Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pieczarki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2018

Praski akcent, czyli jajka z farszem pieczarkowym

Różne uroczystości w rodzinie Wybranka łączy obecność w menu jajek na twardo z farszem pieczarkowym, a że w zasadzie wszyscy jego najbliżsi krewni mieszkają lub mieszkali na warszawskiej Pradze, stąd określenie "praski akcent". Akcent ten pojawił się w tym roku na naszym bożonarodzeniowym śniadaniowym stole. Święta już za nami, ale pomyślałam, że podzielę się tym przepisem na blogu, bo może przydać się tym z Was, którzy planują sylwestrowe menu (taka połówka jajka na twardo z pieczarkowym farszem wydaje się być całkiem niezłą zimną przekąską na jeden lub dwa gryzy), a być może ktoś zdecyduje się je zrobić na święta wielkanocne i przepis będzie jak znalazł :-)

Nie mam pewności, jak dokładnie "praski akcent" jest przygotowywany przez rodzinę Wybranka, bo jakoś nigdy o przepis nie pytałam, zrobiłam więc "praski akcent" po stalowowolsku ;-)

Jajka z farszem pieczarkowym



Składniki:
  • 10 jajek
  • 10 większych pieczarek
  • 5 mniejszych pieczarek
  • 1 mała szalotka
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 3 gałązki świeżej natki do farszu + trochę do dekoracji
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. jajka gotujemy na twardo (ja wkładam jajka do garnka z zimną wodą i gotuję jajka przez 10 minut od momentu zagotowania wody)
  2. ugotowane jajka studzimy
  3. pieczarki myjemy lub obieramy, kroimy na grube plasterki i dusimy (wrzucamy na suchą patelnię i czekamy, aż odparuje z nich woda, a następnie dodajemy łyżkę oleju i podsmażamy, doprawiają solą i pieprzem)
  4. uduszone plasterki małych pieczarek oddzielamy od plasterków tych większych
  5. szalotkę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na łyżce oleju
  6. wystudzone jajka przekrajamy ba pół, ostrożnie wyjmujemy żółtka - białka układamy na talerzu, a żółtka łączymy z uduszonymi plasterkami większych pieczarek, podsmażoną cebulką i drobno posiekaną świeżą natką , a następnie z blenderujemy na gładką masę, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  7. do każdej połówki jajka nakładamy porcję farszu (po ok 1 czubatej łyżeczce), dekorujemy plasterkami uduszonych mniejszych pieczarek i listkami natki
  8. serwujemy na zimno 
Smacznego :-)







niedziela, 6 maja 2018

Zapiekanki z zielonymi szparagami

Sezon szparagowy wystartował. Tzn. szparagi z importu były dostępne już od jakiegoś czasu, teraz można korzystać z polskich plonów :-) Wybranek zaopatrzył nas w trzy piękne pęczki w piątek, więc weekend upływa nam pod znakiem szparagowych posiłków.

Szukając pomysłów na szparagowe dania, najczęściej trafiam albo na szparagi pieczone z różnymi dodatkami (np. z szynką parmeńską, z cytryną i rozmarynem, pod beszamelem, na cieście francuskim), albo na makarony/risotta z dodatkiem tych warzywa (np. risotto z dodatkiem kurczaka i marchewki, makaron ze szparagami, boczkiem i sosem alfredo) albo na szparagi w towarzystwie jajek (np. z omletem, z jajecznymi muffinami, z jajkiem sadzonym, z pastą jajeczną). Rzadziej zdarzają się inne kombinacje, ale nie przestaję szukać - na liście "do zrobienia" mam szparagi w jakimś azjatyckim daniu (prawdopodobnie "stir fry") i w sałatce. A dziś zapiekanki ze szparagami :-)

Zapiekanki to danie kultowe, chyba nie znam nikogo, kto by ich nie lubił. U mnie i Wybranka w domu zapiekanki (zwane "zapieksami") to jedno z częściej pojawiających się "dań", szczególnie, jak na dworze jest zimno i ciemno, a w pracy był ciężki dzień. To też całkiem niezły sposób na wykorzystanie pieczywa, które nie jest pierwszej świeżości.

Gdy byłam dzieckiem, moja Mama robiła zapiekanki dla mnie i mojego rodzeństwa w takim PRLowskim opiekaczu, produkowanym w NRD, czasami można znaleźć to ustrojstwo na Allegro. Mój Tato nazywał je "wulkanizatorkiem" :-)  Zapiekanki z tego opiekacza to jest jedno z moich najsilniejszych i najmilszych gastrowspomnień z dzieciństwa - pamiętam zapach spieczonego sera, chrupanie przypieczonego pieczywa, zajadanie zapiekanek przed telewizorem, w trakcie seansu Smerfów (oczywiście tylko wtedy, gdy Taty nie było w domu, bo Tato nie pozwalał nam nic jeść w dużym pokoju, żeby chociaż jedno pomieszczenie w domu pozostało w stanie "wyjściowym"). Dobrze w domu być z Mamą :-)

Przygotowanie zapiekanek to żadna filozofia, miałam więc wątpliwości, czy w ogóle wrzucać ten przepis na bloga, no ale jednak wrzucam, bo może kogoś zainspirują do takiego wykorzystania szparagów :-) Moja wersja jest bez mięsa, ale można oczywiście dodać jakąś wędlinę.

Zapiekanki z pieczarkami, mozzarellą i szparagami


















Składniki (dla 2-4 osób, w zależności od pojemności żołądka):
  • 2 nieduże bagietki (ale takie raczej polskie niż francuskie; bardzo dobrze nadają się do tego bagietki z piekarni Piwońskich w Warszawie) lub tzw. weki lub bułki paryskie
  • 500g pieczarek
  • 1 duża mozzarella (można też użyć zwykłego sera żółtego, ale mi zależało na mozzarelli, bo ma delikatny smak, a więc nie zdominuje szparagów)
  • 1 pęczek szparagów
  • 1 małą cebulka (u mnie była szalotka)
  • 1 łyżka oleju
  • natka pietruszki (kilka łodyżek)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Mozzarellę wyjmujemy z opakowania, odsączamy z płynu, kroimy na plastry, a każdy plaster rozrywamy na mniejsze kawałki (zaczynam od odsączenia i rozdrobnienia mozzarelli, bo niektóre mozzarelle mają w sobie bardzo dużo płynu, a jeśli tego płynu się nie pozbędziemy, na pizzy czy zapiekance może powstać nieapetyczne bajoro)
  2. Pieczarki myjemy i obieramy (jeśli obieracie, nie wszyscy to robią), kroimy na plasterki i wrzucamy na suchą patelnię, żeby odparować z nich wodę
  3. Cebulkę obieramy, drobno siekamy
  4. Gdy woda z pieczarek wyparuje, dodajemy na patelnię łyżkę oleju, wrzucamy cebulkę i chwilę razem podsmażamy
  5. Natkę pietruszki (można oczywiście pominąć, ale dla mnie pieczarki, cebula i natka = best friends forever) drobno siekamy i dorzucamy na patelnię, mieszamy, doprawiamy całą zawartość solą i pieprzem do smaku i zdejmujemy z ognia
  6. Szparagi myjemy, odłamujemy zdrewniałe końce i kroimy na nieduże kawałki (takie, żeby zmieściły się w poprzek na bagietce/wece/bułce paryskiej) - dzięki rozdrobnieniu szybciej się upieką
  7. Bułkę przekrajamy w poprzek, układamy na kratce do pieczenia (takiej z piekarnika) przekrojoną stroną do dołu i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza na 3 min
  8. Po upływie 3 minut obracamy przekrojone bułki na drugą stronę i opiekamy przez kolejne 3 min
  9. Opieczone z dwóch stron bułki wyjmujemy z pieca, na każdej układamy pieczarki (pieczarki można wcześniej zblenderować na masę, którą posmarujecie bułki, ale mi się nie chciało), potem kawałki mozzarelli, a na wierzchu kawałki szparagów, posypujemy odrobiną soli i pieprzu i wstawiamy do piekarnika na ok. 15 min, zmniejszając temperaturę do 180 stopni
  10. Zapiekamy do momentu, aż mozzarella się stopi, a szparagi nieco przyrumienią, utrzymując jednocześnie zielony kolor (khaki nas nie interesuje ;-)
  11. Gotowe zapiekanki serwujemy na ciepło - używanie keczupu nie jest oczywiście zabronione, ale ja sobie podarowałam ;-)
Smacznego :-)

