piątek, 5 czerwca 2015

Wczesnoletnie risotto z późnymi szparagami

Wybranek kupił szparagi (teoretycznie mamy końcówkę sezonu) i piersi kurczaka (kukurydzianego, jak głosiła etykieta, czyli takiego, który przez 2 ostatnie tygodnie życia był karmiony tylko kukurydzą, jak poinformowała go pani ze sklepu mięsnego). W lodówce zalegały młode marchewki, a w spiżarce - ryż do risotto (arborio). I choć Wybranek nie pała szczególną sympatią do ryżu, udało mi się go przekonać, że może zrobię risotto, żeby pozbyć się zapasu ryżu ze znajdującej się w stanie permanentnego bałaganu (który wiele razy obiecywałam uprzątnąć) spiżarni. Z tego wszystkiego powstało to danie. Koniec historii.

Risotto ze szparagami, marchewką i kurczakiem
 

 Składniki (na porcję dla 4 osób):
  • 1 pęczek zielonych szparagów
  • ok. 300g piersi z kurczaka
  • 2 młode marchewki
  • 1 mała cebula
  • kilka łodyżek natki
  • 1,5 szklanki ryżu do risotto
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • 1 łyżka masła (można dodać więcej, wtedy risotto będzie bardziej kremowe)
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina
  • ok. 1 litr bulionu warzywnego
  • sól i pieprz do smaku
  • parmezan

Przygotowanie:
  1. warzywa myjemy i obieramy
  2. cebulę i marchew siekamy w drobną kostkę
  3. od szparagów odłamujemy zdrewniałe końcówki, odcinamy główki wraz z częścią łodygi (ok 3-4cm), a pozostałą część łodygi siekamy w kilkumilimetrowe plasterki
  4. piersi kurczaka opłukujemy pod zimną wodą, osuszamy, oczyszczamy i kroimy w niedużą kostkę, a następnie polewamy sosem sojowym i mieszamy, żeby równomiernie rozprowadzić go na kawałkach mięsa
  5. na patelni rozgrzewamy oliwę i masło, a następnie podsmażamy kawałki kurczaka przez kilka minut (chodzi o to, żeby je podsmażyć, ale nie wysuszyć)
  6. usmażonego kurczaka zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok
  7. na tej samej patelni (i tym samym tłuszczu) podsmażamy cebulę, a następnie dodajemy ryż i chwilę razem podsmażamy (aż ziarenka ryżu staną się nieco przeźroczyste na brzegach)
  8. dodajemy wino i mieszamy, aż odparuje, a następnie partiami dodajemy bulion (wlewamy trochę, mieszamy i czekamy aż ryż wchłonie płyn, a następnie dolewamy kolejną porcję płynu i tak do momentu, aż skończy się bulion)
  9. gdy zużyjemy ok połowę bulionu, na patelnię dorzucamy pokrojoną marchew i łodygi szparagów, a następnie kontynuujemy dolewanie bulionu i mieszanie
  10. w osobnym naczyniu gotujemy osoloną wodę i wrzucamy na wrzątek główki szparagów, które gotujemy przez 3 minuty, a następnie odsączamy i zalewamy zimną wodą, żeby przestały się gotować
  11. pod koniec dodawania bulionu, na patelnie dorzucamy podsmażonego kurczaka i posiekaną natkę, mieszamy
  12. gdy ryż będzie gotowy (miękki, ale nie rozgotowany) możemy dodać więcej masła (1-2 łyżki) i starty parmezan (ja dodałam tylko 1 łyżkę)
  13. przed podaniem doprawiamy solą i pieprzem
  14. porcje risotta nakładamy na talerze, na wierzchu układamy ugotowane główki szparagów i serwujemy
Smacznego :-)

środa, 27 maja 2015

Koszmar weganina, czyli szparagi na cieście francuskim

Po tym, jak konkurs "Blog Roku" w kategorii blogów kulinarnych drugi rok z rzędu wygrał blog z przepisami wegańskimi, pomyślałam, że fajnie by było założyć bloga wyłącznie z przepisami z nabiałem i mięsem. Nie żebym miała coś przeciwko weganom albo diecie bez białka zwierzęcego, ale mam wrażenie, że zostaje zaburzona pewna zdroworozsądkowa równowaga. Wymyśliłam nawet nazwę dla tego mięsno-nabiałowego bloga, ale w związku z tym, że mam spore problemy z regularnym publikowaniem postów na blogu, który już istnieje, póki co porzuciłam pomysł zakładania kolejnego. Pomysł zostaje jednak w głowie i być może kiedyś doczeka się realizacji, jak skończę 67 lub przepracuję 40 lat ;-)

Tymczasem zachęcam do wypróbowania przepisu na szparagi zapiekane na cieście francuskim, otulone masą z jajek, śmietany i parmezanu. Taki tam koszmar weganina ;-)

Wstyd się przyznać, ale to pierwsze danie ze szparagami, które robię w tym sezonie szparagowym, a które wymagało nieco więcej czasu i zachodu niż obranie szparagów, doprawienie ich solą, pieprzem i oliwą i upieczenie w piecu. Brak czasu i weny, ot co. Honor jednak obroniłam.

