Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukinia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cukinia. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 sierpnia 2016

Ciasto z cukinią i jabłkami

Odwiedziny u Dziadka zwykle kończą się powrotem do domu z bagażnikiem pełnym plonów z działki (lato) lub przetworów (pozostałe pory roku). Korzyści są obupólne - dziadek cieszy się, że może się podzielić owocami swojej pracy, a ja cieszę się z warzyw i owoców z pewnego źródła czy z przygotowanych z ich wykorzystaniem przetworów. Efektem ubocznym tej całej działkowej historii jest to, że Dziadek, rocznik 1931, prawdopodobnie m.in. dzięki aktywności fizycznej w ogrodzie, jest w znacznie lepszej formie nie tylko niż wielu jego równieśników, ale również niż niejeden 10 czy nawet 20 lat młodszy pan. Cały czas łudzę się, że aktywność fizyczna nie ma znaczenia, ale w swojej najbliższej rodzinie mam dowód na to, że wręcz przeciwnie...

Po ostatniej wizycie u Dziadka, wróciliśmy do domu obładowani cukinią i jabłkami odmiany antonówka śmietankowa. Pojawiła się zagwostka, co z tym całym cukiniowo-jabłkowym fantem zrobić. Nie żeby to był jakiś niefart, ale przy takim urodzaju trudno, aby cukinia czy jabłka nie popadły w niełaskę wskutek zbyt częstego goszczenia na stole ;-) Pojawiają się więc dylematy pt. jak zużyć ten cały zapas, żeby nie nieć dość. Wyobrażam sobie, że może to przypominać mityczne wysiłki rodziców, żeby przemycić warzywa w daniach serwowanych dzieciom i żeby te dzieci nie odmówiły konsumpcji.

Cukinia ma smak bardzo neutralny, żeby nie powiedzieć - mdły, dzięki czemu nadaje się jako baza/wypełniacz zarówno do wytrawnych, jak i słodkich dań. Robiłam już ciasta z cukinią i wiedziałam, że dodatek tego warzywa nadaje im lekkości i wilgotności. Tak było i tym razem. Skorzystałam z przepisu z bloga Najsmaczniejsze.pl, wprowadzając kilka modyfikacji. W cieście znalazły zastosowanie również jabłka, bo mój wypiek był z dodatkiem cynamonu i tych owoców. Ciasto miałam wziąć do pracy, żeby nie leżało i nie kusiło w domu (szczególnie, że z nas dwojga najczęściej tylko ja pochłaniam wypieki, Wybranek bardzo sporadycznie i selektywnie), ale oczywiście zapomniałam zabrać ze sobą przygotowanej do zabrania blachy z ciastem, a że to był piątek, musiałam się poświęcić w weekend i kawałek po kawałku pochłonąć je w pojedynkę. Gdybym tam w innych dziedzinach była równie zmotywowana i zaangażowana...

Ciasto jest wilgotne, niezbyt słodkie, smaczne. Polecam tym z Was, którzy niebezpiecznie zbliżają się do momentu przejedzenia cukinią (nie czuć jej w cieście ;-) i tym, którzy próbują komuś przemycić warzywa w diecie. Amatorom czekoladowych wypieków polecam też przepis na czekoladowe ciasto z dodatkiem tego warzywa.

Ciasto z cukinią i jabłkami



















Składniki (na blachę o wymiarach ok 20x30 cm)
  • 250 g cukinii (2 nieduże cukinie, ja miałam zielone, ale żółte też mogą być, będą mniej widoczne ;-)
  • 250 g mąki pszennej
  • 150 g masła
  • 150 g cukru trzcinowego
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu (w oryginale brak)
  • szczypta soli
  • 4 nieduże jabłka (w oryginale drylowane czereśnie, 150g)
Przygotowanie:
  1. masło wyjmujemy z lodówki z wyprzedzeniem, żeby zmiękło
  2. cukinię myjemy, usuwamy gniazda nasienne i ścieramy na tarce, na drobnych oczkach
  3. jabłka myjemy, obieramy, część kroimy w kostkę, a część w ósemki
  4. jajka miksujemy z miękkim masłem i cukrem, do uzyskania jednolitej masy
  5. w osobnym naczyniu mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, cynamonem i szczyptą soli
  6. następnie stopniowo dodajemy suchą mieszaninę do mokrej, mieszając za pomocą miksera/robota kuchennego
  7. do masy dodajemy startą cukinię i mieszamy
  8. na koniec do masy dorzucamy pokrojone w kostkę jabłka
  9. rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni Celsjusza
  10. blachę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy masę i wyrównujemy, na wierzchu układamy pokrojone w ósemkę jabłka
  11. wstawiamy do piekarnika, pieczemy przez 10 minut, a następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni Celsjusza i pieczemy przez kolejnych 40 minut (do uzyskania suchego patyczka)
  12. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, podajemy wystudzone
Smacznego :-)

