Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki z warzywami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki z warzywami. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 sierpnia 2016

Muffiny cytrynowe z cukinią

Pierwszy raz zrobiłam te muffiny, żeby wykorzystać duży zapas cukinii. A kolejne porcje upiekłam dlatego, że były bardzo dobre. Nawet Wybranek, mający do wypieków bardzo selektywne podejście, się skusił. Co więcej, stwierdził, że to są muffiny na 100 punktów w 100-punktowej skali :-) Gdyby jednak ktoś podejrzewał, że ta ocena ma związek nie tyle z rzeczywistymi walorami tego wypieku, co z łączącą nas relacją, śpieszę z wyjaśnieniem, że inni członkowie rodziny oraz znajomi z pracy przychylili się do oceny przyznanej przez Wybranka ;-)

Smaku cukiniinie nie czuć (w mojej ocenie cukinia sama w sobie smaku nie ma za wiele, a dokładnie - ma taki smak, jaki się jej nada), od razu mówię, gdyby ktoś bał się spróbować (no bo jak to, babeczki z warzywem?). Cukinia nadaje muffinom wilgotności i lekkości. Babeczki nie są zbyt słodkie, mają lekko cytrynowy smak. Kopa całości daje lukier na bazie soku z cytryny.

Przepis pochodzi z bloga Moje Wypieki. Próbowałam zastępować śmietanę jogurtem (bo jogurt mam w domu częściej), a olej rozpuszczonym masłem - w kazdej konfiguracji efekt był bardzo dobry :-) 

Cytrynowe muffiny z cukinią


Składniki (na ok. 18 muffinów o średnicy 5 cm)

NA CIASTO
- ok. 230 surowej cukinii (po odkrojeniu końcówek i usunięciu gąbczastego środka z pestkami), może być biała albo zielona, nie ma to większego znaczenia (może poza tym, że kawałki zielonej są bardziej widoczne w cieście niż żółtej)
- 250g mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1/3 łyżeczki mielonego kardamonu
- szczypta soli
- 130g cukru (w oryginale 150g)
- 1 opakowanie (15-16g) cukru waniliowego (w oryginale brak)
- 2 jajka
- 1 cytryna
- 125g jogurtu naturalnego lub śmietany (w oryginale jest śmietana)
- 75g masła (w oryginale 125ml oleju)

NA LUKIER
- 1 szklanka cukru pudru
- 3 łyżki soku z cytryny (w oryginale dodaje się też skórkę z cytryny)

Przygotowanie
1. Łączymy mąkę, proszek do pieczenia, sodę, kardamon i sól
2. W osobnym naczyniu łączymy oba rodzaje cukru i jajko, roztrzepujemy lekko trzpaczką, a następnie dodajemy skórkę otarta z cytryny i wyciśnięty z niej sok, jogurt (lub śmietanę) oraz rozpuszczone i wystudzone masło (lub olej)
3. Łączymy obie mieszaniny (wystarczy dobrze wymieszać łyżką, nie trzeba mikserem czy robotem kuchennym), a nastęopnie dodajemy startą na tarce cukinię (na grubych lub na mniejszych oczkach, na smak nie ma to woływu ;-)
4. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
5. Formę do pieczenia mufiinów wykładamy papilotkami, nakładamy ciasto (po ok 1,5 łyżkiw przypadku muffinów o średnicy 5 cm)
6. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok 28 min, do suchego patyczka i lekko złotego koloru na wierzchu (w oryginale piecze się w temperaturze 170 stopni, przez 25 min)
7. Upieczone muffiny wyjmujemy z pieca i studzimy
8. Po wystudzeniu polewamy lukrem z soku z cytryny i cukru pudru - ja dodaję mniej cukru niż w oryginalnym przepisie (1,5 szklanki), żeby cukier był bardziej płynny i częściowo wsiąkł w babeczkę

Smacznego :-)


środa, 17 sierpnia 2016

Ciasto z cukinią i jabłkami

Odwiedziny u Dziadka zwykle kończą się powrotem do domu z bagażnikiem pełnym plonów z działki (lato) lub przetworów (pozostałe pory roku). Korzyści są obupólne - dziadek cieszy się, że może się podzielić owocami swojej pracy, a ja cieszę się z warzyw i owoców z pewnego źródła czy z przygotowanych z ich wykorzystaniem przetworów. Efektem ubocznym tej całej działkowej historii jest to, że Dziadek, rocznik 1931, prawdopodobnie m.in. dzięki aktywności fizycznej w ogrodzie, jest w znacznie lepszej formie nie tylko niż wielu jego równieśników, ale również niż niejeden 10 czy nawet 20 lat młodszy pan. Cały czas łudzę się, że aktywność fizyczna nie ma znaczenia, ale w swojej najbliższej rodzinie mam dowód na to, że wręcz przeciwnie...

