niedziela, 29 grudnia 2013

Co zrobić z resztkami świątecznych potraw?

Tak jak prawdopodobnie w większości polskich rodzin, w mojej rodzinie na święta robi się za dużo jedzenia i piecze się za dużo ciast. Tak jest co roku, czasami tato próbuje protestować, ale zwykle nieskutecznie ;-) Po świętach jesteśmy więc objedzeni "do ulania", a mimo to w lodówce zalegają zapasy pierogów, kapusty czy barszczu, a w innych schowkach piętrzą się ciasta i ciasteczka.

W tym roku udało się nam to jakoś tak sprytnie ograć. Ciasta zostały rozdane członkom rodziny, których odwiedzaliśmy w święta ;-) A resztki wigilijnych dań przerobiłyśmy z moją Siostrą na inne dania, dając pierogom z kapustą, uszkom, kapuście z grzybami i barszczowi nowe życie :-)

Gdybyście mieli ochotę wypróbować któryś z tych dwóch sposobów ogrania resztek ze świąt, zapraszam. Jednocześnie zachęcam do eksperymentowania z poświątecznymi pozostałościami we własnym zakresie. Ostatecznie można zamrozić ;-)

Drożdżowe bułeczki z kapustą, do barszczu
(na bazie przepisu na drożdżowe ślimaczki do barszczu, który podawałam przed świętami)

Składniki (mi z tej ilości wyszły prawie dwie blachy bułeczek, ok. 30 sztuk):
  • 14 g suszonych drożdży (w oryginalnym przepisie jest 15g, ale w domu miałam tylko 2 op. po 7g, a moje rodzeństwo okazało się być głuche na moje prośby, żeby ktoś przeszedł się do sklepu i dokupił ;-)
  • 3/4 szklanki + 1 łyżka mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki białego cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko + 2 żółtka
  • 70g masła
  • ok. 1/2 kg kapusty z grzybami z Wigilii (jeżeli będzie trochę więcej, nie powinien to być problem)
Przygotowanie:
  1. Podgrzewamy mleko, do osiągnięcia temperatury "ciepłe" (ciepłe jest wtedy, gdy możemy włożyć do mleka palec i trzymać go przez dłuższą chwilę, bez uczucia parzenia ;-)
  2. Bierzemy 1/2 szklanki mleka (resztę odstawiamy), dodajemy 1 łyżkę cukru i drożdże, całość mieszamy do rozpuszczenia drożdży, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 15min, żeby drożdżowy zaczyn zaczął pracować (poznamy po bąbelkach, że zaczął)
  3. W międzyczasie rozpuszczamy na patelni/w rondelku masło i odstawiamy do przestudzenia (nie powinno być gorące, może być ciepłe)
  4. Do miski lub na stolnicę przesiewamy mąkę, mieszamy ją z solą i cukrem
  5. Do suchej mieszaniny dodajemy zaczyn, resztę mleka i przestudzone masło, a następnie wyrabiamy gładkie, elastyczne, miękkie ciasto (nie powinno lepić się do rąk, jeśli się lepi, dodajemy więcej mąki)
  6. Wyrobione ciasto wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę, do wyrośnięcia (powinno podwoić objętość) - ja często pomagam sobie piekarnikiem, ustawiam na minimalną temperaturę i wstawiam ciasto do wyrośnięcia, niezawodna metoda
  7. Wyrośnięte ciasto wykładamy na oprószoną mąką stolnicę i rozwałkowujemy na grubość ok 3-5mm i kształt prostokąta (raczej dużego)
  8. Kapustę z grzybami podgrzewamy
  9. Na rozwałkowanym cieście rozsmarowujemy ciepłą (ale nie gorącą) kapustę z grzybami, zostawiając odstęp ok 1cm wzdłuż dłuższego brzegu
  10. Zostawiony odstęp smarujemy rozkłóconym żółtkiem, a następnie zwijamy ciasto w roladę, kończącą się posmarowanym brzegiem, który przyklejamy do powierzchni rolady
  11. Roladę kroimy w poprzek, na plastry o grubości 1-1,5cm
  12. Plastry ciasta układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 20min do wyrośnięcia
  13. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  14. Wyrośnięte bułeczki smarujemy żółtkiem rozkłóconym z łyżką mleka i wstawiamy do piekarnika
  15. Pieczemy przez ok. 25min, do uzyskania złotego koloru
Najlepiej podawać prosto z pieca, z resztką wigilijnego barszczu.


Zapiekanka z uszkami z grzybami i pierogami z kapustą
 
Składniki (u mnie na dużą formę do tarty, o średnicy ok 28 cm):
  • ok. 40 pierogów z kapustą i grzybami
  • ok. 30 uszek z grzybami
  • 1 laska kiełbasy (może też być boczek lub inna wędlina, raczej wędzona lub gotowana niż podsuszana)
  • garść grzybów suszonych (to jest opcjonalne, można nie dodawać)
  • 2 średnie cebule
  • 150ml śmietany
  • 2 jajka
  • 100g sera żółtego
  • garść posiekanej natki (opcjonalnie)
  • sól, pieprz i gałka muszkatołowa do smaku
  • odrobina masła i bułki tartej do przygotowania formy do pieczenia
Przygotowanie:
  1. garść suszonych grzybów namaczamy w ciepłej wodzie
  2. formę do pieczenia natłuszczamy masłem i obsypujemy bułką tartą
  3. na dnie formy układamy pierogi, na zakładkę (na moim zdjęciu nie widać, bo pierogi przykrywa kiełbasa i cebula)
  4. uszka układamy przy brzegu formy
  5. kiełbasę (obraną ze skórki lub nie, jak wolicie) siekamy na nieduże kawałki i podsmażamy na patelni (jeśli jest niezbyt tłusta, na łyżce oleju; jeśli jest tłusta, na suchej patelni)
  6. podsmażoną kiełbasę zdejmujemy z patelni
  7. na tą samą patelnię (z kiełbasianym tłuszczem) wrzucamy obraną i drobno posiekaną cebulę i podsmażamy ją do uzyskania złotego koloru
  8. podsmażoną cebulę zdejmujemy z patelni i dodajemy do kiełbasy
  9. odsączamy grzyby i drobno siekamy
  10. posiekane grzyby podsmażamy chwilę na tej samej patelni, na której smażyliśmy kiełbasę i cebulę, a następnie dodajemy na patelnię z powrotem kiełbasę i cebulę i chwilę razem podgrzewamy
  11. podsmażoną kiełbasę, cebulę i grzyby wykładamy na pierogi i uszka
  12. ser żółty trzemy na tarce
  13. śmietanę rozkłócamy z jajkami, dodajemy dużą szczyptę soli, pieprzu i tartej gałki muszkatołowej, a następnie połowę startego sera
  14. uzyskaną w tej sposób mieszaniną polewamy zapiekankę, a wierzch posypujemy natką i resztą startego sera
  15. wierzch zapiekanki przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu)
  16. zapiekamy pod folią przez ok 20 minut, a kolejnych 10-15 minut bez przykrycia (dzięki temu brzegi uszek się nie wysuszą)
  17. po upieczeniu wyjmujemy z pieca i serwujemy
Smacznego :-)

piątek, 27 grudnia 2013

(Po)świąteczny piernik z rodzinnego przepisu mojej Cioci

Święta, święta i po świętach, a na przepis na świąteczny piernik już raczej za późno ;-) Niemniej jednak może ktoś będzie szukał przepisu na piernik do upieczenia na Nowy Rok albo będzie potrzebował przepisu na piernik na Boże Narodzenie 2014...

Ten piernik jadłam kilkakrotnie u Cioci i Wujka w okresie świąt i bardzo mi smakował. Ciocia piecze ten piernik ze swoją Mamą na święta, to ich rodzinny przepis. Po ubiegłorocznych świętach poprosiłam Ciocię o ten przepis i wykorzystałam go w tym roku. Jest prosty, jedynym "ale" jest fakt, że trzeba go upiec 10-14 dni przed świętami, żeby nabrał odpowiedniego charakteru. Po upieczeniu trzeba go szczelnie opakować i przechowywać w suchym miejscu. Ja swój zamroziłam na 10 dni, bo i tak można piernik potraktować, a po 10 dniach rozmroziłam, przełożyłam powidłami autorstwa mojej Siostry, przetrzymałam w takim stanie jeden dzień, żeby nadzienie "przegryzło się" z ciastem, a następnie udekorowałam rozpuszczoną czekoladą i bakaliami (pistacje, suszona żurawina, suszone morele).

Świąteczny piernik z rodzinnego przepisu mojej Cioci

 
Składniki (na piernik z klasycznej, okrągłej blachy tortowej, wystarczy dla co najmniej 10-12 osób):
  • 1 kostka margaryny (Ciocia używa 250 g masmixu)
  • 5 jajek - oddzielić białka od żółtek
  • 0,5 kg mąki tortowej
  • 1 szklanka + 3 łyżki cukru
  • ¾ szklanki miodu (Ciocia radzi: najlepiej zmieszać sztuczny z prawdziwym z przewagą sztucznego)
  • 3 duże łyżki śmietany
  • 1 łyżeczka sody
  •  przyprawa do pierników (całe opakowanie, u mnie 25g)
  • do dekoracji (wedle uznania): 2 czekolady (u mnie deserowa), bakalie, można też wykorzystać gotowe polewy (ale nie polecam) lub posypki
Przygotowanie:
  1. żółtka i 1 szklankę cukru wkładamy do miski i rozcieramy na puszystą masę (można mikserem na niedużych obrotach)
  2. do żółtek utartych z cukrem dodajemy margarynę i daje ucieramy, do uzyskania gładkiej masy
  3. w osobnym naczyniu łączymy mąkę, sodę i przyprawę do pierników
  4. suchą mieszaninę łączymy z mokrą do uzyskania gładkiej masy
  5. 3 łyżki cukru wsypujemy na suchą patelnię i podgrzewamy do uzyskania karmelu (nie mieszamy łyżką), a następnie dodajemy śmietanę (to jest odstępstwo od przepisu Cioci: u cioci karmel i śmietana nie są łączone, dodaje je się osobno do ciasta, ale ja się bałam, że karmel w kontakcie z zimniejszymi składnikami ciasta mi się zbryli i że w cieście będą kawały karmelu...)
  6. karmelowo-śmietanową masę nieco studzimy i dodajemy do ciasta, do uzyskania gładkiej masy
  7. białka ubijamy na sztywno i dodajemy do masy, delikatnie mieszając białkową pianę z ciastem za pomocą drewnianej łyżki
  8. po uzyskaniu jednolitej masy, przekładamy ciasto na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia lub folią aluminiową (u mnie był papier, a tortownicę dodatkowo wysmarowałam masłem, żeby papier dobrze przylegał)
  9. tortownicę z ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu) i pieczemy przez ok 1 godzinę i 15 minut (po godzinie można sprawdzić stan wypieczenia za pomocą drewnianego patyczka - jeśli patyczek będzie suchy, oznacza to, że ciasto jest gotowe, a jeśli będzie mokry/oblepiony ciastem, trzeba jeszcze je dopiec; patyczek najlepiej wbijać w najgrubszym miejscu ciasta, u mnie na środku)
  10. po upieczeniu wyjmujemy piernik z piekarnika i studzimy
  11. po wystudzeniu szczelnie pakujemy piernik w folię do żywności i przechowujemy przez 10-14 dni w suchym miejscu (można też szczelnie opakowany piernik zamrozić - ja właśnie tak zrobiłam)
  12. po upływie 10-14 dni odpakowujemy piernik, kroimy w poprzek i przekładamy powidłami śliwkowymi lub inną marmoladą, zabezpieczamy przed wyschnięciem i zostawiamy na jeden dzień do przegryzienia się (ja opakowałam w folię spożywczą i schowałam do lodówki)
  13. następnie dekorujemy: ja rozpuściłam czekolady w kąpieli wodnej i polałam uzyskaną w ten sposób masą wierzch piernika, a następnie (przed zastygnięciem polewy) posypałam go garścią posiekanych pistacji (kupiłam solone, bo niesolone w Polsce trudno dostać, obrałam z twardych łupin, wymoczyłam we wrzątku, zdjęłam skórki, osuszyłam i posiekałam), suszonych moreli i suszonej żurawiny
I gotowe :-) Smacznego!