sobota, 5 maja 2018

Naleśniki z pieczarkowo-szpinakowym nadzieniem zapiekane z jajkiem

Odkąd zaczęłam samodzielnie gotować, wypróbowałam całkiem sporo przepisów, z których niektóre były naprawdę skomplikowane. Efekty tych moich starań zwykle były ok - czasami mniej, czasami bardziej, ale ogólnie coś zjadliwego z tego wychodziło (z wyjątkiem sytuacji, kiedy łamałam przepisy, działając wbrew wieloletniej tradycji czy zdrowemu rozsądkowi ;-) Pokonały mnie naleśniki, i to nie jeden raz. Próbowałam wielu przepisów i technik, ale zawsze grono ofiar jest duże. Ostatnio połowa ciasta wylądowała w koszu, bo naleśniki nie chciały odchodzić od patelni - nie wiem, czy to wina eksperymentowania z mlekiem bez laktozy, czy patelni, po prostu się przyklejały, przypalały i rwały przy próbie oddzielenia od spodu patelni. A zależało mi, żeby mieć chociaż 4 sztuki, bo chciałam zrobić danie, które Wam dziś zaprezentuję. Ostatecznie się udało, ale następnym razem poproszę, żeby naleśniki zrobił dla mnie ktoś inny (Wybranek podchodzi do gotowania na większym luzie niż ja, więc pewnie jemu wyjdą bez problemu).

Dzisiejsza propozycja została zaczerpnięta z bloga Pyszności.pl, aczkolwiek jestem przekonana, że wcześniej widziałam ją na którymś z zagranicznych video blogów, natomiast nie mogą znaleźć oryginału, podaję link do polskiego odpowiednika, bo jest na nim dobrze zilustrowany proces przygotowania tego dania. Łatwiej obejrzeć niż zrozumieć to, co zaraz tu nawypisuję ;-)

Danie to nadaje się na śniadanie (szczególnie, jeśli ktoś lubi cięższe śniadania), na lunch, a i na kolację nie będzie złe. Farsz można dowolnie modyfikować, dodając mięsne składniki, warzywa, inne zioła. Możliwości jest wiele. Jest to też sposób na wykorzystanie naleśników, które zrobiliście poprzedniego dnia, ale nie zostały zjedzone, o ile nie dodaliście do ciasta naleśnikowego cukru.

Naleśniki z pieczarkowo-szpinakowym nadzieniem zapiekane z jajkiem



















Składniki (dla 2 osób):
  • 4 duże, niesłodzone naleśniki (przepisu nie podaję, bo nie mam takiego, który mogłabym z czystym sumieniem polecić z powodów opisanych powyżej; dobrze, jeśli naleśniki są raczej cieńsze i elastyczne niż grube i puszyste, żeby nie pękały przy zwijaniu)
  • 250g pieczarek
  • 2 garści młodego szpinaku
  • mała cebulka (u mnie była biała końcówka od zielonej cebulki)
  • 3 jajka
  • tarty parmezan
  • świeża natka pietruszki
  • sól i pieprz do smaku
  • olej słonecznikowy (lub inny dobrze znoszący wysokie temperatury)
Przygotowanie:
  1. Pieczarki myjemy i obieramy (jeśli obieracie pieczarki), siekamy w plasterki i wrzucamy na suchą patelnię, żeby puściły wodę i się w niej udusiły
  2. Cebulę obieramy i drobno siekamy
  3. Gdy z pieczarek odparuje cały płyn, dodajemy na patelnię łyżkę oleju i dorzucamy posiekaną cebulę, chwilę razem smażymy, mieszając od czasu do czasu
  4. Gdy cebula będzie miękka, dorzucamy na patelnię szpinak, mieszamy, do momentu, aż szpinak zmięknie, ale nadal będzie miał ładny, zielony kolor
  5. Zawartość patelni doprawiamy solą i pieprzem (wedle uznania), posypujemy drobno posiekaną natką, mieszamy i zdejmujemy z ognia
  6. Dwa naleśniki układamy na blacie/desce do krojenia obok siebie tak, żeby brzeg jednego nieco zachodził na drugi - miejsce, w którym się łączą, smarujemy rozkłóconym jajkiem, żeby się skleiło
  7. Na naleśniki nakładamy (w poprzek) "ścieżkę" z połowy farszu, smarujemy brzegi naleśników rozkłóconym jajkiem i zwijamy w rulon
  8. To samo robimy z pozostałymi naleśnikami i farszem
  9. Naczynie do zapiekania w piekarniku (ja miałam duże kokilki, ale może być coś innego - jeśli blaszka, wyłóżcie papierem do pieczenia) natłuszczamy olejem
  10. Naleśnikowe rulony zwijamy na kształt ślimaków, miejsce, w którym końcówka rulony zachodzi na ślimaka smarujemy jajkiem, żeby się przykleiła 
  11. Naleśnikowe ślimaki wkładamy do naczynia do zapiekania, tak, aby naleśnik przybrał formę miseczki (z wyższymi brzegami i zagłębieniem wewnątrz), posypujemy startym parmezanem
  12. Naczynie z tak przygotowanymi naleśnikowymi ślimakami wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza i zapiekamy przez 10 min
  13. Po upływie 10 minut wyjmujemy naczynie z piekarnika, na wierzch każdego ślimaka wybijamy ostrożnie jajko, doprawiamy jajko solą i pieprzem i wstawiamy z powrotem do piekarnika (raczej na niższą półkę niż na wyższą - u mnie stało na ok 1/3 wysokości piekarnika) i zapiekamy do momentu, aż białko się zetnie (u mnie trwało to ok 10 min)
  14. Gotowe danie wyjmujemy z pieca, posypujemy drobno posiekaną natką pietruszki i serwujemy (koniecznie na ciepło)
Smacznego :-)

