Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 stycznia 2021

Pieczone pierogi a la empanady

Jak co roku Sylwestra spędziłam w domu, robiąc "kluchy". W 2020 przynajmniej nie musieliśmy z Wybrankiem tłumaczyć się, dlaczego jako stosunkowo młodzi ludzie nie idziemy na żadną imprezę, tylko siedzimy we dwoje w domu. Naszym sylwestrowym domówkom towarzyszą zawsze transmisje z plenerowych imprez organizowanych przez różne stacje telewizyjne, których śledzenie umożliwia nam nadrabianie całorocznych zaległości w dziedzinie muzyki popularnej. Nieco obawialiśmy się, że w tym roku tego ważnego elementu oczekiwania na nadejście Nowego Roku może zabraknąć. Zakładaliśmy bowiem, że skoro obowiązuje pandemiczny zakaz zgromadzeń, żadna tego typu impreza się nie odbędzie. Życie pokazało, że mało je znamy i impreza się odbyła, a zorganizowała ją stacja telewizyjna kontrolowana przez rząd, który sam te restrykcje nałożył. Cóż. 

"Kluchy" to bardzo szeroka kategoria, do której należą różnego rodzaju potrawy mączne typu kluski czy pierogi. Tym razem Wybranek zarządził empanady, a ja nie oponowałam. Wybranek zawsze gruntownie się przygotowuje do nowych przedsięwzięć (nigdy wcześniej empanad nie robiliśmy), nie inaczej było tym razem. Ja natomiast mam tendencję do korzystania z wiedzy, którą mam pod ręką i bardzo rzadko robię tzw. "research". Nie inaczej było tym razem ;-) Uzbrojeni w wiedzę pochodzącą z pogłębionej analizy źródeł internetowych (Wybranek) i podręczną (ja), ustaliliśmy, że robimy empanady z przepisu na Empanadas del Chucao, pochodzącego z książki pt. "Ameryka", którą napisali Monika Mądra-Pawlak i Jan Pawlak, podróżnicy i właściciele kultowej poznańskiej knajpki Cafe La Ruina i Raj.

Empanady to pieczone lub smażone pierogi, popularne w krajach Europy Południowej, Ameryki Łacińskiej i (jak twierdzi Wikipedia) na Filipinach. Nazwa pochodzi podobno od hiszpańskiego słowa "empanar", które ma oznaczać "otoczony chlebem" :-)

Przepis ten dotyczy empanad z warzywnym nadzieniem i smażonych w głębokim tłuszczu. My swoje pieczone pierogi nadzialiśmy dwoma rodzajami farszu, który powstał "na freestyle'u": wegetariańskim na bazie czerwonej fasoli oraz mięsnym z mieloną wołowiną. Nasze empanady upiekliśmy w piekarniku, dopierając czas i temperaturę pieczenia na oko. Tym razem życie pokazało, że gromadzone latami kuchenne doświadczenie na coś się przydaje, bo to "na oko" się sprawdziło - wyszły nam bardzo przyjemne pierogi, które na pewno jeszcze kiedyś zrobimy, np. na jakieś spotkanie z rodziną czy przyjaciółmi, jak już będzie to legalne (w przeciwieństwie do telewizji publicznej staramy się stosować zasady bezpieczeństwa w zakresie zgromadzeń). Nasze pierogi zaserwowaliśmy z klasycznym guacamole oraz z salsą pomidorową (1 duży pomidor pokrojony w bardzo drobną kostkę, wymieszany z również bardzo drobno posiekaną małą szalotką, świeżą kolendrą, oliwą, solą, pieprzem i odrobiną sosu sriracha). Największym wyzwaniem było wałkowanie ciasta, które było dość twarde. Na szczęście przypomniałam sobie o przystawce do robienia makaronu do Kitchen Aid'a, którą dostałam jakiś czas temu od Mamy i wydobyłam ją z odmętów mojej kuchni. Okazała się bardzo przydatna :-) (dziękuję Mamo :-)

Im jestem starsza, tym jestem ostrożniejsza z "wkładaniem do szufladek", także w kuchni. Jeśli w jakimś oryginalnym przepisie wprowadzam zmiany, wolę dodać "a la" lub "w stylu" niż prezentować jakieś danie jako zgodne z oryginałem. A więc nasze pieczone pierogi nazywam "a la empanady", aby uniknąć ryzyka ataku ze strony empanadowych purystów. "Dodaj jeszcze milion disclaimerów", skomentował Wybranek :-)

Pieczone pierogi a la empanady













Składniki (na 24 sztuki):

CIASTO

  • 500g mąki pszennej (w oryginalnym przepisie jest mąka typu 450 lub 500, u mnie była poznańska typu 500)
  • 200-220 ml letniej wody
  • 80 ml oleju roślinnego (u mnie słonecznikowy)
  • 10g soli
  • 1 roztrzepane jajko (to mój dodatek, nie ma tego w oryginalnym przepisie - posłużyło mi jako spoiwo do raczej suchego ciasta oraz jako glazura do pierogów)
FARSZ

Wersja mięsna

  • 250g mielonej wołowiny (chuda w naszym przypadku)
  • 1 mała puszka kukurydzy
  • 1 mała cebulka
  • 1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki suszonego oregano
  • duża szczypta mielonego cynamonu
  • duża szczypta mielonego chili
  • sól i pieprz do smaku
Wersja warzywna

  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 1 szalotka
  • 1/2 pora (biała części)
  • 1/2 czerwonej papryki
  • 3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
  • 2 czubate łyżki świeżej kolendry drobno posiekanej
  • 1 łyżeczka chili
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 1 łyżka oliwy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:

CIASTO

  1. składniki ciasta mieszamy i wyrabiamy gładkie, miękkie i elastyczne ciasto  - autorzy oryginalnego przepisu radzą, żeby nie dodawać od razu całej wody, ale wlać na początek 180 ml, wyrobić i zobaczyć, czy trzeba dodać więcej wody
  2. wyrobione ciasto owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki, "aby odpoczęło" (cytat) - autorzy przepisu nie precyzują, na jak długo, w moim przypadku do było ok 30 min
  3. "odpoczęte" ciasto dzielimy na 2 części, każdą z nich (po kolei) rozwałkowujemy na ok 2 milimetry i wycinamy kwadraty (wersja mięsna) lub prostokąty (wersja bezmięsna) lub jakikolwiek inny kształt - w oryginalnym przepisie przed wycinaniem pojawia się długi opis postępowania z ciastem, który ja pominęłam, po prostu potraktowałam jej jak ciasto pierogowe ;-)
  4. na trójkąty lub prostokąty (lub innego kształtu kawałki) ciasta nakładamy farsz - u mnie to były 2 łyżeczki na kawałek, smarujemy brzegi roztrzepanym jajkiem i składamy na pół, zlepiając brzegi dookoła farszu palcami lub za pomocą widelca (jak u mnie)
  5. zlepione pierogi układamy na wyścielonej papierem do pieczenia blaszce, smarujemy roztrzepanym jajkiem i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni Celsjusza na 30 min (do uzyskania złotego koloru)
  6. podajemy na ciepło, same lub z sosami (jak u mnie)
FARSZ MIĘSNY