niedziela, 22 grudnia 2013

Pierogi z suszonymi śliwkami

Od jakiegoś czasu, w kategorii dań słodkich, obok babcinej kaszy jaglanej z sosem z suszonych moreli, na świątecznym stole w moim rodzinnym domu pojawiają się pierogi z suszonymi śliwkami. Nie bardzo wiem, skąd się wzięły. Prawdopodobnie Mama albo Ciocia (siostra Babci) usłyszały o takim daniu od znajomych i postanowiły wprowadzić je do świątecznego menu. I dobrze, bo te pierogi są bardzo dobre :-)

Ja zaserwowałam je moim koleżankom na przedświąteczną kolację, po barszczyku w towarzystwie drożdżowych ślimaczków z grzybami. W roli omasty wystąpił waniliowy serek homogenizowany (ja najbardziej lubię marki Krasnystaw, Rolmlecz albo President z dodatkiem prawdziwej wanilii, inne są dla mnie za słodkie). Gościom smakowało, mi również, mam nadzieję, że przypadnie do gustu i Wam :-)

Pierogi z suszonymi śliwkami
 
Składniki (na 40-45 pierogów, w zależności od tego, jak cienko rozwałkujemy ciasto):
  • 2 szklanki mąki pszennej + trochę do podsypania przy wyrabianiu
  • 4/5 szklanki ciepłej wody
  • szczypta soli
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • ok. 400g suszonych (nie wędzonych) śliwek (wybierając śliwki, postarajcie się, żeby były miękkie i wilgotne; czasami warto dopłacić parę złotych, bo tańsze bywają niestety suche/twarde)
  • opcjonalnie: waniliowy serek homogenizowany (na tę ilość pierogów ok 400g)
Przygotowanie:
  1. na stolnicę/blat (albo do dużej miski) wsypujemy mąkę, dodajemy sól i mieszamy, a następnie tworzymy kopczyk z dziurą w środku
  2. do dziury powoli, stopniowo wlewamy ciepłą wodę, a następnie olej i mieszamy z mąką
  3. po wymieszaniu składników wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto i wkładamy je na kilka minut pod ciepłą miskę, żeby zmiękło
  4. oprószamy stolnicę mąką, i rozwałkowujemy ciasto na grubość 1-2mm, odrywając po kawałku z kuli ciasta, a resztę ciasta cały czas trzymamy pod miską, żeby nie wyszchło
  5. z rozwałkowanego ciasta wykrawamy kółka (szklanką, kieliszkiem albo specjalną wykrawaczką), na każde kółko nakładamy po 2 suszone śliwki (moje nie były duże, więc zmieściły się 2, ale jeżeli macie śliwki w rozmiarze XXL to jedna wystarczy, ważne, żeby nie porozrywać ciasta), składamy na pół i porządnie sklejamy brzegi pierogów
  6. ulepione pierogi kładziemy na ściereczce/blacie/desce i przykrywamy drugą ściereczką, żeby nie wysychały
  7. po zużyciu całego ciasta i ulepieniu wszystkich pierogów, gotujemy wodę i wrzucamy pierogi partiami na wrzątek, delikatnie mieszamy (żeby powstał wir) - będą ugotowane gdy wypłyną na powierzchnię, wówczas wyławiamy je łyżką cedzakowatą i wykładamy do miski/na talerz
  8. podajemy zaraz po ugotowaniu, w towarzystwie serka waniliowego
Jeżeli pierogi nie będą konsumowane zaraz po ugotowaniu, a np. dopiero kilka godzin później lub następnego dnia, warto skropić ugotowane danie olejem, żeby pierogi się za bardzo nie posklejały. Gdy chcecie je odgrzać, wystarczy włożyć wszystkie do miski i zalać wrzątkiem, nie trzeba ich kolejny raz gotować.

Smacznego :-)

piątek, 20 grudnia 2013

Drożdżowe ślimaczki z grzybami, do barszczu

Zrobię grzybowe cinnabony - pomyślałam, zastanawiając się, co zaserwować znajomym na przedświąteczną kolację :-) Nie miałam oczywiście zamiaru dodawać grzybów do słodkich drożdżówek, a raczej wyzbyć się słodkości, a w ich miejsce dodać grzyby. Mam na stanie sporo suszonych, które mój Dziadek jesienią własnoręcznie zebrał w lasach Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, a następnie ususzył na sznurku rozciągniętym w "oknie" kominka.

Cały  myk polegał na tym, żeby dodać do ciasta znacznie mniej cukru, a cynamon z masłem zastąpił podgotowanymi suszonymi grzybami, podsmażonymi na maśle z cebulą. A do tego barszczyk z przepisu z bloga Kwestia Smaku, e voila :-)

Drożdżowe ślimaczki z grzybami (vel cinnabony z grzybami

Składniki:

CIASTO
  • 30g świeżych drożdży (lub 15g suszonych)
  • 3/4 szklanki + 1 łyżka mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki białego cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko + 3 żółtka
  • 70g masła
NADZIENIE
  • 1 duża garść suszonych grzybów
  • 1 szalotka lub zwykła mała cebula
  • 1 łyżka masła       
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Suszone grzyby, opłukujemy pod bieżącą wodą, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i moczymy (można przez całą noc, a można przez 30min)
  2. Drożdże kruszymy do miseczki, dodajemy 1 łyżkę białego cukru i rozcieramy do uzyskania masy o konsystencji jogurtu
  3. Lekko podgrzewamy mleko, powinno być ciepłe, nie gorące
  4. Dodajemy 1/2 szklanki ciepłego mleka do mieszanki drożdżowo-cukrowej, mieszamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15 min w ciepłe miejsce, żeby drożdże "ruszyły"
  5. W międzyczasie rozpuszczamy masło na patelni i zdejmujemy z ognia, żeby nieco ostygło
  6. Przesiewamy do miski mąkę, dodajemy resztę (1 łyżkę) cukru i sól
  7. Gdy drożdże ruszą, dodajemy zaczyn do mąki, a następnie1 całe jajko, resztę mleka (1/4 szklanki) i nieco przestudzone rozpuszczone masło
  8. Mieszamy wszystkie składniki, a następnie wyrabiamy ciasto na blacie/stolnicy przez chwilę, do uzyskania elastycznego, odstającego od ręki ciasta
  9. Wyrobione ciasto przekładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na ok. 1 godzinę
  10. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie: grzyby gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie, w której się moczyły, a następnie odcedzamy i drobno siekamy
  11. Obieramy i drobno siekamy cebulę
  12. Na patelnię wrzucamy 1 łyżkę masła oraz pokrojona cebulę i grzyby, a następnie razem podsmażamy
  13. Doprawiamy grzyby i cebulę solą i pieprzem, a następnie przekładamy do blendera i blenderujemy na papkę
  14. Wyrośnięte ciasto wyjmujemy z miski na blat/stolnicę oprószoną mąką, chwilę wyrabiamy, a następnie rozwałkowujemy na kwadratowy placek
  15. Na rozwałkowanym cieście rozsmarowujemy nadzienie, zostawiając ok. 1/2 cm ciasta bez nadzienia wzdłuż jednego brzegu - tę wolną od nadzienia przestrzeń smarujemy rozkłóconym żółtkiem
  16. Ciasto zwijamy w roladę, zaczynając od brzegu przeciwległego brzegowi posmarowanemu żółtkiem
  17. Dociskamy lekko brzeg posmarowany żółtkiem do rolady, żeby dobrze się przykleił
  18. Roladę kroimy na plastry (u Kingi o grubości ok. 2 cm, u mnie 1,5 cm) i układamy je przekrojem do dołu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem
  19. Blachę z surowymi drożdżówkami przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 1 godz. do wyrośnięcia
  20. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termo obiegu
  21. Po wyrośnięciu drożdżówek, rozkłócimy 2 żółtka z łyżką mleka i smarujemy tą mieszaniną bułeczki (dla uzyskania złotego koloru)
  22. Wstawiamy z bułeczkami blachę do piekarnika i pieczemy przez ok. 25 min
Najlepsze będą prosto z pieca, zaraz po upieczeniu. Jestem zwolenniczką tradycyjnych potraw świątecznych, więc nikogo nie namawiam do zastąpienia uszek tymi bułeczkami jako dodatku do barszczu, ale gdyby ktoś miał ochotę na bułeczki zamiast uszek, te powinny się nadać ;-)
 
Smacznego!
 

