzinę do schłodzenia i zamarynowania
  4. Po upływie minimum 1h godzinę wyjmujemy mięso z lodówki i przekładamy razem z marynatą do naczynia żaroodpornego
  5. Naczynie wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu, na środkową półkę (w oryginalnym przepisie jest 220 stopni i piekarnik z funkcją grill, natomiast ja wolę korzystać z najzwyklejszej funkcji góra-dół i piec w nieco niższej temperaturze, bo to danie bardzo łatwo spalić z uwagi na sporą ilość cukru w miodzie)
  6. Mięso pieczemy ok 1 godziny (aż mięso będzie miękkie, a skórka złoto-brązowa), obracając nogi co kwadrans i polewając je marynatą/sosem - jeśli mięso zaczyna nabierać zbyt ciemnego koloru, można zmniejszyć temperaturę przesunąć blaszkę na niższą półkę)
  7. Po upieczeniu serwujemy z wybranymi dodatkami, mięso smakuje dobrze również po wystudzeniu, w formie dodatku do sałatki
Smacznego :-)




niedziela, 26 lutego 2017

(Wytrawne) ciasto z kalafiorem

Na zdjęcia tego ciasta trafiłam, szukając na Pintereście inspiracji na urodzinową kolację w stylu bliskowschodnim dla bliskiej znajomej. Gdy je zobaczyłam, wiedziałam, że to jest to. To ciasto powinno się w zasadzie nazywać "ciastem parmezanowo-jajeczny z dodatkiem kalafiora", bo zawiera aż 150g tego sera i 7 jajek. Smakuje trochę jak quiche, ale bez ciasta. Nie jest jednak bezglutenowe - w składzie jest mąka pszenna (tej mąki nie jest dużo, więc na oko wydaje mi się, że można ją bez straty dla smaku i prawdopodobnie konsystencji zastąpić mąką bezglutenową - do wypróbowania). Ciasto ma ładny żółty kolor dzięki dodatkowi kurkumy i intrygującą "dekorację" z krążków czerwonej cebuli. Polecam jako samodzielne danie (można podawać na ciepło lub na zimno) lub jako dodatek np. do jakiegoś mięsnego dania z sosem.

Przepis pochodzi z książki pt. "Cała obfitość", której autorem jest Yotam Ottolenghi, brytyjski szef kuchni pochodzący z Izraela, właściciel kilku knajpek w Londynie. Oprócz tej książki napisał jeszcze trzy inne, w tym "Jerozolima", która jest jedną z najlepszych książek kucharskich, jakie w życiu czytałam - łączy w sobie bogactwo informacji o kulturze kulinarnej Jerozolimy z przepisami na smaczne i apetycznie zaprezentowane dania. Z całego serca polecam tę książkę wszystkim osobom zainteresowanym kulturą (nie tylko kulinarną) Bliskiego Wschodu.

Ciasto z kalafiorem z przepisu Yotama Ottolenghiego






















Składniki (na okrągłą blaszkę o średnicy 24 cm):
  • 1 kalafior (ok 450g po obraniu z liści i podzieleniu na różyczki)
  • 1 średniej wielkości czerwona cebula
  • 1/2 łyżeczki drobno posiekanego świeżego rozmarynu (=igiełki oberwane z jednej łodyżki)
  • 2 łyżki oliwy (w oryginale jest 75ml, ale moim zdaniem to za dużo)
  • 7 jajek
  • ok 1/2 szklanki posiekanych świeżych liści bazylii
  • 120g mąki pszennej (w oryginale jest informacja, że powinna być przesiana, ale ja oczywiście nie przesiałam, z lenistwa)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki mielonej kurkumy
  • 150g startego parmezanu
  • 1 łyżka nasion białego sezamu (ja nie dodałam, bo zapomniałam ;-)
  • 1 łyżeczka czarnuszki (jak wyżej)
  • tłuszcz do natłuszczenia formy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Różyczki kalafiora wrzucamy do osolonej (1 łyżką soli) wody i gotujemy do miękkości (, a następnie odsączamy z wody i odstawiamy\
  2. Cebulę obieramy, odkrajamy 4 grube plastry i odkładamy, a resztę drobno siekamy i podsmażamy na oliwie z dodatkiem rozmarynu do momentu, aż cebula będzie miękka, a następnie odstawiamy do wystygnięcia
  3. Wystudzoną podsmażoną cebulę łączymy z jajkami i bazylią, dokładnie mieszamy (ja korzystam z robota kuchennego, ale zwykły mikser też spokojnie da radę)
  4. Następnie dodajemy starty parmezan, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, kurkumą, 1 łyżeczką soli i 1/2 łyżeczki pieprzu, i mieszamy do uzyskania gładkiej masy
  5. Do masy dorzucamy ugotowane różyczki kalafiora i delikatnie mieszamy, żeby ich nie zmiażdżyć
  6. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia (zarówno dno, jak i brzegi), smarujemy tłuszczem i obsypujemy czarnuszką zmieszaną z sezamem (opcjonalnie, bez tych ziarenek ciasto również jest bardzo dobre)
  7. Do tak przygotowanej blaszki przekładamy ciasto, wyrównujemy wierzch i rozkładamy na nim krążki cebuli
  8. Wstawiamy do rozgrzanego wcześniej do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu), na środkową półkę i pieczemy przez ok 45 min (do suchego patyczka)
  9. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i serwujemy
Smacznego :-)




