Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 września 2014

Gulasz z cielęciny w korsykańskim stylu

Z Wybrankiem mym właśnie urlopujemy się na Korsyce. Rezerwując noclegi, staraliśmy się znaleźć takie miejsce, które ma w ofercie coś, co Francuzi określają mianem "studio", na które składa się mała sypialnia oraz salonik połączony z aneksem kuchennym. Zależało nam właśnie na takim miejscu, bo bardzo chcieliśmy mieć dostęp do lodówki i kuchenki, co umożliwia nam korzystanie z lokalnych składników i pewną oszczędność (za 20-30 EUR mamy obfitą kolację z winem i owocami na deser, w restauracji tyle samo kosztuje kolacja dla 1 osoby, bez wina). Nie jest tak, że zupełnie stronimy od knajpek, chodzimy, zrecenzuję w osobnym wpisie o Korsyce, który planuję popełnić po powrocie z urlopu. Podczas wizyty w jednej z korsykańskich restauracji jadłam pyszny gulasz cielęcy z dodatkiem pomidorów i oliwek, który spróbowałam odtworzyć w naszej hotelowej kuchni. W Ajaccio, gdzie stacjonujemy, jak i chyba w całej Francji, nie ma problemu z kupnem dobrej jakości mięsa w supermarkecie. Nabyliśmy więc porcję chudej cielęciny i przyrządziliśmy sobie taki gulasz w hotelowej kuchni. Składniki są proste i dostępne również w Polsce. Planujemy powtarzać to danie w domu, po urlopie, a Wam polecam wypróbowanie :-) Bo warto.

Gulasz cielęcy w korsykańskim stylu



Składniki (dla 2-3 osób)
500g chudej cielęciny (jeżeli wolicie tłustą, niech będzie tłusta ;-)
100g boczku, pokrojonego w słupki (lardons)
1 kg dojrzałych pomidorów (w orygnialnym przepisie są pomidory z puszki, ale uznałam, że grzechem byłoby dodawać pomidory z puszki w trakcie pobytu na słonecznej i ciepłej wyspie, gdzie od ręki można kupić aromatyczne pomidory) - można zastąpić 2 puszkami pomidorów bez skórki
2 czubate łyżki koncentratu pomidorowego (dodajemy w przypadku korzystania ze świeżych pomidorów, nie trzeba dodawać, jeśli korzystacie z pomidorów w puszce)
1 średniej wielkości cebula
1/2 butelki czerwonego wytrawnego wina (raczej łagodnego stołowego niż ciężkiego i bardzo taninowego) - u nas było lokalne korsykańskie Patrimonio
100g zielonych oliwek (waga bez zalewy), bez pestek - z dostępnych w Polsce szczerze polecam oliwki marki Iposena (oliwki powinny być jędrne i twardawe, jeśli są miękie, są słabe)
Garść liści świeżej bazylii
2 łyżki oliwy
Sól i pieprz do smaku

Przygotowanie:
1. Cielęcinę płuczemy pod zimną wodą, osuszamy ręcznikiem papierowym, oczyszczamy z błon i kroimy na nieduże kawałki (takie na jeden-dwa kęsy)
2. Oliwę rozgrzewamy na patelni i obsmażamy na niej kawałki mięsa, do zrumienienia (pamiętajcie, żeby nie wrzucać za dużej ilości mięsa na patelnię na raz, bo zamiast się obsmażyć, udusi się w sosie własnym)
3. Usmażone mięso odkładamy, na tą samą patelnię wrzucamy boczek i podsmażamy - zrumieniony boczek (bez tłuszczu z patelni) zdejmujemy z patelni i odkładamy
4. Cebulę drobno siekamy, a następnie podsmażamy na tym samym tłuszczu co boczek
5. Jeżeli używacie świeżych pomidorów, trzeba je sparzyć wrzątkiem, obrać ze skóry, pozbawić gniazd nasiennych i pokroić w kostkę
6. Po podsmażeniu cebuli wrzucamy na patelnię cielęcinę i boczek, mieszamy i dodajemy pomidory (pokrojone świeże & koncentrat lub z puszki), mieszamy, wlewamy wino, przykrywamy i zostawiamy na ok 1 godzinę do duszenia na niedużym ogniu
7. Po godzinie zdejmujemy pokrywkę i pozwalamy, żeby część płynu odparowała, a sos zgęstniał
8. Sprawdzamy stopień uduszenia mięsa - w momencie, w którym uznamy, że jest już prawie gotowe, dodajemy oliwki oraz doprawiamy do smaku solą i pieprzem
9. Tuż przed podaniem posypujemy posiekanymi listkami świeżej bazylii

Serwujemy ze świeżym pieczywem, w oryginalnym przepisie jako dodatek polecana jest polenta.