Cynamonowe ciasteczka Mateusza (brata ciotecznego, nie ojca ;-)

W jednym z archiwalnych wpisów wspominałam, że niektóre przepisy, które dostaję lub znajduję, muszą się "przeleżeć" przez jakiś czas, żebym dojrzała do ich wypróbowania. No więc ten przepis leżał prawie rok, aż w końcu uznała, że czas się z nim zmierzyć. Zapewne nie bez znaczenia w wyborze odpowiedniego momentu był fakt, że te ciasteczka mój brat cioteczny, Mateusz, upiekł na Boże Narodzenie 2012. A że nadchodzi właśnie Boże Narodzenie 2013 odkryłam w sobie pokłady chęci sięgnięcia po tę recepturę :-)

Oczywiście Mateusza ciastka były lepsze niż te, które zrobiłam ja. Wiem, bo w ubiegłoroczne święta zjadłam ich naprawdę sporo, miałam więc okazję dokładnie poznać smak oryginalnego wypieku. Moje jednak również nie są złe. Są za to kruche (ale nie za kruche, nie rozpadają się) i pięknie pachną cynamonem. No i można je zrobić w dowolnym kształcie, trzeba tylko odpowiednio dopasować czas pieczenia (którego - nota bene - Mateusz nie określił ;-) widzę tu wpływ naszej wspólnej Babci, która przepisy zapisywała w wyjątkowo oszczędny sposób :-)

 
Składniki:
  • 4 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2  opakowania cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 kostka masła (wzięłam 200g)
  • 8 żółtek (z białek pozostałych po oddzieleniu żółtek Mateusz zwykle robi ciasto piegus; można też zrobić sobie obrzydliwy omlet kulturystyczny z samych białek, można też dodać tuńczyka z puszki, "a jeżeli ktoś nie lubi smaku tuńczyka, można dodać musztardę, która zabija smak tuńczyka"; a jak będziecie jedli dużo takich omletów, będziecie sapali jak ten pan z nagrania, które znajdziecie pod tym podlinkowanym cytatem ;-)
  • 1 łyżka śmietany
  •  ilość mielonego cynamonu wedle uznania (u mnie 4 łyżeczki)
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z cukrem, cukrem waniliowym, proszkiem do pieczenia i cynamonem (ja dodaję cynamon już na tym etapie, żeby równomiernie wymieszał się z innymi składnikami, ale Mateusz dodaje znacznie później)
  2. do suchej mieszaniny dodajemy masło pokrojone na małe kawałki (ja ścieram je na tarce o grubych oczkach, a Mateusz rozdrabnia za pomocą obieraczki do warzyw)
  3. masło rozcieramy w palcach, tak jak na kruszonkę
  4. gdy mieszanina będzie miała konsystencję kruszonki, dodajemy do niej żółtka i śmietanę, a następnie zagniatamy ciasto
  5. z ciasta lepimy kulę, owijamy folią i wstawiamy do lodówki na co najmniej 30 minut
  6. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki (jeżeli wcześniej nie dodaliście cynamonu, można to zrobić teraz i zagnieść ciasto, żeby rozprowadzić w nim cynamon)
  7. rozwałkowujemy ciasto, niezbyt cienko (ok 2mm) i wycinamy z niego ciasteczka w dowolnym kształcie, powtarzając tę czynność do zużycia całej porcji ciasta
  8. ciasteczka pieczemy w temperaturze 180 stopniach Celsjusza do momentu aż się zrumienią (u mnie 15-20 min na blachę w przypadku ciastek wycinanych szklanką i ok 25 min w przypadku ludzików)
  9. po upieczeniu studzimy i chowamy do szczelnego pudełka/puszki, żeby ciasteczka nabrały głębszego aromatu
Smacznego :-)
 
A Mateuszowi dziękuję za przepis i pozdrawiam :-)
 

niedziela, 8 grudnia 2013

Kotlety schabowe z kostką z puree z topinambura oraz imbirowo-miodową marchewką

Idealny zestaw na późnojesienny w porywach do zimowego obiad. Smaczna, ładnie zrumieniona wieprzowina, do tego interesujące w smaku puree z topinambura oraz marchew skąpana w imbirowo-miodowej glazurze. A te dwa ziemniaki? No cóż, ugotowane na wypadek, gdyby puree z topinambura wyszło słabe ;-) Nie wyszło słabe, no ale szkoda, żeby ziemniaczki się zmarnowały ;-)

Topinambura udało nam się kupić w Almie, w warszawskim centrum handlowym Promenada. Widziałam go również w Hali Mirowskiej oraz w Supersamie obok stacji metra Wilanowska. W Supersamie "pysznił się" na regale obok ziemniaków taro (nie polecam, bardzo włókniste po ugotowaniu i mają w sobie bardzo mało smaku) oraz wężymorda (zwanego też scorzonerą, którego jeszcze nie próbowaliśmy). Jak podaje Grzegorz Łapanowski w swojej książce pt. "Smakuje", topinambur to inaczej karczoch jeruzalemski, gruszka ziemna lub słonecznik bulwiasty. Z wyglądu przypomina imbir (są różne odmiany, ta, która jest we wspomnianej książce rzeczywiście ma barwę imbiru, moja jest różowawa), dobrze nadaje się do puree lub zagęszczania sosów.


Autorem kotletów z kostką jest Wybranek. Marynowane w czerwonym winie, oliwie z oliwek i tymianku, a następnie obsmażone na patelni i dopieczone w piekarniku, są bardzo dobre. Trzeba jednak uważać na to, żeby nie piec ich za długo, bo będą suche. Ważne jest także to, aby kotlet miał taką samą grubość na całej powierzchni - inaczej tam gdzie jest cieńszy spiecze się na wiór, a tam gdzie jest grubszy, może być niedopieczony. W przeciwieństwie do wołowiny, wieprzowina (podobnie jak drób, z zaledwie kilkoma wyjątkami) powinna być dopieczona z powodów zdrowotnych. A więc krwistym kotletom schabowym mówimy nie.

Kotlety schabowe z kostką z puree z topinambura 


Składniki (dla 2 osób):

KOTLETY
  • 2 kotlety ze schabu z kością o grubości ok 2cm
  • 1/2 szklaki czerwonego wytrawnego wina
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • kilka gałązek świeżego tymianku
  • szczypta pieprzu 
  • oliwa lub olej do smażenia (wystarczy ok 1 łyżka)
  • sól
  • 1 łyżeczka masła
 PUREE Z TOPINAMBRA
  • ok. 600g topinambura
  • kilka kropel soku z cytryny
  • 1 łyżka masła
  • sól i pieprz do smaku
IMBIROWO-MIODOWA MARCHEW
  • 3 nieduże marchewki
  • ok. 1,5cm kawałek świeżego imbiru
  • 1 łyżeczka masła
  • 1 łyżka (płaska) miodu
  • szczypta soli
Przygotowanie:
KOTLETY
  1. mięso myjemy i osuszamy
  2. z wina, 4 łyżek oliwy z oliwek, szczypty pieprzu i gałązek tymianku przygotowujemy marynatę
  3. marynatę wlewamy do miski lub pojemnika z przykrywką, wkładamy mięso, obtaczamy w marynacie, przykrywamy przykrywką (lub zabezpieczamy folią aluminiową) i wstawiamy do lodówki (idealnie na całą noc, jeśli nie mamy aż tyle czasu, dobrze by było na 2-3h)
  4. mięso wyjmujemy z lodówki ok 30 min przed obróbką
  5. ogrzany do temperatury pokojowej schab wyjmujemy z marynaty, oczyszczamy z gałązek tymianku i osuszamy z marynaty, a następnie solimy z obu stron
  6. mięso wrzucamy na patelnię z rozgrzaną 1 łyżką oliwy lub oleju i podsmażamy na złoty kolor z obu stron
  7. w międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 80 stopni Celsjusza z termoobiegiem
  8. obsmażone mięso przekładamy do naczynia żaroodopornego wraz z tłuszczem lub - jeśli mamy patelnię, którą można wstawiać do pieca - wstawiamy do pieca patelnię prostu z płyty grzewczej i pieczemy do uzyskania temperatury 64-65 stopni Celsjusza w środku kotleta (temperaturę mierzymy specjalnym termometrem ze szpikulcem, można go dostać w większości sklepów ze sprzętem AGD), u nas trwało to ponad 1h [jeżeli nie macie tyle czasu, możecie spróbować nagrzać piekarnik do 160 stopni Celsjusza z termoobiegiem i zapiekać przez ok. kwadrans i serwować po sprawdzeniu temperatury w środku; niemniej jednak - jak mówi Wybranek - "to nie będzie to samo]
  9. upieczone mięso wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy, żeby odpoczęło
  10. tłuszcz ze smażenia/pieczenia mięsa wlewamy na patelnię (jeśli wcześniej przelaliśmy w inne miejsce), dodajemy marynatę i doprowadzamy do wrzenia (chodzi o to, żeby ilość płynu się zredukowała)
  11. zredukowany sos przecedzamy (żeby nie było gałązek tymianku), dodajemy masło, doprawiamy solą
  12. kotlety układamy na talerzu do serwowania dania i polewamy każdy kotlet sosem
PUREE Z TOPINAMBURA
  1. topinambur obieramy ze skórki i od razu wrzucamy do garnka z osoloną wodą z dodatkiem kilku kropel soku z cytryny - obrany topinambur szybko czernieje
  2. topinambur gotujemy do miękkości (ok. 20-30min), a następnie odcedzamy i rozgniatamy na puree z dodatkiem masła (wrzucamy masło do gorących bulw, pozwalając, aby się rozpuściło, a następnie rozgniatamy)
  3. doprawiamy puree solą (jeśli nie jest wystarczająco słony po ugotowaniu w osolonej wodzie) i pieprzem i gotowe
  4. opcjonalnie: można posypać porcje puree wyłożone na talerz podprażonymi przez chwilę na patelni pestkami słonecznika
IMBIROWO-MIODOWA MARCHEW
  1. marchewki myjemy i obieramy, kroimy w grubsze talarki (ok 3-4mm)
  2. rozpuszczamy masło na patelni i wrzucamy na nią marchew i posypujemy szczyptą soli
  3. podsmażamy marchew na maśle na niedużym ogniu aż nieco zmięknie
  4. obieramy imbir i ścieramy na tarce o małych oczkach (ja zwykle używam tarki do parmezanu do tego celu)
  5. gdy marchew nieco zmięknie, dodajemy miód i imbir i dusimy razem przez kilka minut
Trochę pracy przy tym zestawie obiadowym jest, ale efekt jest wart zachodu :-) Smacznego!

P.S. Korzystając z okazji, że mam dostęp do komputera, chciałabym przeprosić za bardzo niewielką ostatnimi czasy aktywność na blogu. Ma to związek z dużym obciążeniem pracą oraz z ostatecznym zepsuciem się mojego prywatnego laptopa, który mam od 9 lat. Odmówił dalszej posługi, szukam nowego, a w międzyczasie korzystam z uprzejmości Wybranka (na służbowym laptopie oczywiście mam zablokowany dostęp do bloga, bo przecież gdyby nie był zablokowany, cały dzień nie robiłabym nic innego poza pisaniem bloga... :-/ ). Jak już zamieszka ze mną nowy komputer, wpisów będzie więcej.

poniedziałek, 18 listopada 2013

Muffiny marcińskie

Miały być rogale marcińskie. Wszystko było gotowe, łącznie z białym makiem, zakupionym przez mojego Tatę na Allegro. Plany zostały jednak pokrzyżowane przez kilkudniową zdrowotną niedyspozycję, która skutecznie pozbawiła mnie sił i chęci do kilkugodzinnego rozwałkowywania ciasta... Zostałam więc z tym makiem, marcepanem, orzechami, migdałami, skórką z cytryny... Po 11 listopada nie miałam już ochoty wracać do tematu rogali, niemniej jednak coś z tymi wszystkimi składnikami trzeba było zrobić ;-) Stanęło więc na muffinach marcińskich: nadzienie takie, jak do rogali, reszta taka, jak do muffinów. Wyszło całkiem, całkiem :-)

Muffiny marcińskie

Składniki (na ok. 15 muffinów o średnicy 5 cm):

