Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 22 grudnia 2018

Maślane ciasteczka z landrynkowym witrażykiem

Wybranek nie lubi zdrobnień, więc tytuł tego wpisu nie będzie jego ulubionym ;-) No ale ten wpis nie jest o Wybranku, tylko o wypieku (o ile istnieje liczba pojedyncza od "wypieki" - Wybranek by wiedział, ale jest w Warszawie, a ja u moich Rodziców, więc w tej chwili sprawdzić z nim nie mogę, a później pewnie zapomnę i tak już zostanie, niezależnie od tego, czy to poprawne, czy nie).

Mam stały repertuar świątecznych specjałów, za które odpowiadam ja, a pozostałe (w zasadzie kluczowe) potrawy robią inne kobiety z rodziny. Zarówno na Boże Narodzenie, jak i na Wielkanoc, do mnie należy pieczenie pasztetu, którym dzielę się z rodziną (ku jej uciesze, lub nie). Kiedyś robiłam pasztet z przepisu mojej niedoszłej teściowej (pozdrawiam panią Małgosię, jeśli kiedykolwiek to przeczyta), a od kilku lat robię pasztet z przepisu z thermomixa (zwanego przez mojego Tatę miksokretem), bo jest przy nim mniej pracy i brudzenia, niż przy tym wcześniejszym. Do moich obowiązków należy również pieczenie ciast i ciasteczek na święta. Przez ostatnich 6 lat stałym punktem w moim bożonarodzeniowym ciasteczkowym repertuarze były imbirowe pierniczki a la IKEA, ale trochę się nam przejadły (sporo zostało po ubiegłorocznym Bożym Narodzeniu), więc w tym roku ich nie będzie. Będą za to ulubione ciasteczka mojego Brata, z dżemem, i ulubione ciasto świąteczne mojej Mamy, oba te wypieki są raczej mało tradycyjne i mało świąteczne, ale przygotowuję je dla Bliskich, a nie dla zasady, więc powinny raczej trafiać w gusta niż koniecznie być tradycyjne, a potem się marnować, bo nikt tego nie będzie jadł. Zwykle staram się w ramach świątecznych przygotowań wypróbować też jakiś jeden nowy przepis, bo na co dzień czasu i motywacji jest jakoś mniej. Dzięki temu na blogu pojawiły się sernik z palonym masłem, który jest jednym z najlepszych serników, jakie kiedykolwiek jadłam, oraz misie-przytulaki, które są absolutnym hitem wśród moich znajomych i ich pociech. W te święta nowością na naszym świątecznym stole będą maślane ciasteczka z landrynkowym witrażykiem. Przepis znalazłam na Pintereście, a pochodzi z bloga Liv for cake.

To nie jest przepis w moim stylu, bo nie polega tylko na wymieszaniu składników i wrzuceniu ich do piekarnika ;-) Wymaga zagniatania ciasta (to na szczęście może zrobić maszyna), chłodzenia, wałkowania, wycinania ciasteczek i precyzyjnego wsypywania sproszkowanych landrynek do otworu na witrażyk. Więc trzeba zarezerwować na to trochę czasu, ale efekt jest tego wart. Jeśli chcecie lub musicie komuś zaimponować, to zdecydowanie jest dobry przepis. Jest dobry również, gdy nie chcecie/musicie nikomu imponować, ale po prostu lubicie przepisy z jakimś ciekawym elementem. Ciasteczkom możecie nadać dowolny kształt - ja akurat nabyłam cały zestaw foremek w kształcie gwiazdek w różnych rozmiarach, więc zrobiłam gwiazdki. Ale jeśli macie serduszka czy choinki w różnych rozmiarach, korzystajcie z tego, co macie. Równie dobrze możecie wykorzystać szklanki o mniejszej i większej średnicy do ich wycinania, jeśli rzadko robicie ciastka lub nie macie ochoty kupować foremek, wówczas takie szklankowe rozwiązanie będzie najlepsze.