Po ostatniej wizycie u Dziadka, wróciliśmy do domu obładowani cukinią i jabłkami odmiany antonówka śmietankowa. Pojawiła się zagwostka, co z tym całym cukiniowo-jabłkowym fantem zrobić. Nie żeby to był jakiś niefart, ale przy takim urodzaju trudno, aby cukinia czy jabłka nie popadły w niełaskę wskutek zbyt częstego goszczenia na stole ;-) Pojawiają się więc dylematy pt. jak zużyć ten cały zapas, żeby nie nieć dość. Wyobrażam sobie, że może to przypominać mityczne wysiłki rodziców, żeby przemycić warzywa w daniach serwowanych dzieciom i żeby te dzieci nie odmówiły konsumpcji.

Cukinia ma smak bardzo neutralny, żeby nie powiedzieć - mdły, dzięki czemu nadaje się jako baza/wypełniacz zarówno do wytrawnych, jak i słodkich dań. Robiłam już ciasta z cukinią i wiedziałam, że dodatek tego warzywa nadaje im lekkości i wilgotności. Tak było i tym razem. Skorzystałam z przepisu z bloga Najsmaczniejsze.pl, wprowadzając kilka modyfikacji. W cieście znalazły zastosowanie również jabłka, bo mój wypiek był z dodatkiem cynamonu i tych owoców. Ciasto miałam wziąć do pracy, żeby nie leżało i nie kusiło w domu (szczególnie, że z nas dwojga najczęściej tylko ja pochłaniam wypieki, Wybranek bardzo sporadycznie i selektywnie), ale oczywiście zapomniałam zabrać ze sobą przygotowanej do zabrania blachy z ciastem, a że to był piątek, musiałam się poświęcić w weekend i kawałek po kawałku pochłonąć je w pojedynkę. Gdybym tam w innych dziedzinach była równie zmotywowana i zaangażowana...

Ciasto jest wilgotne, niezbyt słodkie, smaczne. Polecam tym z Was, którzy niebezpiecznie zbliżają się do momentu przejedzenia cukinią (nie czuć jej w cieście ;-) i tym, którzy próbują komuś przemycić warzywa w diecie. Amatorom czekoladowych wypieków polecam też przepis na czekoladowe ciasto z dodatkiem tego warzywa.

Ciasto z cukinią i jabłkami



















Składniki (na blachę o wymiarach ok 20x30 cm)
  • 250 g cukinii (2 nieduże cukinie, ja miałam zielone, ale żółte też mogą być, będą mniej widoczne ;-)
  • 250 g mąki pszennej
  • 150 g masła
  • 150 g cukru trzcinowego
  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu (w oryginale brak)
  • szczypta soli
  • 4 nieduże jabłka (w oryginale drylowane czereśnie, 150g)
Przygotowanie:
  1. masło wyjmujemy z lodówki z wyprzedzeniem, żeby zmiękło
  2. cukinię myjemy, usuwamy gniazda nasienne i ścieramy na tarce, na drobnych oczkach
  3. jabłka myjemy, obieramy, część kroimy w kostkę, a część w ósemki
  4. jajka miksujemy z miękkim masłem i cukrem, do uzyskania jednolitej masy
  5. w osobnym naczyniu mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, cynamonem i szczyptą soli
  6. następnie stopniowo dodajemy suchą mieszaninę do mokrej, mieszając za pomocą miksera/robota kuchennego
  7. do masy dodajemy startą cukinię i mieszamy
  8. na koniec do masy dorzucamy pokrojone w kostkę jabłka
  9. rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni Celsjusza
  10. blachę do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, wykładamy masę i wyrównujemy, na wierzchu układamy pokrojone w ósemkę jabłka
  11. wstawiamy do piekarnika, pieczemy przez 10 minut, a następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni Celsjusza i pieczemy przez kolejnych 40 minut (do uzyskania suchego patyczka)
  12. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, podajemy wystudzone
Smacznego :-)

niedziela, 23 lutego 2014

Muffiny ze szpinakiem, ale na słodko

Te muffiny zrobiłam dla koleżanek i kolegów z pracy na moje urodziny. Gdy brałam udział w konkursie Kulinarny Blog Roku 2012, robiłam dla nich dania, które zgłaszałam do konkursu, a oni degustowali i głosowali. Od tamtej pory wiedzą, że gotuję i piekę, dlatego po prostu nie mogłam niczego nie przynieść z okazji urodzin. Chciałam jednak, żeby to było coś w pewnym sensie wyjątkowego, czego większość z nich jeszcze nie próbowała. Zrobiłam więc te muffiny, zdaje się, że zamierzony efekt WOW został osiągnięty ;-) Oprócz muffinów było też moje ukochane ciasto czekoladowe z przepisu cioci mojej przyjaciółki Marty oraz cytrynowe ciasto na bazie mielonych migdałów z przepisu z bloga Ciocciolato Gatto (ale bez lawendy). Wszystko poszło, rozumiem więc, że wyszło ok :-)