CIASTO
  • 300g mąki pszennej
  • 130g cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 180ml maślanki lub kefiru lub jogurtu naturalnego
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 1 jajko
  • opcjonalnie: posiekane migdały do posypania po wierzchu
NADZIENIE (w zasadzie takie, jak na rogale marcińskie)
  • 100g białego maku (do kupienia na Allegro, a tuż przed 11 listopada widziałam biały mak na stoisku z bakaliami w sklepie Piotr i Paweł w Jankach, pod Warszawą).
  • 30g masy marcepanowej (u mnie 1/3 opakowania tzw. marcepanowych kartofelków, marki Zentis)
  • 1/4 szklanki cukru pudru
  • 30g orzechów włoskich
  • 30g blanszowanych migdałów
  • 30g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 1 łyżka gęstej śmietany
Przygotowanie (wskazówki dot. przygotowania nadzienia zaczerpnęłam z bloga Moje Wypieki):
  1. biały mak i orzechy (w całości) wrzucamy do miski, zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na ok. 15 min
  2. po upływie kwadransu odsączamy, dodajemy migdały (też w całości) i dwukrotnie mielimy w maszynce do mięsa
  3. masę marcepanową rozcieramy z cukrem pudrem (w oryginale jest rozcieranie mikserem, ale ja rozkruszyłam marcepan i roztarłam go z cukrem łyżeczką)
  4. zmielony mak z orzechami łączymy z marcepanowo-cukrową masą i mieszamy
  5. dodajemy skórkę kandyzowaną i śmietanę, mieszamy
  6. gotowe nadzienie odstawiamy
  7. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  8. w jednej misce łączymy suche składniki na ciasto (mąka, cukier, cukier waniliowy, soda, proszek do pieczenia)
  9. w drugiej misce łączymy mokre składniki na ciasto (jogurt/maślanka lub kefir, olej, jajko)
  10. obie mieszaniny mieszamy, wystarczy za pomocą łyżki, do połączenia składników
  11. blachę do pieczenia muffinów natłuszczamy lub wykładamy papilotkami
  12. do każdej papilotki nakładamy ciasto(ok. 1 czubata łyżka), a następnie palcem w środku kupki ciasta robimy zagłębienie (chcemy uzyskać coś w rodzaju kratera ;-)
  13. zagłębienia wypełniamy nadzieniem (po 1 czubatej łyżeczce na muffina)
  14. wierzch muffinów posypujemy (opcjonalnie) posiekanymi migdałami
  15. wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20-23min
  16. po upieczeniu studzimy i...można podawać :-)
Smacznego!

środa, 6 listopada 2013

Szarlotka z jabłkami ze słoika i orzechową kruszonką

Trudno mi znaleźć odpowiednie określenie dla tego przetworu. Ani to dżem, ani marmolada, prażone jabłka to też chyba nie są (aczkolwiek to tych prażonych tym moim jest najbliżej). Pozostanę więc przy jabłkach ze słoika :-)  Takie jabłka robi moja Babcia ze strony Taty i mój Dziadek ze strony Mamy, z własnych zbiorów lub pochodzących z jabłoni rodziny czy znajomych. Są świetnym dodatkiem do naleśników lub ryżu z jabłkami, serwowane są również jako dodatek do pieczonego indyka. Często zdarza mi się zajadać je łyżeczką, w formie deseru lub słodkiej przekąski, siedząc przed telewizorem (tak, nie wstydzę się tego, że mam w domu telewizor i że oglądam telewizję ;-)


Wręczając mi kolejne słoiki z jabłkami, Dziadek w zasadzie za każdym razem powtarzał coś w stylu "Na szarlotkę". No i w końcu zrobiłam tą szarlotkę, a dokładnie kruche ciast z formy do tarty, "nadziane" jabłkami ze słoika, z orzechową kruszonką. Dzięki wykorzystaniu jabłek ze słoika, przygotowanie poszło znacznie szybciej, bo mogłam pominąć etap obierania i krojenia jabłek ;-)

Szarlotka (tarta) z jabłkami ze słoika i orzechową kruszonką

Składniki (na tartę o średnicy ok 28-30 cm):

SPÓD
  • 300g mąki pszennej + odrobinę do oprószenia formy
  • szczypta soli
  • 1 czubata łyżka cukru pudru
  • 150g masła + odrobinę do natłuszczenia formy
  •  3-4 łyżki lodowatej wody
NADZIENIE
  • ok. 1kg jabłek ze słoika (jeżeli nie macie takich od Babci czy Dziadka, prażone będą ok)
KRUSZONKA
  • 100g mąki pszennej
  • 50g masła
  • 50g cukru
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich (laskowe też powinny być ok)
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z solą i cukrem (można przesiać, żeby nie było grudek)
  2. masło wyjmujemy z lodówki i siekamy na małe kawałki lub ścieramy na tarce (na grubych oczkach)
  3. następnie rozcieramy w palcach kawałki masła z sypką mieszanką, do uzyskania konsystencji kruszonki
  4. do tej mieszanki dodajemy 3-4 łyżki bardzo zimnej wody i zagniatamy ciasto
  5. z ciasta formujemy kulę, owijamy ją folią spożywczą i wstawiamy do lodówki do schłodzenia (w zależności od widzimisię, czyli tzw. dyspozycji dnia, trzymam ciasto w lodówce od 30 min do 1h ;-)
  6. formę do tarty natłuszczamy masłem i oprószamy mąką
  7. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, odrywamy po kawałku i wylepiamy nim tartę (można też je rozwałkować i wyłożyć formę "plackiem" ciasta, ale pałam wyjątkową niechęcią do stolnic i rozwałkowywania, więc stawiam na wyklejanie)
  8. dno surowego ciasta nakłuwamy widelcem i wstawiamy do lodówki na 20-30 min do schłodzenia
  9. w międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  10. schłodzoną formę z ciastem można wyłożyć papierem do pieczenia, na który można wysypać fasolę lub coś innego, co "dociąży" ciasto i nie pozwoli mu rosnąć, ale ja zwykle tego nie robię
  11. formę z ciastem wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok 20 min
  12. w międzyczasie przygotowujemy kruszonkę: odmierzoną ilość orzechów wrzucamy do woreczka, a następnie rozgniatamy orzechy na "piasek" za pomocą tłuczka do mięsa (można je też zmielić/zblenderować w pył)
  13. orzechowy piasek mieszamy z mąką, cukrem, a następnie dodajemy pokrojone na małe kawałki masło i rozcieramy je z suchą mieszanką do uzyskania grudek (=kruszonka)
  14. na podpieczony spód wykładamy jabłka ze słoika, a wierzch posypujemy kruszonką
  15. wstawiamy z powrotem do piekarnika i pieczemy przez 30-40 min, do zrumienienia kruszonki
Ciasto to nie jest samo w sobie zbyt słodkie. Dużo zależy od tego, jak słodkie są jabłka ze słoika (te autorstwa mojej Babci czy Dziadka są umiarkowanie słodkie). Jeżeli wolicie bardziej niż mniej słodkie wypieki, dosłódźcie jabłka i/lub oprószcie wierzch ciasta cukrem pudrem po upieczeniu i wystudzeniu.

Smacznego :-)


poniedziałek, 28 października 2013

Jesienna wytrawna tarta z gorgonzolą i gruszką

Choć weszliśmy już w "czas zimowy" i możemy (a przynajmniej ci pracujący od 9 do - minimum - 17) na jakiś czas zapomnieć o wychodzeniu z pracy "za dnia", temperatura na zewnątrz póki co jest mało zimowa ;-) Jedną nogą w jesieni, drugą - w zimie, a żołądkiem przy gorgonzoli z gruszką. To połączenie samo w sobie jest bardzo dobre, słodka, soczysta gruszka świetnie komponuje się z pikantną, ciagnącą się gorgonzolą. Zapieczone w "tartowej" zalewie, w otoczce z kruchego ciasta nie przestają tworzyć dobranej pary :-)

Tarta z gorgonzolą i gruszką

Składniki (na tartę z blachy o średnicy ok 28 cm):

SPÓD (niezawodny przepis Asi P. - pozdrowienia :-)
  • 300g mąki pszennej
  • 150g masła
  • duża szczypta soli
  • 2-3 łyżki lodowatej wody
FARSZ
  • 400g sera gorgonzola (może być dolce, może być piccante, a może być pół na pół)
  • 200g śmietany (w związku z tym, że ser jest bardzo tłusty, śmietana może być mniej tłusta, np. 12%)
  • 1 jajko
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • szczypta pieprzu
  • szczypta soli
  • 2 średniej wielkości gruszki (u mnie klapsa)
  • opcjonalnie: orzechy włoskie
Przygotowanie:
  1. mąkę wsypujemy do miski lub wysypujemy na stolnicę i mieszamy z solą
  2. zimne masło ścieramy na tarce o grubych oczkach wprost do mąki i rozcieramy w rękach z mąką, do uzyskania konsystencji kruszonki (masło można też posiekać nożem)
  3. dodajemy 2-3 łyżki wody, aby ciasto zaczęło się lepić (docelowo chcemy uzyskać zwartą kulę ciasta), i wyrabiamy
  4. z ciasta lepimy kulę, owijamy je folią i wstawiamy do lodówki do schłodzenia (ja najczęściej wstawiam na 30min-1h)
  5. po schłodzeniu rozwałkowujemy ciasto na placek o grubości ok 3 mm
  6. blachę do pieczenia smarujemy odrobiną masła i oprószamy mąką, a następnie wykładamy na blachę rozwałkowane ciasto i dociskamy
  7. dno surowego ciasta nakłuwamy widelcem i wstawiamy do lodówki do schłodzenia razem z blachą (ja najczęściej chłodzę ciasto przez ok 20-30min)
  8. nagrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu)
  9. schłodzone ciasto dobrze jest przykryć arkuszem papieru do pieczenia i obciążyć go np. suchą fasolą lub specjalnymi "kamyczkami" do tego celu (chodzi o to, żeby ciasto nie wyrosło, a potem nie popękało), ale ja raz to robię (jeśli akurat mam pod ręką fasolę), a raz nie
  10. schłodzone ciasto wstawiamy do piekarnika i podpiekamy przez 15-20 minut, do lekkiego zrumienienia
  11. w  międzyczasie przekładamy gorgonzolę do miski i rozdrabniamy, dodajemy śmietanę, jajko i przyprawy i mieszkamy do uzyskania w miarę gładkiej masy (ja blenderuję)
  12. gruszki pozbawiamy gniazda i ogonków, kroimy na półplasterki (przed krojeniem można obrać, jeżeli komuś przeszkadzają przypieczone skórki owoców w tartowej masie)
  13. podpieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, na dno ciasta wykładamy farsz, a na wierzchu farszu układamy pokrojone gruszki
  14. całość posypujemy pokruszonymi orzechami lub dekorujemy orzechami w całości
  15. wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza na ok. 20-30 min (uwaga, żeby nie przypalić brzegów ciasta)
  16. farsz powinien się ściąć i zrumienić, nie powinien jednak być zbyt twardy i skorupowaty, nie martwcie się, jeżeli będzie miękki, ważne, żeby "trzymał się kupy" i nie spływał ze spodu ciasta po pokrojeniu
  17. farsz będzie miał ciekawy kolor, lekko miętowy, dzięki zielonej pleśni
  18. serwujemy prosto z pieca, z prostą sałatką (miks sałat z dressingiem na bazie octu balsamicznego)
Smacznego :-)


sobota, 26 października 2013

Świeże figi z kozim twarożkiem, miodem i orzeszkami piniowymi

Proste, acz szykowne. Szybkie w przygotowaniu i naprawdę smaczne. Lekkie i zaspokajające poranny głód (nie na długo, ale jednak). Panowie pewnie by powiedzieli, że przydałby się do tego jakiś chlebek, no i "a gdzie jest mięsko?" pewnie też by się pojawiło, ale mojemu Wybrankowi udało się powstrzymać od takich sugestii. Zjadł i pochwalił, ale muszę przyznać, że nie sprawdzałam, czy po cichu czegoś nie dojadł po figach ;-)

Pomysł powstał przy porannych zakupach w warszawskim Supersamie. "O, są świeże figi" i tak to właśnie się zaczyna...

