Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szparagi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szparagi. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 maja 2019

Zupa-krem z białych szparagów z czosnkiem niedźwiedzim

Dziś będzie o białych szparagach. Wolę zielone, bo mają moim zdaniem więcej smaku i lepiej wyglądają. W dodatku znalezienie dobrych białych szparagów wydaje mi się znacznie trudniejsze niż zielonych. Większość białych, które widzę w sklepach lub na straganach jest dramatycznie przerośnięta (a więc na bank łykowata i gorzka), z przesuszonymi końcówkami. Zdecydowanie nieapetyczny to widok.

Ale zdarzają się i lepsze okazy: cienkie, jędrne, apetyczne. Takie udało się zdobyć Wybrankowi na Hali Mirowskiej. Gdy przyniósł je do domu pomyślałam, że fajnie by było zrobić z nich zupę-krem, podobną do tej, którą dawno temu jedliśmy w Berlinie, gdzie spędziliśmy kiedyś pewien kwietniowy weekend. Restauracja, w której jedliśmy tą zupę, już nie istnieje (a przynajmniej nie funkcjonuje jej strona internetowa), ale wspomnienie pozostało. Była to zupa-krem z białych szparagów z dodatkiem czosnku niedźwiedziego. Coś w tym stylu starałam się odtworzyć w domu. Wyszło całkiem smacznie :-)

Zupa-krem z białych szparagów z czosnkiem niedźwiedzim




















Składniki (na dwie duże porcje dla 2 osób lub trzy mniejsze dla 3)
  • pęczek białych szparagów
  • 3 średniej wielkości ziemniaki
  • 1 mała biała cebula
  • 1 łyżka masła
  • 0,7 (ok 3 szklanki) bulionu warzywnego
  • sól i biały pieprz do smaku
  • kilka liści czosnku niedźwiedziego (w mojej doniczce było ich ok 6-7)
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
Przygotowanie:
  1. szparagi myjemy,  obieramy, a następnie odłamujemy zdrewniałe końcówki (zginamy lekko szparagi i łamiemy tam, gdzie same pękną)
  2. zdrewniałe końcówki wrzucamy do bulionu warzywnego i gotujemy, aż zmiękną, a następnie wyrzucamy (moim zdaniem fakt, że są zdrewniałe sprawia, że nie nadają się do jedzenia - nawet po ugotowaniu są łykowate)
  3. z pozostałych łodyg szparagów odcinamy delikatnie główki i odkładamy na bok, a resztę siekamy w mniejsze kawałki
  4. ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę (może być duża, bo i tak będziemy blenderowali je na krem)
  5. cebulę obieramy i kroimy w kostkę (również w tym przypadku nie przejmowałabym się wielkością kostki)
  6. na dno garnka wrzucamy masło, roztapiamy, dorzucamy surowe ziemniaki i chwilę smażymy, mieszając
  7. do garnka z masłem i ziemniakami dorzucamy cebulę i chwilę smażymy, mieszając
  8. podsmażone ziemniaki i cebulę zalewamy bulionem warzywnym i gotujemy, aż ziemniaki będą miękkie
  9. gdy ziemniaki będą miękkie, dorzucamy do garnka pokrojone łodygi szparagów i gotujemy, aż zmiękną (może to zająć ok 10 min)
  10. blenderujemy zawartość garnka na gładki krem, doprawiamy solą i pieprzem, a na kilka minut przed podaniem (5 powinno wystarczyć) wrzucamy do kremu odłożone wcześniej główki szparagów i chwilę gotujemy, żeby zmiękły, ale się nie rozgotowały
  11. liście czosnku  niedźwiedziego myjemy, drobno siekamy, odkładamy dwie łyżki, a resztę mieszamy z 3 łyżkami oliwy i odrobiną soli, a następnie blenderujemy
  12. zupę nalewamy do talerzy/miseczek, na wierzchu każdej porcji rozprowadzamy oliwę zblenderowaną z czosnkiem niedźwiedzim i posypujemy posiekanym ziołem
Serwujemy z białym wytrawnym winem, można też podać grzanki z białego chleba lub upieczony w piekarniku (aż osiągnie postać chipsa) chudy wędzony boczek.

Smacznego :-) 


piątek, 3 maja 2019

Ziemniaki smażone z zielonymi szparagami i boczkiem

Tegoroczny sezon na szparagi wystartował, co oznacza, że przez najbliższy miesiąc szparagi będą w mojej i Wybranka kuchni codziennie. Najbardziej lubię zielone szparagi upieczone w piekarniku (200 stopni Celsjusza, 15 min) w całości z odrobiną oliwy z oliwek, solą i pieprzem, a do tego jajka sadzone i ziemniaki z wody albo świeży chleb z masłem.

Co roku staram się jednak wrzucić na bloga jakiś nowy przepis, więc już w kwietniu zaczynam przekopywać internet w poszukiwaniu nowych pomysłów. Pomysł na danie, które chcę Wam dziś pokazać, zaczerpnęłam z bloga Smitten Kitchen. Nie jest to typowo wiosenne, lekkie danie. To raczej coś cięższego, smażonego, sycącego...i pysznego :-) Kto nie lubi wędzonego boczku i smażonych ziemniaków?

Oryginalna nazwa tego dania, "hash", oznacza coś krojonego/siekanego/rozdrobnionego. "Hash brown" to tarte na tarce lub drobno posiekane ziemniaki, usmażone na brązowy kolor, podawane w amerykańskich klasycznych barach typu diner na śniadanie. Polski odpowiednik to "krajanka" lub "smażonka". Można do tego dodać cokolwiek, to takie danie z tego, co się nawinie. Ale ziemniaki wydają mi się składnikiem koniecznym, tworzą dobrą bazę.

Ziemniaki smażone z zielonymi szparagami i boczkiem



















Składniki (dla 2-4 osób)
  • 5 niedużych ziemniaków
  • pęczek zielonych szparagów
  • 150g wędzonego boczku (im chudszy, tym lepszy)
  • 1 cebula szalotka
  • 1 łyżka oleju roślinnego
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. ziemniaki obieramy i kroimy w niedużą kostkę (taką jak do krupniku)
  2. cebulę obieramy i drobno siekamy
  3. boczek kroimy w drobną kostkę
  4. szparagi myjemy, odłamujemy końcówkę (w tym miejscu, w którym sama pęknie) i kroimy na kawałki długością odpowiadające kostkom ziemniaków
  5. boczek wrzucamy na patelnie i smażymy na złoto na niedużym ogniu, a następnie zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok
  6. na tą samą patelnię, do tłuszczu, który wytopił się z boczku, dolewamy olej, a następnie wrzucamy ziemniaki, solimy i pieprzymy (pół łyżeczki soli i 2-3 szczypty mielonego pieprzu na początek wystarczą, potem można doprawić) i smażymy, mieszając co jakiś czas
  7. ziemniaki powinny ładnie się zrumienić i zmięknąć
  8. gdy zmiękną, ale nie będą jeszcze w 100% gotowe, dorzucamy na patelnię posiekaną cebulę i smażymy razem z ziemniakami
  9. następnie dorzucamy na patelnię posiekane szparagi i smażymy przez 10-15 min, mieszając co chwilę
  10. tuż przed zakończeniem smażenia dorzucamy na patelnię podsmażony wcześniej boczek
  11. gdy ziemniaki i szparagi będą miękkie (ale szparagi nadal zielone, a nie szaro-zielone), wykładamy danie na talerz i od razu podajemy
Wierzch porcji tego dania można posypać świeżo posiekaną natką lub przykryć jajkiem sadzonym :-)

Smacznego :-)



niedziela, 6 maja 2018

Zapiekanki z zielonymi szparagami

Sezon szparagowy wystartował. Tzn. szparagi z importu były dostępne już od jakiegoś czasu, teraz można korzystać z polskich plonów :-) Wybranek zaopatrzył nas w trzy piękne pęczki w piątek, więc weekend upływa nam pod znakiem szparagowych posiłków.

Szukając pomysłów na szparagowe dania, najczęściej trafiam albo na szparagi pieczone z różnymi dodatkami (np. z szynką parmeńską, z cytryną i rozmarynem, pod beszamelem, na cieście francuskim), albo na makarony/risotta z dodatkiem tych warzywa (np. risotto z dodatkiem kurczaka i marchewki, makaron ze szparagami, boczkiem i sosem alfredo) albo na szparagi w towarzystwie jajek (np. z omletem, z jajecznymi muffinami, z jajkiem sadzonym, z pastą jajeczną). Rzadziej zdarzają się inne kombinacje, ale nie przestaję szukać - na liście "do zrobienia" mam szparagi w jakimś azjatyckim daniu (prawdopodobnie "stir fry") i w sałatce. A dziś zapiekanki ze szparagami :-)

Zapiekanki to danie kultowe, chyba nie znam nikogo, kto by ich nie lubił. U mnie i Wybranka w domu zapiekanki (zwane "zapieksami") to jedno z częściej pojawiających się "dań", szczególnie, jak na dworze jest zimno i ciemno, a w pracy był ciężki dzień. To też całkiem niezły sposób na wykorzystanie pieczywa, które nie jest pierwszej świeżości.