Pomysł na zielone muffiny powstał po lekturze przepisu na tort żabiego króla, który znalazłam na blogu Przy Kubku Kawy, który trochę zmodyfikowałam. Fajne w nich jest to, że mają piękny zielony kolor bez wykorzystania żadnych sztucznych barwników. W smaku szpinak czułam tylko wtedy, gdy muffiny były jeszcze gorące, po wystudzeniu był niewyczuwalny. Wadą jest to, że przygotowanie tych muffinów wymaga użycia robota kuchennego albo co najmniej miksera. Inne muffiny na moim blogu tego nie wymagają, wystarczy zamieszać łyżką.

Słodkie zielone muffiny ze szpinakiem
 
Składniki (na 20+ muffinów o średnicy ok. 5 cm):
  • 450g mrożonego rozdrobnionego szpinaku
  • 300g mąki
  • 130g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (ok. 32g)
  • 3/4 szklanki oleju
  • 100g białej czekolady
  • 3 jajka
  • 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
Przygotowanie:
  1. szpinak wyjmujemy z zamrażalnika kilka godzin przed przygotowaniem muffinów, żeby dobrze się rozmroził (ja wyjęłam wieczorem, przełożyłam do miski, przykryłam folią i wstawiłam na całą noc do lodówki)\
  2. rozmrożony szpinak odciskamy z nadmiaru wody i miksujemy z olejem
  3. czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej
  4. mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia
  5. jajka z cukrem i cukrem waniliowym ubijam na puszystą piankową masę o kremowym kolorze
  6. do miski z ubitymi jajkami stopniowo dodajemy stopniowo mąkę i masę szpinakową, na przemian, cały czas miksując na niewielkich obrotach
  7. na końcu dodajemy roztopioną czekoladę i miksujemy na gładką masę
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy tłuszczem, do każdej papilotki wlewamy ok 1,5 czubatej łyżki ciasta
  10. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23 min (dobrze jest obserwować kolor muffinów, chodzi o to, żeby miały ładny, żywy zielony kolor, a nie zielono-brązowawy, pilnujemy, żeby się nie przypiekły)
  11. po upieczeniu wyjmujemy i studzimy
Wystudzone muffiny można udekorować - ja zrobiłam "czapeczki" z rozpuszczonej białej czekolady, na wierzchu których znalazły się kawałki suszonej żurawiny.

Smacznego :-)

czwartek, 26 września 2013

Ciasto czekoladowe z cukinią

Dodawanie warzyw do ciast to fajny pomysł na eksperymentowanie z warzywami i ze słodkościami za razem. Do tej pory wypróbowałam ciasto pietruszkowe z przepisu koleżanki z pracy, Ewy, oraz czekoladowe muffiny z buraczkami czy piernikowe bułeczki na bazie puree ziemniaczanego, które zostały wyróżnione przez Piotra Bikonta w ubiegłorocznej edycji konkursu Kulinarny Blog Roku.Wszystkie te eksperymenty uznaję za udane :-)

Ostatnio do grona wypróbowanych przepisów na ciasta z warzywami dołączyła receptura ciasta czekoladowego z cukinią, znaleziona we wrześniowym wydaniu magazynu Kuchnia. Przepis ma formę obrazka, jego autorką jest Zofia Różycka, znalazł się na stronie 90 (ostatniej) wspomnianego wydania. Wcześniej kupiłam za dużo cukinii i nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić, oświeciło mnie po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tego przepisu. Podaję go poniżej, z kilkoma uwagami od siebie.

Ciasto wyszło miękkie, wilgotne i mocno czekoladowe. Niezbyt słodkie, raczej nie dla dzieci lubiących mega słodkie desery, ale dla dorosłych lubiących wyważoną słodycz. Dobre do kawy, a nawet do czerwonego wytrawnego wina (np. z winogron szczepu merlot; gorąco łączenie dobrej gorzkiej czekolady z wytrawnym czerwonym winem :-). Ciasto powędrowało do pracy i zostało poddane surowej ocenie moich koleżanek i kolegów, informacja zwrotna była pozytywna, dwóch kolegów (tak, tak, kolegów) poprosiło o podzielenie się przepisem :-)

Ciasto czekoladowe z cukinią z przepisu z magazynu Kuchnia

 Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x30cm):
  • 100ml oleju (słonecznikowego)
  • 180g cukru (można dodać więcej, jeśli wolicie słodsze wypieki)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 3 jajka
  • 250g mąki pszennej
  • 50g kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 400g startej cukinii
  • 150g czekolady (u mnie była gorzka, Wedla)
  • odrobina masła do wysmarowania blachy i mąki do obsypania
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania po wierzchu
Dwóch ostatnich pozycji w oryginalnym przepisie nie ma.