Świeże figi z kozim twarożkiem, miodem i orzeszkami piniowymi

Składniki (dla 2 osób):
  • 4 świeże figi
  • 4 kopiaste łyżeczki koziego twarożku
  • 2 łyżeczki płynnego miodu
  • garść orzeszków piniowych
  • opcjonalnie: coś zielonego do dekoracji (u mnie mięta)
Przygotowanie:
  1. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (funkcja grill)
  2. Figi delikatnie myjemy i wysuszamy, obcinamy ogonki i rozkrajamy na ćwiartki, ale nie do końca, i rozkładamy jak kwiaty
  3. Tak przygotowane figi układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika, na środkową półkę
  4. Obok fig rozsypujemy orzeszki piniowe, żeby zrumieniły się podczas, gdy figi będą się podpiekały
  5. Figi podpiekamy w piekarniku wraz z orzeszkami przez 10 minut
  6. Podpieczone figi i orzeszki wyjmujemy z piekarnika
  7. Figi wykładamy na talerze, dekorujemy serkiem kozim, polewamy miodem (1/2 łyżeczki na figę), posypujemy podprażonymi w piekarniku orzeszkami i dekorujemy "czymś zielonym"
Smacznego :-)

 

piątek, 25 października 2013

Irlandzki chlebek na sodzie

To nie jest pieczywo dla osób, dla których dobry chleb to taki na drożdżach czy na zakwasie. Choć ładnie wyglądał, był prosto z pieca i miał chrupiącą skórkę, mojemu Wybrankowi nie smakował, nawet z masłem i solą ;-) A to właśnie dlatego, że oczekiwał smaku chleba na zakwasie lub drożdżach. Irlandzki chlebek na sodzie smakuje inaczej, przypomina raczej bułkę niż chleb.

Przepis zaczerpnęłam z internetowego wydania The New York Times, wybrałam wariant klasyczny, czyli bez dodatków. Pod tym samym linkiem znajdziecie również przepis na bułeczki (scones) również na sodzie, ale w przeciwieństwie do tego chlebka - z dodatkami.

A sam pomysł na zrobienie chlebka na sodzie pojawił się w związku z ochotą na świeże pieczywo i brakiem ochoty na czekanie, aż wyrośnie ciasto drożdżowe lub aż zakwas dojrzeje. Miałam kiedyś ci ja bardzo dobry zakwas od Mamy mojej koleżanki z licealnej ławki, Justyny, ale umarł śmiercią naturalną przy przeprowadzce. Zanim zakończył żywot udało mi się na szczęście upiec kilka bochenków chleba na jego bazie, więc jego poświęcenie nie było zupełnie na marne. Zastanawiam się, czy taka mistrzyni zasuszania kwiatów jest w ogóle w stanie utrzymać zakwas w dobrym stanie, ta konieczność dokarmiania i sprawdzania, czy ma dobre warunki, trochę mnie przerasta ;-)

Irlandzki chlebek na sodzie

Składniki:
  • 450g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3/4 łyżeczki sody (przyznam, że dodałam całą, bo nie chciało mi się odmierzać 3/4 ;-)
  • 1,5 szklanki (375ml) maślanki
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzewamy do 240 stopni Celsjusza
  2. Do miski wsypujemy mąkę, sól i sodę, mieszamy
  3. W środku sypkiej mieszaniny robimy dołek i wlewamy do niego maślankę, zasypując stopniowo proszkiem z brzegów miski
  4. Wyrabiamy miękkie, ale nie klejące ciasto (jeśli się klei, dosypujemy więcej mąki)
  5. Ciasto wyjmujemy z miski na blat obsypany mąką i chwilę wyrabiamy
  6. Z wyrobionego ciasta formujemy bochenek, układamy na blaszce do pieczenia wysmarowanej masłem (ja korzystałam z dużego naczynia żaroodpornego) i nacinamy wierzch w krzyż przy użyciu końca ostrego noża lub żyletki
  7. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 240 stopni przez ok 15 min, a następnie zmniejszamy temperaturę do 200 stopni Celsjusza i pieczemy przez kolejnych 30 min
  8. Upieczony chlebek wyjmujemy z pieca i serwujemy ciepły
Smacznego :-)


sobota, 19 października 2013

Prosty pomysł na smaczny i gustowny torcik urodzinowy

Nie zawsze mam czas i - przyznaję - chęć na robienie "normalnego" tortu, nawet jeśli przepis na biszkopt i krem, z których korzystam, nie jest pracochłonny w realizacji. A czasami po prostu mam ochotę na przekształcenie jakiegoś zwykłego ciasta w coś przypominającego torcik. W przypadku urodzin Basi padło na ciasto czekoladowe z cukinią, które zostało ozdobione kremem, owocami i czekoladowymi gadżetami, zyskując zupełnie nową formę, torcika :-)

Torcik urodzinowy na bazie ciasta czekoladowego z cukinią

Składniki:

SPÓD
patrz: przepis na ciasto czekoladowe z cukinią (z tą różnicą, że prostokątną blachę o wymiarach 20x30 zamieniłam na kwadratową o wymiarach 22x22, nabytą w DUKA; piekłam w takiej samej temperaturze, 5min dłużej niż w oryginalnym przepisie - sprawdziłam patyczkiem, było ok)

KREM
  • 250g serka mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej

DEKORACJA
  • wybrane owoce (późną jesienią czy zimą powinny sprawdzić się cząstki pomarańczy czy mandarynek lub np. suszone śliwki albo wiśnie z konfitury z całych owoców)
  • czekoladowe gadżety (do kupienia w supermarketach), można zastąpić je np. orzechami włoskimi czy migdałami
Przygotowanie:
  1. spód przygotowujemy zgodnie z oryginalnym przepisem
  2. upieczony spód studzimy, a następnie układamy na docelowym talerzu do serwowania/paterze, przykrywamy folią spożywczą i przyciskamy ciężką deską do krojenia lub deską  do krojenia, na której stawiamy ciężki przedmiot/naczynie, żeby powierzchnia wierzchu ciasta wyrównała się i ładnie wyglądała po posmarowaniu kremem (to nie lekki i puszysty biszkopt, nie zgniecie się)
  3. mascarpone dokładnie mieszamy z cukrem pudrem i esencją waniliową, a następnie przykrywamy i wstawiamy do lodówki do schłodzenia i przegryzienia się smaków
  4. schłodzony krem rozprowadzamy na schłodzonym cieście (jeżeli chcecie, pokryć kremem całe ciasto, a nie tylko wierzch, sugeruję przygotowanie kremu z podwójnej porcji), a następnie dekorujemy owocami i gadżetami czekoladowymi
  5. tak przygotowany torcik wstawiamy do lodówki (lub wystawiamy na balkon, o ile na zewnątrz jest optymalny do chłodzenia ciast chłód ;-)
  6. cisto wyjmujemy z lodówki przed po

Złocisty pieczony kurczak z warzywami

Jeszcze kilka lat temu pieczony kurczak często gościł na polskich stołach, będąc tradycyjnym daniem na niedzielny obiad. Wraz z coraz większą dostępnością egzotycznych produktów, rosnącą popularnością programów i blogów kulinarnych popularyzujących dania z różnych zakątków świata oraz coraz większym apetytem naszych rodaków na próbowanie nowych smaków, pieczony kurczak odszedł nieco w zapomnienie. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Tymczasem pieczony kurczak to nadal fajny pomysł na rodzinny obiad czy kolację z przyjaciółmi, pieczony w całości czy w porcjach. Zastanawiając się niedawno nad wyborem dania na pożegnalną kolację dla moich przyjaciół, Asi i Bartka, wyruszających w 9-miesięczną podróż dookoła świata, postawiłam właśnie na pieczonego kurczaka. Bo to danie, choć obecne w kuchniach wielu różnych krajów, wydaje mi się... takie polskie :-) Chciałam zaserwować im coś kojarzącego się z domem, rodzimą kuchnią, bo egzotycznych potraw będą mieli w nadchodzących tygodniach i miesiącach pod dostatkiem. Do kurczaka dodałam pieczone ziemniaki i prostą sałatkę z miksu sałat i dressingu na bazie oliwy, płynnego miodu, octu balsamicznego, musztardy Dijon i musztardy francuskiej.

Przepis na pieczonego kurczaka zaczerpnęłam od Jamiego Olivera. Przepis zawiera również wskazówki dot. przygotowania sosu na bazie warzyw, które stanowią "rusztowanie" dla kurczaka w procesie pieczenia. Niemniej jednak ja nie robiłam sosu, warzywa zostały wyjedzone przez gości z naczynia żaroodpornego, w którym piekłam i podałam kurczaka. Furorę zrobił pieczony w łupinkach czosnek, który biesiadnicy rozsmarowywali na chlebie i pałaszowali w ramach "dopychania" się po obiedzie, a przed deserem ;-) Po upieczeniu, czosnek traci ostrość, staje się słodkawy i naprawdę bardzo dobrze nadaje się jako smarowidło do chleba czy dodatek do mięs.