Uwaga na czas duszenia. Dużo zależy od jakości mięsa oraz wielkości kawałków, na jakie je pokroicie. Nasz gulasz był gotowy do jedzenia po ok 1h i 15 min, kawałki mięsa były raczej małe (wielkości ok 1/2 kciuka). Mięso powinno być na tyle miękkie, żeby rozdzielalo się na włókna pod niedużym naciskiem widelca. Nie polecam doprowadzania do rozpadu poszczególnych kawałków na pojedyncze włókna, bo wówczas to będzie potrawka, a nie gulasz.

Smacznego :-)


sobota, 26 stycznia 2013

Prowansalska pizza z cebulą, anchois i oliwkami

Po kolejnej degustacji muffinów w pracy dostałam zamówienie na muffiny z anchois od koleżanki, która wkrótce miała obchodzić urodziny. Mam do anchois dość niejednoznaczny stosunek, tj. lubię anchois jeśli nie widzę tych filecików z cienkimi ośćmi wyglądającymi jak białe wąsy. Czyli anchois w sosie do sałatki Cezar czy w pomidorowym sosie puttanesca jest ok. Natomiast nieprzetworzone fileciki "na surowo" czy np. na pizzy nie są ok. Albo jeszcze nie dorosłam do delektowania się anchois albo jestem ignorantką ;)

Mniejsza o mnie. Koleżanka, która zamówiła u mnie muffiny z anchois, Baśka, lubi anchois pod każdą postacią. Ale jakoś średnio mi pasowało anchois do muffinów, mimo, że do ich wytrawnej odmiany można dodać w zasadzie wszystko. Przypomniałam sobie jednak o przepisie, który widziałam w książce "Food Lover's Guide to the World", wydawnictwa Lonely Planet. I zaproponowałam Baśce danie z tego przepisu: pissaladière.

Pissaladière to prowansalskie danie składające się ze spodu z drożdżowego ciasta, na którym rozsmarowuje się duszoną cebulę doprawioną tymiankiem, układa fileciki anchois i czarne oliwki, a następnie piecze jak pizzę. Jego nazwa pochodzi od nicejskiego określenia "peis salat", oznaczającego soloną rybę.
Baśka była zadowolona i przechrzciła pissaladière na "tort urodzinowy Barbary". Niech tak będzie :)