czwartek, 26 września 2013

Ciasto czekoladowe z cukinią

Dodawanie warzyw do ciast to fajny pomysł na eksperymentowanie z warzywami i ze słodkościami za razem. Do tej pory wypróbowałam ciasto pietruszkowe z przepisu koleżanki z pracy, Ewy, oraz czekoladowe muffiny z buraczkami czy piernikowe bułeczki na bazie puree ziemniaczanego, które zostały wyróżnione przez Piotra Bikonta w ubiegłorocznej edycji konkursu Kulinarny Blog Roku.Wszystkie te eksperymenty uznaję za udane :-)

Ostatnio do grona wypróbowanych przepisów na ciasta z warzywami dołączyła receptura ciasta czekoladowego z cukinią, znaleziona we wrześniowym wydaniu magazynu Kuchnia. Przepis ma formę obrazka, jego autorką jest Zofia Różycka, znalazł się na stronie 90 (ostatniej) wspomnianego wydania. Wcześniej kupiłam za dużo cukinii i nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić, oświeciło mnie po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tego przepisu. Podaję go poniżej, z kilkoma uwagami od siebie.

Ciasto wyszło miękkie, wilgotne i mocno czekoladowe. Niezbyt słodkie, raczej nie dla dzieci lubiących mega słodkie desery, ale dla dorosłych lubiących wyważoną słodycz. Dobre do kawy, a nawet do czerwonego wytrawnego wina (np. z winogron szczepu merlot; gorąco łączenie dobrej gorzkiej czekolady z wytrawnym czerwonym winem :-). Ciasto powędrowało do pracy i zostało poddane surowej ocenie moich koleżanek i kolegów, informacja zwrotna była pozytywna, dwóch kolegów (tak, tak, kolegów) poprosiło o podzielenie się przepisem :-)

Ciasto czekoladowe z cukinią z przepisu z magazynu Kuchnia

 Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x30cm):
  • 100ml oleju (słonecznikowego)
  • 180g cukru (można dodać więcej, jeśli wolicie słodsze wypieki)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 3 jajka
  • 250g mąki pszennej
  • 50g kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 400g startej cukinii
  • 150g czekolady (u mnie była gorzka, Wedla)
  • odrobina masła do wysmarowania blachy i mąki do obsypania
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania po wierzchu
Dwóch ostatnich pozycji w oryginalnym przepisie nie ma.

Przygotowanie:
  1. w jednej misce mieszamy olej, cukier, esencję waniliową i jajka - wystarczy dobrze rozmieszać widelcem, nie trzeba mikserem
  2. w drugiej misce mieszamy mąkę, kakao (dobrze najpierw przesiać je przez sitko, żeby nie było grudek), sodę, proszek do pieczenia i sól
  3. łączymy obie mieszaniny, dokładnie mieszając
  4. do masy dodajemy startą cukinie i drobno posiekaną czekoladę, mieszamy do uzyskania jednolitej masy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i oprószamy mąką, żeby ciasto nie przywarło na amen
  6. na tak przygotowana blachę wykładamy ciasto, starając się je równo rozprowadzić po powierzchni blachy
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu i od góry) i wstawamy blachę z ciastem
  8. pieczemy ok 45min (można pod koniec sprawdzić patyczkiem, czy już jest gotowe)
  9. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem (przesianym przez sitko)
Smacznego :-)

piątek, 4 stycznia 2013

Sałatka z grillowanymi warzywami i parmezanem podpatrzona w Żużu

W poprzednim wpisie rozpływałam się nad sałatką z grillowanymi warzywami i parmezanem, serwowaną w bistro Żużu. Jakiś czas temu podjęłam próbę odtworzenia tego dania w domu. Wyszło nieźle :)

