Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 kwietnia 2016

Kruche ciasto z kremem z białej czekolady na Dzień Czekolady

W Dniu Czekolady wszystkim czekoladożercom i czekoladomaniakom życzę, aby nigdy nie brakowało Wam czekolady :-) Dorzucam swoje trzy grosze do obchodów tego święta, proponując prosty i smaczny deser z czekoladą. Ta propozycja bazuje na przepisie na ciasto a la czekolada z okienkiem - zmieniłam mleczną czekoladę na białą, a zamiast orzechów laskowych dodałam pestki granatu (w sezonie letnim można dodać np. maliny albo porzeczki, powinny dobrze komponować się ze słodyczą kremu). Ci, co mieli okazję wypróbować, chwalili, mi również smakowało, mogę z czystym sumieniem polecić :-)

Kruche ciasto z kremem z białej czekolady i owocami


Składniki (na 2 keksówki)

SPÓD
- 200 mąki pszennej
- 150g zimnego masła
- 70g cukru pudru
- 1 (surowe) żółtko (najlepiej prosto z lodówki)
- szczypta soli

WIERZCH
- 2 tabliczki białej czekolady (2x 100g)
- 250g serka mascarpone
- kwaskowate owoce (u mnie ziarenka z 1 owoca granatu)

Przygotowanie:
1. Mąkę przesiewamy z cukrem pudrem i solą
2. Do mąki dodajemy zimne masło pokrojone na małe kawałki lub starte na tarce o grubych oczkach
3. Mąkę rozcieramy z masłem palcami, tak jak na kruszonkę
4. Do mąki roztartej z masłem dodajemy żółtko i zagniatamy ciasto
5. Ciasto owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce ok 1h
6. Po schłodzeniu, odrywamy po kawałku i wyklejamy blachy do pieczenia (dobrze wyłożyć ją wcześniej papierem do pieczenia lub folią aluminiową, tak, żeby wystawały poza blachy, bo wtedy łatwiej jest ciasto wyjąć bez uszkadzania), robiąc brzegi, które będą trzymały krem, spód nakłuwamy widelcem
7. Wyklejone ciastem blachy wstawiamy na 15 min do lodówki do schłodzenia
8. Piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni Celsjusza
9. Schłodzone w lodówce blachy wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 10 min, a następnie zmniejszamy temperaturę do 175 stopni Celsjusza i pieczemy jeszcze przez 15-25 min (tu wszystko zależy od piekarnika, trzeba pilnować, bo inaczej ciasto może się za bardzo spiec; powinno być upieczone na złoto-brązowy kolor)
10. Po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy
11. Czekoladę łamiemy na małe kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej
12. Nie zdejmując miski z czekoladą z kąpieli wodnej, dodajemy do niej mascarpone i mieszamy, do uzyskania gładkiego, jednolitego kremu
13. Na spodzie wystudzonego ciasta układamy owoce, przykrywamy ciepłym kremem i dekorujemy pozostałymi owocami wierzch
14. Po wystygnięciu kremu, wstawiamy do lodówki do schłodzenia na kilka godzin

Smacznego :-)


poniedziałek, 28 marca 2016

Kruche ciasto z kremem czekoladowym i orzechami, a la "czekolada z okienkiem"

Miało być nowy mazurek, a wyszło w sumie uniwersalne ciasto, które może dobrze się sprawdzić przy różnych okazjach, nie tylko w Wielkanoc. Spód ze starego przepisu, kruchy, a jednocześnie zwarty, dobrze trzyma "fason", maślany, niezbyt słodki. Do tego banalnie prosty krem z dobrej jakości mlecznej czekolady (można zamienić na gorzką, jeśli ktoś woli) i serka mascarpone. I uprażone w piekarniku orzechy laskowe. Całość stylizowana na znaną i lubianą czekoladę mleczną z orzechami, tzw. "czekoladę z okienkiem". Nie ma co się za bardzo nad tym rozwodzić, po prostu polecam :-)

Kruche ciasto z kremem czekoladowym i orzechami laskowymi
 
Składniki (na dwa spody z keksówki lub jeden z klasycznej prostokątnej blachy, ok. 20x30cm):
 
NA SPÓD
  • 200g mąki pszennej
  • 150g zimnego masła
  • 70g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 1 żółtko (zimne, prosto z lodówki)
NA WIERZCH
  • 2 mlecznej czekolady (ok. 200g)
  • 250g serka mascarpone
  • 200g orzechów laskowych (w całości)
Przygotowanie:
  1. orzechy wysypujemy na blachę, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok. 160 stopni Celsjusza i prażymy przez 10 min, potrząsając blachą co kilka minut
  2. jeśli korzystamy z niełuskanych, studzimy podprażone orzechy, a następnie wsypujemy do worka i "rozcieramy" w rękach tak, żeby pozbyć się łupinek
  3. mąkę i cukier puder przesiewamy do miski, dodajemy sól, mieszamy
  4. masło kroimy na małe kawałki lub ścieramy na tarce z grubymi oczkami
  5. masło dodajemy do suczych składników i rozcieramy w palcami tak, jak na kruszonkę
  6. gdy ciasto zacznie się sklejać, dodajemy żółtko i zagniatamy ciasto
  7. zagniecione ciasto owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 min. do schłodzenia
  8. blachę lub blaszki natłuszczamy, wykładamy skrzyżowanymi paskami papieru do pieczenia (powinny wystawać z blachy, tak, żeby pociągając za nie, można było wyjąć upieczone spody z blachy)
  9. tak przygotowaną blachę wyklejamy schłodzonym ciastem (odrywamy po kawałku i wyklejamy spód z małym brzegiem, który utrzyma krem), nakłuwamy widelcem spód
  10. wyklejone blachy wstawiamy na 30 min do lodówki
  11. piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  12. schłodzone ciasto wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 10 min, a następnie obniżamy temperaturę do 175 stopni Celsjusza i pieczemy jeszcze przez 10-15 min, do uzyskania złotego koloru
  13. upieczone spody wyjmujemy z piekarnika, studzimy w blaszkach/blaszce, a następnie wyjmujemy z blachy
  14. na upieczony spód wykładamy 3/4 uprażonych orzechów (bez łusek)
  15. czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w naczyniu nad kąpielą wodną
  16. gdy wszystkie kawałki się rozpuszczą, dodajemy do tego samego naczynia i mieszamy, do uzyskania gładkiego kremu
  17. krem zaraz po przygotowaniu rozprowadzamy na kruchym spodzie i orzechach
  18. pozostałe orzechy rozłupujemy na połówki i dekorujemy nimi wierzch ciasta
  19. ostawiamy do zastygnięcia kremu, podajemy schłodzone
Smacznego :-)




 

niedziela, 22 lutego 2015

Łatwy w przygotowaniu i efektowny torcik czekoladowy

Jak dla mnie najlepszym czekoladowym wypiekiem pozostaje ciasto czekoladowe z przepisu cioci mojej przyjaciółki Marty. Na świecie nie ma jednak ideałów, nie jest nim również to ciasto, bo bardzo długo się piecze (w porywach do 3h w niskiej temperaturze). Smaczną alternatywą dla osób mniej cierpliwych albo mających mniej czasu na pieczenie może być ciasto czekoladowe, o którym pisałam w jednym z wcześniejszych postów. Wykorzystując je jako "spód" i dodając prosty, smaczny krem na wierzchu, można uzyskać efektowny torcik bez większego wysiłku. Zrobiłam taki torcik na urodziny mojej szwagierki, Ani, a drugi raz na moje urodziny, dla znajomych z pracy, w obu przypadkach sprawdził się bardzo dobrze :-) Nada się na niedzielny deser bez okazji czy na torcik przygotowany na urodziny, imieniny czy inne okazje.