Gdy byłam dzieckiem, moja Mama robiła zapiekanki dla mnie i mojego rodzeństwa w takim PRLowskim opiekaczu, produkowanym w NRD, czasami można znaleźć to ustrojstwo na Allegro. Mój Tato nazywał je "wulkanizatorkiem" :-)  Zapiekanki z tego opiekacza to jest jedno z moich najsilniejszych i najmilszych gastrowspomnień z dzieciństwa - pamiętam zapach spieczonego sera, chrupanie przypieczonego pieczywa, zajadanie zapiekanek przed telewizorem, w trakcie seansu Smerfów (oczywiście tylko wtedy, gdy Taty nie było w domu, bo Tato nie pozwalał nam nic jeść w dużym pokoju, żeby chociaż jedno pomieszczenie w domu pozostało w stanie "wyjściowym"). Dobrze w domu być z Mamą :-)

Przygotowanie zapiekanek to żadna filozofia, miałam więc wątpliwości, czy w ogóle wrzucać ten przepis na bloga, no ale jednak wrzucam, bo może kogoś zainspirują do takiego wykorzystania szparagów :-) Moja wersja jest bez mięsa, ale można oczywiście dodać jakąś wędlinę.

Zapiekanki z pieczarkami, mozzarellą i szparagami


















Składniki (dla 2-4 osób, w zależności od pojemności żołądka):
  • 2 nieduże bagietki (ale takie raczej polskie niż francuskie; bardzo dobrze nadają się do tego bagietki z piekarni Piwońskich w Warszawie) lub tzw. weki lub bułki paryskie
  • 500g pieczarek
  • 1 duża mozzarella (można też użyć zwykłego sera żółtego, ale mi zależało na mozzarelli, bo ma delikatny smak, a więc nie zdominuje szparagów)
  • 1 pęczek szparagów
  • 1 małą cebulka (u mnie była szalotka)
  • 1 łyżka oleju
  • natka pietruszki (kilka łodyżek)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Mozzarellę wyjmujemy z opakowania, odsączamy z płynu, kroimy na plastry, a każdy plaster rozrywamy na mniejsze kawałki (zaczynam od odsączenia i rozdrobnienia mozzarelli, bo niektóre mozzarelle mają w sobie bardzo dużo płynu, a jeśli tego płynu się nie pozbędziemy, na pizzy czy zapiekance może powstać nieapetyczne bajoro)
  2. Pieczarki myjemy i obieramy (jeśli obieracie, nie wszyscy to robią), kroimy na plasterki i wrzucamy na suchą patelnię, żeby odparować z nich wodę
  3. Cebulkę obieramy, drobno siekamy
  4. Gdy woda z pieczarek wyparuje, dodajemy na patelnię łyżkę oleju, wrzucamy cebulkę i chwilę razem podsmażamy
  5. Natkę pietruszki (można oczywiście pominąć, ale dla mnie pieczarki, cebula i natka = best friends forever) drobno siekamy i dorzucamy na patelnię, mieszamy, doprawiamy całą zawartość solą i pieprzem do smaku i zdejmujemy z ognia
  6. Szparagi myjemy, odłamujemy zdrewniałe końce i kroimy na nieduże kawałki (takie, żeby zmieściły się w poprzek na bagietce/wece/bułce paryskiej) - dzięki rozdrobnieniu szybciej się upieką
  7. Bułkę przekrajamy w poprzek, układamy na kratce do pieczenia (takiej z piekarnika) przekrojoną stroną do dołu i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza na 3 min
  8. Po upływie 3 minut obracamy przekrojone bułki na drugą stronę i opiekamy przez kolejne 3 min
  9. Opieczone z dwóch stron bułki wyjmujemy z pieca, na każdej układamy pieczarki (pieczarki można wcześniej zblenderować na masę, którą posmarujecie bułki, ale mi się nie chciało), potem kawałki mozzarelli, a na wierzchu kawałki szparagów, posypujemy odrobiną soli i pieprzu i wstawiamy do piekarnika na ok. 15 min, zmniejszając temperaturę do 180 stopni
  10. Zapiekamy do momentu, aż mozzarella się stopi, a szparagi nieco przyrumienią, utrzymując jednocześnie zielony kolor (khaki nas nie interesuje ;-)
  11. Gotowe zapiekanki serwujemy na ciepło - używanie keczupu nie jest oczywiście zabronione, ale ja sobie podarowałam ;-)
Smacznego :-)

niedziela, 29 kwietnia 2018

Dorsz pieczony z boczkiem

Szukając pomysłu na weekendowy obiad, pomyślałam o rybie, bo mieliśmy z Wybrankiem ochotę na coś lekkiego, wiosennego, pasującego do zielonych szparagów (z importu - sezon trwa tak krótko, że zaczynamy go już zwykle przed sezonem) i młodych ziemniaków (również z importu, a jak - tu nie mamy wymówki, że sezon jest strasznie krótki, po prostu mieliśmy ochotę na małe ziemniaczki, których nie trzeba obierać). Ja jednak nie jestem specjalną fanką ryb (poza kostką z mintaja w panierce z lat 90., autorstwa mojej mamy, i poza łososiem w sosie teriyaki), jestem za to fanką boczku wędzonego (gdyby nie boczek wędzony, mogłabym zostać wegetarianką) i tak jakoś wyszło, że złożyłam te dwa składniki "do kupy". Otrzymane danie nie miało już wprawdzie tej lekkości, która spowodowała, że w ogóle pomyśleliśmy o rybie, ale pasowało do pieczonych szparagów i młodych ziemniaków w mundurkach. Okazuje się, że ryba może smakować dobrze. Pod warunkiem, że owinie się ją boczkiem ;-)

Dorsz pieczony z boczkiem



















Składniki (dla 2 osób):
  • 400g polędwiczki z dorsza
  • 8 cienkich plastrów boczku wędzonego
  • 10 młodych ziemniaków
  • 1 pęczek zielonych szparagów
  • oliwa z oliwek
  • sól i pieprz
  • opcjonalnie: natka pietruszki
Przygotowanie:
  1. Ziemniaki myjemy, wrzucamy do osolonej wody i gotujemy do miękkości
  2. Rybę kroimy na cztery części podobnej wielkości, każdą z nich oprószamy solą i pieprzem, a następ owijamy w dwa plastry boczku
  3. Szparagi myjemy, odłamujemy zdrewniałą końcówkę
  4. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, bez termoobiegu, grzanie z góry i z dołu
  5. Blachę do pieczenia wykładamy papierem pergaminowym, a papier natłuszczamy oliwą
  6. Na natłuszczonym papierze układamy owiniętą w boczek rybę
  7. Blachę z rybą wstawiamy do nagrzanego piekarnika
  8. Po 10 minutach na blaszkę (obok ryby) dokładamy szparagi, skrapiamy oliwą, oprószamy solą i pieprzem i wstawiamy do piekarnika na kolejnych 10 min (pod koniec pieczenia można zmienić na opcję grill, żeby boczek bardziej się zrumienił)
  9. Wyjmujemy blaszkę z pieca, upieczoną rybę i szparagi serwujemy z ziemniakami z wody, całość posypujemy drobno posiekaną świeżą natką (opcjonalnie)
Smacznego :-)

sobota, 6 maja 2017

Jajeczne muffiny ze szparagami

Tegoroczny sezon szparagowy uważam za otwarty :-) Jak szparagi to z jajkiem - wydaje mi się, że niewiele jest składników, które tak dobrze pasują do tych zielonych warzyw, nie zabijając, a wręcz podkreślając ich delikatny smak. Dziś propozycja na śniadanie - jajeczne muffiny. Można przygotować je w wersji wegetariańskiej lub z dodatkiem wędliny. U mnie były z zielonymi szparagami, polędwicą sopocką i szczypiorkiem. Zastąpienie szparagów innymi warzywami (np. szpinakiem, cukinią czy papryką), a wędliny - serem (np. fetą lub miękkim kozim) na pewno tym muffinom nie zaszkodzi. Można je traktować jako bazę do "dań nawinie", dodając to, co się akurat nawinie :-) Są fajną alternatywą dla jajek w postaci jajecznicy czy omletów, wymagającą mniej uwagi niż jajecznica czy omlet (nad muffinami nie trzeba stać i pilnować, żeby zbytnio się nie spiekły/nie wysuszyły).

