sobota, 26 października 2019

Naleśniki z prostym farszem grzybowym

Kocham i za razem nie cierpię naleśników - taka była wersja obowiązująca do niedawna w moim przypadku. Ciepłych uczuć wyjaśniać prawdopodobnie nie muszę (kto nie lubi naleśników?!), te chłodniejsze wynikały z nieumiejętności usmażenia dobrych naleśników. To było frustrujące (problemy pierwszego świata...), bo potrafiłam zrobić znacznie bardziej skomplikowane dania, a to mi nie wychodziło. Wypróbowałam różne przepisy i techniki, i nic.

Aż w końcu na mojej drodze pojawił się Naleśnikowy Czeladnik, jak sam o sobie kiedyś powiedział, zaprzeczając, że jest Naleśnikowym Mistrzem, bo mistrzynią to była jego babcia, która nauczyła go tej sztuki. Stoczyliśmy co najmniej kilka dyskusji na temat naleśników, analizując, co robię nie tak (bo jemu zawsze wychodzą, co udowadniał wysyłając mi zdjęcia ogromnych stosów naleśników, wywołując zazdrość). Już prawie straciłam nadzieję, bo stwierdził, że "na indukcji nie wychodzą", a ja mam w domu indukcyjną płytę. Coś jednak czułam, że być może rodzaj źródła energii ma jakieś znaczenie, ale to nie możliwe, żeby nieposiadanie kuchenki gazowej wykluczało mnie (i miliony innych posiadaczy niegazowych kuchenek) z grona osób, które potrafią usmażyć naleśniki. 

Zdarza mi się postępować na przekór wytycznym, z różnym skutkiem. Tym razem jednak skutek był dobry. Zrobiłam te cholerne (przepraszam) naleśniki z jego przepisu (przyjmując jakieś proporcje, bo on robi na oko, a ja - zważywszy na wcześniejsze złe doświadczenia - potrzebowałam konkretnych miar) i... wyszły :-) A potem odważyłam się wprowadzić modyfikację, zamiast oleju dodając do ciasta roztopionego masła (szaleństwo, prawda?) i odkrywając, że ma to znaczenie nie tylko dla smaku naleśników, ale także dla wyglądu, co stało się tematem odrębnej dyskusji z moim naleśnikowym konsultantem :-)

Dziękuję C. za pomoc w okiełznaniu tej bestii :-)

Przepis, który dziś dla Was mam, na podwójnie emocjonalny ładunek :-) Po pierwsze - w końcu umiem robić naleśniki, jest radość. Po drugiej, jest to próba odtworzenia dania, które robiłam sobie jako studentka, a więc wspomnień czar. Jak zapewne większość osób studiujących poza swoją rodzinną miejscowością, przywoziłam z domu do Warszawy, gdzie studiowałam, różne przysmaki gotowane przez mamę, babcię czy ciocię. Pierogi, kopytka, leczo, bigos, czasami też naleśniki. Jak już miałam te naleśniki, robiłam sobie naleśnikowy makaron, krojąc naleśniki w paski, podgrzewając je chwilę na patelni, a potem polewając sosem borowikowym z torebki i posypując na wierzchu natką. To było jedno z moich ulubionych studenckich dań. Robiąc zaprezentowane poniżej naleśniki z prostym farszem grzybowym, chciałam odtworzyć tamten smak (choć zapewne w moich wspomnieniach jest znacznie lepszy niż był w rzeczywistości :-) Kusi mnie, żeby powiedzieć, że to proste danie, ale po moich naleśnikowych przejściach nie śmiałabym stwierdzić, że naleśniki są proste. Ale jeśli jesteście mistrzami (lub chociaż czeladnikami) naleśników to nie powinno przysporzyć Wam kłopotu ;-)

Naleśniki z prostym farszem grzybowym



Składniki (dla 2-3 osób)
  • 6 naleśników (bez dodatku cukru), usmażonych np. z tego przepisu (przepisu od Czeladnika nie zdradzam ;-)
  • 500 leśnych grzybów (ja miałam borowiki upolowane na Hali Mirowskiej przez Wybranka, grzyby zbieram jeszcze gorzej niż smażę naleśniki, więc nie porwałam się na grzybobranie)
  • 1 mała cebulka (szalotka będzie super)
  • 1 łyżka masła
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • sól i pieprz do smaku
Naleśników nie musicie oczywiście smażyć specjalnie pod kątem tego dania, to dobry sposób na wykorzystanie zbyt dużej ilości naleśników usmażonych wcześniej.

