Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpinak. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2014

Muffiny ze szpinakiem, ale na słodko

Te muffiny zrobiłam dla koleżanek i kolegów z pracy na moje urodziny. Gdy brałam udział w konkursie Kulinarny Blog Roku 2012, robiłam dla nich dania, które zgłaszałam do konkursu, a oni degustowali i głosowali. Od tamtej pory wiedzą, że gotuję i piekę, dlatego po prostu nie mogłam niczego nie przynieść z okazji urodzin. Chciałam jednak, żeby to było coś w pewnym sensie wyjątkowego, czego większość z nich jeszcze nie próbowała. Zrobiłam więc te muffiny, zdaje się, że zamierzony efekt WOW został osiągnięty ;-) Oprócz muffinów było też moje ukochane ciasto czekoladowe z przepisu cioci mojej przyjaciółki Marty oraz cytrynowe ciasto na bazie mielonych migdałów z przepisu z bloga Ciocciolato Gatto (ale bez lawendy). Wszystko poszło, rozumiem więc, że wyszło ok :-)

Pomysł na zielone muffiny powstał po lekturze przepisu na tort żabiego króla, który znalazłam na blogu Przy Kubku Kawy, który trochę zmodyfikowałam. Fajne w nich jest to, że mają piękny zielony kolor bez wykorzystania żadnych sztucznych barwników. W smaku szpinak czułam tylko wtedy, gdy muffiny były jeszcze gorące, po wystudzeniu był niewyczuwalny. Wadą jest to, że przygotowanie tych muffinów wymaga użycia robota kuchennego albo co najmniej miksera. Inne muffiny na moim blogu tego nie wymagają, wystarczy zamieszać łyżką.

Słodkie zielone muffiny ze szpinakiem
 
Składniki (na 20+ muffinów o średnicy ok. 5 cm):
  • 450g mrożonego rozdrobnionego szpinaku
  • 300g mąki
  • 130g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (ok. 32g)
  • 3/4 szklanki oleju
  • 100g białej czekolady
  • 3 jajka
  • 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
Przygotowanie:
  1. szpinak wyjmujemy z zamrażalnika kilka godzin przed przygotowaniem muffinów, żeby dobrze się rozmroził (ja wyjęłam wieczorem, przełożyłam do miski, przykryłam folią i wstawiłam na całą noc do lodówki)\
  2. rozmrożony szpinak odciskamy z nadmiaru wody i miksujemy z olejem
  3. czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej
  4. mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia
  5. jajka z cukrem i cukrem waniliowym ubijam na puszystą piankową masę o kremowym kolorze
  6. do miski z ubitymi jajkami stopniowo dodajemy stopniowo mąkę i masę szpinakową, na przemian, cały czas miksując na niewielkich obrotach
  7. na końcu dodajemy roztopioną czekoladę i miksujemy na gładką masę
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy tłuszczem, do każdej papilotki wlewamy ok 1,5 czubatej łyżki ciasta
  10. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23 min (dobrze jest obserwować kolor muffinów, chodzi o to, żeby miały ładny, żywy zielony kolor, a nie zielono-brązowawy, pilnujemy, żeby się nie przypiekły)
  11. po upieczeniu wyjmujemy i studzimy
Wystudzone muffiny można udekorować - ja zrobiłam "czapeczki" z rozpuszczonej białej czekolady, na wierzchu których znalazły się kawałki suszonej żurawiny.

Smacznego :-)

czwartek, 16 sierpnia 2012

Wypasiona lasagne mojej babci

Objedliśmy się jak dzikie osły – skwitowała dzisiejszy obiad moja babcia, po tym, jak każdy z biesiadników skonsumował swój kawałek lasagne, którą dla nas przygotowała. W zasadzie to danie można zaliczyć do kategorii potraw jednogarnkowych, bo znalazły się w nim: makaron, mięso mielone, kiełbasa wiejska, pomidory, szpinak, pieczarki i ser żółty. Wszystkie te składniki zostały odpowiednio przygotowane, a następnie poprzekładane i zapieczone w piekarniku. Wyszła wielka porcja pysznej zapiekanki.

