Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 lutego 2017

Faworki cioci Loni

Ciocia Lonia, siostra mojej babci, jest mistrzynią faworków. Co roku w okresie karnawału smaży ogromne ilości tych słodkości - czasami w podstawowej, jak ta, którą zrobiłam ja, a czasami w kształcie różyczek, z wiśniami z własnej roboty przetworów. Ciocia jest też mistrzynią wafli z kajmakiem, który sama gotuje, stojąc godzinami nad garnkiem i cierpliwie mieszając kajmak, oraz drożdżowych ciast pieczonych w piecu kaflowym (mówi, że z piekarnika jej takie dobre nie wychodzą), ale dziś będzie tylko o faworkach.

Faworki to jeden z niewielu rodzajów wypieków, które lubi Wybranek. W związku z tym postanowiłam raz na jakiś czas być dobrą żoną i usmażyć dla niego faworki na Tłusty Czwartek. Poświęcenie zostało przypieczętowane poparzeniem, a więc pamięć o faworkach będzie trwała dłużej niż jeden dzień ;-) Mimo wszystko było warto - przepis jest prosty, przygotowanie nie trwa długo, a efekt miły (nie ma to jak tłuszcz i cukier :-)

Faworki z przepisu cioci Loni




























Składniki (wzięłam 1/2 tego, co podyktowała mi ciocia, bo aż tyle byśmy we dwoje nie zjedli; z tej ilości składników wychodzi ok 40 faworków):
  • 250g mąki pszennej
  • 3 żółtka
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • 1 łyżka spirytusu lub octu
  • olej do smażenia (u mnie był 1 litr słonecznikowego)
  • cukier puder do posypania
Przygotowanie:
  1. Mąkę przesiewamy na stolnicę, na wierzchu górki robimy dołek i wlewamy do niego żółtka, śmietanę i spirytus, a następnie wyrabiamy ciasto (tak robi ciocia, ja wrzuciłam wszystko do misy robota kuchennego i wyrobiłam ciasto w robocie)
  2. Gotowe ciasto powinno być miękkie, elastyczne, wilgotne, ale nie powinno się kleić do rąk
  3. Ciasto dzielimy na porcje (u mnie trzy), nieużywane kawałki chowamy do woreczka foliowego, żeby ciasto nie wysychało
  4. Każdą porcję cienko rozwałkowujemy, tniemy na długie paski, które dzielimy na krótsze
  5. Na każdym krótszym pasku robimy nacięcie wzdłuż, na środku (w sporej odległości od brzegów), a następnie zawijamy jeden koniec, przekładamy przez otwór i wywijamy faworka
  6. Powtarzamy do zużycia całego surowego ciasta
  7. Tak przygotowane faworki smażymy po obu stronach na dobrze rozgrzanym oleju (u mnie w charakterze naczynia do smażenia dobrze sprawdził się wok ;-) porcjami (uwaga, smażą się naprawdę bardzo szybko, trzeba cały czas stać nad patelnią i pilnować, żeby się nie spaliły
  8. Gotowe faworki przekładamy na sitko, a potem na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się nadmiaru oleju
  9. Przestudzone faworki oprószamy cukrem pudrem
Smacznego :-)


niedziela, 15 lutego 2015

Torcik z solonym karmelem

Nie raz pisałam, że bardzo lubię delikatesy Marks & Spencer. Szczerze mówiąc, zastanawiałam się nawet na odpaleniem bloga poświęconego wyłącznie przepisom z wykorzystaniem składników kupionych w tych delikatesach ;-) Ale w związku z tym, że od dłuższego czasu mam problem z prowadzeniem jednego bloga, uruchamianie kolejnego nie ma sensu :-\

Dziś będzie o torciku z solonym karmelem, który kupuję w Marks & Spencer. Nie, nie robię solonego karmelu sama, aczkolwiek obstawiam, że jest to proste i że by mnie nie przerosło. No ale skoro odpowiada mi smak i konsystencja tego "kupnego", a jego skład - nie przeraża, po co się męczyć? ;-)

Zalety solonego karmelu przybliżyły mi lody marki Haagen-Dazs z tym właśnie składnikiem. Jadłam je pierwszy raz 2-3 lata temu, podczas spaceru ulicą Nowy Świat. Do tej pory pamiętam ten smak i bardzo żałuję, że lody tej marki z solonym karmelem dostępne są tylko w ich lodziarni, a w kubełkach dostępnych w delikatesach - nie. Pomyślałam sobie wówczas, że solony karmel mógłby być fajnym dodatkiem do tortów lub cupcake'ów z kremem na bazie mascarpone. Na Pintereście podpatrzyłam dodatkowo, że wypieki z solonym karmelem i kremem można zaserwować w towarzystwie solonych precelków, a całą tą kombinację udrapować na wierzchu mocno czekoladowego ciasta. I tak powstał pomysł na tort urodzinowy dla przyjaciółki, Asi.

Przepis na ciasto czekoladowe zaczerpnęłam z bloga Sally's Baking Addiction. Ciasto z tego przepisu jest naprawdę fantastyczne: jest mocno kakaowe, puszyste, wilgotne i ma piękny, intensywnie czekoladowy kolor, a jednocześnie nie jest bardzo słodkie, co lubię. Bardzo poleca, zarówno jako ciasto bez dodatków, jak i bazę do torcików. Tylko piec trzeba je znacznie dłużej niż podaje autorka oryginalnego przepisu. Ale to i tak jest zaledwie 40-45 min, więc nie grozi Wam spędzanie połowy dnia przy piekarniku.

Przepis dedykuję oczywiście Asi, a także Basi, która poprosiła o wrzucenie tego przepisu na bloga, co zmotywowało mnie do ruszenia tematu :-)

Torcik z solonym karmelem
 
Składniki:
 
Na czekoladowy spód
  • 110g mąki pszennej + trochę do oprószenia formy
  • 175g cukru
  • 40g kakao
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 120ml maślanki
  • 60ml oleju roślinnego
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 120ml mocnej kawy
  • odrobina masła do wysmarowania formy
Na dekorację
  • 500g serka mascarpone
  • ok. 2/3 słoiczka solonego karmelu marki Marks & Spencer (ja całego nie zużywam, ale można dodać więcej karmelu i wówczas może pójść cały słoiczek) - wygląda mniej więcej tak
  • kilkanaście solonych precelków (ja kupuję je również w Marks & Spencer, mają takie małe opakowania, wyłożone przy kasach)
Przygotowanie:
1. zaczynamy od ciasta, które najlepiej przygotować rano w dniu podania lub dzień wcześniej
2. w jednym naczyniu łączymy mąkę, cukier, proszek, sodę, sól i kakao (można przesiać, ale mi się nigdy nie chce, bo robi się bałagan wokół)
3. w drugim naczyniu łączymy jajko, olej, maślankę i ekstrakt - mieszamy za pomocą miksera
4. łączymy obie mieszaniny, dodajemy kawę i mieszamy za pomocą miksera, na niedużych obrotach, do uzyskania gładkiej masy
5. rozgrzewamy piekarnik do temp. 175-180 stopni Celsjusza
6. blachę do pieczenia (u mnie o średnicy ok 24 cm) smarujemy masłem, oprószamy mąką, a następnie wykładamy na nią ciasto (powinno być płynne i samo się odpowiednio "wypoziomować" w blaszce)
7. tak przygotowaną blachę wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy na środkowej półce, bez termoobiegu, przez ok 40 min (po 40 min sprawdzamy patyczkiem, czy jest upieczone, jeśli nie - dopiekamy do uzyskania "suchego patyczka")
8. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy
9. zimne ciasto wyjmujemy z formy, obracamy do góry dnem, odklejamy od dolnej części formy, przykrywamy folią aluminiową i lekko dociążamy (w trakcie pieczenia ciasto rośnie, na środku powstaje górka, ten zabieg pozwala wyrównać powierzchnię ciasta przed dekoracją)
10. do serka mascarpone dodajemy 2-3 łyżki solonego karmelu, mieszamy, a następnie chłodzimy w lodówce przez 0,5-1h
11. wyjmujemy krem z lodówki i rozsmarowujemy go na zupełnie wystudzonym (najlepiej też schłodzonym w lodówce) cieście czekoladowym, zostawiając puste duże koło w środku wierzchu (koło można dodatkowo posypać niewielką ilością soli, żeby wzmocnić słoność masy)
12. dekorujemy wierzch wokół koła z solonego karmelu i wstawiamy do lodówki do schłodzenia na ok. 1-2h
13. przed podaniem dekorujemy wierzch, wtykając precelki
 
Smacznego :-)
 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Mazurek różany

Przeczytałam gdzieś ostatnio, że mazurki po świętach wielkanocnych stają się zwykłą tartą z dodatkami. Ten, nawet jeżeli po świętach staje się tartą, to na pewno nie zwykłą :-) Na przepis trafiłam w ubiegłorocznym wiosennym wydaniu magazynu Kukbuk i zrobiłam go na Wielkanoc 2013, ale robiłam go w ostatniej chwili przed świętami, oczywiście okazało się, że brakuje mi niektórych składników (jednego nie udało mi się kupić do dziś), a na zakupy było już za późno. W tym roku byłam lepiej przygotowana, a niektóre składniki pozwoliłam sobie wręcz zastąpić innymi :-)

Ciasto fajnie smakuje i wygląda, niezależnie od tego, czy nazwiemy go mazurkiem, tartą czy po prostu kruchym ciastem. Ja zrobiłam spody w keksówkach, ale równie dobrze można im nadać całkiem inny kształt. Ci, którzy będą się upierali przy nazywaniu go tartą, mogą upiec to casto w okrągłej formie do tarty, ale wyjdą z tego i tartaletki, i prostokąt z klasycznej prostokątnej blachy do wypieków, która jest elementem wyposażenia chyba każdej polskiej kuchni.