Przygotowanie
  1. grzyby myjemy, oczyszczamy, kroimy na nieduże kawałki
  2. tak przygotowane grzyby wrzucamy na suchą patelnię z małym ogniem i chwilę podgrzewamy, żeby odparować płyn
  3. w międzyczasie obieramy i drobno siekamy cebulę
  4. gdy płyn odparuje z grzybów, dodajemy na patelnię masło i cebulę, podsmażamy przez kilka minut, mieszając, aż cebula zmięknie
  5. dodajemy śmietanę, mieszamy - powinniśmy uzyskać kawałki grzybów otulone śmietaną, nie pływające w śmietanie
  6. doprawiamy solą i pieprzem
  7. rozkładamy naleśniki pojedynczo na talerzu lub desce, na połowie każdego z nich układamy farsz, przykrywamy drugą połową i składamy na pół
  8.  po nafaszerowaniu wszystkich naleśników, układamy je na suchej patelni i chwilę podsmażamy z obu stron, żeby się podgrzały i nabrały złotego koloru
  9. serujemy od razu po przygotowaniu, moim zdaniem dobrze komponują się z ogórkami kiszonymi i posypane świeżą natką
Smacznego :-)





środa, 2 października 2019

Makaron z sosem z pieczonego kalafiora i grzybami

Sos do makaronu z kalafiora to moje najnowsze odkrycie :-) Pomysł pochodzi z Pinteresta, gdzie szukałam inspiracji do dań z tego warzywa i trafiłam na przepis na "skinny Alfredo", czyli niskokaloryczną wersję sosu Alfredo, składającego się w oryginale z masła, śmietany i parmezanu (przepis na ten sos podawałam całkiem niedawno temu... tzn. wydawało mi się, że niedawno, ale po sprawdzeniu wychodzi na to, że to było już 5 lat temu). Sos przygotowany na bazie klasycznego przepisu jest pyszny. No bo czy coś zrobionego z masła, śmietany i parmezanu w ogóle mogłoby być niepyszne? :-) Nie sądzę.

Wersja "skinny" zrobiona jest z upieczonego w piekarniku kalafiora, którego blenderujemy, doprawiamy solą i pieprzem i mieszamy z makaronem oraz jakimś wyrazistym w smaku dodatkiem. Jest jesień, są grzyby, więc ja dodałam grzyby, a dokładnie borowiki i podgrzybki, które wcześniej poddusiłam z cebulą. Po wymieszaniu sosu z grzybami z makaronem i posypaniu świeżą natką uzyskałam bardzo smaczne danie, sycące, ale nie ciężkie. Polecam zarówno osobom, które szukają mniej kalorycznych alternatyw klasycznych dań, jak i amatorom kreatywnych pomysłów na dania z warzywami. Jeśli nie dodacie masła do duszenia grzybów, danie może być wegańskie.

Makaron z sosem z kalafiora i grzybami



















Składniki (dla 4-5 osób):
  • 500g suchego makaronu (u mnie penne)
  • 1 cały kalafior
  • 2 łyżki oleju
  • 500-600g grzybów leśnych (u mnie podgrzybki i borowiki)
  • 1 nieduża zwykła cebula
  • opcjonalnie 100ml białego wytrawnego wina
  • 1 łyżka masła
  • drobno posiekana świeża natka
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1.  z kalafiora usuwamy liście, myjemy, dzielimy na różyczki o podobnej wielkości
  2.  tak przygotowane różyczki rozkładamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia, skrapiamy 2 łyżkami oleju, oprószamy solą i pieprzem, mieszamy, a następnie równomiernie rozprowadzamy na blaszce
  3. wstawiamy do pieca rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu, a następnie pieczemy ok 25 min, aż się zrumieni
  4. upieczone różyczki kalafiora przekładamy do misy blendera, blenderujemy na gładką masę, ew. doprawiając solą do smaku
  5. grzyby myjemy, oczyszczamy, kroimy
  6. tak przygotowane grzyby wrzucamy na suchą patelnię i na niewielkim ogniu podduszamy kilka minut, aż woda z nich wyparuje
  7. w momencie, w którym grzyby zaczną przywierać do patelni, dodajemy masło i smażymy chwilę grzyby
  8. cebulę obieramy, drobno siekamy i dorzucamy do grzybów, chwilę razem smażymy
  9. dolewany na patelnię wino i czekamy, aż płyn wyparuje, a następnie doprawiamy solą i pieprzem
  10. na patelnię z grzybami przekładamy zblenderowany kalafior i trochę posiekanej natki, mieszamy
  11. ugotowany makaron łączymy z kalafiorowo-grzybowym sosem, posypujemy dodatkową natką i serwujemy
Smacznego :-)