To nie jest lasagne, jaką znacie. To jest lasagne mojej babci, jedyna w swoim rodzaju. Przekonajcie się sami. Uwaga: to danie jest naprawdę sycące, z tymi dzikimi osłami to nie żart, aczkolwiek nie wiem, dlaczego akurat dzikie osły zostały przywołane przez babcię, ale być może taki dziki osioł to bardzo żarłoczne zwierzę. Prawie tak żarłoczne, jak przywoływane czasami przeze mnie dzikie węże ;)

Lasagne mojej babci

Składniki (porcja dla 6-8 osób; dzisiejszą lasagne babcia przygotowała w naczyniu żaroodpornym o wymiarach 20x30x10cm):
  • ok. 1 i 1/3 opakowania szuszonych płatów makaronowych na lasagne (ok. 650g, pakowany jest zwykle po 500g)
  • 500g kiełbasy wiejskiej (im chudsza, tym lepsza)
  • 300-350g mięsa mielonego (u nas była mielona szynka wieprzowa – to jest ulubiony rodzaj mięsa mielonego babci, stąd taki wybór)
  • 5 dużych pieczarek
  • duża garść świeżego szpinaku (lub pół opakowania mrożonego, w liściach)
  • 2 średniej wielkości cebule
  • 1 puszka pomidorów bez skórki (ok. 400g)
  • kilka plastrów sera żółtego (100-150g)
  • ok. 100ml śmietany (12% będzie ok)
  • masło
  • olej
  • ulubione zioła
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Kiełbasę obieramy ze skórki i kroimy (może być w plastry, może być drobniej)
  2. Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę, a następnie podsmażamy chwilę na 1 łyżce oleju (chodzi o to, żeby się zeszkliła)
  3. 1/3 podsmażonej cebuli dodajemy do mielonego mięsa, doprawiamy solą, pieprzem i ziołami (ew. innymi przyprawami, jeśli ktoś lubi)
  4. Pieczarki myjemy, kroimy w kostkę i podduszamy na 1 łyżce masła (nie chodzi o to, żeby je odparować, powinny zatrzymać płyn), doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy z 1/3 podsmażonej cebuli
  5. Szpinak dusimy w niewielkiej ilości wody (1/4 szklanki), do miękkości, gdy już zmięknie dodajemy śmietanę i doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  6. Pomidory (wraz z sokiem) przekładamy do rondelka, dodajemy resztę cebuli, doprawiamy solą, pieprzem, ziołami (oraz ew. innymi przyprawami) i gotujemy z nich sos (powinien być raczej płynny, żeby nawilżył płaty makaronowe)
  7. Naczynie żaroodporne natłuszczamy masłem
  8. Na jego dno wlewamy trochę sosu pomidorowego (tak, żeby pokrył dno)
  9. Na sosie układamy pierwszą warstwę makaronu
  10. Na pierwszą warstwę makaronu nakładamy sos pomidorowy – tak, żeby przykrył makaron
  11. Na sosie układamy drugą warstwę makaronu
  12. Drugą warstwę makaronu pokrywamy mięsem mielonym
  13. Na mięsie układamy kolejną warstwę makaronu
  14. Na makaronie układamy pokrojoną kiełbasę, którą skrapiamy sosem pomidorowym (2-3 łyżki)
  15. Skropioną sosem kiełbasę przykrywamy kolejną warstwą makaronu
  16. Makaron pokrywamy podduszonymi pieczarkami, które przykrywamy kolejną, ostatnią warstwą makaronu
  17. Na ostatniej warstwie makaronu rozkładamy szpinak duszony ze śmietaną i przykrywamy go plastrami sera żółtego
  18. Na serze układamy kawałeczki masła
  19. Całość przykrywamy przykrywką od naczynia żaroodpornego lub folią aluminiową
  20. Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza
  21. Wstawiamy naczynie z lasagne do piekarnika
  22. W momencie, w którym ser zacznie się topić, zmniejszamy temperaturę do 160 stopni Celsjusza i zapiekamy ok. 60min (trzeba sprawdzić miękkość płatów makaronowych i stopień przypieczenia sera – jeśli są wystarczająco miękkie/przypieczone, 60min powinno wystarczyć, jeśli nie – można potrzymać w piecu dłużej)
Warstw makaronu i rodzajów farszu może być oczywiście mniej, mogą to też być inne rodzaje nadzienia, ale wówczas nie będzie to już taki prawdziwy babciny lasagne'owy wypas :)
Podajemy z napojami ułatwiającymi trawienie, np. z piwem ;)
Smacznego :)

piątek, 8 czerwca 2012

Muffiny dla kibiców

Nie jestem fanką piłki nożnej i nie kibicuję ani polskiej, ani żadnej innej drużynie. Zdaję sobie sprawę z ekonomicznych i wizerunkowych korzyści z organizacji EURO 2012 w Polsce, ale całe to zamieszanie raczej mnie ziębi niż grzeje. Niestety nie jestem w stanie odciąć się od tego wydarzenia, mimo, że w środę po pracy z nieukrywanym zadowoleniem opuściłam miasto-gospodarza, udając się na Podkarpacie. EURO 2012 jest wszędzie, również w sklepie mięsnym należącym do sieci sklepów lokalnych zakładów mięsnych w moim rodzinnym mieście - swoim klientom proponują kiełbaski SPOKO. Że też człowiek nawet w kolejce po kawał mięcha nie może sobie od tego wszystkiego odpocząć (jeszcze tylko miesiąc ;). Co gorsza, zostałam dziś przyłapana przez Wybranka na nuceniu piosenki z jednej z okołoeurowych reklam... Dramat.