Mazurek różany


Składniki (na 2 keksówki):

NA SPÓD
- 200g mąki pszennej
- 150g zimnego masła (w oryginale trochę mniej)
- 70g cukru pudru
- 1 surowe żółtko
- 1 żółtko ugotowane na twardo (ciasto na mazurek bez dodatku ugotowanego żółtka to nie ciasto na mazurek ;-)

NA WIERZCH
- 4 łyżki konfitury z płatków róży (go kupienia w sklepach ze zdrowa żywnością)
- 100g białej czekolady (w oryginale jest 150g, ale takiej dawki słodyczy bym nie zniosła - niestety ogólnodostępna w sklepach biała czekolada jest zdecydowanie za słodka, gdybym miała jakąś odmianę premiuje czy gourmet z mniejszą zawartością cukru, być może dodałabym tyle, ile jest w oryginalnym przepisie)
- 5 łyżek serka mascarpone (w oryginale 4,5 łyżki śmietany kremówki)
- 2 łyżki wody różanej (do kupienia w sklepach z importowaną żywnością, np. w Kuchniach Świata)
- sok wyciśnięty z 1 małego buraka (w oryginale 3 łyżeczki czystego koncentratu buraczanego, bez przypraw - to jest ten składnik, którego nie udało mi się nigdzie kupić; zastąpiłam go wię sokiem z buraka, przygotowanym bez użycia sokowirówki :-) surowego buraka obrałam, pokroiłam na kilka kawałków i wrzuciłam do małego kubka blendera, a następnie zblenderowałam i przecedziłam przez takie oldschoolowe sitko do zaparzania liściastej herbaty :-)
- uprażone (albo i nie) płatki migdałowe do posypania

Przygotowanie:
1. Ugotowane żółtko dokładnie rozgniatamy i łączymy z mąką i cukrem pudrem
2. Masło kroimy na małe kawałki albo ścieramy na tarce o grubych oczkach i dodajemy do suchych składników
3. Kawałeczki masła rozcieramy w palcach, aż cała mieszanina osiągnie konsystencję kruszonki
4. Do mieszaniny dodajemy surowe żółtko i zagniatamy ciasto
5. Zagniecione ciasto owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce przez ok 30 min
6. Keksówki wykładamy papierem do pieczenia i wyklejamy spody schłodzonym ciastem, urywający po kawałku z kuli i pamiętając o brzeżkach typowych dla mazurka, które będą trzymały różańce nadzienie w ryzach
7. Dno wylepionych ciastem keksówek nakłuwamy widelcem i wstawiamy do lodówki do schłodzenia na 30 min
8. Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni Celsjusza
9. Schłodzone keksówki wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 10 min, z następnie zmniejszamy temperaturę do 175 stopni Celsjusza i pieczemy przez kolejnych 10-15 minut, do uzyskania złotego koloru
10. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy
11. Na wystudzonych sporach rozsmarowujemy konfiturę różaną, w miarę równomiernie
12. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, a do cieplej, rozpuszczonego czekolady dodajemy mascarpone i mieszamy trzepaczką, żeby serek dobrze się rozpuścił i połączył z czekoladą
13. Gdy serek się rozpuści i uzyskamy jednolitą masę, zdejmujemy z ognia i odstawiamy na bok do przestugnięcia
14. Po przestudzeniu bierzemy 2 łyżki masy i w osobnym naczyniu mieszamy je z wodą różaną i sokiem z buraka, a następnie dodajemy tę mieszaninę do pozostałej masy
15. Tak przygotowaną masę rozkładamy równomiernie na kruchych spodach posmarowanych wcześniej konfitura
16. Na rozsmarowuję masie rozsypujemy uprażone na suchej patelni (lub nie) płatki migdałowe
17. Gotowe mazurki chłodzimy przed podaniem, jak radzi autorka oryginalnego przepisu - najlepiej całą noc



Smacznego :-)

środa, 23 kwietnia 2014

Maślane ciasteczka z cytrynową nutą

Na Wielkanoc najbardziej pasują mi smaki kojarzące się z wiosną, lekkością (choć te ciastka wcale lekkie nie są), w jasnych kolorach. Odpadają korzenne przyprawy czy zawiesista kawowe czy orzechowe masy. Dlatego w tym roku na naszym rodzinnym stole królowały wypieki w wiosennych smakach i jasnych kolorach. Był sernik pistacjowy z przepisu z bloga White Plate, był oldschoolowy mazurek różany w nowej odsłonie, opracowanej przez autorkę bloga Strawberries from Poland, wreszcie były też maślane ciasteczka z cytrynową nutą, które prezentuję poniżej. Przepisy na pozostałe z wspomnianych łakoci - w kolejnych postach.

Przepis na te ciasteczka wzorowałam na przepisie z bloga Barbara Bakes, oryginał nieco zmodyfikowałam. Zamiast skrobi kukurydzianej dodałam mąkę ziemniaczaną, zwiększyłaby też ilość skórki z cytryny z 1 łyżki do skórki startej z całej cytryny. Mimo to cytryna jest mało wyczuwalna, więc jeżeli wolicie bardziej cytrynowe ciasteczka, dodajcie skórkę z 1,5 lub nawet z 2 cytryn albo skórkę z 1 cytryny plus ekstrakt cytrynowy (dodałabym max 1 łyżeczkę). Nie udekorowałam ciastek lukrem, bo najbardziej lubię takie zwykle ciasteczka, bez ozdób. Fajne jest to, że można im nadać dowolny kształt, u mnie wiosenne kwiatki :-)

Maślane ciasteczka z cytrynową nutą



Składniki (na ok 30-40 ciasteczek, w zależności od wybranego kształtu):
- 2 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- szczypta soli
- 225g miękkiego masła
- 1/2 szklanki cukru pudru
- 1/2 łyżeczki esencji waniliowym
- skórka starta z 1 cytryny

Przygotowanie:
1. Mąkę pszenną mieszamy z ziemniaczaną i solą
2. W osobnym naczyniu ucieramy masło z cukrem pudrem do momentu uzyskania puszystym masy
3. Do maślano-cukrowej masy dodajemy esencję waniliową oraz startą skórkę, mieszamy
4. Łączymy obie mieszaniny, wyrabiamy ciasto i formujemy je w placek, który owijamy folią aluminiową i  odkładamy do lodówki do schłodzenia na 1h
5. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni CelsjusA
6. Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowyjemy do grubości ok 4-5mm i wykrawamy ciasteczka
7. Wykrojone ciasteczka układamy na blaszkę wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok 10-12 minut, do uzyskania bardzo lekko złocistego koloru
8. Po upieczeniu wyjmujemy z pieca i studzimy
9. Czynności powtarzamy do zużycia całego ciasta

Smacznego :-)

niedziela, 30 marca 2014

Bananowy chlebek na mące kokosowej

Na urodziny dostałam od koleżanek i kolegów z pracy wielki pakunek różnego rodzaju "dziwnych" produktów. Mąka z ciecierzycy, mąka grochowa, fasolka mung, nasiona szałwii hiszpańskiej, amarantus, syrop z agawy, itd. Najmniej egzotyczne były w tym towarzystwie mąka jaglana, mąka migdałowa i mąka kokosowa. Wszystko to, by zachęcić mnie do dziwacznych wypieków. Dziwacznych, bo bez mojej ukochanej maki pszennej. Po lekturze książki "Dieta bez pszenicy" dowiedziałam się kilku przykrych faktów o pszenicy, tą samą książkę przeczytało sporo dziewczyn z mojego otoczenia, część przeszła na taką dietę i sobie ją chwali. Ja próbowałam przez 2 tygodnie i nie zauważyłam pozytywnych efektów, na których mi zależało (spadek wagi, lepsze samopoczucie), więc dałam sobie spokój. Są jednak osoby, w przypadku których odstawienie pszenicy ma bardzo pozytywny wpływ na samopoczucie i jakość życia. Takim osobom dedykuję ten bananowy chlebek na mące kokosowej :-)

Jako, że nie jestem ekspertem od wypieków i innych dań bez pszenicy, nie ryzykuję i korzystam z przepisów stworzonych przez osoby, które się na tym znają. Tym razem skorzystałam z przepisu z bloga Comfy Belly, z tą różnicą, że podwoiłam ilość składników, a czas pieczenia zwiększyłam o połowę.