  1. na patelnię wlewamy oliwę i wrzucamy wszystkie suche przyprawy poza solą i pieprzem, mieszamy
  2. dodajemy mielone mięso, smażymy mieszając
  3. dodajemy drobno posiekaną cebulę, smażymy mieszając
  4. odsączamy kukurydzę z puszkowego płynu i dodajemy ziarenka do mięsa, mieszamy
  5. dodajemy przecier pomidorowy, mieszamy
  6. doprawiamy całość solą i pieprzem do smaku
FARSZ WARZYWNY

  1. na patelnię wlewamy oliwę i wrzucamy wszystkie suche przyprawy poza solą i pieprzem, mieszamy
  2. drobno posiekaną cebulę i pora wrzucamy na patelnię, mieszamy, smażymy
  3. drobno posiekaną paprykę wrzucamy na patelnię, mieszamy, smażymy
  4. fasolę odsączamy z puszkowego płynu, dorzucamy na patelnię, mieszamy
  5. dodajemy przecier pomidorowy, mieszamy
  6. drobno posiekaną kolendrę dorzucamy na patelnię, mieszamy
  7. doprawiamy solą i pieprzem do smaku

Smacznego :-)




piątek, 28 grudnia 2018

Praski akcent, czyli jajka z farszem pieczarkowym

Różne uroczystości w rodzinie Wybranka łączy obecność w menu jajek na twardo z farszem pieczarkowym, a że w zasadzie wszyscy jego najbliżsi krewni mieszkają lub mieszkali na warszawskiej Pradze, stąd określenie "praski akcent". Akcent ten pojawił się w tym roku na naszym bożonarodzeniowym śniadaniowym stole. Święta już za nami, ale pomyślałam, że podzielę się tym przepisem na blogu, bo może przydać się tym z Was, którzy planują sylwestrowe menu (taka połówka jajka na twardo z pieczarkowym farszem wydaje się być całkiem niezłą zimną przekąską na jeden lub dwa gryzy), a być może ktoś zdecyduje się je zrobić na święta wielkanocne i przepis będzie jak znalazł :-)

Nie mam pewności, jak dokładnie "praski akcent" jest przygotowywany przez rodzinę Wybranka, bo jakoś nigdy o przepis nie pytałam, zrobiłam więc "praski akcent" po stalowowolsku ;-)

Jajka z farszem pieczarkowym



Składniki:
  • 10 jajek
  • 10 większych pieczarek
  • 5 mniejszych pieczarek
  • 1 mała szalotka
  • 2 łyżki oleju roślinnego
  • 3 gałązki świeżej natki do farszu + trochę do dekoracji
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. jajka gotujemy na twardo (ja wkładam jajka do garnka z zimną wodą i gotuję jajka przez 10 minut od momentu zagotowania wody)
  2. ugotowane jajka studzimy
  3. pieczarki myjemy lub obieramy, kroimy na grube plasterki i dusimy (wrzucamy na suchą patelnię i czekamy, aż odparuje z nich woda, a następnie dodajemy łyżkę oleju i podsmażamy, doprawiają solą i pieprzem)
  4. uduszone plasterki małych pieczarek oddzielamy od plasterków tych większych
  5. szalotkę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na łyżce oleju
  6. wystudzone jajka przekrajamy ba pół, ostrożnie wyjmujemy żółtka - białka układamy na talerzu, a żółtka łączymy z uduszonymi plasterkami większych pieczarek, podsmażoną cebulką i drobno posiekaną świeżą natką , a następnie z blenderujemy na gładką masę, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  7. do każdej połówki jajka nakładamy porcję farszu (po ok 1 czubatej łyżeczce), dekorujemy plasterkami uduszonych mniejszych pieczarek i listkami natki
  8. serwujemy na zimno 
Smacznego :-)







czwartek, 27 grudnia 2018

Satay, czyli kurczak z dipem z orzeszków ziemnych

Jeśli w Sylwestra spodziewacie się gości albo po prostu chcecie zrobić sobie coś dobrego do jedzenia, pewnie zastanawiacie się, co zaserwować do jedzenia (ja tego dylematu nie mam, bo u nas - zgodnie z tradycją - 31 grudnia gotujemy kluchy :-) Mam dziś dla Was propozycję, którą przetestowałam na moich znajomych, a mianowicie satay, czyli paski z piersi z kurczaka zamarynowane, a następnie upieczone w marynacie w tajskim stylu, a po upieczeniu zaserwowane w towarzystwie dipu z orzeszków ziemnych, a dokładnie z masła orzechowego. Danie proste w przygotowaniu i można zrobić je w dużej ilości, a jednocześnie smaczne i robiące (dobre) wrażenie na gościach :-)

Poniższy przepis bazuje na przepisie z bloga Well Plated by Erin.

Satay

















Składniki (dla 6-8 osób)

MIĘSO
  • 4 nieduże piersi z kurczak (np. zagrodowego)
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • sok z 1 limonki
  • 1 łyżka płynnego miodu
  • 1 łyżka sosu sriracha (ostry sos, do kupienia w dobrze wyposażonych supermarketach lub w sieci sklepów Kuchnie Świata)
  • 2 czubate łyżki startego świeżego imbiru
  • 2 ząbki czosnku rozgniecionego nożem lub przepuszczonego przez praskę lub startego na tarce o bardzo drobnych oczkach
  • opcjonalnie: świeża kolendra
DIP (w oryginalnym przepisie wśród składników jest 1 szklanka bulionu drobiowego, którą ja pominęłam, bo zależało mi na bardziej zwartej konsystencji, czymś w stylu gęstego hummusu, a nie bardzo płynnego sosu)
  • 5 łyżek masła orzechowego
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu sriracha
  • 1 łyżka startego świeżego imbiru
  • 2 ząbki czosnku rozgniecionego nożem, przepuszczonego przez praskę lub startego na tarce o bardzo drobnych oczkach
  • sok z 1 limonki
Przygotowanie:
  1. mięso płuczemy, osuszamy, oczyszczamy i kroimy w paski grubości ok 1,5 cm
  2. sos sojowy, sok z limonki, miód, sos sriracha, imbir i czosnek łączymy w sporej misce, mieszamy do połączenia składników
  3. do miski wrzucamy paski mięsa i obtaczamy je w marynacie, a następnie przykrywamy miskę (np. folią spożywczą) i wstawiamy do lodówki na 2 godziny (mięso może postać w lodówce i całą noc, jeśli tak Wam pasuje)
  4. po przygotowaniu mięsa, przygotowujemy dip i również wstawiamy go na jakiś czas do lodówki, żeby smaki się przegryzły
  5. zamarynowane mięso wyjmujemy z lodówki i nadziewamy po 3 paski na patyczki do szaszłyków (można je wcześniej namoczyć w wodzie, żeby się nie spaliły) i układamy na blaszce lub naczyniu żaroodpornym, które wcześniej natłuszczamy olejem
  6. z lodówki wyjmujemy również dip, żeby się ocieplił w temperaturze pokojowej
  7. gdy wszystkie szaszłyki są gotowe, polewamy każdy marynatą
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza i pieczemy szaszłyki po 10 min z każdej strony korzystając z funkcji grzanie od góry i od dołu
  9. na koniec włączamy na 2 min funkcję grill, żeby ładnie się przypiekły
  10. szaszłyki od razu po upieczeniu posypujemy drobno posiekaną świeżą kolendrą, serwujemy z dipem i w towarzystwie świeżych pokrojonych warzyw (u mnie marchewka w słupkach i paski papryki)
Smacznego :-)




niedziela, 6 maja 2018

Zapiekanki z zielonymi szparagami

Sezon szparagowy wystartował. Tzn. szparagi z importu były dostępne już od jakiegoś czasu, teraz można korzystać z polskich plonów :-) Wybranek zaopatrzył nas w trzy piękne pęczki w piątek, więc weekend upływa nam pod znakiem szparagowych posiłków.