 Pissaladière, czyli tort urodzinowy Barbary

Składniki (na nieco grubsze niż cienka pizza ciasto upieczone w klasycznej prostokątnej blaszce):
  • 250g mąki pszennej (w oryginale jest 200g, ale to zdecydowanie za mało, ciasto wyszło zbyt lepkie i musiałam dodać ok. 50g mąki)
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki suszonych drożdży
  • 150ml ciepłej wody
  • 1 łyżka oliwy z oliwek do ciasta plus 2 łyżki oliwy z oliwek do smażenia cebuli (w oryginale są 4 łyżki do smażenia, ale to za dużo - cebula ociekałaby tłuszczem)
  • 750g zwykłej, białej cebuli (w oryginale jest 1kg, ale to za dużo na tę ilość ciasta)
  • gałązki świeżego tymianku lub 1 łyżeczka + szczypta suszonego tymianku (w oryginale jest świeży, wykorzystałam suszony)
  • 2 pomidory (wprawdzie Wikipedia podaje, że pissaladière to rodzaj białej pizzy, czyli bez dodatku pomidorów, ale w przepisie z mojej książki są pomidory, więc je dodałam; można też zastąpić niezbyt dobre o tej porze roku świeżymi pomidorami pomidorami z puszki, na ok1/2 400-gramowej puszki z sokiem)
  • 200g filecików anchois (w oryginale są 2 80-gramowe puszki anchois, ale w polskich sklepach najczęściej widuję puszki o pojemności 100- lub 200g, więc wzięłam więcej - nie było za dużo :)
  • garść czarnych oliwek (na oko 1/2 140-gramowego słoiczka)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Mąkę i sól przesiewamy do dużej miski, dodajemy suszone drożdże i mieszamy
  2. Do miski dodajemy ciepłą wodę (ciepła = gdy włożymy do naczynia z wodą palec, jesteśmy w stanie trzymać palec w wodzie przez dłuższą chwilę, uczucia parzenia) i 1 łyżkę oliwy
  3. Mieszamy wszystkie składniki, wyjmujemy ciasto na stolnicę lub blat i chwilę wyrabiamy (powinniśmy uzyskać elastyczne, gładkie ciasto, takie jak na pizzę) i lepimy kulę
  4. Oczyszczamy miskę z resztek ciasta, wkładamy do niej kulę ciasta, przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce (polecam takie miejsca jak przy kominku, na kaloryferze lub w lekko ciepłym piekarniku :) do wyrośnięcia (ciasto powinno podwoić objętość, może to zająć 1-1,5h)
  5. W międzyczasie obieramy cebulę i kroimy ją w cienkie plasterki (pokrojenie takiej ilości cebuli to sporo pracy, polecam ułatwienie sobie zadania przez wykorzystanie np. krajalnicy z ostrzem ceramicznym, ja mam taką krajalnicę marki Kyocera i jestem z niej bardzo zadowolona; jest również wersja do krojenia warzyw w słupki julienne)
  6. Pomidory obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę
  7. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy na niedużym ogniu
  8. Wrzucamy na patelnię pokrojoną cebulę i podsmażamy ją przez 10min (aż zmięknie), bez przyrumieniania
  9. Dodajemy tymianek, doprawiamy solą i pieprzem, dorzucamy pomidory i dusimy razem, żeby cebula zupełnie zmiękła przez 20min (10 minut z przykrywką, a potem zdejmujemy przykrywkę i odparowujemy płyn)
  10. Uduszoną cebulę zdejmujemy z ognia i studzimy
  11. Blachę do pieczenia smarujemy tłuszczem lub wykładamy papierem do pieczenia
  12. Wyrośnięte ciasto wyjmujemy z miski i chwilę wyrabiamy
  13. Wykładamy ciasto na natłuszczoną/wyłożoną papierem formę do pieczenia (można je wcześniej rozwałkować), przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 10-15min w ciepłe miejsce do podrośnięcia (tego etapu nie ma w książce, ale zawsze robię tak z grubszą pizzą czy z foccacią)
  14. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu
  15. Rozsmarowujemy duszoną cebulę na cieście, a następie odsączone z oliwy  fileciki anchois i odsączone z płynu oliwki, posypujemy szczyptą suszonego tymianku
  16. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 25min, a następnie zwiększamy temperaturę do 200 stopni Celsjusza i dopiekamy jeszcze przez 5 minut (w oryginale pieczemy 25-30min w 220 stopniach Celsjusza, ale moim zdaniem to za wysoka temperatura, ciasto drożdżowe za bardzo i za szybko by się spiekło)
  17. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, można serwować na ciepło lub na zimno
Smacznego :)

niedziela, 16 września 2012

Pierś z kurczaka "po prowansalsku"

Kolejny pomysł na wykorzystanie pysznych, dojrzałych pomidorów. Tym razem w postaci sosu pomidorowego doprawionego ziołami prowansalskimi (które są jedynym prowansalskim akcentem w tym daniu ;), z czarnymi oliwkami i kawałkami podsmażonej piersi z kurczaka. Do skonsumowania najlepiej ze świeżą, chrupiącą bagietką (którą sobie podarowałam, na rzecz chleba razowego...). Myślę, że dobrze sprawdziłoby się również z makaronem, np. penne. Do tego sałatka z cukiniowych wstążek lub zwykła mieszanka sałat doprawiona klasycznym sosem winegret. A do tego dobrze schłodzone różowe wino, najlepiej z Prowansji.

Pierś z kurczaka "po prowansalsku"

