poniedziałek, 1 stycznia 2018

Czorne klóski

Moją i Wybranka tradycją od kilku lat jest gotowanie w Sylwestra jakichś kluchów, które umilą nam spędzanie tego wieczoru w dresach, na sofie. Próbowaliśmy różnych innych pomysłów na spędzenie ostatniego dnia mijającego roku, ale "imprezowanie" w domowych pieleszach okazało się najbardziej spójne z naszą naturą.

Kluchy to raczej określenie, obejmujące różnego rodzaju potrawy mączne :-) Odkąd ta tradycja się wykształciła (a raczej - została wykształcona), w naszym sylwestrowym menu gościły już: pyzy, kluski śląskie, azjatyckie pierożki z ciasta ryżowego gotowane na parze (niestety z jakichś powodów przepisu nie wrzuciłam na bloga, ale może naprawię ten błąd w tym roku), chinkali i kluski kładzione. W tym roku do listy dołączyły pochodzące ze śląska czorne klóski, czyli kluski z gotowanych i surowych ziemniaków, nazywane na Śląski również kluskami tartymi (bo surowe ziemniaki trze się na tarce) lub kluskami polskimi (dla odróżnienia ich od klusków śląskich). Określenie "czorne" pochodzi od koloru klusków, który jest tym ciemniejszy, im większy jest udział surowych ziemniaków w całej masie. U mnie było pół na pół, więc wyszły raczej szare.

Do zrobienia akurat tych klusków w Sylwestra 2017 zainspirowała mnie książka pt. "Ślónska kuchnia dla Hanysów i Goroli" autorstwa Joanny Furgalińskiej, którą przywiozłam z ostatniej służbowej wyprawy do Katowic. Wydało ją wydawnictwo PWN, ja kupiłam mój egzemplarz na dworcu PKP w Katowicach. Książka zawiera kilkadziesiąt przepisów na tradycyjne śląskie potrawy, które zostały przedstawione w formie obrazkowej. Obrazkom towarzyszą opisy poszczególnych czynności i składników w śląskiej gwarze.

Tym, co urzekło mnie w przepisie na czorne klóski, była bardzo krótka lista składników. Podczas gdy w wielu popularnych dziś daniach, szczególnie kuchni azjatyckiej, lista składników zdaje się nie mieć końca (szczególnie różnego rodzaju przypraw i sosów, z których korzystam raczej sporadycznie), w przypadku tego przepisu lista składa się z... dwóch pozycji: ziemniaków i soli. Nie ma tu żadnej wielkiej filozofii: bierzemy jakąś ilość ziemniaków (w oryginalnym przepisie jest 1,5kg, u mnie były 2 kg), połowę gotujemy, drugą połowę (surową) ścieramy na tarce, łączymy, gotujemy, i tyle. Jak to zwykle bywa z prostymi przepisami ważne są konkretne cechy składników - przekonałam się o tym, gdy wrzuciłam pierwszą porcję klusków do garna z wrzącą wodą. Ziemniaki, z których skorzystałam (przyznaję, przypadkowe), nie były najwyraźniej wystarczająco mączne, a przez to ciasto na kluski wyszło zbyt "luźne" i kluski zaczęły się rozpadać w trakcie gotowania. Dodałam więc 4 łyżki mąki ziemniaczanej i to pomogło. Przy kolejnych przygodach z czornymi kluskami albo będę z automatu dosypywała mąki, albo będę pilnowała, żeby kupić ziemniaki odpowiedniej odmiany (mącznej).

My pochłonęliśmy kluski z dodatkiem podsmażonej cebulki i boczku wędzonego, ale równie dobrze można je podać z jakimś sosem mięsnym lub grzybowym, jako dodatek do dania głównego.

Czorne klóski



















Składniki (dla 6 osób)
  • 2 kg ziemniaków
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • sól do osolenia wody
Przygotowanie:
  1. Wszystkie ziemniaki obieramy i dzielimy na połowy
  2. Jedną połowę gotujemy w osolonej wodzie, a po ugotowaniu, jeszcze ciepłe, rozgniatamy lub przepuszczamy przez praskę, aby uzyskać gładką masę
  3. Drugą połowę ścieramy na tarce (na małych oczkach), najlepiej umieszczając w misce sitko i trąc ziemniaki na to sitko w celu zebrania uwalniającego się z tartych ziemniaków skrobiowego płynu, który będzie gromadził się na dnie miski, skapując z sitka
  4. Po utarciu ziemniaków, wyciskamy z nich resztę płynu, który sam nie wypłynął w trakcie tarcia (w oryginalnym przepisie płyn z ziemniaków wyciska się za pomocą gazy, ale nie sądzę, żeby gaza byłą standardowym elementem wyposażenia współczesnych kuchni, więc skorzystanie z sitka może być praktyczniejszym pomysłem)
  5. Płyn powinien podzielić się na dwie części - skrobię, która odkłada się na dnie miski, oraz wodę; skrobię zachowujemy, wodę wylewamy
  6. Łączymy ugotowane i surowe ziemniaki, dodajemy skrobię z tartych ziemniaków oraz mąkę ziemniaczaną, a następnie wyrabiamy na gładką masę
  7. Z masy formujemy okrągłe kluski wielkości dużego orzecha włoskiego, wrzucamy na osolony wrzątek, mieszamy i gotujemy przez ok. 2-3 minuty od wypłynięcia klusków na powierzchnię
  8. Serwujemy od razu po ugotowaniu, z omastą/sosem - najlepsze są świeże, acz odgrzewane również da się zjeść ;-)
Smacznego :-)

1 komentarz:

  1. Za nie długo na pewno sam zrobię sobie takie jedzenie.

    OdpowiedzUsuń