Jest takie powiedzenie, że jeżeli nie można z kimś wygrać, należy się do niego przyłączyć. Nie widzę siebie w tłumie poprzebieranych w barwy narodowe i kibicującym polskiej reprezentacji, która nie ma na swoim koncie zbyt wielu powalających sukcesów (a przynajmniej w ciągu ostatnich 10-12 lat). Jedyne, na co mnie stać w związku z EURO 2012, to zaprezentowanie propozycji przekąski, która być może pomoże kibicom polskiej reprezentacji zajeść smutek związany z rozczarowaniem, że znowu nie wygraliśmy/nie wygramy mistrzostw... Zapraszam więc na muffiny dla kibiców, w dwóch wersjach - jednej bardziej męskiej (boczek + cheddar + cebula), drugiej bardziej damskiej (szpinak + feta).

Muffiny z boczkiem, cheddarem i cebulką
Składniki (na ok. 14-16 muffinów o średnicy 5cm):
  • 375g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 200g sera cheddar (cheddar jest idealny do tego typu wypieków oraz do wszelkich innych dań zapiekanych w piekarniku; ma fajny kolor, odpowiednio wyrazisty smak i ładnie się topi)
  • 150g chudego boczku (może być taki paczkowany w plasterkach)
  • 1 średnia cebula
  • 2 jajka
  • 125g jogurtu naturalnego
  • 100g masła
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/4 łyżeczki pieprzu
Przygotowanie:
  1. mąkę przesiewamy do miski z solą, dodajemy proszek do pieczenia oraz pieprz, mieszamy
  2. boczek kroimy na niewielkie paseczki, wrzucamy na suchą patelnię i lekko przyrumieniamy na tłuszczu, który wytopi się z boczku (możemy odłożyć trochę boczku do udekorowania muffinów)
  3. drobno siekamy cebulę
  4. podsmażony boczek zdejmujemy z patelni, przekładając go na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym (żeby ręcznik wchłonąć nadmiar tłuszczu)
  5. na tłuszczu wytopionym z boczku na patelni podsmażamy chwilę cebulkę (do zeszklenia)
  6. po podsmażeniu cebulkę przekładamy do boczku
  7. przecieramy patelnię ręcznikiem papierowym i wrzucamy na nią masło, które roztapiamy na niewielkim ogniu (uwaga, żeby się nie przypaliło)
  8. gdy masło się roztopi, zdejmujemy patelnię z ognia i odstawiamy na chwilę na bok, żeby nieco przestygło
  9. ścieramy ser na tarce, na grubych oczkach
  10. boczek, cebulkę i starty ser dodajemy do mąki i dobrze mieszamy
  11. roztopione masło mieszamy z jajkiem i jogurtem naturalnym
  12. mieszaninę mokrych produktów łączymy z mączną mieszaniną i dobrze mieszamy (wystarczy łyżką)
  13. blachę do pieczenia muffinów wykładamy papilotkami i do każdej z nich nakładamy ciasto (do 2/3 wysokości)
  14. wierzch każdego muffina można udekorować kawałkiem boczku lub posypać posiekanym szczypiorkiem
  15. blachę z muffinamy wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza i pieczemy 20min
  16. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i albo serwujemy na ciepło, albo studzimy
To była ta bardziej męska wersja. Teraz ta bardziej damska, co nie znaczy, że jest dużo zdrowsza czy też dużo mniej kaloryczna ;)