niedziela, 30 czerwca 2019

Proste ciasto z truskawkami

Zorientowałam się, że tegoroczny sezon truskawkowy w zasadzie się kończy. I że nie upiekłam ani jednego ciasta z truskawkami w tym sezonie. Aaale… nie jest jeszcze za późno! :-)

Ten przepis pochodzi z bloga Moje Wypieki, wykorzystuje proste składniki, które pewnie większość z Was ma w domu, i ogólnie bezproblemowy. Zmiksuj, wyłóż ciasto na blaszkę, dodaj owoce (moim zdaniem truskawki można zastąpić dowolnymi innymi owocami), upiecz. Idealny na niedzielny deser, na słodką przekąskę, na śniadanie (idealnie popijane krowim mlekiem lub herbatą).

Proste ciasto z truskawkami



















Składniki (na blachę o wymiarach ok 20x30 cm)
  •  4 duże jajka
  • 1 i 1/4 szklanki cukru
  • 16g cukru waniliowego
  • 1 szklanka oleju słonecznikowego
  • 1 szklanka mleka
  • 2 łyżki proszku do pieczenia
  • 4 szklanki mąki pszennej (u mnie tortowa)
  • kilkanaście truskawek (w oryginalnym przepisie jest 0,5kg, ale ja przy pierwszym razie dodałam mniej, bo nie wiedziałam, jak "zachowa się" ciasto - spokojnie można dodać 0,5kg :-)
Przygotowanie
  1. Truskawki myjemy i usuwamy szypułki, każdą przekrajamy na pół
  2. Jajka i oba rodzaje cukru wrzucamy do miski i miksujemy mikserem do uzyskania jasnej, puszystej masy (ale nie sztywnej piany)
  3. Do tak uzyskanej masy wlewamy strużką najpierw olej, a potem mleko, cały czas miksując
  4. Proszek do pieczenia łączymy z mąką, przesiewamy, a następnie wsypujemy do miski z mokrymi składnikami i ostrożnie mieszamy szpatułką
  5. Piekarnik rozgrzewamy do 170 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  6. Blaszkę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, a następnie wlewamy masę, równomiernie rozprowadzając po powierzchni blachy
  7. Na wierzchu ciasta równomiernie rozkładamy połówki truskawek
  8. Wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez 45 min, do tzw. "suchego patyczka"
  9. Upieczone ciasto wyjmujemy z pieca i odstawiamy do wystudzenia
  10. Wystudzone można posypać cukrem pudrem (samo w sobie nie jest szczególnie słodkie)
Smacznego :-)





niedziela, 2 czerwca 2019

Biała lazania z zielonymi szparagami, groszkiem, szpinakiem i pieczarkami

"I wtedy ja, na dany znak, prężąc i śmiejąc się szampańsko, wchodzę, ubrany w biały frak, mówiąc dobry wieczór państwu" - mówił Piotr Fronczewski w skeczu pt. "Cyrk", autorstwa Wojciecha Młynarskiego. Pominę resztę tej opowieści, bo jest mało, a wręcz a-apetyczna, a poza tym mamy dopiero popołudnie, więc z "dobrymi wieczorami" należałoby jeszcze zaczekać ;-)

Nie mogłam się jednak powstrzymać, żeby ten cytat tu przytoczyć, bo bardzo mi do białej lazanii, która robi wrażenie, wjeżdżając na stół niemal jak konferansjer w białym fraku wyłaniający się na pogrążonej w półmroku cyrkowej scenie. Alternatywnie, mogłam przytoczyć cytat z weselnej piosenki "Cała na biało", ale w jej tekście nic o bieli nie ma, więc pomysł upadł.