Bananowy chlebek na mące kokosowej

Składniki (na blachę o wymiarach 31,5 x 7,5 x 12,5 cm):
  • 6 dojrzałych bananów (ok. 550-600g po obraniu; jeśli zalegają Wam banany ze zbrązowiałą skórką, będą idealne 
  • 6 jajek
  • 4 łyżki miodu lub syropu klonowego
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • ½ szklanki + 4 łyżki mąki kokosowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (w oryginale jest soda oczyszczona)
  • ½ łyżeczki soli (w pojedynczej porcji jest ½ łyżeczki, ja dodałam 1 łyżeczkę do podwójnej porcji, ale ciasto wyszło zbyt słonawe, więc uważam, że ½ łyżeczki na podwójną porcję będzie ok.)
Przygotowanie:
  1. Banany obieramy i rozgniatamy na możliwie jak najgładszą masę (można to zrobić np. za pomocą blendera albo widelcem)
  2. Rozgniecione banany mieszamy w jednym naczyniu z jajkami, esencją waniliową i miodem
  3. W drugim naczyniu mieszamy mąkę kokosową, proszek do pieczenia i sól
  4. Łączymy obie mieszaniny do uzyskania gładkiej masy (moja masa wyszła grudkowata, więc zmiksowałam ją za pomocą miksera) i odstawiamy na 5 minut, żeby mąka kokosowa nasiąknęła płynem
  5. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termo obiegu
  6. Formę do pieczenia natłuszczamy i/lub wykładamy papierem do pieczenia
  7. Masę wykładamy do formy, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika (ja przez większość czasu piekłam na półce na poziomie 1/3 wysokości piekarnika, bo mój piekarnik trochę za mocno przypieka od góry; na ostatnie 10 minut pieczenia przeniosłam półkę wyżej, na poziom połowy wysokości piekarnika)
  8. Pieczemy ok. 70-80 minut, do zrumienianie wierzchu i tzw. „suchego patyczka”
  9. Po upieczeni wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy
  10. Podajemy wystudzone

Mimo tego, że ten chlebek jest smaczny, trudno mi powstrzymać się od stwierdzenia, że chlebek bananowy na mące pszennej, który robiłam jakiś czas temu, był smaczniejszy i miał fajniejszą teksturę.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Sernik a la After Eight

Ten sernik to był taki raczej serniko-tort, który zaserwowałam mojej rodzinie z okazji moich trzydziestych urodzin. Już od jakiegoś czasu chciałam zrobić sernik z pralinkami After Eight, ale chyba czekałam na jakąś większą okazję i na przyjazd Taty, który jest fanem tych pralinek.

Ten sernik jest "a la After Eight" w dwóch wymiarach. Po pierwsze, w serowej masie zostały zatopione miętowe pralinki w czekoladowej otoczce. Po drugie spód jest czekoladowy, a galaretka na wierzchu jest miętowa. Przecież nie mogłam ograniczyć się tylko do pralinek w środku ;-)

Spód i masa sernikowa jest z bloga Kwestia Smaku (niemniej jednak trochę zmodyfikowany), a miętowa galaretka i dodanie do tej masy serowej pralinek to moja własna inwencja. Generalnie pomysł na dodanie tych pralinek do masy serowej nie jest nowy, w internecie jest sporo takich przepisów ;-) Więc Ameryki nie odkryłam.

Największym wyzwaniem była ta miętowa galaretka. Zrobiłam ją z agar agar, 2 pęczków świeżej mięty, cukru i wody, ale wydaje mi się, że jej smak nie był wystarczająco wyrazisty. Niestety likier miętowy, który planowałam do niej dodać, przyszedł już po moich urodzinach, więc musiała mi wystarczyć świeża mięta. Jej smak był delikatny, gdy będę robiła to ciasto jeszcze raz, dodam likier albo zmniejszę ilość wody (teraz miałam 2 szklanki wody na 2 pęczki mięty, spokojnie wystarczy 1 szklanka wody - warstwa galaretki będzie wówczas znacznie cieńsza, ale smak powinien być intensywniejszy). Natomiast spód i warstwa sernikowa z zatopionymi pralinkami wyszły super, polecam, takie połączenie. Bez galaretki też byłoby ok.

Sernik a la After Eight

Składniki (na okrągłą blachę o średnicy 22-23 cm):

SPÓD
  • 200g ciasteczek owsianych (w oryginale są ciasteczka czekoladowe, ale ja nie chciałam, żeby ten spód był zbyt czekoladowy, bo Tato nie lubi mocno czekoladowych wypieków, ciemnych ciast, mas, itp.)
  • 1 łyżka kakao
  • 50g czekolady Jedyna marki Wedel (w oryginale jest gorzka, ale mój spód nie miał być zbyt gorzko-czekoladowy, stąd Jedyna)
  • 50g masła
MASA SERNIKOWA
  • 500g zmielonego twarogu (ja kupuję gotowy, taki w wiadereczku, marki Piątnica, śmietankowy)
  • 1/2 szklanki cukru (w oryginalnym przepisie jest 3/4 szklanki, ale moim zdaniem to za dużo)
  • 1 białko jaja
  • 7-8 pralinek After Eight
MIĘTOWA GALARETKA
  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżeczka agar agar (można kupić w sklepach ze zdrową żywnością lub w sklepach zielarskich)
  • 2 pęczki mięty
  • cukier do smaku (1-1,5 łyżki powinno wystarczyć, ale najlepiej sprawdzać na bieżąco)
Wydaje mi się, że galaretka z 1 szklanki wody może być lepsza (intensywniejszy smak mięty) niż 2. Na moim zdjęciu jest galaretka z 2 szklanek wody (wtedy zwiększamy też ilość agar agar - na 1 szklankę, 1 łyżeczka).

Przygotowanie:
1. masło i czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej
2. ciasteczka rozkruszamy na pył (najlepiej sprawdza się w tej czynności blender) i mieszamy z kakao
3. łączymy rozkruszone ciasteczka z maślano-czekoladową masą, a następnie wyklejamy uzyskaną mieszaniną dno formy do pieczenia  i wstawiamy do lodówki na ok. pół godziny
4. mielony twaróg mieszamy z cukrem i białkiem
5. połowę masy serowej wykładamy na schłodzony czekoladowy spód, a następnie układamy praliny i przykrywamy je pozostałą częścią masy serowej


6. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
7. wstawiamy do piekarnika formę z ciastem i od razu zmniejszamy temperaturę do 120 stopni Celsjusza, a następnie pieczemy przez 45 min do momentu, w którym masa serowa się zetnie
8. po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika, studzimy, chłodne wstawiamy do lodówki
9. ze szklanki wody odlewamy 1/4 i rozpuszczamy agar agar w tej ilości
10. pozostałą wodę zagotowujemy i dodajemy do niej cukier oraz wodę z rozpuszczonym agar agar i gotujemy przez chwilę
11. zdejmujemy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia
12. obrywamy listki z łodyżek mięty, wrzucamy do blendera, dodajemy kilka łyżek rozpuszczonego agar agar i blenderujemy na gładką masę, a następnie dodajemy do reszty tężejącej galaretki z agar agar
13. przestudzoną galaretkę wylewamy na wierzch sernika i wstawiamy do lodówki na kilka godzin do zastygnięcia i schłodzenia

Podajemy sernik po schłodzeniu, można go dodatkowo ozdobić kilkoma listkami mięty i jakimiś ozdobami z czekolady, cukru, itd. Moje ciasto zostało ozdobione czekoladowymi literkami.

 

niedziela, 23 lutego 2014

Muffiny ze szpinakiem, ale na słodko

Te muffiny zrobiłam dla koleżanek i kolegów z pracy na moje urodziny. Gdy brałam udział w konkursie Kulinarny Blog Roku 2012, robiłam dla nich dania, które zgłaszałam do konkursu, a oni degustowali i głosowali. Od tamtej pory wiedzą, że gotuję i piekę, dlatego po prostu nie mogłam niczego nie przynieść z okazji urodzin. Chciałam jednak, żeby to było coś w pewnym sensie wyjątkowego, czego większość z nich jeszcze nie próbowała. Zrobiłam więc te muffiny, zdaje się, że zamierzony efekt WOW został osiągnięty ;-) Oprócz muffinów było też moje ukochane ciasto czekoladowe z przepisu cioci mojej przyjaciółki Marty oraz cytrynowe ciasto na bazie mielonych migdałów z przepisu z bloga Ciocciolato Gatto (ale bez lawendy). Wszystko poszło, rozumiem więc, że wyszło ok :-)

Pomysł na zielone muffiny powstał po lekturze przepisu na tort żabiego króla, który znalazłam na blogu Przy Kubku Kawy, który trochę zmodyfikowałam. Fajne w nich jest to, że mają piękny zielony kolor bez wykorzystania żadnych sztucznych barwników. W smaku szpinak czułam tylko wtedy, gdy muffiny były jeszcze gorące, po wystudzeniu był niewyczuwalny. Wadą jest to, że przygotowanie tych muffinów wymaga użycia robota kuchennego albo co najmniej miksera. Inne muffiny na moim blogu tego nie wymagają, wystarczy zamieszać łyżką.

Słodkie zielone muffiny ze szpinakiem
 
Składniki (na 20+ muffinów o średnicy ok. 5 cm):
  • 450g mrożonego rozdrobnionego szpinaku
  • 300g mąki
  • 130g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (ok. 32g)
  • 3/4 szklanki oleju
  • 100g białej czekolady
  • 3 jajka
  • 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
Przygotowanie:
  1. szpinak wyjmujemy z zamrażalnika kilka godzin przed przygotowaniem muffinów, żeby dobrze się rozmroził (ja wyjęłam wieczorem, przełożyłam do miski, przykryłam folią i wstawiłam na całą noc do lodówki)\
  2. rozmrożony szpinak odciskamy z nadmiaru wody i miksujemy z olejem
  3. czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej
  4. mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia
  5. jajka z cukrem i cukrem waniliowym ubijam na puszystą piankową masę o kremowym kolorze
  6. do miski z ubitymi jajkami stopniowo dodajemy stopniowo mąkę i masę szpinakową, na przemian, cały czas miksując na niewielkich obrotach
  7. na końcu dodajemy roztopioną czekoladę i miksujemy na gładką masę
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy tłuszczem, do każdej papilotki wlewamy ok 1,5 czubatej łyżki ciasta
  10. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23 min (dobrze jest obserwować kolor muffinów, chodzi o to, żeby miały ładny, żywy zielony kolor, a nie zielono-brązowawy, pilnujemy, żeby się nie przypiekły)
  11. po upieczeniu wyjmujemy i studzimy
Wystudzone muffiny można udekorować - ja zrobiłam "czapeczki" z rozpuszczonej białej czekolady, na wierzchu których znalazły się kawałki suszonej żurawiny.

