Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makarony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makarony. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 lutego 2020

Makaron z fasolą

Bardzo lubię dostawać w prezencie książki kucharskie. To jeden z niewielu rodzajów książek, które moim zdaniem zupełnie nie sprawdzają się w formie e-booków. Lubię przewracać strony papierowego wydania, oglądać zdjęcia, czytać opisy i historie (książki kucharskie z historiami, a nie tylko z przepisami, to moje ulubione, lubię, gdy dany przepis jest osadzony w jakimś szerszym kontekście, jest częścią jakiejś opowieści). Zdarza się, że przy gotowaniu książka się zabrudzi, ale to nadaje jej wartości - jest używana to znaczy, że są w niej dobre przepisy.

Lubię dostawać książki kucharskie w prezencie także dlatego, że nie ja jestem wówczas winna "zagracaniu" mieszkania ;-) Przyznaję, że pakowanie tego całego dobytku, a potem przewożenie go do nowego miejsca w przypadku przeprowadzki, nie należy do najfajniejszych zajęć na świecie, ale są też gorsze zajęcia ;-)

Dostałam w tym roku na urodziny kilka fajnych książek, zaznaczyłam w nich kilkanaście przepisów do wypróbowania, dziś chciałabym pokazać Wam pierwszy z nich: makaron z fasolą. Przepis na to danie pochodzi z książki pt. "Italia do zjedzenia", a jej autorem jest Bartek Kieżun. W takiej wersji, w jakiej został zaprezentowany w książce, przepis ten jest raczej przepisem na późne lato, bo na liście składników znajduje się świeża fasola, dojrzałe pomidory, świeże zioła. Do lata jeszcze trochę czasu zostało (acz kto wie, kiedy dokładnie przyjdzie, zważywszy na to, że zamiast zimy mieliśmy jesienio-wiosnę), więc ja zrobiłam wersję bardziej niezależną od pory roku, z suszonej fasoli i ziół oraz z pomidorów z puszki. Danie wyszło bardzo fajne - smaczne i sycące, dobre na wciąż jeszcze zimne (acz nie zimowe) wieczory.

Makaron z fasolą



















Składniki (dla 6-8 głodnych osób, wychodzi z tego duży gar)
  • 400-500g suszonej fasoli typu piękny jaś
  • 500g krótkiego makaronu (u mnie kokardki)
  • 2 duże marchewki
  • 4 łodygi selera naciowego (w oryginale są 2, ale skoro już kupiłam całego selera naciowego, zależało mi na tym, żeby jak najwięcej go zużyć)
  • 3 puszki pomidorów pelati
  • 2 łyżeczki suszonego rozmarynu
  • 100g pancetty (może być boczek wędzony, jeśli nie uda Wam się kupić pancetty, acz smak dania będzie wówczas inny) 
  • 4 ząbki czosnku
  • oliwa do smażenia
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. fasolę zalewamy wodą dzień wcześniej i namaczamy przez noc, żeby spęczniała
  2. następnego dnia wylewamy wodę, w której stała, płuczemy fasolę pod bieżącą wodą, wrzucamy do garnka i wlewamy świeżą wodę
  3. do wody, w której gotuje się fasola, wsypujemy 2 łyżeczki rozmarynu i wrzucamy skórkę odciętą od pancetty, gotujemy, aż fasola będzie miękka
  4. marchew myjemy, obieramy i kroimy w plasterki
  5. selera myjemy, odcinamy końcówkę, kroimy w plasterki
  6. pancettę kroimy na cienkie paski, wrzucamy na patelnię z 1 łyżką oliwy i podsmażamy
  7. czosnek obieramy, drobno siekamy i dorzucamy do pancetty, chwilę podsmażamy
  8. na patelniię dodajemy pokrojoną marchew i selera, mieszamy, chwilę podsmażamy
  9. dodajemy pomidory z puszki, chwilę razem podduszamy
  10. dodajemy na patelnię ugotowaną fasolę i pół szklanki wody z gotowania fasoli
  11. doprawiamy solą i pieprzem, a następnie przykrywamy i dusimy aż wszystkie warzywa będą miękkie
  12. w osobnym garnku gotujemy makaron
  13. ugotowany makaron łączymy z sosem, a następnie serwujemy
Smacznego :-)



środa, 2 października 2019

Makaron z sosem z pieczonego kalafiora i grzybami

Sos do makaronu z kalafiora to moje najnowsze odkrycie :-) Pomysł pochodzi z Pinteresta, gdzie szukałam inspiracji do dań z tego warzywa i trafiłam na przepis na "skinny Alfredo", czyli niskokaloryczną wersję sosu Alfredo, składającego się w oryginale z masła, śmietany i parmezanu (przepis na ten sos podawałam całkiem niedawno temu... tzn. wydawało mi się, że niedawno, ale po sprawdzeniu wychodzi na to, że to było już 5 lat temu). Sos przygotowany na bazie klasycznego przepisu jest pyszny. No bo czy coś zrobionego z masła, śmietany i parmezanu w ogóle mogłoby być niepyszne? :-) Nie sądzę.

Wersja "skinny" zrobiona jest z upieczonego w piekarniku kalafiora, którego blenderujemy, doprawiamy solą i pieprzem i mieszamy z makaronem oraz jakimś wyrazistym w smaku dodatkiem. Jest jesień, są grzyby, więc ja dodałam grzyby, a dokładnie borowiki i podgrzybki, które wcześniej poddusiłam z cebulą. Po wymieszaniu sosu z grzybami z makaronem i posypaniu świeżą natką uzyskałam bardzo smaczne danie, sycące, ale nie ciężkie. Polecam zarówno osobom, które szukają mniej kalorycznych alternatyw klasycznych dań, jak i amatorom kreatywnych pomysłów na dania z warzywami. Jeśli nie dodacie masła do duszenia grzybów, danie może być wegańskie.

Makaron z sosem z kalafiora i grzybami



















Składniki (dla 4-5 osób):
  • 500g suchego makaronu (u mnie penne)
  • 1 cały kalafior
  • 2 łyżki oleju
  • 500-600g grzybów leśnych (u mnie podgrzybki i borowiki)
  • 1 nieduża zwykła cebula
  • opcjonalnie 100ml białego wytrawnego wina
  • 1 łyżka masła
  • drobno posiekana świeża natka
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1.  z kalafiora usuwamy liście, myjemy, dzielimy na różyczki o podobnej wielkości
  2.  tak przygotowane różyczki rozkładamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia, skrapiamy 2 łyżkami oleju, oprószamy solą i pieprzem, mieszamy, a następnie równomiernie rozprowadzamy na blaszce
  3. wstawiamy do pieca rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu, a następnie pieczemy ok 25 min, aż się zrumieni
  4. upieczone różyczki kalafiora przekładamy do misy blendera, blenderujemy na gładką masę, ew. doprawiając solą do smaku
  5. grzyby myjemy, oczyszczamy, kroimy
  6. tak przygotowane grzyby wrzucamy na suchą patelnię i na niewielkim ogniu podduszamy kilka minut, aż woda z nich wyparuje
  7. w momencie, w którym grzyby zaczną przywierać do patelni, dodajemy masło i smażymy chwilę grzyby
  8. cebulę obieramy, drobno siekamy i dorzucamy do grzybów, chwilę razem smażymy
  9. dolewany na patelnię wino i czekamy, aż płyn wyparuje, a następnie doprawiamy solą i pieprzem
  10. na patelnię z grzybami przekładamy zblenderowany kalafior i trochę posiekanej natki, mieszamy
  11. ugotowany makaron łączymy z kalafiorowo-grzybowym sosem, posypujemy dodatkową natką i serwujemy
Smacznego :-)



niedziela, 11 lutego 2018

Pulpety z indyka z sosem pomidorowym i makaronem

Siedzieliśmy wczoraj z Wybrankiem i zastanawialiśmy się nad menu obiadowym - ja od dłuższego czasu wielką fanką mięsa nie jestem (jedynym mięsnym produktem, który powoduje, że nie mogłabym być wegetarianką, jest wędzony boczek...), a Wybranek wręcz przeciwnie. Udało nam się jednak nie pokłócić o obiad. Ostatecznie stanęło na daniu mięsnym, ale z drobiem, o którym fani czerwonego mięsa czasami mówią, że to nie mięso, więc danie można chyba uznać za prawie wegetariańskie ;-)

Za oknem zima, więc dla kontrastu zrobiliśmy sobie lato na talerzu - sos pomidorowy na bazie pomidorów z puszki doprawiliśmy oliwkami, kaparami, suszonymi pomidorami i dużą ilością świeżej bazylii. Takie śródziemnomorskie klimaty, także z perspektywy nakładu pracy - danie jest w moim wykonaniu jednogarnkowe. Inspiracją był przepis z bloga Kwestia Smaku, który nieco zmodyfikowałam, dodając do sosu białe wino, suszone pomidory i cebulę, a sos lekko dosłodziłam. Zrezygnowałam z dodawania rodzynek do pulpetów, bo Wybranek nie lubi tych suszonych owoców. No i mój makaron nie był taki, jak w oryginale, ale to akurat nie powinno mieć żadnego wpływu na smak. Wyszło z tego bardzo przyjemne danie, które nadaje się do przechowywania (acz podgrzewanie sprawia, że makaron przestaje być al dente).