środa, 8 stycznia 2014

Makaron z pieczarkami i serem stilton z przepisu Gordona Ramsaya

Robiąc ostatnio zakupy w jednym ze sklepów z sieci Picolla Italia, przyuważyłam, że na stoisku z serami, obok wielu smacznych włoskich serów, pysznił się brytyjski stilton (miękki ser pleśniowy, przypominający nieco roquefort). Nigdy wcześniej nie widziałam w Polsce tego sera (być może źle patrzyłam albo chodzę do niewłaściwych sklepów), ostatni raz jadłam go kilka miesięcy temu po przywiezieniu niedużej ilości z Londynu. Do domu wracałam z Piccola Italia z solidnym kawałkiem sera stilton, mając już w głowie dania, do których ten ser wykorzystam. Przepisy o na te dania dużo wcześniej wyłapałam w książce Gordona Ramsaya pt. "Szef kuchni po godzinach" (wydanej przez wydawnictwo MUZA). To jedna z moich ulubionych książek autorstwa szefów kuchni-celebrytów, pochodzi z niej między innymi makaron z boczkiem i zielonym groszkiem, który należy do mojego osobistego top 5 dań z makaronem.

Przygodę z gotowaniem z wykorzystaniem stiltona rozpoczęłam od przepisu na makaron z pieczarkami i tym serem (strona 53 wspomnianej książki). Gordon Ramsay podaje przepis na tagliatelle, ale ja zmieniłam makaron na fettuccelle n. 13 (makaronowe wstążki o szerokości ok 4mm, długości spaghetti). Wy możecie wybrać taki, jaki lubicie najbardziej lub taki, który akurat macie w domu. Kolejną zmianą, jaką wprowadziłam, było przygotowanie sosu do makaronu z ilości składników dla 6 osób oraz dodanie go do makaronu w ilości odpowiedniej dla 2 osób (250g). Lubię intensywny smak sosu i lubię jak jest go sporo na makaronie. Zmniejszyłam też ilość masła (z 25g do 1 łyżki), a śmietanę wybrałam 12%, bo sam ser jest bardzo tłusty.

Makaron z pieczarkami i serem stilton

Składniki (2 spore porcje dla 2 raczej głodnych osób):
  • 250g niedużych pieczarek
  • 1 łyżka masła (w oryginale: 25g)
  • 100 ml śmietany (Gordon Ramsay podaje, że "gęstej", co oznacza "tłustej", np. 30%)
  • 100g sera stilton (Gordon Ramsay podaje, że można zastąpić stiltona np. roquefortem lub gorgonzolą)
  • garść posiekanej natki (w oryginale: natka i świeże liście oregano, których nie miałam)
  • 250g makaronu (w oryginale: 500g)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. w dużym garnku gotujemy osolona wodę (ja mam 5-litrowy, na tę ilość wody daję 1 łyżkę soli kuchennej)
  2. pieczarki myjemy i/lub obieramy, kroimy na ćwiartki (w oryginale plasterki) i wrzucamy na suchą patelnię, żeby odparowała się woda - gdy woda odparuje, dodajemy masło i podsmażamy do uzyskania lekko złotego koloru grzybów (w oryginale najpierw rozpuszczamy masło na patelni, a potem wrzucamy na nią surowe pieczarki i podsmażamy, ale ja zaczynam od suchej patelni, jak uczyła mnie moja Mama :-)
  3. podsmażone grzyby doprawiamy do smaku solą i pieprzem
  4. do garnka z wodą wrzucamy makaron i gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu
  5. na patelnię, do grzybów, dodajemy śmietanę i mieszamy, zmniejszając ogień
  6. następnie do grzybów i śmietany wkruszamy ser, doprowadzamy do rozpuszczenia (=do uzyskania gładkiego serowo-śmietanowego sosu), dodajemy ok 4/5 posiekanej natki, doprawiamy solą i pieprzem (jeśli trzeba, najpierw spróbujcie) (w oryginale ser i natka są dodawane już po wymieszaniu śmietanowego sosu z grzybami z makaronem, a część sera zostaje zachowana do posypania porcji makaronu na talerzach)
  7. odcedzamy makaron, pozostawiając w garnku ok 4 łyżek wrzącej wody
  8. odcedzony makaron przekładamy z powrotem do garnka z resztką wody, dodajemy sos z patelni i mieszamy
  9. nakładamy na talerze, posypujemy pozostałą natką
  10. podajemy zaraz po przygotowaniu
Smacznego :-)

środa, 30 stycznia 2013

Pork Wellington, czyli polędwiczka wieprzowa w cieście francuskim

Publikując jakiś czas temu post o Beef Wellington wspominałam, że podobną technikę pieczenia można stosować w przypadku innych rodzajów mięs. Wspominałam też, że np. moja babcia zamiast klasycznej polędwicy wołowej wykorzystała polędwiczkę wieprzową i że Wellington w takim wydaniu również był bardzo dobry. Ostatnio sama wypróbowałam ten patent i z czystym sumieniem mogę polecić Pork Wellington :) Jego wykonanie jest łatwiejsze niż w przypadku wołowego klasyka, bo polędwiczki wołowe są cieńsze, łatwiej się pieczą, a przede wszystkim nie ma obaw, że będą za bardzo upieczone (w przypadku polędwicy wołowej środek powinien być różowy, w przypadku polędwicy wieprzowej koloryt i stopień wypieczenia całego kawałka mięsa powinien być taki sam).

Pork Wellington

Składniki (porcja dla 4 osób):
  • 1 polędwiczka wieprzowa (400-500g)
  • kilka plastrów szynki parmeńskiej (nie podaję konkretnej liczby, bo to zależy od rozmiaru konkretnych plastrów - im większe, tym mniej; plastry ułożone "na zakładkę" powinny pokryć powierzchnię mięsa i zapobiegać wyciekaniu mięsnego soku)
  • 300g pieczarek
  • 1 opakowanie ciasta francuskiego (tym razem wypróbowałam ciasto francuskie z delikatesów Marks & Spencer - bardzo dobre; jest sprzedawane w kwadratowych blokach, które trzeba rozmrozić i rozwałkować)
  • 1-2 łyżki musztardy
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka mleka
Przygotowanie:
    1. wyjmujemy ciasto francuskie z zamrażalnika i rozmrażamy
    2. polędwiczkę opłukujemy pod bieżącą wodą, osuszamy ręcznikiem papierowym i oczyszczamy z błon
    3. na patelni rozgrzewamy oliwę i obsmażamy na niej mięso, ze wszystkich stron
    4. po usmażeniu  mięso smarujemy musztardą, oprószamy pieprzem i solą i odstawiamy do wystygnięcia
    5. pieczarki myjemy, obieramy i kroimy na ćwiartki lub grubsze plasterki
    6. grzyby wrzucamy na suchą patelnię i odparowujemy z nich wodę
    7. gdy woda odparuje, doprawiamy pieczarki solą i pieprzem do smaku i rozdrabniamy za pomocą blendera (na drobne kawałki, nie na mus), a następnieodstawiamy do wystygnięcia
    8. na blacie rozwijamy folię spożywczą, układamy na niej plastry szynki parmeńskiej tak, żeby na siebie zachodziły
    9. powierzchnię z szynki parmeńskiej smarujemy wystudzoną pastą pieczarkową (zostawiając trochę przestrzeni przy brzegach boczkowej warstwy), a na pieczarkowej warstwie kładziemy usmażoną polędwicę
    10. z pomocą folii spożywczej owijamy polędwicę szynkowo-pieczarkową "pierzynką", całość zawijamy szczelnie folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na 20 minut
    11. na blacie/desce rozkładamy rozmrożone ciasto francuskie
    12. po schłodzeniu odwijamy mięso z folii, układamy je na cieście i owijamy w to ciasto - przed zawinięciem można posmarować brzegi ciasta roztrzepanym żółtkiem, żeby lepiej się sklejały
    13. tak przygotowany "pakunek" owijamy folią spożywczą i wstawiamy na 5 minut do lodówki
    14. po schłodzeniu układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i smarujemy pozostałym żółtkiem  rozkłóconym z mlekiem, można też posypać po wierzchu pokruszonymi orzechami (u mnie garść orzechów włoskich)
    15. wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni Celsjusza, na środkową półkę, i pieczemy przez 30 minut
    16. następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni Celsjusza i pieczemy jeszcze przez 10 minut po upieczeniu wyjmujemy polędwiczkę z piekarnika i odkładamy na 5 minut, żeby odpoczęła
    17. "odpoczętą" polędwiczkę kroimy w grube plastry i serwujemy, najlepiej z warzywami o zdecydowanym smaku
Smacznego :)