Szparagi zapiekane w cieście francuskim
 















Składniki (na porcję dla 2-4 osób, w zależności od apetytu)
  • 1 pęczek zielonych szparagów (ok. 15-20 sztuk, idealnie, gdyby były podobnej grubości, bo wtedy upieką się mniej więcej w tym samym czasie i unikniemy sytuacji, że cieńsze będą za miękkie, a grubsze jeszcze twarde)
  • 200 ml śmietany (wystarczy 18%, nie musi być kremówka)
  • 1 jajko
  • 4 łyżki startego parmezanu
  • 1 płat gotowego ciasta francuskiego (z lodówki, nie z zamrażalnika)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  2. szparagi dokładnie płuczemy (w główkach czasami ukrywają się ziarenka piasku), odłamujemy zdrewniałe końcówki, można też cienko obrać dolną część łodygi
  3. prostokątną blachę do pieczenia (wymiary ok 20x30cm) wykładamy papierem do pieczenia, a na papierze rozkładamy ciasto francuskie i dociskamy
  4. śmietanę łączymy z jajkiem i startym parmezanem, mieszamy do uzyskania jednolitej masy i doprawiamy solą i pieprzem (duża szczypta pieprzu, duża szczypta soli)
  5. tak przygotowane danie wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok 30 min, do zrumienienia ciasta i stężenia nadzienia
  6. serwujemy tuż po upieczeniu, na ciepło
Smacznego :-)








niedziela, 3 maja 2015

Pęcz(ak)otto z burakami i kozim serem

Na długi weekend nakupiłam mięsa i ryb, ale jak już przyszło co do czego okazało się, że miałabym ochotę na coś bez mięsa i bez ryb. W związku z tym, że domowa spiżarnia pęka w szwach, m.in. za sprawą zgromadzonych w niej wszelkiej maści kasz, stanęło na tym, że będzie bez mięsa/ryby i z kaszą. Na przykład z pęczakiem, a czemu nie. Skoro bez mięsa/ryby to najlepiej z kozim serem, a że kozi ser lubi się z burakami, wyszło pęcz(ak)otto z burakami i kozim serem. I tyle.

Pęcz(ak)otto z burakami i kozim serem

Składniki dla 2-3 osób (dla dwóch bardzo głodnych/żarłocznych lub dla 3 mniej głodnych/mniej żarłocznych):
  • 2 szalotki lub 1 mała zwykła cebula
  • 1 szklanka kaszy pęczak
  • 3 małe lub 2 średniej wielkości buraki
  • ok. 3 szklanki bulionu warzywnego (2 marchewki, 1 pietruszka, kawałek selera, kawałek pora, 2-3 gałązki natki, 2 liście laurowe, 2-3 ziarna ziela angielskiego, zalewamy wodą i gotujemy, aż warzywa będą miękkie, a następnie odcedzamy bulion)
  • 100-150g koziego twarożku
  • kilka gałązek świeżego tymianku
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego, rzepakowego lub kokosowego
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: 1 (płaska) łyżka masła
  • opcjonalnie: podprażone pestki słonecznika
Przygotowanie:
1. olej wlewamy na dno rondla (dno o dużej powierzchni, wysokie brzegi) i rozgrzewamy
2. cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę, a następnie wrzucamy na dno rondla i podsmażamy (ale nie do zbrązowienia)
3. do cebuli wsypujemy kaszę pęczak i chwilę podsmażamy
4. buraki myjemy, obieramy i kroimy w drobną kostkę (ważne jest to, żeby była naprawdę drobna, bo jak nie będzie, buraki mogą wyjść zbyt al dente)
5. pokrojone w kostkę buraki wrzucamy na dno rondla i chwilę podsmażamy razem z kaszą i cebulą
6. dodajemy 1/2 posiekanego świeżego tymianku, mieszamy
7. zaczynamy dodawanie płynu, po ok 1/2 szklanki - wlewamy jedną porcję, mieszamy i czekamy, aż kasza ją wchłonie, a następnie wlewamy kolejną porcję i tak do momentu, aż kasza będzie wystarczająco miękka (kwestia gustu, niektórzy wolą mniej, inni bardziej al dente)
8. czosnek obieramy i kroimy w cienkie plasterki, dodajemy do kaszotta pod koniec procesu gotowania (dzięki temu będzie dobrze wyczuwalny, a buraczki bardzo lubią się z czosnkiem)
9. gdy kasza będzie już praktycznie gotowa, dodajemy drugą połowę tymianku, masło (opcjonalnie) i doprawiamy danie solą i pieprzem
10. wykładamy porcje pęcz(ak)otta na talerz, na wierzchu układamy po kilka łyżeczek koziego twarożku i posypujemy podprażonymi pestkami słonecznika