Pulpety z indyka z sosem pomidorowym i makaronem


















Składniki (dla 4 osób)
  • 500g mielonej piersi z indyka
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki kaparów
  • 15 zielonych oliwek
  • 5 łodyżek świeżej natki pietruszki
  • 2 puszki pomidorów (bez skórki, w całości - w przypadku krojonych jest większe pole do popisu dla różnego rodzaju trików po stronie producentów, może się okazać, że kupując krojone, kupicie puszkę pomidorowych skrawków i odpadków...)
  • 5 suszonych pomidorów wyjętych z oliwnej zalewy
  • 1 mała cebula (szalotka lub zwykła biała)
  • 100ml białego wytrawnego wina (to samo możecie podać do posiłku)
  • 400ml bulionu drobiowego lub warzywnego (może być z ekologicznej kostki)
  • 200g makaronu (u mnie było drobne penne, w oryginale są kolanka, ale inne rodzaje też będą ok)
  • pęczek świeżej bazylii
  • mielona ostra papryka, sól i pieprz do smaku
  • 2 łyżki oliwy do smażenia
Przygotowanie:
  1. 1 ząbek czosnku obieramy i drobno siekamy lub przepuszczamy przez praskę
  2. oliwki i kapary odsączamy i drobno siekamy
  3. natkę myjemy i drobno siekamy
  4. mięso wkładamy do miski, dodajemy posiekany czosnek, oliwki, kapary i natkę, doprawiamy solą i pieprzem (na oko - duża szczypta pieprzu i ok. 1/4 łyżeczki soli)
  5. wyrabiamy mięso z dodatkami do momentu, aż składniki będą dobrze wymieszane, a następnie formujemy z mięsnej masy niewielkie pulpeciki (w oryginalnym przepisie było 22, u mnie wyszło 24, ale nie ma to większego znaczenia, ile dokładnie ich będzie)
  6. na dużej i głębokiej patelni (w rondlu) rozgrzewamy oliwę i smażymy na niej pulpety (ja smażyłam w dwóch porcjach, żeby nie wrzucać wszystkich pulpetów na raz, bo zbyt stłoczone raczej się duszą niż smażą) ze wszystkich stron, do zrumienienia (w środku nie muszą być dosmażone, bo później i tak dojdą w trakcie duszenia w sosie)
  7. usmażone pulpety zdejmujemy z patelni/rondla i odstawiamy na bok
  8. obieramy drugi ząbek czosnku i cebulę, drobno siekamy i wrzucamy na dno naczynia, w którym smażyliśmy pulpety, chwilę podsmażamy (jeśli na patelni brakuje tłuszczu, można dodać łyżkę oleju), mieszając
  9. do podsmażonego czosnku i cebuli wlewamy wino i mieszamy, żeby oderwać od patelni "smak" ze smażenia mięsa
  10. następnie dorzucamy pomidory z puszki (można wcześniej usunąć gniazda nasienne) razem z płynem oraz wlewamy bulion
  11. suszone pomidory drobno siekamy i również dodajemy do sosu
  12. patelnię z zawartością przykrywamy przykrywką i gotujemy na niedużym ogniu przez 30 minut
  13. ugotowany sos doprawiamy do smaku solą i pieprzem oraz szczyptą ostrej papryki, jeśli pomidory były mało słodkie, dosładzamy (ja dodałam 1 łyżeczkę syropu z agawy, ale można też dodać 1 łyżeczkę zwykłego cukru), a następnie wrzucamy surowy makaron i gotujemy przez 5 minut
  14. po podgotowaniu makaronu dodajemy na patelnię/do rondla usmażone pulpety i mieszamy, żeby dobrze pokryły się sosem
  15. całość gotujemy przez kolejnych 15 minut (pod koniec sprawdzamy, czy makaron jest już ugotowany i ew. gotujemy trochę dłużej, jeśli jest zbyt twardy(
  16. przed podaniem posypujemy posiekaną świeżą bazylią, można też dodać tarty parmezan (ale ja podawałam bez parmezanu)
Smacznego :-)



środa, 29 czerwca 2016

Stir fry z sezonowych warzyw i piersi z kurczaka

Tym razem proste danie z sezonowych warzyw: bobu, fasolki szparagowej, młodej marchwi. Do tego kawałki piersi z kurczaka zagrodowego (ale można równie dobrze zrobić w wersji wege), a całość doprawiona jedynie sosem sojowym i jedną z moich ulubionych przypraw do dań w stylu azjatyckim - japońską mieszanką chili (nanami togarashi, do kupienia np. w Kuchniach Świata), ale można też dodać świeżą papryczkę (sugeruję zacząć od połowy, a potem najwyżej dodać więcej, jeśli danie będzie za mało pikantne). Trochę szczypiorku, trochę kolendry (opcjonalnie, nie wszyscy lubią), gryczany makaron soba (może też być udon, sojowy lub ryżowy) i smaczne, lekkie danie na upalne dni gotowe :-) Nie ma co się nad tym rozwodzić, więc wpis będzie - wyjątkowo - krótki. Smacznego :-)

Stir fry z sezonowych warzy i piersi z kurczaka














Składniki (dla 3-4 osób):
  • ok. 400g piersi z kurczaka zagrodowego
  • 2 młode marchewki
  • 2 duże garści fasolki szparagowej
  • 2 szklanki bobu
  • pół pęczka szczypiorku
  • pół pęczka kolendry
  • sos sojowy jasny
  • mieszanka chili (lub zwykła mielona chili)
  • ok. 300g makaronu  (gryczany soba jest do kupienia w większości supermarketów na stoisku z produktami azjatyckimi, np. marki Tokyoto)
Przygotowanie:
  1. Piersi z kurczaka płukamy pod zimną wodą, osuszamy, oczyszczamy, kroimy w kostkę i doprawiamy 3 łyżkami sosu sojowego
  2. Fasolkę szparagową myjemy, obcinamy końcówki i kroimy na 3-4 kawałki każdą
  3. Marchew myjemy, obieramy, kroimy w kostkę (u mnie ćwierćplasterki, czyli najpierw na 4 wzdłuż, a potem każdą ćwiartkę w poprzek na małe kawałki)
  4. Bób myjemy, wrzucamy do osolonej, wrzącej wody i gotujemy przez 3-4 minuty, a następnie odcedzamy i przelewamy zimną wodą, żeby przestał się gotować
  5. Szczypiorek myjemy, każdą kroimy w duże kawałki pod skosem
  6. Kolendrę myjemy, osuszamy i siekamy drobno
  7. Na dnie woka lub innej głębokiej patelni rozgrzewamy tłuszcz (u mnie 1 łyżka oleju kokosowego), a następnie wrzucamy pokrojonego kurczaka i obsmażamy przez kilka minut
  8. Do smażącego się kurczaka dodajemy najpierw pokrojoną marchew, a następnie pokrojoną fasolkę, mieszamy i podsmażamy wszystko razem pod przykrywką przez kilka minut
  9. Doprawiamy sosem sojowym (kilka łyżek, do uzyskania odpowiadającego Wam poziomu słoności) i chili (ja zaczynam od szczypty, a potem dodaję, jeśli dane jest za mało pikantne)
  10. Ugotowany bób obieramy z łupin, każdą fasolkę dzielimy na pół i wraz z pokrojonym szczypiorkiem dorzucamy na patelnię, mieszamy i przykrywamy na kilka minut
  11. Gotujemy makaron, a ugotowany dorzucamy na patelnię i mieszamy, jeśli trzeba, doprawiamy dodatkową ilością sosu sojowego
  12. Tuż przed podaniem posypujemy posiekaną kolendrą i serwujemy
Dobrze "wchodzi" z lekkim białym winem, np. pinot grigio.

Smacznego :-)



sobota, 10 maja 2014

Makaron z boczkiem, szparagami i...najbardziej kalorycznym sosem na świecie :-)

Nie uważam się za kulinarnego eksperta, wiem, że (prawie) nic nie wiem. Dlatego też nie zdziwiło mnie to, że na świecie istnieje sos do makaronu, o którego istnieniu nie miałam pojęcia. I to prawdopodobnie nie jeden ;-) Skupmy się jednak na tym jednym: sos alfredo, czyli sos "samo dobro" lub "pełen tłuszcz" ;-) Składa się wyłącznie z dobrych, pełnotłustych składników, które nawet najprostsze danie są w stanie wynieść na wyżyny smaku: masła, śmietany i parmezanu. Przyznacie sami, że to raczej mocarze połączenie, byłam wręcz onieśmielona ilością tłuszczu, jaki zawiera ten sos, autentycznie wahała, się dodając na patelnię kolejne setki kalorii ;-) Wydawało mi się, ze wyjdzie z tego bardzo ciężkie danie i że ten sos na pewno nie nadaje się do szparagów. O tym, jak bardzo się myliłam, przekonałam się po spróbowania. Szparagi były zachwycone ;-) Sos wcale nie przytłoczył ich smaku, wręcz przeciwnie, stanowił pyszną otulinę dla szapargów i makaronu, bardzo dobrze przesiąkł aromatem wędzonego boczku i czosnku, które również znalazły się w tm daniu. Polecam sos alfredo, z tymi lub z innymi dodatkami.