Torcik czekoladowy




















Składniki (na blachę o średnicy ok 24 cm):

SPÓD
takie jak tutaj na czekoladowy spód

KREM
  • 250g serka mascarpone
  • 1/2 tabliczki gorzkiej czekolady
  • 1 łyżka cukru pudru lub 2 łyżki syropu z agawy (można dodać więcej słodyczy, jeśli wolicie słodsze kremy - polecam spróbować zanim rozsmarujecie na spodzie i ocenić wedle własnego gustu, czy trzeba dosłodzić, czy nie; sam spód nie jest specjalnie słodki)
Przygotowanie:
  1. przygotowujemy spód zgodnie ze wskazówkami z tego wpisu
  2. gdy spód będzie upieczony, odwrócony, dociążony i wystudzony (= gotowy do dekoracji), szykujemy krem
  3. do niedużego garnka nalewamy wodę (1/4 pojemności), stawiamy na ogniu i doprowadzamy do zagotowania, a następnie zmniejszamy ogień, a na garnku stawiamy metalową miskę tak, żeby dno znalazło się we wnętrzu garnka, ale żeby nie dotykało powierzchni wody
  4. na dno miski wrzucamy połamaną czekoladę i rozpuszczamy ją w kąpieli wodnej
  5. gdy czekolada będzie już rozpuszczona, dodajemy serek mascarpone i powoli go podgrzewamy, mieszając z rozpuszczoną czekoladą, do uzyskania jednolitej masy
  6. na koniec dosładzamy cukrem pudrem lub syropem z agawy, zdejmujemy z ognia i studzimy
  7. po zupełnym wystudzeniu kremu, nakładamy go na spód, rozsmarowując po wierzchu i wychodząc nieco poza brzeg, żeby uzyskać efekt czapy
  8. na koniec, kolistymi ruchami, robimy "ślimakowy" wzorek na kremie na wierzchu ciasta, możemy wetknąć czekoladowe dekoracje (tak jak na zdjęciu) albo posypać czekoladową posypką/startą czekoladą
  9. przed podaniem schładzamy w lodówce przez 1-2h
Kremu nie należy rozsmarowywać kilkanaście godzin przed podaniem, bo nieco wysycha i robią się na nim brzydkie, ciemniejsze plamy.

Smacznego :-)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Mleczna wersja prawdopodobnie najlepszego ciasta czekoladowego naświecie

Ze wszystkich wpisów na moim blogu największą popularnością cieszy się ten poświęcony ciastu czekoladowemu, na które przepis dostałam od mojej przyjaciółki Marty, która to dostała go od swojej cioci (pozdrowienia dla obu pań :-). Ciasto z tego przepisu robiłam wiele razy i za każdym razem budziło entuzjazm konsumentów. Ostatnio dostałam od Mamy Wybranka dużą ilość pysznej szwajcarskiej mlecznej czekolady, której nie mogłam niestety sama skonsumować ze względu na rychłe zamążpóście i niechęć do płacenia fotografowi za obrabianie każdego zdjęcia po kątem sprawienia, żeby panna młoda nie wyglądała na nich grubo ;-) Postanowiłam więc podzielić się tą czekoladą ze znajomymi z pracy, przygotowując dla nich prawdopodobnie najlepsze ciasto czekoladowe na świecie, zastępując gorzką czekoladę z oryginalnego przepisu, czekoladą mleczną. W połączeniu ze świeżymi malinami, wersja ta wzbudziła podobny entuzjazm jak jej słodko-gorzka poprzedniczka. Nieco kwaskowate, soczyste maliny bardzo dobrze zgrały się z ciężkim, słodkim ciastem. Polecam :-)

Ciasto czekoladowe z mlecznej czekolady


Składniki (u mnie była tortownica o średnicy 26 cm, jeśli wykorzystanie mniejszą, ciasto będzie wyższe):
400 mlecznej czekolady dobrej jakości
330ml śmietany kremówki
150g masła (im więcej masła w maśle, tym lepiej)
6 jajek
110g cukru (połowę mniej niż w przypadku wersji z gorzkiej czekolady)
150g świeżych malin

Przygotowanie:
1. czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki lub siekamy, wrzucamy do miski
2. miskę ustawiamy na mniejszym od niej garnku z gorącą wodą, ale tak, aby dno miski nie dotykało powierzchni wody
3. rozpuszczamy czekoladę w tak przygotowanej kąpieli wodnej
4. w osobnym naczyniu podgrzewamy śmietanę, nie doprowadzając do zagotowania
5. do śmietany dodajemy masło i rozpuszczamy je w śmietanie
6. do roztopionej czekolady dodajemy gorącą mieszankę śmietanowo-maślaną i dobrze mieszamy
7. w osobnym naczyniu łączymy jajka i cukier - najlepiej wymieszać mikserem na małych obrotach
8. łączymy obie masy, mieszając mikserem
9. rozgrzewamy piekarnik do temperatury 100 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
8. blachę smarujemy masłem i wlewamy ciasto, a spód tortownica zabezpieczymy folią aluminiową (najlepiej, jeżeli mam pewność, że tortownica jest szczelna, ale na wszelki wypadek można owinąć)
9. wstawiamy do piekarnika (bez przykrywania) i pieczemy od 2,5 do 3,5 godz., aż zestali się przy ściankach tortownicy, a pośrodku będzie raczej miękkie (jak miękki ser żółty)
10. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy do temperatury pokojowej w blaszce (nie wyjmujemy przed wystudzeniem!)
11. wystudzone ciasto chłodzimy w lodówce przez kilka godzin, podajemy prosto z lodówki, posypując wierzch ciasta przez serwowaniem świeżymia malinami

Smacznego :-)

niedziela, 5 stycznia 2014

Czekoladowo-pomarańczowe muffiny

Czekoladowo-pomarańczowe muffiny to ulubiony wypiek mojego nielubiącego wypieków Wybranka. Najwyraźniej te babeczki są tak dobre, że smakują nawet komuś, kto co do zasady ciast nie jada. Mogą natomiast nie smakować dzieciom, no chyba, że macie w domu małych koneserów ciemnej czekolady.

Ciemne ciasto o czekoladowo-pomarańczowej nucie, miękkie, puszyste ciasto, a do tego łatwe i szybkie w wykonaniu, bez konieczności wykorzystywania złożonych, wieloczęściowych robotów kuchennych (w zasadzie można obyć się bez) - czego chcieć więcej od ciasta? ;-)

Czekoladowo-pomarańczowe muffiny

Składniki (na ok. 18 muffinów w papilotkach o średnicy 5cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 150g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 pomarańcza
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady
  • 125ml oleju (można zastąpić masłem)
  • 200g jogurtu naturalnego lub maślanki lub kefiru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
Przygotowanie:
  1. pomarańczę myjemy, a następnie sparzamy skórkę wrzątkiem
  2. osuszamy pomarańczę, ścieramy pomarańczową warstwę skórki (białej nie) i obieramy owoc z reszty skórki
  3. obrany owoc wrzucamy do blendera i blenderujemy na gładki płyn (jeśli nie macie blendera lub nie chcecie z niego korzystać, wówczas nie obieramy pomarańczy, a po prostu przekrajamy ją na pół i z każdej połowy wyciskamy sok)
  4. startą skórkę z pomarańczy łączymy z mąką, cukrem, proszkiem do pieczenia, szczyptą soli i czekoladą pokruszoną na małe kawałeczki (można to zrobić za pomocą blendera, zanim zblenderujemy pomarańczę)
  5. sok z pomarańczy (wyciśnięty lub zblenderowany) łączymy z esencją, jajkiem, jogurtem i olejem, mieszamy do uzyskania gładkiej masy
  6. obie mieszaniny (suchą i mokrą) łączymy i mieszamy, wystarczy łyżką, do połączenia składników
  7. jeżeli macie czas, miskę z masą na muffiny można przykryć ściereczką i odstawić na ok pół godz., żeby składniki dobrze się przegryzły - z moich obserwacji wynika, że jeżeli masa trochę postoi, muffiny są bardzie puszyste
  8. rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni Celsjusza, grzanie, od góry i od dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy tłuszczem, do każdej papilotki wlewamy masę (u mnie wychodzi po ok. 1,5 czubatej łyżki), do 3/4 wysokości papilotki
  10. tak przygotowaną blachę z masą wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23 min
  11. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i studzimy
  12. dla uzyskania jeszcze lepszego smaku, dobrze jest wystudzone muffiny zamknąć na kilka godzin w szczelnym pojemniku
Smacznego :-)

czwartek, 26 września 2013

Ciasto czekoladowe z cukinią

Dodawanie warzyw do ciast to fajny pomysł na eksperymentowanie z warzywami i ze słodkościami za razem. Do tej pory wypróbowałam ciasto pietruszkowe z przepisu koleżanki z pracy, Ewy, oraz czekoladowe muffiny z buraczkami czy piernikowe bułeczki na bazie puree ziemniaczanego, które zostały wyróżnione przez Piotra Bikonta w ubiegłorocznej edycji konkursu Kulinarny Blog Roku.Wszystkie te eksperymenty uznaję za udane :-)

Ostatnio do grona wypróbowanych przepisów na ciasta z warzywami dołączyła receptura ciasta czekoladowego z cukinią, znaleziona we wrześniowym wydaniu magazynu Kuchnia. Przepis ma formę obrazka, jego autorką jest Zofia Różycka, znalazł się na stronie 90 (ostatniej) wspomnianego wydania. Wcześniej kupiłam za dużo cukinii i nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić, oświeciło mnie po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tego przepisu. Podaję go poniżej, z kilkoma uwagami od siebie.