Sałatka z grillowanymi warzywami i parmezanem podpatrzona w Żużu
Składniki (dla 4-5 osób):
  • 1 średniej wielkości bakłażan
  • 1 średniej wielkości cukinia
  • 1 czerwona papryka
  • 1 żółta papryka
  • 1 duże opakowanie miksu sałat (duże = family, co najmniej 200g)
  • 15-20 pomidorków koktajlowych
  • 1 pęczek świeżej bazylii
  • 2 łyżki orzeszków piniowych (ja czasami stosuję zamiennie z blanszowanymi migdałami, choć to zakrawa o profanację)
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 1 łyżeczka miodu
  • oliwa z oliwek (do pesto i sosu balsamicznego)
  • parmezan (w kawałku, nie tarty; do pesto i jako dodatek do sałatki)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. cukinię i bakłażana myjemy, kroimy w plastry, układamy na sitku/talerzu/desce, oprószamy solą i odkładamy na pół godziny, żeby pozbawić je goryczki
  2. w międzyczasie myjemy papryki, pozbawiamy je gniazd nasiennych i kroimy w grube paski
  3. bazylię myjemy, osuszamy i wrzucamy do blendera (można też zastosować tradycyjne podejście i przygotować pesto w moździerzu kuchennym, ja poszłam jednak na łatwiznę)
  4. do bazylii dodajemy obrany i pokrojony na duże kawałki czosnek, orzeszki piniowe, kawałek parmezanu wielkości połowy kciuka (nieco rozdrobniony) i 8 łyżek oliwy
  5. całość blendujemy na masę z małymi grudkami, którą doprawiamy do smaku solą i pieprzem
  6. cukinię i bakłażana opłukujemy z soli, osuszamy ręcznikiem papierowym, a następnie doprawiamy solą i pieprzem i grillujemy do uzyskania pożądanej miękkości i stopnia przypieczenia (o tej porze roku na grillu elektrycznym lub na patelni grillowej lub w piekarniku z funkcją grill), to samo robimy z papryką
  7. sałatę wrzucamy do miski (po dużej garści na osobę) i mieszamy z sosem pesto
  8. doprawioną pesto sałatę układamy na talerzach, dodajemy przekrojone na pół pomidorki koktajlowe i zgrillowane warzywa
  9. z octu balsamicznego, kolejnych 6 łyżek oliwy, miodu, soli i pieprzu przygotowujemy drugi dressing*
  10. balsamicznym dressingiem polewamy całość (ze szczególnym uwzględnieniem zgrillowanych warzyw)
  11. na koniec każdą porcję sałatki posypujemy płatkami parmezanu, które można przygotować za pomocą obieraczki do warzyw (po prostu „ścinamy” płatki parmezanu z większego kawałka obieraczką)
*można też wykorzystać gotowy gęsty krem balsamiczny, do kupienia w supermarketach i delikatesach

Przepis może wydawać się dość skomplikowany/czasochłonny, ale efekt jest naprawdę super. Zima być może nie jest najlepszym okresem na polecanie dań z grillowanymi składnikami, ale dla chcącego nic trudnego ;)

środa, 16 listopada 2011

Prosty makaron z cukinią

To nie jest danie dla osób lubiących wyrafinowane kombinacje składników ani dla miłośników makaronów pływających w zawiesistych sosach*. To proste danie, z zaledwie kilku składników. Bardzo dobrze sprawdza się jako danie na lunch do zabrania do pracy, niemniej dobrze smakuje w warunkach domowych :)

Wspomniałam o przygotowywania tego makaronu w formie lunchu, bo właśnie w celu zabrania go do pracy zrobiłam go pierwszy raz. Zapewne nie jestem pierwszą osobą na świecie, która wpadła na pomysł takiej kombinacji składników, uznaję jednak to danie za autorskie :) Jednocześnie jest to kolejne danie z rodzaju "nawinie", czyli z tego, co akurat miałam w lodówce/na stanie. A że było to lato, miałam świeżą cukinię i bazylię (w zimie też mam je na stanie, ale w lecie lepiej smakują). Do tego trochę czosnku (spokojnie, został przetworzony w taki sposób, że raczej nie spowoduje, że koleżanki i koledzy z pracy nagle zaczną Was unikać ;), sól, pieprz, oliwa, no i ulubiony rodzaj makaronu (albo taki, który akurat macie). Jak dotąd robiłam to danie z spaghetti, penne i świderkami, zarówno z białej mąki, jak i w formie pełnoziarnistej. Tym razem będą pełnoziarniste świderki.