Przygotowanie:
  1. w jednej misce mieszamy olej, cukier, esencję waniliową i jajka - wystarczy dobrze rozmieszać widelcem, nie trzeba mikserem
  2. w drugiej misce mieszamy mąkę, kakao (dobrze najpierw przesiać je przez sitko, żeby nie było grudek), sodę, proszek do pieczenia i sól
  3. łączymy obie mieszaniny, dokładnie mieszając
  4. do masy dodajemy startą cukinie i drobno posiekaną czekoladę, mieszamy do uzyskania jednolitej masy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i oprószamy mąką, żeby ciasto nie przywarło na amen
  6. na tak przygotowana blachę wykładamy ciasto, starając się je równo rozprowadzić po powierzchni blachy
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu i od góry) i wstawamy blachę z ciastem
  8. pieczemy ok 45min (można pod koniec sprawdzić patyczkiem, czy już jest gotowe)
  9. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem (przesianym przez sitko)
Smacznego :-)

sobota, 16 marca 2013

Ciasto pietruszkowe Ewy

Ciasto marchewkowe pojawiłao się w menu polskich knajpek i na polskich stołach kilka lat temu i zdołało już zadomowić się w świadomości rodzimych konsumentów. Niestety rzadko można spotkać napawdę dobre, elastyczne, wilgotne i korzenne, ciasto marchewkowe. Większość z tych ciast z marchewki, które miałam okazję jeść, były suche i mdłe. Suche i mdłe nie było natomiast pierwsze ciasto pietruszkowe, jakie jadłam w życiu. Było pyszne, wilgotne i zaskakujące w smaku. A odkrycia tego dokonałam dzięki mojej koleżance z pracy, Ewie, która zaserwowała nam taki wypiek na Dzień Kobiet: ciasto pietruszkowe przełożone masą z serka mascarpone i syropu klonowego, udekorowane czekoladą i orzechami na wierzchu. Od razu poprosiłam Ewę o przepis :) Okazało się, że to przepis jej mamy. Zapraszam więc do zapoznania się z przepisem na ciasto Mamy Ewy :) Oczywiście nie mogłam się powstrzymać, żeby zmodyfikować przepis, ale modyfikacja polegała głównie na upieczeniu jednego placka, a nie dwóch części oraz na braku masy i czekoladowej dekoracji, bo ciasto miało jechać do Lublina w pociągu, a podróże pociągiem masom i polewom nie służą. Jak się okazało miałam rację, bo w moim przedziale tak grzali, że pod koniec podróży miałam sucho w gardle i myślałam, że nie wysiedzę na moim podgrzewanym siedzeniu ;) Ale do rzeczy.

Ciasto z korzeniem pietruszki z przepisu Mamy Ewy

Składniki (na okrągłą blachę o średnicy 20 cm):