Inspiracją był rozpoczynający się właśnie sezon szparagowy oraz potrawy ze szparagami znalezione na Pinterście (choć nie jest to nowe narzędzie, odkryłam je stosunkowo niedawno, za namową Siostry).

Makaron z zielonymi szparagami, wędzonym boczkiem i sosem alfredo

Składniki (porcja dla 2-3 osób):
- 500g makaronu (najlepiej jakiegoś z rowkami czy szczelinami, które będzie mógł wypełnić sos, u mnie casareccia)
- spory pęczek świeżych zielonych szparagów (ok 300-400g)
- 120g chudego boczku wędzonego w kawałku
- 2 łyżki masła
- 200g/ml śmietany 30% lub 36%
- 50g parmezanu w kawałku
- 1 duży ząbek czosnku lub 2 małe
- pieprz do smaku
- opcjonalnie: świeża natka pietruszki do posypania

Przygotowanie:
1. Szparagi płuczemy (szczególnie główki, gdzie lubią ukrywać się ziarenka piasku, które mało przyjemnie chrzęszczą między zębami, jeśli dostaną się do potrawy...), odcinamy zdewniałe końcówki i kroimy na ok 2-centymetrowe kawałki
2. Boczek kroimy na grubsze plastry (3 mm), odcinamy spodnią warstwę tłuszczu, a następnie każdy plaster kroimy w poprzek, w śłupki
3. Pokrojony boczek wrzucamy na suchą patelnię i podsmażamy do zrumienienia
4. Usmażony boczek przekładamy z patelni na talerz wyścielony ręcznikiem kuchennym, żeby pozbyć się nadmiaru tłuszczu
5. Na tą samą patelnię (z resztką tłuszczu, który wytopił się z boczku) wrzucamy pokrojone szparagi i podsmażamy je na niedużym ogniu, mieszając, aż zmiękną (chodzi o to, żeby zmiękły, ale nie rozmiękły - powinny być usmażone do stanu al dente)
6. W trakcie podmażania szparagów, nastawiamy wodę na makaron
7. Na osobną patelnię wrzucamy masło i roztapiamy, a następnie dodajemy śmietanę, a gdy te dwa składniki połączą się ze sobą, dodajemy starty parmezan i mieszamy, aż rozpuści się w sosie
8. Makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu
9. Do prawie gotowych szparagów dodajemy czosnek starty na tarce o drobnych oczkach (ja zrobiłam to na tej samej tarce, której użyłam do starcia parmezanu) lub przepuszczamy przez praskę, mieszamy, cały czas podsmażamy dalej, na niedużym ogniu, mieszając
10. Do szparagów z czosnkiem dodajemy boczek, mieszamy
11. Do boczku ze szparagami i czosnkiem dodajemy sos alfredo, mieszamy i doprawiamy pieprzem (jeżeli mimo dodatku boczku i parmezanu całość będzie za mało słona, oczywiście można również dosolić)
12. Z wody, w której gotuje się makaron, odejmujemy ok 1/4 szklanki i wlewamy ją na patelnię z sosem, żeby trochę go rozrzedzić
13. Makaron odcedzamy i mieszamy z sosem
14. Wykładamy na talerz, posypujemy posiekaną świeżą natką pietruszki i serwujemy, a na popitkę białe wytrawne wino, np. Chardonnay

Smacznego :-)

środa, 8 stycznia 2014

Makaron z pieczarkami i serem stilton z przepisu Gordona Ramsaya

Robiąc ostatnio zakupy w jednym ze sklepów z sieci Picolla Italia, przyuważyłam, że na stoisku z serami, obok wielu smacznych włoskich serów, pysznił się brytyjski stilton (miękki ser pleśniowy, przypominający nieco roquefort). Nigdy wcześniej nie widziałam w Polsce tego sera (być może źle patrzyłam albo chodzę do niewłaściwych sklepów), ostatni raz jadłam go kilka miesięcy temu po przywiezieniu niedużej ilości z Londynu. Do domu wracałam z Piccola Italia z solidnym kawałkiem sera stilton, mając już w głowie dania, do których ten ser wykorzystam. Przepisy o na te dania dużo wcześniej wyłapałam w książce Gordona Ramsaya pt. "Szef kuchni po godzinach" (wydanej przez wydawnictwo MUZA). To jedna z moich ulubionych książek autorstwa szefów kuchni-celebrytów, pochodzi z niej między innymi makaron z boczkiem i zielonym groszkiem, który należy do mojego osobistego top 5 dań z makaronem.

Przygodę z gotowaniem z wykorzystaniem stiltona rozpoczęłam od przepisu na makaron z pieczarkami i tym serem (strona 53 wspomnianej książki). Gordon Ramsay podaje przepis na tagliatelle, ale ja zmieniłam makaron na fettuccelle n. 13 (makaronowe wstążki o szerokości ok 4mm, długości spaghetti). Wy możecie wybrać taki, jaki lubicie najbardziej lub taki, który akurat macie w domu. Kolejną zmianą, jaką wprowadziłam, było przygotowanie sosu do makaronu z ilości składników dla 6 osób oraz dodanie go do makaronu w ilości odpowiedniej dla 2 osób (250g). Lubię intensywny smak sosu i lubię jak jest go sporo na makaronie. Zmniejszyłam też ilość masła (z 25g do 1 łyżki), a śmietanę wybrałam 12%, bo sam ser jest bardzo tłusty.

Makaron z pieczarkami i serem stilton

Składniki (2 spore porcje dla 2 raczej głodnych osób):
  • 250g niedużych pieczarek
  • 1 łyżka masła (w oryginale: 25g)
  • 100 ml śmietany (Gordon Ramsay podaje, że "gęstej", co oznacza "tłustej", np. 30%)
  • 100g sera stilton (Gordon Ramsay podaje, że można zastąpić stiltona np. roquefortem lub gorgonzolą)
  • garść posiekanej natki (w oryginale: natka i świeże liście oregano, których nie miałam)
  • 250g makaronu (w oryginale: 500g)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. w dużym garnku gotujemy osolona wodę (ja mam 5-litrowy, na tę ilość wody daję 1 łyżkę soli kuchennej)
  2. pieczarki myjemy i/lub obieramy, kroimy na ćwiartki (w oryginale plasterki) i wrzucamy na suchą patelnię, żeby odparowała się woda - gdy woda odparuje, dodajemy masło i podsmażamy do uzyskania lekko złotego koloru grzybów (w oryginale najpierw rozpuszczamy masło na patelni, a potem wrzucamy na nią surowe pieczarki i podsmażamy, ale ja zaczynam od suchej patelni, jak uczyła mnie moja Mama :-)
  3. podsmażone grzyby doprawiamy do smaku solą i pieprzem
  4. do garnka z wodą wrzucamy makaron i gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  5. na patelnię, do grzybów, dodajemy śmietanę i mieszamy, zmniejszając ogień
  6. następnie do grzybów i śmietany wkruszamy ser, doprowadzamy do rozpuszczenia (=do uzyskania gładkiego serowo-śmietanowego sosu), dodajemy ok 4/5 posiekanej natki, doprawiamy solą i pieprzem (jeśli trzeba, najpierw spróbujcie) (w oryginale ser i natka są dodawane już po wymieszaniu śmietanowego sosu z grzybami z makaronem, a część sera zostaje zachowana do posypania porcji makaronu na talerzach)
  7. odcedzamy makaron, pozostawiając w garnku ok 4 łyżek wrzącej wody
  8. odcedzony makaron przekładamy z powrotem do garnka z resztką wody, dodajemy sos z patelni i mieszamy
  9. nakładamy na talerze, posypujemy pozostałą natką
  10. podajemy zaraz po przygotowaniu
Smacznego :-)

środa, 12 czerwca 2013

Makaron z sosem pomidorowym i pulpecikami, z przepisu Jamiego Olivera

Makaron z sosem pomidorowym i pulpecikami to danie, którego Jamie Oliver uczył mieszkańców brytyjskiego miasta Rotherham w ramach programu "Podaj dalej" (Pass in On). Celem tego programu było nauczenie członków tej społeczności gotowania prostych dań ze świeżych składników, a przez to poprawa jakości ich życia. Jak można zobaczyć w programie telewizyjnym pt. "Ministry of Food", mieszkańcy tego miasta odżywali się gotowym jedzeniem kupionym "na mieście" i/lub odgrzanym w mikrofalówce. Uderzyło mnie, że jednak z bohaterek tej serii karmiła swoje kilkuletnie dzieci kebabem z frytkami, dzień w dzień. Jamie pokazał jej i kilku innym osobom (w sumie 8) prosty przepis na makaron z sosem pomidorowym i pulpecikami, prosząc o to, aby jego uczniowi przekazali przepis kolejnym 2 osobom z tego miasta. Liczył, że dzięki temu w piętnastu krokach uda mu się dotrzeć z tym przepisem do wszystkich mieszkańców tego miasta.