środa, 16 stycznia 2013

Pierogi z szynką i pieczarkami

Z Wybrankiem mym chcieliśmy w weekend coś ugotować, ale nie wiedzieliśmy co. Zdarza się nawet najlepszym ;) Wtem Wybranek stwierdził, że jak pracował w innej firmie i innej części miasta niż teraz, stołował się w pewnej pierogarni, gdzie serwowano przeróżne pierogi, m.in. z sosem bolońskim. Wywołało to pewną konsternację, ponieważ na warszawskim Mokotowie trudno znaleźć otwarty sklep z mięsem w stanie nadającym się do spożycia w sobotni wieczór... Trzeba więc było kombinować. Stanęło na pierogach ze składnikami dostępnymi w pobliskim spożywczaku - z szynką wieprzową i pieczarkami. Wyszło całkiem fajnie, a żeby pierogi nie były za suche, podałam je z pesto z pestek słonecznika i natki pietruszki :) Z sosem bolońskim będą następnym razem.

Pierogi z szynką i pieczarkami

Składniki (na ok 20-25 pierogów):

CIASTO
  • 2 szklanki mąki pszennej (najlepiej poznańskiej) + trochę do posypania stolnicy
  • 4/5 szklanki ciepłej wody
  • 1 łyżeczka soli
FARSZ
  • 500g pieczarek
  • 100g szynki wieprzowej
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 1 łyżka oliwy
  • sól i pieprz do smaku
PESTO
  • 2 łyżki ziaren słonecznika
  • 1 łyżka startego parmezanu
  • 1/2 pęczka natki
  • 4-5 łyżek oliwy z oliwek
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. pieczarki obieramy lub myjemy, wedle uznania, i kroimy w plasterki
  2. pokrojone pieczarki wrzucamy na suchą patelnię i dusimy do odparowania całego płynu
  3. cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę
  4. szynkę kroimy w drobną kostkę
  5. po podduszeniu pieczarek na patelnię dodajemy 1 łyżkę oliwy z oliwek
  6. dodajemy na patelnię szynkę i cebulę, podsmażając je razem z pieczarkami i doprawiając solą i pieprzem
  7. gotowy farsz zdejmujemy z ognia i odstawiamy do wystygnięcia
  8. mąkę mieszamy z solą, w kopczyku robimy dołek i wlewamy wodę
  9. mieszamy mąkę z wodą i wyrabiamy elastyczne ciasto
  10. ciasto rozwałkowujemy na placek o grubości ok 2mm
  11. z ciasta szklanką wycinamy kółka
  12. na każdym kółku układamy farsz (1 czubatą łyżeczkę) i zlepiamy pierogi
  13. w dużym garnku gotujemy wodę (nie solimy już, bo i ciasto i farsz były solone)
  14. wrzucamy pierogi partiami na wrzącą wodę i odcedzamy po wypłynięciu pierogów na powierzchnię wody
  15. ziarna słonecznika, parmezan, natkę i oliwę blenderujemy razem na lekko grudkowatą masę, którą doprawiamy solą i pieprzem
  16. serwujemy z pierogami, zamiast tradycyjnej omasty

Smacznego :)

sobota, 17 listopada 2012

Zupa "zaprawa murarska", z pieczarek :)

Kiedy ktoś mnie zapyta, czy kiedykolwiek widziałam prawdziwą zaprawę murarską, odpowiadam, że nie. A konkretnie chyba nie ;) Mama zabraniała nam bawić się na terenie budowy szeregówek, który znajdował się nieopodal naszego osiedla bloków. A zabawy mogło być co niemiara - stara wanna z rozrobionym (pewnie żrącym) wapnem, dużo potłuczonego szkła (świetne do robienia tzw. sekretów) i pobitych cegieł (których odłamkami można było rysować po płytach chodnikowych jak kredą), a największą atrakcją było wchodzenie na I piętro jednej z tych szeregówek i skakanie z balkonu na hałdę piachu, usypaną pod balkonem. Podobno ktoś złamał rękę przy takim skoku, o poważniejszych urazach nie słyszała. Jak widać - świetna zabawa ;) Tam po prostu nie mogło zabraknąć jakieś zaprawy murarskiej, bo mam w głowie obraz tej szarej masy o grudkowatej konsystencji, a innych okazji, przy których mogłam nabyć tą wiedzę, nie kojarzę. A obraz, który mam w głowie zdaje się być prawidłowy, bo jak uruchomiłam wyszukiwarkę obrazów, wpisując w pole wyszukiwania "zaprawa murarska", moim oczom okazało się właśnie to, o czym myślałam ;)

Nazwałam tę zupę "zaprawą murarską", bo wyglądała prawie identycznie, jak ta zaprawa z moich wyobrażeń :) Sekret tkwi w odpowiedniej świeżości pieczarek (nie mogą być zbyt świeże, bo wtedy kolor jest za jasny; odpadają więc pieczarki o stopniu świeżości "dopiero co zebrane"; takie ciemne też nie są dobre, bo zamiast zupy w kolorze zaprawy murarskiej można otrzymać zupę przypominającą kolorem czarną polewkę, co w niektórych sytuacjach może być efektem niepożądanym ;) oraz w odpowiednim sposobie zblendowania zupy (nie celujemy w konsystencję gładkiego krem, wyłączamy blender na etapie nieco większych drobinek niż ziarnka piasku ;). Niemniej jednak smak będzie dobry, nawet jeśli się zagapicie i wyjdzie krem. Zupa jest bardzo prosta i smaczna, polecam :)

Zupa pieczarkowa "zaprawa murarska"