Jajeczne muffiny ze szparagami















Składniki (dla 2-3 osób):
  • 4 jajka
  • kilka plastrów wędliny (u mnie 8 plasterków polędwicy sopockiej)
  • 10 cieńszych lub 6 grubszych zielonych szparagów
  • 1 łodyżka szczypiorku
  • 1 łyżeczka masła
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Szparagi myjemy, odcinamy zdrewniałą końcówkę i kroimy na 2-3mm plasterki, zostawiając główkę w całości
  2. Plasterki wędliny siekamy na mniejsze kawałki i przez chwilę podsmażamy na roztopionym na patelni maśle, do zrumienienia
  3. Drobno siekamy szczypiorek
  4. Gdy wędlina będzie już usmażona, przed wyłączeniem "ognia" pod patelnią, dorzucamy na patelnię plasterki szparagów (bez główek) i posiekany szczypiorek, mieszamy, doprawiamy szczyptą soli i pozostawiamy na ciepłej patelni
  5. Blachę do muffinów (6 szt.) natłuszczamy lub wykładamy papilotkami albo kawałkami papieru do pieczenia (jeśli macie dwie blachy na 6 muffinów, możecie na jednej z nich poukładać kawałki papieru, a następnie przygnieść je drugą blachą od góry, wtedy kawałki papieru łatwiej wpasują się w dolną blachę)
  6. Do każdego zagłębienia blachy/każdej papilotki nakładamy po czubatej łyżce mieszaniny  
  7. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  8. Jajka wbijamy do miski, doprawiamy 4 dużymi szczyptami soli i 4 małymi szczyptami pieprzu (po jednej szczypcie soli i pieprzu na każde jajko :-) i roztrzepujemy trzepaczką
  9. Do każdego zagłębienia blachy/każdej papilotki wypełnionego/j farszem wlewamy trochę jajecznej masy (starając się, żeby porcje były podobnych rozmiarów), a na wierzchu każdej porcji układamy główkę szparaga
  10. Blachę wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, na środkową półkę, i pieczemy przez ok 20 min (aż masa jajeczna całkowicie się zetnie, a muffiny lekko zarumienią)
  11. Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i serwujemy na ciepło (aczkolwiek niektóre przepisy mówią, że takie muffiny są smaczne również po wystygnięciu - tutaj muszę wierzyć na słowo, bo nie próbowałam), np. z dodatkiem świeżego pieczywa i pomidorów
Smacznego :-)

P.S. Zachęcam również do wypróbowania innych jajeczno-szparagowych przepisów:


sobota, 21 maja 2016

Podpłomyk ze szparagowymi "obierkami"

Ciąg dalszy szparagowej historii. Tym razem Was zaskoczę - będzie bez jajek ;-) Pomysł pochodzi z Pinteresta, gdzie od dłuższego czasu mam "zapinowany" przepis na podpłomyk ze szparagowymi "obierkami" (anglojęzyczna wersja "shaves" brzmi znacznie lepiej, muszę przyznać), z tym, że to był przepis z wykorzystaniem gotowego podpłomyka, kupionego w sklepie. Ja swój zrobiłam sama i pokombinowałam trochę z tym, co znalazło się na wierzchu. A przy okazji udało mi się wykorzystać kolejny składnik zalegający w mojej spiżarni - mąkę orkiszową, którą w przepisie oczywiście można zastąpić pszenną. Zaskoczyło mnie to, jak bardzo sycąca okazała się mąka orkiszowa - byłam w stanie zjeść o połowę mniejszą porcję niż zwykle, gdy robię ciasto z mąki pszennej.

Przygotowanie tego dania trochę trwa, ale moim zdaniem warto ten czas "zainwestować". To może być fajna propozycja na danie do zabrania na piknik (wówczas do zjedzenia na zimno albo podgrzania na grillu) albo na imprezę.

W moim przepisie wykorzystałam młody ser dżersejowy (czyli z mleka od krów rasy jersey), który zamówiłam na stronie internetowej Rancza Frontiera, słynnego wśród smakoszy serów zagrodowych producenta serów owczych. O tym producencie słyszałam wielokrotnie, zawsze w samych superlatywach. Ostatecznie do wypróbowania serów Frontiery zachęcił mnie wykład znawcy serów i autora określenia "sery zagrodowe", Gienio Miętkiewicz, który prowadzi program "Przez dziurkę od sera" emitowany na kanale Kuchnia+. Sery można złożyć zamówienie emailem, dostawa kurierem. Muszę przyznać, że sery Frontiery, które zamówiłam (ser oczy młody, Mazuriano i wspomniany już ser dżersejowy) były naprawdę wyjątkowe. Znawcą serów nie jestem, ale szczerze polecam spróbować.

A propos serów - w najbliższym czasie w Sandomierzu odbędzie się festiwal sera (28-29 czerwca). Niestety w ten sam weekend mam zajęcia na uczelni (aczkolwiek też o jedzeniu, Food Studies), więc się nie wybiorę, ale jeżeli będziecie w okolicach, zachęcam do udziału w tym festiwalu, nie tylko dlatego, że jestem lokalną patriotką, a Sandomierz jest blisko mojego rodzinnego miasta ;-) W Sandomierzu warto również spróbować wina z lokalnych winnic, szczególnie polecam czerwone wytrawne wino "Sudomir rubin" z Winnicy Płochockich, które można kupić również na stoiskach Faktoria Win w różnych sklepach spożywczych na terenie Warszawy współpracyjących z tym dystrybutorem. Ja pierwszy raz trafiłam na to wino przypadkiem, wypatrzyłam je na półce sieciowego sklepu spożywczego. Dla mnie to wino było dużym pozytywnym zaskoczeniem, bo dotychczas polskie wina kojarzyły mi się z kosztownymi "kwasiorami". Świat się zmienia, polskie wina najwyraźniej są coraz lepsze :-)

Podpłomyk ze szparagowymi "obierkami"



















Składniki (na dużą blachę "z piekarnika", dla 4 osób)
  • 500g mąki orkiszowej (lub pszennej)
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżka cukru
  • 300 ml ciepłej wody
  • 1 opakowanie (7g) suszonych drożdży
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • 10 zielonych szparagów
  • 150g sera (u mnie krowi dżersejowy, ale moim zdaniem dobrze sprawdzi się także mozzarella, owczy twardy niewędzony albo feta)
  • kilka plasterków pikantnego salami (opcjonalnie)
  • sól i pieprz
Przygotowanie:
  1. cukier i drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie, przykrywamy naczynie ściereczką i odstawiamy na 15 minut, żeby zaczyn "ruszył"
  2. mąkę przesiewamy, mieszamy z solą, a następnie łączymy z zaczynem i oliwą 
  3. wyrabiamy ciasto (powinno być miękkie i elastyczne, nie powinno za bardzo lepić się do rąk, a jeśli się lepi, trzeba dodać więcej mąki)
  4. ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na ok 1h
  5. w międzyczasie myjemy szparagi, odłamujemy zdrewniałą końcówkę, odcinamy klocowate "listki" z łodyg oraz główkę
  6. łodygi szparagi obieramy obieraczką, żeby uzyskać "obierki" do rozłożenia na podpłomyku
  7. gdy ciasto na podpłomyk wyrośnie, uderzamy w środek pięścią i przez chwilę wyrabiamy
  8. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do pieczenia wyścielamy papierem pergaminowym i układamy na niej ciasto (można je rozwałkować, a można też rozciągnąć rękami i ułożyć na blasze)
  10. na wierzchu ciasta rozsypujemy pokruszony lub starty na tarce ser, a na serze (opcjonalnie) rozkładamy plasterki salami
  11. następnie na całej powierzchni podpłomyka, równomiernie rozkładamy szparagowe "obierki", a na nic układamy szparagowe główki, całość doprawiamy solą i pieprzem
  12. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 30-40 minut, do lekkiego zrumienienia szparagowych ścinków (jak zwykle polecam obserwować rozwój sytuacji w piekarniku zamiast nastawiać czas i polegać na wytycznych dot. czasu pieczenia, piekarniki potrafią bardzo się od siebie różnić)
  13. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i serwujemy na ciepło, na zimno też nie jest zły
Smacznego :-)


sobota, 14 maja 2016

Jajka zapiekane ze szparagami

Znowu szparagi z jajkami, nuuudaaa :-) Ale nic na to nie poradzę, że na śniadanie szparagi pasują mi najlepiej właśnie z jajkiem. Mogę jedynie obiecać, że w kolejnych przepisach ze szparagami postaram się być nieco bardziej kreatywna.

Dziś, wyjątkowo, będzie nieprzegadany wpis. Nie ma co się rozpisywać, do roboty!