Żarty na bok. Tegoroczny sezon szparagowy powoli zmierza ku końcowi, zakończmy go więc z przytupem. Biała lazania to dość pracochłonne danie, ale imponuje wyglądem i smakiem. Jak na lazanię (i na skład białego sosu, beszamelu) jest zaskakująco lekka, zapewne dzięki dużej ilości zielonych warzyw. Ja wprawdzie czułam się po niej ociężała, ale to głównie dlatego, że za dużo jej zjadłam. Klasyczna (czerwona) lazania pozostanie moją ulubioną (co pomidor, to pomidor), ale ta biała jest przyjemnym urozmaiceniem.  

Poniższy przepis bazuje na recepturze zaczerpniętej z bloga Broma Bakery.

Biała lazania z zielonymi szparagami, groszkiem, szpinakiem i pieczarkami


Składniki (dla 3-4 osób)

NA SOS
  • 4 łyżki stołowe masła
  • 1/4 szklanki mąki pszennej
  • 2 szklanki mleka
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i pieprz do smaku
POZOSTAŁE
  • Świeże platy makaronu na lazanię (można je kupić w dobrze zaopatrzonych supermarketach lub w specjalistycznych sklepach z włoską żywnością) - moim zdaniem świeża sprawdzi się lepiej, bo beszamel nie jest tak skuteczny w nawilżaniu i zmiękczaniu makaronu jak sos pomidorowy, nie ryzykowałabym z suchymi płatami
  • 15 zielonych szparagów, raczej cieńszych (ew. mogą być dzikie, czyli cienkie jak solone paluszki)
  • 1 szklanka mrożonego zielonego groszku
  • duża garść świeżego szpinaku (najlepiej młodego, a jeśli macie "stary" usuńcie twarde części z liści)
  • 250g pieczarek
  • 1 mała zwykła biała cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • 125-150 g mozzarelli
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:

BESZAMEL
  1. do rondelka wrzucamy masło, rozpuszczamy
  2. do rozpuszczanego masła dodajemy mąkę, mieszkamy (trzepaczką najlepiej) i chwilę razem podsmażamy
  3. wlewamy mleko i mieszamy trzepaczką, aż sos zgęstnieje (kiedyś czytałam radę Magdy Gessler, żeby mleko było gorące, bo inaczej zrobią się grudki, ale moim zdaniem może być mleko w temperaturze pokojowej, dużo zależy od tego, czy będziemy stali nad rondlem i sumiennie mieszali trzepaczką, aż sos zgęstnieje)
  4. doprawiamy gałką muszkatołową, solą i pieprzem
  5. zdejmujemy z ognia i odstawiamy
POZOSTAŁE
  1. szparagi myjemy, odłamujemy zdrewniałe końcówki, przekrajamy wzdłuż na pół (no chyba, że są bardzo cienkie, wówczas nie), a następnie na pół w poprzek, oprószamy solą i pieprzem
  2. pieczarki obieramy lub myjemy, kroimy w plasterki (mogą być grube) i wrzucamy na suchą patelnię, dusząc w sosie własnym do odparowania wody
  3. cebulę i czosnek obieramy, drobno kroimy
  4. jak woda z pieczarek odparuje, dodajemy na patelnię 1 łyżkę oliwy i chwilę podsmażamy
  5. następnie dorzucamy cebulę i czosnek i podsmażamy razem z pieczarkami, doprawiamy solą i pieprzem
  6. mrożony groszek zalewamy wrzątkiem, trzymamy 1-2 minuty i odcedzamy
  7. mozzarellę odsączamy z płynu i rwiemy na nieduże kawałki
  8. na dnie naczynia żaroodpornego, w którym będziemy robili lazanię, wlewamy łyżkę oliwy i natłuszczamy naczynie
  9. następnie kładziemy na natłuszczonym naczyniu płaty lazanii, pokrywając je 3-4 łyżkami beszamelu, który równomiernie rozprowadzamy po całej powierzchni płatów, a na sosie układamy 1/3 pokrojonych szparagów
  10. przykrywamy kolejnym płatem makaronu, który również smarujemy beszamelem i rozprowadzamy na nim 1/2 pieczarek, 1/2 groszku i posypujemy połową liści szpinaku
  11. przykrywamy kolejnym płatem makaron, który również smarujemy beszamelem i rozprowadzamy na nim kolejną 1/3 szparagów
  12. przykrywamy kolejnym płatem makaronu, który również smarujemy beszamelem i rozprowadzamy na nim pozostałą część pieczarek, groszku i szpinaku
  13. przykrywam kolejnym płatem makaronu, smarujemy resztką beszamelu, posypujemy porwaną mozzarellą, a na wierzchu układamy resztę szparagów i oprószamy całość lekko solą
  14. przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu, na środkową półkę
  15. Pieczemy 30 min, a następnie zdejmujemy folię i pieczemy przez kolejnych 20-30 minut, aż mozzarellą na wierzchu się zarumieni, szparagi na wierzchu będą nadal zielone
  16. Podajemy zaraz po upieczeniu
Smacznego :-)