Smacznego :-)

niedziela, 5 stycznia 2014

Czekoladowo-pomarańczowe muffiny

Czekoladowo-pomarańczowe muffiny to ulubiony wypiek mojego nielubiącego wypieków Wybranka. Najwyraźniej te babeczki są tak dobre, że smakują nawet komuś, kto co do zasady ciast nie jada. Mogą natomiast nie smakować dzieciom, no chyba, że macie w domu małych koneserów ciemnej czekolady.

Ciemne ciasto o czekoladowo-pomarańczowej nucie, miękkie, puszyste ciasto, a do tego łatwe i szybkie w wykonaniu, bez konieczności wykorzystywania złożonych, wieloczęściowych robotów kuchennych (w zasadzie można obyć się bez) - czego chcieć więcej od ciasta? ;-)

Czekoladowo-pomarańczowe muffiny

Składniki (na ok. 18 muffinów w papilotkach o średnicy 5cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 150g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 pomarańcza
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady
  • 125ml oleju (można zastąpić masłem)
  • 200g jogurtu naturalnego lub maślanki lub kefiru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
Przygotowanie:
  1. pomarańczę myjemy, a następnie sparzamy skórkę wrzątkiem
  2. osuszamy pomarańczę, ścieramy pomarańczową warstwę skórki (białej nie) i obieramy owoc z reszty skórki
  3. obrany owoc wrzucamy do blendera i blenderujemy na gładki płyn (jeśli nie macie blendera lub nie chcecie z niego korzystać, wówczas nie obieramy pomarańczy, a po prostu przekrajamy ją na pół i z każdej połowy wyciskamy sok)
  4. startą skórkę z pomarańczy łączymy z mąką, cukrem, proszkiem do pieczenia, szczyptą soli i czekoladą pokruszoną na małe kawałeczki (można to zrobić za pomocą blendera, zanim zblenderujemy pomarańczę)
  5. sok z pomarańczy (wyciśnięty lub zblenderowany) łączymy z esencją, jajkiem, jogurtem i olejem, mieszamy do uzyskania gładkiej masy
  6. obie mieszaniny (suchą i mokrą) łączymy i mieszamy, wystarczy łyżką, do połączenia składników
  7. jeżeli macie czas, miskę z masą na muffiny można przykryć ściereczką i odstawić na ok pół godz., żeby składniki dobrze się przegryzły - z moich obserwacji wynika, że jeżeli masa trochę postoi, muffiny są bardzie puszyste
  8. rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni Celsjusza, grzanie, od góry i od dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy tłuszczem, do każdej papilotki wlewamy masę (u mnie wychodzi po ok. 1,5 czubatej łyżki), do 3/4 wysokości papilotki
  10. tak przygotowaną blachę z masą wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23 min
  11. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i studzimy
  12. dla uzyskania jeszcze lepszego smaku, dobrze jest wystudzone muffiny zamknąć na kilka godzin w szczelnym pojemniku
Smacznego :-)

piątek, 27 grudnia 2013

(Po)świąteczny piernik z rodzinnego przepisu mojej Cioci

Święta, święta i po świętach, a na przepis na świąteczny piernik już raczej za późno ;-) Niemniej jednak może ktoś będzie szukał przepisu na piernik do upieczenia na Nowy Rok albo będzie potrzebował przepisu na piernik na Boże Narodzenie 2014...

Ten piernik jadłam kilkakrotnie u Cioci i Wujka w okresie świąt i bardzo mi smakował. Ciocia piecze ten piernik ze swoją Mamą na święta, to ich rodzinny przepis. Po ubiegłorocznych świętach poprosiłam Ciocię o ten przepis i wykorzystałam go w tym roku. Jest prosty, jedynym "ale" jest fakt, że trzeba go upiec 10-14 dni przed świętami, żeby nabrał odpowiedniego charakteru. Po upieczeniu trzeba go szczelnie opakować i przechowywać w suchym miejscu. Ja swój zamroziłam na 10 dni, bo i tak można piernik potraktować, a po 10 dniach rozmroziłam, przełożyłam powidłami autorstwa mojej Siostry, przetrzymałam w takim stanie jeden dzień, żeby nadzienie "przegryzło się" z ciastem, a następnie udekorowałam rozpuszczoną czekoladą i bakaliami (pistacje, suszona żurawina, suszone morele).

Świąteczny piernik z rodzinnego przepisu mojej Cioci

 
Składniki (na piernik z klasycznej, okrągłej blachy tortowej, wystarczy dla co najmniej 10-12 osób):
  • 1 kostka margaryny (Ciocia używa 250 g masmixu)
  • 5 jajek - oddzielić białka od żółtek
  • 0,5 kg mąki tortowej
  • 1 szklanka + 3 łyżki cukru
  • ¾ szklanki miodu (Ciocia radzi: najlepiej zmieszać sztuczny z prawdziwym z przewagą sztucznego)
  • 3 duże łyżki śmietany
  • 1 łyżeczka sody
  •  przyprawa do pierników (całe opakowanie, u mnie 25g)
  • do dekoracji (wedle uznania): 2 czekolady (u mnie deserowa), bakalie, można też wykorzystać gotowe polewy (ale nie polecam) lub posypki
Przygotowanie:
  1. żółtka i 1 szklankę cukru wkładamy do miski i rozcieramy na puszystą masę (można mikserem na niedużych obrotach)
  2. do żółtek utartych z cukrem dodajemy margarynę i daje ucieramy, do uzyskania gładkiej masy
  3. w osobnym naczyniu łączymy mąkę, sodę i przyprawę do pierników
  4. suchą mieszaninę łączymy z mokrą do uzyskania gładkiej masy
  5. 3 łyżki cukru wsypujemy na suchą patelnię i podgrzewamy do uzyskania karmelu (nie mieszamy łyżką), a następnie dodajemy śmietanę (to jest odstępstwo od przepisu Cioci: u cioci karmel i śmietana nie są łączone, dodaje je się osobno do ciasta, ale ja się bałam, że karmel w kontakcie z zimniejszymi składnikami ciasta mi się zbryli i że w cieście będą kawały karmelu...)
  6. karmelowo-śmietanową masę nieco studzimy i dodajemy do ciasta, do uzyskania gładkiej masy
  7. białka ubijamy na sztywno i dodajemy do masy, delikatnie mieszając białkową pianę z ciastem za pomocą drewnianej łyżki
  8. po uzyskaniu jednolitej masy, przekładamy ciasto na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia lub folią aluminiową (u mnie był papier, a tortownicę dodatkowo wysmarowałam masłem, żeby papier dobrze przylegał)
  9. tortownicę z ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu) i pieczemy przez ok 1 godzinę i 15 minut (po godzinie można sprawdzić stan wypieczenia za pomocą drewnianego patyczka - jeśli patyczek będzie suchy, oznacza to, że ciasto jest gotowe, a jeśli będzie mokry/oblepiony ciastem, trzeba jeszcze je dopiec; patyczek najlepiej wbijać w najgrubszym miejscu ciasta, u mnie na środku)
  10. po upieczeniu wyjmujemy piernik z piekarnika i studzimy
  11. po wystudzeniu szczelnie pakujemy piernik w folię do żywności i przechowujemy przez 10-14 dni w suchym miejscu (można też szczelnie opakowany piernik zamrozić - ja właśnie tak zrobiłam)
  12. po upływie 10-14 dni odpakowujemy piernik, kroimy w poprzek i przekładamy powidłami śliwkowymi lub inną marmoladą, zabezpieczamy przed wyschnięciem i zostawiamy na jeden dzień do przegryzienia się (ja opakowałam w folię spożywczą i schowałam do lodówki)
  13. następnie dekorujemy: ja rozpuściłam czekolady w kąpieli wodnej i polałam uzyskaną w ten sposób masą wierzch piernika, a następnie (przed zastygnięciem polewy) posypałam go garścią posiekanych pistacji (kupiłam solone, bo niesolone w Polsce trudno dostać, obrałam z twardych łupin, wymoczyłam we wrzątku, zdjęłam skórki, osuszyłam i posiekałam), suszonych moreli i suszonej żurawiny
I gotowe :-) Smacznego!


piątek, 20 grudnia 2013

Cynamonowe ciasteczka Mateusza (brata ciotecznego, nie ojca ;-)

W jednym z archiwalnych wpisów wspominałam, że niektóre przepisy, które dostaję lub znajduję, muszą się "przeleżeć" przez jakiś czas, żebym dojrzała do ich wypróbowania. No więc ten przepis leżał prawie rok, aż w końcu uznała, że czas się z nim zmierzyć. Zapewne nie bez znaczenia w wyborze odpowiedniego momentu był fakt, że te ciasteczka mój brat cioteczny, Mateusz, upiekł na Boże Narodzenie 2012. A że nadchodzi właśnie Boże Narodzenie 2013 odkryłam w sobie pokłady chęci sięgnięcia po tę recepturę :-)