Składniki (na 2 porcje):
  • 1 kg dojrzałych pomidorów (3-4 duże pomidory)
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 nieduża cebula
  • 1 czubata łyżeczka ziół prowansalskich
  • 2 garści czarnych oliwek (z pestką lub bez, jak kto woli)
  • 4 suszone pomidory z oliwnej zalewy
  • 1 duża (pojedyncza wystarczy) pierś z kurczaka
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku
  • bagietka (najlepiej) lub inny rodzaj pieczywa
Przygotowanie:
  1. pomidory myjemy, parzymy wrzątkiem i obieramy ze skóry
  2. obrane pomidory kroimy w kostkę
  3. cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy
  4. na patelni (a najlepiej w rondlu z teflonową powłoką) rozgrzewamy oliwę, wrzucamy czosnek i cebulę
  5. do czosnku i cebuli dodajemy zioła prowansalskie, mieszamy i podsmażamy na niewielkim "ogniu" (u mnie niewielki to 4 w 9-stopniowej skali), do zeszklenia cebuli
  6. pokrojone pomidory dodajemy do rondla, solimy (ok. 2 szczypty) i dusimy do momentu, w którym kawałki pomidorów się rozpadną (ja często najpierw duszę pomidory pod przykrywką, a następnie zdejmuję pokrywkę i pozwalam, żeby większość płynu wyparowała i powstał gęsty, aromatyczny sos)
  7. do duszących się świeżych pomidorów dodajemy drobno posiekane duszone pomidory
  8. w międzyczasie myjemy, osuszamy i oczyszczamy pierś z kurczaka
  9. kroimy pierś w kostkę, doprawiamy solą i pieprzem
  10. kurczaka wrzucamy na patelnię z 1 łyżką rozgrzanej oliwy i podsmażamy do lekkiego zarumienienia
  11. oliwki odsączamy z płynu
  12. usmażonego kurczaka i oliwki dodajemy do sosu, dusimy razem 5-10 minut
  13. podajemy z bagietką (lub innym pieczywem - u mnie chleb razowy)
Do tego dania podałam prostą sałatkę z żółtej cukinii. Małą żółtą cukinię umyłam i pokroiłam we wstążki za pomocą obieraczki do warzyw. Następnie doprawiłam ją dressingiem z 2 łyżek oliwy, listków z kilku gałązek świeżego tymianku, soli oraz pieprzu. Całość umieściłam w pojemniku do przechowywania żywności i przykryłam przykrywką, tak, żeby smaki dobrze się wymieszały. Uwaga: jeśli macie bardzo świeżą cukinię, nie powinna być gorzkawa, ale jeśli trochę już leży, może mieć w sobie goryczkę. Aby się jej pozbyć, można np. przekroić cukinię na pół wzdłuż, lekko posolić i odstawić na 20 min, a następnie opłukać, osuszyć i dopiero wtedy przygotować cukiniowe wstążki.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Makaron z sosem puttanesca

Odcinek drugi pomidorowego wyzwania. Po makaronie z sosem (a)matriciana kolej na makaron z sosem puttanesca, czyli po kurtyzańsku (puttanesca w dosłownym tłumaczeniu znaczy "kurtyzana"). Niestety z pochodzeniem tej nazwy nie wiąże się żadna interesująca historia... miłosna. Ale za to danie jest k...wsko dobre i pewnie o to chodziło twórcy tej nazwy ;) Wrażliwszych czytelników przepraszam za niecenzuralne określenie, ale po prostu samo cisnęło mi się na usta.

Przygotowując makaron z sosem puttanesca, korzystałam ze skarbnicy przepisów na dania kuchni włoskiej, za którą uważam pokaźnych rozmiarów lekturę pt. "Culinaria Italia. Kulinarna podróż po Włoszech" pod redakcją Claudii Piras, wydanej w 2004 roku przez wydawnictwo KÖNEMANN. Dostałam ją kilka lat temu od znajomych z pracy w prezencie imieninowym. Na etapie fascynacji kuchnią włoską, na którym wówczas wraz z Wybrankiem mym się znajdowaliśmy, przeglądaliśmy tę książkę z namaszczeniem, raz po raz wypróbowując wybrane przepisy. Na podstawie wskazówek z tej książki Wybranek przygotował swój pierwszy domowej roboty makaron oraz deser panna cotta. Ja z kolei pod wpływem tej książki wykonałam moje pierwsze w życiu risotto (od razu wyszło dobre i od tamtej pory robię bazowe risotto właśnie z tego przepisu). Można w niej znaleźć przepisy z różnych regionów Włoch oraz informacje o stosownych trunkach. Na stronie 305 znajduje się przepis na spaghetti alla puttanesca. Ja spaghetti zastąpiłam makaronem linguine(i), równie dobrze można wykorzystać inny, dlatego przepis podaję w formie uogólnionej, jako makaron z sosem puttanesca.

Makaron z sosem puttanesca
[na podstawie przepisu ze wspomnianej książki, ale z pewnymi modyfikacjami]

Składniki (dla 2 osób):
  • pół opakowania 500-gramowego opakowania wybranego makaronu
  • 1 kg dojrzałych pomidorów
  • 4 fileciki anchois (w oryginalnym przepisie są solone, ja miałam w oliwie i też było ok)
  • 150g czarnych oliwek
  • 1 łyżka kaparów
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku 
  • 4 suszone pomidory w oliwie [mój dodatek, w oryginale tego nie ma]
  • [w oryginale jest jeszcze 30g masła, ale pominęłam]
Przygotowanie:
  1. Filety anchois wyławiamy ze słoiczka/puszki, osuszamy ręcznikiem papierowym i drobno kroimy
  2. Czosnek obieramy i również drobno kroimy
  3. Na patelni/w rondlu rozgrzewamy oliwę, wrzucamy na nią posiekane anchois oraz czosnek, chwilę razem podsmażamy na niedużym ogniu
  4. Pomidory obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę
  5. Pokrojone pomidory dodajemy na patelnię/do rondla razem z odsączonymi oliwkami i kaparami
  6. Do sosu dodajemy drobno posiekane suszone pomidory
  7. Sos gotujemy do rozpadnięcia się kawałków świeżych pomidorów
  8. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  9. Gdy sos jest już gotowy, gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  10. Ugotowany makaron mieszamy z sosem lub układamy na talerzu i polewamy sosem
  11. Wierzch dania posypujemy posiekaną natką, można też dodać starty parmezan
Jeśli nie lubicie anchois, nie przekreśla to Waszych szans jako konsumentów makaronu z sosem puttanesca. W procesie gotowania kawałeczki anchois rozpadają się i są jedynie lekko wyczuwalne, nadając sosowi oleistego posmaku, jeśli mogę posłużyć się takim określeniem. Buon appetito! :)