Ciasto wyszło miękkie, wilgotne i mocno czekoladowe. Niezbyt słodkie, raczej nie dla dzieci lubiących mega słodkie desery, ale dla dorosłych lubiących wyważoną słodycz. Dobre do kawy, a nawet do czerwonego wytrawnego wina (np. z winogron szczepu merlot; gorąco łączenie dobrej gorzkiej czekolady z wytrawnym czerwonym winem :-). Ciasto powędrowało do pracy i zostało poddane surowej ocenie moich koleżanek i kolegów, informacja zwrotna była pozytywna, dwóch kolegów (tak, tak, kolegów) poprosiło o podzielenie się przepisem :-)

Ciasto czekoladowe z cukinią z przepisu z magazynu Kuchnia

 Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x30cm):
  • 100ml oleju (słonecznikowego)
  • 180g cukru (można dodać więcej, jeśli wolicie słodsze wypieki)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 3 jajka
  • 250g mąki pszennej
  • 50g kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 400g startej cukinii
  • 150g czekolady (u mnie była gorzka, Wedla)
  • odrobina masła do wysmarowania blachy i mąki do obsypania
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania po wierzchu
Dwóch ostatnich pozycji w oryginalnym przepisie nie ma.

Przygotowanie:
  1. w jednej misce mieszamy olej, cukier, esencję waniliową i jajka - wystarczy dobrze rozmieszać widelcem, nie trzeba mikserem
  2. w drugiej misce mieszamy mąkę, kakao (dobrze najpierw przesiać je przez sitko, żeby nie było grudek), sodę, proszek do pieczenia i sól
  3. łączymy obie mieszaniny, dokładnie mieszając
  4. do masy dodajemy startą cukinie i drobno posiekaną czekoladę, mieszamy do uzyskania jednolitej masy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i oprószamy mąką, żeby ciasto nie przywarło na amen
  6. na tak przygotowana blachę wykładamy ciasto, starając się je równo rozprowadzić po powierzchni blachy
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu i od góry) i wstawamy blachę z ciastem
  8. pieczemy ok 45min (można pod koniec sprawdzić patyczkiem, czy już jest gotowe)
  9. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem (przesianym przez sitko)
Smacznego :-)

piątek, 26 kwietnia 2013

Ciasto "Cielaczek", odrobinę podrasowane

O istnieniu ciasta o nazwie "Cielaczek" dowiedziałam się będąc studentką. Moja najlepsza przyjaciółka, Eliza, studentka tej samej uczelni, upiekła je na jedną z wielu organizowanych przez nasze koło naukowe konferencji. Zapewne po to, aby ktokolwiek zechciał wziąć w niej udział - ciasto było prawdopodobnie bardziej zachęcające niż tematyka ;) Nie pamiętam już, jak ostatecznie było z frekwencją ani czego dotyczyła ta konferencja, pamiętam natomiast "Cielaczka" :) Chciałam wziąć od Elizy przepis i zrobić to ciasto dawno temu, ale okazało się, że przez tych kilka lat mi i "Cielaczkowi" było jakoś tak nie po drodze. Spotkaliśmy się po latach, przy stole, do którego zaprosiłam przyjaciół (w tym Elizę), serwując im raczej tradycyjne, domowe dania, kwalifikujące się do tych "z dzieciństwa", ale trochę odświeżone lub zmodyfikowane. Znalazła się wśród nich zupa ogórkowa, ale nie z kiszonych ogórków, tylko ze świeżych (przepis znajdziecie tutaj). Był też pieczony kurczak, urozmaicony dodatkiem świeżego rozmarynu i cytryny (przepis pewnie opublikuję na blogu w najbliższym czasie) z obgotowanymi, doprawionymi mieloną wędzoną papryką i podpieczonymi w piekarniku ziemniakami. A na deser wjechał "Cielaczek" - poza Elizą chyba nikt z gości nie uznałby tego ciasta za domowe czy tradycyjne, ale bardzo mi tu pasował. Ni to ciasto czekoladowe, ni sernik, taki misz masz. Smaczny, prosty, mało pracochłonny, z łatwo dostępnych składników - idealny deser dla rodziny. Nazwa i sernikowe łaty na cieście mogą przypaść do gustu dzieciom - tak jak mi ;)

Korzystałam z przepisu z bloga Kulinarne Spotkania, ale nieco go zmodyfikowałam, podrasowując kakaową warstwę ciasta przez dodanie do niej kawałków pokruszonej czekolady deserowej (gorzkiej nie było akurat w sklepie) Jedyna (nie wiem, czy powinnam teraz dodać jakiś znak sugerujący, że to nazwa zastrzeżona, czy nie - nie chciałabym narazić się nadgorliwym prawnikom Wedla...).

Ciasto "Cielaczek"

Składniki (na blachę o rozmiarach 20x30cm):

MASA KAKAOWA
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (duże, 32g)    
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 łyżki kakao w proszku
  • 3/4 szklanki oleju
  • 1 tabliczka (100g) czekolady deserowej (równie dobrze może być gorzka)
MASA SEROWA
  • 500g mielonego twarogu (u mnie gotowiec, z wiaderka)
  • 3 jajka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
Przygotowanie:
  1. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  2. Wszystkie składniki na masę kakaową wrzucamy do miski i miksujemy (lub intensywnie mieszamy łyżką, do osiągnięcia gładkiej masy)
  3. Czekoladę łamiemy na kostki, a następnie rozdrabniamy na mniejsze kawałki (wielkości ok. ziarenek pieprzu) w blenderze lub siekamy nożem
  4. Pokruszoną/posiekaną czekoladę dodajemy do masy kakaowej i mieszamy
  5. Blachę na ciasto wykładamy folią do pieczenia i wylewamy na nią masę kakaową i wyrównujemy
  6. W osobnej misce mieszamy składniki na masę serową - powinna być jednolita i na tyle rzadka, żeby spływała z łyżki
  7. Na masie kakaowej robimy kleksy z masy serowej (robione łyżką), po 2-3 łyżki na łatę (czyli 1, 2 i 3 łyżka masy w tym samym miejscu)
  8. Surowe ciasto z kleksami wstawiamy do rozgrzanego piekarnika (na środkową półkę) i pieczemy przez ok. 45min (tzw. suchego patyczka, który wbijamy w ciasto między łatami)
  9. Upieczone ciasto wyjmujemy z pieca i studzimy
  10. Podajemy wystudzone, można dodatkowo posypać cukrem pudrem, ale wtedy łaty będą mniej widoczne
Smacznego :)

niedziela, 10 marca 2013

Muffiny z mleczną czekoladą dla Filipa

Podstawowy przepis na muffiny w zasadzie ten sam co zwykle, ale tym razem zamiast gorzkiej czekolady dodałam mleczną, bo muffiny były na 13-te urodziny Filipa, chrześniaka mojego Wybranka. Mama Filipa, Paulina (pozdrowienia :) powiedziała nam, że Jubilat lubi wszystko, co z czekoladą, stąd czekoladowe muffiny. A że z moich obserwacji wynika, że dzieci (choć 13-latek to wcale nie takie znowu dziecko...) wolą czekoladę mleczną, dodałam mleczną czekoladę i mam wrażenie, że muffiny smakowały i "dziecku" i dorosłym. Do tego "gadżet" w postaci dekoracji z M&M'sów, który prawdopodobnie nie podniósł walorów smakowych całości, ale sprawił, że muffiny przyciągały uwagę :)