Oczywiście Mateusza ciastka były lepsze niż te, które zrobiłam ja. Wiem, bo w ubiegłoroczne święta zjadłam ich naprawdę sporo, miałam więc okazję dokładnie poznać smak oryginalnego wypieku. Moje jednak również nie są złe. Są za to kruche (ale nie za kruche, nie rozpadają się) i pięknie pachną cynamonem. No i można je zrobić w dowolnym kształcie, trzeba tylko odpowiednio dopasować czas pieczenia (którego - nota bene - Mateusz nie określił ;-) widzę tu wpływ naszej wspólnej Babci, która przepisy zapisywała w wyjątkowo oszczędny sposób :-)

 
Składniki:
  • 4 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2  opakowania cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 kostka masła (wzięłam 200g)
  • 8 żółtek (z białek pozostałych po oddzieleniu żółtek Mateusz zwykle robi ciasto piegus; można też zrobić sobie obrzydliwy omlet kulturystyczny z samych białek, można też dodać tuńczyka z puszki, "a jeżeli ktoś nie lubi smaku tuńczyka, można dodać musztardę, która zabija smak tuńczyka"; a jak będziecie jedli dużo takich omletów, będziecie sapali jak ten pan z nagrania, które znajdziecie pod tym podlinkowanym cytatem ;-)
  • 1 łyżka śmietany
  •  ilość mielonego cynamonu wedle uznania (u mnie 4 łyżeczki)
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z cukrem, cukrem waniliowym, proszkiem do pieczenia i cynamonem (ja dodaję cynamon już na tym etapie, żeby równomiernie wymieszał się z innymi składnikami, ale Mateusz dodaje znacznie później)
  2. do suchej mieszaniny dodajemy masło pokrojone na małe kawałki (ja ścieram je na tarce o grubych oczkach, a Mateusz rozdrabnia za pomocą obieraczki do warzyw)
  3. masło rozcieramy w palcach, tak jak na kruszonkę
  4. gdy mieszanina będzie miała konsystencję kruszonki, dodajemy do niej żółtka i śmietanę, a następnie zagniatamy ciasto
  5. z ciasta lepimy kulę, owijamy folią i wstawiamy do lodówki na co najmniej 30 minut
  6. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki (jeżeli wcześniej nie dodaliście cynamonu, można to zrobić teraz i zagnieść ciasto, żeby rozprowadzić w nim cynamon)
  7. rozwałkowujemy ciasto, niezbyt cienko (ok 2mm) i wycinamy z niego ciasteczka w dowolnym kształcie, powtarzając tę czynność do zużycia całej porcji ciasta
  8. ciasteczka pieczemy w temperaturze 180 stopniach Celsjusza do momentu aż się zrumienią (u mnie 15-20 min na blachę w przypadku ciastek wycinanych szklanką i ok 25 min w przypadku ludzików)
  9. po upieczeniu studzimy i chowamy do szczelnego pudełka/puszki, żeby ciasteczka nabrały głębszego aromatu
Smacznego :-)
 
A Mateuszowi dziękuję za przepis i pozdrawiam :-)
 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Muffiny marcińskie

Miały być rogale marcińskie. Wszystko było gotowe, łącznie z białym makiem, zakupionym przez mojego Tatę na Allegro. Plany zostały jednak pokrzyżowane przez kilkudniową zdrowotną niedyspozycję, która skutecznie pozbawiła mnie sił i chęci do kilkugodzinnego rozwałkowywania ciasta... Zostałam więc z tym makiem, marcepanem, orzechami, migdałami, skórką z cytryny... Po 11 listopada nie miałam już ochoty wracać do tematu rogali, niemniej jednak coś z tymi wszystkimi składnikami trzeba było zrobić ;-) Stanęło więc na muffinach marcińskich: nadzienie takie, jak do rogali, reszta taka, jak do muffinów. Wyszło całkiem, całkiem :-)

Muffiny marcińskie

Składniki (na ok. 15 muffinów o średnicy 5 cm):

CIASTO
  • 300g mąki pszennej
  • 130g cukru
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 180ml maślanki lub kefiru lub jogurtu naturalnego
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 1 jajko
  • opcjonalnie: posiekane migdały do posypania po wierzchu
NADZIENIE (w zasadzie takie, jak na rogale marcińskie)
  • 100g białego maku (do kupienia na Allegro, a tuż przed 11 listopada widziałam biały mak na stoisku z bakaliami w sklepie Piotr i Paweł w Jankach, pod Warszawą).
  • 30g masy marcepanowej (u mnie 1/3 opakowania tzw. marcepanowych kartofelków, marki Zentis)
  • 1/4 szklanki cukru pudru
  • 30g orzechów włoskich
  • 30g blanszowanych migdałów
  • 30g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 1 łyżka gęstej śmietany
Przygotowanie (wskazówki dot. przygotowania nadzienia zaczerpnęłam z bloga Moje Wypieki):
  1. biały mak i orzechy (w całości) wrzucamy do miski, zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na ok. 15 min
  2. po upływie kwadransu odsączamy, dodajemy migdały (też w całości) i dwukrotnie mielimy w maszynce do mięsa
  3. masę marcepanową rozcieramy z cukrem pudrem (w oryginale jest rozcieranie mikserem, ale ja rozkruszyłam marcepan i roztarłam go z cukrem łyżeczką)
  4. zmielony mak z orzechami łączymy z marcepanowo-cukrową masą i mieszamy
  5. dodajemy skórkę kandyzowaną i śmietanę, mieszamy
  6. gotowe nadzienie odstawiamy
  7. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  8. w jednej misce łączymy suche składniki na ciasto (mąka, cukier, cukier waniliowy, soda, proszek do pieczenia)
  9. w drugiej misce łączymy mokre składniki na ciasto (jogurt/maślanka lub kefir, olej, jajko)
  10. obie mieszaniny mieszamy, wystarczy za pomocą łyżki, do połączenia składników
  11. blachę do pieczenia muffinów natłuszczamy lub wykładamy papilotkami
  12. do każdej papilotki nakładamy ciasto(ok. 1 czubata łyżka), a następnie palcem w środku kupki ciasta robimy zagłębienie (chcemy uzyskać coś w rodzaju kratera ;-)
  13. zagłębienia wypełniamy nadzieniem (po 1 czubatej łyżeczce na muffina)
  14. wierzch muffinów posypujemy (opcjonalnie) posiekanymi migdałami
  15. wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20-23min
  16. po upieczeniu studzimy i...można podawać :-)
Smacznego!

środa, 6 listopada 2013

Szarlotka z jabłkami ze słoika i orzechową kruszonką

Trudno mi znaleźć odpowiednie określenie dla tego przetworu. Ani to dżem, ani marmolada, prażone jabłka to też chyba nie są (aczkolwiek to tych prażonych tym moim jest najbliżej). Pozostanę więc przy jabłkach ze słoika :-)  Takie jabłka robi moja Babcia ze strony Taty i mój Dziadek ze strony Mamy, z własnych zbiorów lub pochodzących z jabłoni rodziny czy znajomych. Są świetnym dodatkiem do naleśników lub ryżu z jabłkami, serwowane są również jako dodatek do pieczonego indyka. Często zdarza mi się zajadać je łyżeczką, w formie deseru lub słodkiej przekąski, siedząc przed telewizorem (tak, nie wstydzę się tego, że mam w domu telewizor i że oglądam telewizję ;-)


Wręczając mi kolejne słoiki z jabłkami, Dziadek w zasadzie za każdym razem powtarzał coś w stylu "Na szarlotkę". No i w końcu zrobiłam tą szarlotkę, a dokładnie kruche ciast z formy do tarty, "nadziane" jabłkami ze słoika, z orzechową kruszonką. Dzięki wykorzystaniu jabłek ze słoika, przygotowanie poszło znacznie szybciej, bo mogłam pominąć etap obierania i krojenia jabłek ;-)

Szarlotka (tarta) z jabłkami ze słoika i orzechową kruszonką

Składniki (na tartę o średnicy ok 28-30 cm):

SPÓD
  • 300g mąki pszennej + odrobinę do oprószenia formy
  • szczypta soli
  • 1 czubata łyżka cukru pudru
  • 150g masła + odrobinę do natłuszczenia formy
  •  3-4 łyżki lodowatej wody
NADZIENIE
  • ok. 1kg jabłek ze słoika (jeżeli nie macie takich od Babci czy Dziadka, prażone będą ok)
KRUSZONKA
  • 100g mąki pszennej
  • 50g masła
  • 50g cukru
  • 1/2 szklanki orzechów włoskich (laskowe też powinny być ok)
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z solą i cukrem (można przesiać, żeby nie było grudek)
  2. masło wyjmujemy z lodówki i siekamy na małe kawałki lub ścieramy na tarce (na grubych oczkach)
  3. następnie rozcieramy w palcach kawałki masła z sypką mieszanką, do uzyskania konsystencji kruszonki
  4. do tej mieszanki dodajemy 3-4 łyżki bardzo zimnej wody i zagniatamy ciasto
  5. z ciasta formujemy kulę, owijamy ją folią spożywczą i wstawiamy do lodówki do schłodzenia (w zależności od widzimisię, czyli tzw. dyspozycji dnia, trzymam ciasto w lodówce od 30 min do 1h ;-)
  6. formę do tarty natłuszczamy masłem i oprószamy mąką
  7. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, odrywamy po kawałku i wylepiamy nim tartę (można też je rozwałkować i wyłożyć formę "plackiem" ciasta, ale pałam wyjątkową niechęcią do stolnic i rozwałkowywania, więc stawiam na wyklejanie)
  8. dno surowego ciasta nakłuwamy widelcem i wstawiamy do lodówki na 20-30 min do schłodzenia
  9. w międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  10. schłodzoną formę z ciastem można wyłożyć papierem do pieczenia, na który można wysypać fasolę lub coś innego, co "dociąży" ciasto i nie pozwoli mu rosnąć, ale ja zwykle tego nie robię
  11. formę z ciastem wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok 20 min
  12. w międzyczasie przygotowujemy kruszonkę: odmierzoną ilość orzechów wrzucamy do woreczka, a następnie rozgniatamy orzechy na "piasek" za pomocą tłuczka do mięsa (można je też zmielić/zblenderować w pył)
  13. orzechowy piasek mieszamy z mąką, cukrem, a następnie dodajemy pokrojone na małe kawałki masło i rozcieramy je z suchą mieszanką do uzyskania grudek (=kruszonka)
  14. na podpieczony spód wykładamy jabłka ze słoika, a wierzch posypujemy kruszonką
  15. wstawiamy z powrotem do piekarnika i pieczemy przez 30-40 min, do zrumienienia kruszonki
Ciasto to nie jest samo w sobie zbyt słodkie. Dużo zależy od tego, jak słodkie są jabłka ze słoika (te autorstwa mojej Babci czy Dziadka są umiarkowanie słodkie). Jeżeli wolicie bardziej niż mniej słodkie wypieki, dosłódźcie jabłka i/lub oprószcie wierzch ciasta cukrem pudrem po upieczeniu i wystudzeniu.