niedziela, 16 października 2011

Sałatka z parmezanowym kurczakiem

Po obfitym obiedzie imieninowym u babci, obowiązkowo dwudaniowym z deserem, ja, moja siostra i nasi rodzice nie byliśmy specjalnie głodni, stanęło więc na tym, że na kolację będzie sałatka. No bo jak to tak, bez kolacji? ;) Mama zaproponowała, że może zrobimy coś z tymi piersiami z kurczaka, które ma w lodówce. Poza tym "na stanie" były też świeżo nabyte na stalowowolskiej hali targowej pomidory hodowane w okolicach mojego rodzinnego miasta. Znalazł się również miks sałat, oliwki oraz pyszna oliwa z pierwszego tłoczenia, którą nabyłam podczas wakacji w Marsylii i sprezentowałam rodzicom. W ten sposób powstał pomysł na sałatkę z kurczakiem, sałatą, pomidorami i zielonymi oliwkami (które są obowiązkowym elementem spiżarni mojej mamy, więc również były pod ręką. Ale brakowało w tym wszystkim jakiegoś specjalnego elementu, czegoś, co sprawiłoby, że sałatka nie będzie taka...zwyczajna ;)

Przypomniałam sobie o innej sałatce, którą kiedyś przygotowałam wspólnie z moją przyjaciółką E. na lunch. Ta inna sałatka jest o tyle ciekawa, że ze składników wchodzących w jej skład możnaby równie dobrze ugotować tzw. normalny obiad. Składa się z pieczonych piersi z kurczaka, gotowanych ziemniaków, sblanszowanego groszku cukrowego w strąkach oraz świeżego szpinaku. Przepis można znaleźć na blogu Kwestia Smaku. Tym, co - poza dobrymi składnikami - sprawiło, że ta sałatka nas zainteresowała był sposób przyrządzenia piersi z kurczaka - były obtoczone w tartym parmezanie i upieczone w piekarniku. Pycha :)

Przypomniałam sobie o tym "myku" z parmezanem wczoraj wieczorem, a że akurat w lodówce walał się jakiś smutny kawałek tego sera, postanowiłam zrobić z niego użytek. W ten oto sposób pwstała sałatka z parmezanowyym kurczakiem :) Wszystkim smakowała, szczególnie w towarzystwie lekkiego, białego, wytrawnego wina.

Sałatka z parmezanowym kurczakiem

Składniki (dla 4 osób):
  • 1 podwójna pierś z kurczaka
  • 1 opakowanie miksu sałat (można też użyć 1 rodzaju sałaty, jeśli ktoś woli lub nie ma akurat miksu pod ręką)
  • 1 duży pomidor
  • ok. 20 zielonych oliwek
  • 1/3 szklanki oliwy z pierszego tłoczenia
  • sok z 1/4 cytrytny
  • 1 białko z jajka
  • starty parmezan
  • suszone oregano, sól, pieprz
Przygotowanie:
1. piersi z kurczaka umyć, oszusyć, oczyścić, pokroić na nieduże płaty (1 pierś na 4, po skosie, żeby nie były za grube)
2. piekarnik nastawić na funkcję grill (u mnie to jest program oznaczony takim zygzakiem, tylko na górze), na 200 stopni Celsjusza
3. białko wymieszać z dużą szczyptą soli (nie za dużo, bo parmezan sam w sobie jest dość słony) i pieprzu, obtoczyć w nim piersi z kurczaka (ja zrobiłam to tak, że białko i przyprawy wymieszałam w większej miseczce, do której następnie wrzuciłam kawałki kurczaka i dobrze wszystko wymieszałam)
4. kawałki kurczaka obtoczyć następnie w startym parmezanie (tak jak kotlety schabowe w bułce ;)
5. blachę do pieczenia wyłożyć folią aluminiową, ułożyć na niej kawałki kurczaka i wstawić do piekarnika
6. piec przez ok. 7 min (lub do zarumienienia), a następnie przełożyć na drugą stronę i piec kolejnych 7-8 min (do zarumienienia z drugiej strony), po upływie tego czasu wyjąć z piekarnika i odstawić do ostudzenia
7. oliwę wymieszać z sokiem z cytryny, 1 łyżeczką suszonego oregano, szczyptą soli i pieprzu (tu do smaku, wedle uznania)
8. sałatę przełożyć do miski, polać sosem i dobrze wymieszać (ja robię to rękami)
9. na sałacie ułożyć pomidora pokrojonego na kawałki oraz oliwki, a na końcu kawałki kurczaka
10. można jeszcze posypać po wierzchu odrobiną suchego oregano