Jajka zapiekane ze szparagami
















Składniki (dla 2 osób):
  • pęczek zielonych szparagów (10-12 sztuk)
  • kilka plasterków wędliny (u mnie moja ukochana polędwica sopocka) - można pominąć, jeśli nie macie akurat wędliny lub wolicie bez mięsa
  • 4 jajka
  • trochę masła do wysmarowania formy (lub inny tłuszcz, byle nie margaryna)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. zaczynamy od wyjęcia jajek z lodówki, żeby przed pieczeniem zdążyły się trochę ogrzać w temperaturze pokojowej
  2. szparagi myjemy, odłamujemy twarde końcówki, z łodyg usuwamy łuski, kroimy na mniejsze kawałki (u mnie na trzy)
  3. wędline kroimy w paski
  4. dno naczynia do zapiekania natłuszczamy, wrzucamy pokrojone szparagi i wędlinę, doprawiamy szczyptą soli i pieprzu, mieszamy
  5. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  6. do rozgrzanego piekarnika wstawiamy naczynia ze szparagami i pieczemy przez 10 minut
  7. po 10 minutach wyjmujemy naczynia ze szparagami z piekarnika i wbijamy jajka (można wcześniej wbić je do miseczki i wylewać z miseczki na szparagi, żeby nie ryzykować, że do szparagów wpadną skorupki)
  8. naczynia ze szparagami i jajkami z powrotem wstawiamy do piekarnika, temperatura bez zmian - i teraz zaczyna się najtrudniejsza część
  9. zapiekamy od 7 do 10 minut - to zależy od wielkości jajek i od "zachowania" Waszych piekarników, u mnie zapiekanie trwało ok 10 minut, miałam duże jajka
  10. naczynia wyjmujemy z piekarnika w momencie, gdy białko jest ładnie ścięte, a żółtko jedynie przesłonięte ściętą "błonką", a w środku płynne
  11. serwujemy od razu, np. z pieczywem do maczania w płynnym żółtku
Smacznego :-)






niedziela, 8 maja 2016

Szparagi na paście jajecznej na otwarcie sezonu szparagowego

Tegoroczny sezon szparagowy uważam za otwarty :-) Plan jest taki, żeby w maju na blogu pojawiło się co najmniej kilka nowych przepisów na dania z tym warzywem (w uzupełnieniu do tych, które opublikowałam w minionych latach) i mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Być może pomoże zamiar zorganizowania "szparagowego party" dla znajomych, z którymi kiedyś pracowałam w jednym zespole, potem nasze drogi (głównie za sprawą pracodawcy...) się rozeszły, ale cały czas łączą nas fajne wspomnienia i co jakiś czas spotykamy się, żeby powspominać i dowiedzieć się, co u każdego/każdej z nas nowego. Bardzo się cieszę, że udało się te relacje utrzymać (minęło ponad 4 lata, odkąd przestaliśmy być zespołem).

Na początek - bardzo prosty pomysł na danie ze szparagami, choć "danie" to chyba zbyt poważne określenie na kanapki z podpieczonego w piekarniku pieczywa, pasty jajecznej i obgotowanych główek szparagów. Jestem wielką fanką pasty jajecznej, jeśli tylko trafię na kanapki z tą pastą "na mieście", zawsze biorę. To trochę jak z kozim serem - jeśli tylko w menu restauracji jest jakieś danie z kozim serem, prawdopodobieństwo, że je zamówię, wynosi ok 90%. Nie zamawiam tylko wówczas, jeśli inna pozycja w karcie zainteresuje mnie bardziej z jakiegoś powodu. No ale to zdarza się rzadko ;-)

Przepisów na pastę jajeczną jest wiele, prawdopodobnie każda osoba, która przygotowuje taką pastę własnoręcznie ma na nią jakiś swój sposób. Dla mnie nie - oprócz jajek ugotowanych na twardo, oczywiście - nie może w niej zabraknąć majonezu, sporej ilości soli i pieprzu oraz "czegoś zielonego". No właśnie. Tradycyjnym dodatkiem do jajek na twardo i majonezu jest w mojej rodzinie szczypiorek (pozdrowienia dla Dziadka :-) Lubię szczypiorek, ale mam do niego jedno "ale" - nie jest to specjalnie "towarzyski" dodatek, podobnie jak cebula, czosnek czy por. Dlatego unikam jedzenia dań ze szczypiorkiem, jeśli wiem, że w ciągu dnia będę miała kontakt z ludźmi, którzy szczypiorku nie jedli ;-) Jeżeli wiem, że dzień spędzę w swoim własnym towarzystwie lub w otoczeniu innych osób, które również szczypiorek skonsumowały, wówczas "hulaj dusza, piekła nie ma". Bardzo zwracam uwagę na neutralny oddech u innych (szczególnie, że moja praca uwzględnia dużo sporo spotkań z innymi ludźmi) i staram się sama nie szokować innych moim oddechem. Do tych, którzy pochłaniają szczypiorek lub inne aromatyczne dodatki, a następnie - nie bacząc na komfort innych - spotykają się z ludźmi, apeluję o odrobinę wyczucia i... szacunku dla rozmówców. Podobnie sprawy mają się z palaczami (nie wszyscy muszą być amatorami zapachu papierosów), istnieją takie wynalazki jak różnego rodzaju produkty spożywcze odświeżające oddech. Dla osób wrażliwych na zapachy i niepalących takich "oddech palacza" to mało przyjemne urozmaicenie spotkania... szczególnie, gdy palacz uraczył się wcześniej daniem ze szczypiorkiem/cebulą/czosnkiem i zapił to jeszcze mocną kawą ;-)

Wracając do meritum - dodatkiem do mojej pasty jajecznej jest zwykle świeża natka, która dobrze komponuje się ze szparagami. Dodaję majonez, ale wiem, że niektórzy dodają np. śmietanę lub miękkie masło, a spotkałam się również z wersjami z serkiem kremowym i awokado (wersję z awokado sama dość często robię). Ogólnie chodzi o to, żeby do jajka, ziół i przypraw dodać coś, co sklei te składniki i sprawi, że mieszanina będzie miała rzeczywiście formę pasty. Używam raczej niewiele majonezu (1 łyżka na 4 jajka to nie jest dużo), jeżeli wolicie dodać więcej (dla wyraźniejszego smaku majonezu w paście i/lub bardziej kremowej konsystencji pasty), nie widzę przeciwwskazań. Na rozsmarowanej na podpieczonych w piekarniku kromkach chleba układam ugotowane główki szparagów, a łodygi wykorzystuję do innego dania (np. do risotto).

Kanapki z pastą jajeczną i szparagami














Składniki (porcja dla dwóch osób)
  • 4 jajka
  • 1 czubata łyżka posiekanej natki + trochę do posypania kanapek
  • 1 łyżka majonezu
  • sól i pieprz do smaku
  • pół pęczka zielonych szparagów
  • 4 duże kromki chleba
Przygotowanie:
  1. jajka gotujemy na twardo, a następnie studzimy
  2. wystudzone jajka rozdrabniamy (można drobno posiekać nożem, ale w moim przypadku siekanie jajek na twardo na desce kończy się tak, że kawałki jajka są w całej kuchni, więc najczęściej kroję jajka w ćwiartki i wrzucam do dużego kielicha blendera i w ten sposób rozdrabniam)
  3. do rozdrobnionych jajek dodajemy majonez i posiekaną natkę (ja dorzucam do jajek i wszystko razem blenderuję), a następnie doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  4. szparagi myjemy, nie obieramy, obgotowujemy w osolonej wodzie przez 3 minuty (surowe szparagi wrzucamy do gotującej się już wody i od tego momentu odliczamy 3 minuty), odcedzamy, a następnie zalewamy zimną wodą, żeby przestały się gotować i wystygły
  5. kromki chleba wstawiamy do rozgrzanego piekarnika (u mnie 180 stopni z funkcją grill) i opiekamy z obu stron, tak, żeby byłu chrupiące na zewnątrz, a miękkie w środku (można to zrobić również w tosterze lub na grillu elektrycznym)
  6. podpieczone i wystudzone kromki układamy na talerzu, każdą grubo smarujemy pastą jajeczną, na paście układamy po ugotowane i wystudzone główki szparagów, a całość posypujemy jeszcze niedużą ilością drobno posiekanej świeżej natki
Smacznego :-)





piątek, 5 czerwca 2015

Wczesnoletnie risotto z późnymi szparagami

Wybranek kupił szparagi (teoretycznie mamy końcówkę sezonu) i piersi kurczaka (kukurydzianego, jak głosiła etykieta, czyli takiego, który przez 2 ostatnie tygodnie życia był karmiony tylko kukurydzą, jak poinformowała go pani ze sklepu mięsnego). W lodówce zalegały młode marchewki, a w spiżarce - ryż do risotto (arborio). I choć Wybranek nie pała szczególną sympatią do ryżu, udało mi się go przekonać, że może zrobię risotto, żeby pozbyć się zapasu ryżu ze znajdującej się w stanie permanentnego bałaganu (który wiele razy obiecywałam uprzątnąć) spiżarni. Z tego wszystkiego powstało to danie. Koniec historii.

