niedziela, 12 lutego 2012

Włoska zupa weselna?

Zacznę od źródła - foodgawker.com, amerykańskiego agregatora blogów kulinarnych i skarbnicy pomysłów na dania z różnych zakątków świata i z różnych produktów. Mogłabym cały dzień siedzieć i przeglądać zdjęcia i przepisy z tego portalu. A zdjęcia są tak wspaniałe, że ślinka leci przy oglądaniu niemal każdego z nich. To właśnie na foodgawker.com trafiłam na przepis na włoską zupę weselną. Bardzo lubię zupy i chętnie wypróbowuję nowe przepisy, a włoskie zupy lubię szczególnie, ze względu na sposób, w jaki są przygotowywane - zwykle zaczyna się od rozgrzania oliwy w dużym garnku i podsmażenia na niej warzyw, które dopiero po podsmażeniu zalewa się bulionem. Moim zdaniem nadaje to zupie głębszy smak niż w przypadku wrzucania warzyw na gotujący się bulion. Włoska zupa weselna zainteresowała mnie nie tylko ze względu na sposób przygotowania, ale także na zawartość mięsnych kulek (pulpecików), które bardzo lubię. Kulki w tej zupie robi się z dodatkiem włoskich ziół i parmezanu, co nadaje im wspaniałego smaku. Sprawdzają się doskonale nie tylko jako dodatek do tej zupy, ale także jako dodatek do sałatki (sałata + pomidorki koktajlowe + oliwki + pulpeciki na zimno + ulubiony dressing, ja polecam oliwę zblenderowaną z bazylią, odrobiną soku z cytryny, solą i pieprzem) lub do sosu pomidorowego serwowanego z makaronem.

Gdy spytacie Włocha o to, czy zna tzw. włoską zupę weselną, najprawdopodobniej będzie zdziwiony - z tego, co wyczytałam w internecie, nie ma czegoś takiego jak tradycyjna zupa serwowana z okazji zaślubin we Włoszech. Być może w poszczególnych regionach tego kraju istnieją takie zupy, ale nie ma ogólnokrajowej zupy weselnej (jeśli się mylę, wyprowadźcie mnie z błędu - wiem tylko tyle, ile wyczytałam w internecie ;). Więc co z tą zupą? Jej nazwa ma związek z błędnym tłumaczeniem nazwy rodzaju włoskiej zupy, składającej się z zielonych warzyw, mięsa i bulionu. Ten rodzaj zupy z Italii nazywa się minestra maritata, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "zupa z dobrze do siebie pasujących składników" :) Autorami błędnego tłumaczenia są podobno Amerykanie, którym słowo maritata skojarzyło się zapewne z angielskim married. A dowiedziałam się tego z tego źródła.

Nie ma jednego obowiązującego przepisu na minestra maritata, podobnie jak nie ma jednego przepisu na minestrone. Skład tych zup różni się w zależności od regionu Włoch, w którym są gotowane oraz od pory roku, czyli od tego, co gotująca je mamma ma akurat w zanadrzu :) Gotując moją minestra maritata korzystałam z przepisu Iny Garten, popularnej amerykańskiej autorki książek kulinarnych. Przepis ten można znaleźć np. tutaj. Albo poniżej, nieco zmodyfikowany przeze mnie.

Włoska zupa weselna, czyli źle przetłumaczona minestra maritata

Składniki (dla 6-8 osób):

PULPECIKI
  • 1/2 kg mielonej piersi z indyka (najlepiej kupić pierś w całości i samodzielnie zemleć; ja często wrzucam mięso do blendera i w ten sposób je rozdrabniam)
  • 2 czubate łyżki startego parmezanu
  • 1 jajko
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 czubate łyżki świeżej, posiekanej natki
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 2 łyżki oliwy + dodatkowa oliwa do natłuszczenia blachy
  • sól (nie za dużo, parmezan jest słony) i pieprz do smaku
ZUPA
  • 2 duże marchewki
  • 2 duże łodygi selera naciowego
  • 2 duże garści świeżego szpinaku
  • 1/3 opakowania makaronu gwiazdki (ok. 80g) [to nie muszą być gwiazdki, może być też inny drobny makaron; ja akurat miałam gwiazdki na stanie]
  • 1,5 litra bulionu drobiowego (może być z kostki, ale dobrze, jeśli jest to kostka ekologiczna - do kupienia w sklepach z ekologiczną żywnością; widziałam je też w sieci delikatesów Bomi, na stoisku z produktami dla diabetyków)
  • 1 mała cebulka (np. szalotka)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu
  2. jeśli mamy mięso w kawałku - mielimy je
  3. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu
  4. zmielone mięso mieszamy z drobno posiekanym czosnkiem, natką, suszonymi ziołami, startym parmezanem, jajkiem, oliwą, solą i pieprzem - wyrabiamy gładką masę
  5. blachę do pieczenia wykładamy folią aluminiową, folię natłuszczamy 1 łyżką oliwy
  6. przygotowywujemy sobie mają miseczkę z wodą, w której będziemy płukać ręce przy formowaniu pulpecików, żeby pulpeciki nie kleiły się nam do rąk w trakcie formowania
  7. formujemy małe pulpeciki, rozmiarów niewielkiego orzecha włoskiego
  8. pulpeciki układamy na blasze wyłożonej folią (może też być naczynie żaroodporne, którego nie wykładamy folią, a jedynie natłuszczamy)
  9. wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20min
  10. w międzyczasie drobno siekamy cebulę, marchew i selera kroimy na niewielkie kawałki
  11. w garnku na zupę rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, wrzucamy cebulę, marchew i selera, a następnie podsmażamy na niedużym ogniu przez ok 10min
  12. gdy warzywa zmiękną, wlewamy bulion
  13. do gotującego się bulionu z warzywami wsypujemy makaron i gotujemy do miękkości (Ina Garten podpowiada, żeby zupę z makaronem gotować ok. 2min krócej niż gotowalibyśmy sam makaron zgodnie ze wskazówkami z opakowania)
  14. gdy pulpeciki są już gotowe, wrzucamy je do zupy
  15. gdy makaron jest miękki, wyłączamy "ogień" pod garnkiem i wrzucamy do zupy dwie garści świeżego szpinaku, mieszamy (szpinak ma tylko zmięknąć, nie powinien gotować się raczej z zupą, bo może stracić kolor)
  16. zupę doprawiamy solą i pieprzem i serwujemy

Polecam to smaczne i raczej lekkie (poza tym parmezanem ;) danie. Smacznego :)

1 komentarz:

  1. Zrobiłam raz, drugi, trzeci i powiem, że dopiero za czwartym zupa wyszła mi chyba taka jak powinna. Ale moi drodzy... Zrobiłam ją na przyjęcie imieninowe i mojej dumy i osobistego triumfu mogło spróbować 14 osób na raz. :) Wszyscy byli zachwyceni. A i muszę dodać, że wszyscy wzięli przepis ;) Dziękuję za inspirację.

    OdpowiedzUsuń