Szukając pomysłów na szparagowe dania, najczęściej trafiam albo na szparagi pieczone z różnymi dodatkami (np. z szynką parmeńską, z cytryną i rozmarynem, pod beszamelem, na cieście francuskim), albo na makarony/risotta z dodatkiem tych warzywa (np. risotto z dodatkiem kurczaka i marchewki, makaron ze szparagami, boczkiem i sosem alfredo) albo na szparagi w towarzystwie jajek (np. z omletem, z jajecznymi muffinami, z jajkiem sadzonym, z pastą jajeczną). Rzadziej zdarzają się inne kombinacje, ale nie przestaję szukać - na liście "do zrobienia" mam szparagi w jakimś azjatyckim daniu (prawdopodobnie "stir fry") i w sałatce. A dziś zapiekanki ze szparagami :-)

Zapiekanki to danie kultowe, chyba nie znam nikogo, kto by ich nie lubił. U mnie i Wybranka w domu zapiekanki (zwane "zapieksami") to jedno z częściej pojawiających się "dań", szczególnie, jak na dworze jest zimno i ciemno, a w pracy był ciężki dzień. To też całkiem niezły sposób na wykorzystanie pieczywa, które nie jest pierwszej świeżości.

Gdy byłam dzieckiem, moja Mama robiła zapiekanki dla mnie i mojego rodzeństwa w takim PRLowskim opiekaczu, produkowanym w NRD, czasami można znaleźć to ustrojstwo na Allegro. Mój Tato nazywał je "wulkanizatorkiem" :-)  Zapiekanki z tego opiekacza to jest jedno z moich najsilniejszych i najmilszych gastrowspomnień z dzieciństwa - pamiętam zapach spieczonego sera, chrupanie przypieczonego pieczywa, zajadanie zapiekanek przed telewizorem, w trakcie seansu Smerfów (oczywiście tylko wtedy, gdy Taty nie było w domu, bo Tato nie pozwalał nam nic jeść w dużym pokoju, żeby chociaż jedno pomieszczenie w domu pozostało w stanie "wyjściowym"). Dobrze w domu być z Mamą :-)

Przygotowanie zapiekanek to żadna filozofia, miałam więc wątpliwości, czy w ogóle wrzucać ten przepis na bloga, no ale jednak wrzucam, bo może kogoś zainspirują do takiego wykorzystania szparagów :-) Moja wersja jest bez mięsa, ale można oczywiście dodać jakąś wędlinę.

Zapiekanki z pieczarkami, mozzarellą i szparagami


















Składniki (dla 2-4 osób, w zależności od pojemności żołądka):
  • 2 nieduże bagietki (ale takie raczej polskie niż francuskie; bardzo dobrze nadają się do tego bagietki z piekarni Piwońskich w Warszawie) lub tzw. weki lub bułki paryskie
  • 500g pieczarek
  • 1 duża mozzarella (można też użyć zwykłego sera żółtego, ale mi zależało na mozzarelli, bo ma delikatny smak, a więc nie zdominuje szparagów)
  • 1 pęczek szparagów
  • 1 małą cebulka (u mnie była szalotka)
  • 1 łyżka oleju
  • natka pietruszki (kilka łodyżek)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Mozzarellę wyjmujemy z opakowania, odsączamy z płynu, kroimy na plastry, a każdy plaster rozrywamy na mniejsze kawałki (zaczynam od odsączenia i rozdrobnienia mozzarelli, bo niektóre mozzarelle mają w sobie bardzo dużo płynu, a jeśli tego płynu się nie pozbędziemy, na pizzy czy zapiekance może powstać nieapetyczne bajoro)
  2. Pieczarki myjemy i obieramy (jeśli obieracie, nie wszyscy to robią), kroimy na plasterki i wrzucamy na suchą patelnię, żeby odparować z nich wodę
  3. Cebulkę obieramy, drobno siekamy
  4. Gdy woda z pieczarek wyparuje, dodajemy na patelnię łyżkę oleju, wrzucamy cebulkę i chwilę razem podsmażamy
  5. Natkę pietruszki (można oczywiście pominąć, ale dla mnie pieczarki, cebula i natka = best friends forever) drobno siekamy i dorzucamy na patelnię, mieszamy, doprawiamy całą zawartość solą i pieprzem do smaku i zdejmujemy z ognia
  6. Szparagi myjemy, odłamujemy zdrewniałe końce i kroimy na nieduże kawałki (takie, żeby zmieściły się w poprzek na bagietce/wece/bułce paryskiej) - dzięki rozdrobnieniu szybciej się upieką
  7. Bułkę przekrajamy w poprzek, układamy na kratce do pieczenia (takiej z piekarnika) przekrojoną stroną do dołu i wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza na 3 min
  8. Po upływie 3 minut obracamy przekrojone bułki na drugą stronę i opiekamy przez kolejne 3 min
  9. Opieczone z dwóch stron bułki wyjmujemy z pieca, na każdej układamy pieczarki (pieczarki można wcześniej zblenderować na masę, którą posmarujecie bułki, ale mi się nie chciało), potem kawałki mozzarelli, a na wierzchu kawałki szparagów, posypujemy odrobiną soli i pieprzu i wstawiamy do piekarnika na ok. 15 min, zmniejszając temperaturę do 180 stopni
  10. Zapiekamy do momentu, aż mozzarella się stopi, a szparagi nieco przyrumienią, utrzymując jednocześnie zielony kolor (khaki nas nie interesuje ;-)
  11. Gotowe zapiekanki serwujemy na ciepło - używanie keczupu nie jest oczywiście zabronione, ale ja sobie podarowałam ;-)
Smacznego :-)

czwartek, 28 grudnia 2017

Pieczony camembert, czyli fondue na szybko

Pomysł na pieczony camembert powstał przy okazji rozważań nad możliwościami wykorzystania produktów zalegających w lodówce. Z łakomstwa zdarza mi się coś kupić, a potem leży to w lodówce i czeka na swoją kolej - w tym przypadku był to duży (250g) ser camembert w sklejkowym koszyczku marki Le Rustique (do kupienia w różnych supermarketach w Polsce). Sam pomysł upieczenia camamberta skopiowałam od Jamiego Olivera - kupiłam jego książkę pt. "Każdy może gotować" mojemu młodszemu Bratu (pozdrawiam :-) i sama ściągnęłam stamtąd kilka przepisów, m.in. na makaron z pieczonym serem camembert. W tym przepisie ser przygotowuje się tak, aby zmieszać go z makaronem, natomiast w przepisie, którym chciałabym się z Wami dziś podzielić, camembert jest serwowany w całości - płynny środek służy jako dip, a skórka jako naczynie, w którym ten dip serwujemy. Kupienie sera w sklejkowym koszyczku jest o tyle istotne, że pomaga on utrzymać ser w ryzach w trakcie pieczenia. W efekcie otrzymujemy camembertowe fondue w jadalnej miseczce (podpieczoną skórkę można na koniec zjeść, ale sklejkowego koszyczka jeść raczej nie polecam ;-)

Trudno mi teraz wskazać jedno konkretne źródło w internecie, z którego zaczerpnęłam technikę pieczenia i doprawiania sera. O ile się nie mylę, przejrzałam kilka stron i filmików na You Tube i na bazie dostępnych tam wskazówek, wypracowałam podejście zaprezentowane poniżej.