Moja sytuacja jest nieco inna niż mieszkańców Rotherham, gotowanie mnie nie przeraża ;) (przeraża mnie natomiast faszerowanie samego siebie, a tym bardziej dzieci, niezdrowym jedzeniem pełnym sztucznych składników, polepszaczy i konserwantów). Niemniej jednak przepis na makaron z sosem i puplecikami mnie urzekł i postanowiłam go wypróbować :) Jedyne, co zmieniłam w porównaniu z oryginałem to zwiększenie ilości pomidorów z 2 do 3 puszek. Przy dwóch puszkach - moim zdaniem - sosu pomidorowego jest nieco za mało. Nie, nie mierzę miarą stosowaną przez wielu naszych rodaków, według których makaron ma pływać w sosie ;) Oryginalny przepis Jamiego można znaleźć np. w książce "Każdy może gotować", z której pochodzi również ten przepis.

Makaron z sosem pomidoroym i pulpecikami, z przepisu Jamiego Olivera

Składniki (porcja dla 4 osób):
  • 1 płaska łyżka posiekanego świeżego rozmarynu (u Jamiego są 4 łodyżki, ale mogą być dłuższe lub krótsze, ja mam dłuższe - wzięłam 2 i było trochę za dużo)
  • 2 łyżki bułki tartej (u Jamiego są drobno pokruszone krakersy z komentarzem, że używa krakersów, bo bułka tarta jest trudno dostępna - w Polsce nie ma problemu z jej kupieniem, używam więc bułki)
  • 2 łyżeczki musztardy (Jamie rekomenduje Dijon, ale sarepska też ujdzie ;)
  • 500g mięsa mielonego (wołowego, wieprzowego lub mieszanki; nie powinno być zbyt tłuste)
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 jajko
  • sól i pieprz
  • oliwa z oliwek
  • jeden pęczek bazylii (w praktyce 1 doniczka :)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1/4 świeżej lub suszonej papryczki chili
  • 3 puszki (400g) pomidorów bez skórki (najłatwiej będzie, jeśli będą to krojone pomidory; jak już wspominałam - w oryginalnym przepisie Jamiego jest mniej, 2 puszki)
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • opcjonalnie: starty parmezan do posypania
  • ulubiony makron (u mnie spaghetti)
Przygotowanie:
  1. mięso mielone mieszamy z drobno posiekanymi igiełkami świeżego rozmarynu, bułką tartą, musztardą, oregano, jajkiem, solą (dodałam 2/3 płaskiej łyżeczki) i pieprzem (dodałam 1/4 łyżeczki)
  2. masę mięsną dobrze wyrabiamy, a następnie dzielimy na 4 części
  3. z każdej z tych 4 części lepimy 6 pulpetów (ułatwieniem będzie lepienie ich mokrymi dłońm, wówczas mięso nie przylepia się do dłoni)
  4. każdy pulpet smarujemy odrobiną oliwy (Jamie radzi ułożyć gotowe pulpety na talerzu, przykryć folią i przechowywać w lodówce, aż będą potrzebne - mi były potrzebne od razu :)
  5. na dużej patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, wkładamy pulpety i obsmażamy z każdej strony
  6. usmażone pulpety wykładamy na talerz i odkładamy
  7. cebulę i czosnek obieramy i drobno siekamy
  8. posiekaną cebulę wrzucamy na patelnię, na której smażyliśmy mięso (jeśli jest taka potrzeba, dodajemy jeszcze jedną łyżkę oliwy) i smażymy przez kilka minut, do uzyskania lekko złotego koloru
  9. następnie dorzucamy czosnek i chwilę razem smażymy
  10. dalej dodajemy drobno posiekaną papryczkę chili i listki bazylii, porwane lub niedbale posiekane, sos pomidorowy i ocet balsamiczny
  11. mieszamy i dusimy do uzyskania sosu
  12. doprawiamy sos solą i pieprzem do smaku
  13. na patelnię, do sosu, wkładamy pulpety i razem dusimy
  14. w międzyczasie gotujemy makaron (jedno 500-gramowe opakowanie spaghetti powinno być ok) w osolonej wodzie, zgodnie ze wskazówkami z opakowania
  15. odcedzamy makaron i zostawiamy ok 1-2 łyżki wody z gotowania, którą wlewamy z powrotem do garnka, w którym gotował się makaron, wrzucamy do niego również makaron i wlewamy 1/2 sos u pomidorowego, bez pulpetów (podobno powinno się robić na odwrót - nie sos do makaronu, tylko makaron do sosu, ale dużo wygodniej jest wlać sos do dużego garnka i wymieszać go z makaronem niż przekładać makaron do sosu i mieszać całość w zwykle płytkiej patelni, ryzykując, że jakaś część dania znajdzie się poza patelnią)
  16. makaron z sosem wykładamy na talerze, na wierzchu każdej porcji układamy pulpety i polewamy całość resztą sosy
  17. posypujemy świeżo startym parmezanem, dekorujemy bazylią i zajadamy
Jeżeli dla kogoś 6 pulpetów i ponad 150g makarony to za dużo, sugeruję zmniejszyć porcje - tą ilością składników można podobno wykarmić nawet 6 osób ;)

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Kluski z truskawkami

Kluski z truskawkami to jedno z moich ulubionych letnich dań z dzieciństwa. Robiła nam je mama w czasach, gdy wiosna była wiosną (a nie zimą), a lato było latem (a nie jesienią) i gdy truskawki miały słodycz truskawek, której w dzisiejszych czasach rzadko można uświadczyć. Gdy próbuję je odtworzyć, będąc dużym dzieckiem, już na etapie przygotowania cieszę się z posiłku, który zaraz zjem :) Nie mówiąc już o tym, jak cieszę się, jedząc ;)

Nie są to wyżyny sztuki kulinarnej. Smakosze makaron pewnie mieliby wiele zastrzeżeń, Włosi pewnie obchodziliby łukiem miskę takiego makaronu. Zresztą nie muszę daleko szukać - mój Wybranek patrzy na to danie z nieukrywanym wstrętem. Zwykle interesują mnie jego poglądy, ale nie w tym przypadku ;) Nie zważając na zachowanie Wybranka, w każdym sezonie truskawkowym przygotowuję sobie to danie i konsumuję je z radością. Tylko ja i miska klusków z truskawkami :) No, może jeszcze dopuszczę do stołu opakowanie waniliowego serka homogenizowanego z prawdziwą wanilią (jak twierdzi producent) oraz odrobiną zwykłego, białego cukru, jeśli truskawki, które akurat mam, nie grzeszą słodkością.

Zastanawiałam się, czy powinnam publikować na blogu przepis na tak banalne danie... I uznałam, że powinnam, bo być może wśród czytelników są osoby, które również jadały w dzieciństwie takie danie i które ten wpis zachęci do powrotu do korzeni ;)

Kluski z truskawkami


















Składniki (porcja dla jednej osoby):
  • 20-25 niedużych truskawek
  • ok. 70-80g suchego makaronu nitki (moja mama od kilku lat używa makaronu nitki marki Goliard, a ja przejęłam od niej ten zwyczaj)
  • cukier (jeśli truskawki są mało słodkie, zaczęłabym od 1 łyżeczki)
  • opcjonalnie: waniliowy serek homogenizowany (ja bardzo lubię serek z prawdziwą wanilią marki President, niestety rzadko udaje mi się go kupić, ale słyszałam od przyjaciółki, że President produkuje bardzo podobne serki dla Biedronki)
Przygotowanie:
  1. truskawki myjemy, oszuszamy i pozbawiamy szypułek
  2. oczyszczone truskawki wrzucamy do miseczki, w której będziemy podawali danie i rozgniatamy widelcem lub miażdzymy palcami
  3. do tak zmasakrowanych truskawek dodajemy łyżeczkę cukru i mieszamy
  4. makaron gotujemy wedle uznania - w moim przypadku raczej nie al dente, uważam, że makaron nitki nie nadaje się do al dente ;)
  5. ugotowany makaron wrzucamy na sitko, odsączamy i przepłukujemy zimną wodą, a następnie dokładnie odsączamy (nie chcemy wody w truskawkowym sosie)
  6. odcedzony makaron przekładamy bezpośrednio do miseczki z "truskawkową masakrą" i mieszamy
  7. jeśli danie jest za mało słodkie, dodajemy więcej cukru i ponownie mieszamy
  8. podajemy z kleksami serka waniliowego
Smacznego :)

niedziela, 16 grudnia 2012

Tagliatelle al ragu na zimową porę

Wybierając się z Wybrankiem mym kilka lat temu na wyprawę do Bolonii, sporo czytaliśmy na temat tego miasta i regionu, w którym się znajduje (Emilia-Romania). Bolonii przypisuje się najczęściej trzy określenia: uczona (la dotta), bo jest siedzibą najstarszego uniwersytetu w Europie; czerwona (la rossa), pierwotnie ze względu na czerwony kolor dachów, a po II wojnie światowej w związku z komunistycznymi sympatiami tego miasta i regionu Emilia-Romania; oraz tłusta (la grassa) w nawiązaniu do tamtejszych kulinariów. Podobno w Bolonii w ciągu jednego roku je się więcej niż w Wenecji w ciągu dwóch, w Rzymie trzech, w Turynie pięciu, a w Genui w ciągu dwudziestu lat :)

Grassa to dobre określenie dla dania, które chciałabym dziś zaprezentować: makaron tagliatelle z bolońskim sosem ragu, który nie jest tym samym, co powszechnie znany sos boloński. Ragu to mieszanka mięsa mielonego, włoskiego wędzonego boczku (pancetty), warzyw (marchew, seler naciowy, cebula), podlana winem i mlekiem, z dodatkiem przecieru pomidorowego i masła. A do tego makaron tagliatelle i inne dodatki, jak np. świeża bazylia czy parmezan.