Muffiny z mleczną czekoladą

Składniki (na 12 muffinów o średnicy 5 cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 130g cukru
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 tabliczka mlecznej czekolady (100g, u mnie była Milka)
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • ok. 200g jogurtu greckiego (na oko pół dużego kubka)
  • 1 jajko
  • dekoracja: 1/2 tabliczki mlecznej czekolady plus 100g czekoladowych M&M'sów (jeśli wolicie, równie dobrze mogą być orzechowe; fajnie sprawdzą się również całe lub posiekane migdały lub rodzynki - moim zdaniem bardzo dobrze pasują do mlecznej czekolady... no ale nie dają takiego kolorowego efektu jak M&M'sy )
Przygotowanie:
  1. jedną tabliczkę czekolady drobno siekamy lub rozdrabniamy w blenderze (polecam to drugie rozwiązanie, bo dzięki temu cały blat nie będzie usiany drobinkami czekolady - jeśli korzystacie z blendera, polecam rozdrobnienie czekolady na kawałeczki wielkości małych kamyczków)
  2. rozdrobnioną czekoladę wsypujemy do miski i dodajemy resztę suchych składników (mąkę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia) i mieszamy
  3. w osobnym naczyniu mieszamy mokre składniki: olej, jogurt i jajko
  4. łączymy obie mieszaniny i mieszamy (wystarczy łyżką, nie trzeba angażować robota kuchennego)
  5. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  6. blachę do muffinów wykładamy papilotkami (w przypadku dodatku czekolady tak będzie najlepiej, bo bez papilotek cała blacha będzie oblepiona czekoladą) i nakładamy do nich masę (do wysokości ok. 4/5 papilotki, zużywając całe ciasto)
  7. blachę wstawiamy do rozgrzanego piekarnika i pieczemy przez ok. 23min
  8. po upieczeniu wyjmujemy muffiny z piekarnika i studzimy
  9. dekoracja: rozpuszczamy 1/2 tabliczki czekolady w kąpieli wodnej (w miseczce ustawionej nad garnkiem z lekko gotującą się wodą, tak, aby dno miski nie było zanurzone w wodzie) i smarujemy wierzch muffinów roztopioną czekoladą, a następnie "przylepiamy" do polewy M&M'sy
Muffiny są równie dobre bez dekoracji, np. na śniadanie, popijane mlekiem :)



poniedziałek, 31 grudnia 2012

Czekoladowe muffiny z wiśniami

Połączenie czekolady i wiśni to klasyk, prawie tak dobry, jak połączenie czekolady i pomarańczy czy czekolady i mięty. Kilka tygodni temu postanowiłam wykorzystać to połączenie w muffinach, głównie dlatego, że miałam "na stanie" drylowane wiśnie w kompocie, kakao oraz gorzką czekoladę i chciałam upiec muffiny dla osób, które zajmowały się moim dziadkiem i pomogły mu w powrocie do zdrowia. Przy okazji kilka nadprogramowych muffinów trafiło w ręce rodziny mojej mamy, której członkowie zamówili sobie takie muffiny na święta. W zasadzie nadają się na każdą okazję. I na brak okazji również :) Jeżeli istnieje taka potrzeba, można dostosować je do danej okazji odpowiednią dekoracją - ja miałam w domu cukrową posypkę w kształcie płatków śniegu i wykorzystałam ją do dostosowania tych muffinów na okoliczność Bożego Narodzenia. Ale równie dobrze smakowały bez posypki.

Robiłam te muffiny w wersji mini (podstawa o średnicy 3 cm) i normalnej (5 cm), obie były dobre, ale mini muffiny chyba lepsze. Składniki i postępowanie jest takie samo w obu przypadkach, z tym, że mini miffiny piekłam 20 minut w 180 stopniach, a te normalne 23-25 minut w tej samej temperaturze.

Czekoladowe muffiny z wiśniami

Składniki (na ok. 20 muffinów o średnicy 5 cm lub 2 blachy mini muffinów):
  • 300g mąki pszennej
  • 120g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16g)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki kakao
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady (100g, u mnie wedla)
  • 1 jajko
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 185g jogurtu naturalnego (u mnie grecki)
  • 1 słoik drylowanych wiśni o pojemności ok 700-720ml (np. marki Vortumnus lub Rolnik)
Przygotowanie:
  1. wiśnie odcedzamy - zalewa przypomina kompot, można spokojnie go wypić - i zostawiamy na sitku, żeby pozbyć się płynu
  2. czekoladę drobno siekamy lub rozdrabniamy w blenderze na bardzo małe kawałki (np. wielkości ziaren kaszy gryczanej)
  3. w jednym naczyniu mieszamy mąkę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia, kakao (uwaga na grudki - jeśli są, należy kakao przesiać) oraz rozdrobnioną czekoladę
  4. w osobnym naczyniu mieszamy jajko, olej i jogurt
  5. łączymy obie mieszaniny, dodajemy wiśnie i delikatnie mieszamy (żeby nie zmiażdżyć wiśni)
  6. przekładamy ciasto do formy na muffiny wyłożonej papilotkami lub wysmarowanej tłuszczem (zwykle używam masła) - po 1 kopiastej łyżce ciasta na normalne muffiny lub po 1 kopiastej łyżeczce na mini muffiny - wierzch możemy ozdobić cukrową posypką (moja była wyprodukowana przez markę Dr. Oetker, cukrowe śnieżynki nie rozpuściły się w trakcie pieczenia i ładnie "przylgnęły" do ciasta, nie odpadały po upieczeniu)
  7. blachę z ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu, na środkową półkę i pieczemy 20 (mini) lub 23-25 minut (normalne)
  8. po upieczeniu wyjmujemy muffiny z piekarnika i studzimy
  9. przechowujemy w szczelnym opakowaniu, żeby nie wysychały, np. w puszce lub na talerzu szczelnie owiniętym folią
Smacznego :)

wtorek, 23 października 2012

Pomarańczowe muffiny z niespodzianką :)

Pomarańcze i gorzka czekolada do jedno z najbardziej udanych deserowych połączeń, jakie znam. Myślę, że Wybranek przyznałby mi w tym miejscu rację - często dodaje sok z pomarańczy do swojego musu z gorzkiej czekolady, a jego ulubione muffiny to właśnie te z pomarańczowym aromatem i kawałkami czekolady. Wykorzystałam ten prosty przepis na cytrynowe muffiny, dodając do ciasta pewną niespodziankę zamiast czekolady, a czekoladę rozpuściłam i udekorowałam nią wierzch muffinów.

Przeglądając portal foodgawker.com, trafiam na wiele przepisów, w których do przygotowywania wypieków wykorzystuje się różnego rodzaju popularne słodycze, np. serniki z Oreo, ciasteczka z M&Msami czy też muffiny z popularnymi w USA, a u nas mało znanymi pralinkami Reese's z orzechowym nadzieniem. Idąc tą drogą, upiekłam muffiny, w których "zatopiłam" nadziewane dżemem pomarańczowym toruńskie pierniczki w polewie czekoladowej. Muffiny wyszły smaczne, zaskakując konsumentów swoim bogatym wnętrzem ;) W przypadku ciastek liczy się jednak nie tylko wnętrze, ale także, a wręcz - przede wszstkim, wygląd zewnętrzny, który również był udany :) Zachęcam do wypróbowania tego przepisu i eksperymentów z dodawaniem różnego rodzaju słodyczy do wypieków.