Muffiny z fetą i szpinakiem (with spinach & celebration* ;)
Składniki (na ok. 16-18 muffinów o średnicy 5cm):
  • 375g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 500g sera feta (2 kostki, np. marki Rucker; przy mniejszej ilości sera fetę bardzo słabo czuć; a mi zależało na wyraźnym smaku i dużych kostkach widocznych w cieście po ugryzieniu/przełamaniu muffina)
  • 300g świeżego szpinaku
  • 1 duży lub 2 małe ząbki czosnku
  • 2 jajka
  • 125g jogurtu naturalnego
  • 125g masła
  • 1/4 łyżeczki soli (mimo słoności fety)
  • 1/4 łyżeczki pieprzu
Przygotowanie:
  1. mąkę przesiewamy do miski z solą, dodajemy proszek do pieczenia oraz pieprz, mieszamy
  2. masło wrzucamy na patelnię/rondelek i roztapiamy na niewielkim ogniu, uważając, żeby się nie spaliło/zbrązowiło
  3. gdy masło się roztopi, zdejmujemy patelnię/rondelek z ognia i odstawiamy na bok, żeby masło nieco przestygło
  4. fetę kroimy w sporą kostkę
  5. czosnek drobno siekamy
  6. szpinak dokładnie myjemy (żeby potem piasek nie chrzęścił nam między zębami ;), usuwamy łodygi (no chyba, że mamy tzw. baby spinach, to wtedy nie), siekamy w paski i wrzucamy na chwilę na suchą patelnię teflonową, żeby szpinak lekko się poddusił - staramy się jednak, żeby nie stracił żywego koloru
  7. 2 łyżki podduszonego szpinaku łączymy z roztopionym masłem, jogurtem i jajkami, mieszamy za pomocą blendera (żeby rozdrobnić szpinak i nadać muffinom fajnego, zielonego koloru)
  8. pozostały szpinak i fetę dodajemy do mąki i dobrze mieszamy
  9. dodajemy mieszankę mokrych składników i dobrze mieszamy
  10. blachę do pieczenia muffinów wykładamy papilotkami i do każdej z nich nakładamy ciasto (do 2/3 wysokości)
  11. blachę z muffinamy wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza i pieczemy 20min
  12. po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika i albo serwujemy na ciepło, albo studzimy
*po internecie krąży zdjęcie z jakiejś imprezy czy konferencji, w trakcie której jednym z dań serowanych w ramach cateringu były pierogi ze szpinakiem i fetą; w związku z tym, że - jak mniemam - było to wydarzenie międzynarodowe, nazwy dań zostały zaprezentowane także w języku angielskim - nazwę owych pierogów zgrabnie, acz raczej dosłownie, przetłumaczono na "dumplings with spinach & celebration" ;)

Życzę smacznego i łączę się w bólu z tymi osobami, które do piłki nożnej i rozpoczynających się właśnie mistrzostw mają stosunek podobny do mojego ;)

niedziela, 12 lutego 2012

Włoska zupa weselna?

Zacznę od źródła - foodgawker.com, amerykańskiego agregatora blogów kulinarnych i skarbnicy pomysłów na dania z różnych zakątków świata i z różnych produktów. Mogłabym cały dzień siedzieć i przeglądać zdjęcia i przepisy z tego portalu. A zdjęcia są tak wspaniałe, że ślinka leci przy oglądaniu niemal każdego z nich. To właśnie na foodgawker.com trafiłam na przepis na włoską zupę weselną. Bardzo lubię zupy i chętnie wypróbowuję nowe przepisy, a włoskie zupy lubię szczególnie, ze względu na sposób, w jaki są przygotowywane - zwykle zaczyna się od rozgrzania oliwy w dużym garnku i podsmażenia na niej warzyw, które dopiero po podsmażeniu zalewa się bulionem. Moim zdaniem nadaje to zupie głębszy smak niż w przypadku wrzucania warzyw na gotujący się bulion. Włoska zupa weselna zainteresowała mnie nie tylko ze względu na sposób przygotowania, ale także na zawartość mięsnych kulek (pulpecików), które bardzo lubię. Kulki w tej zupie robi się z dodatkiem włoskich ziół i parmezanu, co nadaje im wspaniałego smaku. Sprawdzają się doskonale nie tylko jako dodatek do tej zupy, ale także jako dodatek do sałatki (sałata + pomidorki koktajlowe + oliwki + pulpeciki na zimno + ulubiony dressing, ja polecam oliwę zblenderowaną z bazylią, odrobiną soku z cytryny, solą i pieprzem) lub do sosu pomidorowego serwowanego z makaronem.