Składniki (porcja dla 6 osób):
  • 1 kg pieczarek
  • 1 duża cebula
  • 2 czubate łyżki posiekanej natki
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżka masła
  • 1,5 l bulionu warzywnego 
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. pieczarki myjemy lub obieramy, kroimy w ćwiartki
  2. cebulę obieramy, siekamy w kostkę (może być byle jak, bo potem i tak zblendujemy)
  3. na dnie garnka/w rondlu rozgrzewamy oliwę i masło
  4. na rozgrzany tłuszcz wrzucamy cebulę i podsmażamy do zeszklenia
  5. do zeszklonej cebuli dodajemy pieczarki i smażymy przez ok. 10 minut, mieszając
  6. podsmażoną cebulę i pieczarki zalewamy bulionem, przykrywamy i gotujemy 15-20 minut
  7. dodajemy natkę i jeszcze chwilę gotujemy
  8. wyłączamy gaz i blendujemy zupę, ale nie rozdrabniamy pieczarek zupełnie, tylko zostawiamy widoczne drobinki, które nadają zupie konystencję zaprawy murarskiej :)
  9. zblendowaną zupę doprawiamy do smaku solą i pieprzem, podajemy z dodatkową natką oraz świeżym pieczywem lub z grzankami

Smacznego :)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Wypasiona lasagne mojej babci

Objedliśmy się jak dzikie osły – skwitowała dzisiejszy obiad moja babcia, po tym, jak każdy z biesiadników skonsumował swój kawałek lasagne, którą dla nas przygotowała. W zasadzie to danie można zaliczyć do kategorii potraw jednogarnkowych, bo znalazły się w nim: makaron, mięso mielone, kiełbasa wiejska, pomidory, szpinak, pieczarki i ser żółty. Wszystkie te składniki zostały odpowiednio przygotowane, a następnie poprzekładane i zapieczone w piekarniku. Wyszła wielka porcja pysznej zapiekanki.

To nie jest lasagne, jaką znacie. To jest lasagne mojej babci, jedyna w swoim rodzaju. Przekonajcie się sami. Uwaga: to danie jest naprawdę sycące, z tymi dzikimi osłami to nie żart, aczkolwiek nie wiem, dlaczego akurat dzikie osły zostały przywołane przez babcię, ale być może taki dziki osioł to bardzo żarłoczne zwierzę. Prawie tak żarłoczne, jak przywoływane czasami przeze mnie dzikie węże ;)

Lasagne mojej babci

Składniki (porcja dla 6-8 osób; dzisiejszą lasagne babcia przygotowała w naczyniu żaroodpornym o wymiarach 20x30x10cm):
  • ok. 1 i 1/3 opakowania szuszonych płatów makaronowych na lasagne (ok. 650g, pakowany jest zwykle po 500g)
  • 500g kiełbasy wiejskiej (im chudsza, tym lepsza)
  • 300-350g mięsa mielonego (u nas była mielona szynka wieprzowa – to jest ulubiony rodzaj mięsa mielonego babci, stąd taki wybór)
  • 5 dużych pieczarek
  • duża garść świeżego szpinaku (lub pół opakowania mrożonego, w liściach)
  • 2 średniej wielkości cebule
  • 1 puszka pomidorów bez skórki (ok. 400g)
  • kilka plastrów sera żółtego (100-150g)
  • ok. 100ml śmietany (12% będzie ok)
  • masło
  • olej
  • ulubione zioła
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Kiełbasę obieramy ze skórki i kroimy (może być w plastry, może być drobniej)
  2. Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę, a następnie podsmażamy chwilę na 1 łyżce oleju (chodzi o to, żeby się zeszkliła)
  3. 1/3 podsmażonej cebuli dodajemy do mielonego mięsa, doprawiamy solą, pieprzem i ziołami (ew. innymi przyprawami, jeśli ktoś lubi)
  4. Pieczarki myjemy, kroimy w kostkę i podduszamy na 1 łyżce masła (nie chodzi o to, żeby je odparować, powinny zatrzymać płyn), doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z 1/3 podsmażonej cebuli
  5. Szpinak dusimy w niewielkiej ilości wody (1/4 szklanki), do miękkości, gdy już zmięknie dodajemy śmietanę i doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  6. Pomidory (wraz z sokiem) przekładamy do rondelka, dodajemy resztę cebuli, doprawiamy solą, pieprzem, ziołami (oraz ew. innymi przyprawami) i gotujemy z nich sos (powinien być raczej płynny, żeby nawilżył płaty makaronowe)
  7. Naczynie żaroodporne natłuszczamy masłem
  8. Na jego dno wlewamy trochę sosu pomidorowego (tak, żeby pokrył dno)
  9. Na sosie układamy pierwszą warstwę makaronu
  10. Na pierwszą warstwę makaronu nakładamy sos pomidorowy – tak, żeby przykrył makaron
  11. Na sosie układamy drugą warstwę makaronu
  12. Drugą warstwę makaronu pokrywamy mięsem mielonym
  13. Na mięsie układamy kolejną warstwę makaronu
  14. Na makaronie układamy pokrojoną kiełbasę, którą skrapiamy sosem pomidorowym (2-3 łyżki)
  15. Skropioną sosem kiełbasę przykrywamy kolejną warstwą makaronu
  16. Makaron pokrywamy podduszonymi pieczarkami, które przykrywamy kolejną, ostatnią warstwą makaronu
  17. Na ostatniej warstwie makaronu rozkładamy szpinak duszony ze śmietaną i przykrywamy go plastrami sera żółtego
  18. Na serze układamy kawałeczki masła
  19. Całość przykrywamy przykrywką od naczynia żaroodpornego lub folią aluminiową
  20. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza
  21. Wstawiamy naczynie z lasagne do piekarnika
  22. W momencie, w którym ser zacznie się topić, zmniejszamy temperaturę do 160 stopni Celsjusza i zapiekamy ok. 60min (trzeba sprawdzić miękkość płatów makaronowych i stopień przypieczenia sera – jeśli są wystarczająco miękkie/przypieczone, 60min powinno wystarczyć, jeśli nie – można potrzymać w piecu dłużej)
Warstw makaronu i rodzajów farszu może być oczywiście mniej, mogą to też być inne rodzaje nadzienia, ale wówczas nie będzie to już taki prawdziwy babciny lasagne'owy wypas :)
Podajemy z napojami ułatwiającymi trawienie, np. z piwem ;)
Smacznego :)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Beef Wellington, czyli polędwica wołowa pieczona w cieście francuskim

Beef Wellington to potrawa, którą wraz z Wybrankiem wielokrotnie widywaliśmy w różnego rodzaju programach kulinarnych z udziałem brytyjskich kucharzy-celebrytów. Do wypróbowania tego dania zachęcił nas ostatecznie Gordon Ramsay, niestrudzony propagator nowoczesnej kuchni brytyjskiej (tutaj możecie zobaczyć jego filmik instruktażowy, w którym krok po kroku tłumaczy, jak przygotować "wołowinę Wellingtona"). Zapadła decyzja, żeby spróbować zrobić to danie własnoręcznie. Padło na sylwestrową kolację. Niestety przy pierwszym podejściu trochę za krótko piekliśmy mięso - po przekrojeniu okazało się, że jest zbyt surowe nawet jak dla Wybranka, fana średnio wysmażonych steków. Musieliśmy wstawić pieczeń z powrotem do pieca. Jej przekrojenie sprawiło jednak, że warstwa ciasta, pieczarek i boczku przestała zabezpieczać mięso przed utratą mięsnych soków, które wypłynęły z polędwicy i podtopiły ciasto. Mało apetycznie to wyglądało...