niedziela, 5 maja 2019

Zupa-krem z białych szparagów z czosnkiem niedźwiedzim

Dziś będzie o białych szparagach. Wolę zielone, bo mają moim zdaniem więcej smaku i lepiej wyglądają. W dodatku znalezienie dobrych białych szparagów wydaje mi się znacznie trudniejsze niż zielonych. Większość białych, które widzę w sklepach lub na straganach jest dramatycznie przerośnięta (a więc na bank łykowata i gorzka), z przesuszonymi końcówkami. Zdecydowanie nieapetyczny to widok.

Ale zdarzają się i lepsze okazy: cienkie, jędrne, apetyczne. Takie udało się zdobyć Wybrankowi na Hali Mirowskiej. Gdy przyniósł je do domu pomyślałam, że fajnie by było zrobić z nich zupę-krem, podobną do tej, którą dawno temu jedliśmy w Berlinie, gdzie spędziliśmy kiedyś pewien kwietniowy weekend. Restauracja, w której jedliśmy tą zupę, już nie istnieje (a przynajmniej nie funkcjonuje jej strona internetowa), ale wspomnienie pozostało. Była to zupa-krem z białych szparagów z dodatkiem czosnku niedźwiedziego. Coś w tym stylu starałam się odtworzyć w domu. Wyszło całkiem smacznie :-)

Zupa-krem z białych szparagów z czosnkiem niedźwiedzim




















Składniki (na dwie duże porcje dla 2 osób lub trzy mniejsze dla 3)
  • pęczek białych szparagów
  • 3 średniej wielkości ziemniaki
  • 1 mała biała cebula
  • 1 łyżka masła
  • 0,7 (ok 3 szklanki) bulionu warzywnego
  • sól i biały pieprz do smaku
  • kilka liści czosnku niedźwiedziego (w mojej doniczce było ich ok 6-7)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
Przygotowanie:
  1. szparagi myjemy,  obieramy, a następnie odłamujemy zdrewniałe końcówki (zginamy lekko szparagi i łamiemy tam, gdzie same pękną)
  2. zdrewniałe końcówki wrzucamy do bulionu warzywnego i gotujemy, aż zmiękną, a następnie wyrzucamy (moim zdaniem fakt, że są zdrewniałe sprawia, że nie nadają się do jedzenia - nawet po ugotowaniu są łykowate)
  3. z pozostałych łodyg szparagów odcinamy delikatnie główki i odkładamy na bok, a resztę siekamy w mniejsze kawałki
  4. ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę (może być duża, bo i tak będziemy blenderowali je na krem)
  5. cebulę obieramy i kroimy w kostkę (również w tym przypadku nie przejmowałabym się wielkością kostki)
  6. na dno garnka wrzucamy masło, roztapiamy, dorzucamy surowe ziemniaki i chwilę smażymy, mieszając
  7. do garnka z masłem i ziemniakami dorzucamy cebulę i chwilę smażymy, mieszając
  8. podsmażone ziemniaki i cebulę zalewamy bulionem warzywnym i gotujemy, aż ziemniaki będą miękkie
  9. gdy ziemniaki będą miękkie, dorzucamy do garnka pokrojone łodygi szparagów i gotujemy, aż zmiękną (może to zająć ok 10 min)
  10. blenderujemy zawartość garnka na gładki krem, doprawiamy solą i pieprzem, a na kilka minut przed podaniem (5 powinno wystarczyć) wrzucamy do kremu odłożone wcześniej główki szparagów i chwilę gotujemy, żeby zmiękły, ale się nie rozgotowały
  11. liście czosnku  niedźwiedziego myjemy, drobno siekamy, odkładamy dwie łyżki, a resztę mieszamy z 3 łyżkami oliwy i odrobiną soli, a następnie blenderujemy
  12. zupę nalewamy do talerzy/miseczek, na wierzchu każdej porcji rozprowadzamy oliwę zblenderowaną z czosnkiem niedźwiedzim i posypujemy posiekanym ziołem
Serwujemy z białym wytrawnym winem, można też podać grzanki z białego chleba lub upieczony w piekarniku (aż osiągnie postać chipsa) chudy wędzony boczek.