Polecam to danie również osobom, które nie mają za dużo czasu na gotowanie, np. wpadają do domu tylko na 1-2 godziny i biegną do kolejnej pracy/innych zajęć. Takie danie jest 100 razy lepsze niż jakaś podejrzana mrożonka, danie ze słoika czy z proszku, a jego przygotowanie trwa tylko chwilę dłużej niż zalanie wrzątkiem zupki z proszku czy podgrzanie gotowego jedzenia ze słoika...

Makaron z cukinią i bazylią

Składniki (dla 2 osób):

  • 1 duża cukinia
  • 2 szklanki makaronu (odmierzone przed ugotowaniem)
  • 1 pęczek świeżej bazylii
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki oliwy

Przygotowanie:
  1. nastawić makaron do ugotowania zgodnie z instrukcjami na opakowaniu
  2. cukinię umyć, pokroić w półplasterki (niezbyt cienkie)
  3. czosnek obrać, drobno posiekać, podsmażyć chwilkę na oliwie (uwaga, żeby nie zbrązowiał - jak zbrązowieje będzie po ptakach ;)
  4. dodać cukinię, posolić, podsmażyć do miękkości (cukinia powinna być miękka, ale zachować ładny zielony kolor i kształt), powinno wystarczyć ok. 3-5 min na patelni (dużo zależy od rozmiarów patelni i rodzaju cukinii)
  5. cukinię doprawić pieprzem (i solą, jeśli danie jest za mało słone)
  6. niechlujnie (to lubię! ;) posiekać bazylię (tylko listki)
  7. odcedzony makaron dodać na patelnię, zdjąć patelnię z ognia
  8. całość posypać bazylią, wymieszać i można jeść (np. z dodatkiem startego parmezanu :)
Prawda, że proste? :)


*W tym miejscu przypomniała mi się opowieść Wybranka o tym, jak to wybrał się do sklepu z winem w celu nabycia trunku, który dobrze skomponowałby się z makaronem z sosem bolońskim. Wchodzi do sklepu, tłumaczy, że chciałby wino do takiego właśnie dania, a sprzedawca pyta: "Ale do jakiego makaronu z sosem bolońskim? Do takiego polskiego czy do włoskiego?". "Do polskiego?", odpowiedział zaskoczony Wybranek, nieświadomy istnienia polskiej odmiany. "A jaki to jest?", zapytał. "Makaron z sosem bolońskim po polsku to jest taki, gdzie makaron pływa w sosie prawie jak w zupie, a sos jest zrobiony z gotowej mieszanki z torebki z dodatkiem mięsa mielonego", wytłumaczył sprzedawca. "A nie, to ja mam taki raczej po włosku", odrzekł Wybranek. W dalszej części tej opowiastki Wybranek kupuje wino polecone przez tego sprzedawce, wraca do mieszkania, otwiera wino, próbuje...i nie jest zachwycony. Zachwyt przychodzi dopiero w momencie, w którym nakłada sobie porcję makaronu i próbuje wina do posiłku :)

środa, 9 listopada 2011

Cukiniowe placuszki

Nie wiem, skąd pochodziła cukinia, która posłużyła mi do przygotowania cukiniowych placuszków, bo w naszym pięknym kraju sezon na to warzywo już dawno minął. Może z jakiejś holenderskiej szklarni (chociaż miała smak, więc chyba nie ;) albo z hiszpańskiej plantacji (w Hipszanii jeszcze w połowie października były upały), byle nie z Chin... Czy Polska importuje z Chin warzywa?

