czwartek, 1 grudnia 2011

Pizza na cienkim cieście domowej roboty z przepisu Michała

Wydawało mi się, że znam najlepszy przepis na domową pizzę na cienkim cieście. Myliłam się. Najlepsza pizza, jaką do tej pory zrobiłam to nie pizza z przepisu Jamiego Olivera na foccacię, który do wczoraj uważałam za najlepszy, ale z przepisu, którym podzielił się ze mną mój kolega z pracy, Michał. Niniejszym mu za to dziękuję.

Pizzę z przepisu Michała docenić powinien każdy fan pizzy na cienkim cieście, który nie lubi się przepracowywać. Przepis jest prosty, nawet po drobnych modyfikacjach, które wprowadziłam z braku odpowiedniego sprzętu, a przygotowanie pizzy zgodnie z tym przepisem nie trwa dłużej niż oczekiwanie na pizzę zamówioną w pizzerii z dowozem do domu w niedzielny wieczór na warszawskim Ursynowie (mój rekord: 1h 45 min). No i – co ważne – przygotowując pizzę w domu wiemy, z czego się składa. Skład tych z dowozu bywa podejrzany...

Domowa pizza na cienkim cieście z przepisu Michała


Składniki (na 2 większe lub 3 średnie pizze; najedzą się 3 osoby o przeciętnym apetycie):
  • ½ kg mąki – może być zwykła szymanowska 480 albo krupczatka lub wersja profesjonalna: włoska Farina Per Pizza firmy Molina – dostępna już w niektórych sklepach [Magda: próbując przemycić do tego przepisu elementy przepisu na foccacię Jamiego Olivera, wzięłam 400g zwykłej mąki pszennej i 100g semoliny; semolinę można dostać np. na  delikatesowych stoiskach w sieci sklepów Marks & Spencer]
  • 300 ml ciepłej wody
  • 1 cała torebeczka drożdży instant Dr. Oetker (7g)
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki cukru – byle nie czubate bo będzie za słodka
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek Extra Vergine, do dodania do ciasta po wstępnym wymieszaniu składników
Przygotowanie:
  1. wszystkie składniki połączyć i wyrobić w robocie kuchennym, do osiągnięcia jednolitej masy [Magda: z powodu braku robota kuchennego poradziłam sobie inaczej, stosując techniki znane mi z innych przepisów na pizzę: drożdże i cukier rozpuściłam w naczyniu, które odstawiłam na ok. 10 min pod przykryciem, gdy drożdże „ruszyły” czyli zaczęły się pienić, wlałam je do dużej miski, w której była już mąka – oba rodzaje – wymieszana z solą; następnie ręcznie wyrobiłam ciasto, a po wstępnym wyrobieniu dodałam 2 łyżki oliwy i jeszcze przez chwilę wyrabiałam]
  2. wyrobione  ciasto pozostawić do wyrośnięcia ½-1h – Michał stawia misę z ciastem  nad  czajnikiem z właśnie ugotowaną wodą, efekt murowany za każdym razem  [Magda: ja postawiłam misę z ciastem na nieco mniejszym naczyniu, do którego nalałam wrzątek; misę z ciastem przykryłam ściereczką]
  3. wyrośnięte  ciasto  podzielić na 3 części (średnie placki dla 1-2 osób) lub 2 części (pizze giganty dla 2-3 osób)
  4. jedną część ciasta rozwałkować, pozostałe wrzucić do torebek foliowych i do  lodówki  –  będzie  na  później. Im dłużej poleży w lodówce tym większe powstaną bąble powietrza w trakcie pieczenia (proces powolnej fermentacji)* [Magda: podzieliłam na 3 części, z każdej uformowałam koło, które następnie rozwałkowałam na papierze pergaminowym; upiekłam wszystkie, jedna po drugiej, nie chowałam do lodówki]