Risotto ze szparagami, marchewką i kurczakiem
 

 Składniki (na porcję dla 4 osób):
  • 1 pęczek zielonych szparagów
  • ok. 300g piersi z kurczaka
  • 2 młode marchewki
  • 1 mała cebula
  • kilka łodyżek natki
  • 1,5 szklanki ryżu do risotto
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • 1 łyżka masła (można dodać więcej, wtedy risotto będzie bardziej kremowe)
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina
  • ok. 1 litr bulionu warzywnego
  • sól i pieprz do smaku
  • parmezan

Przygotowanie:
  1. warzywa myjemy i obieramy
  2. cebulę i marchew siekamy w drobną kostkę
  3. od szparagów odłamujemy zdrewniałe końcówki, odcinamy główki wraz z częścią łodygi (ok 3-4cm), a pozostałą część łodygi siekamy w kilkumilimetrowe plasterki
  4. piersi kurczaka opłukujemy pod zimną wodą, osuszamy, oczyszczamy i kroimy w niedużą kostkę, a następnie polewamy sosem sojowym i mieszamy, żeby równomiernie rozprowadzić go na kawałkach mięsa
  5. na patelni rozgrzewamy oliwę i masło, a następnie podsmażamy kawałki kurczaka przez kilka minut (chodzi o to, żeby je podsmażyć, ale nie wysuszyć)
  6. usmażonego kurczaka zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok
  7. na tej samej patelni (i tym samym tłuszczu) podsmażamy cebulę, a następnie dodajemy ryż i chwilę razem podsmażamy (aż ziarenka ryżu staną się nieco przeźroczyste na brzegach)
  8. dodajemy wino i mieszamy, aż odparuje, a następnie partiami dodajemy bulion (wlewamy trochę, mieszamy i czekamy aż ryż wchłonie płyn, a następnie dolewamy kolejną porcję płynu i tak do momentu, aż skończy się bulion)
  9. gdy zużyjemy ok połowę bulionu, na patelnię dorzucamy pokrojoną marchew i łodygi szparagów, a następnie kontynuujemy dolewanie bulionu i mieszanie
  10. w osobnym naczyniu gotujemy osoloną wodę i wrzucamy na wrzątek główki szparagów, które gotujemy przez 3 minuty, a następnie odsączamy i zalewamy zimną wodą, żeby przestały się gotować
  11. pod koniec dodawania bulionu, na patelnie dorzucamy podsmażonego kurczaka i posiekaną natkę, mieszamy
  12. gdy ryż będzie gotowy (miękki, ale nie rozgotowany) możemy dodać więcej masła (1-2 łyżki) i starty parmezan (ja dodałam tylko 1 łyżkę)
  13. przed podaniem doprawiamy solą i pieprzem
  14. porcje risotta nakładamy na talerze, na wierzchu układamy ugotowane główki szparagów i serwujemy
Smacznego :-)

środa, 27 maja 2015

Koszmar weganina, czyli szparagi na cieście francuskim

Po tym, jak konkurs "Blog Roku" w kategorii blogów kulinarnych drugi rok z rzędu wygrał blog z przepisami wegańskimi, pomyślałam, że fajnie by było założyć bloga wyłącznie z przepisami z nabiałem i mięsem. Nie żebym miała coś przeciwko weganom albo diecie bez białka zwierzęcego, ale mam wrażenie, że zostaje zaburzona pewna zdroworozsądkowa równowaga. Wymyśliłam nawet nazwę dla tego mięsno-nabiałowego bloga, ale w związku z tym, że mam spore problemy z regularnym publikowaniem postów na blogu, który już istnieje, póki co porzuciłam pomysł zakładania kolejnego. Pomysł zostaje jednak w głowie i być może kiedyś doczeka się realizacji, jak skończę 67 lub przepracuję 40 lat ;-)

Tymczasem zachęcam do wypróbowania przepisu na szparagi zapiekane na cieście francuskim, otulone masą z jajek, śmietany i parmezanu. Taki tam koszmar weganina ;-)

Wstyd się przyznać, ale to pierwsze danie ze szparagami, które robię w tym sezonie szparagowym, a które wymagało nieco więcej czasu i zachodu niż obranie szparagów, doprawienie ich solą, pieprzem i oliwą i upieczenie w piecu. Brak czasu i weny, ot co. Honor jednak obroniłam.

Szparagi zapiekane w cieście francuskim
 















Składniki (na porcję dla 2-4 osób, w zależności od apetytu)
  • 1 pęczek zielonych szparagów (ok. 15-20 sztuk, idealnie, gdyby były podobnej grubości, bo wtedy upieką się mniej więcej w tym samym czasie i unikniemy sytuacji, że cieńsze będą za miękkie, a grubsze jeszcze twarde)
  • 200 ml śmietany (wystarczy 18%, nie musi być kremówka)
  • 1 jajko
  • 4 łyżki startego parmezanu
  • 1 płat gotowego ciasta francuskiego (z lodówki, nie z zamrażalnika)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  2. szparagi dokładnie płuczemy (w główkach czasami ukrywają się ziarenka piasku), odłamujemy zdrewniałe końcówki, można też cienko obrać dolną część łodygi
  3. prostokątną blachę do pieczenia (wymiary ok 20x30cm) wykładamy papierem do pieczenia, a na papierze rozkładamy ciasto francuskie i dociskamy
  4. śmietanę łączymy z jajkiem i startym parmezanem, mieszamy do uzyskania jednolitej masy i doprawiamy solą i pieprzem (duża szczypta pieprzu, duża szczypta soli)
  5. tak przygotowane danie wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok 30 min, do zrumienienia ciasta i stężenia nadzienia
  6. serwujemy tuż po upieczeniu, na ciepło
Smacznego :-)








wtorek, 13 maja 2014

Omlet z zielonymi szparagami i kozim twarożkiem

W żartach zostałam dziś zbesztana przez koleżankę z pracy za to, że opuściłam się w prowadzeniu bloga. Na swoją obronę miałam tylko to, że przy takim, a nie innym wymiarze godzin pracy, zwykle wracam do domu na tyle zmęczona, że nie mam już ochoty ani gotować, ani pisać, a często nie mam już ochoty nawet włączać komputera, bo większość dnia spędzam przed ekranem. Niemniej jednak postanowiłam, że dziś wieczorem coś wrzucę. Ale to wcale nie dlatego, że koleżanka mnie sprowokowała ;-)

Dzisiejsza propozycja to coś dla osób pracujących za dużo i za długo, a jednocześnie mających możliwość zdobycia sezonowego produktu pt. świeże zielone szparagi. Przygotowanie tego omleta trwa zaledwie kilka minut, to lekkie i miłe dla oka, a jednocześnie smaczne danie. Polecam i pozdrawiam prowodyrkę dzisiejszego wpisu, Zosię :-)

Omlet z zielonymi szparagami i kozim twarożkiem

Składniki (dla jednej osoby):
- 5 zielonych szparagów (raczej cienkich niż grubych, moje kupiłam na Hali Mirowskiej)
- 2 jajka
- 3-4 łyżeczki koziego twarożku
- 1/2 łyżki oliwy z oliwek
- sól i pieprz do smaki
- opcjonalnie: posiekana świeża natka pietruszki do posypania

Przygotowanie:
1. Szparagi myjemy pod bieżącą wodą, odcinamy końcówki 
2. Na średniej wielkości patelnię (o takiej średnicy, żeby szparagi zmieściło się w całości) wlewamy oliwę i rozgrzewamy na średnim ogniu
3. Na rozgrzaną oliwę wrzucamy szparagi i podsmażamy kilka minut, aż zmiękną, ale pozostaną al dente
4. Jajka wbijamy do miseczki i rozkłócamy białka z żółtkami za pomocą widelca
5. Gdy szparagi będą gotowe, zdejmujemy je na chwilę z patelni, wlewamy jajka (tak, aby w miarę równo pokryły całe dno patelni), a następnie na jajecznej powierzchni układamy szparagi i doprawiamy solą i pieprzem
6. Smażymy omlet lekko potrząsając patelnią (smażymy tylko z jednej strony, nie przewracamy - omlet powinien być na tyle cienki, żeby jajko ścięło się odpowiednio przy smażeniu tylko z jednej strony)
7. Na wierzchu olmeta układamy kupki serka koziego
8. Po kilku minutach zdejmujemy omlet z patelni (pozwalając mu ześlizgnąć się z patelni na talerz), posypujemy natką i serwujemy 

Smacznego :-)

sobota, 10 maja 2014

Makaron z boczkiem, szparagami i...najbardziej kalorycznym sosem na świecie :-)

Nie uważam się za kulinarnego eksperta, wiem, że (prawie) nic nie wiem. Dlatego też nie zdziwiło mnie to, że na świecie istnieje sos do makaronu, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. I to prawdopodobnie nie jeden ;-) Skupmy się jednak na tym jednym: sos alfredo, czyli sos "samo dobro" lub "pełen tłuszcz" ;-) Składa się wyłącznie z dobrych, pełnotłustych składników, które nawet najprostsze danie są w stanie wynieść na wyżyny smaku: masła, śmietany i parmezanu. Przyznacie sami, że to raczej mocarze połączenie, byłam wręcz onieśmielona ilością tłuszczu, jaki zawiera ten sos, autentycznie wahała, się dodając na patelnię kolejne setki kalorii ;-) Wydawało mi się, ze wyjdzie z tego bardzo ciężkie danie i że ten sos na pewno nie nadaje się do szparagów. O tym, jak bardzo się myliłam, przekonałam się po spróbowania. Szparagi były zachwycone ;-) Sos wcale nie przytłoczył ich smaku, wręcz przeciwnie, stanowił pyszną otulinę dla szapargów i makaronu, bardzo dobrze przesiąkł aromatem wędzonego boczku i czosnku, które również znalazły się w tm daniu. Polecam sos alfredo, z tymi lub z innymi dodatkami.