Smacznego :-)

P.S. W sezonie botwinkowym niegłupim pomysłem byłoby pewnie zastąpienie buraków botwinką. Malutkie burczki z botwinki dodałabym od razu, tak jak te duże, a posiekane łodyżki z liśćmi w połowie procesu gotowania.

niedziela, 19 kwietnia 2015

Sernik z palonym masłem, w wersji glutenowej i bezglutenowej

Co roku na Wielkanoc staram się przygotować jakiś nowy wypiek, którego wcześniej nie robiłam. Sprzyja temu fakt, że w święta spotykamy się z rodziną, co oznacza, że jest więcej osób do konsumpcji niż tylko ja i Wybranek, który ciast w zasadzie nie jada. Owocem tych wielkanocnych eksperymentów był np. różany mazurek czy pistacjowy sernik. W tym roku również postawiłam na sernik, z palonym masłem. Palone masło znałam wcześniej z deserów serwowanych w bardziej kreatywnych restauracjach czy z eksperymentów kulinarnych Wybranka. Budziło dobre skojarzenia :-)

Przepis na sernik z palonym masłem wypatrzyłam na stronie www magazynu Kukbuk, ale nie spodobał mi się fakt, że pojawił się w nim serek Philadephia zamiast tradycyjnego twarogu. No jak to? Wielkanocny sernik bez polskiego sera białego? :-) Być może dodatek lekko słonawego serka Philadelphia wzbogaca smak tego deseru, ja postawiłam jednak na tradycyjny, tłusty twaróg, a sernik, który upiekłam jest efektem połączenia wskazówek z Kukbuka ze wskazówkami z bloga White Plate, a dokładnie z przepisu na sernik z mango.

Jak dotąd wypróbowałam przepis na sernik z palonym masłem w różnych wariantach. Za pierwszym razem na spodzie z bułki tartej i z dodatkiem mąki ziemniaczanej w masie serowej, za drugim razem - w wersji bezglutenowej, na spodzie z mielonych migdałów, i bez dodatku mąki ziemniaczanej. Za drugim razem po prostu zapomniałam o mące ziemniaczanej i nawet trochę się martwiłam, że przez to efekt będzie słaby, ale myliłam się. Po upieczeniu masa serowa, do której nie dodałam mąki ziemniaczanej, była równie dobra, różniła się nieco konsystencją, była nieco delikatniejsza niż w przypadku sernika z mąką ziemniaczaną.

Polecam, sernik smakował i mnie, i domownikom, i znajomym z pracy, którzy dostali wersję bezglutenową. Największym wyzwaniem jest chyba palenie masła, drobinki białka muszą być zbrązowione, ale nie spalone. U mnie zadanie to wziął na klatę Wybranek.

Sernik z palonym masłem
[sernik na tym zdjęciu jest w wersji z glutenem, na spodzie z bułki tartej]

Składniki (na okrągłą blachę o średnicy 28 cm):

NA SPÓD

Wersja z glutenem (prawie 100% odwzorowanie przepisu z Kukbuka)
- 3/4 szklanki bułki tartej (w oryginale jest cała szklanka, ale moim zdaniem to za dużo, bo "spód spodu" nie był wystarczająco zwarty, gdy dodałam całą szklankę, nie nasiąkł wystarczająco wilgocią z sera)
- 1/3 kostki masła (kostka waży przeciętnie ok 200g)
- 2 łyżki cukru
- szczypta soli

Wersja bez glutenu (na podstawie własnych kombinacji)
-150g migdałów (w skórce lub blanszowanych, wedle życzenia)
- 75g masła
- 1 jajko
- 2 łyżki cukru
- szczypta soli

NA MASĘ SEROWĄ (mieszanka przepisu z Kukbuka i z bloga White Plate)

- 1kg tłustego twarogu (można kupić już zmielony lub zmielić w domu, ew. można też użyć półtłustego z uwagi na dodatek masła)
- 1,5 kostki masła
- 200g cukru
- 4 jajka
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej (można pominąć)

Przygotowanie: 