  5. piekarnik  nagrzewać  do temperatury 250 stopni Celsjusza, przez co najmniej 25 min. Ustawienia  piekarnika  elektrycznego:  termoobieg + grzanie od dołu. Blacha,   na  której  będziemy  piekli  pizzę,  powinna  być  cały  czas  w piekarniku,  na  najniższej  półce, i nagrzewać się razem z nim. [Magda: ja włączyłam  piekarnik w momemcie, w którym wyrobiłam ciasto i zostawiłam je do   wyrośnięcia;   dzięki  tej  synchronizacji  skróciłam  całkowity  czas przygotowania   potrawy;   moje  ciasto  rosło  30  min,  tyle  samo  czasu nagrzewałam piekarnik; mój piekarnik nie ma funkcji termoobieg + grzanie od dołu; włączyłam więc sam termoobieg w fazie nagrzewania]
  6. pizzę  ułożyć na nagrzanej blasze, bez smarowania jej tłuszczem [Magda: moja  pizza  była na papierze pergaminowym, który razem z ciastem po prostu włożyłam do piekarnika i ułożyłam na nagrzanej blaszce]
  7. uformowany  placek  posmarować  cienko  oliwą z oliwek, następnie sosem pomidorowym  (dobry  przecier  pomidorowy,  sól, oregano, czosnek, odrobina oliwy  z  oliwek),   posypać  pokrojoną  mozzarellą  i  szynką  oraz  ułożyć podsmażone  plasterki z 2-3 pieczarek (ew. z cebulą lub świeżym szpinakiem) [Magda:  dobór  składników dowolny oczywiście, kto co lubi; ja zrobiłam sos z 1 puszki pomidorów, 1 małej  cebuli,  1  ząbka  czosnku: czosnek i cebulę drobno posiekałam, podsmażyłam chwilę na łyżce oliwy, dodałam pomidory z puszki, doprawiłam suszonym  oregano,  solą  i pieprzem oraz podgotowałam do odparowania płyny; sos rozsmarowałam na cieście, na  sosie  ułożyłam plasterki szynki i mozzarelli oraz cieniutko pokrojone  pieczarki,  których  wcześniej nie smażyłam; na koniec posypałam pizzę pokrojonymi zielonymi oliwkami i suszonym oregano]
  8. tak przygotowaną pizzę włożyć do piekarnika (po nagrzaniu!) na ok. 8-10 min.  Na  2  min. przed końcem pieczenia można obrócić pizzę o 180 stopni aby się równomiernie  zarumieniła.  [Magda: każdy z 3 placków piekłam osobno, przez 10  min:  5  min  na  programie  „grzanie  od  dołu”,  + 5 min na programie „termoobieg i grzanie od góry”, nie obracałam o 180 stopni]
*Michał  radzi:  W  lodówce trzymać max. do tygodnia. Można też kule ciasta zamrozić.  Wtedy  do rozmrożenia  ciasto będzie potrzebować kilku godzin w cieple.

Wyszło  super,  polecam.  W sumie przygotowanie tej pizzy zajęło mi ok. 1h + pieczenie.

5 komentarzy:

  1. Moim zdaniem pizza to najlepsze danie włoskie - proste, smaczne i sycące.

    OdpowiedzUsuń
  2. W mojej opinii najlepszym daniem włoskim jest Chianti:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z opinią, iż pizza jest najlepszym włoskim daniem. Co więcej, jest też świetnym pomysłem na różnego rodzaju imprezy. :) Ten przepis jest bardzo dobrze i dokładnie napisany, dlatego też na pewno nie omieszkam go spróbować. Na zdjęciach pizza prezentuje się fenomenalnie, więc mam nadzieję, że i mi taka wyjdzie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako ex kolega z biurka obok-Michałowego dodam tylko, żeby ciasta nie 'rozwałkowywać', tylko rozpłaszczać dłońmi (podsypując mąką), raz za razem nabiera się wprawy a potem to już banał, można nawet podrzucać obrotowo:) Kwestia opiera się na tym, co onegdaj nauczył mnie jeden Włoch - ciasto traktowane wałkiem traci pęcherzyki powietrza, twardnieje potem i gubi tę swą fajną nieregularność.

    Greg

    OdpowiedzUsuń