Kolejną próbę podjęliśmy w miniony weekend. Tym razem efekt był dużo lepszy (mieliśmy termometr ze szpikulcem, który wbija się w pieczeń, żeby sprawdzić, czy w środku jest wystarczająco upieczona, czyli czy ma ok 54 stopni Celsjusza), aczkolwiek Wybranek i tak stwierdził, że to danie nie było warte takiego zachodu. Niemniej jednak ja uważam, że było bardzo dobre, a w naszym przypadku zachód wcale nie był taki duży, bo nie robiliśmy ciasta francuskiego własnoręcznie. Poszliśmy na łatwiznę, nabywając mrożone. Gdzieś przeczytałam, że najlepsze ciasto francuskie można kupić w delikatesach Blikle, udaliśmy się więc do tych delikatesów. Ciasto rzeczywiście było wysokiej jakości i smaczne, ale było też dość grube, w związku z tym stosunkowo długo czekaliśmy, aż się rozmroziło. Spokojnie wystarczy takie najzwyklejsze, z supermarketu.

Skąd nazwa Wellington? Otóż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, nawet Wikipedia ma wątpliwości ;) Mnie najbardziej przekonuje teoria, że danie to zawdzięcza swoją nazwę brytyjskiemu kucharzowi-patriocie, który po prostu chciał nadać klasycznemu francuskiemu daniu (filet de boeuf en croute) brytyjską nazwę. To trochę jak z kanałem morskim między Francją a Wielką Brytanią - Francuzi nazywają go La Manche, a Brytyjczycy English Channel ;) Warto też wspomnieć, że określenie "Wellington" funkcjonuje w odniesieniu do różnych dań, w których jakieś składniki są zapiekane w cieście francuskim. Np. wieprzowina (a la)Wellington(a), kurczak (a la) Wellington(a) czy warzywa (a la) Wellingtona. Zresztą po tym, jak opowiedziałam mojej babci o"polędwicy Wellingtona", babcia zrobiła polędwiczki wieprzowe otulone podduszonymi pieczarkami i ciastem francuskim, których próbowałam i które były bardzo dobre. Niech żyje kreatywność :)

Przygotowując nasz beef Wellington korzystaliśmy z wspomnianego już filmiku z instruktażem Gordona Ramsaya oraz z przepisu na filet de boeuf en croute, opublikowanego w magazynie KUCHNIA (styczniowe wydanie z 2012 roku, s. 38-40). Po niewielkim dochodzeniu przeprowadzonym z wykorzystaniem źródeł internetowych i książkowych muszę przyznać, że przepisów jest wiele. W niektórych pojawia się pasztet, w innych boczek (jak w magazynie KUCHNIA), a u Gordona Ramsaya - szynka parmeńska. W przypadku, gdy w grę wchodzi pasztet (z kurzych wątróbek), stosuje się też naleśniki, które mają zabezpieczać mięso otulone pieczarkami i pasztetem przed utratą wilgotności, która mogłaby zbytnio nawilżyć wierzchnią warstwę z ciasta francuskiego i sprawić, że całe danie staje się mało apetyczne. Jak w tym przepisie. Całość ma być zwarta, mięso soczyste, a poszczególne warstwy dobrze widoczne po przekrojeniu pieczeni. My zrezygnowaliśmy z pasztetu i naleśników. Zrobiliśmy polędwicę wołową otuloną pierzynką z podduszonych i rozdrobnionych w blenderze pieczarek z cebulką i natką, a następnie owiniętą cienkimi plastrami wędzonego boczku i płatem ciasta francuskiego. Smakuje to naprawdę dobrze :)

 Beef Wellington

Składniki (dla 2-3 osób o dużym apetycie lub 4 o standardowym)
  • ok. 650g polędwicy wołowej, ze środka polędwicy (chodzi o to, żeby nasz kawałek mięsa był na całej długości mniej więcej takiej samej grubości, inaczej nie upiecze się równomiernie)
  • 500g mrożonego ciasta francuskiego (może być trochę mniej, myślę, że 400-gramowy płat spokojnie wystarczy)
  • 300g pieczarek
  • 150g boczku wędzonego w plastrach
  • 1 szalotka lub zwykła mała cebula
  • 1 łyżka drobno posiekanej natki pietruszki
  • 1 łyżka musztardy
  • olej lub oliwa do smażenia
  • sól & pieprz do smaku
  • 1-2 żółtka
Przygotowanie:
  1. wyjmujemy ciasto francuskie z zamrażalnika i rozmrażamy
  2. polędwicę wołową opłukujemy pod bieżącą wodą, osuszamy ręcznikiem papierowym i oczyszczamy z błon
  3. mięso smażymy na patelni z tłuszczem (nie potrzeba dużo tłuszczu, wystarczy 1-2 łyżki oliwy lub oleju) z każdej strony
  4. po usmażeniu  mięso smarujemy musztardą, oprószamy pieprzem i solą i odstawiamy do wystygnięcia
  5. pieczarki myjemy i obieramy (lub nie, w zależności od preferencji) i kroimy (może być na duże kawałki)
  6. grzyby wrzucamy na suchą patelnię i odparowujemy z nich wodę, a po odparowaniu dodajemy trochę oleju lub oliwy (nie więcej niż 1 łyżkę) i podsmażamy razem z obraną i posiekaną cebulą
  7. doprawiamy pieczarki solą i pieprzem do smaku, dodajemy posiekaną natkę
  8. gotowe grzyby rozdrabniamy za pomocą blendera (nie na mus, ale na drobne kawałki) i odstawiamy do wystygnięcia
  9. na blacie rozwijamy folię spożywczą, na niej układamy plastry boczku tak, żeby na siebie zachodziły
  10. boczek smarujemy  wystudzoną pastą pieczarkową (zostawiając trochę przestrzeni przy brzegach boczkowej warstwy), a na paście kładziemy usmażoną polędwicę
  11. z pomocą folii spożywczej owijamy polędwicę boczkowo-pieczarkową "płachtą", całość zawijamy szczelnie folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na 20 minut
  12. na blacie/desce rozkładamy rozmrożone ciasto francuskie
  13. po schłodzeniu mięsno-pieczarkowego pakunku odwijamy go z folii, układamy na cieście i owijamy w to ciasto - przed zawinięciem można posmarować brzegi ciasta roztrzepanym żółtkiem, żeby lepiej się sklejały
  14. tak przygotowany "pakunek" możemy ozdobić liśćmi wyciętymi z resztek ciasta  francuskiego (mieliśmy 500g, to było trochę za dużo, więc z niewykorzystanej reszty zrobiłam listki oraz deser - wysmarowałam kokilki masłem, obsypałam odrobiną bułki tartej, wyłożyłam kwadratowtmi kawałkami ciasta francuskiego, tak, że rogi wystawały poza kokilki, do środka kokilek, na ciasto, wrzuciłam po kilka borówek amerykańskich, posypałam je szczypta brązowego cukru i wstawiłam do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza na 15 minut, zaraz po wyjęciu mięsa; podałam z gałka lodów :)
  15. gotowy "pakunek" owijamy folią spożywczą i wstawiamy na 5 minut do lodówki
  16. po schłodzeniu układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i smarujemy rozkłóconym żółtkiem za pomocą pędzelka
  17. wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 220 stopni Celsjusza, na środkową półkę, i pieczemy przez 10 minut
  18. następnie zmniejszamy temperaturę do 180 stopni Celsjusza i pieczemy jeszcze przez 35 minut (przy ok. 650g mięsa; stopień upieczenia sprawdzaliśmy termometrem, piekliśmy do osiągnięcia przez polędwicę temperatury 54 stopni Celsjusza)
  19. po upieczeniu wyjmujemy polędwicę z piekarnika i odkładamy na 10 minut, żeby odpoczęła
  20. "odpoczętą" wołowinę kroimy w grube plastry i serwujemy - przy krojeniu z mięsa może wypływać sok