CIASTO
  • 250g korzenia pietruszki (może też być pasternak; to jest waga przed obraniem warzyw)
  • 1 jabłko
  • 1 pomarańcz
  • 50g orzechów
  • 180g masłą plus trochę do wysmarowania formy (uwaga ode mnie: masło powinno być miękkie, bo będziemy ucierali je z cukrem)
  • 180g cukru
  • 100ml syropu klonowego
  • 4 jajka (uwaga ode mnie: najlepiej w temperaturze pokojowej, bo będziemy je dodawali do miękkiego masła)
  • 250g mąki plus trochę do wysypania formy
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika (dałam 2 czubate :)
KREM
  • 250g serka mascarpone
  • 3 łyżki syropu klonowego
DEKORACJA
  • 1 rozpuszczona czekolada (gorzka lub mleczna, wedle uznania) plus garść pokruszonych orzechów
  • lub cukier puder do posypania
  • lub same orzechy (u mnie 2-3 garści)
Przygotowanie:
  1. Piertruszkę i jabłko umyć, obrać i zetrzeć na tarce (w oryginalnym przepisie spisanym dla mnie przez Ewę byłą wskazówka, żeby zetrzeć na drobnej tarce, ale ja jakoś nie mam cierpliwości do tarcia na drobnych oczkach i starłam na grubej ;)
  2. Pomarańczę myjemy, sparzamy skórkę wrzątkiem, osuszamy i ścieramy skórkę do tej samej miski, w której mamy już starte warzywa i mieszamy.
  3. Następnie, również do tej samej miski, wyciskamy sok z pomarańczy (uwaga na pestki).
  4. Orzechy siekamy (ja pokruszyłam, nie lubię siekać orzechów, bo potem znajduję ich kawałki na podłodze i w różnych innych kuchennych zakamarkach) i dorzucamy do miski z warzywem i owocami.
  5. W osobnym naczyniu łączymy masło z cukrem i syropem klonowym, ucieramy na gładką masę.
  6. Do masy dodajemy jajka i miksujemy na gładką masę.
  7. Mąkę w jeszcze innym naczyniu mieszamy z proszkiem do pieczenia i przyprawą do piernika i dodajemy do masy maślano-jajecznej, mieszamy.
  8. Do masy maślano-jajeczno-mącznej dodajemy startą pietruszkę z jabłkiem, pomarańczą i orzechami, mieszamy.
  9. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
  10. Mama Ewy piecze dwa okrągłe placki, które piecze osobno - jeśli chcecie zastosować takie podejście, przygotujcie 2 okrągłę blachy o średnicy 20 centymentrów, wysmarujcie je masłem i oprószcie mąką, a następnie podzielcie surowe ciasto na 2 rówie części i wypełnijcie nim blachy. Pieczemy przez 30 minut każdy placek, na środkowej półce. Ja upiekłam jeden placek, w tak samo przygotowanej blaszce, z tym, że moja blaszka ma średnicę 25cm, a wierzch ciasta posypałam 2-3 garściami pokruszonych orzechów. Piekłam go również w 180 stopniach Celsjusza, ale nieco dłużej, a dokładnie 50 minut.
  11. Upieczony placek lub placki wyjmujemy z piekarnika i studzimy. Jeżeli robimy placek z kremem, mieszamy mascarpone z syropem klonowym, a tak uzyskanym kremem smarujemy wierzch jednego placka i przykrywamy drugim. Wierzch dekorujemy rozpuszczoną czekoladą i pokruszonymi orzechami lub posypujemy cukrem pudrem, Ja do mojego placka nie dodawałam już żadnych dekoracji, bo same lekko skarmelizowane orzechy wyglądały wystarczająco ładnie. Nieprawdaż? :)

Smacznego :)

poniedziałek, 8 października 2012

Piernikowe bułeczki ziemniaczane

Od kilku miesięcy biorę udział w konkursie Kulinarny Blog Roku, organizowanym przez markę Lurpak (ten banner reklamowy po prawej stronie głównej strony bloga "zawdzięczam" właśnie temu pojektowi - miał być widget linkujący do moich przepisów zgłoszonych do tego konkursu, a po jakimś czasie okazało się, że w widgecie zaszyte są różne reklamy, m.in. masła czosnkowego Lurpak, którego nie próbowałam i na którego reklamowanie na moim blogu się nie zgodziłam - ale to szczegół). W kończącym się 15 października kolejnym etapie tego konkursu uczestnicy mają za zadanie zaprezentować swoje pomysły na dania z ziemniakami i masłem Lurpak. Przepisów jest sporo, aczkolwiek mniej niż w początkowych 2-3 etapach konkursów, rozumiem, że zadziałał słomiany zapał. Niektóre przepisy wyglądają naprawdę smakowicie, a że wraz z Wybrankiem mym ziemniaki lubimy, pewnie kilka z nich wypróbuję :)

Chciałam, żeby mój przepis był nieco inny niż pozostałe i w ten oto sposób wymyśliłam, że zaprezentuję przepis na deser z ziemniakami. Poszperałam w internecie, pooglądałam, co inni robią z ziemniakami na słodko i w ten oto sposób, z mieszanki różnych inspiracji i moich głębokich przemyśleń na temat ziemniaka powstał przepis na piernikowe bułeczki ziemniaczane. Jak stwierdzili moi znajomi z pracy, którym przypadła degustacja, wyglądają trochę jak ziemniaki, ale smak tych warzyw jest w bułeczkach zupełnie niewyczuwalny. Wyczuwalne są natomiast korzenne przyprawy i suszone śliwki. Bułeczki przypominają nieco miękkie i puszyste pierniczki. Niektórzy narzekali, że są trochę za mało słodkie, ale równie dobrze można dodać do ciasta więcej cukru lub po prostu polukrować/oprószyć je cukrem pudrem po wystudzeniu. Świeżo upieczone przypominają trochę drożdżowe bułeczki - są lekko chrupiące na zewnątrz oraz miękkie i sprężyste w środku. Gorąco polecam na śniadanie lub podwieczorek, z dodatkami (np. z miodem) lub bez, z kawą lub z herbatą.