SPÓD Z GLUTENEM
1. masło roztapiamy na patelni, dodajemy bułkę tartą, cukier i sól, mieszamy, podsmażając przez chwilę, aż bułka się zrumieni
2. tak przygotowaną masę wykładamy na dno blachy, rozprowadzamy równomiernie, dociskami wstawiamy do lodówki do schłodzenia
3. "palimy" masło na masę - wrzucamy je na patelni, roztapiamy, a następnie na niedużym ogniu podsmażamy, aż się zbrązowi (a dokładnie aż zbrązowią się drobinki białka), a następnie zdejmujemy z ognia i przelewamy do metalowej miski, którą wcześniej schłodziliśmy (pustą) w lodówce
4. ser mielimy do uzyskania gładkiej konsystencji
5. zmielony ser przekładamy do miski, dodajemy cukier i delikatnie miksujemy, a następnie dolewamy palone masło i dalej delikatnie miksujemy
6. następnie dodajemy po jednym jajku, cały czas delikatnie miksując, a na końcu (opcjonalnie) mąkę
7. tak przygotowaną masę wykładamy na schłodzony spód i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni, od razu zmniejszając temperaturę do 150 stopni Celsjusza
8. pieczemy w 150 stopniach przez 20 min, a następnie zmniejszamy temperaturę do 120 stopni i poeczemy przez kolejne 2-2,5h (po 2h sprawdzam stopień upieczenia, upieczony sernik powinien być zwarty na brzegach i galaretowaty na środku)
9. po upieczeniu zostawiamy sernik w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami, do wystudzenia
10. gdy sernik osiągnie temperature pokojową, można delikatnie odkroić brzegi sernika od powierzchni blachy przed wstawieniem do piekarnika - przy pierwszym wypropróbowaniu tego przepisu nie zrobiłam tego i sernik pękł, za drugim razem zrobiłam i pozostał zwarty i gładki
11. sernik wstawiamy do lodówki do schłodzenia, najlepiej na całą noc
12. po schłodzeniu obkrajamy nożem na około (tym razem zdecydowanie), zdejmujemy obręcz i kroimy na porcje - sernik jest bardzo smaczny, ma lekki posmak maślanych ciasteczek, a drobinki palonego masła przypominają ziarenka wanilii

SPÓD BEZGLUTENOWY
1. migdały mielimy na mąkę, a następnie dodajemy do nich sól i cukier, mieszamy
2. tak jak w przypadku procesu przygotowania kruchego ciasta, dodajemy do zmielnych migdałów kawałeczki dobrze schłodzonego masła, które rozcieramy w palcach nak na kruszonkę
3. do tak przygotowanej mieszaniny dodajemy jajko (najlepiej zaraz po wyjęciu z lodówki) i wyrabiamy ciasto, będzie lepkie
4. ciastem równomiernie wyklejamy spód blachy, a następnie wstawiamy do lodówki na 20 min do schłodzenia
5. po schłodzeniu wstawiamy blachę do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza i podpiekamy prze 20 min, do uzyskania złotego koloru
6. po podpieczeniu wyjmujemy blachę z pieca i studzimy
7. dalej postępujemy tak jak w punktach 3-12 powyżej

Alternatywnie bezglutenowy spód można zrobić z płatków migdałów, którymi posypujemy natłuszczone masłem dno blachy. Bezpośrednio na migdały, bez chłodzenia czy podpiekania, wykładamy masę serową i całość wstawiamy do pieca.

Alternatywny spód z glutenem można zrobić np. z dokładnie (np. za pomocą kielicha od ręcznego blendera) pokruszonych biszkoptów (150g) którymi posypujemy natłuszczone dno blachy i wyrównujemy. Bezpośrednio na pokruszone biszkopty, bez chłodzenia czy podpiekania, wykładamy masę serową i całość wstawiamy do pieca. 

Smacznego :-)

niedziela, 12 kwietnia 2015

Tort różany

80-te urodziny seniorki rodu wymagają odpowiedniej oprawy :-) Przemyślenia na temat tortu na tę okoliczność zajęły mi kilka dni. Nie chciałam, żeby to było coś zwykłego, bo okazja była niezwykła.  W końcu stanęło na torcie różanym, który jest kombinacją kilku inspiracji z różnych źródeł. Biszkopt jak zwykle z niezawodnego przepisu z bloga Moje Wypieki. Krem również inspirowany przepisem z tego bloga, ale kolor nie pochodzi od sztucznego barwnika, tylko z soku z buraka. Biszkopt przełożyłam konfiturą z płatków róży i to właśnie ta konfitura była głównym źródłem różanego smaku i aromatu. Biszkopt nasączyłam starą, dobrą esencją herbacianą, bo tortów nasączanych alkoholem nie lubię. Zwieńczeniem tortu są świeże kwiaty, które przed wetknięciem w ciasto wymoczyłam w spirytusie. Raczej nie nadawały się do jedzenia, nikt zresztą nie próbował ;-)

Polecam ten przepis na różne okazje, jest raczej prosty, nie wymaga jakiegoś strasznie dużego nakładu pracy ani precyzji (gdyby tak było, raczej bym go nie zrobiła). A wygląd robi wrażenie :-)

Tort różany
 
Składniki (na blachę o rozmiarach 22-24cm):