Smacznego :-) 


piątek, 3 maja 2019

Ziemniaki smażone z zielonymi szparagami i boczkiem

Tegoroczny sezon na szparagi wystartował, co oznacza, że przez najbliższy miesiąc szparagi będą w mojej i Wybranka kuchni codziennie. Najbardziej lubię zielone szparagi upieczone w piekarniku (200 stopni Celsjusza, 15 min) w całości z odrobiną oliwy z oliwek, solą i pieprzem, a do tego jajka sadzone i ziemniaki z wody albo świeży chleb z masłem.

Co roku staram się jednak wrzucić na bloga jakiś nowy przepis, więc już w kwietniu zaczynam przekopywać internet w poszukiwaniu nowych pomysłów. Pomysł na danie, które chcę Wam dziś pokazać, zaczerpnęłam z bloga Smitten Kitchen. Nie jest to typowo wiosenne, lekkie danie. To raczej coś cięższego, smażonego, sycącego...i pysznego :-) Kto nie lubi wędzonego boczku i smażonych ziemniaków?

Oryginalna nazwa tego dania, "hash", oznacza coś krojonego/siekanego/rozdrobnionego. "Hash brown" to tarte na tarce lub drobno posiekane ziemniaki, usmażone na brązowy kolor, podawane w amerykańskich klasycznych barach typu diner na śniadanie. Polski odpowiednik to "krajanka" lub "smażonka". Można do tego dodać cokolwiek, to takie danie z tego, co się nawinie. Ale ziemniaki wydają mi się składnikiem koniecznym, tworzą dobrą bazę.

Ziemniaki smażone z zielonymi szparagami i boczkiem



















Składniki (dla 2-4 osób)
  • 5 niedużych ziemniaków
  • pęczek zielonych szparagów
  • 150g wędzonego boczku (im chudszy, tym lepszy)
  • 1 cebula szalotka
  • 1 łyżka oleju roślinnego
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. ziemniaki obieramy i kroimy w niedużą kostkę (taką jak do krupniku)
  2. cebulę obieramy i drobno siekamy
  3. boczek kroimy w drobną kostkę
  4. szparagi myjemy, odłamujemy końcówkę (w tym miejscu, w którym sama pęknie) i kroimy na kawałki długością odpowiadające kostkom ziemniaków
  5. boczek wrzucamy na patelnie i smażymy na złoto na niedużym ogniu, a następnie zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok
  6. na tą samą patelnię, do tłuszczu, który wytopił się z boczku, dolewamy olej, a następnie wrzucamy ziemniaki, solimy i pieprzymy (pół łyżeczki soli i 2-3 szczypty mielonego pieprzu na początek wystarczą, potem można doprawić) i smażymy, mieszając co jakiś czas
  7. ziemniaki powinny ładnie się zrumienić i zmięknąć
  8. gdy zmiękną, ale nie będą jeszcze w 100% gotowe, dorzucamy na patelnię posiekaną cebulę i smażymy razem z ziemniakami
  9. następnie dorzucamy na patelnię posiekane szparagi i smażymy przez 10-15 min, mieszając co chwilę
  10. tuż przed zakończeniem smażenia dorzucamy na patelnię podsmażony wcześniej boczek
  11. gdy ziemniaki i szparagi będą miękkie (ale szparagi nadal zielone, a nie szaro-zielone), wykładamy danie na talerz i od razu podajemy
Wierzch porcji tego dania można posypać świeżo posiekaną natką lub przykryć jajkiem sadzonym :-)