Piernikowe bułeczki ziemniaczane

Składniki (na ok. 25 bułeczek wielkości scones):
  • 1 szklanka puree z ziemniaków (niesolonego)
  • 1/2 szklanki melasy
  • 1/2 szklanki masła (niesolonego)
  • 2 szklanki mąki
  • 1 czubata łyżka cukru pudru
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 10 suszonych śliwek (im bardziej wilgotne, tym lepsze; można je zastąpić np. rodzynkami lub suszonymi śliwkami lub wybrać opcję z orzechami włoskimi)
Przygotowanie:
  1. ziemniaki gotujemy i tłuczemy do uzyskania puree - mogą to być równie dobrze ziemniaki ugotowane i utłuczone dzień wcześniej, pozostałość z obiadu
  2. w rondlu podgrzewamy melasę i masło, do momentu, aż masło się rozpuści
  3. w międzyczasie, w osobnym naczyniu mieszamy suche składniki - mąkę, cukier puder, proszek do pieczenia, sodę oczyszczoną, sól, cynamon i przyprawę do piernika
  4. siekamy suszone śliwki i łączymy je z suchą mieszaniną
  5. gdy masło się rozpuści, do maślano-melasowej masy dodajemy ziemniaki i mieszamy (np. z pomocą blendera) do uzyskania gładkiej masy
  6. łączymy suchą i mokrą mieszaninę - mieszamy łyżką, a następnie wyrabiamy ręką (powinniśmy uzyskać gładkie, nieklejące się ciasto)
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu)
  8. z ciasta formujemy bułeczki rozmiarów dużego orzecha włoskiego, układamy je na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok. 15 minut
  9. po upieczeniu studzimy i serwujemy - im świeższe, tym lepsze
  10. można dodatkowo oprószyć cukrem pudrem lub polukrować (same w sobie bułeczki nie są specjalnie słodkie, raczej słodkawe
A gdybyście uznali, że ten przepis jest wart waszego głosu, będę wdzięczna za Wasze wsparcie :)
Głosować można tutaj.

sobota, 6 października 2012

Tort marchewkowy dla Basi

Moja przyjaciółka Basia obchodziła niedawno urodziny. W procesie planowania kolacji urodzinowej dla Basi zgłosiłam się do upieczenia tortu.Wiem, że jubilatka bardzo lubi marchewkowe wypieki, dlatego też postanowiłam nie korzystać tym razem z przepisu na biszkopt do tortu, z którego zawsze korzystam. Zrobiłam natomiast bazę do tortu w postaci ciasta marchewkowego na podstawie przepisu na marchewkowe muffiny. Ciasto nie było wprawdzie tak lekkie i puszyste jak klasyczny biszkopt, ale było wilgotne i treściwe, dzięki czemu nie musiałam go niczym nasączać i mogłam spokojnie smarować ciasto kremem, nie przejmując się, że przy silniejszym przyłożeniu szpatułki zrobię w cieście wgniecenie. Polecam miłośnikom ciast z marchewką i piernikowymi przyprawami :) Tort wyglądał znacznie bardziej reprezentacyjnie przed jego rozkrojeniem, ale i po pokrojeniu i podzieleniu się tym, co z niego zostało, prezentuje się całkiem nieźle.

Tort marchewkowy dla Basi

Składniki:

CIASTO (na okrągłą blachę o średnicy 23cm):
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (w oryginale sody)
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
  • szczypta soli
  • 2 szklanki startej marchewki (zmieliłam w blenderze)
  • 150 ml oleju słonecznikowego
  • 180ml kefiru
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
KREM
  •  500g serka mascarpone
  • 3 łyżki cukru pudru
DODATKI
  • mus jabłkowy (smażone jabłka, takie jak np. do naleśników) do przełożenia tortu
  • połówki orzechów włoskich do dekoracji
Przygotowanie:
  1. mąkę, cukier, proszek do pieczenia i przyprawy mieszamy w jednym naczyniu
  2. w drugim naczyniu mieszamy olej, kefir, jajka i esencję
  3. marchew myjemy, obieramy i ścieramy na tarce
  4. startą marchew dodajemy do suchej mieszaniny i mieszamy
  5. łączymy suchą i mokrą mieszaninę, mieszamy łyżką
  6. spód blachy do pieczenia wykładamy papierem do pieczenia, a brzegi smarujemy masłem i obsypujemy odrobiną mąki
  7. wlewamy ciasto do blachy i staramy się wyrównać jego powierzchnię
  8. blachę z ciastem wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu) i pieczemy przez 60 minut, do suchego patyczka (ciasto może na środku wyrosnąć bardziej niż przy brzegach, tak jak muffiny, ale nie przejmujcie się tym)
  9. w międzyczasie mieszamy serek mascarpone z cukrem i wstawiamy do lodówki
  10. po upływie 60 minut (lub gdy patyczek jest suchy), wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki piekarnika i pozostawiamy ciasto do wystygnięcia w piekarniku przy otwartych drzwiczkach
  11. gdy ciasto wystygnie, wyjmujemy je z formy i układamy na talerzu/paterze spodem do góry, lekko dociskając, aby spłaszczyć wierzch ciasta, który stał się teraz jego spodem
  12. ciasto marchewkowe przekrajamy na 2 części, dolną z nich smarujemy warstwą musu jabłkowego i przykrywamy górną
  13. całe ciasto smarujemy kremem z serka mascarpone i dekorujemy orzechami
  14. przed podaniem chłodzimy w lodówce przez min. 1h
Smacznego :)