Gdy spytacie Włocha o to, czy zna tzw. włoską zupę weselną, najprawdopodobniej będzie zdziwiony - z tego, co wyczytałam w internecie, nie ma czegoś takiego jak tradycyjna zupa serwowana z okazji zaślubin we Włoszech. Być może w poszczególnych regionach tego kraju istnieją takie zupy, ale nie ma ogólnokrajowej zupy weselnej (jeśli się mylę, wyprowadźcie mnie z błędu - wiem tylko tyle, ile wyczytałam w internecie ;). Więc co z tą zupą? Jej nazwa ma związek z błędnym tłumaczeniem nazwy rodzaju włoskiej zupy, składającej się z zielonych warzyw, mięsa i bulionu. Ten rodzaj zupy z Italii nazywa się minestra maritata, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "zupa z dobrze do siebie pasujących składników" :) Autorami błędnego tłumaczenia są podobno Amerykanie, którym słowo maritata skojarzyło się zapewne z angielskim married. A dowiedziałam się tego z tego źródła.

Nie ma jednego obowiązującego przepisu na minestra maritata, podobnie jak nie ma jednego przepisu na minestrone. Skład tych zup różni się w zależności od regionu Włoch, w którym są gotowane oraz od pory roku, czyli od tego, co gotująca je mamma ma akurat w zanadrzu :) Gotując moją minestra maritata korzystałam z przepisu Iny Garten, popularnej amerykańskiej autorki książek kulinarnych. Przepis ten można znaleźć np. tutaj. Albo poniżej, nieco zmodyfikowany przeze mnie.

Włoska zupa weselna, czyli źle przetłumaczona minestra maritata

Składniki (dla 6-8 osób):

PULPECIKI
  • 1/2 kg mielonej piersi z indyka (najlepiej kupić pierś w całości i samodzielnie zemleć; ja często wrzucam mięso do blendera i w ten sposób je rozdrabniam)
  • 2 czubate łyżki startego parmezanu
  • 1 jajko
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 czubate łyżki świeżej, posiekanej natki
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • 1 łyżeczka suszonej bazylii
  • 2 łyżki oliwy + dodatkowa oliwa do natłuszczenia blachy
  • sól (nie za dużo, parmezan jest słony) i pieprz do smaku
ZUPA
  • 2 duże marchewki
  • 2 duże łodygi selera naciowego
  • 2 duże garści świeżego szpinaku
  • 1/3 opakowania makaronu gwiazdki (ok. 80g) [to nie muszą być gwiazdki, może być też inny drobny makaron; ja akurat miałam gwiazdki na stanie]
  • 1,5 litra bulionu drobiowego (może być z kostki, ale dobrze, jeśli jest to kostka ekologiczna - do kupienia w sklepach z ekologiczną żywnością; widziałam je też w sieci delikatesów Bomi, na stoisku z produktami dla diabetyków)
  • 1 mała cebulka (np. szalotka)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu
  2. jeśli mamy mięso w kawałku - mielimy je
  3. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu
  4. zmielone mięso mieszamy z drobno posiekanym czosnkiem, natką, suszonymi ziołami, startym parmezanem, jajkiem, oliwą, solą i pieprzem - wyrabiamy gładką masę
  5. blachę do pieczenia wykładamy folią aluminiową, folię natłuszczamy 1 łyżką oliwy
  6. przygotowywujemy sobie mają miseczkę z wodą, w której będziemy płukać ręce przy formowaniu pulpecików, żeby pulpeciki nie kleiły się nam do rąk w trakcie formowania
  7. formujemy małe pulpeciki, rozmiarów niewielkiego orzecha włoskiego
  8. pulpeciki układamy na blasze wyłożonej folią (może też być naczynie żaroodporne, którego nie wykładamy folią, a jedynie natłuszczamy)
  9. wstawiamy do piekarnika i pieczemy ok. 20min
  10. w międzyczasie drobno siekamy cebulę, marchew i selera kroimy na niewielkie kawałki
  11. w garnku na zupę rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, wrzucamy cebulę, marchew i selera, a następnie podsmażamy na niedużym ogniu przez ok 10min
  12. gdy warzywa zmiękną, wlewamy bulion
  13. do gotującego się bulionu z warzywami wsypujemy makaron i gotujemy do miękkości (Ina Garten podpowiada, żeby zupę z makaronem gotować ok. 2min krócej niż gotowalibyśmy sam makaron zgodnie ze wskazówkami z opakowania)
  14. gdy pulpeciki są już gotowe, wrzucamy je do zupy
  15. gdy makaron jest miękki, wyłączamy "ogień" pod garnkiem i wrzucamy do zupy dwie garści świeżego szpinaku, mieszamy (szpinak ma tylko zmięknąć, nie powinien gotować się raczej z zupą, bo może stracić kolor)
  16. zupę doprawiamy solą i pieprzem i serwujemy

Polecam to smaczne i raczej lekkie (poza tym parmezanem ;) danie. Smacznego :)

czwartek, 29 grudnia 2011

Rozgrzewająca zupa jarzynowa Justyny z imbirową nutką

Justyna to osoba, z którą w liceum przesiedziałam w jednej ławce 4 lata. Stosując zasadę "co dwie głowy to nie jedna" przeszłyśmy przez te lata "ramię w ramię", tworząc całkiem udany tandem :) Przyjaźń przetrwała, mimo 5-letniej rozłąki, podczas której Justyna studiowała na jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie. Teraz obie mieszkamy i pracujemy w Warszawie i co jakiś czas spotykamy się w towarzystwie Elizy, która chodziła z nami do tej samej klasy, pracowała z Justyną w tej samej firmie i od liceum jest moją najlepszą przyjaciółką.