Polecam Wam to danie jako przekąskę do oglądania filmów/wydarzeń sportowych czy na imprezy - jest smaczne, a jego przygotowanie nie zajmuje dużo czasu. Do tego camembertowego fondue można serwować zarówno świeże warzywa pokrojone w łatwe do maczania słupki, jak i świeże pieczywo czy oliwki.

Pieczony camembert



















Składniki (dla 2 żarłocznych osób lub 4 osób z normalnym apetytem)
  • 1 duży ser camembert (250g) w sklejkowym koszyczku
  • 2 (normalnej wielkości) ząbki czosnku
  • 1 łyżka (płaska) płynnego miodu
  • 1 gałązka świeżego rozmarynu lub 3-4 gałązki tymianku
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  2. Camembert wyjmujemy ze sklejkowego koszyczka, odwijamy z papierka, papierek wyrzucamy, a ser wkładamy z powrotem do koszyczka, a koszyczek kładziemy na blaszce do pieczenia lub kawałku folii aluminiowej/papieru do pieczenia (w razie gdyby środek jednak wypłynął)
  3. Czosnek obieramy i kroimy w słupki, a następnie każdy słupek wtykamy w wierzch camemberta
  4. Naszpikowany czosnkiem wierzch sera polewamy miodem i posypujemy posiekanymi igłami rozmarynu lub listkami oskubanymi z łodyg tymianku
  5. Tak przygotowany ser wstawiamy do piekarnika, na środkową półkę, i pieczemy przez 20 min, do uzyskania lekko złotego koloru na wierzchu (ważne jest, aby piekarnik był rzeczywiście dobrze rozgrzany, a temperatura nie spadła w trakcie pieczenia - raz mi się to przytrafiło i mimo pieczenia sera przez 40 minut, fondue nie wyszło, wyszedł raczej camembertowy sernik...)
  6. Po upieczeniu wyjmujemy ser z piekarnika, nacinamy wierzch czubkiem ostrego noża i serwujemy (cały czas w sklejkowym koszyczku)
Smacznego :-)

sobota, 29 kwietnia 2017

Sałatka z pomarańczy, buraków i sera feta

Wiosna to moja ulubiona pora roku - szczególnie, jeśli aura jest nieco bardziej sprzyjająca niż tegoroczna. Po ok 20-stopniowym wiosennym "upale" na samym początku kwietnia, reszta miesiąca dobrą pogodą niestety nie rozpieszczała. Wygląda na to, że początek maja też nie będzie najcieplejszy. Nastrój można poprawić sobie w kuchni, choć obfitość świeżych składników jeszcze przed nami - zamiast tegorocznych zbiorów można sięgnąć po produkty dostępne przez cały rok i połączyć je w przyjemną dla oka i orzeźwiającą jak wiosna kompozycję, jak np. sałatkę z pomarańczy, buraków i sera feta :-)

Pomysł na tą sałatkę zaczerpnęłam z Pinteresta, szukając inspiracji do bufetu na wieczór panieński bliskiej znajomej. Potrzebowałam pomysłu na proste, efektowne i smaczne dania, pasujące jednocześnie do charakteru wieczoru (tzw. damskie jedzenie ;-) Ta sałatka moim zdaniem wszystkie te cechy posiada, a dodatkowo zabiera buraki, których gwiazda wieczoru jest miłośniczką. Polecam na wieczory panieńskie i inne okazje, przez cały rok.

Sałatka z pomarańczy, buraków i sera feta



















Składniki (dla 1-2 osób; jeśli to ma być tylko przystawka, wystarczy dla 2 osób):
  • 2 duże pomarańcze
  • 1 średniej wielkości burak
  • 1/2 małej czerwonej cebuli
  • 60-70g sera feta (z mieszanki koziego i owczego sera; ok.1/3 kostki)
  • garść liści świeżej mięty
  • 1 łyżka białego octu winnego
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Buraka myjemy, a następnie, bez obierania, gotujemy w wodzie lub owijamy w folię aluminiową i pieczemy w piekarniku do miękkości
  2. Po ugotowaniu/upieczeniu studzimy, obieramy ze skórki i kroimy w grubsze półplasterki
  3. Pomarańczę myjemy, obieramy ze skórki, a następnie filetujemy (tutaj znajdziecie materiał video, który prezentuje, jak to zrobić)
  4. Z tego, co pozostało z pomarańczy po filetowaniu (szkielet? :-) wyciskamy do miseczki sok
  5. Cebulę obieramy i kroimy w cienkie półplasterki
  6. W miseczce łączymy 3 łyżki soku wyciśniętego z pomarańczy z 1 łyżką octu i wrzucamy do niej pokrojoną cebulę (kwas sprawi, że jej ostry smak stanie się nieco łagodniejszy, a plasterki zmiękną) i odstawiamy na kilka minut
  7. Na talerzu rozkładamy pokrojone buraki i cząstki ("filety") z pomarańczy, a na wierzchu - plasterki cebuli
  8. Mieszankę soku z pomarańczy i octu łączymy z 2 łyżkami oliwy, doprawiamy solą i pieprzem, a następnie tak przygotowanym dressingiem polewamy buraki z pomarańczami i cebulą
  9. Wierzch sałatki posypujemy pokruszonym serem feta i listkami (jeśli są duże, warto je wcześniej posiekać) mięty
Smacznego :-)

niedziela, 26 lutego 2017

(Wytrawne) ciasto z kalafiorem

Na zdjęcia tego ciasta trafiłam, szukając na Pintereście inspiracji na urodzinową kolację w stylu bliskowschodnim dla bliskiej znajomej. Gdy je zobaczyłam, wiedziałam, że to jest to. To ciasto powinno się w zasadzie nazywać "ciastem parmezanowo-jajeczny z dodatkiem kalafiora", bo zawiera aż 150g tego sera i 7 jajek. Smakuje trochę jak quiche, ale bez ciasta. Nie jest jednak bezglutenowe - w składzie jest mąka pszenna (tej mąki nie jest dużo, więc na oko wydaje mi się, że można ją bez straty dla smaku i prawdopodobnie konsystencji zastąpić mąką bezglutenową - do wypróbowania). Ciasto ma ładny żółty kolor dzięki dodatkowi kurkumy i intrygującą "dekorację" z krążków czerwonej cebuli. Polecam jako samodzielne danie (można podawać na ciepło lub na zimno) lub jako dodatek np. do jakiegoś mięsnego dania z sosem.

Przepis pochodzi z książki pt. "Cała obfitość", której autorem jest Yotam Ottolenghi, brytyjski szef kuchni pochodzący z Izraela, właściciel kilku knajpek w Londynie. Oprócz tej książki napisał jeszcze trzy inne, w tym "Jerozolima", która jest jedną z najlepszych książek kucharskich, jakie w życiu czytałam - łączy w sobie bogactwo informacji o kulturze kulinarnej Jerozolimy z przepisami na smaczne i apetycznie zaprezentowane dania. Z całego serca polecam tę książkę wszystkim osobom zainteresowanym kulturą (nie tylko kulinarną) Bliskiego Wschodu.