Szukając w internecie przepisu na to danie, trafiłam na bloga wusia.pl, a przepis znaleziony na tym blogu stał się podstawą mojego ragu. Nie powstrzymałam się przed wprowadzeniem kilku modyfikacji, przez co moje danie straciło na autentyczności w porównaniu z oryginałem. Niemniej jednak każdy gotuje tak, jak mu najbardziej odpowiada - uważam, że jeśli kulinarna intuicja podpowiada nam, że w danym przepisie coś wypadałoby zmienić, należy z tej podpowiedzi skorzystać :)

Tłustość tego dania (pancetta, masło, tłuste mleko) sprawia, że wydaje się doskonałe na zimową porę, kiedy nasze organizmy domagają się bardziej energetycznych posiłków niż wiosną czy latem. Jedliśmy je w Bolonii w lipcu i rzeczywiście było za ciężkie na upały - o ile mnie pamięć nie myli, po zjedzeniu tego dania w 30-stopniowym upale mieliśmy ochotę położyć się w cieniu i sączyć zimne napoje. Nastroju na dalsze zwiedzanie zabrakło ;)

Tagliatelle al ragu

Składniki (porcja dla 3 osób):
  • 400g wołowego mięsa mielonego (u mnie była raczej chuda wołowina)
  • 75g pancetty (w oryginale jest 2-krotnie więcej, ale miałam tylko 75g, moim zdaniem wystarczy)
  • 1 nieduża marchew
  • 1 łodyga selera naciowego
  • 1 średniej wielkości zwykła cebula (lub 2-3 szalotki)
  • puszka pomidorów pelati (w oryginale jest tylko 80g przecieru, ale ja dodałam całą puszkę, czyli ok 400g)
  • 120ml czerwonego wytrawnego wina (w oryginale jest 60ml białego wina; ja podwoiłam tę ilość; dodałam Chianti, to samo wino piliśmy do posiłku)
  • 120ml mleka (w oryginale jest tłuste, ja odpuściłam się profanacji i dodałam chude, które zawsze mam w domu i którego używam do kawy)
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka masła (w oryginale jest 70g)
  • sól i pieprz do smaku
  • 250g suchego makaronu tagliatelle
  • opcjonalnie: świeża bazylia, starty parmezan
Przygotowanie:
  1. warzywa myjemy i obieramy (cebula, marchew), a następnie drobno siekamy (seler i cebulę nożem, marchew starłam na tarce o grubych oczkach)
  2. na patelni rozgrzewamy oliwę, dorzucamy warzywa i podsmażamy do miękkości na niedużym ogniu
  3. pancettę drobno siekamy lub mielimy w maszynce, a następnie dorzucamy do podsmażonych warzyw i wszystko razem podsmażamy przez kolejnych kilka minut
  4. do warzyw i pancetty dodajemy mielone mięso i smażymy razem, starając się, aby mięso nie zbijało się w duże kawałki
  5. gdy mięso mielone będzie już usmażone, wlewamy na patelnię wino i mieszamy
  6. po odparowaniu wina, dodajemy przetarte przes sitko pomidory pelati z puszki (może też być passata) i mieszamy
  7. gdy sos nieco się zredukuje, dodajemy mleko, mieszamy i dusimy dalej (do zredukowania płynu)
  8. następnie dodajemy łyżkę masła i rozprowadzamy ją w sosie
  9. na koniec doprawiamy sos solą i pieprzem
  10. w międzyczasie gotujemy makaron tagliatelle
  11. ugotowany makaron odcedzamy i wrzucamy z powrotem do garnka, w którym się gotował (ale garnek powinien być już zdjęty z ognia)
  12. do garnka z makaronem dodajemy sos i mieszamy (pozostawiając na patelni ok 6 łyżek sosu)
  13. makaron wymieszany z sosem wykładamy na talerze, a na każdej kupce makaronu układamy dodatkowo po 2 łyżki z pozostawionego na patelni sosu
  14. tak przygotowane porcje można posypać świeżą bazylią i/lub startym parmezanem
Smacznego :)

P.S. To jest ilość dla 3 głodnych osób/gdy tagiatelle ma być jedynym daniem. Niemniej jednak, jeśli ma to być jedno z kilku dań, ta ilość spokojnie wystarczy dla 4 osób.

środa, 12 września 2012

Makaron udon z kurczakiem i chińską sałatą

Nie jestem największą na świecie znawczynią ani entuzjastką azjatyckich smaków. Nie lubię sushi, mam dość niską tolerancję ostrości (w związku z czym odpada wiele dań kuchni tajskiej), tofu jest dla mnie niejadalne. Lubię za to zupę Pho (najchętniej z wołowiną - w tym miejscu pozdrowienia dla mojej koleżanki z pracy, Mai, z którą w porze lunchu raczymy się czasami tą zupą w małej wietnamskiej knajpce przy ul. Chmielnej w Warszawie) i wantang, a w najbliższym czasie planuję odwiedziny w przybytku serwującym chińskie pierożki przy ul. Niekłańskiej w Warszawie (o tym miejscu pisał niedawno Maciej Nowak z Gazety Wyborczej). Lubię też azjatyckie makarony i dania typu stir fry, aczkolwiek pojawiają się kolejne doniesienia o szkodliwości obróbki jedzenia w woku - ma to związek z małą powierzchnią smażenia w woku, sprawiającą, że tłuszcz nagrzewa się do znacznie wyższej temperatury niż na tradycyjnej patelni, gdzie powierzchnia smażenia jest większa; po podgrzaniu do zbyt wysokiej temperatury tłuszcz może nabrać właściwości rakotwórczych. Najbardziej do gustu przypadły mi japońskie makarony zbożowe (może dlatego, że są najbliższe europejskim ;), a w szczególności udon, czyli pszenny makaron w kształcie grubego spaghetti lub wstążek (pewnie występuje również w innej formie, ale ja spotkałam się z tymi dwoma rodzajami). Pierwszy raz próbowałam go w restauracji Dziki Ryż przy ul. Puławskiej w Warszawie i stał się powodem, dla którego wracałam do tego miejsca. Niestety, zauważyłam ostatnio, że zniknął z karty "oddziału" Dzikiego Ryżu przy ul. Wspólnej, również w stolicy, obawiam się więc, że zniknął i z karty restauracji-matki. Czyli nie mam już po co tam iść.

Wspominam o udonie, bo jakiś czas temu postanowiłam własnoręcznie przygotować danie z tym makaronem. Pierwsza próba była całkiem udana, poza tym, że makaron był za mało wilgotny = za mało oblepiony sosem z warzyw, mięsa i przypraw, które do niego dodałam. W ostatnią niedzielę zrobiłam go drugi raz i tym razem nie miałam mojemu udonowi nic do zarzucenia ;) Dodałam do niego posiekaną marchew, kawałki podsmażonego mięsa z piersi kurczaka, świeżą dymkę, obgotowane grzybki mun oraz chińską sałatę (w USA nazywaną bok choy, a w Wielkiej Brytanii, Australii i RPA - pak choi; w języku chińskim nazwa tego warzywa oznacza podobno po prostu "białe warzywo" - więcej informacji o chińskiej sałacie można znaleźć np. w Wikipedii). Chińska sałata wzięła się z...ogródka mojego dziadka z Lubelszczyzny. Skąd wzięła się w ogródku dziadka? Trochę z przypadku. Buszując wśród regałów w sklepie z nasionami, dziadek zauważył nasiona chińskiej sałaty, którą pomylił z kapustą pekińską. Kupił, zasiał i wyrosło mu coś, z czym nie wiedział, co ma zrobić :) O tym, że to jest bok choy/pok choi oraz że nie jest to produkt łatwo dostępny w Polsce (chyba nigdy nie widziałam tej sałaty w żadnym sklepie spożywczym), dowiedział się ode mnie. Próbowaliśmy sałatki z surowymi liśćmi tej sałaty, ale nie rzuciła nas na kolana. Za to po obróbce cieplnej, w towarzystwie mięsa, makaronu, marchwi, grzybków i przypraw, prezentowała się i smakowała bardzo dobrze.