Pieczony kurczak z warzywami

Składniki (dla 4 bardzo głodnych lub 6 nie za bardzo godnych osób ;-):
  • kurczak o wadze ok. 1,6 kg (ja miałam ok 1,5kg kurczaka zagrodowego, którego kupiłam w sklepie Befsztyk.pl)
  • 2 średniej wielkości cebule
  • 2 marchewki
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 1 główka czosnku
  • 1 cytryna
  • nieduży pęczek świeżego tymianku
  • oliwa
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. kurczaka wyjmujemy z lodówki ok. 1/2 godziny przed pieczeniem
  2. tego nie ma w przepisie Jamiego, ale kurczaka warto jest umyć pod zimną wodą, a następnie dokładnie osuszyć ręcznikiem papierowym
  3. warzywa myjemy, cebulę i marchew obieramy (Jamie pisze, że nie trzeba,ja obrałam) i wraz z selerem kroimy, niezbyt dokładnie
  4. pokrojone warzywa wrzucamy do formy, w której będzie pieczony kurczak
  5. dodajemy podzielony na ząbki czosnek, ale nie obrany
  6. warzywa i czosnek skrapiamy oliwą, mieszamy i równomiernie rozkładamy na dnie naczynia
  7. kurczaka skrapiamy oliwą, obsypujemy solą i pieprzem i wcieramy oliwę z przyprawami w skórę kurczaka
  8. cytrynę porządnie myjemy, a następnie wkładamy do wrzątku na kilka chwil (Jamie pisze, że wrzątek można zastąpić mikrofalówką, której jestem szczęśliwą nieposiadaczką)
  9. rozgrzaną cytrynę wyjmujemy z wrzątku, nakłuwamy ostrzem noża lub widelcem i razem z tymiankiem upychamy we wnętrzu kurczaka
  10. rozgrzewamy piekarnik do 240 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, u mnie bez termoobiegu)
  11. wypchanego cytryną i tymiankiem oraz natartego oliwą, solą i pieprzem kurczaka układamy na warzywach i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika
  12. zaraz po wstawieniu kurczaka, zmniejszamy temperaturę do 200 stopni Celsjusza i pieczemy przez ok. 1h i 20 min
  13. w połowie pieczenia polewamy kurczaka sosem, który z niego wypłynie
  14. jeśli warzywa szybko się spiekają i wyglądają na suche, można podlać je niedużą ilością wody
  15. kurczaka podajemy na ciepło, po upieczeniu, aczkolwiek na zimno, np. jako dodatek do sałatki, też smakuje dobrze
Oprócz wskazówek Jamiego korzystałam również ze wskazówki mojej babci: otóż przez większość czasu piekłam kurczaka piersiami do dołu, a ok 30 min przed końcem pieczenia obróciłam kurczaka, żeby skóra na piersiach się zrumieniła. Dzięki temu zabiegowi piersi są rumiane, ale nie suche.

Smacznego :-)

czwartek, 26 września 2013

Ciasto czekoladowe z cukinią

Dodawanie warzyw do ciast to fajny pomysł na eksperymentowanie z warzywami i ze słodkościami za razem. Do tej pory wypróbowałam ciasto pietruszkowe z przepisu koleżanki z pracy, Ewy, oraz czekoladowe muffiny z buraczkami czy piernikowe bułeczki na bazie puree ziemniaczanego, które zostały wyróżnione przez Piotra Bikonta w ubiegłorocznej edycji konkursu Kulinarny Blog Roku.Wszystkie te eksperymenty uznaję za udane :-)

Ostatnio do grona wypróbowanych przepisów na ciasta z warzywami dołączyła receptura ciasta czekoladowego z cukinią, znaleziona we wrześniowym wydaniu magazynu Kuchnia. Przepis ma formę obrazka, jego autorką jest Zofia Różycka, znalazł się na stronie 90 (ostatniej) wspomnianego wydania. Wcześniej kupiłam za dużo cukinii i nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić, oświeciło mnie po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tego przepisu. Podaję go poniżej, z kilkoma uwagami od siebie.

Ciasto wyszło miękkie, wilgotne i mocno czekoladowe. Niezbyt słodkie, raczej nie dla dzieci lubiących mega słodkie desery, ale dla dorosłych lubiących wyważoną słodycz. Dobre do kawy, a nawet do czerwonego wytrawnego wina (np. z winogron szczepu merlot; gorąco łączenie dobrej gorzkiej czekolady z wytrawnym czerwonym winem :-). Ciasto powędrowało do pracy i zostało poddane surowej ocenie moich koleżanek i kolegów, informacja zwrotna była pozytywna, dwóch kolegów (tak, tak, kolegów) poprosiło o podzielenie się przepisem :-)

Ciasto czekoladowe z cukinią z przepisu z magazynu Kuchnia

 Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x30cm):
  • 100ml oleju (słonecznikowego)
  • 180g cukru (można dodać więcej, jeśli wolicie słodsze wypieki)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 3 jajka
  • 250g mąki pszennej
  • 50g kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 400g startej cukinii
  • 150g czekolady (u mnie była gorzka, Wedla)
  • odrobina masła do wysmarowania blachy i mąki do obsypania
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania po wierzchu
Dwóch ostatnich pozycji w oryginalnym przepisie nie ma.

Przygotowanie:
  1. w jednej misce mieszamy olej, cukier, esencję waniliową i jajka - wystarczy dobrze rozmieszać widelcem, nie trzeba mikserem
  2. w drugiej misce mieszamy mąkę, kakao (dobrze najpierw przesiać je przez sitko, żeby nie było grudek), sodę, proszek do pieczenia i sól
  3. łączymy obie mieszaniny, dokładnie mieszając
  4. do masy dodajemy startą cukinie i drobno posiekaną czekoladę, mieszamy do uzyskania jednolitej masy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i oprószamy mąką, żeby ciasto nie przywarło na amen
  6. na tak przygotowana blachę wykładamy ciasto, starając się je równo rozprowadzić po powierzchni blachy
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu i od góry) i wstawamy blachę z ciastem
  8. pieczemy ok 45min (można pod koniec sprawdzić patyczkiem, czy już jest gotowe)
  9. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem (przesianym przez sitko)
Smacznego :-)

niedziela, 11 sierpnia 2013

Pierogi z bobem podawane z kurkami

Kolejne danie, które zaserwowałam mojej wegetariańskiej koleżance i innym współbiesiadnikom owej bezmięsnej kolacji (pozdrowienia :). Być może nie aż takie efektowne jak tarta-róża, ale równie przyjemne i niezbyt często spotykane. Jednocześnie fajne na tę porę roku, obfitującą w świeży bób.

Danie zainspirowane posiłkiem w warszawskiej restauracji Soul Kitchen w pięknie odrestaurowanej kamienicy przy ul. Noakowskiego w Warszawie. To jest taka restauracja, jakie lubię - z prostych, sezonowych składników wyczarowują smaczne i ciekawe w formie dania. Przy ostatniej wizycie zamówiłam właśnie pierogi z bobem podawane z kurkami i bryndzą owczą. Myśląc nad daniami na bezmięsną kolację, przypomniałam sobie o tych pierogach, poszperałam trochę w internecie e voila :)

Takie pierogi można zrobić równie dobrze w wersji z mięsem, dodając do farszu małe kawałki podsmażonego boczku (bób i boczek - moim zdaniem - bardzo się lubią). W internecie znalazłam również pomysł na pierogi z bobem i świeżą szałwią (w środku lub na zewnątrz, podsmażoną na maśle, którym następnie polewa się pierogi) lub z miętą.

Pierogi z bobem podawane z kurkami

Składniki (na ok. 20-25 pierogów, w zależności od rozmiaru):

NADZIENIE (podpatrzone na blogu Greenmorning)
  • ok. 500g świeżego bobu (z łupinkami)
  • 1 mała cebulka (szalotka lub zwykła)
  • 1 płaska łyżka masła
  • 2 łyżki śmietany
  • 1 łyżka startego parmezanu
  • sól i pieprz do smaku
CIASTO (mój rodzinny przepis wzbogacony 1 łyżką oleju, dla większej elastyczności)
  • 2 szklanki mąki pszennej + trochę do podsypania przy wyrabianiu
  • 4/5 szklanki ciepłej wody
  • szczypta soli (mniej niż zwykle, bo dobrze doprawiam farsz i solę wodę do gotowania pierogów)
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
Przygotowanie:
  1. cebulkę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na łyżce masła (do lekkiego zrumienienia), a następnie odstawiamy do przestygnięcia
  2. bób gotujemy w osolonej wodzie do miękkości i obieramy z łupinek
  3. do bobu dodajemy śmietanę i blenderujemy na gładką masę
  4. do masy dodajemy starty parmezan i cebulkę, mieszamy łyżką, a następnie doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  5. na stolnicę wsypujemy mąkę, dodajemy sól i mieszamy, a następnie tworzymy kopczyk z dziurą w środku (coś w stylu wulkanu z kraterem)
  6. do dziury powoli, stopniowo wlewamy ciepłą wodę, a następnie olej i mieszamy z mąką
  7. po wymieszaniu składników wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto i wkładamy je na kilka minut pod miskę
  8. oprószamy stolnicę mąką, i rozwałkowujemy ciasto na grubość 1-2mm, odrywając po kawałku, a resztę ciasta cały czas trzymając pod miską, żeby nie wyszchło
  9. z rozwałkowanego ciasta wykrawamy kółka (szklanką, kieliszkiem albo specjalną wykrawaczką), na każde kółko nakładamy po łyżeczce farszu, składamy na pół i porządnie sklejamy brzegi pieroga
  10. ulepione pierogi układamy na ściereczce i kontynuujemy lepienie (no chyba, że chcemy od razu, partiami gotować)
  11. gotujemy osoloną wodę w dużym garnku (u mnie ok 1 łyżka soli na 5l wody)
  12. pierogi wrzucamy do wody partiami i czekamy aż zaczną wypływać na powierzchnię, wtedy będą gotowe
  13. ugotowane pierogi wyławiamy łyżką cedzakowatą i możemy podawać, np. z "omastą" z kurek albo z rozpuszczonym masłem
"Omasta" z kurek (dla 4 osób):
  • bierzemy 500g kurek, 1 duży ząbek czosnku, 2 łyżki oliwy, 2 łyżki posiekanego koperku
  • kurki dokładnie myjemy, oczyszczamy i wrzucamy na suchą patelnię, żeby odparować wodę i pddusić grzyby w sosie własnym
  • gdy cała woda wyparuje, dodajemy oliwę i chwilę podsmażamy
  • obieramy i drobno siekamy czosnek, dodajemy do kurek i chwilę podsmażamy
  • na koniec smażenia doprawiamy grzyby solą i pieprzem, dodajemy koperek i mieszamy
  • podajemy z gorącymi pierogami

Smacznego :)


sobota, 10 sierpnia 2013

Warzywna tarta-róża

Warzywną tartę w kształcie róży znalazłam w internecie, przeglądając foodgawker.com w poszukiwaniu inspiracji. Pierwowzór pochodzi z bloga Stasty.com, a jego oryginalna nazwa to "artystyczna tarta warzywna". Długo "woziłam się" z zamiarem wypróbowania tego przepisu, ale udało mi się to dopiero ostatnio, przy okazji wizyty koleżanki z podstawówki, która nie je mięsa. Jeszcze jakiś czas temu przygotowanie wegetariańskiej kolacji uznałabym za kłopotliwe, wierząc, że naprawdę smaczne są tylko dania z mięsem ;) Ale ostatnio przeczytałam kilka książek o okropnym traktowaniu zwierząt hodowlanych i szczerze mówiąc mam coraz mniejszą ochotę na jedzenie mięsa. Jestem przeciwniczką wszelkiego ekstremizmu, nie złożę więc deklaracji, że już nigdy nie tknę mięsa ani żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego, niemniej jednak będę się starała nie jeść mięsa, jeśli nie mam na nie dużej ochoty, no chyba, że będę częstowana przez bliską osobę, wtedy nie będę odmawiała.