Rozważania na temat rodowodu cukinii nie idą w dobrym kierunku, skupię się więc może na pozostałych składnikach cukiniowych placuszków ;) Przepis zaczerpnęłam z bloga Kwestia Smaku. Z tą różnicą, że mąkę pszenną zastąpiłam mąką żytnią razową typ 2000 (sama w to nie wierzę ;), a placuszki smażyłam na niewielkiej ilości tłuszczu, serwując je nie z sosem pomidorowym, ale z kremowym serkiem Philadelphia, natką pietruszki, świeżo zmielonym pieprzem i pokruszonymi suszonymi papryczkami, które rodzice przywieźli mi z urlopu spędzonego m.in. na Węgrzech.

A pomysł wziął się stąd, że w lodówce była cukinia i 3/4 opakowania serka - w ten sposób powstają najlepsze przepisy :) Na dania "nawinie" czyli z tego, co się akurat nawinie, jak mawiał mój brat cioteczny, mistrz wymyślania potraw motywowanego zawartością lodówki ;)

Cukiniowe placuszki

Składniki (na 14 placuszków = porcja dla 2-3 osób):
  • 1 średniej wielkości cukinia
  • 1 mały ząbek czosnku
  • 30g mąki żytniej razowej typ 2000 (myślę, że tak na dobrą sprawę można użyć dowolnej mąki - licząc się oczywiście z tym, że użycie każdej innej niż biała pszenna sprawi, że placuszki będą smakowały gorzej ;)
  • 1 jajko
  • 2 łyżki mleka
  • świeża natka do posypania
  • 1 suszona lub świeża papryczka (ostra) do posypania
  • 1 op. (3/4 też ujdzie) serka kremowego Philadelphia lub Twój Smak Piątnicy lub innego ulubionego (zamiast serka można też użyć gęstej śmietany)
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. cukinię dobrze umyć i zetrzeć na tarce na grubych oczkach
  2. czosnek obrać, przepuścić przez praskę lub zetrzeć na tarce na drobnych oczkach
  3. w osobnej misce wymieszać mąkę z dużą szczyptą soli
  4. do mąki z solą dodać roztrzepane jajko, wymieszać
  5. do masy stopniowo dodawać mleko (powstanie raczej gęsta i lepka masa)
  6. do masy dodać cukinię i czosnek, dobrze wymieszać - tak, aby masa okleiła i posklejała kawałki cukinii
  7. na patelni rozgrzać oliwę (w oryginale każdą porcję placuszków smaży się na 1 łyżce oliwy, ale ja smażyłam na chluście czyli na oko 1/2 łyżki)
  8. nakładać ciasto na patelnię, formując niewielkie placuszki (nie więcej niż 1 łyżka ciasta na placuszek)
  9. smażyć na złoty kolor z obu stron (uwaga przy przekręcaniu placuszków na drugą stronę - są bardzo delikatne, mogą się rozpaść w przypadku zbyt brutalnego traktowania)
  10. gotowe placuszki wyłożyć na talerz, udekorować każdy łyżeczką serką lub śmietany
  11. posypać całość drobno posiekaną natką i papryczką (w przypadku suszonej - rozgnieść papryczkę na drobne kawałki), doprawić świeżo zmielonym pieprzem
Smacznego :)



wtorek, 18 października 2011

Moja zupa minestrone dla Elizy

Na muzyce znam się słabo (w przeciwieństwie do mojej utalentowanej siostry ciotecznej, która śpiewa, gra na skrzypcach i pisze teksty piosenek), roczarują się więc ci, którzy liczyli na wpis o twórczości Beethovena. Trochę lepiej niż na muzyce znam się na jedzeniu ("wiem, że nic nie wiem, ale szukam prawdy" ;), dlatego - niezmiennie - będę trzymała się tej tematyki. Dla Elizy, bo danie, o którym będzie mowa w tym wpisie, ugotowałam dla mojej przyjaciółki, która tak właśnie ma na imię.

Zgodnie z zamówieniem danie miało być lekkie i nie zawierać zbyt wielu węglowodanów. Pomyślałam też, że dobrze by było, gdyby było ciepłe, bo Eliza pewnie przyjdzie zziębnięta. Stanęło więc na zupie minestrone.