Makaron udon z kurczakiem i chińską sałatą

Składniki (dla 2 osób):
  • 200g makaronu udon (udon jest raczej łatwo dostępny, można go kupić np. w supermarketach sieci Carrefour czy w sklepach z importowaną żywnością, a także w internecie; zwykle występuje w 300-gramowych opakowaniach, na które składają się 3 wiązki makaronu po 100g, przewiązane wstążką - japońska precyzja :)
  • 1 duża pierś z kurczaka
  • 1 duża marchew
  • 2 pęczki chińskiej sałaty
  • 1 łodyga dymki
  • 4-5 grzybków mun
  • 1 łyżka oleju
  • 2-3 łyżki sosu sojowego
  • szczypta (ok 1/4 łyżeczki) przyprawy "7 smaków (pieprzu)" (Shichimi Taugarashi, do kupienia m.in. w sieci sklepów Kuchnie Świata oraz w internecie)
  • opcjonalnie czarny sezam (do kupienia np. w Carrefourze)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. pierś z kurczaka opłukujemy wodą, osuszamy ręcznikiem papierowym, oczyszczamy z błon i innych niepotrzebnych elementów i kroimy w kostkę (można kroić w kawałki innego kształtu, dla smaku dania nie ma to znaczenia)
  2. pokrojonego kurczaka doprawiamy solą i pieprzem, a następnie podsmażamy na patelni na łyżce oleju przez kilka minut, do momentu, w którym kawałki mięsa będą lekko przyrumienione (nie smażymy za długo, żeby nie wysuszyć tego chudego mięsa)
  3. usmażonego kurczaka zdejmujemy z patelni i na chwilę odkładamy
  4. marchew myjemy, obieramy i kroimy w "niedbałe julienne" (jak to ujął mój Wybranek ;)
  5. grzybki obgotowujemy w niewielkiej ilości wody, do miękkości (z mojego doświadczenia wynika, że nie trzeba ich wcześniej namaczać, wystarczy podgotować przez ok. 10 min)
  6. chińską sałatę dzielimy na liście, dokładnie myjemy i osuszamy
  7. dymkę myjemy i siekamy w ukośne plasterki
  8. na tą samą patelnię, na której podsmażaliśmy kurczaka, wrzucamy liście sałaty oraz pokrojoną marchew, dolewamy 3-4 łyżki wody i dusimy, aż zmiękną, ale jednocześnie zachowają żywe kolory
  9. grzybki odcedzamy i wraz z kurczakiem dorzucamy do podduszonych warzyw (woda powinna wyparować)
  10. doprawiamy całość sosem sojowym i przyprawą "7 smaków"
  11. pod koniec gotowania dodajemy pokrojoną dymkę
  12. gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  13. ugotowany makaron łączymy z mięsem i warzywami
  14. nakładamy porcje makaronu na talerze i posypujemy ziarnami czarnego sezamu (taki detal, raczej dla wyglądu niż dla smaku ;)
Smacznego :)

P.S. Jak już zaznaczałam na początku tego wpisu, nie jestem znawczynią kuchni azjatyckiej, w związku z czym możliwe jest, że podając powyższy przepis czy też pisząc o kuchni azjatyckiej popełniłam jakieś faux pas - jeżeli tak, przepraszam miłośników i znawców kuchni azjatyckiej za moje zachowanie. Na dobrą sprawę powyższe danie wcale nie jest azjatyckie, jest europejskie, a wręcz polskie, tyle że przygotowane z wykorzystaniem składników, które mogą być uznawane za azjatyckie ;)

niedziela, 2 września 2012

Makaron z sosem pomidorowym alla Norma i ricottą

Kolejne po makaronie z sosem (a)matriciana i puttanesca podejście do włoskich sosów pomidorowych. Tym razem sos alla Norma, z bakłażanem, świeżą bazylią i ricottą. Nazwa tego sosu pochodzi podobno od opery autorstwa Vincenzo Belliniego, a jego ojczyzna to miasto Katania na Sycylii. W klasycznym wydaniu występuje ricotta salata, czyli lekko solony, prasowany i suszony ser z pasteryzowanego mleka owczego (więcej informacji o tym serze można znaleźć np. tutaj). Ricotta salata jest niestety trudno dostępna w Warszawie, szczególnie w niedzielne popołudnie... W związku z tym zastąpiłam ją świeżą, miękką ricottą, taką najzwyklejszą. I wyszło super, a Wybranek spałaszował swoją porcję w tempie znacznie szybszym niż inne makarony ;)

Fusilli alla Norma z serem ricotta

Składniki (dla 2 osób):
  • 250g makaronu (u mnie fusilli, ale może być dowolny)
  • 1kg dojrzałych pomidorów
  • 1 średniej wielkości bakłażan
  • 4 łyżki sera ricotta
  • pół pęczka świeżej bazylii
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 2 suszone pomidory
  • 1 mała suszona papryczka chili
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1.  bakłażan myjemy, kroimy w grube plastry, oprószamy solą i układamy na sitku na ok. 30 min, żeby puściły sok (ten zabieg ma pozbawić bakłażana goryczki)
  2. po upływie 30min plastry bakłażana płuczemy, osuszamy ręcznikiem papierowym i kroimy w dużą kostkę
  3. na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oliwy i podsmażamy na niej kawałki bakłażana, aż zmiękną
  4. pomidory myjemy, parzymy wrzątkiem, obieramy ze skórki i drobno kroimy
  5. czosnek obieramy i drobno siekamy
  6. na patelni rozgrzewamy drugą łyżkę oliwy, wrzucamy na nią czosnek i chwilkę podsmażamy
  7. do podsmażonego czosnku dodajemy pokrojone pomidory, odsączone z zalewy i drobno posiekane suszone pomidory oraz pokruszoną suszoną papryczkę (ja dałam bez pestek, bo nie lubię zbyt pikantnych dań), całość dusimy do trzymania gęstego sosu
  8. dodajemy posiekaną bazylię i podsmażonego bakłażana, doprawiamy solą i pieprzem, chwilę razem dusimy
  9. makaron gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  10. po ugotowaniu i odsączeniu makaronu mieszamy go z sosem
  11. nakładamy sos z makaronem na talerze, dodajemy po 2 łyżki ricotty na porcję makaronu, można udekorować bazylią
  12. tuż przed konsumpcją mieszamy makaron z sosem z ricottą na talerzu
Smacznego :)

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Makaron z sosem puttanesca

Odcinek drugi pomidorowego wyzwania. Po makaronie z sosem (a)matriciana kolej na makaron z sosem puttanesca, czyli po kurtyzańsku (puttanesca w dosłownym tłumaczeniu znaczy "kurtyzana"). Niestety z pochodzeniem tej nazwy nie wiąże się żadna interesująca historia... miłosna. Ale za to danie jest k...wsko dobre i pewnie o to chodziło twórcy tej nazwy ;) Wrażliwszych czytelników przepraszam za niecenzuralne określenie, ale po prostu samo cisnęło mi się na usta.

Przygotowując makaron z sosem puttanesca, korzystałam ze skarbnicy przepisów na dania kuchni włoskiej, za którą uważam pokaźnych rozmiarów lekturę pt. "Culinaria Italia. Kulinarna podróż po Włoszech" pod redakcją Claudii Piras, wydanej w 2004 roku przez wydawnictwo KÖNEMANN. Dostałam ją kilka lat temu od znajomych z pracy w prezencie imieninowym. Na etapie fascynacji kuchnią włoską, na którym wówczas wraz z Wybrankiem mym się znajdowaliśmy, przeglądaliśmy tę książkę z namaszczeniem, raz po raz wypróbowując wybrane przepisy. Na podstawie wskazówek z tej książki Wybranek przygotował swój pierwszy domowej roboty makaron oraz deser panna cotta. Ja z kolei pod wpływem tej książki wykonałam moje pierwsze w życiu risotto (od razu wyszło dobre i od tamtej pory robię bazowe risotto właśnie z tego przepisu). Można w niej znaleźć przepisy z różnych regionów Włoch oraz informacje o stosownych trunkach. Na stronie 305 znajduje się przepis na spaghetti alla puttanesca. Ja spaghetti zastąpiłam makaronem linguine(i), równie dobrze można wykorzystać inny, dlatego przepis podaję w formie uogólnionej, jako makaron z sosem puttanesca.

Makaron z sosem puttanesca
[na podstawie przepisu ze wspomnianej książki, ale z pewnymi modyfikacjami]

Składniki (dla 2 osób):
  • pół opakowania 500-gramowego opakowania wybranego makaronu
  • 1 kg dojrzałych pomidorów
  • 4 fileciki anchois (w oryginalnym przepisie są solone, ja miałam w oliwie i też było ok)
  • 150g czarnych oliwek
  • 1 łyżka kaparów
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku 
  • 4 suszone pomidory w oliwie [mój dodatek, w oryginale tego nie ma]
  • [w oryginale jest jeszcze 30g masła, ale pominęłam]
Przygotowanie:
  1. Filety anchois wyławiamy ze słoiczka/puszki, osuszamy ręcznikiem papierowym i drobno kroimy
  2. Czosnek obieramy i również drobno kroimy
  3. Na patelni/w rondlu rozgrzewamy oliwę, wrzucamy na nią posiekane anchois oraz czosnek, chwilę razem podsmażamy na niedużym ogniu
  4. Pomidory obieramy ze skórki i kroimy w drobną kostkę
  5. Pokrojone pomidory dodajemy na patelnię/do rondla razem z odsączonymi oliwkami i kaparami
  6. Do sosu dodajemy drobno posiekane suszone pomidory
  7. Sos gotujemy do rozpadnięcia się kawałków świeżych pomidorów
  8. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  9. Gdy sos jest już gotowy, gotujemy makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  10. Ugotowany makaron mieszamy z sosem lub układamy na talerzu i polewamy sosem
  11. Wierzch dania posypujemy posiekaną natką, można też dodać starty parmezan
Jeśli nie lubicie anchois, nie przekreśla to Waszych szans jako konsumentów makaronu z sosem puttanesca. W procesie gotowania kawałeczki anchois rozpadają się i są jedynie lekko wyczuwalne, nadając sosowi oleistego posmaku, jeśli mogę posłużyć się takim określeniem. Buon appetito! :)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Wypasiona lasagne mojej babci

Objedliśmy się jak dzikie osły – skwitowała dzisiejszy obiad moja babcia, po tym, jak każdy z biesiadników skonsumował swój kawałek lasagne, którą dla nas przygotowała. W zasadzie to danie można zaliczyć do kategorii potraw jednogarnkowych, bo znalazły się w nim: makaron, mięso mielone, kiełbasa wiejska, pomidory, szpinak, pieczarki i ser żółty. Wszystkie te składniki zostały odpowiednio przygotowane, a następnie poprzekładane i zapieczone w piekarniku. Wyszła wielka porcja pysznej zapiekanki.