Naszym spotkaniom zawsze towarzyszy coś do jedzenia i coś do picia. Z zadowoleniem obserwowałam kulinarną ewolucję Justyny, która jeszcze 2-3 lata temu niezbyt garnęła się do gotowania. Aż tu nagle, po przeprowadzce do własnego mieszkania wyposażonego w działającą kuchenkę z piekarnikiem (czego w wynajmowanych mieszkaniach niestety często brakuje), zaczęła gotować. Nieskromnie przyznam, że miałam w tym swój udział, bo regularnie namawiałam ją do gotowania, a żeby jeszcze bardziej ją zdopingować, sprezentowałam jej książkę Jamiego Olivera o wiele znaczącym w tej sytuacji tytule "Każdy może gotować". Jakiś czas temu pisałam o wspólnym pieczeniu tarty z brokułami i pieczarkami podczas jednego z naszych spotkań. I co się okazało? Justyna złapała bakcyla! :) Gdy widziałyśmy się kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, wyznała mi i Elizie, że już kilka razy robiła tartę z tamtego przepisu, a poza tym zaczęła wypróbowywać przepisy z książki, którą ode mnie dostała. Udało się :)

Właśnie podczas tego przedświątecznego spotkania Justyna zaserwowała nam pyszną zupę, przygotowaną zgodnie z jednym z przepisów Jamiego Olivera z tej książki. W oryginale zupa nazywa się po prostu "zupa z soczewicą i szpinakiem", a przepis na nią można znaleźć na stronie 137 tej książki. Dla mnie jednak już zawsze będzie to "zupa Justyny", której dziękuję za przygotowanie tej zupy tamtego wieczoru oraz wyrozumiałość wobec mojego apetytu, którego nie udało mi się poskromić (była grana dokładka; do tej pory zastanawiam się, czy nie wyjadłam całej zupy, która była przeznaczona nie tylko dla nas trzech, ale także dla Wybranka Justyny...).

"Zupa Justyny" to połączenie tradycyjnych i nieco mniej tradycyjnych (jak na polskie zwyczaje kulinarne) składników. Znajdziecie w niej czerwoną soczewicę, pomidory, czosnek, cebulę i szpinak, ale także seler naciowy, chili i świeży imbir. Idealna mieszanka na zimne wieczory - syci i rozgrzewa. Dla mnie była też miłą odmianą po świątecznym obżarstwie ;) Gorąco polecam :)

Zupa Justyny


Składniki (na 6-8 porcji, jak podaje Jamie Oliver):
  • 2 marchewki
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 10 pomidorków koktajlowych (ja miałam 3 nieduże tradycyjne pomidory)
  • 2 średnie cebule (u mnie 1 większa)
  • 2 ząbki czosnku
  • 300g czerwonej soczewicy (u mnie 250g, bo kupiłam 500-gramowe opakowanie i chciałam, żeby wystarczyło mi na 2 razy ;)
  • 200g szpinaku
  • 2 kostki bulionowe (u mnie warzywna, ekologiczna, nabyta w sklepie z ekologiczną żywnością)
  • kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka (można dodać mniej - przy dodaniu takiej ilości jak w przepisie, imbir jest mocno wyczuwalny w zupie)
  • 0,5-1 papryczka chili (ja dodałam całą jedną papryczkę, bez pestek - sprawiło to, że zupa była lekko pikantna, ale nie za bardzo czyli tak, jak łagodna zupa w tajskiej restauracji ;)
  • opcjonalnie: po kopiastej łyżce jogurtu natutalnego na każdą porcję
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. marchew obrać i posiekać w talarki
  2. cebulę obrać i drobno posiekać (żeby w zupie nie pływały duże kawałki)
  3. czosnek obrać i pokroić w cienkie plasterki
  4. łodygi selera pokroić w "plasterki"
  5. na dno garnka wlać 2 łyżki oliwy, rozgrzać
  6. na rozgrzaną oliwę wrzucić pokrojone dotychczas warzywa - smażyć pod przykryciem przez ok 10 min
  7. w międzyczasie sparzyć pomidory wrzątkiem i obrać ze skórki (tego nie ma w oryginalnym przepisie, ale dobrze jest to zrobić, żeby skórki nie pływały luzem w zupie i żeby któraś z nich przypadkiem nie przykleiła się komuś do podniebienia ;)
  8. pomidory pokroić (jeśli mamy koktajlowe - na pół, jeśli zwykłe - na ósemki, a każdą ósemkę na 2-3 części)
  9. imbir obrać i pokroić w cienkie plasterki
  10. chili pozbawić pestek, drobno pokroić
  11. kostki bulionowe zalać 1,8l wrzącej wody i przygotować bulion
  12. wrzucić warzywa do garnka (pomidory, chili, imbir i soczewicę), zalać bulionem, gotować 10 minut
  13. tuż przed podaniem dodać świeży szpinak i zamieszać (Jamie podaje, że powinno się dodać szpinak 30s przed końcem gotowania)
  14. doprawić do smaku solą i pieprzem
  15. po przełożeniu zupy do naczyń, w których będzie serwowna, na wierzchu każdej porcji można zrobić jogurtowy kleks (jogurt nieco łagodzi smak)
Smacznego :)