BISZKOPT (przygotowany z przepisu z bloga Moje Wypieki)
  • 5 jajek
  • 165g cukru (zwykłego, białego) [3/4 szklanki]
  • 130g mąki pszennej [3/4 szklanki]
  • 50g mąki ziemniaczanej [1/4 szklanki]
Uwaga: składniki na biszkopt powinny być w temperaturze pokojowej

KREM (przygotowany na bazie zmodyfikowanego przepisu z bloga Moje Wypieki)
  • 250g serka mascarpone
  • 500ml śmietany kremówki  (30-36% tłuszczu)
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 4 łyżeczki ekstraktu różanego (w oryginale są 2, ale po dodaniu 2 aromat różany jest moim zdaniem niewyczuwalny, więc zwiększyłam ilość)
  • sok z 1 średniej wielkości surowego buraka
Uwaga: serek i śmietana powinny być dobrze schłodzone, wówczas łatwiej będzie je ubić na krem

NADZIENIE
  • 1 słoiczek konfitury z płatków róży (do kupienia w sklepach z ekologiczną i/lub importowaną żywnością, bywa również w delikatesach)
  • 0,5 szklanki esencji herbacianej
DEKORACJA
  • 3 róże, najlepiej różowe, żeby pasowały do koloru kremu :-)
Przygotowanie:
  1. zaczynamy od upieczenia biszkoptu - ważne, żeby był zupełnie zimny, zanim zaczniemy przekładać go kremem, bo inaczej krem się rozpuści i spłynie; biszkopt można upiec dzień wcześniej wieczorem dla pewności
  2. białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę
  3. do ubitych białek stopniowo dodajemy cukier, po łyżce, cały czas mieszając (mikserem na niedużych obrotach), a następnie po jednym żółtku - po uzyskaniu jednolitej masy, odkładamy mikser
  4. do tak przygotowanej mieszaniny dodajemy (przesianą wcześniej) mąkę i mieszamy, ale już nie mikserem, tylko szpatułką/łyżką
  5. dno tortownicy wykładamy papierem, brzegów nie smarujemy tłuszczem - do tak przygotowanej formy delikatnie przekładamy masę biszkoptową i wyrównujemy wierzch
  6. formę z ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160-170 stopni Celsjusza, na środkową półkę i pieczemy do uzyskania suchego patyczka (czasowo wychodzi to różnie, autorka oryginalnego przepisu podaje, że 30-40 minut, u mnie zwykle 45)
  7. po upieczeniu wyjmujemy formę z piekarnika i upuszczamy na ziemię (wierzchem do góry, oczywiście ;-) - ja zwykle rozścielam sobie na podłodze koc lub ręcznik i upuszczam blachę z ciastem z wysokości kolan
  8. biszkopt trzeba następnie dobrze wystudzić (ja po wystudzeniu do temperatury pokojowej, a przed posmarowaniem kremem, zwykle wstawiam biszkopt do lodówki na 1-2h, żeby naprawdę dobrze się schłodził i nieco stwardniał, wtedy łatwiej jest go pokroić na blaty i "obsmarować" kremem)
  9. buraka myjemy, obieramy i kroimy w kostkę, a następnie wrzucamy do kielicha blendera i blenderujemy na miazgę - tak rozdrobnionego buraka wraz z sokiem przecedzamy przez małe siteczko, żeby oddzielić płyn, który wykorzystamy w charakterze barwnika, od miąższu, który do tortu potrzebny nie będzie
  10. dobrze schłodzone serek mascarpone i śmietanę przekładamy do miski, dodajemy cukier, wodę różaną i sok z buraka (można od razu całość, a można dodawać stopniowo, do uzyskania pożądanego odcienia różu) i ubijamy mikserem na gładki, gęsty krem
  11. gotowy krem wstawiamy do schłodzenia do lodówki
  12. schłodzony biszkopt przecinamy na 3 blaty - spodnią część nasączamy esencją herbacianą, smarujemy konfiturą (5-6 łyżek, raczej cienka niż gruba warstwa) i smarujemy schłodzonym kremem, a następnie przykrywamy środkowym blatem
  13. środkowy blat również nasączamy, smarujemy konfiturą i kremem, a następnie przykrywamy wierzchnim blatem
  14. złożony tort "obsmarowujemy" pozostałym kremem i wstawiamy do lodówki do schłodzenia na kilka godzin
  15. odcinamy główki i kilka listków róży, myjemy delikatnie w wodzie, a następnie zanurzamy w spirytusie (u mnie pół szklanki) na kilka minut, a następnie osuszamy delikatnie ręcznikiem papierowym i odstawiamy na talerz wyścielony dodatkowym kawałkiem ręcznika, do góry nogami, żeby pozbyć się resztek alkoholu z zakamarków kwiatu - łudzę się, że zabieg ze spirytusem pozwala pozbyć się zarazków, które mogą znajdować się na płatkach
  16. schłodzony tort dekorujemy kwiatami i serwujemy
Smacznego :-)

niedziela, 15 marca 2015

Łosoś w sosie teriyaki

Ten przepis powinien nazywać się "łosoś z Pinteresta" lub "jak z niekalorycznego składnika zrobić kaloryczne danie" ;-) Pierwsza nazwa byłaby wskazana, bo przepis rzeczywiście zaczerpnęłam z Pinteresta, druga - bo do ryby, która sama w sobie kaloryczna nie jest, dodaje się marynatę obfitującą w cukier, a gotowe danie polewa się sosem na bazie majonezu.