Smacznego :-)


sobota, 19 października 2013

Prosty pomysł na smaczny i gustowny torcik urodzinowy

Nie zawsze mam czas i - przyznaję - chęć na robienie "normalnego" tortu, nawet jeśli przepis na biszkopt i krem, z których korzystam, nie jest pracochłonny w realizacji. A czasami po prostu mam ochotę na przekształcenie jakiegoś zwykłego ciasta w coś przypominającego torcik. W przypadku urodzin Basi padło na ciasto czekoladowe z cukinią, które zostało ozdobione kremem, owocami i czekoladowymi gadżetami, zyskując zupełnie nową formę, torcika :-)

Torcik urodzinowy na bazie ciasta czekoladowego z cukinią

Składniki:

SPÓD
patrz: przepis na ciasto czekoladowe z cukinią (z tą różnicą, że prostokątną blachę o wymiarach 20x30 zamieniłam na kwadratową o wymiarach 22x22, nabytą w DUKA; piekłam w takiej samej temperaturze, 5min dłużej niż w oryginalnym przepisie - sprawdziłam patyczkiem, było ok)

KREM
  • 250g serka mascarpone
  • 2 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej

DEKORACJA
  • wybrane owoce (późną jesienią czy zimą powinny sprawdzić się cząstki pomarańczy czy mandarynek lub np. suszone śliwki albo wiśnie z konfitury z całych owoców)
  • czekoladowe gadżety (do kupienia w supermarketach), można zastąpić je np. orzechami włoskimi czy migdałami
Przygotowanie:
  1. spód przygotowujemy zgodnie z oryginalnym przepisem
  2. upieczony spód studzimy, a następnie układamy na docelowym talerzu do serwowania/paterze, przykrywamy folią spożywczą i przyciskamy ciężką deską do krojenia lub deską  do krojenia, na której stawiamy ciężki przedmiot/naczynie, żeby powierzchnia wierzchu ciasta wyrównała się i ładnie wyglądała po posmarowaniu kremem (to nie lekki i puszysty biszkopt, nie zgniecie się)
  3. mascarpone dokładnie mieszamy z cukrem pudrem i esencją waniliową, a następnie przykrywamy i wstawiamy do lodówki do schłodzenia i przegryzienia się smaków
  4. schłodzony krem rozprowadzamy na schłodzonym cieście (jeżeli chcecie, pokryć kremem całe ciasto, a nie tylko wierzch, sugeruję przygotowanie kremu z podwójnej porcji), a następnie dekorujemy owocami i gadżetami czekoladowymi
  5. tak przygotowany torcik wstawiamy do lodówki (lub wystawiamy na balkon, o ile na zewnątrz jest optymalny do chłodzenia ciast chłód ;-)
  6. cisto wyjmujemy z lodówki przed po

czwartek, 26 września 2013

Ciasto czekoladowe z cukinią

Dodawanie warzyw do ciast to fajny pomysł na eksperymentowanie z warzywami i ze słodkościami za razem. Do tej pory wypróbowałam ciasto pietruszkowe z przepisu koleżanki z pracy, Ewy, oraz czekoladowe muffiny z buraczkami czy piernikowe bułeczki na bazie puree ziemniaczanego, które zostały wyróżnione przez Piotra Bikonta w ubiegłorocznej edycji konkursu Kulinarny Blog Roku.Wszystkie te eksperymenty uznaję za udane :-)

Ostatnio do grona wypróbowanych przepisów na ciasta z warzywami dołączyła receptura ciasta czekoladowego z cukinią, znaleziona we wrześniowym wydaniu magazynu Kuchnia. Przepis ma formę obrazka, jego autorką jest Zofia Różycka, znalazł się na stronie 90 (ostatniej) wspomnianego wydania. Wcześniej kupiłam za dużo cukinii i nie bardzo wiedziałam, co z nią zrobić, oświeciło mnie po przeczytaniu (a raczej obejrzeniu) tego przepisu. Podaję go poniżej, z kilkoma uwagami od siebie.

Ciasto wyszło miękkie, wilgotne i mocno czekoladowe. Niezbyt słodkie, raczej nie dla dzieci lubiących mega słodkie desery, ale dla dorosłych lubiących wyważoną słodycz. Dobre do kawy, a nawet do czerwonego wytrawnego wina (np. z winogron szczepu merlot; gorąco łączenie dobrej gorzkiej czekolady z wytrawnym czerwonym winem :-). Ciasto powędrowało do pracy i zostało poddane surowej ocenie moich koleżanek i kolegów, informacja zwrotna była pozytywna, dwóch kolegów (tak, tak, kolegów) poprosiło o podzielenie się przepisem :-)

Ciasto czekoladowe z cukinią z przepisu z magazynu Kuchnia

 Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x30cm):
  • 100ml oleju (słonecznikowego)
  • 180g cukru (można dodać więcej, jeśli wolicie słodsze wypieki)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • 3 jajka
  • 250g mąki pszennej
  • 50g kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 400g startej cukinii
  • 150g czekolady (u mnie była gorzka, Wedla)
  • odrobina masła do wysmarowania blachy i mąki do obsypania
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania po wierzchu
Dwóch ostatnich pozycji w oryginalnym przepisie nie ma.

Przygotowanie:
  1. w jednej misce mieszamy olej, cukier, esencję waniliową i jajka - wystarczy dobrze rozmieszać widelcem, nie trzeba mikserem
  2. w drugiej misce mieszamy mąkę, kakao (dobrze najpierw przesiać je przez sitko, żeby nie było grudek), sodę, proszek do pieczenia i sól
  3. łączymy obie mieszaniny, dokładnie mieszając
  4. do masy dodajemy startą cukinie i drobno posiekaną czekoladę, mieszamy do uzyskania jednolitej masy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i oprószamy mąką, żeby ciasto nie przywarło na amen
  6. na tak przygotowana blachę wykładamy ciasto, starając się je równo rozprowadzić po powierzchni blachy
  7. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu i od góry) i wstawamy blachę z ciastem
  8. pieczemy ok 45min (można pod koniec sprawdzić patyczkiem, czy już jest gotowe)
  9. upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a przed podaniem posypujemy cukrem pudrem (przesianym przez sitko)
Smacznego :-)

czwartek, 1 sierpnia 2013

Łatwe ciasto biszkoptowe z jagodami

Przepis na ciasto w tym cieście odziedziczyłam po babci ze strony mamy. Tzn. wyszperała go moja siostra cioteczna Mania (pozdrowienia :), sporo trzeba było sobie dopowiedzieć, bo babcia pisała w telegraficznym skrócie. Z tego przepisu robiłam w ubiegłym roku ciasto z jabłkami, teraz - w sezonie jagodowym - zamieniłam jabłka na jagody. Efekt był równie przyjemny :-) Polecam, tym bardziej, że ciasto robi się bardzo szybko, m.in. dzięki temu, że nie wymaga oddzielania białek od żółtek i miksowania ich osobno. Dla leniwych i pałających niechęcią do zmywania/sprzątania po pieczeniu. I dla lubiących smak domowego ciasta z sezonowymi owocami (jagody można zastąpić np. malinami).