Ciasto z kalafiorem z przepisu Yotama Ottolenghiego























Składniki (na okrągłą blaszkę o średnicy 24 cm):
  • 1 kalafior (ok 450g po obraniu z liści i podzieleniu na różyczki)
  • 1 średniej wielkości czerwona cebula
  • 1/2 łyżeczki drobno posiekanego świeżego rozmarynu (=igiełki oberwane z jednej łodyżki)
  • 2 łyżki oliwy (w oryginale jest 75ml, ale moim zdaniem to za dużo)
  • 7 jajek
  • ok 1/2 szklanki posiekanych świeżych liści bazylii
  • 120g mąki pszennej (w oryginale jest informacja, że powinna być przesiana, ale ja oczywiście nie przesiałam, z lenistwa)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki mielonej kurkumy
  • 150g startego parmezanu
  • 1 łyżka nasion białego sezamu (ja nie dodałam, bo zapomniałam ;-)
  • 1 łyżeczka czarnuszki (jak wyżej)
  • tłuszcz do natłuszczenia formy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Różyczki kalafiora wrzucamy do osolonej (1 łyżką soli) wody i gotujemy do miękkości (, a następnie odsączamy z wody i odstawiamy\
  2. Cebulę obieramy, odkrajamy 4 grube plastry i odkładamy, a resztę drobno siekamy i podsmażamy na oliwie z dodatkiem rozmarynu do momentu, aż cebula będzie miękka, a następnie odstawiamy do wystygnięcia
  3. Wystudzoną podsmażoną cebulę łączymy z jajkami i bazylią, dokładnie mieszamy (ja korzystam z robota kuchennego, ale zwykły mikser też spokojnie da radę)
  4. Następnie dodajemy starty parmezan, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, kurkumą, 1 łyżeczką soli i 1/2 łyżeczki pieprzu, i mieszamy do uzyskania gładkiej masy
  5. Do masy dorzucamy ugotowane różyczki kalafiora i delikatnie mieszamy, żeby ich nie zmiażdżyć
  6. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia (zarówno dno, jak i brzegi), smarujemy tłuszczem i obsypujemy czarnuszką zmieszaną z sezamem (opcjonalnie, bez tych ziarenek ciasto również jest bardzo dobre)
  7. Do tak przygotowanej blaszki przekładamy ciasto, wyrównujemy wierzch i rozkładamy na nim krążki cebuli
  8. Wstawiamy do rozgrzanego wcześniej do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu), na środkową półkę i pieczemy przez ok 45 min (do suchego patyczka)
  9. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i serwujemy
Smacznego :-)




sobota, 22 października 2016

Hummus w izraelskim stylu

Hummus to jedna z moich ulubionych przekąsek, chyba najczęściej robione przeze mnie w domu danie. Przed podróżą do Izraela zawsze robiłam je na bazie zmodyfikowanego przepisu Tomka Woźniaka, w którym do tej pasty z cieciorki dodaje się świeży czosnek i oliwę. Natomiast przepis, który poznałam w Izraelu, w trakcie lekcji gotowania z Orly Ziv, nie zawiera żadnego z tych składników (tzn. oliwa jest tylko dodatkiem, którym polewa się - lub nie - gotową pastę z cieciorki).

Hummus, który jedliśmy w Izraelu, bardzo nam smakował. Gdy po powrocie do domu wypróbowaliśmy przepis z książki Orly, okazało się, że to jest właśnie to, udało się odwzorować smak zapamiętany z wakacji, co wcale nie jest takie łatwe ani oczywiste, bo najważniejsze są składniki. Co najmniej kilka razy rozczarowaliśmy się, próbując odwzorować w domu potrawy, które jedliśmy w podróży, ale często to po prostu nie jest to, bo np. warzywa dostępne w Polsce, nawet w szczycie sezonu, nie smakują tak, jak warzywa dojrzewające w słońcu i cieple przez kilka tygodni. Takim trochę rozczarowaniem była szakszuka, czyli jajka sadzone na pikantnym sosie pomidorowym. Nie pomogło nawet to, że użyliśmy dobrej jakości pomidorów pelati z puszki. Musieliśmy dodać sporo cukru, żeby sos choć trochę zbliżył się do oryginału, bo nasze pomidory były za mało słodkie z natury.

Hummus z tego przepisu jest nieco bardziej czaso-/pracochłonny niż ten, który robiliśmy wcześniej. Nie robi się go z cieciorki z puszki, ale z samodzielnie ugotowanej z dodatkiem cebuli, czosnku i kminu rzymskiego. Do pasty z tak przygotowanej cieciorki dodaje się tylko tahinę, sok z cytryny i sól, a odpowiednią konsystencję uzyskuje się, dodając wody, w której gotowana była cieciorka.

Hummus w izraelskim stylu*



















Składniki:
  • 2 szklanki suszonej cieciorki
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 5 ząbków czosnku
  • 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 pęczek natki
  • 4-5 łyżek tahiny
  • sok z 1 cytryny
  • sól
  • oliwa z oliwek
  • mielona słodka papryka
  • dodatkowa świeża natka pietruszki do posypania
Przygotowanie
  1. suszoną cieciorkę wsypujemy do garnka, wlewamy wodę (tak, żeby przykryła fasolkę) i zostawiamy na noc albo pół dnia do namoczenia (co najmniej raz należy wymienić wodę)
  2. namoczoną cieciorkę odcedzamy, wsypujemy do garnka, dodajemy obraną i pokrojoną w piórka cebulę, obrane ząbki czosnku w całości, pęczek umytej natki w całości i kmin rzymski
  3. do napełnionego garnka wlewamy dużą ilość wody i gotujemy do momentu, aż cieciorka będzie miękka
  4. gdy cieciorka się ugotuje, odlewamy trochę płynu do miseczki (max. 1 szklankę), a następnie odcedzamy cieciorkę
  5. z ugotowanej cieciorki (bez cebuli, czosnku i natki) odstawiamy na bok 1/4 szklanki, a resztę przekładamy do kielicha blendera (lub innego robota kuchennego), dodajemy tahinę, sok z cytryny, sól (wedle uznania) i mielimy, dolewając stopniowo wodę z gotowania, do uzyskania pożądanej konsystencji (gęstej śmietany)
  6. gotową pastę przekładamy do naczynia do serwowania, na wierzchu układamy odłożoną wcześniej cieciorkę, polewamy niedużą ilością oliwy z oliwek, posypujemy szczyptą mielonej papryki i posiekaną natką
Podajemy na z pieczywem i/lub pokrojonymi warzywami (to akurat nie jest izraelski wynalazek ;-). W Izraelu hummus podaje się z jajkami ugotowanymi na twardo w szybkowarze, co sprawia, że białko nabiera lekko różowego koloru.



