Serwujemy na ciepło, np. w towarszystwie mixu sałat z winegretem i czerwonego, wytrawnego wina (u nas było Chianti, dla plebsu, jak to ujął Wybranek, czyli nie classico ;) Smacznego :)



czwartek, 1 grudnia 2011

Pizza na cienkim cieście domowej roboty z przepisu Michała

Wydawało mi się, że znam najlepszy przepis na domową pizzę na cienkim cieście. Myliłam się. Najlepsza pizza, jaką do tej pory zrobiłam to nie pizza z przepisu Jamiego Olivera na foccacię, który do wczoraj uważałam za najlepszy, ale z przepisu, którym podzielił się ze mną mój kolega z pracy, Michał. Niniejszym mu za to dziękuję.

Pizzę z przepisu Michała docenić powinien każdy fan pizzy na cienkim cieście, który nie lubi się przepracowywać. Przepis jest prosty, nawet po drobnych modyfikacjach, które wprowadziłam z braku odpowiedniego sprzętu, a przygotowanie pizzy zgodnie z tym przepisem nie trwa dłużej niż oczekiwanie na pizzę zamówioną w pizzerii z dowozem do domu w niedzielny wieczór na warszawskim Ursynowie (mój rekord: 1h 45 min). No i – co ważne – przygotowując pizzę w domu wiemy, z czego się składa. Skład tych z dowozu bywa podejrzany...

Domowa pizza na cienkim cieście z przepisu Michała


Składniki (na 2 większe lub 3 średnie pizze; najedzą się 3 osoby o przeciętnym apetycie):
  • ½ kg mąki – może być zwykła szymanowska 480 albo krupczatka lub wersja profesjonalna: włoska Farina Per Pizza firmy Molina – dostępna już w niektórych sklepach [Magda: próbując przemycić do tego przepisu elementy przepisu na foccacię Jamiego Olivera, wzięłam 400g zwykłej mąki pszennej i 100g semoliny; semolinę można dostać np. na  delikatesowych stoiskach w sieci sklepów Marks & Spencer]
  • 300 ml ciepłej wody
  • 1 cała torebeczka drożdży instant Dr. Oetker (7g)
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki cukru – byle nie czubate bo będzie za słodka
  • 2-3 łyżki oliwy z oliwek Extra Vergine, do dodania do ciasta po wstępnym wymieszaniu składników
Przygotowanie:
  1. wszystkie składniki połączyć i wyrobić w robocie kuchennym, do osiągnięcia jednolitej masy [Magda: z powodu braku robota kuchennego poradziłam sobie inaczej, stosując techniki znane mi z innych przepisów na pizzę: drożdże i cukier rozpuściłam w naczyniu, które odstawiłam na ok. 10 min pod przykryciem, gdy drożdże „ruszyły” czyli zaczęły się pienić, wlałam je do dużej miski, w której była już mąka – oba rodzaje – wymieszana z solą; następnie ręcznie wyrobiłam ciasto, a po wstępnym wyrobieniu dodałam 2 łyżki oliwy i jeszcze przez chwilę wyrabiałam]
  2. wyrobione  ciasto pozostawić do wyrośnięcia ½-1h – Michał stawia misę z ciastem  nad  czajnikiem z właśnie ugotowaną wodą, efekt murowany za każdym razem  [Magda: ja postawiłam misę z ciastem na nieco mniejszym naczyniu, do którego nalałam wrzątek; misę z ciastem przykryłam ściereczką]
  3. wyrośnięte  ciasto  podzielić na 3 części (średnie placki dla 1-2 osób) lub 2 części (pizze giganty dla 2-3 osób)
  4. jedną część ciasta rozwałkować, pozostałe wrzucić do torebek foliowych i do  lodówki  –  będzie  na  później. Im dłużej poleży w lodówce tym większe powstaną bąble powietrza w trakcie pieczenia (proces powolnej fermentacji)* [Magda: podzieliłam na 3 części, z każdej uformowałam koło, które następnie rozwałkowałam na papierze pergaminowym; upiekłam wszystkie, jedna po drugiej, nie chowałam do lodówki]
  5. piekarnik  nagrzewać  do temperatury 250 stopni Celsjusza, przez co najmniej 25 min. Ustawienia  piekarnika  elektrycznego:  termoobieg + grzanie od dołu. Blacha,   na  której  będziemy  piekli  pizzę,  powinna  być  cały  czas  w piekarniku,  na  najniższej  półce, i nagrzewać się razem z nim. [Magda: ja włączyłam  piekarnik w momemcie, w którym wyrobiłam ciasto i zostawiłam je do   wyrośnięcia;   dzięki  tej  synchronizacji  skróciłam  całkowity  czas przygotowania   potrawy;   moje  ciasto  rosło  30  min,  tyle  samo  czasu nagrzewałam piekarnik; mój piekarnik nie ma funkcji termoobieg + grzanie od dołu; włączyłam więc sam termoobieg w fazie nagrzewania]
  6. pizzę  ułożyć na nagrzanej blasze, bez smarowania jej tłuszczem [Magda: moja  pizza  była na papierze pergaminowym, który razem z ciastem po prostu włożyłam do piekarnika i ułożyłam na nagrzanej blaszce]
  7. uformowany  placek  posmarować  cienko  oliwą z oliwek, następnie sosem pomidorowym  (dobry  przecier  pomidorowy,  sól, oregano, czosnek, odrobina oliwy  z  oliwek),   posypać  pokrojoną  mozzarellą  i  szynką  oraz  ułożyć podsmażone  plasterki z 2-3 pieczarek (ew. z cebulą lub świeżym szpinakiem) [Magda:  dobór  składników dowolny oczywiście, kto co lubi; ja zrobiłam sos z 1 puszki pomidorów, 1 małej  cebuli,  1  ząbka  czosnku: czosnek i cebulę drobno posiekałam, podsmażyłam chwilę na łyżce oliwy, dodałam pomidory z puszki, doprawiłam suszonym  oregano,  solą  i pieprzem oraz podgotowałam do odparowania płyny; sos rozsmarowałam na cieście, na  sosie  ułożyłam plasterki szynki i mozzarelli oraz cieniutko pokrojone  pieczarki,  których  wcześniej nie smażyłam; na koniec posypałam pizzę pokrojonymi zielonymi oliwkami i suszonym oregano]
  8. tak przygotowaną pizzę włożyć do piekarnika (po nagrzaniu!) na ok. 8-10 min.  Na  2  min. przed końcem pieczenia można obrócić pizzę o 180 stopni aby się równomiernie  zarumieniła.  [Magda: każdy z 3 placków piekłam osobno, przez 10  min:  5  min  na  programie  „grzanie  od  dołu”,  + 5 min na programie „termoobieg i grzanie od góry”, nie obracałam o 180 stopni]
*Michał  radzi:  W  lodówce trzymać max. do tygodnia. Można też kule ciasta zamrozić.  Wtedy  do rozmrożenia  ciasto będzie potrzebować kilku godzin w cieple.