Smacznego :)

środa, 7 września 2011

Nie taki muffin słodki, jak go malują

Wczoraj wieczorem podjęłam kolejną w mojej „karierze” kulinarnej próbę upieczenia niesłodkich muffinów. Tym razem zmotywował mnie do tego P., który siedzi obok mnie w pracy i który za każdym razem, gdy przynosiłam słodkie muffiny, sugerował, że mogłabym upiec muffiny z salami. Nie wiem, dlaczego upodobał sobie akurat salami, ale po zrealizowaniu tego pomysłu muszę przyznać, że to był dobry pomysł.

Niesłodkie muffiny piekłam jak dotąd kilka razy – niestety nigdy nie byłam do końca zadowolona z efektu. Zwykle wyglądało to tak, że znajdowałam kolejny przepis w internecie, stwierdzając, że spróbuję i że tym razem na pewno wyjdą dobre. Figa. Wychodziły mdłe, niezależnie od tego, jak bardzo aromatyczne dodatki dodawałam. A były to np. dojrzały ser cheddar, feta, boczek, czerwona papryka, sczypiorek, itd. Zaczęłam podejrzewać, że ciasto muffinowe w trakcie pieczenia w jakiś tajemniczy sposób pochłania i niweluje te aromaty, a w efekcie muffiny smakują jakby to ciasto było bez dodatków. Tym razem było inaczej. Zmotywowana przez P. podjęłam wyzwanie ;) (może jak dotąd właśnie tego elementu wyzwania mi brakowało ;) Kto jak nie ja upiecze dobre niesłodkie muffiny, hę?!

Poszperałam trochę w internecie i postanowiłam zaufać przepisowi na muffiny z oliwkami, rozmarynem i parmezanem z portalu gazeta.pl. To miała być baza. A do tego to wymarzone przez P. salami (użyłam włoskiego), zwinięte w rulonik i wetknięte w muffina przed wstawieniem do piekarnika. Było też kilka muffinów w wersji wege, bo wśród degustatorów są też osoby nie jedzące lub nie przepadające za mięsem.


Dziś w pracy urządziłam małą degustację, P. zdawał się być usatysfakcjonowany, inni degustatorzy również docenili mój wyrób (rozumiem, że stwierdzenie „Muffiny czad – czy codziennie będziesz piekła?” to komplement ;). Mi też w zasadzie smakowały, aczkolwiek przepis będzie jeszcze dopracowywany (=wpróbowywany z innymi dodatkami, żeby - tak jak w przypadku muffinów z owocami - opracować przepis bazowy i robić wariacje na jego temat).

Udanych wypieków :)

P.S. Przy okazji chciałabym zapowiedzieć, że w kolejnym wpisie niejako oddam głos mojej przyjaciółce A., skrywającej się pod pseudonimem Szalony Muffinowy Demiurg, do której udaję się dziś na pourlopową kolację. Piszę to celowo, żeby A. wiedziała, że się nie wykręci. A jeżeli będzie próbowała, z premedytacją opiszę jej porażkę :P Nie ma to jak przyjaciele, zawsze postawią człowieka do pionu ;)