Smacznego :-)

*przepis pochodzi z książki "Cook in Israel" autorstwa Orly Ziv


niedziela, 31 lipca 2016

Tartaletki z pastą z zielonego groszku i boczkiem

Różnego rodzaju okazje czy spotkania z rodziną/przyjaciółmi to całkiem dobry motywator do wypróbowywania nowych przepisów. Chociaż staram się raczej nie eksperymentować na bliskich, na co dzień trudno o mobilizację do odkrywania nowych dań, czy to z lenistwa, czy z braku czasu i związanym z nim mniej selektywnym podejściem do tego, co uważam za godne, a co za niegodne skonsumowania ;-)

Za kilka tygodni moja najstarsza przyjaciółka (nie chodzi tu o jej wiek, ale o czas, jaki upłynął, odkąd się znamy - 30 lat) zostanie mamą. Z tej okazji razem z jeszcze jedną znajomą zorganizowałyśmy tzw. baby shower (polska wersji to podobno "bociankowe"), czyli po prostu imprezę dla przyszłej mamy, z dobrym jedzeniem, ładnymi dekoracjami, grami i zabawami. Ostatnia okazja do spotkania się w szerszym babskim gronie zanim na świat przyjdzie dziecko, a nasza przyjaciółka będzie skupiała się głównie na opiece nad nim, szczególnie przez pierwsze tygodnie/miesiące życia malucha.

Taka impreza nie mogła odbyć się bez odpowiedniego bufetu ;-) Ola przygotowała tort i kilka rodzajów innych pięknych i smacznych deserów, ja byłam odpowiedzialna za niesłodkie przekąski. Jedną z moich propozycji były małe tartaletki z pastą z zielonego groszku i chipsami z boczku. Nie wszystkie zostały zjedzone w trakcie "baby shower", miałam więc okazję sprawdzić, jak "zachowują" się po przechowaniu w lodówce i jak smakują następnego dnia - dobrze, myślę, że to może być fajna przekąska nie tylko na imprezy, ale także do zabrania ze sobą na piknik.

Tartaletki z pastą z zielonego groszku i boczkiem

















Składniki (na 18 tartaletek)

SPÓD
300g mąki pszennej
150g masła
1 jajko
duża szczypta soli

WIERZCH
1 opakowanie mrożonego groszku zielonego (400-450g)
200ml bulionu warzywnego
1 mała cebula
1 czubata łyżka masła
garść listków świeżej mięty
sól i pieprz do smaku
9 cienkich plastrów chudego boczku wędzonego

Przygotowanie
  1. mąkę wsypujemy do miski, dodajemy sól, mieszamy
  2. bardzo zimne masło (prosto z lodówki) siekamy na małe kawałki lub ścieramy na tarce (na grubych oczkach) do tej samej miski i wyrabiamy szybko, do momentu uzyskania formy przypominającej kruszonkę
  3. do tak przygotowanej mieszaniny dodajemy 1 całe jajko (również bardzo zimne, prosto z lodówki) i wyrabiamy ciasto
  4. z ciasta lepimy kulę, owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce przez ok 1h
  5. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy na niezbyt cienki placek (tak jak na maślane ciasteczka) i wykrawamy z ciasta kółka (można szklanką)
  6. blachę do pieczenia muffinów natłuszczamy i oprószamy mąką, a następnie w każdym wgłębieniu układamy kółko ciasta, formując miseczkę, której dno nakłuwamy widelcem
  7. tak przygotowaną blachę z muffinami wstawiamy na 15-20 minut do lodówki do schłodzenia
  8. piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza
  9. do rozgrzanego piekarnika wstawiamy blachę ze schłodzonym ciastem i pieczemy ok 20 min, do uzyskania lekko złotego koloru
  10. czynność powtarzamy do zużycia całego surowego ciasta
  11. po upieczeniu studzimy blachę i dopiero wtedy można wyjmować upieczone spody
  12. masło rozpuszczamy w rondlu lub głębokim garnku, wrzucamy na nią obraną i drobno posiekaną cebulę i podsmażamy, aż się zeszkli
  13. do tego samego naczynia wsypujemy mrożony groszek zielony i zalewamy bulionem, a następnie gotujemy do momentu, aż groszek będzie miękki, ale nadal w pięknym, żywym zielonym kolorze
  14. do ugotowanego groszku dodajemy byle jak posiekane liście mięty i miksujemy  całość blenderem na gładką masę, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  15. plasterki boczku przekrajamy na pół i wrzucamy na suchą patelnię, żeby podsmażyły się w "tłuszczu własnym", do momentu, aż staną się rumiane i chrupiące - tak przygotowany boczek zdejmujemy z patelni i przekładamy na ręcznik papierowy
  16. upieczone spody tartaletek wypełniamy pastą z zielonego groszku i przyozdabiamy "chipsami" z boczku oraz dodatkowymi liśćmi świeżej mięty
Przygotowując to danie, zainspirowałam się przepisem na bardzo podobne tartaletki, tylko z dodatkiem parmezanu. Ja tego sera nie dodałam (zalecenia żywieniowe dla ciężarnej koleżanki), ale myślę, że z serem mogą być jeszcze lepsze ;-) Spód z tego przepisu jest bardzo uniwersalny, zamiast pasty z groszku i boczku można dodać wiele innych składników.

sobota, 26 marca 2016

Pasztet z pieczarek i kaszy gryczanej

Wprawdzie 'wegetariański pasztet" brzmi jak oksymoron, niemniej jednak takie twory istnieją i potrafią całkiem nieźle smakować. Dzięki odpowiednim przyprawom i wyglądowi przypominającymi danie mięsne, wegetariański pasztet może przypominać mięsny. Zawsze śmiałam się z wegetariańskich produktów czy dań, które mają udawać mięsne pierwowzory, wegetariańskie parówki, sojowe schabowe itd. Zakładałam, że skoro ktoś decyduje się na niejedzenie mięsa czy mięsa i innych produktów pochodzenia zwierzęcego to chyba nie musi się w taki sposób oszukiwać... Wiadomo, że te pierwowzory są mięsne, więc jeżeli ktoś decyduje się nie jeść mięsa powinien się liczyć, że decyzja ta obejmuje również tego typu przysmaki. Optykę zmieniły mi nieco dyskusja na studiach, w trakcie których ktoś zwrócił uwagę, że nie wszyscy wegetarianie czy weganie przestają jeść mięso/produkty pochodzenia zwierzęcego z własnej woli/powodów ideologicznych, niektóre osoby są do tego zmuszone z powodów zdrowotnych. I te właśnie osoby mogą mieć ochotę na wege zamienniki mięsnych dań, które lubili jako mięsożercy i które nadal chętnie by pałaszowali, gdyby mogli. Zwracam honor.