Wyszło  super,  polecam.  W sumie przygotowanie tej pizzy zajęło mi ok. 1h + pieczenie.

wtorek, 13 września 2011

Pizza w wydaniu PRLowskim, z wędzoną rybą

W książce „Stół, jaki jest”, o której wspominałam w jednym z poprzednich wpisów, Wojciech Nowicki tak oto pisze o podejściu do kuchni włoskiej w PRLowskiej Polsce: „To był okres ślepej wiary, obejmującej niemal cały naród, że można zrobić coś z niczego; że parmezan da się zastąpić serem tylżyckim, że zamiast owoców morza można użyć tuńczyka z puszki, dorsza i węgorza (osobna historia – znaleźć węgorza i móc sobie na ten zakup pozwolić). Ta wiara była nasza prywatna, siedzieliśmy przy stole w kuchni, pizza była w piekarniku, jak zawsze na całą blachę (…). Pomidor parzył (nikt nie uprzedził, że Włosi cienko kroją), zamiast mozzarelli był jakiś ser żółty, jeden z tych fabrycznych; ojciec przynosił zioła z ogrodu; i byliśmy wniebowzięci”.

A przypomniałam sobie o tym fragmencie tej książki, przeglądając zbiory przepisów mojej mamy w poszukiwaniu przepisu na polską pizzę. Polska pizza to nie jest jakiś tam cienki placek drożdżowy posmarowany sosem ze świeżych pomidorów i bazylii, obłożony mozzarellą oraz innymi dodatkami, kojarzącymi się z kuchnią śródziemnomorską. Polska pizza to prostokątne ciasto drożdżowe o grubości 2-2,5 cm, posmarowane przecierem pomidorowym lub keczu(a)pem, obłożone cebulą, pieczarkami i kiełbasą pokrojoną w plasterki oraz obficie posypane serem żółtym (nie na odwrót, tj. ser na dole, a na nim dodatki). Aha, i koniecznie doprawione majerankiem zamiast bazylii czy oregano :) I takiej właśnie pizzy zachciało się mojej siostrze i mi w ten weekend.

Przepis na taką pizzę dawno temu mojej mamie dała babcia (mama mojego taty). To był wielokrotnie sprawdzony przepis, więc nie mogło nie wyjść. Niestety w czeluściach szuflady z maminymi zbiorami literatury kulinarnej nie znalazłam wymiętej i obszarpanej karteczki niewielkich rozmiarów, na której ten przepis został uwieczniony. Przerzuciłam się więc na przeglądanie starych książek kucharskich, a wśród nich znalazła się pozycja pt. „Ciasta słodkie i wytrawne” Heleny Lipińskiej i Andrzeja Woźniakowskiego, która ma tyle lat, co ja ;) Zawiera wiele przepisów na różne słodkie i niesłodkie ciasta, m.in. pizzę. I to jaką! Z grzybami i... wędzoną rybą. Autorzy książki sugerują, że do takiej pizzy dobre będą wędzone szprotki, makrela lub śledź. Godne uwagi są również wskazówki dotyczące serwowania tego specjału: „[Pizzę] Podawać na gorąco, pokrojoną na kawałki, do czerwonego barszczu, bulionu, czystych zup lub z surówką”. Czad. Obawiam się, że po spróbowaniu takiego specjału przeciętny Włoch by… oniemiał (z zachwytu naturalnie), o ile w ogóle odważyłby się spróbować ;)



Stara prawda o życiu i marketingu głosi jednak, że lubimy to, co znamy. Taka pizza (bez wędzonej ryby!) kojarzy mi się z fajnym dzieciństwem, które miałam i z ciepłem rodzinnego domu, a to, czy jest prawdziwa (cokolwiek to znaczy) czy nie, nie ma w sumie większego znaczenia. Mi odpowiada :) Nie pokusiłam się na przygotowanie pizzy z wędzoną rybą, ale trochę zmodyfikowałam przepis z książki, m.in. zastępując rybę kiełbasą wiejską, a z grzybów wybierając pieczarki. Do tego trochę cebulki i tyle.



Składniki (na typową dużą blachę do ciasta):

na CIASTO (przy poniższych proporcjach ciasto wyrosło na ok. 1-1,5 cm)
  • 2 szklanki mąki
  • 1 szklanka mleka
  • 1 op. drożdży w proszku (ok. 7-8g)
  • 4 łyżeczki cukru
  • Szczypta soli
DODATKI
  • 2-3 łyżki keczu(a)pu lub przecieru pomidorowego
  • 15 dag sera żółtego
  • 1 laska kiełbasy wiejskiej
  • 0,75 kg pieczarek
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka oleju
  • Sól, pieprz
  • Oregano do posypania (jakoś nie mogłam się przemóc, żeby dodać majeranek…)
Przygotowanie:
  1. Mąkę przesiać do miski, wymieszać ze szczyptą soli
  2. Podgrzać mleko (powinno być ciepłe, ale nie gorące), rozpuścić w nim cukier i drożdże
  3. Mieszankę tę wlać do miski z mąką, wymieszać, zagnieść ciasto
  4. Ciasto odstawić do wyrośnięcia na ok. 30 min w ciepłe miejsce (miskę przykryć ściereczką)
  5. Nagrzać piekarnik do 170 stopni Celsjusza (bez termoobiegu)
  6. Obrać i umyć pieczarki, pokroić je w grubsze plastry, usmażyć (najpierw wrzucić na suchą patelnię i odparować płyn, a dopiero jak płyn wyparuje dodać łyżkę masła i podsmażyć, doprawiając solą i pieprzem)
  7. Obrać kiełbasę ze skórki, pokroić w plasterki
  8. Obrać cebulę, pokroić w kostkę
  9. Cebulę i kiełbasę podsmażyć razem na oleju
  10. Wyrośnięte ciasto wyłożyć na posmarowaną tłuszczem blachę i równomiernie rozprowadzić po jej powierzchni
  11. Ciasto posmarować ketchu(a)pem lub przecierem pomidorowym, na nim ułożyć pieczarki oraz kiełbasę z cebulą, posypać oreganem
  12. Ser zetrzeć na tarce, posypać pizzę
  13. Piec przez 20 min
Zapijać barszczykiem, z benzoesanem sodu lub bez, jak kto woli ;)