To nie jest lasagne, jaką znacie. To jest lasagne mojej babci, jedyna w swoim rodzaju. Przekonajcie się sami. Uwaga: to danie jest naprawdę sycące, z tymi dzikimi osłami to nie żart, aczkolwiek nie wiem, dlaczego akurat dzikie osły zostały przywołane przez babcię, ale być może taki dziki osioł to bardzo żarłoczne zwierzę. Prawie tak żarłoczne, jak przywoływane czasami przeze mnie dzikie węże ;)

Lasagne mojej babci

Składniki (porcja dla 6-8 osób; dzisiejszą lasagne babcia przygotowała w naczyniu żaroodpornym o wymiarach 20x30x10cm):
  • ok. 1 i 1/3 opakowania szuszonych płatów makaronowych na lasagne (ok. 650g, pakowany jest zwykle po 500g)
  • 500g kiełbasy wiejskiej (im chudsza, tym lepsza)
  • 300-350g mięsa mielonego (u nas była mielona szynka wieprzowa – to jest ulubiony rodzaj mięsa mielonego babci, stąd taki wybór)
  • 5 dużych pieczarek
  • duża garść świeżego szpinaku (lub pół opakowania mrożonego, w liściach)
  • 2 średniej wielkości cebule
  • 1 puszka pomidorów bez skórki (ok. 400g)
  • kilka plastrów sera żółtego (100-150g)
  • ok. 100ml śmietany (12% będzie ok)
  • masło
  • olej
  • ulubione zioła
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Kiełbasę obieramy ze skórki i kroimy (może być w plastry, może być drobniej)
  2. Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę, a następnie podsmażamy chwilę na 1 łyżce oleju (chodzi o to, żeby się zeszkliła)
  3. 1/3 podsmażonej cebuli dodajemy do mielonego mięsa, doprawiamy solą, pieprzem i ziołami (ew. innymi przyprawami, jeśli ktoś lubi)
  4. Pieczarki myjemy, kroimy w kostkę i podduszamy na 1 łyżce masła (nie chodzi o to, żeby je odparować, powinny zatrzymać płyn), doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z 1/3 podsmażonej cebuli
  5. Szpinak dusimy w niewielkiej ilości wody (1/4 szklanki), do miękkości, gdy już zmięknie dodajemy śmietanę i doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  6. Pomidory (wraz z sokiem) przekładamy do rondelka, dodajemy resztę cebuli, doprawiamy solą, pieprzem, ziołami (oraz ew. innymi przyprawami) i gotujemy z nich sos (powinien być raczej płynny, żeby nawilżył płaty makaronowe)
  7. Naczynie żaroodporne natłuszczamy masłem
  8. Na jego dno wlewamy trochę sosu pomidorowego (tak, żeby pokrył dno)
  9. Na sosie układamy pierwszą warstwę makaronu
  10. Na pierwszą warstwę makaronu nakładamy sos pomidorowy – tak, żeby przykrył makaron
  11. Na sosie układamy drugą warstwę makaronu
  12. Drugą warstwę makaronu pokrywamy mięsem mielonym
  13. Na mięsie układamy kolejną warstwę makaronu
  14. Na makaronie układamy pokrojoną kiełbasę, którą skrapiamy sosem pomidorowym (2-3 łyżki)
  15. Skropioną sosem kiełbasę przykrywamy kolejną warstwą makaronu
  16. Makaron pokrywamy podduszonymi pieczarkami, które przykrywamy kolejną, ostatnią warstwą makaronu
  17. Na ostatniej warstwie makaronu rozkładamy szpinak duszony ze śmietaną i przykrywamy go plastrami sera żółtego
  18. Na serze układamy kawałeczki masła
  19. Całość przykrywamy przykrywką od naczynia żaroodpornego lub folią aluminiową
  20. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza
  21. Wstawiamy naczynie z lasagne do piekarnika
  22. W momencie, w którym ser zacznie się topić, zmniejszamy temperaturę do 160 stopni Celsjusza i zapiekamy ok. 60min (trzeba sprawdzić miękkość płatów makaronowych i stopień przypieczenia sera – jeśli są wystarczająco miękkie/przypieczone, 60min powinno wystarczyć, jeśli nie – można potrzymać w piecu dłużej)
Warstw makaronu i rodzajów farszu może być oczywiście mniej, mogą to też być inne rodzaje nadzienia, ale wówczas nie będzie to już taki prawdziwy babciny lasagne'owy wypas :)
Podajemy z napojami ułatwiającymi trawienie, np. z piwem ;)
Smacznego :)

niedziela, 5 sierpnia 2012

Makaron z sosem (a)matriciana w wydaniu awangardowym

Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że w trakcie tegorocznego sezonu pomidorowego wezmę na warsztat takie klasyki jak sos boloński, arrabiata, amatriciana i putanesca. Pomidorowe wyzwanie czas zacząć :) Na pierwszy ogień poszła amatriciana - lekko pikantny sos pomidorowy z aromatyczną mięsną wkładką, rodem z włoskiego miasta Amatrice. Spotkałam się z różnymi rodzajami mięsnej wkładki - jadłam ten sos i z klasycznym boczkiem wędzonym (wówczas smak boczku był mocno wyczuwany w sosie), i ze szpekiem (średnio wyczuwalny), i z włoskim boczkiem pancetta (dodatek pancetty nadaje sosowi bardzo delikatny aromat boczku). Oryginalny przepis, którego nazwa brzmi nie amatriciana, ale matriciana (spaghetti alla matriciana), zawiera jednak nie boczek czy szpek, ale guanciale, czyli niewędzony boczek ze świńskiego policzka. Guanciale ma podobno niepowtarzalny smak i w związku z tym dodanie każdego innego rodzaju mięsa sprawia, że uzyskany w ten sposób sos (a)matriciana nie jest prawdziwą (a)matricianą. W Polsce nigdy nie widziałam guanciale, ale być może po prostu za słabo się rozglądałam. Mój sos będzie więc nieoryginalny, a dodatkową zbrodnią przeciwko amatriciańskiej sztuce kulinarnej, którą popełniłam, jest posypanie makaronu nie startym serem pecorino (w przeciwieństwie do guanciale łatwo dostępnym w Polsce), ale parmezanem (parmigiano regiano). Przyjmijmy więc, że moja wersja jest wersją awangardową ;)

Makaron z sosem amatriciana po mojemu

Składniki (na 4 niemałe porcje):
  • 500g makaronu (amatricianę najczęściej podaje się ze spaghetti, ale ja bardzo lubię sosy pomidorowe z grubszym makaronem, dlatego wybrałam maccheroni; wybierzcie taki, który najbardziej lubicie lub który akurat macie pod ręką)
  • 2 kg dojrzałych, pachnących pomidorów (w polskich warunkach rynkowych nie ma sensu przywiązywanie się do odmian, bo pomidor to przecież pomidor...)
  • 1 zwykła duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 250g pancetty (w przypadku zwykłego wędzonego boczku 150-200g powinno wystarczyć, boczek ma być dodatkiem, główne skrzypce grają pomidory)
  • duża szczypta cukru
  • 8 suszonych pomidorów (u mnie z oliwy)
  • 2 łyżki oliwy
  • 1 suszona ostra papryczka, z nasionami
  • sól i pieprz do smaku
  • ser (parmezan, pecorino, grana padano lub inny twardy ser - byle nie gotowy starty ser z torebki) oraz świeża bazylia do posypania (opcjonalnie)
Przygotowanie:
  1. pomidory myjemy, polewamy wrzątkiem i obieramy ze skórki
  2. obrane pomidory kroimy w niedużą kostkę
  3. cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy
  4. boczek kroimy w kostkę lub w słupki (tzw. lardony)
  5. boczek wrzucamy do rondla, w którym będziemy przygotowywali sos, bez dodatkowego tłuszczu (chodzi o to, żeby boczek podsmażył się na tłuszczu, który się z niego wytopi) i smażymy na złoty kolor
  6. do usmażonego boczku dodajemy oliwę, dorzucamy czosnek i cebulę, chwilę razem podsmażamy
  7. dodajemy pokrojone pomidory, mieszamy i dusimy
  8. kruszymy papryczkę na drobne kawałki i dorzucamy ją do pomidorów
  9. suszone pomidory siekamy i również dorzucamy do sosu
  10. na początku sos będzie wodnisty, bo pomidory puszczą soporo płynu - należy dusić sos tak długo, aż większość tej wody wyparuje, a sos będzie bardzo gęsty (makaron nie powinien być zalany sosem, sos ma oblepiać makaron; u mnie odparowanie sosu zajęło nieco ponad godzinę)
  11. gdy sos zgęstnieje, doprawiamy cukrem, solą i pieprzem
  12. po dodaniu przypraw jeszcze chwilę dusimy
  13. gotujemy makaron zgodnie z instrukcjami na opakowaniu
  14. ugotowany makaron odsaczamy i mieszamy z ciepłym sosem
  15. nakładamy na talerz, posypujemy startym serem i ziołami
Smacznego :)