Ta warzywna tarta to przykład smacznego i efektownego dania bez mięsa. To fajna propozycja na lato, gdy oferta świeżych warzyw, które można wykorzystać w tej tarcie, jest szeroka. Ważne jest, aby były naprawdę świeże i jędrne, bo wówczas łatwiej jest je pokroić w cienkie plastry (do krojenia używałam plasterkownicy do warzyw, powinno być ok również z wykorzystaniem plasterkownicy do twardych serów). Lepiej, jeśli są cienkie, bo wtedy łatwiej ułożyć je w sposób przypominający ułożenie płatków róży i wystarczy ok. 30 minut w piecu, żeby warzywa zmiękły i były gotowe do jedzenia.

W oryginale spoiwem jest mozzarella zmiksowana ze śmietanką i przyprawami. Ja w moim przepisie wykorzystałam ser ricotta oraz jajko, doprawione solą, pieprzem i mieloną gałką muszkatołową.

Warzywna tarta-róża

Składniki (na blachę o średnicy ok.28cm):
  • gotowe kruche ciasto lub 150g zimnego masła, 300g mąki pszennej, szczypta soli i 2-3 łyżki lodowatej wody lub składniki jak w tym przepisie Marty Gessler, z którego skorzystałam (trochę z lenistwa, bo piekłam tartę późno w nocy i nie chciało mi się już czekać, aż 2x się schłodzi, jak w tradycyjnych przepisach; ciasto z tego przepisu było rzeczywiście bardzo kruche, jak dla mnie za kruche, i było go trochę za mało, wystarczyło na pokrycie dna formy i brzegów do połowy wysokości), z tym, że nie dodałam cukru do ciasta
  • 1 mała żółta cukinia
  • 1 mała zielona cukinia
  • 1/2 małego bakłażana
  • 1 duża marchew
  • 250g sera ricotta
  • 1 jajko
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i pieprz do smaku
  • suszony tymianek (opcjonalnie)
Przygotowanie:
  1. mąkę wsypujemy do miski lub wysypujemy na stolnicę i mieszamy z solą
  2. zimne masło kroimy na nieduże kawałki, dodajemy do mąki i rozcieramy w rękach z mąką, do uzyskania konsystencji kruszonki
  3. dodajemy 2-3 łyżki wody, aby ciasto zaczęło się lepić (docelowo chcemy uzyskać zwartą kulę ciasta), i wyrabiamy
  4. z ciasta lepimy kulę, owijamy je folią i wstawiamy do lodówki do schłodzenia (ja najczęściej wstawiam na 30min-1h)
  5. po schłodzeniu rozwałkowujemy ciasto na placek o grubości ok 3 mm
  6. blachę do pieczenia smarujemy odrobiną masła i oprószamy mąką, a następnie wykładamy na blachę rozwałkowane ciasto i dociskamy, żeby nadać ciastu kształt blachy
  7. dno surowego ciasta nakłuwamy widelcem i wstawiamy do lodówki do schłodzenia razem z blachą (ja najczęściej chłodzę ciasto przez ok 20-30min)
  8. nagrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu)
  9. schłodzone ciasto dobrze jest przykryć arkuszem papieru do pieczenia i obciążyć go np. suchą fasolą lub specjalnymi "kamyczkami" do tego celu (chodzi o to, żeby ciasto nie wyrosło, a potem nie popękało), ale szczerze mówiąc zwykle tego nie robię
  10. schłodzone ciasto wstawiamy do piekarnika i podpiekamy przez 15-20 minut, do lekkiego zrumienienia
  11. w  międzyczasie przekładamy ricottę do miski i doprawiamy ją gałką, solą i pieprzem (powinna być dobrze doprawiona), a następnie dodajemy jajko i mieszamy do uzyskania gładkiej masy
  12. podpieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, na spód wykładamy masę ricottową
  13. warzywa myjemy i suszymy, marchew obieramy
  14. tak przygotowane warzywa kroimy na cienkie plastry wzdłuż i układamy na ricottowej masie tak, aby wyglądały jak zachodzące na siebie płatki róży - można zrobić tak jak ja, czyli ułożyć kręgi różnego koloru warzyw, lub tak jak autorka bloga Staty.com, czyli wymieszać plastry różnego koloru warzyw - u mnie w centrum są całe plastry żółtej cukinii i marchwi, a po bokach plastry zielonej cukinii i bakłażana przekrojone na pół (wzdłuż), dlatego środek jest dużo wyższy niż boki
  15. gdy warzywa będą już ułożone, doprawiamy je dużą szczyptą soli, pieprzu i ok 1 czubatą łyżeczką suszonego tymianku (mogą też być np. zioła prowansalskie, ale ja wybrałam tymianek, bo jest łagodniejszy w smaku niż ta mieszanka ziół)
  16. piekarnik nagrzewamy do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie z góry i z dołu), wstawiamy tartę do piekarnika i pieczemy przez ok. 30-40min (uwaga, żeby nie spalić skórek od cienko pokrojonych warzyw)
  17. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i ostrożnie kroimy tartę na porcje ostrym nożem
  18. podajemy np. ze schłodzonym białym wytrawnym winem (np. riesling), można też dodać prostą sałatkę z miksu sałat i dressingiem z oliwy, musztardy dijon, octu winnego, soli i pieprzu
Smacznego :)


czwartek, 1 sierpnia 2013

Łatwe ciasto biszkoptowe z jagodami

Przepis na ciasto w tym cieście odziedziczyłam po babci ze strony mamy. Tzn. wyszperała go moja siostra cioteczna Mania (pozdrowienia :), sporo trzeba było sobie dopowiedzieć, bo babcia pisała w telegraficznym skrócie. Z tego przepisu robiłam w ubiegłym roku ciasto z jabłkami, teraz - w sezonie jagodowym - zamieniłam jabłka na jagody. Efekt był równie przyjemny :-) Polecam, tym bardziej, że ciasto robi się bardzo szybko, m.in. dzięki temu, że nie wymaga oddzielania białek od żółtek i miksowania ich osobno. Dla leniwych i pałających niechęcią do zmywania/sprzątania po pieczeniu. I dla lubiących smak domowego ciasta z sezonowymi owocami (jagody można zastąpić np. malinami).

Ciasto biszkoptowe z jagodami

Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x3cm):
  • 4 jajka
  • 1 szklanka (170g) mąki pszennej (najzwyklejszej) + 1 czubata łyżka do posypania jagód
  • 3/4 szklanki cukru (165g)
  •  opcjonalnie można dodać też 1 op. (16g) cukru waniliowego dla jeszcze bardziej domowego efektu :
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki oleju słonecznikowego
  • ok. 300-350g świeżych jagód
  • trochę masła i bułki tartej do natłuszczenia i obsypania blachy
  • cukier puder do posypania ciasta
 Przygotowanie:
  1. jagody przekładamy na sitko/durszlak i płuczemy pod zimną, bieżącą wodą, uważając, żeby nie pozgniatać owoców, a następnie przebieramy (pozbywamy się listków i innych niezbyt potrzebnych elementów) i odstawiamy do odsączenia
  2. jajka (całe, nie oddzielamy żółtek od białek) miksujemy (ubijamy) z cukrem (jeśli dodajecie waniliowego to z oboma rodzajami) do uzyskania gładkiej, puszystej masy o kremowym kolorze
  3. w osobnym naczyniu mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, a następnie dodajemy suchą mieszaninę do jajek ubitych z cukrem i mieszamy mikserem
  4. do ciasta dodajemy olej i dalej mieszamy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą, a następnie wlewamy na blachę ciasto, starając się je równomiernie rozprowadzić na dnie blachy
  6. odsączone jagody posypujemy łyżką mąki - to jest patent mojej mamy, mąka ma zapobiegać opadaniu owoców na dno formy (działa, sprawdziłam :)
  7. oprószone mąką jagody rozkładamy na cieście
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu) i pieczemy ciasto przez 30-35min, do suchego patyczka
  9. po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy
  10. wystudzone (zimne) ciasto posypujemy cukrem pudrem i serwujemy :)
Smacznego :)

środa, 31 lipca 2013

Sałatka z soczewicą puy z przepisu Rachel Khoo

Soczewica puy to zielona odmiana soczewicy, uważana za najlepszą ze wszystkich odmian. Głównie dzięki lekko pieprznemu smakowi oraz temu, że zachowuje kształt (trzyma fason :) po ugotowaniu (inne odmiany się rozpadają). Pochodzi z okolic Le Puy en Velay we francuskiej Orwenii. O jej istnieniu dowiedziałam się niedawno, po lekturze książki "Mała paryska kuchnia" Rachel Khoo. 

"Lentilles du Puy avec un fromage de chèvre, betteraves et une vinaigrette d'aneth", czyli sałatka z soczewicy puy z serem kozim, burakiem i koperkowym sosem winegret, to jedno z dwóch dań, które miałam ochotę wypróbować już po pierwszych oględzinach tej książki. Drugie to sałatka na ciepło z ziemniaków i jabłek z kruszonką z kaszanki, ale to danie będzie musiało poczekać, aż przywiozę z Lubelszczyzny najlepszą kaszankę na świecie, produkowaną przez małą masarnię w miejscowości Krasne Krzywe (genialne są również tamtejsze kiełbaski na grilla, z dużą ilością majeranku). Na tapetę wzięłam tą z soczewicą, a katalizatorem stała się soczewica puy, którą znalazłam w delikatesach Marks & Spencer w sklepie tej marki w dawnych domach towarowych przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie (ścisłe centrum, nigdy nie pamiętam, czy M&S jest w Warsie, Sawie czy Juniorze, więc nie zgaduję ;) Soczewica puy z Marks & Spencer była już doprawiona i ugotowana, ale nie przeszkadzało mi to. Miałam chyba sporo szczęścia, bo po pobieżnym przejrzeniu internetu nie znalazłam tej odmiany soczewicy w sklepach online... Niemniej jednak gdyby udało się Wam ją dostać - polecam tę sałatkę :) Podaję przepis słowo w słowo z książki, jeżeli kupicie już ugotowaną soczewicę, po prostu pomińcie etap gotowania.