Dziś propozycja pasztetu zainspirowanego przepisem znalezionym na blogu Jadłonomia. Oryginalny przepis zmodyfikowałam dodając podsmażoną cebulę i natkę, bo moim zdaniem pieczarki + cebula + natka to zestawienie doskonałe, z którego nie należy rezygnować, jeśli można nie rezygnować :-) Powinien smakować zarówno osobom lubiącym mięso/nabiał, jak i stroniącym od tych składników. Polecam zabieganym, bo produkty na ten pasztet łatwiej dostać niż dobrej jakości mięso na mięsny pasztet. No i szybciej się go robi. Smacznego :-)


Pasztet z pieczarek i kaszy gryczanej

Składniki (na klasyczną keksówkę):
  • 1 kg pieczarek
  • 1 szklanka kaszy gryczanej palonej (suchej)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • kilka gałązek świeżej natki
  • 100g orzechów laskowych
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1/4 łyżeczki ostrej mielonej papryki
  • 6 łyżek oleju roślinnego + trochę do wysmarowania blachy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. pieczarki myjemy i obieramy, 2-3 sztuki odkładamy do dekoracji, a resztę kroimy na ćwiartki
  2. pokrojone pieczarki wrzucamy na suchą patelnię i czekamy, aż odparuje płyn, dusząc je na niedużym ogniu i mieszając od czasu do czasu
  3. gdy woda z pieczarek odparuje, wlewamy na patelnię łyżkę oleju i podsmażamy, żeby grzyby lekko się zarumieniły
  4. podsmażone pieczarki zdejmujemy z patelni i odstawiamy
  5. cebulę obieramy i siekamy w kostkę, nie musi być drobna, bo całość i tak będziemy później traktowali blenderem
  6. pokrojoną cebulę wrzucamy na tą samą patelnię, na której smażyliśmy pieczarki, i podsmażamy, aż się zeszkli, na niedużym ogniu
  7. kaszę gryczaną wsypujemy do garnka i zalewamy 2,5 szklankami wody, a następnie przykrywamy przykrywką i gotujemy do niedużym ogniu, aż kasza wsiąknie całą wodę - moim zdaniem ważne jest to, żeby kasza nieco się rozgotowała, bo jeśli będzie zbyt al dente, wówczas pasztet może mieć mniej zwartą konsystencję
  8. natkę pietruszki myjemy, siekamy byle jak
  9. orzechy mielimy (ja zmieniłam w małym kielichu blendera)
  10. wszystkie składniki (grzyby, kasza, orzechy, cebula, natka, olej) i blenderujemy (najlepiej w dużym kielichu blendera, w Thermomixie lub innym dużym robocie kuchennym; autorka oryginalnego przepisu podaje, że można to też zrobić za pomocą ręcznego bledera) na gładką masę i doprawiamy do smaku solą i pieprzem, wedle życzenia
  11. keksówkę natłuszczamy olejem, wykładamy papierem do pieczenia (ja wykładam dwoma skrzyżowanymi paskami, a nie jednym prostokątem)
  12. do tak przygotowanej blachy przekładamy pasztetową pasę, równo rozprowadzamy i wyrównujemy wierzch
  13. odłożone pieczarki (surowe) kroimy w plastry i ozdabiamy wierzch pasztetu, a następnie wstawiamy keskówkę do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy przez ok. 45 min
  14. upieczony pasztet wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a następnie wstawiamy (razem z blachą) do lodówki na kilka godzin - wyjmujemy z keksówki po schłodzeniu i serwujemy

niedziela, 20 marca 2016

Bułka z pieczarkami, czyli bulwiok w alternatywnej formie

Po opublikowaniu wpisu o bulwioku podkarpackim w tradycyjnej formie, z farszem twarogowo-ziemniaczanym ze świeżą miętą, moja Siostra zasugerowała, że to samo danie mogłoby fajnie wyjść w formie wytrawnych drożdżówek. Pomysł mi się spodobał i postanowiłam go wykorzystać. Modyfikacja, którą ostatecznie wprowadziłam do przepisu nie ograniczyła się jednak wyłącznie do formy. Pomyślałam sobie, że bulwiok można nadziać równie dobrze ziemniakami z grzybami i natką zamiast twarogu i mięty. Grzyby podsmażone z cebulą, doprawione świeżą natką, solą i pieprzem w towarzystkie ziemniaków to forma "komfort food", komfortowego jedzenia, niejednej osobie kojarzącego się z bezpieczeństwem i ciepłem domu rodzinnego, jak sądzę :-) Znajomym
mojego Wybranka, na których ta modyfikacja została wypróbowana, stwierdzili, że bulwioki w takim wydaniu smakują jak bułka z pieczarkami z jakiej mitycznej warszawkiej budki, która kiedyś była w centrum miasta, a dziś już nie istnieje. Traktuję to jako komplement :-)

Bulwioki z pieczarkami

 
Składniki (z takiej ilości wychodzi 6-8 bułek, w zależności od rozmiaru bułek, jakie ulepicie)
 
NA CIASTO
 
Takie same, jak w tym przepisie
 
NA FARSZ
  • 3 duże ziemniaki
  • 250g pieczarek
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 3-4 gałązko natki
  • 2 łyżki oleju
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie
  1. Ciasto przygotujemy zgodnie ze wskazówkami z tego przepisu: http://www.jakuma-gdy.blogspot.com/2016/02/bulwiok-podkarpacki-czyli-wytrawny.html
  2. Ziemniaki obramy, gotujemy w osolonej wodzie, a ugotowane przepuszczamy przez praskę lub dokładmie rozgniatamy
  3. Pieczarki myjemy lub obieramy, siekamy w kostkę i wrzucamy na suchą patelnię - gdy odparuje płyn, dodajemy 1 łyżkę oleju i podsmażamy przez kilka minut
  4. Usmażone pieczarki dodajemy do ziemniaków
  5. Cebulę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na drugiej łyżce oleju na złoty kolor
  6. Usmażoną cebulę dodajemy do ziemniaków z pieczarkami
  7. Natkę myjemy, drobno siekamy, dodajemy do pozostałych składników farszu
  8. Mieszamy wszystkie składniki farszu, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  9. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 6-8 części, z każdej lepimy kulkę i układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej pergaminem
  10. Kulki spłaszczamy, przykładamy szklankę i robimy wgniecenie na farsz, tak jak w tym przepisie: http://jakuma-gdy.blogspot.com/2014/10/drozdzowki-z-owocami.html
  11. Do każdego zagłębienia nakładamy farsz
  12. Tak przygotowane bułki przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 20 min
  13. Rozgrzewamy piekarnik (grzanie od dołu i od góry, bez termoobiegu) do temperatury 180 stopni, wstawiamy blachę z bułka i i pieczemy ok 30 minut, do uzyskania złotego koloru ciasta
  14. Serwujemy na ciepło, ale po wystudzeniu również smakują dobrze, np. w towarzystwie barszczu czerwonego, do popijania
Smacznego :-)



środa, 18 lutego 2015

Sałatka z wędzonym tofu

Po świąteczno-noworocznym obżarstwie, a także po poświąteczno-noworocznym obżarstwie i po po poświąteczno-noworocznym obżarstwie postanowiłam w końcu zrobić sobie przerwę w obżarstwie, żeby dać organizmowi chociaż trochę odpocząć przed Wielkanocą ;-) Zainteresowała mnie książka "Karolina na detoksie", autorstwa Macieja Szaciłło i Karoliny Kopocz, i postanowiłam wypróbować ich sposób na 7-dniowy detoks.

W ciągu tych 7 dni (od poniedziałku do niedzieli) gotowałam i jadłam potrawy opisane w tej książce. Nie powiem, że w 100% stosowałam się do wskazówek, bo były takie momenty, że nie miałam ochoty na sałatę na śniadanie czy na surówkę z kiszonej kapusty między posiłkami. Zdarzało mi się też rezygnować z deseru lub kolacji. W mojej kuchni pojawiły się takie składniki jak spirulina, asafetyda czy liofilizowany młody jęczmień, a w menu śniadaniowym zaistniały koktajle owocowe. Kilka dań czy patentów bardzo przypadło mi do gustu, a w kilku przypadkach osiągnięty efekt był tak niesmaczny, że nie byłam w stanie dokończyć jedzenia...