wtorek, 30 sierpnia 2011

Kulki w szlamie i zielone naleśniki

Jest taka zasada, niepisana zdaje się, że nie ma co ekspertymentować z nowymi przepisami przygotowując potrawy dla gości. Dlatego też w zasadzie na każdej imprezie, którą organizuję lub przy której organizacji pomagam, pojawiają się takie klasyki jak kulki w szlamie i zielone naleśniki. Zawsze robię też muffiny, często także w wersji niesłodkiej (np. z fetą i czerwoną papryką albo z boczkiem i serem żółtym). Jeżeli chodzi o słodkie muffiny, wybieram takie, do których akurat są składniki (jesień/zima – cytrusy, marchew, jabłka, dynia, czekolada, suszone owoce; wiosna/lato – świeże owoce sezonowe); udało mi się znaleźć najlepszy - moim zdaniem - przepis podstawowy i tylko żongluję dodatkami (przepis podstawowy na słodkie muffiny znajdziecie tutaj). Jeżeli chodzi o niesłodkie (zwane wytrawnymi, ale jak dla mnie słowo „wytrawny” powinno być zarezerowane dla alkoholu, więc nie używam go w odniesieniu do innych produktów) to na razie nie udało mi się znaleźć idealnego przepisu, a efekty podejmowanych prób nie były zadowalające, więc póki co przepisem się nie dzielę. Chętnie za to podzielę się przepisami na kulki w szlamie i zielone naleśniki :)

Określenie „kulki w szlamie” stworzył M., mój kolega ze studiów, mądry człowiek i utalentowany ekonomista (nie teoretyk ;) na jednej z imprez. Wzięło się stąd, że „danie” to składa się z mini mozzarellek, pomidorków koktajlowych i oliwek (= kulki), serwowanych w formie koreczków w towarzystwie zielonego sosu bazyliowego (wyglądem przypominającego ów szlam). A robi się to tak:


Składniki:
  • Mini mozzarellki (ilość zależy od liczby zaproszonych gości, na oko wopakowaniu jest średnio ok. 12-15 sztuk; można je kupić w każdym supermarkecie; nigdy nie udało mi się ich kupić w Almie w Promenadzie, być może w innych Almach są)
  • Pomidorki koktajlowe (tyle, ile mini mozzarellek)
  • Czarne lub zielone oliwki (tyle, ile mini mozzarellek)
  • Drewniane wykałaczki (ale nie takie dentystyczne, aromatyzowane miętą czy mentolem ;)
  • Duży pęczek świeżej bazylii
  • Oliwa (ok. ¾ szklanki na 1 pęczek bazylii)
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. umyć pomidory
  2. mini mozzarellki oraz oliwki odcedzić z zalewy
  3. poobrywać listki z bazylii (trochę musi zostać do „szlamu”, więc jeśli macie niewielki pęk, np. marki Swedeponik w niewielkiej doniczce, to weźcie 2 doniczki –jedną do oberwania listków, a drugą do sosu)
  4. na wykałaczki nakłuwać kolejno pomidor, listek bazylii, kulkę mozzarelli i oliwkę, aby uzyskać koreczki
  5. przygotować sos: cały pęczek bazylii (razem z łodyżkami) włożyć do blendera, zalać oliwą, dodać ząbek czosnku (pokrojony na kilka kawałków), doprawić solą i pieprzem wedle uznania, całość zmiksować na gładki szlam
  6. koreczki ułożyć na talerzu i albo polać szlamem albo podać szlam w osobnym naczyniu, żeby każdy mógł sobie dowolnie dozować jego ilość na własnym talerzu














Zielone naleśniki powstały z potrzeby zaserwowania czegoś innego niż koreczki czy sałatki (z sałatek już prawie w ogóle zrezygnowałam, no chyba, że robię kolację czy obiad dla zaledwie kilku osób, w formie zasiadanej, gdzie każdy uczestnik dostaje porcję sałatki na własnym talerzu; na większą imprezę moim zdaniem nadają się jedynie sałatki z produktów, które nie puszczają soku zaraz po doprawieniu i nie więdną). Mają formę naleśnikowych wrapów i bardzo dobrze sprawdzają się w roli czegoś na ząb.















Składniki (na ok. 12 naleśników z patelni o średnicy ok. 28 cm):