P.S. Dodatkowa uwaga [31.12.2011]: zupę ugotowałam 2 dni temu wieczorem, był cały gar, więc jadłam sobie ją stopniowo, w sumie wyszły 4 porcje (a nie 6-8 ;) i muszę przyznać, że zupa była najlepsza tuż po jej ugotowaniu, raczej nie nadaje się do dłuższego przechowywania i wielokrotnego odgrzewania, bo staje się mdła, o czym przekonałam się dziś, jedząc ugotowaną w czwartek wieczorem zupę na lunch...

wtorek, 30 sierpnia 2011

Kulki w szlamie i zielone naleśniki

Jest taka zasada, niepisana zdaje się, że nie ma co ekspertymentować z nowymi przepisami przygotowując potrawy dla gości. Dlatego też w zasadzie na każdej imprezie, którą organizuję lub przy której organizacji pomagam, pojawiają się takie klasyki jak kulki w szlamie i zielone naleśniki. Zawsze robię też muffiny, często także w wersji niesłodkiej (np. z fetą i czerwoną papryką albo z boczkiem i serem żółtym). Jeżeli chodzi o słodkie muffiny, wybieram takie, do których akurat są składniki (jesień/zima – cytrusy, marchew, jabłka, dynia, czekolada, suszone owoce; wiosna/lato – świeże owoce sezonowe); udało mi się znaleźć najlepszy - moim zdaniem - przepis podstawowy i tylko żongluję dodatkami (przepis podstawowy na słodkie muffiny znajdziecie tutaj). Jeżeli chodzi o niesłodkie (zwane wytrawnymi, ale jak dla mnie słowo „wytrawny” powinno być zarezerowane dla alkoholu, więc nie używam go w odniesieniu do innych produktów) to na razie nie udało mi się znaleźć idealnego przepisu, a efekty podejmowanych prób nie były zadowalające, więc póki co przepisem się nie dzielę. Chętnie za to podzielę się przepisami na kulki w szlamie i zielone naleśniki :)

Określenie „kulki w szlamie” stworzył M., mój kolega ze studiów, mądry człowiek i utalentowany ekonomista (nie teoretyk ;) na jednej z imprez. Wzięło się stąd, że „danie” to składa się z mini mozzarellek, pomidorków koktajlowych i oliwek (= kulki), serwowanych w formie koreczków w towarzystwie zielonego sosu bazyliowego (wyglądem przypominającego ów szlam). A robi się to tak:


Składniki:
  • Mini mozzarellki (ilość zależy od liczby zaproszonych gości, na oko wopakowaniu jest średnio ok. 12-15 sztuk; można je kupić w każdym supermarkecie; nigdy nie udało mi się ich kupić w Almie w Promenadzie, być może w innych Almach są)
  • Pomidorki koktajlowe (tyle, ile mini mozzarellek)
  • Czarne lub zielone oliwki (tyle, ile mini mozzarellek)
  • Drewniane wykałaczki (ale nie takie dentystyczne, aromatyzowane miętą czy mentolem ;)
  • Duży pęczek świeżej bazylii
  • Oliwa (ok. ¾ szklanki na 1 pęczek bazylii)
  • 1 ząbek czosnku
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. umyć pomidory
  2. mini mozzarellki oraz oliwki odcedzić z zalewy
  3. poobrywać listki z bazylii (trochę musi zostać do „szlamu”, więc jeśli macie niewielki pęk, np. marki Swedeponik w niewielkiej doniczce, to weźcie 2 doniczki –jedną do oberwania listków, a drugą do sosu)
  4. na wykałaczki nakłuwać kolejno pomidor, listek bazylii, kulkę mozzarelli i oliwkę, aby uzyskać koreczki
  5. przygotować sos: cały pęczek bazylii (razem z łodyżkami) włożyć do blendera, zalać oliwą, dodać ząbek czosnku (pokrojony na kilka kawałków), doprawić solą i pieprzem wedle uznania, całość zmiksować na gładki szlam
  6. koreczki ułożyć na talerzu i albo polać szlamem albo podać szlam w osobnym naczyniu, żeby każdy mógł sobie dowolnie dozować jego ilość na własnym talerzu














Zielone naleśniki powstały z potrzeby zaserwowania czegoś innego niż koreczki czy sałatki (z sałatek już prawie w ogóle zrezygnowałam, no chyba, że robię kolację czy obiad dla zaledwie kilku osób, w formie zasiadanej, gdzie każdy uczestnik dostaje porcję sałatki na własnym talerzu; na większą imprezę moim zdaniem nadają się jedynie sałatki z produktów, które nie puszczają soku zaraz po doprawieniu i nie więdną). Mają formę naleśnikowych wrapów i bardzo dobrze sprawdzają się w roli czegoś na ząb.















Składniki (na ok. 12 naleśników z patelni o średnicy ok. 28 cm):

- ciasto
  • 0,5 l mleka (im tłustsze tym lepsze)
  • ok. 300 g mąki
  • 1 jajko
  • garść świeżego szpinaku
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz
- nadzienie
  • 12 dużych plasterków wędliny (powinny być na tyle duże, żeby pokrywać ok. ¾
  • powierzchni patelni, na której będą smażone naleśniki)
  • 1 opakowanie szpinaku (może być baby)
  • 3 opakowania serka Philadelphia (polski odpowiednik marki Piątnica też jest
  • ok)
  • ½ pęczka świeżej natki
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. z 0,5 ml mleka odlać pół szklanki i wlać do blendera, miksując je z garścią szpinaku i czosnkiem (mleko dodaje się po to, żeby był "poślizg" w blenderze - bez płynu trudniej jest zblendować cokolwiek)
  2. wlać do większego naczynia, dodać resztę mleka, mąkę i jajko, doprawić solą i pieprzem, dobrze wymieszać (uwaga: z naleśnikami jest trochę tak jak np. z bigosem czy rosołem – co dom to przepis; ja naleśniki robię na oko, tj, dodaję tyle składników, żeby uzyskać konsystencję ciasta właściwą dla ciasta naleśnikowego – jeśli więc macie sprawdzone proporcje lub podobnie jak ja robicie naleśniki na oko, zróbcie je według własnego przepisu, dodając szpinak zmiksowany z czosnkiem; nie dodawajcie cukru, jeżeli zwykle dodajecie ;)
  3. patelnię smarować tłuszczem (ja każdorazowo rozprowadzam pędzelkiem oliwę na powierzchni patelni przed wlaniem ciasta) i wlewać ciasto chochelką do zupy, rozprowadzając je po całej powierzchni; po usmażeniu z jednej strony, przewrócić na drugą)
  4. gotowe naleśniki układać jeden na drugim na dużym płaskim talerzu – po usmażeniu wszystkich przykryć szczelnie folią spożywczą i odstawić do wystygnięcia
  5. serek Philadephia przełożyć do miski, wymieszać z drobno posiekaną natką, doprawić solą i pieprzem (jeżeli szynka jest raczej słona to uważajcie, żeby nie przesadzić z solą)
  6. każdy naleśnik posmarowaś serkiem z natką, posypać kilkoma listkami szpinaku, przykryć plastrem szynki i zwinąć w rulon, docisnąć lekko, żeby brzeg naleśnika nie odstawał
  7. przygotowane w ten sposób naleśnikowe rulony ułożyć na talerzy, przykryć folią i odstawić na 30 min (można na dłużej, ale raczej nie na całą noc) do lodówki, żeby smaki się przegryzły
  8. wyjąć naleśniki z lodówki, przekroić pod skosem na pół, odkroić przegi (albo i nie, jak kto woli) i podawać
Mam nadzieję, że Wam i Waszym gościom będzie smakowało, o ile zdecydujecie się podać im takie przekąski/zakąski ;)