Pomarańczone muffiny z niespodzianką

Składniki (na 12 muffinów o średnicy 5cm):
  • 200g mąki pszennej
  • 100g cukru
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 pomarańczy
  • 1 jajko
  • 120ml kefiru lub maślanki
  • 80 ml oleju słonecznikowego
  • 12 małych, okrągłych pierniczków z pomarańczowym nadzieniem, w czekoladzie (ja użyłam pierniczków marki Kopernik, w opakowaniu było 13 sztuk, jedno posłużyło do przeprowadzenia due diligence ;)
  • 1/2 gorzkiej czekolady (u mnie Wedla)
Przygotowanie:
  1. w jednym naczyniu mieszamy mąkę z cukrem i proszkiem do pieczenia
  2. pomarańczę dokładnie myjemy, wyciskamy sok z połówki i ścieramy skórkę, też z połówki (ja starłam skórkę za pomocą takiego sprytnego narzędzia, dzięki któremu uzyskałąm pomarańczowe "loczki")
  3. sok wyciśnięty z pomarańczy łączymy w osobnym naczyniu z jajkiem, kefirem i olejem słonecznikowym, mieszamy do uzyskania gładkiej masy
  4. łączymy suchą i mokrą mieszaninę
  5. blachę do pieczenia muffinów wykładamy papilotkami
  6. na dno każdej papilotki nakładamy łyżeczkę ciasta, a następnie wtykamy w nie pierniczki
  7. następnie przykrywamy pierniczki resztą ciasta, dzieląc je równomiernie na 12 porcji (po 1 czubatej łyżce)
  8. blachę z tak przygotowanymi muffinami wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza (środkowa półka, bez termoobiegu) i pieczemy przez 25 min
  9. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i studzimy
  10. w międzyczasie rozpuszczamy gorzką czekoladę w kąpieli wodnej i polewamy nią wystudzone muffiny
  11. wierzch każdego muffina dekorujemy skórką startą z pomarańczy
Smacznego :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Czekoladowe muffiny z buraczkami

Słodkie wypieki z wykorzystaniem warzyw to dla mnie nowe (ale nie zupełnie nowe, bo robiłam już muffiny z marchewką czy z dynią) terytorium. Z zamiarem upieczenia muffinów z buraczkami nosiłam się od jakiegoś czasu, odkąd zobaczyłam w telewizji program o przygotowywaniu posiłków o obniżonej kaloryczności, w którym zaprezentowano ciasto czekoladowe z buraczkami. Dodaje się je, aby zmniejszyć ilość tłuszczu i mąki w składnie wypieków, a jednocześnie zachować wilgotność ciasta.

Muffiny czekoladowe zamówiła sobie Justyna, koleżanka Wybranka ze studiów, którą odwiedziliśmy w miniony piątek, żeby osobiście poznać jej kilkumiesięczną córeczkę Polę. Chodziło o muffiny z czekoladowego ciasta i kawałkami czekolady. Postanowiłam, że to dobry moment na wypróbowanie znalezionego już dawno i dodanego do listy "do wypróbowania" przepisu na kakaowe muffiny z buraczkami z bloga Moje Wypieki. Dość ryzykowny pomysł jak na szykowanie deseru nie dla siebie, ale dla kogoś, ale nigdy nie zawiodłam się na przepisach z tego bloga, założyłam więc, że i tym razem nie będzie źle.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym trochę tego przepisu nie zmodyfikowała ;) Najpoważniejsze modyfikacje polegały na dodaniu do ciastak startej na tarce o grubych oczkach gorzkiej czekolady (72% kakao,125-gramowa tabliczka, z certyfikatem Fair Trade - do kupienia w delikatesach Marks & Spencer) oraz polaniu muffinów rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą (też gorzką). Ciasto wyszło puszyste i wilgotne, smak buraczków było czuć jedynie w momencie, gdy muffiny były jeszcze ciepłe. Po wystudzeniu, polaniu rozpuszczoną czekoladą, zawinięciu w folię spożywczą i kilkugodzinnym schłodzeniu smak buraczków stał się zupełnie niewyczuwalny, a muffiny zdaje się przypadły konsumentom do gustu ;) Kolejne eksperymenty z dodawaniem warzyw do ciast już wkrótce :)

Czekoladowe muffiny z buraczkami
[oryginalny przepis pochodzi z bloga Moje Wypieki, można go znaleźć tutaj]

[muffiny zaraz po wyjęciu z piekarnika, jeszcze przed polaniem roztopioną czekoladą]


Składniki (na 12-14 muffinów o średnicy 5cm):

  • ok. 500g surowych buraków (mniej więcej 2 duże buraki)
  • 260g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (w oryginale jest 1 plus 3/4 łyżeczki sody)
  • 2 łyżeczki kakao (w oryginale jest 35g)
  • 150g cukru
  • 2 jajka
  • 80 ml oleju
  • 80 ml kefiru (może też być maślanka)
  • 2 gorzkie czekolady (ja miałam po 125g, ale 100-gramowe też będą ok)
Przygotowanie:
  1. buraki porządnie umyć, a następnie ugotować do miękkości (ja zawsze gotuję ze skórką, a obieram dopiero po ugotowaniu)
  2. ugotowane buraki kroimy na kawałki, wrzucamy do blendera i blendujemy na pures (powinniśmy uzykać ok 330ml pure)
  3. mąkę mieszay z proszkiem do pieczenia, cukrem i kakao
  4. w osobnym naczyniu jajka mieszamy z olejem i kefirem
  5. do mieszanki suchych składników dodajemy buraczane pure oraz mieszankę mokrych składników
  6. 1 tabliczkę czekolady ścieramy na tarce o dużych oczkach, najlepiej prosto do ciasta, mieszamy
  7. porcje ciasta (po ok 2 łyżki) przekładamy do blachy wyłożonej papilotkami (ciasta powinni być tyle, żeby sięgało do 2/3 wysokości papilotki)
  8. wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy 25min
  9. po upieczeniu studzimy
  10. drugą tabliczkę czekolady łamiemy na kawałki i wrzucamy do miski, którą stawiamy nad garnkiem z wrzącą wodą (uwaga, dno miski nie powinno stykać się z taflą wody) i ropuszczamy czekoladę
  11. rozpuszczoną czekoladą polewamy lub smarujemy pędzelkiem wystudzone babeczki
  12. po zastygnięciu czekolady możemy zabezpieczyć muffiny folią i wstawić je do lodówki, żeby czekolada się schłodziła
Muffiny z tego przepisu pięknie wyrastają, spokojnie można je serwować bez polewy czekoladowej - same w sobie dobrze się prezentują. Nie są zbyt słodkie, jeżeli wolicie bardziej niż mniej słodkie wypieki, dodajcie więcej cukru (np. 180-200g). Smacznego :)

P.S. Serdeczne pozdrowienia dla Justyny, Polci i Przemka :)

piątek, 1 czerwca 2012

Ciasteczka z m&msami na Dzień (Dużego) Dziecka :)

Dzień Dziecka jest dla mnie kolejnym (z wielu) pretekstów do zabrania się za pieczenie ;) Tym razem do konsumpcji zostaną zaproszone (lub przymuszone, jak zwał, tak zwał) moje koleżanki i koledzy z pracy. Chciałam przygotować coś 1) słodkiego (w końcu i duże, i małe dzieci lubią słodycze), 2) niewielkiego (żeby można było zjeść na 1-2 kęsy, chowając się przed innymi za winklem biurowego korytarza ;), 3) kojarzącego się z dziecięcymi przysmakami. W ten sposób powstał pomysł na ciasteczka z m&msami. Przeczytałam wiele przepisów na takie ciastka (głównie z amerykańskich blogów), ale jakoś żaden z nich mnie nie powalił. Postanowiłam więc opracować własny przepis. To opracowanie polegało na lekkiej modyfikacji innych pysznych ciasteczek, które wymyśliłam i zgłosiłam do konkursu Kulinarny Blog Roku. Ciasto jest to samo, dżemu w tym przypadku nie dodaję, a za dekorację służą m&msy. Proste i dziecięco efektowne :) Myślę, że z chęcią schrupią je i duże, i małe dzieci, którym życzę wiele radości w dniu ich święta :)

Ciasteczka z m&msami


Składniki (na 50-60 ciasteczek)
  • 1 duże (ok 200g, z czego zużyjemy ok 150g) opakowanie czekoladowych m&msów 
  • 300g mąki pszennej
  • 180g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 2 żółtka
  • 225g masła (niesolonego)
Przygotowanie:
  1. na ok. 1 godzinę przed rozpoczęciem przygotowywania tych ciasteczek wyjmujemy masło z lodówki, aby zmiękło, nabierając pokojowej temperatury
  2. miękkie masło łączymy z cukrem i cukrem waniliowym, a następnie ucieramy na gładką masę (można ułatwić sobie to zadanie korzystając z miksera lub robota kuchennego)
  3. do masy maślano-cukrowej dodajemy żółtka i dobrze mieszamy
  4. w osobnym naczyniu mieszamy mąkę, sól i proszek do pieczenia
  5. suchą mieszaninę stopniowo dodajemy do masy, cały czas mieszając
  6. po połączeniu wszystkich składników powinniśmy uzyskać masę o konsystencji tłustego twarogu
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu)
  8. blachę do pieczenia wyścielamy papierem do pieczenia
  9.  z ciasta fomujemy kuleczki wielkości małego orzecha włoskiego i układamy je na papierze do pieczenia (uwaga: ciasteczka trochę urosną, dlatego nie powinno się zbytnio stłaczać ich na blaszce
  10. kuleczki spłaszczamy palcem, formując placuszki
  11. na każdym placuszku układamy po 3 m&msy, leciuko wciskając je w ciasto
  12. gotowe ciasteczka wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, na środkową półkę
  13. pieczemy ok. 15 min, do uzyskania rumianego koloru
  14. po wyjęciu z piekarnika ciasteczka są miękkie i delikatne - ostrożnie przekładamy je na talerz lub inne naczynie do serwowania i studzimy; po wystudzeniu ciasteczka stają się chrupiące
  15. powyższe czynności powtarzamy (z tej ilości składników wychodzi 4-5 blach z ciastkami)