Ciasto biszkoptowe z jagodami

Składniki (na klasyczną prostokątną blachę o wymiarach 20x3cm):
  • 4 jajka
  • 1 szklanka (170g) mąki pszennej (najzwyklejszej) + 1 czubata łyżka do posypania jagód
  • 3/4 szklanki cukru (165g)
  •  opcjonalnie można dodać też 1 op. (16g) cukru waniliowego dla jeszcze bardziej domowego efektu :
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki oleju słonecznikowego
  • ok. 300-350g świeżych jagód
  • trochę masła i bułki tartej do natłuszczenia i obsypania blachy
  • cukier puder do posypania ciasta
 Przygotowanie:
  1. jagody przekładamy na sitko/durszlak i płuczemy pod zimną, bieżącą wodą, uważając, żeby nie pozgniatać owoców, a następnie przebieramy (pozbywamy się listków i innych niezbyt potrzebnych elementów) i odstawiamy do odsączenia
  2. jajka (całe, nie oddzielamy żółtek od białek) miksujemy (ubijamy) z cukrem (jeśli dodajecie waniliowego to z oboma rodzajami) do uzyskania gładkiej, puszystej masy o kremowym kolorze
  3. w osobnym naczyniu mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, a następnie dodajemy suchą mieszaninę do jajek ubitych z cukrem i mieszamy mikserem
  4. do ciasta dodajemy olej i dalej mieszamy
  5. blachę do pieczenia smarujemy masłem i obsypujemy bułką tartą, a następnie wlewamy na blachę ciasto, starając się je równomiernie rozprowadzić na dnie blachy
  6. odsączone jagody posypujemy łyżką mąki - to jest patent mojej mamy, mąka ma zapobiegać opadaniu owoców na dno formy (działa, sprawdziłam :)
  7. oprószone mąką jagody rozkładamy na cieście
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu) i pieczemy ciasto przez 30-35min, do suchego patyczka
  9. po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy
  10. wystudzone (zimne) ciasto posypujemy cukrem pudrem i serwujemy :)
Smacznego :)

niedziela, 30 czerwca 2013

Serniczki z czereśniami i migdałami

Pomysł na przygotowanie serniczków w takiej formie nie jest mój, pochodzi z bloga Kwestia Smaku. Autorka tego bloga pokazała, że żeby cieszyć się smakiem sernika z sezonowymi owocami, wcale nie trzeba dużo czasu i zachodu. Wystarczy gotowy zmielony twaróg, cukier, jajko, mąka, ciasteczka owsiane i ulubione owoce. A to wszystko piecze się w blaszce do muffinów i papilotkach :) W efekcie otrzymujemy małe porcje sernika, na 3-4 kęsy, w sam raz na spotkania z przyjaciółmi lub z rodziną, także niespodziewane wizyty (serniczki robi się stosunkowo szybko).Od siebie dodałam czereśnie i migdały, które moim zdaniem są tak dobraną parą jak truskawki i wanilia :) Przy okazji polecam mój ubiegłoroczny przepis na muffiny z czereśniami i migdałami. A skoro mówimy o czereśniach, zachęcam również do wypróbowania przepisu na rustykalną tartę z czereśniami. Sezon nie trwa wiecznie... ;)

Serniczki z czereśniami i migdałami


Składniki (na 12 serniczków z blachy do muffinów o średnicy 5cm):
  • 500g zmielonego twarogu (spokojnie można użyć gotowego, z wiadereczka; po kilku próbach moim zdaniem najlepiej sprawdza się jednak nie tradycyjny zmielony twaróg, ale "Twaróg Delikatny" marki President, bez dodatków; przy korzystaniu ze zwykłego zmielonego twarogu zdarzało mi się, że spód z pokruszonych ciasteczek nie do końca się spajał, najwyraźniej dostawał za mało wilgoci z twarogu)
  • 150g ciasteczek owsianych, bez dodatków
  • 1 białko z jajka
  • 1 łyżka mąki
  • 1/2 szklanki cukru (autorka oryginalnego przepisu podaje 1/2-3/4, ale moim zdaniem więcej niż 1/2 to zdecydowanie za dużo)
  • dojrzałe czereśnie (najlepiej takie ciemne, bo mają najwięcej smaku; u mnie wychodzi po 1,5 czereśni na serniczek)
  • płatki z migdałów
Przygotowanie:
  1. ser przekładamy do miski, dodajemy cukier, białko i mąkę, a następnie mieszamy łyżką (można mikserem na niewielkich obrotach, ale po co brudzić mikser, skoro naprawdę łyżka wystarczy)
  2. ciasteczka kruszymy (tu najlepiej sprawdza się blender z małym kubkiem, takim jak np. ten; dzięki użyciu blendera uzyskujemy ciasteczkowy piasek)
  3. blachę do muffinów wykładamy papilotkami, a na dno każdej z nich wsypujemy ciasteczkowy piasek, rozdzielając po równo
  4. ciasteczkowy piasek przyklepujemy, a na wierzch nakładamy sernikową masę, również równo rozdzielając
  5. myjemy i drylujemy czereśnie
  6. połówki czereśni wtykamy w masę serową, wierzch posypujemy płatkami z migdałów
  7. rozgrzewamy piekarnik do 175 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  8. wstawiamy blachę z serniczkami do rozgrzanego piekarnika, zamykamy drzwiczki i od razu zmniejszamy temperaturę do 120 stopni Celsjusza
  9. w 120 stopniach Celsjusza pieczemy serniczki 25-30min
  10. po upieczeniu, wyjmujemy blachę z piekarnika i odstawiamy do wystygnięcia - serniczki są bardzo delikatne, nie polecam wyjmowania ich z blachy przed wystygnięciem, a i po wystygnięciu trzeba to zrobić ostrożnie
  11. wystudzone serniczki wstawiamy do lodówki i chłodzimy (schłodzone są najlepsze) - można wstawić razem z zimną już blachą, wtedy - po schłodzeniu wypieków w lodówce - stają się bardziej zwarte i łatwiej wyjąć się z zagłębień blachy
Smacznego :)

piątek, 31 maja 2013

Muffiny z czekoladowymi cukierkami Schoko-Bons, na Dzień Dziecka

Tak sobie myślę, że fajnie jest być (małym) dzieckiem. Niestety doszłam do tego wniosku już jako osoba dorosła (a raczej duże dziecko). Będąc mniejszym dzieckiem uważałam, że super jest być dorosłym, bo można robić, co się chce. Będąc większym dzieckiem wcale nie uważam, że bycie dorosłym jest takie znowu super... Ale jakoś strasznie źle też nie jest ;)

Lubię poczuć się jak dziecko, co często zdarza mi się przy okazji wizyt w moim rodzinnym mieście - spędzając czas z rodzicami czy dziadkami, w otoczeniu, w którym dorastałam. Gdy jestem w domu, skupiam się na byciu w domu, zapominam o telefonie (co irytuje osoby próbujące się do mnie dodzwonić, ale cóż...), przestają mnie interesować bieżące wydarzenia w Polsce i na świecie (no chyba, że PKP, którymi zwykle podróżuję, znowu coś schrzani, wówczas jestem zmuszona do zainteresowania się), idę sobie za to na zakupy z mamą i rodzeństwem (ale nie robimy już takich scen jak 20-25 lat temu ;), jemy dobre rzeczy (w tym słodycze, których w Warszawie zwykle nie kupuję, bo to grozi pochłanianiem zbyt dużych ilości w nagłym napadzie cukrowego głodu), oglądamy filmy bywa, że niezbyt ambitne, nie zważając na to, co ktoś mógłby sobie pomyśleć. Zdarza nam się (głównie żeńskiej części rodziny) płakać jak bobry, gdy tato zaserwuje nam film-wyciskacz łez o psach (Marley i ja, Hatchiko) i śmiać się z naszego własnego psa, największego na świecie fana bułek i wdzięcznego obiektu fotograficznego.
Wprawdzie nie będę w Dzień Dziecka w domu, ale nie oznacza to, że nie mogę poobchodzić tego święta.
W Warszawie czy w domu, w pewnej części jestem i będę dzieckiem. I tego życzę sobie i Wam z okazji Dnia Dziecka :) A by osłodzić świętowanie, proponuję coś słodkiego - przetestowane przez prawdziwe dziecko, w dziecięcym wieku 6 lat (pozdrowienia dla Wojtka i jego mamy, Doroty). Bardzo Młody Degustator wprawdzie nie powiedział wprost, że mu smakowało, ale jadł te muffiny, co przyjmuję za dobry znak :)

Muffiny z czekoladowymi cukierkami Schoko-Bons

Składniki (na 6-7 muffinów):
  • 150g mąki pszennej
  • 60g zwykłego cukru
  • 16g (1 opakowanie) cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 1 jajko
  • 60ml oleju słonecznikowego (można zastąpić roztopionym masłem, ale ja jestem konsekwentnie leniwa i wolę dodać olej)
  • 100g jogurtu naturalnego
  • 250g serka mascarpone
  • 1,5 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1 opakowanie cukierków Schoko-Bons*
Przygotowanie:
  1. w jednej misce mieszamy mąkę, cukier zwykły i waniliowy, proszek do pieczenia i szczyptę soli
  2. w osobnym naczyniu mieszamy jajko, olej i jogurt naturalny
  3. łączymy obie mieszaniny i mieszamy (wystarczy łyżką, robot kuchenny nie jest potrzebny)
  4. surowe ciasto przekładamy na blachę do muffinów wyłożoną papilitkami lub wysmarowaną tłuszczem, do 3/4 wysokości papilotki/głębokości zagłębienia
  5. w każdą porcję ciasta wtykamy jeden czekoladowy cukierek (nie musim być zupełnie schowany w cieście, może trochę wystawać)
  6. blachę z tak przygotowanym ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza i pieczemy przez 23 minuty
  7. w międzyczasie przygotowujemy krem: serek mascarpone mieszamy z cukrem pudrem i esencją waniliową, a następnie przykrywamy i wstawiamy do lodówki, żeby smaki się przegryzły
  8. upieczone muffiny wyjmujemy z piekarnika i odstawiamy do wystudzenia
  9. resztę cukierków czekoladowych siekamy nożem na małe kawałki (liczymy 1 cukierek na muffina, pozostałe mogą posłużyć do dekoracji talerza ;)
  10. zupełnie zimne muffiny smarujemy grubą warstwą kremu i posypujemy kawałkami cukierków
  11. tak przygotowane muffiny można wstawić do lodówki, żeby je schłodzić lub podać od razu
Smacznego :)