- ciasto
  • 0,5 l mleka (im tłustsze tym lepsze)
  • ok. 300 g mąki
  • 1 jajko
  • garść świeżego szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
- nadzienie
  • 12 dużych plasterków wędliny (powinny być na tyle duże, żeby pokrywać ok. ¾
  • powierzchni patelni, na której będą smażone naleśniki)
  • 1 opakowanie szpinaku (może być baby)
  • 3 opakowania serka Philadelphia (polski odpowiednik marki Piątnica też jest
  • ok)
  • ½ pęczka świeżej natki
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. z 0,5 ml mleka odlać pół szklanki i wlać do blendera, miksując je z garścią szpinaku i czosnkiem (mleko dodaje się po to, żeby był "poślizg" w blenderze - bez płynu trudniej jest zblendować cokolwiek)
  2. wlać do większego naczynia, dodać resztę mleka, mąkę i jajko, doprawić solą i pieprzem, dobrze wymieszać (uwaga: z naleśnikami jest trochę tak jak np. z bigosem czy rosołem – co dom to przepis; ja naleśniki robię na oko, tj, dodaję tyle składników, żeby uzyskać konsystencję ciasta właściwą dla ciasta naleśnikowego – jeśli więc macie sprawdzone proporcje lub podobnie jak ja robicie naleśniki na oko, zróbcie je według własnego przepisu, dodając szpinak zmiksowany z czosnkiem; nie dodawajcie cukru, jeżeli zwykle dodajecie ;)
  3. patelnię smarować tłuszczem (ja każdorazowo rozprowadzam pędzelkiem oliwę na powierzchni patelni przed wlaniem ciasta) i wlewać ciasto chochelką do zupy, rozprowadzając je po całej powierzchni; po usmażeniu z jednej strony, przewrócić na drugą)
  4. gotowe naleśniki układać jeden na drugim na dużym płaskim talerzu – po usmażeniu wszystkich przykryć szczelnie folią spożywczą i odstawić do wystygnięcia
  5. serek Philadephia przełożyć do miski, wymieszać z drobno posiekaną natką, doprawić solą i pieprzem (jeżeli szynka jest raczej słona to uważajcie, żeby nie przesadzić z solą)
  6. każdy naleśnik posmarowaś serkiem z natką, posypać kilkoma listkami szpinaku, przykryć plastrem szynki i zwinąć w rulon, docisnąć lekko, żeby brzeg naleśnika nie odstawał
  7. przygotowane w ten sposób naleśnikowe rulony ułożyć na talerzy, przykryć folią i odstawić na 30 min (można na dłużej, ale raczej nie na całą noc) do lodówki, żeby smaki się przegryzły
  8. wyjąć naleśniki z lodówki, przekroić pod skosem na pół, odkroić przegi (albo i nie, jak kto woli) i podawać
Mam nadzieję, że Wam i Waszym gościom będzie smakowało, o ile zdecydujecie się podać im takie przekąski/zakąski ;)

sobota, 6 sierpnia 2011

Arbuz w nowej odsłonie

Arbuz to arbuz, słodki owoc, przy konsumpcji którego łatwo się pobrudzić ;) Lubię, owszem, ale nie jem zbyt często, głównie dlatego, że trudno kupić go w mniejszych ilościach (nie cały czy pół, ale np. 1/8). Kupowanie całego czy połowy dla 1 osoby jest bez sensu, nie przejem.

2-3 lata temu, chyba w TVN Style, widziałam serię programów kulinarnych "Forever summer" z Nigellą Lawson. W jednym z odcinków prezentowała przepis na sałatkę z arbuza...z fetą i oliwkami :) Już wtedy miałam ochotę wypróbować ten przepis, ale jakoś nie wyszło... Dopiero wczoraj, gdy w osiedlowym sklepiku spożywczym zobaczyłam arbuza sprzedawanego na "ośemki", przypomniałam sobie o tym przepisie. Dziś dokupiłam ser feta, oliwki, czerwoną cebulę i zioła, no i zrealizowałam zachciankę sprzed 2-3 lat :) Przepis znajduje się w książce autorstwa Nigelli pt. "Lato w kuchni przez okrągły rok" i to właśnie z niego korzystałam. Po konsumpcji muszę przyznać, że to fajny pomysł na letni lunch lub kolację - sałatka jest lekka i sycąca, a słodki arbuz rzeczywiście fajnie komponuje się ze słoną fetą i ostrą cebulą. A dzięki słodyczy arbuza po posiłu nie mam parcia na deser ;)

Sałatka z arbuza z fetą i oliwkami



Składniki (dla 1 osoby)
1/8 niezbyt dużego arbuza (u mnie ok 0,6 kg ze skórką)
1/2 kostki (= 100g) sera feta (jeśli mogę coś zasugerować - kupcie ser z importu; niestety wyroby fetopodobne dostępne w Polsce, a szczególnie wyroby marki Arla, przypominają grecką fetę tylko kolorem...)
15 czarnych oliwek
1/2 małej czerwonej cebuli
2-3 gałązki świeżej mięty
2-3 gałązki natki pietruszki
2 łyżki oliwy z oliwek
sok z 1/4 cytryny (w oryginale jest limonka)
świeżo zmielony czarny pieprz

Przygotowanie:
1. arbuza okroić ze skórki, miąsz pokroić na nieduże sześciany
2. fetę pokroić na nieduże sześciany
3. oliwki odsączyć z zalewy
4. cebulę obrać i pokroić w cienkie półplasterki
5. zioła posiekać
6. wszystkie składniki włożyć do jednej miski, dodać sok z cytryny, oliwę, pieprz - delikatnie wymieszać (najlepiej rękami)
7. zjeść :)