Smacznego :-)



niedziela, 7 kwietnia 2019

Zupa-krem z ziemniaków z czosnkiem niedźwiedzim

Dania powstają z różnych powodów - z oszczędności, z przypadku, z premedytacją, z potrzeby serca. Moje dzisiejsze danie powstało z powodu dostępności produktu sezonowego, a mianowicie czosnku niedźwiedziego. Kilka razy szukałam tego zioła w sklepach i na straganach, ale im bardziej go szukałam, tym bardziej go nie było. Tym razem nie szukałam, więc był. Jakby nigdy nic stał sobie obok bazylii i innych ziół na stoisku owocowo-warzywnym w supermarkecie sieci Supersam w Warszawie. Domyślacie się zapewne, że nie mogłam przejść obojętnie. Zobaczyć świeży czosnek niedźwiedzi na sklepowej półce to trochę jak spotkać jednorożca ;-)



















Czosnek niedźwiedzi ma czosnkowy aromat, a jednocześnie jest raczej rachitycznym ziołem. Trzeba go więc traktować delikatniej niż czosnek w ząbkach, bo poddany zbyt intensywnej obróbce cieplnej w przeciwieństwie do swojego nieniedźwiedziego kuzyna traci charakter. Postanowiłam się stworzyć mu wygodne podłoże, na którym mógłby ten swój charakter zaprezentować w pełnej krasie. Niemal jak Wybranek na sofie ;-) Stanęło więc na gęstej, kremowej zupie ziemniaczanej z dodatkiem mniejszej niż w tradycyjnej francuskiej porowo-ziemniaczanej zupie "potage parmentier" ilości pora, a także lampki białego wina, masła i kozieradki, a wszystko to podlane bulionem warzywnym. Wyszło bardzo fajnie - krem z ziemniaków okazał się być idealnym podłożem dla czosnku niedźwiedziego. Zupa jest prosta i mało czasochłonna, a efekt bardzo przyjemny. Spróbujcie.

Zupa-krem z ziemniaków z czosnkiem niedźwiedzim




















Składniki (dla 4 osób):
  • 1 kg ziemniaków
  • 1 duży por
  • 1 "krzak" czosnku niedźwiedziego
  • 1 łyżeczka kozieradki
  • 1 lampka białego wytrawnego wina
  • 1 czubata łyżka masła
  • 1,5 litra wywaru warzywnego
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: ziarenka czerwonego pieprzu do dekoracji
Przygotowanie:
  1. ziemniaki myjemy, obieramy i kroimy w dużą kostkę
  2. pora myjemy, kroimy w grube półplasterki
  3. w garnku rozpuszczamy masło, wrzucamy pokrojone ziemniaki i pora, chwilę podsmażamy, mieszając
  4. do garna wlewamy wino, chwilę dusimy
  5. do garnka wsypujemy kozieradkę i wlewamy bulion, przykrywamy i gotujemy aż ziemniaki będą miękkie (ale nadal będą trzymały formę)
  6. wyjmujemy z zupy kilka kostek ziemniaczanych i odkładamy na bok, a zawartość garnka blenderujemy na gładki krem, doprawiamy solą i pieprzem
  7. liście czosnku niedźwiedziego myjemy i drobno siekamy
  8. zdejmujemy garnek z zupą z "ognia", wsypujemy większość pokrojonego czosnku niedźwiedziego, mieszamy
  9. zupę przelewamy do miseczek/talerzy, dekorujemy kilkoma kostkami ziemniaczanymi, kilkoma ziarenkami czerwonego pieprzu (opcjonalnie) i resztą posiekanego czosnku niedźwiedziego, serwujemy
Smacznego :-)