Sałatka z soczewicą puy z przepisu Rachel Khoo

Składniki (przystawka dla 4 osób lub danie główne dla 2):
  • 200g suszonej soczewicy puy lub innej zielonej (lub 1 opakowanie gotowanej soczewicy puy z Marks & Spencer, jak u mnie)
  • 1 liść laurowy
  • 1 gałązka tymianku
  • sól i pieprz
  • 1 burak, ugotowany i obrany (ja wzięłam 2 nieduże buraki, które ugotowałam w łupince, a następnie wystudziłam i obrałam)
  • garść drobnych liści sałaty (u mnie liście szpinaku, równie dobrze powinna sprawdzić się roszponka) - ten składnik jest opcjonalny
  • 200g koziego twarożku (ja dałam 100g, 200g to dla mnie zdecydowanie za dużo)
  • pół pęczka koperku (na polskie warunki to jest po prostu mały pęczek koperku, rozmiarów pęczków dostępnych w zimie)
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 2 łyżki białego octu winnego (radzę najpierw dodać jedną łyżkę, wymieszać i sprawdzić, czy jest ok, czy trzeba dodać więcej)
  • szczypta cukru
Przygotowanie:
  1. soczewicę płuczemy pod zimną, bieżącą wodą i przekładamy do dużego garnka
  2. do garnka dorzucamy liść laurowy, gałązkę tymianku i dużą szczyptę soli, a następnie wlewamy gorącą wodę (objętościowo 2x tyle co soczewicy) i gotujemy soczewicę do miękkości (Rachel pisze, że powinno to zająć ok 15 min)
  3. równocześnie z soczewicą (ale nie w tym samym garnku ;) gotujemy buraka (i) - im mniejsze, tym szybciej się ugotują; buraka przed gotowaniem myjemy, ale nie obieramy; gotujemy do uzyskania konsystencji niedogotowanego ziemniaka
  4. w międzyczasie przygotowujemy dressing: umyty i osuszony koperek blenderujemy (razem z łodyżkami), olejem, octem, 1/2 łyżeczki soli i szczyptą cukru
  5. na talerzach rozkładamy po kilka listków zieleniny
  6. ugotowaną soczewicę odcedzamy i układamy na zieleninie (pozbywamy się listka laurowego i gałązki tymianku)
  7. ugotowane(go) buraka(i) wyławiamy z wody, studzimy i obieramy ze skórki
  8. obrane(go) buraka(i) kroimy w cienkie plastry i układamy te plastry na soczewicy
  9. na wierzchu sałatki układamy kawałki koziego twarożku, całość skrapiamy koperkowym winegretem, oprószamy solą i pieprzem
Polecam to danie, i książkę też :)

wtorek, 30 lipca 2013

Sałatka z borówkami i serem bursztyn

Kolejna, ale chyba już ostatnia z serii propozycja na owocowo-serową sałatkę. Tym razem borówki  amerykańskie, których przez wiele lat nie doceniałam, a które są teraz jednymi z moich ulubionych letnich owoców. Mój dziadek miał w swoim ogrodzie kilka wielkich krzaków tych borówek, ale jako dzieci zupełnie nie byliśmy zainteresowani tymi owocami, więc dziadek podziękował borówkom amerykańskim za współpracę. A ja teraz chętnie bym się tymi krzakami zainteresowała ;) No nic, błędy młodości. Do borówek - ser bursztyn. Twardy, dojrzewający ser o bogatym aromacie (im starszy tym bogatszy). Moim zdaniem wspaniale współgrały :) A do tego mało wyraziste liście młodego szpinaku, orzechy włoskie i prosty sos na bazie - jak zwykle - octu balsamicznego, z odrobiną miodu.

Sałatka z borówkami i serem bursztyn

Składniki (dla 1 osoby):
  • duża garść liści szpinaku
  • kilkanaście borówek amerykańskich (może być więcej)
  • kawałek sera Old Poland Bursztyn (można kupić w większości supermarketów i delikatesów, był nawet u mnie w osiedlowym spożywczaku) - u mnie to była ok 1/5 190-gramowego opakowania
  • garść orzechów włoskich
  • 1/3 łyżeczki płynnego miodu
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego
  • 3 łyżeczki oliwy z oliwek
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. szpinak rozkładamy/rozsypujemy na talerzu
  2. mieszając miód, ocet i oliwę przygotowujemy dressing, który doprawiamy solą i pieprzem wedle uznania
  3. polewamy (w miarę możliwości równomiernie) szpinak dressingiem
  4. na doprawionym w ten sposób szpinaku układamy borówki
  5. ser kroimy na małe kawałki (u mnie sześciano-prostopadłościany ;) i rozrzucamy na sałacie i borówkach
  6. kruszymy orzechy i rozsypujemy je na wierzchu sałatki
Smacznego :)

niedziela, 21 lipca 2013

Sałatka z czereśniami i gorgonzolą

Kolejny pomysł na wykorzystanie sezonowych owoców w sałatce - tym razem połączyłam czereśnie z gorgonzolą. Szczerze przyznaję, że nie jest to mój autorski pomysł. Szperałam w internecie w poszukiwaniu pomysłów na sałatkę ze świeżymi czereśniami i trafiłam na kilka przepisów na połączenie czereśni właśnie z tym włoskim serem z zieloną pleśnią o intensywnym smaku. Ostatecznie nie skorzystałam jednak z żadnego ze znalezionych przepisów, zapożyczając jedynie połączenie czereśni z gorgonzolą. Reszta to moja propozycja :)

Sałatka z czereśniami i gorgonzolą

Składniki (porcja dla 1 osoby):
  • 2 garści sałaty (u mnie roszponka, moim zdaniem najlepiej pasuje, ale może też być miks różnych sałat lub sałata masłowa; ze względu na intensywny smak sera, raczej nie rukola - ale to tylko moje zdanie)
  • 10 dojrzałych, słodkich czereśni (najlepiej takich ciemnych)
  • ok. 60g sera gorgonzola (ja wybrałam odmianę dolce o rozpływającej się konsystencji i delikatniejszym smaku, ale można też wybrać bardziej zwartą i intensywną w smaku, o nazwie piccante; chcącym zgłębić wiedzę na temat gorgonzoli, polecam tego bloga serowego)
  • 5-6 orzechów pekan (ew. mogą być też laskowe)
  • 3 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. na talerzu rozkładamy sałatę
  2. z oliwy, octu balsamicznego, soli i pieprzu (do smaku) przygotowujemy dressing
  3. dressingiem polewamy sałatę, możliwie równomiernie
  4. czereśnie myjemy, pozbawiamy ogonków i pestek, rozrywając owoce na pół
  5. na sałacie doprawionej dressingiem układamy połówki czereśni
  6. ser dzielimy na małe kawałki (na 1 kęs) i rozkładamy na sałacie z czereśniami
  7. na końcu całość posypujemy pokruszonymi orzechami
Smacznego :) Nie zwlekajcie z wypróbowaniem przepisu, sezon czereśniowy nie trwa wiecznie ;)

wtorek, 16 lipca 2013

Sałatka z malinami i kozim serem

Kozi ser to bardzo wdzięczny dodatek do sałatek, dobrze łączy się zarówno z warzywami, jak i z owocami. Warzywnym lub owocowo-warzywnym mieszankom nadaje charakteru :) I fajnie wygląda, tworząc białe kleksy na kolorowym tle. Nic tylko robić sałatki z kozim serem :)

Dziś propozycja z malinami, które właśnie zaczynają pojawiać się na bazarkach. Malinowy jest dressing, a do tego sałatka została zwieńczona całymi owocami. Fanom łączenia koziego twarożku z sezonowymi owocami, polecam również sałatkę z morelami. Wydaje mi się, że fajnym kompanem dla serka koziego mogłyby być też czereśnie, szczególnie takie bardzo słodkie i aromatyczne, z końca sezonu.

Sałatka z malinami i kozim serem














Składniki (dla 1 osoby):
  • garść liści sałaty (u mnie rukola, ale równie dobrze może być roszponka czy zwykła maślana)
  • ok. 20 malin (ważne, żeby były słodkie)
  • 50g koziego twarożku
  • kilka cienkich plasterków czerwonej cebuli (3-4, nie da dużo, żeby cebula nie zdominowała delikatnego smaku sera i malin)
  • 3 łyżeczki oliwy z oliwek
  • 1 łyżeczka octu balsamicznego
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. 5 malin wrzucamy do miseczki i rozgniatamy widelcem (można też zblenderować, ale chyba trochę szkoda brudzić blender do takiej ilości ;) na miazgę
  2. do rozgniecionych malin dodajemy oliwę, ocet balsamiczny, mieszamy i doprawiamy dressing solą i pieprzem do smaku
  3. na talerzu rozkładamy liście sałaty i plasterki cebuli, skrapiamy je dressingiem
  4. na tak przygotowanej bazie rozsypujemy pokruszony kozi twarożek i rozkładamy pozostałe maliny (w całości)
I tyle, smacznego :)

niedziela, 14 lipca 2013

Młode ziemniaki z gzikiem

Byłam w lekkim szoku, gdy odkryłam, że przepisu na gzik nie ma w "Encyklopedii polskiej sztuki kulinarnej" Hanny Szymanderskiej. 2400 przepisów i ani jednego na gzik.

Sądziłam, że w takiej kopalni wiedzy o mniej czy bardziej polskich potrawach, gzik być musi. Nie było (no chyba, że źle szukałam ;), musiałam więc radzić sobie inaczej - szukając w internecie. Czego by nie mówić o Magdzie Gessler, trochę na jedzeniu się zna, ostatecznie skorzystałam więc z jej podpowiedzi: półtłusty ser biały, kwaśna śmietana, słodka cebula, szczypiorek, sól, pieprz i żadnego czosnku (w wielu internetowych przepisach czosnek był). Ale jeśli ktoś woli z czosnkiem to też ok, w jedzeniu chodzi w końcu o to, żeby nam smakowało, a nie żeby było zgodne z jakimiś kanonami. Tak myślę, zastępując śmietanę jogurtem greckim, bo śmietana, którą miałam w lodówce, wzięła i się złośliwie przeterminowała, niepostrzeżenie ;)

Młode ziemniaki z gzikiem

















Składniki (dla 2-3 osób):
  • ok. 20 niedużych młodych ziemniaków (dla głodniejszych może być więcej :)
  • 250g półtłustego sera białego
  • 3 czubate łyżki kwaśnej śmietany (ja dodałam jogurt grecki, z winy śmietany ;) zwykły jogurt może być za chudy - tak mi się przynajmniej wydaje)
  • 1 małą cebulka (najzwyklejsza)
  • kilka łodyżek cienkiego szczypiorku (po posiekaniu powinny wyjść ok 2 łyżki)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. ziemniaki wrzucamy do zlewu lub do miski, zlew lub miskę napełniały wodą i chwilę namaczamy ziemniaki - dziadek ze strony mamy uczył mnie, że dzięki temu łatwiej je później oskrobać (można oczywiście tego nie robić i po prostu obrać ziemniaki, ale ja bardzo lubię taką cieniutką skórkę która zostaje na młodych ziemniakach po oskrobaniu)
  2. ziemniaki skrobiemy, opłukujemy i od razu wrzucamy do garnka napełnionego wodą (żeby nie ściemniały)
  3. wodę solimy (tutaj z kolei uczyła mnie mama, że młode ziemniaki trzeba solić więcej niż stare, normalnie dodaję 1 łyżkę soli na garnek, do młodych dodaję 1,5) i gotujemy ziemniaki do miękkości
  4. w międzyczasie obieramy i bardzo drobno siekamy cebulę
  5. szczypiorek myjemy, osuszamy i również bardzo drobno siekamy
  6. do miski wrzucamy ser biały i śmietanę (lub jogurt) i wyrabiamy na gładką masę
  7. nabiałową masę doprawiamy do smaku solą i pieprzem, a następnie dodajemy posiekaną cebulę i szczypiorek
  8. tak przygotowany gzik wstawiamy przed podaniem do lodówki, żeby chwilę się schłodził, a smaki dobrze połączyły (ze względów praktycznych gzik można trzymać w lodówce do momenty ugotowania i odcedzenia ziemniaków)
  9. ugotowane ziemniaki odcedzamy, wykładamy na talerz(e) i podajemy ze schłodzonym gzikiem
Proste, smaczne, sycące i takie... domowe ;) Smacznego!