A propos Pinteresta - pewnie nie zwróciłabym uwagi na to medium społecznościowe, gdyby nie moja Siostra, która poleciła mi je jako fajne narzędzie przy poszukiwaniu inspiracji przy planowaniu ślubu. Rzeczywiście okazało się bardzo przydatne, w jednym miejscu miałam zebrane wszystkie pomysły, a przy ustalaniu szczegółów z dostawcami produktów i usług po prosyu wyjmowałam z torby tablet i pokazywałam obrazki. Kiedyś po prostu dodawałam linki do "Ulubionych" w przeglądarce, tworząc długą i niepraktyczną listę, w której się gubiłam. Teraz mam tematyczne tablice z obrazkami. Pinterest sprawdza się przy poszukiwaniu inspiracji do urządzania mieszkania, pomysłów na prezenty czy też w roli worka, do którego wrzucamy różne rzeczy, które się nam podobają. Ja zaczęłam wykorzystywać Pinterest także do komunikacji z bliskimi odnośnie prezentów, które chciałabym dostać. Mam tablicę "lista życzeń", wtajemniczeni wiedzą, gdzie szukać. Szczerze polecam :-) 

Na przepis na to danie trafiłam przypadkiem, analizując moją aktywność pod kątem zainteresowań (tematów, które wpisywałam w oknie wyszukiwarki), Pinterest "podrzucił" mi zdjęcie z tym daniem z bloga o uroczej nazwie "Cholernie dobre" (oryg. DamnDelicious.net). Wielką fanką ryb nie jestem, jem jak muszę, a moim ulubionym daniem rybnym jest kostka z mintaja w panierce, która 15-20 lat temu serwowała moja mama. Danie nie do odtworzenia, bo dzisiejsze kostki z mintaja tylko kształtem (acz nie zawsze) przypominają te niegdysiejsze.... To danie przypadło mi jednak do gustu, a jeszcze bardziej Wybrankowi, który stwierdził, że należy do czołówki dań, jakie kiedykolwiek ugotowałam. Łosoś smakował również innym bliskim osobom - mojej Mamie oraz moim dwóm najbliższym przyjaciółkom, które gościłam u siebie niedawno w towarzystwie ich wybranków. Jedna z nich nie je glutenu, nabiału ani jaj, więc oryginalny przepis musiałam lekko zmodyfikować, żeby sos był wegański, ale moim zdaniem nie ujęło mu to smaku. Polecam :-)


Składniki (porcja dla 2 osób)

NA RYBĘ
- 2 filety z łososia (po ok. 200g każdy, mogą być ze skórą) - w Warszawie dobrej jakości świeże ryby można kupić np. w sklepie Złoto Hiszpanii, na rogu ul. Puławskiej i Domaniewskiej, na Bazarze Olkuska lub w sklepie rybnym przy ul. Wiktorskiej
- 1/4 szklanki sosu sojowego
- 1/4 szklanki brazowego cukru
- 2 łyżki miodu
- 1/2 łyżeczki mielonego suszonego  imbiru (dokładnie tego samego, który dodaje się do pierniczków ;-)
- 1 mały ząbek czosnku (lub czosnek granulowany, 1/2 łyżeczki)
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
- 1/4 szklanki wody

NA SOS
- 1/4 szklanki majonezu (u mnie był wegański z przepisu z bloga Jadłonomia.com; przygotowany na bazie mleka sojowego, octu jabłkowego, musztardy i oleju słonecznikowego; był nieco rzadszy niż tradycyjny majonez, w zwiazku z czym spływał nieco z ryby, ale w smaku był dobry)
- 2 łyżeczki sosu Sriracha (azjatycki sos na bazie chili, do kupienia w sklepach z żywnością importowaną, w WarsAwie widziałam też w Supersamie)

DODATKI
- ryż jaśminowy
- szczypiorek (nie tylko ładnie wygląda, ale też wzbogaca smak całej potrawy, nie warto pomijać)