To był tydzień przeżyty na owocach, warzywach, ziołach, a ostatnie 2-3 dni także na orzechach. Bezmięsna, bezglutenowa, wegańska dieta. Pierwsze dni były trudne, bo autorzy tego programu zalecają odstawienie używek, także kawy i herbaty. Największym problemem była ta kawa, szczególnie w warunkach pracy po kilkanaście godzin dziennie. Ale jakoś dałam radę, a po 5 dniach poczułam, że wcale już tej kawy nie potrzebuję ;-) Przez połowę czasu przewidzianego na ten detoks bolała mnie głowa, co również nie ułatwiało pracy. Na tym kończyły się skutki uboczne.

Do patentów, które bardzo przypadły mi do gustu należy dressing do sałatek na bazie chrzanu, musztardy, oleju lub oliwy i soku z cytryny, do którego dodaję też trochę syropu z agawy (można też dodać trochę miodu zamiast syropu) i doprawiam solą i pieprzem. Polecam takie połączenie, jak dla mnie to dressing idealny do sałatek. Innym fajnym patentem okazał się wędzony ser tofu, podduszony w niewielkiej ilości sosu sojowego. Pół opakowania serka tofu kroję w prostokąty/grube słupki, a następnie wrzucam na patelnię, na którą wcześniej wlewam 2 łyżki sosu sojowego. Podgrzewam i czekam, aż kawałki wędzonego tofu wsiąkną sos sojowy. Efekt jest naprawdę fajny, nie sądziłam, że z nijakiego tofu można uzyskać coś takiego. Poniżej podaję mój przepis na sałatkę z tak przygotowanym tofu.

Sałatka z wędzonym tofu



















Składniki (na porcję dla 1 osoby):
  • ok 80-90g wędzonego tofu (do kupienia w dobrze zaopatrzonych supermarketach lub w sklepach z ekologiczną żywnością)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1/2 czerwonej papryki (ja użyłam ramiro, moim zdaniem poza sezonem na polską paprykę ramiro jest najlepsza; inne papryki są twarde o tej porze roku)
  • garść kiełków rzodkiewki (fajnie zaostrzają smak)
  • 2-3 garści sałaty o delikatnym smaku (u mnie była roszponka)
  • natka pietruszki (ok. 1 łyżki posiekanej)
  • sok z 1/4 cytryny
  • 1/2 łyżki musztardy
  • 1/2 łyżeczki chrzanu startego ze słoiczka
  • 2 łyżki oleju lub oliwy
  • 1 łyżeczka syropu z agawy lub płynnego miodu o mało wyrazistym smaku
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: 1 łyżka podprażonych (lub nie) pestek słonecznika
Przygotowanie:
  1. tofu kroimy w słupki/prostokąty i dusimy w sosie sojowym na patelni, aż tofu wsiąknie cały sos, a następnie zdejmujemy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia
  2. z soku z cytryny, musztardy, chrzanu, oleju i syropu przygotowujemy dressing, który doprawiamy do smaku solą i pieprzem
  3. na talerzu rozkładamy sałatę, na niej kiełki i paprykę, a następnie wszystkie warzywa skrapiamy dressingiem
  4. na doprawionych warzywach układamy kawałki podduszonego w sosie sojowym wędzonego tofu
  5. całość posypujemy posiekaną natką i pestkami słonecznika
Smacznego :-)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Pasztet z soczewicy i kaszy jaglanej

Od kilku lat na każde święta robimy z mamą pasztet drobiowo-wieprzowy z przepisu mojej niedoszłej teściowej. Tzn. mama kupuje i gotuje mięso, a ja obieram je z niepotrzebnych resztek i mielę to, co przetrwało selekcję, a następnie doprawiam i piekę. Z roku na rok coraz mniej to lubię i chyba powinnam przestać, bo inaczej zupełnie przestanę to lubić. Większą ochotę mam na pieczenie pasztetów bezmięsnych niż mięsnych. Od dłuższego czasu przechowuję w kajeciku przepis na pasztet grzybowy wycięty z któregoś wydania weekendowych Wysokich Obcasów. Ale moment na jego wypróbowania jeszcze nie nadszedł ;-) Czas nadszedł natomiast na wypróbowanie innego przepisu na wegetariański pasztet, a dokładnie na pasztet z soczewicy i kaszy jaglanej z bloga Jadłonomia, który okazał się smacznym dodatkiem do chleba na wielkopiątkową kolację.
Pasztet przypadł do gustu mięsożercom, byli zdziwieni, że bezmięsny pasztet może smakować prawie jak mięsny. Na początku zastanawiałam się, czy ta śliwka w środku jest konieczna, ale po wypróbowaniu przepisu ze śliwką zrozumiałam, że jest potrzebna. Swoją słodyczą przełamuje soczewicowo-ziołowy smak pasztetu.
Polecam zarówno mięsożernym, jak i wegetarianom, a i weganie nie powinni wzgardzić. Pasztet jest bezglutenowy.
Pasztet z soczewicy i kaszy jaglanej
 
Składniki (na małą keksówkę, o długości ok 20 cm):
  • 200 g suchej soczewicy (w oryginale zielona lub brązowa, u mnie była brązowa)
  • 100 g suchej kaszy jaglanej
  • 100 ml oleju plus 2 łyżki do smażenia
  • 2 cebule
  • 10 suszonych śliwek
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • 2 goździki
  • 1 ziarno jałowca
  • 3/4 łyżeczki majeranku
  • 1/2 łyżeczki cząbru (szukałam w sklepach eko, ale nie było, ostatecznie udało mi się kupić cząber marki Kamis w Carrefourze w warszawskiej Galerii Mokotów)
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i czarny pieprz
Przygotowanie:
  1. Soczewicę wsypujemy do garnka, zalewamy dużą ilością zimnej wody, dodajemy dużą szczytpę soli i gotujemy do miękkości
  2. Po ugotowaniu odcedzamy soczewicę na sicie
  3. Kasze jaglaną wsypujemy do garnka i zalewamy zimną wodą (wody powinno być 2x więcej niż kaszy), dodajemy szczyptę soli i 1/2 łyżeczki masła i gotujemy pod przykryciem do wchłonięcia całej wody przez kaszę, a kasza lekko się rozgotuje - a mojego doświadczenia wynika, że z kaszy ugotowanej na sypko wychodzi
  4. Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, a następnie podsmażamy na 2 łyżwach oleju z dodatkiem liści laurowych, ziela angielskiego, goździków i jałowca
  5. Po zeszkleniu cebuli wyjmujemy przyprawy, a podsmażoną cebulę łączymy z ugotowaną soczewicą i kaszą, olejem, sosem sojowym i przyprawami
  6. Masę pasztetową mieszamy i blenderujemy za pomocą ręcznego blendera
  7. Sprawdzamy, czy masa jest wystarczająco słona - jeżeli nie, dodajemy sól
  8. 2/3 masy przekładamy do wysmarowanej tłuszczem formy, a na wierzchu, przez środek, układamy rządek śliwek, jedna przy drugiej, lekko wciskamyw masę, a następnie przykrywamy resztą masy
  9. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, wstawiamy formę z pasztetem i pieczemy przez 40-45 min
  10. Upieczony pasztet studzimy do temperatury pokojowej, a następnie wkładamy do lodówki na całą noc w celu schłodzenia