*Zastanawiając się nad tym, co dodać do muffinów, żeby smakowały dziecku (Wojtkowi), wybrałam właśnie te łakocie, zakładając, że dzieci lubią Kinder czekoladę, z której Schoko-Bons są zrobione. Inne czekoladowe cukierki też powinny się nadać.

piątek, 26 kwietnia 2013

Ciasto "Cielaczek", odrobinę podrasowane

O istnieniu ciasta o nazwie "Cielaczek" dowiedziałam się będąc studentką. Moja najlepsza przyjaciółka, Eliza, studentka tej samej uczelni, upiekła je na jedną z wielu organizowanych przez nasze koło naukowe konferencji. Zapewne po to, aby ktokolwiek zechciał wziąć w niej udział - ciasto było prawdopodobnie bardziej zachęcające niż tematyka ;) Nie pamiętam już, jak ostatecznie było z frekwencją ani czego dotyczyła ta konferencja, pamiętam natomiast "Cielaczka" :) Chciałam wziąć od Elizy przepis i zrobić to ciasto dawno temu, ale okazało się, że przez tych kilka lat mi i "Cielaczkowi" było jakoś tak nie po drodze. Spotkaliśmy się po latach, przy stole, do którego zaprosiłam przyjaciół (w tym Elizę), serwując im raczej tradycyjne, domowe dania, kwalifikujące się do tych "z dzieciństwa", ale trochę odświeżone lub zmodyfikowane. Znalazła się wśród nich zupa ogórkowa, ale nie z kiszonych ogórków, tylko ze świeżych (przepis znajdziecie tutaj). Był też pieczony kurczak, urozmaicony dodatkiem świeżego rozmarynu i cytryny (przepis pewnie opublikuję na blogu w najbliższym czasie) z obgotowanymi, doprawionymi mieloną wędzoną papryką i podpieczonymi w piekarniku ziemniakami. A na deser wjechał "Cielaczek" - poza Elizą chyba nikt z gości nie uznałby tego ciasta za domowe czy tradycyjne, ale bardzo mi tu pasował. Ni to ciasto czekoladowe, ni sernik, taki misz masz. Smaczny, prosty, mało pracochłonny, z łatwo dostępnych składników - idealny deser dla rodziny. Nazwa i sernikowe łaty na cieście mogą przypaść do gustu dzieciom - tak jak mi ;)

Korzystałam z przepisu z bloga Kulinarne Spotkania, ale nieco go zmodyfikowałam, podrasowując kakaową warstwę ciasta przez dodanie do niej kawałków pokruszonej czekolady deserowej (gorzkiej nie było akurat w sklepie) Jedyna (nie wiem, czy powinnam teraz dodać jakiś znak sugerujący, że to nazwa zastrzeżona, czy nie - nie chciałabym narazić się nadgorliwym prawnikom Wedla...).

Ciasto "Cielaczek"

Składniki (na blachę o rozmiarach 20x30cm):

MASA KAKAOWA
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (duże, 32g)    
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 2 łyżki kakao w proszku
  • 3/4 szklanki oleju
  • 1 tabliczka (100g) czekolady deserowej (równie dobrze może być gorzka)
MASA SEROWA
  • 500g mielonego twarogu (u mnie gotowiec, z wiaderka)
  • 3 jajka
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
Przygotowanie:
  1. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  2. Wszystkie składniki na masę kakaową wrzucamy do miski i miksujemy (lub intensywnie mieszamy łyżką, do osiągnięcia gładkiej masy)
  3. Czekoladę łamiemy na kostki, a następnie rozdrabniamy na mniejsze kawałki (wielkości ok. ziarenek pieprzu) w blenderze lub siekamy nożem
  4. Pokruszoną/posiekaną czekoladę dodajemy do masy kakaowej i mieszamy
  5. Blachę na ciasto wykładamy folią do pieczenia i wylewamy na nią masę kakaową i wyrównujemy
  6. W osobnej misce mieszamy składniki na masę serową - powinna być jednolita i na tyle rzadka, żeby spływała z łyżki
  7. Na masie kakaowej robimy kleksy z masy serowej (robione łyżką), po 2-3 łyżki na łatę (czyli 1, 2 i 3 łyżka masy w tym samym miejscu)
  8. Surowe ciasto z kleksami wstawiamy do rozgrzanego piekarnika (na środkową półkę) i pieczemy przez ok. 45min (tzw. suchego patyczka, który wbijamy w ciasto między łatami)
  9. Upieczone ciasto wyjmujemy z pieca i studzimy
  10. Podajemy wystudzone, można dodatkowo posypać cukrem pudrem, ale wtedy łaty będą mniej widoczne
Smacznego :)

wtorek, 9 kwietnia 2013

Muffiny z budyniem, z normalnych składników, nie z proszku

Nie powiem, że nigdy nie piekłam ciasta z proszku. Piekłam, karpatkę, zanim zaczęłam robić sama, z "normalnych" składników. Porównując karpatkę pieczoną w sposób tradycyjny i z proszku, dochodzę do wniosku, że ta z proszku wcale nie jest łatwiejsza, bo moim zdaniem w pieczeniu karpatki największą sztuką jest (1) upieczenie wierzchu i spodu z ładnie wyrośniętymi górkami i w przyjemnym, złotym kolorze, (2) zrobienie kremu bez grudek. W osiągnięciu efektu (1) i (2) gotowa mieszanka z pudełka nie pomoże, bo tu chodzi raczej o technikę. Techniki w proszku chyba jeszcze nikt nie wymyślił ;)

Piszę o ciastach z proszku, bo ostatnio dość intensywnie reklamowane są babeczki/muffiny z proszku z różnymi dodatkami i nadzieniem. Reklamy rzadko wywołują u mnie jakieś reakcje, ale przy tych szlag mnie trafia, bo zrobienie takich wypieków od zera, z "normalnych" składników to jedno z najprostszych zadań w dziedzinie "desery" i tylko wyjątkowy antytalent, zupełna beztroska w stosowaniu się do przepisu lub niedomagający piekarnik mogą sprawić, że muffiny nie wyjdą. Nie sprawdziłam tego w praktyce, ale wydaje mi się, że zrobienie muffinów z "normalnych" składników wcale nie zajmuje więcej czasu. Być może jakimś argumentem jest cena - widziałam ostatnio pudełko z proszkiem na muffiny za niecałych 7 zł. Jedną z odmian reklamowanych babeczek są te z nadzieniem budyniowym. Rozumiem, że komuś może nie chcieć się robić budyniu, bo to zajmuje trochę dodatkowego czasu. Sama robiłam z budyniu w proszku. Ale to co innego ;)
Taka hipokryzja.

Muffiny z nadzieniem budyniowym

Składniki (na 12 babeczek o średnicy 5 cm = muffiny klasycznych rozmiarów):

CIASTO
  • 300g mąki pszennej (może być najzwyklejsza, szymanowska)
  • 130g cukru (kryształ, najzwyklejszy)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki kakao
  • 1 jajko
  • 180-200g jogurtu naturalnego (najlepszy będzie typu greckiego, czyli tłusty i gęsty) = 1/2 dużego kubka jogurtu
  • 2 łyżki mleka (krowiego, poziom tłuszczu obojętny)
  • 125ml (=1/2 szklanki) oleju słonecznikowego*
BUDYŃ
  • 1/2 opakowania budyniu waniliowego lub innego ulubionego, bez cukru
  • 200ml mleka (krowiego, im tłustsze tym lepsze)
  • 1 łyżka cukru (kryształ, najzwyklejszy), ale można dodać więcej, jeśli spróbujecie budyniu i uznacie, że jest za mało słodki
Przygotowanie:
  1. przygotowujemy budyń zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu, ale bierzemy tylko pół opakowania i 200ml mleka
  2. dodajemy 1 łyżkę cukru, jeśli na końcu okaże się, że to za mało (bo Waszym zdaniem budyń jest za mało słodki), można dodać więcej
  3. gotowy budyń zdejmujemy z ognia i odstawiamy do przestudzenia
  4. do jednej miski wrzucamy suche składniki (300g mąki, 130g cukru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 2 łyżeczki kakao)
  5. do drugiej miski wrzucamy mokre składniki (1 jajko, 180-200g jogurtu, 125ml oleju) i mieszamy
  6. łączymy suchą i mokrą mieszaninę, mieszając całość łyżką (wystarczy, nie trzeba angażować miksera ani robota kuchennego)
  7. blachę lub foremki do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy masłem
  8. na dno każdego zagłębienia w blaszce/każdej foremki nakładamy 1 czubatą łyżeczkę ciasta i pokrywamy nią całe dno
  9. na ciasto nakładamy po 1 łyżeczce budyniu
  10. warstwę budyniu (z truskawką) przykrywamy kolejną warstwą ciasta (ale tak, żeby nie robić górki; całość nie powinna wystawać ponad powierzchnię blachy czy foremki, bo muffiny będą rosły i mogą się wylać)
  11. gotową blachę/foremki wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu, i pieczemy przez 23min
  12. po upieczeniu wyjmujemy i studzimy, zimne muffiny można dodatkowo posypać cukrem pudrem
Z tego samego przepisu można przygotować jasne muffiny, wystarczy nie dodawać kakao do ciasta lub np. cytrynowe (wówczas dodajemy sok i skórkę otartą z jednej cytryny).

Smacznego :)

*olej słonecznikowy możemy zastąpić roztopionym i przestudzonym masłem