Przygotowanie (dobrze zacząc kilka godzin lub nawet dzień wcześniej)
1. Do rondelka wlewamy sos sojowy, miód, dodajemy cukier, imbir i czosnek (jeśli świeży, najlepiej przepuścić go przez praskę), podgrzewamy na niedużym odniu do momentu, aż zacznie bulgotwać
2. W osobnym naczyniu mieszamy mąkę z wodą, a następnie dodajemy tę mieszaninę do rondelka i energicznie mieszamy (najlepiej rózgą lub trzepaczką), żeby dokładnie wymieszać oba płyny
3. Gotujemy chwilę, aż marynata zgęstnieje, a następnie zdejmujemy z ognia i studzimy
4. Filety opłukujemy, oszuszamy, usuwamy ości, jeśli jakieś są, i wkładamy do naczynia żaroodpornego, a następnie zalewamy wystudzoną marynatą, zabezpieczamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki (w oryginalnym przepisie na pół godziny, ja za pierwszym razem marynowałam prawie dobę, a za drugim 7-8h)
5. Rybę wymujemy z lodówki ok. 15-20 min przed włożeniem do piekarnika, żeby nieco się zagrzała w temperaturze pokojowej
6. Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
7. Z naczynia żaroodpornego zdejmujemy folię i wstawiamy do piekarnika na 20-25 minut (naczynie z rybą i marynatą, nie wymujemy z marynaty), na środkową półkę
8. W międzyczasie przygotowujemy sos z majonezu i sosu Sriracha (można dodatkowo dosolić do smaku), gotujemy ryż jaśminowy zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu oraz myjemy, osuszamy i drobno siekamy szczypiorek
9. Upieczoną rybę serwujemy od razu po wyjęciu z pieca - na talerzu układamy pocję ryby, polewamy sosem majonezowo-srirachowym i posypujemy szczypiorkiem

Dodatkiem do tego dania, oprócz ryżu, może być prosta sałatka, np. z roszpnki z dressingiem z 2 łyżek oleju sezamowego, 1 łyżki słodkiego sosu chili, 2 łyżek oleju ryżowego lub słonecznikowego, soku z połowy cytryny, 1 łyżki sosu sojowego i odrobiny pieprzu. Dla zaostrzenia smaku i urozmaicenia koloru można też dodać drobno posiekaną papryczkę chili. Smacznego :-)


niedziela, 8 marca 2015

Sernik wegański z musem z mango

Mus z mango odkryłam dzięki blogowi White Plate. Szukając pomysłu na sernik na zimową porę, a więc poza sezonem owocowym, trafiłam na sernik z musem z mango. Zrobiłam go już co najmniej kilka razy, konsumentów zachwyca smakiem i wyglądem, a mnie - prostotą wykonania. Jedynym mankamentem jest długi czas pieczenia (2-2,5h w niskiej temperaturze), ale można mu to wybaczyć, bo przecież piecze się sam, nie trzeba nad nim stać ;-) Plus to co dotyczy wszystkich serników, po upieczeniu i wystudzeniu trzeba go dobrze schłodzić, najlepiej przez całą noc. Szczerze polecam ten sernik na mniejsze i większe okazje, a także na bezokazje :-)

Jestem szczęściarą, bo nie dręczą mnie żadne alergie pokarmowe czy nietolerancje. Mogę jeść w zasadzie wszystko (chociaż zdarza mi się ściemniać, że jestem uczulona na owoce morza, do których pałam szczerą niechęcia). Niestety z czasem okazuje się, że kolejne osoby z mojego bliskiego otoczenia nie miały tyle szczęścia i muszą wyeliminować wiele składników ze swojej diety. Jasne, ludzi spotykają większe nieszczęścia. Ale jedzenie to taka prosta, codzienna przyjemność, dostępna dla wszystkich, a niektórzy nawet tego muszą sobie odmawiać.

Dla mnie taka sytuacja to pewne wyzwanie. Nie mając problemów żywieniowych, sama z siebie pewnie nie eksperymentowałabym z przepisami bez glutenu czy nabiału, serwując na blogu głównie wypieki z mąki pszennej, jajek, serów z mleka krowiego i innych alergizujących składników. Niemniej jednak integralną częścią pasji gotowania jest karmienie innych. Mało jest dla mnie milszych obrazków niż widok rodziny czy przyjaciół z zadowoleniem pałaszujących przygotowane przeze mnie dania. Goszcząc tych z nich, którzy nie mogą sobie pozwolić na jedzenie wszystkiego, staram się tak dobierać dania, żeby mimo ograniczeń dietetycznych, mogli spokojnie pałaszować to, co im zaserwuję. I brać dokładki, co uważam za wyraz największego uznania :-) A ja dzięki temu uczę się nowych składników i próbuję nowych przepisów, taka motywacja. A, i zasada jest taka, że serwowane jedzenie jest dostosowane do możliwości osoby z największymi obostrzeniami, wszyscy inni muszą się dostosować. Dzięki temu "wszystkożerni" poznają nowe smaki, a ja nie muszę gotować osobnych dań dla poszczególnych osób ;-) Wyzwaniem jest przygotowanie takich potraw, które nie zaszkodzą "niewszystkożernym", a jednocześnie będą smakowały wszystkim gościom.