Tak naprawdę nie ma jednego uniwersalnego przepisu na tę zupę. Jej składniki różnią się w zależności od regionu Włoch (minestrone wywodzi się z tego właśnie kraju) czy tego, co gotująca je osoba ma akurat "na stanie". Wersja, którą ja zawsze gotuję, składa się z marchwi, zielonej cukinii, żółtej fasolki szparagowej i pomidorów. Do tego "ulepszacz", tym razem nie na literkę E, ale na literkę P, jak pesto. A czasami również tarty parmezan i grzanki z bagietki posmarowane oliwą czosnkową. No ale tu pole do popisu miałam ograniczone, że względu na zastrzeżenie, że węglowodanów ma nie być dużo ;)

Moja minestrone

Składniki (dla 4 osób, jak zwykle zrobiłam za dużo ;)
  • 2 nieduże marchewki
  • 1 średnia cukinia
  • duża garść żółtej fasolki szparagowej
  • 2 średnie pomidory
  • 1 litr wody
  • 2 kostki bulionowe (najlepiej warzywne, a jeszcze lepiej ekologiczne - do kupienia w sklepach z ekologiczną żywnością)
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/2 pęka bazylii
  • 10 orzeszków macadamia (w oryginale są prażone orzeszki piniowe, ale nie udało mi się ich dostać w drodze z pracy do domu)
  • 2 łyżki + 1/3 szklanki oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia
  • mały kawałek parmezanu (rozmiarów 1/3 kciuka)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. marchew umyć i obrać, pokroić w niezbyt grube talarki
  2. fasolkę umyć, obciąć końcówki, pokroić na niewielkie kawałki (u mnie 1 fasolka na 3 części)
  3. cukinię umyć, przekroić wzdłuż na pół, a następnie na dość grube półplasterki
  4. pomidory spażyć wrzątkiem, obrać ze skórki, pokroić na ósemki, a każdą ósemkę na 3 części (nie ma to większego znaczenia, bo i tak się rozgotują, ale mniejsze kawałki rozpadną się szybciej)
  5. czosnek obrać i drobno posiekać
  6. wlać 2 łyżki oliwy do garnka, podgrzać, podsmażyć na niej czosnek (któciutko, nie wolno doprowadzić do zrumienienia, bo wówczas będzie już spalony i gorzki)
  7. do garnka dorzucić pokrojoną marchewkę, dobrze wymieszać i podsmażać ok. 3 min (na nie za dużym ogniu, żeby marchew się nie przypiekła za bardzo)
  8. do marchewki dorzucić fasolkę, ponownie wymieszać i podsmażać ok. 3 min
  9. do marchwi i fasolki dorzucić pokrojoną cukinię, wymieszać, podsmażyć wszystko razem ok. 3 min
  10. zagotować wodę i dolać ją do garnka, wrzucić 2 rozkruszone kostki bulionowe, dobrze wymieszać
  11. poczekać, aż zupa zacznie się gotować - jak już zacznie, dorzucić pokrojone pomidory, zamieszać i gotować razem na większym ogniu ok. 10 min (warzywa powinny być miękkie, ale nie rozgotowane; powinny też zachować kolor, szczególnie cukinia)
  12. podczas, gdy zupa się gotuje, wrzucić do blendera umytą bazylię, orzeszki macadamia i parmezan, dodać 1/3 szklanki oliwy oraz sól (nie za dużo, bo parmezan jest słony) i pieprz, wszystko razem zblendować
  13. doprawić zupę (jeśli trzeba), można też niedbale (koniecznie niedbale ;) posiekać drugą połowę krzaczka bazylii (jeśli mamy cały i nie chcemy, żeby druga połowa, nie zużyta do pesto, się zmarnowałą) i dorzucić ją do zupy tuż przed podaniem
  14. nalać zupę do talerzy/miseczek i podawać z pesto w osobnej miseczce tak, żeby każdy konsument mógł sobie sam dozować pesto (ja zwykle biorę 1 czubatą łyżeczkę na talerz zupy)
  15. wymieszać zupę z pesto i można jeść :)

Zupa spełniła oczekiwania - była prosta (co jest dużym atutem, jeśli gotujemy ją po całym dniu pracy), pyszna (Eliza potwierdzi ;), zadziałała rozgrzewająco, no i nie zawierała zbyt wielu węgli... mam nadzieję ;)