środa, 16 listopada 2011

Prosty makaron z cukinią

To nie jest danie dla osób lubiących wyrafinowane kombinacje składników ani dla miłośników makaronów pływających w zawiesistych sosach*. To proste danie, z zaledwie kilku składników. Bardzo dobrze sprawdza się jako danie na lunch do zabrania do pracy, niemniej dobrze smakuje w warunkach domowych :)

Wspomniałam o przygotowywania tego makaronu w formie lunchu, bo właśnie w celu zabrania go do pracy zrobiłam go pierwszy raz. Zapewne nie jestem pierwszą osobą na świecie, która wpadła na pomysł takiej kombinacji składników, uznaję jednak to danie za autorskie :) Jednocześnie jest to kolejne danie z rodzaju "nawinie", czyli z tego, co akurat miałam w lodówce/na stanie. A że było to lato, miałam świeżą cukinię i bazylię (w zimie też mam je na stanie, ale w lecie lepiej smakują). Do tego trochę czosnku (spokojnie, został przetworzony w taki sposób, że raczej nie spowoduje, że koleżanki i koledzy z pracy nagle zaczną Was unikać ;), sól, pieprz, oliwa, no i ulubiony rodzaj makaronu (albo taki, który akurat macie). Jak dotąd robiłam to danie z spaghetti, penne i świderkami, zarówno z białej mąki, jak i w formie pełnoziarnistej. Tym razem będą pełnoziarniste świderki.

Polecam to danie również osobom, które nie mają za dużo czasu na gotowanie, np. wpadają do domu tylko na 1-2 godziny i biegną do kolejnej pracy/innych zajęć. Takie danie jest 100 razy lepsze niż jakaś podejrzana mrożonka, danie ze słoika czy z proszku, a jego przygotowanie trwa tylko chwilę dłużej niż zalanie wrzątkiem zupki z proszku czy podgrzanie gotowego jedzenia ze słoika...

Makaron z cukinią i bazylią

Składniki (dla 2 osób):

  • 1 duża cukinia
  • 2 szklanki makaronu (odmierzone przed ugotowaniem)
  • 1 pęczek świeżej bazylii
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
  • 2 łyżki oliwy

Przygotowanie:
  1. nastawić makaron do ugotowania zgodnie z instrukcjami na opakowaniu
  2. cukinię umyć, pokroić w półplasterki (niezbyt cienkie)
  3. czosnek obrać, drobno posiekać, podsmażyć chwilkę na oliwie (uwaga, żeby nie zbrązowiał - jak zbrązowieje będzie po ptakach ;)
  4. dodać cukinię, posolić, podsmażyć do miękkości (cukinia powinna być miękka, ale zachować ładny zielony kolor i kształt), powinno wystarczyć ok. 3-5 min na patelni (dużo zależy od rozmiarów patelni i rodzaju cukinii)
  5. cukinię doprawić pieprzem (i solą, jeśli danie jest za mało słone)
  6. niechlujnie (to lubię! ;) posiekać bazylię (tylko listki)
  7. odcedzony makaron dodać na patelnię, zdjąć patelnię z ognia
  8. całość posypać bazylią, wymieszać i można jeść (np. z dodatkiem startego parmezanu :)
Prawda, że proste? :)


*W tym miejscu przypomniała mi się opowieść Wybranka o tym, jak to wybrał się do sklepu z winem w celu nabycia trunku, który dobrze skomponowałby się z makaronem z sosem bolońskim. Wchodzi do sklepu, tłumaczy, że chciałby wino do takiego właśnie dania, a sprzedawca pyta: "Ale do jakiego makaronu z sosem bolońskim? Do takiego polskiego czy do włoskiego?". "Do polskiego?", odpowiedział zaskoczony Wybranek, nieświadomy istnienia polskiej odmiany. "A jaki to jest?", zapytał. "Makaron z sosem bolońskim po polsku to jest taki, gdzie makaron pływa w sosie prawie jak w zupie, a sos jest zrobiony z gotowej mieszanki z torebki z dodatkiem mięsa mielonego", wytłumaczył sprzedawca. "A nie, to ja mam taki raczej po włosku", odrzekł Wybranek. W dalszej części tej opowiastki Wybranek kupuje wino polecone przez tego sprzedawce, wraca do mieszkania, otwiera wino, próbuje...i nie jest zachwycony. Zachwyt przychodzi dopiero w momencie, w którym nakłada sobie porcję makaronu i próbuje wina do posiłku :)

piątek, 23 września 2011

Comfort food 2: makaronowy poprawiacz nastroju :)

Tym razem odc. 2 z serii comfort food (jedzenie na pocieszenie). Poprzednim razem pocieszać musiałam samą siebie, dziś pocieszenia potrzebował Wybranek, po ciężkim dniu w pracy. "Zjadłbym coś dobrego i napiłbym się wina", rzekł. Rozważaniom poddano gotowanie w domowym zaciszu lub wyjście "gdzieś". Gyby na Starym Mokotowie była jakaś przyzwoita pizzeria (mam wrażenie, że nie ma, ale jeśli jestem w błędzie, będę wdzięczna za wyprowadzenie mnie z tego błędu ;), pewnie stanęłoby na posiłku "na mieście" (bo pizza to dobro pierwszego wyboru, jeśli chodzi o comfort food nabywany poza domem), ale w związku z tym, że w okolicy jest tylko przybytek serwujący najbardziej tuczącą pizzę na świecie (aż tak zdesperowani nie byliśmy, żeby tam iść ;), podjęto decyzję o pozostaniu w domu. Nie upiekliśmy pizzy (to jednak wymaga trochę pracy...), ale zrobiliśmy inne danie, które spełniło zadanie na ten wieczór (poprawa humoru :).

W TOP10 ulubionych potraw Wybranka jest takie jedno danie, które gotujemy dość często. Z przepisu Gordona Ramsaya, który odkryliśmy jakiś rok temu: farfalle z boczkiem i groszkiem. I to ono stało się atrakcją dzisiejszego wieczoru. Proste składniki, prosty przepis, szybkie wykonanie. Czego chcieć więcej, jeśli humor nie dopisuje, a zmęczenie zniechęca do bardziej praco- czy czasochłonnych kuchennych operacji? Do tego czerwone wytrawne wino z Bordeaux (a dokładnie Haut-Médoc) i jedziemy z tym pocieszaniem :)

Makaron farfalle z boczkiem i zielonym groszkiem
(inspirowany przepisem z książki Gordona Ramsaya pt. "Szef kuchni po godzinach")


Składniki (porcja dla 2 osób):
  • 4 garści makaronu farfalle
  • 1/2 opakowania mrożonego groszku
  • 20 dag boczku (może być wędzony w plasterkach albo lardon)
  • 100ml śmietany (12% lub 18%)
  • 1/2 krzaczka świeżej szałwi
  • 4 gałązki natki pietruszki
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki startego parmezanu + trochę do posypania gotowego dania na talerzu
  • świeżo zmielony pieprz
  • 1 łyżka soli
Przygotowanie:
  1. nastawić wodę na makaron, osolić 1 łużką soli na ok 3l wody
  2. boczek pokroić w kostkę i podsmażyć bez tłuszczu (na suchej patelni, wystarczy tłuszcz, który wytopi się z boczku)
  3. mrożony groszek przesypać do miseczki (lub innego naczynia), zalać wrzątkiem - jak woda całkowicie ostygnie, odcedzić (ew. można też przez chwilę zblanszować w gotującego się w garnku wodzie)
  4. drobno posiekać czosnek i dorzucić na patelnię do boczku
  5. wrzucić makaron do gotującej się wody i gotować zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu
  6. na patelnię dodać śmietanę i  (odsączony z wody) rozmrożony groszek
  7. drobno posiekać szałwię i natkę, dorzucić na patelnię, wymieszać
  8. dodać 2 łyżki startego parmezanu, ponownie wymieszać
  9. sos doprawić pieprzem do smaku
  10. do sosu wrzucić makaron, dobrze wymieszać (tak, aby sos oblepił kokardki)
  11. na talerzu można dodatkowo posypać makaron świeżo startym parmezanem
Smacznego :)