Przechowywać w szczelnie zamykanym pojemniku, np. w słoju lub puszce na ciastka, o ile w ogóle zostanie coś do przechowania ;)

niedziela, 20 maja 2012

Prawdopodobnie najlepsze ciasto czekoladowe na świecie

W "młodości" nie byłam fanką czekoladowych deserów, nie lubiłam ani czekoladowych ciast, ani czekoladowych lodów. Sama czekolada, ale mleczna, broń Boże gorzka, wchodziła mi nieźle, ale poza tym wolałam słodkości w jaśniejszych kolorach, o aromacie wanilii czy cytryny. Jednak - jak już kiedyś pisałam - do wszystkiego w życiu trzeba dorosnąć, także do czekoladowych deserów :) Kilka lat temu polubiłam gorzką czekoladę, którą bardzo chętnie popijam czerwonym wytrawnym winem (jeśli nie próbowaliście - spróbujcie, naprawdę dobrze się komponują), zaczęłam też jeść czekoladowe wypieki i sama je przygotowywać. Jak dotąd nie przekonałam się jedynie do czekoladowych lodów, ale najwyraźniej po prostu jeszcze do nich nie dojrzałam. Albo po prostu nie trafiłam jeszcze na te jedyne lody czekoladowe ;)

W tematyce czekoladowych ciast absolutne mistrzostwo osiągnęła ciocia Marty (członkini Bandy Drombo, znaczy nie ciocia, tylko Marta ;), od której Marta dostała przepis na "tort czekoladowo-kawowy", który w wykonaniu mojej przyjaciółki ewoluował do postaci pysznego, wilgotnego i mega czekoladowego ciasta. Marta zdaje się nie gotuje zbyt często, ale jak już stanie przy garach, efekt pozostaje w pamięci na długo (mój Wybranek nadal wzdycha do zupy porowo-ziemniaczanej, którą zaserwowała nam z 1,5 roku temu ;). Tak było i z tym ciastem. Wymaga trochę zachodu, ale efekt jest naprawdę fantastyczny - przekonajcie się sami. To prawdopodobnie najlepsze ciasto czekoladowe na świecie, a na pewno najlepsze, jakie w życiu jadłam. I najbardziej kaloryczne, ale ciii - w deserach w końcu nie chodzi o to, żeby były dietetyczne. Marta radzi po prostu nie zdradzać częstowanym składu ciasta, niech sobie jedzą w spokoju i się delektują  - zgadzam się z tą radą :)

Ciasto czekoladowe (cioci) Marty

Składniki (poniższa ilość składników wystarcza na niewielki torcik, z tortownicy o średnicy ok 20-21 cm lub na ciasto z takiej blaszki, jak na keks):
  • 400g gorzkiej czekolady (wybrałam czekoladę Wedla, bo z takiej Marcie wyszło dobre ciasto - wiem, że próbowała też z czekoladą innej marki, ale nie wyszło, wybrałam więc sprawdzone rozwiązanie)
  • 330ml śmietany kremówki (ok. 30% tłuszczu)
  • 150g masła
  • 6 jajek
  • 220g cukru
  • 100ml kawy (u mnie zaparzona z wykorzystaniem lejka i filtra do ekspresów przelewowych, ale można spokojnie użyć innej - albo z ekspresu, albo po turecku - ale bez fusów może ;) - albo rozpuszczalnej)
Przygotowanie:
  1. czekoladę połamać na mniejsze kawałki lub posiekać, wrzucić do miski
  2. miskę ustawić na mniejszym od niej garnku z gorącą wodą, ale tak, aby dno miski nie dotykało powierzchni wody
  3. rozpuścić czekoladę w tak przygotowanej kąpieli wodnej
  4. w osobnym naczyniu podgrzewamy śmietanę, nie doprowadzając do zagotowania
  5. do śmietany dodajemy masło i rozpuszczamy je w śmietanie
  6. do roztopionej czekolady dodajemy gorącą mieszankę śmietanowo-maślaną i dobrze mieszamy (pod wpływem gorącej śmietany z masłem czekolada się stopi, powinniśmy uzyskać gęstą masę czekoladową)
  7. w osobnym naczyniu łączymy jajka, cukier i kawę - najlepiej wymieszać mikserem na małych obrotach
  8. łączymy obie masy, mieszając mikserem
  9. rozgrzewamy piekarnik do temperatury 100 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  10. blachę smarujemy masłem i wlewamy ciasto
  11. wstawiamy do piekarnika (bez przykrywania) i pieczemy od 2,5 do 3,5 godz.- w przepisie, który Marta dostała od swojej cioci było napisane, że trzeba piec to ciasti 2,5-3 godz., "aż zestali się przy ściankach tortownicy, a pośrodku będzie dość miękkie"
  12. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy do temperatury pokojowej w blaszce (nie wyjmujemy przed wystudzeniem!)
  13. wystudzone ciasto chłodzimy w lodówce (ja piekłam to ciasto w piątek wieczorem, a następnie trzymałam je w lodówce przez całą dobę - serwowałam je na deser do sobotniej kolacji)
  14. jak radzi Marty ciocia - kroimy gorącym, ale suchym nożem
Od siebie dodałam dekorację ciasta. Wzięłam jeszcze jedną tabliczkę gorzkiej czekolady (100g), którą rozpuściłam w kąpieli wodnej (metalową miskę z połamaną czekoladą podstawiłam nad garnkiem z lekko bulgoczącą wodą), a następnie posmarowałam wierzch zimnego (z lodówki) ciasta rozpuszczoną czekoladą. Sparzyłam wrzątkiem pomarańcz, starłam skórkę i posypałam wierzch ciasta (posmarowany wcześniej rozpuszczoną czekoladą) startą skórką. Skomponowało się super, i wizualnie, i smakowo (czekolada i pomarańcze to świetna kombinacja). Następnie wstawiłam do lodówki jeszcze na jakąś godzinę, przed podaniem. Ładnie wyglądałby też pewnie listek mięty na wierzchu, ale mięty akurat nie miałam za to chyba wszystkie inne dostępne w polskich sklepach świeże zioła - natkę, koperek, szałwię, tymianek, estragon, kolendrę, bazylię, czego tylko dusza zapragnie; ale mięty oczywiście nie... ;).

Szczerze polecam to ciasto, mimo, że 3-godzinne pieczenie w niskiej temperaturze może wystawić cierpliwość mniej cierpliwych osób na próbę. Ale naprawdę warto zaczekać na to wilgotne ciasto czekoladowe o aksamitnym, acz zdecydowanym smaku i konsystencji sernika. No i nie zawiera mąki (jakby to miało jakieś znaczenie przy tych wszystkich kcal ;) Smacznego!


 
 
Dodatkowe uwagi | 03.02.2013
Zaprezentowałam ten przepis na łamach rzeszowskiego wydania Gazety Wyborczej:
 
Autorce artykułu z tym przepisem powiedziałam, że największą sztuką w robieniu tego ciasta jest wyczucie, kiedy osiągnie właściwą konsystencję. Może to być po 2,5, po 3 albo i po 3,5 godzinach pieczenia. Wszystko zależy od danego piekarnika. Właśnie przed chwilą skończyłam piec to ciasto dla mojego brata. Powiedziałabym, że ciasto powinno lekko odstawać od brzegów, a środek/wierzch w dotyku powinnien być sprężysty i przypominać miękki ser żółty lub mocno stężałą galaretę. Gdy będziecie sprawdzali stopień upieczenia, nie naciskajcie ciasta zbyt mocno, bo jego powierzchnia jest delikatna i pozostawiacie ślady.
 