Inspiracją był rozpoczynający się właśnie sezon szparagowy oraz potrawy ze szparagami znalezione na Pinterście (choć nie jest to nowe narzędzie, odkryłam je stosunkowo niedawno, za namową Siostry).

Makaron z zielonymi szparagami, wędzonym boczkiem i sosem alfredo

Składniki (porcja dla 2-3 osób):
- 500g makaronu (najlepiej jakiegoś z rowkami czy szczelinami, które będzie mógł wypełnić sos, u mnie casareccia)
- spory pęczek świeżych zielonych szparagów (ok 300-400g)
- 120g chudego boczku wędzonego w kawałku
- 2 łyżki masła
- 200g/ml śmietany 30% lub 36%
- 50g parmezanu w kawałku
- 1 duży ząbek czosnku lub 2 małe
- pieprz do smaku
- opcjonalnie: świeża natka pietruszki do posypania

Przygotowanie:
1. Szparagi płuczemy (szczególnie główki, gdzie lubią ukrywać się ziarenka piasku, które mało przyjemnie chrzęszczą między zębami, jeśli dostaną się do potrawy...), odcinamy zdewniałe końcówki i kroimy na ok 2-centymetrowe kawałki
2. Boczek kroimy na grubsze plastry (3 mm), odcinamy spodnią warstwę tłuszczu, a następnie każdy plaster kroimy w poprzek, w śłupki
3. Pokrojony boczek wrzucamy na suchą patelnię i podsmażamy do zrumienienia
4. Usmażony boczek przekładamy z patelni na talerz wyścielony ręcznikiem kuchennym, żeby pozbyć się nadmiaru tłuszczu
5. Na tą samą patelnię (z resztką tłuszczu, który wytopił się z boczku) wrzucamy pokrojone szparagi i podsmażamy je na niedużym ogniu, mieszając, aż zmiękną (chodzi o to, żeby zmiękły, ale nie rozmiękły - powinny być usmażone do stanu al dente)
6. W trakcie podmażania szparagów, nastawiamy wodę na makaron
7. Na osobną patelnię wrzucamy masło i roztapiamy, a następnie dodajemy śmietanę, a gdy te dwa składniki połączą się ze sobą, dodajemy starty parmezan i mieszamy, aż rozpuści się w sosie
8. Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu
9. Do prawie gotowych szparagów dodajemy czosnek starty na tarce o drobnych oczkach (ja zrobiłam to na tej samej tarce, której użyłam do starcia parmezanu) lub przepuszczamy przez praskę, mieszamy, cały czas podsmażamy dalej, na niedużym ogniu, mieszając
10. Do szparagów z czosnkiem dodajemy boczek, mieszamy
11. Do boczku ze szparagami i czosnkiem dodajemy sos alfredo, mieszamy i doprawiamy pieprzem (jeżeli mimo dodatku boczku i parmezanu całość będzie za mało słona, oczywiście można również dosolić)
12. Z wody, w której gotuje się makaron, odejmujemy ok 1/4 szklanki i wlewamy ją na patelnię z sosem, żeby trochę go rozrzedzić
13. Makaron odcedzamy i mieszamy z sosem
14. Wykładamy na talerz, posypujemy posiekaną świeżą natką pietruszki i serwujemy, a na popitkę białe wytrawne wino, np. Chardonnay

Smacznego :-)

wtorek, 28 maja 2013

Białe szparagi z sosem holenderskim

Szparagi z sosem holenderskim zrobiłam pod wpływem wujka, najmłodszego brata mojego taty. Wujek spróbował tego dania w restauracji, a potem odtworzył je w domu. Spróbowałam i ja :) Podobnie jak w przypadku sosu beszamelowego, skorzystałam z przepisu i wskazówek mistrzyni kuchni francuskiej dla Niefrancuzów, czyli Julii Child.

To nie jest sos dla osób na diecie niskokalorycznej, niskotłuszczowej czy niskocholersterolowej. Składa się z żółtek jak i masła, duuuużej ilości masła. Taki "zawałowy" sosik, kuzyn burgerów z amerykańskiej knajpy Heart Attack Grill ;) Ale spożywany w niedużych ilościach i sporadycznie nie powinien nikogo przyprawić o zawał serca.

Szparagi z sosem holenderskim z przepisu Julii Child

Składniki (w przypadku sosu podaję 1/2 ilości składników z przepisu z książki "Mastering the art of French cooking"):
  • 2 pęczki świeżych białych szparagów
  • 90 g + 1 łyżka masła
  • 2 żółtka z małych jajek lub 1,5 z normalnego
  • 1 łyżeczka wody
  • 1 łyżeczka soku z cytryny + trochę do doprawienia sosu
  • sól i pieprz (Julia Child poleca biały) do smaku
  • 1 łyżka soli do gotowania szparagów
  • 1 łyżeczka cukru do gotowania szparagów
Przygotowanie:
  1. szparagi płuczemy, obieramy (poza główką) i odcinamy (lub odłamujemy) łykowatą końcówkę
  2. 90g masła roztapiamy w rondelku na niewielkim ogniu, a następnie odstawiamy
  3. gotujemy wodę w dużym garnku i wrzucamy na wrzątek szparagi - gotujemy przez kilka minut (zależy do grubości i świeżości szparagów), będą gotowe gdy będą nieco sflaczałe
  4. żółtka wrzucamy do miski (najlepiej metalowej), którą ustawiamy na garnku z niewielką ilością wrzącej wody (kąpiel wodna) - uwaga, żeby dno miski nie było zanurzone w wodzie, bo żółtka się zetną
  5. żółtka ubijamy przez chwilę metalową trzepaczką (Julia Child radzi ubijać przez 1 minutę)
  6. do żółtek dodajemy 1 łyżeczkę wody, 1 łyżeczkę soku z cytryny i szczyptę soli i wszystko razem ubijamy (przez kolejną minutę)
  7. dodajemy 1/2 łyżki zimnego masła, cały czas mieszając trzepaczką, aż masło się rozpuści i połączy z resztą składników
  8. gdy sos zgęstnieje (po 1-2 minutach ubijania), dodajemy drugą łyżeczkę masła i zdejmujemy z kąpieli wodnej, cały czas ubijając
  9. następnie stopniowo (1-2 łyżki) dodajemy do sosu roztopione masło (w międzyczasie sprawdzamy, czy szparagi są gotowe :)
  10. gdy całe roztopione masło trafi do sosu (powinien już być gęsty), doprawiamy sos solą, pieprzem i sokiem z cytryny (wedle uznania)
  11. odcedzone szparagi układamy na talerzu i polewamy sosem - dla mnie ważne było to, żeby i szparagi i sos były ciepłe, w mojej ocenie gdy sos robi się zimny przestaje być dobry
Smacznego :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Zielone szparagi zapiekane z cytryną i rozmarynem

Miało być więcej przepisów na dania ze szparagami. Dziś szparagi zapiekane z plastrami cytryny i gałązkami rozmarynu. Sama z siebie pewnie nie wpadłabym na takie połączenie, ale od czego ma się znajomych...i czasopisma :) Koleżanka z pracy, Małgosia, w reakcji na przepis na szparagi zapiekane z szynką parmeńską, opowiedziała mi o szparagach z cytryną i rozmarynem, które zrobiła dzień wcześniej. Bardzo mnie to połączenie zaintrygowało. Doczytałam jeszcze trochę w najnowszym wydaniu magazynu KUKBUK (nr 3, maj-czerwiec 2013, strona 58), e voila :)

Zielone szparagi zapiekane z cytryną i rozmarynem

Składniki (dla 1 osoby):
  • 10 zielonych szparagów (pół pęczka)
  • 1/2 niedużej cytryny
  • 2 gałązki świeżego rozmarynu
  • 1 łyżka oliwy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu)
  2. Szparagi płuczemy (żeby wypłukać piasek, który mógł schować się między "płatkami" główek szparagów) i odcinamy końcówki (do miejsca, w którym przestają być łykowate; można też lekko zgiąć łodygę i pozwolić jej się złamać - złamie się właśnie w tym miejscu, w którym łykowata końcówka przechodzi w jędrną łodygę)
  3. Cytrynę porządnie myjemy i (połowę owocu) kroimy w plasterki
  4. Dno naczynia żaroodpornego smarujemy oliwą, układamy szparagi i oprószamy je solą i pieprzem
  5. Na doprawionych szparagach układamy plastry cytryny oraz gałązki rozmarynu
  6. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 15 minut - będą gotowe gdy nieco zwiotczeją (jeśli macie znacznie grubsze szparagi niż moje, być może będzie potrzebne dłuższe pieczenie)
Podajemy jako dodatek lub samodzielne danie (np. ze świeżą bagietką :).