czwartek, 23 lutego 2017

Faworki cioci Loni

Ciocia Lonia, siostra mojej babci, jest mistrzynią faworków. Co roku w okresie karnawału smaży ogromne ilości tych słodkości - czasami w podstawowej, jak ta, którą zrobiłam ja, a czasami w kształcie różyczek, z wiśniami z własnej roboty przetworów. Ciocia jest też mistrzynią wafli z kajmakiem, który sama gotuje, stojąc godzinami nad garnkiem i cierpliwie mieszając kajmak, oraz drożdżowych ciast pieczonych w piecu kaflowym (mówi, że z piekarnika jej takie dobre nie wychodzą), ale dziś będzie tylko o faworkach.

Faworki to jeden z niewielu rodzajów wypieków, które lubi Wybranek. W związku z tym postanowiłam raz na jakiś czas być dobrą żoną i usmażyć dla niego faworki na Tłusty Czwartek. Poświęcenie zostało przypieczętowane poparzeniem, a więc pamięć o faworkach będzie trwała dłużej niż jeden dzień ;-) Mimo wszystko było warto - przepis jest prosty, przygotowanie nie trwa długo, a efekt miły (nie ma to jak tłuszcz i cukier :-)

Faworki z przepisu cioci Loni




























Składniki (wzięłam 1/2 tego, co podyktowała mi ciocia, bo aż tyle byśmy we dwoje nie zjedli; z tej ilości składników wychodzi ok 40 faworków):
  • 250g mąki pszennej
  • 3 żółtka
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • 1 łyżka spirytusu lub octu
  • olej do smażenia (u mnie był 1 litr słonecznikowego)
  • cukier puder do posypania
Przygotowanie:
  1. Mąkę przesiewamy na stolnicę, na wierzchu górki robimy dołek i wlewamy do niego żółtka, śmietanę i spirytus, a następnie wyrabiamy ciasto (tak robi ciocia, ja wrzuciłam wszystko do misy robota kuchennego i wyrobiłam ciasto w robocie)
  2. Gotowe ciasto powinno być miękkie, elastyczne, wilgotne, ale nie powinno się kleić do rąk
  3. Ciasto dzielimy na porcje (u mnie trzy), nieużywane kawałki chowamy do woreczka foliowego, żeby ciasto nie wysychało
  4. Każdą porcję cienko rozwałkowujemy, tniemy na długie paski, które dzielimy na krótsze
  5. Na każdym krótszym pasku robimy nacięcie wzdłuż, na środku (w sporej odległości od brzegów), a następnie zawijamy jeden koniec, przekładamy przez otwór i wywijamy faworka
  6. Powtarzamy do zużycia całego surowego ciasta
  7. Tak przygotowane faworki smażymy po obu stronach na dobrze rozgrzanym oleju (u mnie w charakterze naczynia do smażenia dobrze sprawdził się wok ;-) porcjami (uwaga, smażą się naprawdę bardzo szybko, trzeba cały czas stać nad patelnią i pilnować, żeby się nie spaliły
  8. Gotowe faworki przekładamy na sitko, a potem na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się nadmiaru oleju
  9. Przestudzone faworki oprószamy cukrem pudrem
Smacznego :-)