W ferworze poszukiwania deseru na kolację dla znajomych, wśród których była bardzo bliska mi osoba, która nie może jeść produktów z glutenem, mleka krowiego i jego przetworów, jajek i wielu innych składników, powstał pomysł na wegańską odmianę sernika z mango. Bardzo pomocny okazał się blog Jadłonomia, gdzie znalazłam przepis na sernik z sera tofu (tofurnik) z musem z mango. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie wprowadziła kilku modyfikacji ;-) Przepis został wypróbowany na znajomych z pracy i na przyjaciołach, którzy przyszli na kolację. Z czystym sumieniem polecam :-)

Tofurnik z musem z mango, bezglutenowy



















Składniki (u mnie była blacha o średnicy ok 24 cm, ale w związku z tym, że tego sernika się nie piecze, rozmiar blachy nie ma aż takiego dużego znaczenia, tak czy siak - zastygnie po całonocnym chłodzeniu):

SPÓD
  • 1 szklanka migdałów (u mnie ze skórką, ale mogą być też blanszowane)
  • ok. 150g suszonych plastrów mango (do kupienia w sklepach z importowaną żywnością, bywa dostępne również w supermarketach) - w oryginale są łatwiej dostępne suszone morele
MASA
  • 360g sera tofu, naturalnego, bez dodatków (można dostać w większości supermarketów; 1 opakowanie ma zwykle ok 180g)
  • 2/3 puszki mleczka kokosowego
  • 2 łyżeczki agar agar (substancja żelująca, dostępna w sklepach z ekologiczną żywnością lub w sklepach zielarskich, widziałam też w supermarketach)
  • 500ml musu z mango (u mnie był bez dodatku cukru, do kupienia w np. sklepach z importowaną żywnością)
  • 1/4 szklanki soku z cytryny
  • 1/2 szklanki syropu z agawy (przy takiej ilości tofurnik jest lekko słodki, jeżeli wolicie słodsze desery - dodajcie więcej; uwaga ze zwiększaniem ilości substancji słodzącej, jeżeli używacie słodzonego musu z mango, żeby nie wyszło za słodkie)
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • szczypta soli
Przygotowanie (uwaga, trzeba zacząć dzień wcześniej):
  1. zgodnie z rekomendacją Marty Dymek, autorki bloga Jadłonomia, puszkę z mleczkiem kokosowym należy dzień wcześniej wstawić do lodówki, żeby tłuszcz z mleczka odpowiednio zastygł
  2. suszone mango zalewamy wrzątkiem, żeby trochę zmiękło, moczymy 10-15 min, a następnie odsączamy i osuszamy ręcznikiem papierowym (jeśli nie osuszymy, masa na spód może stać się zbyt lepka)
  3. namoczone mango wkładamy do kielicha blendera razem z migdałami i mielimy - powinniśmy uzyskać lepką masę z drobinkami migdałów
  4. masą migdałowo-mango wykładamy spód blachy, wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia, a następnie wstawiamy do lodówki, żeby spód nieco zastygł/stwardniał
  5. dobrze schłodzoną gęstą i tłustą część mleczka kokosowego wrzucamy do rondelka razem z agar agar i podgrzewamy (agar agar może się nieco zbrylić, ale problem rozwiąże energiczne mieszanie kuchenną rózgą) na niedużym ogniu, doprowadzając do zagotowania i zdejmujemy z ognia
  6. do (dużego) kielicha blendera wrzucamy odsączone z płynu tofu, zagotowane z agar agar mleczko kokosowe, sok z cytryny, skórkę z cytryny, esencję waniliową, ok. 250 ml musu z mango, esencję waniliową i szczyptę soli, a następnie miksujemy/blenderujemy na jednolitą masę
  7. wyjmujemy z lodówki blachę wyłożoną masą migdałowo-mago i wylewamy na nią mieszaninę tofu i innych składników
  8. Marta Dymek radzi zaczekać z robieniem dekoracji z musu z mango na wierzchu do momentu, aż masa z tofu nieco przestygnie, ale ja dekoruję od razu - częścią musu polewam wierzch tofurnika, trzymając pojemnik, z którego rozlewam mus dość wysoko nad powierzchnią deseru, dzięki czemu strumień musu dociera głębiej, a pozostałą częścią musu pokrywam cały wierzch tofurnika, żeby uzyskać efekt "pierzynki"
  9. tak przygotowany deser wstawiamy do lodówki, ja wstawiam na całą noc (deser przygotowuję wieczorem)
  10. przed podaniem zdejmujemy obręcz z blachy i serwujemy
Smacznego :-)

UWAGA: Maniacy serników z sera z mleka krowiego mogą być zawiedzeni. Deser jest smaczny, ale to nie jest to samo. Tak ostrzegam na wszelki wypadek. Komu nie szkodzi twaróg z mleka krowiego, niech się nie zastanawia, tylko idzie w klasykę ;-)