P.S. Jeśli w tym roku jeszcze nie jedliście szparagów, a chcielibyście, radzę się pospieszyć. Zbliżamy się ku końcowi sezonu, bo szparagi podrożały na Hali Mirowskiej ;) Na razie o 50 groszy na pęczku.

wtorek, 21 maja 2013

Białe szparagi zapiekane pod beszamelem

Tym razem białe szparagi, zapiekane z sosem beszamelowym z przepisu Julii Child. Uznałam, że najwyższy czas wypróbować przepis autorstwa osoby, która jak mało kto (niepochodzący z Francji) znała się na kuchni francuskiej i na francuskich sosach, których dodatek potrafi zmienić garść pospolitych warzyw w wyrafinowaną, elegancką potrawę. Przepis na sos, który prezentuję w dzisiejszym wpisie, pochodzi z kultowej książki "Mastering the art of French cooking", tom 1. Ilość składników na sos z książki zmniejszyłam o połowę (sos ze 100% składników to za dużo na porcję dla 2 osób).

W wielu przepisach na to danie znalazłam informację, że szparagi trzeba najpierw obgotować. Ja jestem na to zbyt leniwa i praktyczna - skoro i tak się upieką w trakcie zapiekania pod beszamelem, po co je wcześniej gotować? Ugotowane i upieczone mogą stać się zbyt miękkie i trudno będzie odróżnić sos od rozmiękczonego i "rozciapanego" szparaga...

Białe szparagi zapiekane pod beszamelem

Składniki (porcja dla 2 osób):
  • pęczek świeżych, możliwie cienkich* białych szparagów
  • 1 płaska łyżka masła + trochę do natłuszczenia naczynia żaroodpornego
  • 1 czubata łyżka mąki pszennej
  • 1 szklanka mleka
  • szczypta soli + sól i biały pieprz do smaku
  • opcjonalnie: świeża natka do posypania
*jeśli będą grube, mogą się nie upiec w podanym czasie, pomijając już fakt, że grube białe szparagi często są po prostu przerośnięte, łykowate i gorzkie i nie pomoże im nawet beszamel

Przygotowanie:
  1. szparagi opłukujemy pod bieżącą wodą i obieramy
  2. odcinamy lub odłamujemy końcówki
  3. naczynie żaroodporne natłuszczamy, na dnie układamy szparagi (najlepiej tylko jedną warstwę, żeby równomiernie się upiekły)
  4. nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu i od góry)
  5. do niedużego garnka wlewamy mleko, dodajemy szczyptę soli i doprowadzamy do zagotowania
  6. masło wrzucamy do rondelka i rozpuszczamy (powinno się jedynie rozpuścić, a nie zbrązowieć) na niedużym ogniu
  7. do rozpuszczonego masła dodajemy mąkę i energicznie mieszamy (najlepiej trzepaczką, ale uwaga na dno rondelka, jeśli jest teflonowe, nie używamy metalowych trzepaczek), a następnie chwilę podsmażamy (Julia Child radzi 2 minuty), ale nie doprowadzamy do zmiany koloru (kolor zasmażki powinien pozostać kremowy)
  8. następnie dolewamy gorące mleko do zasmażki i energicznie mieszamy, gotując sos na niedużym ogniu
  9. gdy sos się zagotuje, pozostawiamy go jeszcze chwilę na ogniu (cały czas mieszając) (Julia Child radzi pozostawić przez 1 minutę)
  10. zdejmujemy sos z ognia i doprawiamy solą i białym pieprzem do smaku
  11. gotowym sosem polewamy szparagi i wstawiamy do piekarnika, na środkową półkę
  12. pieczemy ok 15-20 minut do zrumienienia sosu
  13. gotową zapiekankę wyjmujemy z piekarnika i od razu serwujemy, np. posypaną świeżą, posiekaną natką
Przed zapieczeniem szparagi można np. owinąć plastrami gotowanej szynki lub naleśnikami, a dopiero później polać beszamelem i zapiec. Takie urozmaicenie.

niedziela, 19 maja 2013

Zielone szparagi zapiekane w szynce parmeńskiej

Świeże zielone szparagi są bardzo dobre jedzone w pojedynkę. Wystarczy chwilę je podgotować w osolonej wodzie lub podpiec w naczyniu żaroodpornym z odrobiną oliwy, solą i pieprzem. Ale dlaczego odmawiać sobie przyjemności i nie wzbogacić szparagów dodatkami, które sprawiają, że smakują jeszcze lepiej? Szynka parmeńska świetnie się tu sprawdzi, ale można też wykorzystać inną, cienko pokrojoną szynkę lub boczek. Dłuższy komentarz uważam za zbędny :)

Zielone szparagi zapiekane w szynce parmeńskiej

Składniki (porcja dla 2 osób):
  • pęczek świeżych zielonych szparagów
  • szynka parmeńska (ja zawsze biorę 1 plaster szynki na dwa szparagi - dzielę każdy plaster na pół i owijam szparagi połówkami plastrów, ale równie dobrze można wziąć cały plaster na szparaga, szczególnie, jeśli szparagi są nieco grubsze niż te moje)
  • oliwa (1-2 łyżki do natłuszczenia formy plus odrobinę do skropienia główek szparagów)
  • pieprz i sól (ale sól jedynie na główki szparagów, łodyżkom słoności nada szynka)
Przygotowanie:
  1. szparagi myjemy (delikatnie, żeby nie zniszczyć główek, ale jednocześnie żeby wypłukać piasek, który może kryć się w "płatkach" szparagowego kwiatu)
  2. jeśli są świeże i raczej cienkie, nie trzeba ich obierać, wystarczy obciąć końcówkę (w miejscu, w którym łodyga traci łykowatość - w przypadku świeżych i nieprzerośniętych szparagów często wystarczy obciąć jedynie 1 cm; w przypadku twardszych i bardziej łykowatych można odłamać końcówkę zamiast ją obcinać - lekko zginamy takiego szparaga i sam powinien się złamać w miejscu, w którym łodyga przestaje być łykowata); jeśli szparagi są grubsze, dobrze jest je obrać obieraczką, ale nie obieramy główki
  3. tak przygotowane szparagi owijamy plastrami szybki parmeńskiej
  4. naczynie żaroodporne natłuszczamy oliwą (jeśli korzystamy ze metalowej blaszki do pieczenia, wyścielamy ją papierem do pieczenia, a papier skrapiamy oliwą) i układamy na nim szparagi (najlepiej, żeby to była jedna warstwa szparagów, bo wówczas równomierni się upieką i nie będzie ich trzeba przekładać w trakcie pieczenia)
  5. oprószamy pieprzem i (ostrożnie) solą
  6. wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, żeby nie wysuszyć główek; grzanie do góry i od dołu), na środkową półkę i pieczemy przez 15-20 minut (szparagi będą gotowe, gdy nieco stracą sztywność, ale nadal będą miały żywy zielony kolor i zachowają jędrność - ja sprawdzam stopień upieczenia za pomocą szczypiec, podobnych do tych wykorzystywanych na grillu - chwytam szczypcami jedną czy dwie łodygi i sprawdzam, czy się lekko wyginają, jak gdyby trochę sflaczały - jeśli tak to znaczy, że są gotowe)
  7. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i serwujemy na ciepło (aczkolwiek na zimno też nie są złe ;)
  8. można je dodatkowo posypać odrobiną startego parmezanu
Smacznego :)


sobota, 18 maja 2013

O szparagach słów kilka

"Luksusowe warzywo szturmuje polskie stoły", jak głosił jeden z artykułów z wczorajszego wydania Pulsu Biznesu. Chodzi o szparagi, bardzo popularne u naszych zachodnich sąsiadów, u nas nadal w fazie nieśmiałego rozkwitu. Pewnie ten rozkwit nie byłby taki nieśmiały, gdyby media nie tylko publikowały pięknie skadrowane i wyretuszowane zdjęcia świeżych, jędrnych szparagów, wraz z przepisami na ich obróbkę, ale także podpowiadały widzom czy czytelnikom, jak rozpoznać i kupić dobre szparagi. Bo w przypadku szparagów absolutnie najważniejszy jest produkt - jeśli kupimy nieświeże albo przerośnięte warzywa, zamiast szparagowej uczty będziemy mieli szparagowy koszmar. I zapewne nigdy więcej nie sięgniemy po te warzywa.

Regularnie robię zakupy w różnego rodzaju warzywniakach i na bazarkach. W sezonie szparagowym niemal przy każdej wizycie w tego typu przybytku słyszę komentarze o tym, jakie to szparagi są gorzkie i łykowate. W kolejkowych dyskusjach padają deklaracje "Nigdy więcej". To moim zdaniem skutek z jednej strony nieznajomości tematu (gdyby konsumenci wiedzieli, jak powinien wyglądać dobry i nadający się do spożycia szparag, raczej nie daliby sobie wcisnąć kiepskiej jakości towaru), a z drugiej strony opychania klientom przerośniętych i źle przechowywanych szparagów przez różnego rodzaju sklepy. I nie mam tu na myśli tylko tych wielkich supermarketów, które chyba najlepiej omijać łukiem, jeżeli szukamy dobrej jakości świeżych produktów (co z tego, że pomidor jest połowę tańszy, skoro nie smakuje i często nie wygląda jak pomidor?). W ubiegłym roku w aspirującym do miana delikatesów sklepie sieci Piotr i Paweł widziałyśmy z siostrą przerośnięte, obeschnięte szparagi o popękanych z przerośnięcia łodygach i nadpleśniałych końcówkach. Do dziś żałuję, że nie zrobiłam im zdjęcia.