A jak zostanie Wam trochę pesto - można dodać do makaronu (właśnie wypróbowałam makaron razowy z pesto... nie umywa się do tego z białej mąki).

wtorek, 16 sierpnia 2011

Tonące łódeczki z cukinii

Dlaczego tonące? Bo tak przeładowane farszem, że gdyby były prawdziwymi łodziami najprawdopodobniej by zatonęły przy takim obciążeniu ;) W przypadku tego dania nadmierny ładunek nie był jednak tak przykry w skutkach, jakby to było w przypadku prawdziwej łodzi. Wręcz przeciwnie, wyszło całkiem dobrze i całkiem dobrze wchodziło w towarzystwie delikatnego w smaku czerwonego wytrawnego wina rodem z Chile, które do wczorajszej kolacji zaserwował tato :)

To danie wybrałam trochę z premedytacją, a premedytacja ta dotyczyła cukini. W moim rodzinnym domu, w którym właśnie odchamiam się po kilku wyjątkowo ciężkich tygodniach w pracy, cukinia w zasadzie nie występowała. Lądowała na naszym stole chyba tylko wtedy, gdy babcia robiła letnie leczo z papryki, pomidorów i cukinii, obdarowywując nim nas. Postawiłam sobie za cel popularyzację tego warzywa wśród mojej najbliższej rodziny, albowiem sama odkryłam jego zalety i uważam, że zasługuje na większą atencję niż dotychczas.

Tonące łódeczki z cukinii

Składniki (dla 4 osób):
4 nieduże cukinie
0,5 kg mięsa (miałam zmieloną szynkę wieprzową, ale mielona pierś z indyka czy mielona wołowina też będzie ok)
1 op. ryżu (= 1 torebka)
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
3-4 suszone grzyby (użyłam suszonych, bo innych "na stanie" nie było; można zastąpić świeżymi grzybami leśnymi lub pieczarkami)
kilka gałązek natki pietruszki
sól, pieprz, oliwa
opcjonalnie parmezan (lub ser żółty, np. gouda)

Przygotowanie:
1. namoczyć suszone grzyby w wodzie, a gdy zmięnką, podgotować przez 10 min w osolonej wodzie (lub poddusić świeże grzyby na patelni)
2. nagrzać piekarnik do 160 stopni Celsjusza
3. ugotować ryż na sypko
4. cebulę i czosnek drobno posiekać, podsmażyć na 2 łyżkach oliwy
5. do cebuli i czosnku dodać mięso mielone, doprawić solą i pieprzem do smaku
6. cukinie umyć, osuszyć, przekroić na wzdłuż na pół
7. z cukinii wydrążyć miąsz za pomocą łyżeczki, aby zrobić miejsce na farsz
8. wydrążony miąsz posiekać i poddusić razem z usmażonym mięsem
9. "łódeczki" posolić, ułożyć na wysmarowanej oliwą blaszce do pieczenia (naczyniu żaroodpornym) i wstawić do piekarnika nagrzanego do 160 stopni Celsjusza - piec 10 min z termoobiegiem (ten zabieg ma na celu podpieczenie cukinii i odparowanie z nich wody przed nałożeniem farszu)
10. grzyby odcedzić i drobno posiekać, dodać do mięsa i miąszu z cukinii
11. do mieszaniny dodać ugotowany ryż, chwilę razem poddusić, żeby smaki się połączyły
12. mieszaninę doprawić do smaku solą i pieprzem oraz garścią drobno posiekanej natki
13. podpieczone "łódeczki" wypełnić warszem, ułożyć na blaszce, przykryć folią aluminiową i zapiekać w 180 stopniach Celsjusza przez 15 min - bez termoobiegu (folia ma zapobiec wysuszeniu farszu)
14. wyjąć cukinie z piekarnika, ułożyć na talerzu, poszczególne porcje obsypać płatkami parmezanu (ja wykrajam je z kawałka parmezanu za pomocą obieraczki do warzyw) lub na każdą "łódeczkę" położyć 1-2 prostokątne plastry sera żółtego (który roztopi się pod wpływem ciepła potrawy)

Zamiast cukinii można użyć papryki lub bakłażana.