wtorek, 25 września 2012

Jesienne marchewkowe muffiny

Na początku tego roku świętowaliśmy w pracy kilka awansów, co wymagało odpowiedniej (słodkiej) oprawy. Kilka osób przyniosło własnej roboty wypieki, inni zaopatrzyli się w pobliskich cukierniach. Jak dla mnie wszystkie wypieki (łącznie z moimi :) zdeklasowało ciasto marchewkowe z jabłkiem, orzechami i rodzynkami, które upiekła koleżanka z sąsiedniego departamentu. Było lekkie, puszyste, wilgotne, po prostu pyszne.

Przypomniałam sobie o nim ostatnio, zastanawiając się, jakie muffiny upiec na inną biurową okoliczność. Zamiast ciasta zrobiłam muffiny z podobnych składników. "Jesienne", bo wydały mi się dobrą propozycją na jesień, chociaż nie bardzo jestem w stanie to uzasadnić, bo marchew, jabłka, orzechy i rodzynki dostępne są niemal przez cały rok. Może to przez cynamon, który dodaje się do ciasta. Takie przyprawy kojarzą mi się z jesienią i zimą. Równie dobrze mogą się nazywać "zimowe" lub "całoroczne" ;)

Inspiracją był dla mnie przepis znaleziony na blogu "Od kuchni", a znalazł się tam pod wpływem inspiracji od jeszcze innej osoby. Przepis ten zmieniłam w 1/4, nie byłabym przecież sobą, gdybym nie zmieniła. Polecam, koleżankom i kolegom z pracy smakowało :)

Marchewkowe muffiny z cynamonem, jabłkiem, orzechami i rodzynkami

Składniki (na ok 18 muffinów o średnicy 5 cm):
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru (tyle było w oryginale, ale ja następnym razem dam mniej, ok 3/4 szklanki)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (w oryginale sody)
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • 1/4 łyżeczki startej gałki muszkatołowej
  • szczypta soli
  • 2 szklanki startej marchewki (w oryginale = 3 duże marchewki, u mnie 5 mniejszych)
  • 1/2 szklanki rodzynek
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich (w oryginale siekane, u mnie pokruszone na mniejsze kawałki)
  • 150 ml oleju słonecznikowego (w oryginale cała szklanka)
  • 180ml kefiru (w oryginale brak)
  • 2 jajka (w oryginale 3)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 1 jabłko średniej wielkości
Autorka oryginału dodaje jeszcze wiórki kokosowe, ja nie dodałam - za dużo tego dobrego ;)

Przygotowanie:
  1. marchew umyć, obrać, zetrzeć na tarce na grubych oczkach
  2. w jednym naczyniu połączyć mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cynamon, gałkę muszkatołową i sól
  3. do suchej mieszaniny dodać startą marchew, rodzynki i pokruszone orzechy, wymieszać
  4. jabłko umyć, obrać, zetrzeć na tarce o grubych oczkach
  5. w drugim naczyniu wymieszać olej, kefir, jajka i esencję waniliową
  6. do mokrej masy dodać starte jabłko, dobrze wymieszać
  7. połączyć obie masy, wystarczy wymieszać łyżką
  8. rozgrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza
  9. formę do muffinów wyłożyć papilotkami lub natłuścić wgłębienia
  10. do każdej papilotki/każdego wgłębienia nałożyć ciasto do 3/4 wysokości/głębokości (u mnie po ok. 1,5 czubatej łyżki na papilotkę)
  11. wstawić do rozgrzanego piekarnika i piec przez 25min
  12. po upieczeniu wyjąć z piekarnika i wystudzić
  13. jeżeli pieczemy je wieczorem, a jeść będziemy rano, można szczelnie zapakować muffiny na noc, żeby nie wyschły i żeby nabrały pełniejszego aromatu przypraw
Muffiny wyszły prawie takie dobre, jak ciasto koleżanki. Dzięki dodatkowi rodzynek i orzechów mają ciekawą, urozmaiconą strukturę. Jabłka, olej i kefir nadały im wilgotności, a marchew objętości. Udane połączenie, polecam :)

poniedziałek, 30 lipca 2012

Czekoladowe muffiny z buraczkami

Słodkie wypieki z wykorzystaniem warzyw to dla mnie nowe (ale nie zupełnie nowe, bo robiłam już muffiny z marchewką czy z dynią) terytorium. Z zamiarem upieczenia muffinów z buraczkami nosiłam się od jakiegoś czasu, odkąd zobaczyłam w telewizji program o przygotowywaniu posiłków o obniżonej kaloryczności, w którym zaprezentowano ciasto czekoladowe z buraczkami. Dodaje się je, aby zmniejszyć ilość tłuszczu i mąki w składnie wypieków, a jednocześnie zachować wilgotność ciasta.