W kolejkach we wspomnianych warzywniakach na szczęście zdarzają się znawcy tematu, którzy służą radą tym zagubionym czy zrażonym konsumentom szparagów. Zaznaczam od razu, że za ekspertkę od szparagów się nie uważam, ale podzielono się ze mną kilkoma dobrymi radami, które sprawdziły się w praktyce. Mam też jakieś swoje doświadczenia, którymi postaram się podzielić, póki sezon szparagowy jeszcze trwa. A trwa krótko, bo tylko przez kilka tygodni, od początku maja.

Szparagi mogą być białe lub zielone. Białe rosną w całości pod ziemią, stąd blady kolor. Zielone wyrastają spod ziemi, korzystając z promieni słonecznych i nabierając koloru. Mogą być cieńsze lub grubsze, dłuższe lub krótsze. Na dobrą sprawę są bardzo krótko świeże - stojąc w kolejce usłyszałam kiedyś od jednego pana, że białe szparagi tak naprawdę najlepsze są do 3 godzin po zbiorze... Ale już widzę minę pani czy pana z warzywniaka, jak przychodzę i pytam, czy te szparagi oby na pewno zostały zebrane nie wcześniej niż 3 godziny temu ;)

Wybierając szparagi kieruję się ich wyglądem. Powinny być możliwie cienkie - jeśli są grube, może to świadczyć o tym, że są przerośnięte i mogą być łykowate. Powinny być jędrne i zwarte, żadnych pęknięć i rozwarstwiających się końcówek w miejscu, w którym zostały obcięte. Białe powinny być białe lub lekko kremowe, zielone powinny mieć świeży zielony kolor. W przypadku zielonych szparagów, główki powinny przypominać zamknięty kwiat. Jeśli jest inaczej, szparagi mogą być przejrzałe. Powinny być przechowywane w wilgotnym otoczeniu. W sklepie czy na straganie powinny stać w wodzie (jak cięte kwiaty, ale zanurzone w wodzie powinny być tylko końcówki), a domu warto je przechowywać w lodówce zawinięte w wilgotną ściereczkę.


Białe szparagi cienko obieramy (łodygę na całej długości, główkę nie), zielonych co do zasady nie, no chyba, że kupimy zielone szparagi z grubszymi łodygami i twardymi "zadziorami" (chodzi mi o te łuski na łodygach), wówczas warto obrać. Końcówki białych szparagów odcinamy do momentu, w którym nie czujemy oporu - chodzi o to, żeby nie "ciągnęły się" włókna podobne do włókien rabarbaru, gdy odcinamy końcówkę. Spotkałam się też z sugestią, żeby końcówek nie odcinać nożem, ale delikatnie wygiąć szparaga, który powinien złamać się w miejscu, w którym kończy się łykowata końcówka, a zaczyna się smakowita część łodygi. To się dobrze sprawdza w przypadku cienkich zielonych szparagów, w przypadku białych średnio.

Szparagi można gotować (białe w lekko osolonej i posłodzonej wodzie, zielone tylko w posolonej) i podawać np. ze świeżym masłem, drobno posiekaną natką, solą, pieprzem i jajkiem sadzonym. Można je też zapiekać - białe np. pod beszamelem, zielone np. owinięte szynką parmeńską. Poddane takiej czy innej obróbce cieplnej mogą być składnikiem sałatek, dodatkiem do risotta, makaronu, pizzy, tarty, itd.

Gdzie kupić? Oto jest pytanie... W sezonie bywają dostępne w wielu miejscach, ale ja przekonałam się, że najlepiej kupować na bazarkach. W Warszawie z czystym sumieniem polecam bazar na Hali Mirowskiej. Pochodzą z niej szparagi zaprezentowane na powyższych zdjęciach, a zaczęłam je tam kupować z polecenia koleżanki ze studiów, Karoliny (pozdrawiam serdecznie), która - jak mówi - w ubiegłym roku w sezonie szparagowym wstawała codziennie rano wcześniej niż zwykle i jechała na Halę Mirowską przed pracą, żeby kupić szparagi i móc delektować się nimi po pracy. To się nazywa poświęcenie dla sprawy :) Szparagi kupowane na Hali Mirowskiej mają tę zaletę, że można tam dostać naprawdę cieniutkie zielone okazy (Karolina nazywa je "dzikimi szparagami") w cenie ok. 6 zł za duży pęczek, który spokojnie wystarczy dla 4-osobowej rodziny lub na 2 szparagowe posiłki dla 2 osób. W podobnej cenie są białe szparagi, ale w mniejszych pęczkach. Poza Warszawą trudno mi coś doradzić - w moim rodzinnym mieście (Stalowa Wola) bardzo trudno je dostać. Przywożę je dla rodziców i innych członków rodziny z Warszawy. Widziałam kiedyś całkiem niezłe szparagi w lokalnej sieci supermarketów FRAC, widziałam szparagi również w Rzeszowie, ale to były właśnie te szparagi w fatalnym stanie z Piotra i Pawła. Słabe jest to, że duże sieci handlowe umieszczają szparagi w swoich gazetkach dla klientów, klienci nabierają ochoty na te warzywa, a jak chcą je kupić w takich miejscowościach jak Stalowa Wola okazuje się, że nie. Trochę powagi...

Przepisy na moje ulubione dania ze szparagami (białe zapiekane pod beszamelem, zielone zapiekane z szynką parmeńską) już wkrótce. Tymczasem odsyłam do przepisu na białe szparagi z jajkiem sadzonym z ubiegłego roku oraz do bloga Kwestia Smaku, gdzie znajdziecie mnóstwo fajnych przepisów na dania z tymi warzywami. Udanych szparagowych łowów :)

niedziela, 29 kwietnia 2012

Szparagi z jajkiem na otwarcie sezonu szparagowego :)

Pierwsze polskie szparagi w tym roku - tak właścicielka budki z warzywami i owocami z bazarku nieopodal mojego miejsca zamieszkania zareklamowała produkt, który nabyłam. Pęczek pięknych, cienkich białych szparagów. W ubiegłym roku zauważyłam, że takie jak powinny być (czyli właśnie cienkie), białe szparagi są tylko na początku sezonu. Potem zwykle można spotkać już raczej tylko takie koły, twarde i łykowate. Korzystam więc póki nie są twarde i łykowate :)

Ten prosty przepis na szparagi można wykorzystać i do białych, i do zielonych szparagów (też były, ale na razie jeszcze nieprzyzwoicie drogie). Dobrze sprawdza się w takie upalne dni jak wczoraj (33 stopni Celsjusza w Warszawie), bo przygotowanie tego dania nie wymaga wielogodzinnego sterczenia przy parujących garnkach i patelniach, z których pryska tłuszcz. 10 minut i mamy fajne danie, np. na lunch.

Szparagi z sadzonym jajkiem

Składniki (porcja dla 2 osób):
  • 1 pęczek szparagów (białych lub zielonych)
  • 1 łyżeczka masła
  • 1 łyżeczka drobno posiekanej natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 1 łyżka oliwy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. szparagi delikatnie myjemy i cienko obieramy - gdy są cienkie, łatwo je połamać (wprawdzie u mnie i tak zostały przecięte na pół, bo z braku przestrzeni do przechowywania powstrzymałam się od zakupu specjalnego garnka do gotowania szparagów (w takim garnku szparagi gotują się w pionie, a ich główki wystają ponad powierzchnię wody); ale przecięłam je na w miarę równe połówki, żeby nie było tak, że mniejsza połowa będzie rozgotowana, a większa niedogotowana)
  2. jeśli mamy białe szparagi - odcinamy końcówkę - ok. 2 cm (bywa twarda i łykowata nawet przy cienkich i świeżych łodygach), w przypadku zielonych szparagów wystarczy 0,5-1cm
  3. jeśli mamy specjalny garnek do gotowania szparagów lub na tyle duży garnek, by całe były zanurzone w wodzie - wrzucamy szparagi do osolonej, gotującej się wody; jeśli mamy mniejszy garnek, przekrajamy każdy szparag na pół i wrzucamy do wrzątku
  4. gotujemy 5-10 min (u mnie wystarczyło 5 minut, bo szparagi były przekrojone), trzeba sprawdzać na bieżąco, czy to już
  5. w międzyczasie mieszamy masło z natką oraz smażymy jajka sadzone na łyżce oliwy
  6. ugotowane szparagi odsączamy z wody, a następnie wrzucamy z powrotem do garnka, w którym się gotowały i dorzucamy pietruszkowe masło, delikatnie mieszając, żeby masło pokryło wszystkie szparagi
  7. gotowe szparagi wykładamy na talerz, a na wierzchu układamy jajko sadzone
  8. doprawiamy solą i pieprzem (wedle uznania)
Sezon szparagowy uważam za otwarty :) Smacznego.