Jeśli nie macie 100% pewności co do szczelności blaszki, w której będziecie piekli ro ciasto, zabezpieczcie ją od spodu folią aluminiową, żeby nic nie wyciekło i nie zabrudziło Wam piekarnika.

wtorek, 14 lutego 2012

Na Walentynki - muffinki :)

Gorzka czekolada, serek mascarpone i żelki malinowe w kształcie serduszek, a do tego kilka prostych składników i mamy walentynkowe muffiny. Na ich pieczenie jest już trochę późno (w momencie, gdy powstaje ten post wiele osób zapewne jest już na walentynkowej randce lub właśnie kończy przygotowania do spotkania ze swoją Walentynką), ale może w przyszłym roku ten pomysł kogoś zainspiruje do zgotowania bliskiej sercu osobie walentynkowych muffinów :)

Walentynkowe muffiny
[autorką zdjęcia jest Renata, moja druga "połówka" z marketingowo-prowskiego zespołu, znanego jako Renato-Magd ;) zdjęcie zostało wykonane aparatem z telefonu iPhone 4S, a przy okazji przekonałyśmy się, że  - wbrew temu, co można dowiedzieć się z reklamy tego telefonu - aparat z iPhone'a 4S wcale nie jest jedynym aparatem, jakiego potrzebujemy ;)]

Składniki (na 16-18 sztuk):
  • 300g mąki pszennej
  • 150g cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 180ml jogurtu naturalnego
  • 2 czubate łyżki kakao
  • 50g (pół tabliczki) gorzkiej czekolady (polecam Wedla lub Lindt, innych nie polecam)
  • 250g serka Mascarpone (marki Piątnica lub z importu)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 3 łyżki cukru pudru
  • żelki w kształcie serduszek (moje były malinowe, kupione na stoisku delikatesowym w Marks & Spencer - naprawdę polecam, były pyszne, miały intensywny malinowy smak) albo inny rodzaj dekoracji (np. czekoladowe serduszka lub cukrowa posypka w kształcie serduszek)
Przygotowanie:
  1. łamiemy czekoladę na niewielkie kawałki, wkładamy je do kubeczka od blendera i blenderujemy do uzyskania czekoladowych okruchów wielkości cząsteczek kawy rozpuszczalnej
  2. mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę, zblenderowaną czekoladę i kakao mieszamy w jednej misce
  3. w drugiej misce mieszamy jajko, olej i jogurt
  4. łączymy obie mieszaniny w gładką masę z grudkami czekolady
  5. nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu, grzanie z góry i z dołu
  6. blachę do muffinów wykładamy papilotkami (najlepiej w serduszka :) lub natłuszczamy
  7. do każdej papilotki/każdego natłuszczonego zagłębienia nakładamy porcję ciasta (ciasto powinno sięgać do 2/3 wysokości papilotki lub głębokości zagłębienia)
  8. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23min
  9. zaraz po wstawieniu muffinów do piekarnika, zabieramy się za robienie kremu - w tym celu mieszamy serek mascarpone z 3 łyżkami cukru pudru i 2 łyżkami esencji waniliowej (wypróbowałam też inną opcję - zamiast cukru pudru i esencji dodałam cukier waniliowy, 1 duże opakowanie, 32g, i też było ok)
  10. po dokładnym wymieszaniu mascarpone z cukrem i esencją, przykrywamy naczynie, w którym znajduje się krem (ja zwykle mieszam w opakowaniu, w którym kupiłam serek), i wstawiamy je do lodówki, żeby krem się schłodził, a smaki dobrze wymieszały
  11. po upieczeniu studzimy muffiny
  12. gdy muffiny będą już zupełnie zimne, dekorujemy wierzch każdego z nich kremem, a na kremie układamy żelkę w kształcie serduszka lub inną dekorację
I tyle. Smacznego :)

Słodkich Walentynek Wam życzę :) I miłości. A sama udaję się na walentynkową ucztę przygotowaną przez Wybranka :)

niedziela, 18 grudnia 2011

Amerykańskie ciasteczka z kawałkami czekolady i orzechów laskowych z przepisu Elizy

Moja najbliższa przyjaciółka - Eliza - piecze te ciasteczka od lat. "Amerykańskie", bo przepis został zaimportowany przez rodzinę Elizy, której członkowie wiele lat mieszkali w USA. Przepis ten jako pierwsza wynalazła i wypróbowała podobno starsza siostra Elizy. Nie chciała go nikomu zdradzić, twierdząc, że to jej kulinarna tajemnica. Z czasem okazało się, że przepis pochodzi z opakowania z dropsami czekoladowymi do wypieków ;) I po tajemnicy :)

Poprosiłam Elizę o przepis, bo jakiś czas temu dostałam od niej sporo tych ciasteczek, a część mojej porcji trafiła w ręce mojej siostry, której ciasteczka te bardzo przypadły do gustu. Poprosiłam o przepis, żeby zrobić je dla mojej siostry, zastrzegając, że nie zdradzę go na blogu ;) Eliza stwierdziła jednak, że z tego przepisu wychodzą tak dobre ciasteczka, że warto się nim dzielić z innymi. Zostałam więc namaszczona do opublikowania tego przepisu, co niniejszym czynię.

Amerykańskie ciasteczka Elizy

Składniki (z tej ilości składników wychodzi ok 30-35 dużych ciastek, o średnicy ok. 6 cm):
  • 2,5 szklanki (425g) mąki pszennej,
  • 1 łyżeczka sody,
  • 1/2 łyżeczki soli,
  • 1 szklanka (220g) brązowego cukru (u mnie był jasny cukier muscovado, bo akurat taki miałam na stanie ;),
  • 1/2 szklanki (110g) zwykłego cukru,
  • 1 kostka (250g) masła,
  • 4 jajka,
  • 4 łyżeczki esencji waniliowej,
  • 2 szklanki pokrojonej czekolady (Eliza stosuje mleczną i gorzką czekoladę Wedla, po 2/3 tabliczki - ja miałam mleczną Wedla i gorzką Lindt z 70% kakao)
  • 1 szklanka (130g) orzechów posiekanych orzechów laskowych (mogą też być migdały)
Przygotowanie:
  1. przed pieczeniem wyjąć masło z lodówki, żeby zmiękło (ja zastosowałam patent z postawieniem miski z pokrojonym masłem na ciepłym kaloryferze na 10 min),
  2. rozgrzać piekarnik do 160-170 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu),
  3. masło rozetrzeć na gładką masę, utrzeć z cukrem brązowym i białym, stopniowo dosypując cukier do masła (w rozcieraniu dobrze sprawdza się taka ręczna trzepaczka do jajek, szczególnie jeśli jest pokryta gumą),
  4. do utartego z cukrem masła dodać jajka i esencję waniliową, utrzeć wszystko razem,
  5. w osobnym naczyniu wymieszać mąkę z sodą i solą,
  6. dodać sypką mieszaninę do miski z masą, dobrze wymieszać (najlepiej w robocie kuchennym, ale ja nie mam nic poza blenderem, więc musiała mi wystarczyć łyżka),
  7. pokroić czekoladę na niewielkie kawałki, posiekać orzechy,
  8. czekoladę i orzechy dodać do masy, dobrze wymieszać,
  9. blachę do pieczenia wyłożyć papierem pergaminowym i nakładać kupki ciasta (Eliza robi małe ciasteczka, obstawiam, że każde z łyżeczki ciasta; moje duże ciastka wyszły z 1 czubatej łyżki masy - mimo, że na początku kupki ciasta były dość zwarte, w trakcie pieczenia rozpłynęły się na boki, a w efekcie uzyskałam płaskie ciasteczka o dużej powierzchni) - Eliza radzi, żeby nakładać ciasto na blachę w ostępach ok. 5cm między kupkami (ja mam za małą blachę i niestety nie udało mi się uzyskać takiej odległości, dlatego niektóre ciastka zetknęły się bokami - nie miało to wpływu na smak, raczej na wygląd);
  10. ciastka piec ok. 20 min;
  11. po upieczeniu wystudzić.
Ciasteczka z tego przepisu bardzo dobrze komponują się z kawą, herbatą czy mlekiem. W tej ostatniej konfiguracji kojarzą mi się z amerykańskimi kreskówkami i filmami o tematyce świątecznej, w których dzieci zostawiały dla Świętego Mikołaja talerz ciasteczek i mleko przy kominku :)

środa, 26 października 2011

Mus czekoladowy z przepisu Wybranka

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią publikuję niniejszym trzeci akt tragedii pt.”Sobotnia kolacja w przyjaciółmi”. Tym razem w roli pierwszoplanowej wystąpi mus czekoladowy, a rolę reżysera, scenarzysty i narratora przejmie mój Wybranek. Do rzeczy.