Muffiny czekoladowe zamówiła sobie Justyna, koleżanka Wybranka ze studiów, którą odwiedziliśmy w miniony piątek, żeby osobiście poznać jej kilkumiesięczną córeczkę Polę. Chodziło o muffiny z czekoladowego ciasta i kawałkami czekolady. Postanowiłam, że to dobry moment na wypróbowanie znalezionego już dawno i dodanego do listy "do wypróbowania" przepisu na kakaowe muffiny z buraczkami z bloga Moje Wypieki. Dość ryzykowny pomysł jak na szykowanie deseru nie dla siebie, ale dla kogoś, ale nigdy nie zawiodłam się na przepisach z tego bloga, założyłam więc, że i tym razem nie będzie źle.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym trochę tego przepisu nie zmodyfikowała ;) Najpoważniejsze modyfikacje polegały na dodaniu do ciastak startej na tarce o grubych oczkach gorzkiej czekolady (72% kakao,125-gramowa tabliczka, z certyfikatem Fair Trade - do kupienia w delikatesach Marks & Spencer) oraz polaniu muffinów rozpuszczoną w kąpieli wodnej czekoladą (też gorzką). Ciasto wyszło puszyste i wilgotne, smak buraczków było czuć jedynie w momencie, gdy muffiny były jeszcze ciepłe. Po wystudzeniu, polaniu rozpuszczoną czekoladą, zawinięciu w folię spożywczą i kilkugodzinnym schłodzeniu smak buraczków stał się zupełnie niewyczuwalny, a muffiny zdaje się przypadły konsumentom do gustu ;) Kolejne eksperymenty z dodawaniem warzyw do ciast już wkrótce :)

Czekoladowe muffiny z buraczkami
[oryginalny przepis pochodzi z bloga Moje Wypieki, można go znaleźć tutaj]

[muffiny zaraz po wyjęciu z piekarnika, jeszcze przed polaniem roztopioną czekoladą]


Składniki (na 12-14 muffinów o średnicy 5cm):

  • ok. 500g surowych buraków (mniej więcej 2 duże buraki)
  • 260g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (w oryginale jest 1 plus 3/4 łyżeczki sody)
  • 2 łyżeczki kakao (w oryginale jest 35g)
  • 150g cukru
  • 2 jajka
  • 80 ml oleju
  • 80 ml kefiru (może też być maślanka)
  • 2 gorzkie czekolady (ja miałam po 125g, ale 100-gramowe też będą ok)
Przygotowanie:
  1. buraki porządnie umyć, a następnie ugotować do miękkości (ja zawsze gotuję ze skórką, a obieram dopiero po ugotowaniu)
  2. ugotowane buraki kroimy na kawałki, wrzucamy do blendera i blendujemy na pures (powinniśmy uzykać ok 330ml pure)
  3. mąkę mieszay z proszkiem do pieczenia, cukrem i kakao
  4. w osobnym naczyniu jajka mieszamy z olejem i kefirem
  5. do mieszanki suchych składników dodajemy buraczane pure oraz mieszankę mokrych składników
  6. 1 tabliczkę czekolady ścieramy na tarce o dużych oczkach, najlepiej prosto do ciasta, mieszamy
  7. porcje ciasta (po ok 2 łyżki) przekładamy do blachy wyłożonej papilotkami (ciasta powinni być tyle, żeby sięgało do 2/3 wysokości papilotki)
  8. wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy 25min
  9. po upieczeniu studzimy
  10. drugą tabliczkę czekolady łamiemy na kawałki i wrzucamy do miski, którą stawiamy nad garnkiem z wrzącą wodą (uwaga, dno miski nie powinno stykać się z taflą wody) i ropuszczamy czekoladę
  11. rozpuszczoną czekoladą polewamy lub smarujemy pędzelkiem wystudzone babeczki
  12. po zastygnięciu czekolady możemy zabezpieczyć muffiny folią i wstawić je do lodówki, żeby czekolada się schłodziła
Muffiny z tego przepisu pięknie wyrastają, spokojnie można je serwować bez polewy czekoladowej - same w sobie dobrze się prezentują. Nie są zbyt słodkie, jeżeli wolicie bardziej niż mniej słodkie wypieki, dodajcie więcej cukru (np. 180-200g). Smacznego :)

P.S. Serdeczne pozdrowienia dla Justyny, Polci i Przemka :)