Mus czekoladowy (mousse au chocolat) to deser odkryty w trakcie naszych wspólnych podróży kulinarnych. Rzecz działa się w Nicei, w pewnej pizzerii, do której zawitaliśmy znudzeni ciągłym objadaniem się typowymi daniami kuchni prowansalskiej ;) Towarzyszyli nam niemieccy emeryci i włoscy urlopowicze w nieemerytalnym wieku. Niemcy zawitali tam pewnie z ostrożności, a Włosi zwykle stołują się ze włoskich knajpach, nawet podczas zagranicznych wojaży i nawet w Prowansji, której kuchnia nie ustępuje ich rodzimej. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, po konsumpcji pizzy Wybranek zamówił deser. U podłoża tego zdziwienia leżał fakt, że w owym czasie (2009 rok) Wybranek nie był entuzjastą słodyczy (z czasem – pod moim wpływem oczywiście – przekonał się, że słodycze są jednak fajne ;). Nie tylko zamówił deser, ale nawet zjadł go ze smakiem. W tych okolicznościach zaczęło się jego zainteresowanie musem czekoladowym.

Przygodę z tym deserem kontynuował po powrocie z tamtych wakacji, wypróbowując różne przepisy w dążeniu do znalezienia tego jedynego. Pierwsza próba samodzielnego przygotowania tego deseru zakończyła się uzyskaniem czegoś o konsystencji czekoladowej cegły, którą spokojnie można byłoby uśmiercić każdego współbiesiadnika ;) Wybranka to jednak nie zniechęciło. Właściwą metodę przyrządzania musu opracował, posiłkując się m.in. wskazówkami Julii Child, choć ostateczna wersja przepisu polecanego przez Wybranka różni się niecood przepisu Julii.

Mus został wielokrotnie już zaserwowany rodzinie i przyjaciołom, zyskując sobie wielu wiernych fanów. Należy do nich B., która już jakiś czas temu zasugerowała, że dawno nie jadła musu i że przydałoby się jakieś zaproszenie na kolację z musowym deserem. Wybranek publicznie (na Facebooku) zobowiązał się do przygotowania tego deseru przy najbliższej okazji, oszczędzając mi w efekcie rozterek typu „Co podać na deser?”. Jak obiecał, tak zrobił i przygotował mus na moją sobotnią kolację z przyjaciółmi J


Tyle gwoli wstępu. Oddaję głos Wybrankowi (tym razem bez kursywy oznaczającej cytat, bo kursywę gorzej się czyta, a czytania będzie co niemiara ;).

Składniki:
  • Ciemna czekolada, z co najmniej 70-proc. zawartością kakao (ja zawsze używam czekolady Lindt 85 proc.)
  • Jajka
  • Masło (masło o 83-proc. zawartości tłuszczu, niesolone, a nie jakieś nie wiadomo co)
  • Sok z pomarańczy
  • Świeża mięta
Utensylia:
  • Trzy miski, najlepiej aluminiowe
  • Rondelek lub niewielki garnek do podgrzania wody
  • Naczynie z zimną wodą, ewentualnie zlew który możemy po napuszczeniu wody zatkać korkiem
  • Mikser/blender
  • Lejek lub obcięta końcówka butelki PET (np. po dużej wodzie mineralnej) lub rękaw cukierniczy
Generalne proporcje
- ile czekolady, tyle masła
- ile tabliczek czekolady, tyle jajek x 2
- ile tabliczek czekolady, tyle połówek pomarańczy
- ile tabliczek czekolady, tyle szklanek cukru/2

Porcja dla 3-4 osób
  • 1 tabliczka ciemnej czekolady (100 g)
  • ½ kostki masła (100 g masła)
  • 2 jajka
  • ½ pomarańczy
  • ½ (może być ¾, jeśli ktoś woli bardziej niż mniej słodkie desery) szklanki cukru + jedna łyżka cukru, którą dodamy do ubijanych białek
  • odrobina soli (na oko ½ szczypty)
  • świeża mięta
Przygotowanie:
  1. Kruszymy czekoladę na mniejsze kawałki, kroimy masło na mniejsze kawałki i wrzucamy razem do miski
  2. Na kuchence stawiamy rondel wypełniony do 1/3 wysokości wodą i czekamy aż woda będzie lekko bulgotała (w języku angielskim jest takie określenie „simmer”, które oddaje stan, do którego ta woda powinna być doprowadzona; w języku polskim odpowiednika tego słowa niestety chyba nie ma)
  3. Na rondlu z lekko bulgocącą wodą stawiamy miskę z pokrojoną czekoladą i pokrojonym masłem (UWAGA: dno miski nie może być zanurzone w wodzie)
  4. Mieszamy, aż masło i czekolada całkowicie się rozpuszczą i utworzą jednolitą masę. Następnie odstawiamy uzyskaną w ten sposób masę w chłodne miejsce (balkon świetnie jako pełni tę rolę, szczególnie jesienią ;)
  5. Jajka rozdzielamy – do jednej miski wbijamy białka, do drugiej żółtka.
  6. Z połówki pomarańczy wyciskamy sok i wraz z ½ szklanki cukru dodajemy do żółtek.
  7. Żółtka z cukrem i sokiem stawiamy na rondel z bulgocącą wodą i energicznie mieszamy, najlepiej trzepaczką do jajek – uzyskana masa musi być jednolita i przypominać majonez, powinna stracić nieco żółty kolor na rzecz białego.
  8. Zdejmujemy miskę z wody i - nie przerywając mieszania - wstawiamy do zlewu (lub większego naczynia) napełnionego zimną wodą - chodzi to, by masa się schłodziła; jednocześnie cały czas mieszamy jajeczną masę
  9. Gdy masa się schłodzi (co sprawdzamy wkładając palec do masy – gdy nie czujemy ciepła, to znak, że jest wystarczająco schłodzona), dodajemy ją do czekolady z masłem (która też już jest chłodna) Mieszamy chwilę i odstawiamy.
  10. Do białek dodajemy pół szczypty soli i ubijamy. Gdy są już trochę ubite, ale jeszcze nie sztywne, dodajemy łyżkę cukru i drobno posiekaną miętę – 7-10 dużych liści. Ubijamy dalej, na sztywno. 
  11. Po ubiciu i doprawieniu białek mieszamy je stopniowo z przygotowaną wcześniej masą czekoladową. UWAGA: najpierw wrzucamy 1/3 ubitego białka do czekolady i energicznie mieszamy na jednolitą masę; potem kolejną jedną trzecią i ostatnią. Lepiej nie wrzucać całego białka naraz, bo będą kłopoty z wymieszaniem.
  12. Gdy już mamy jednolitą masę, rozlewamy ją do szklanek lub pucharków - najlepiej przy pomocy rękawa cukierniczego, ale świetnie się też sprawdza obcięta butelka PET (Magda rekomenduje wykorzystanie buletki po dużej wodzie mineralnej ;).
  13. Po przełożeniu masy do szklanek/pucharków, przykrywamy je folią aluminiową i wstawiamy na min. 3 godziny do lodówki. Mus może stać w lodówce max 2-3 dni.
  14. Przed podaniem można udekorować mus, układając na wierzchu świeże liście mięty lub skórkę pomarańczową.


    Mus z przepisu Wybranka jest aksamitny, mocno czekoladowy, pyszny. Nie ma się co bać, że jest tuczący, bo jest bardzo sycący i naprawdę trudno jest zjeść więcej niż 1 porcję (a wielkość porcji można przecież kontrolować przy przekładaniu masy do szklanek czy pucharków) ;) Polecam!