Maślane ciasteczka z landrynkowym witrażykiem

















Składniki (autor przepisu podaje, że z takiej ilości składników można uzyskać ponad 70 ciasteczek):
  • 390g mąki pszennej (jeśli dacie 400g, nic się nie stanie ;-)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 130g cukru (taka ilość cukru sprawia, że ciasteczka są lekko słodkie - dodatkowa słodycz płynie z landrynkowego witrażyka, ale jeśli ktoś woli słodsze ciasteczka, myślę, że można nieco zwiększyć ilość cukru)
  • 230g masła w temperaturze pokojowej
  • 1 małe jajko
  • 1,5 łyżeczki esencji waniliowej
  • ok. 200-granowe opakowanie kolorowych landrynek
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą
  2. w osobnym naczyniu, za pomocą miksera lub robota kuchennego, miksujemy miękkie masło z cukrem do uzyskania puszystej jasnej masy
  3. do masła zmiksowanego z cukrem dodajemy jajko i esencję waniliową i dalej miksujemy
  4. zmniejszamy obroty i stopniowo dodajemy do mokrej masy wymieszane suche składniki
  5. uzyskaną w ten sposób masę wyjmujemy z misy, układamy na folii spożywczej, formujemy z ciasta płaski placek (dzięki temu łatwiej będzie później rozwałkować ciasto niż gdyby była to kula), zawijamy całość w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce przez 1 godzinę
  6. podczas gdy ciasto się chłodzi, dzielimy landrynki na grupy wedle kolorów (no chyba, że macie landrynki w jednym kolorze) i rozdrabniamy je do uzyskania postaci piasku (najlepiej zrobić to z wykorzystaniem małego kubka blendera)
  7. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, odwijamy z folii i porcjami rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy lub na papierze do pieczenia, na którym ciasteczka będą się piekły
  8. z rozwałkowanego ciasta wycinamy ciasteczka z otworkami (jeśli uda Wam się nie zniszczyć mniejszego ciasteczka, tego, z którego wycięcia powstaje otwór na witrażyk, wówczas można odłożyć je na bok i potem upiec całą blachę z mniejszymi ciasteczkami, co będzie wymagało krótszego czasu pieczenia niż te większe)
  9. wycięte ciasteczka układamy na wyścielonej papierem do pieczenia blaszce i całość wstawiamy jeszcze na 5-10 min do lodówki (lub wystawiamy na balkon ;-)
  10. po schłodzeniu do każdego otworka wsypujemy landrynkowy piasek i wyrównujemy tak, żeby pokrywał całą powierzchnię otworu, ale żeby jednocześnie nie wysypywał się poza granice tego "okienka" ani żeby nie było górki
  11. piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni Celsjusza i wstawiamy blachę z ciasteczkami (jeśli nie wstawiamy blachy od razu po wsypaniu landrynkowego proszku, a czekamy, aż piekarnik się rozgrzeje, możemy ciasteczka wstawić jeszcze na chwilę do lodówki lub wstawić na balkon, ważne, żeby ciasto się nie ociepliło za bardzo przed pieczeniem)
  12. ciasteczka pieczemy 7-10 min, w zależności od ich wielkości - landrynkowy pył powinien całkowicie się rozpuścić, tworząc gładką taflę, a ciasto powinni się lekko zarumienić
  13. upieczone ciasteczka wyjmujemy z pieca i studzimy
  14. opisane powyżej czynności powtarzamy do zużycia całego ciasta
  15. wystudzone ciasteczka przechowujemy w szczelnym pojemniku
Smacznego :-)

I zdrowych, spokojnych Świąt!



środa, 23 grudnia 2015

Pierniczki Elizy

Co roku, i tylko raz w roku, robię moje ulubione pierniczki w skandynawskim stylu, z melasą i dużą ilością imbiru. W tym roku wyszły jakieś takie bardziej wytrawne niż słodkie, więc dla równowagi chciałam zrobić jakieś takie klasyczne słodkie pierniczki. Padło na wypieki, którymi rok temu obdarowała mnie moja przyjaciółka Eliza, z którą znamy się już prawie 30 lat :-) Choć oryginalny przepis pochodzi z jakiegoś kalendarza marki Thermomix, dla mnie to zawsze będą pierniczki Elizy, bo to od niej dostałam wypieki z tego przepisu i to z nią zawsze będą mi się kojarzyły :-) Oryginalny przepis dostosowałam tak, aby można było je spokojnie zrobić nie posiadając Thermomixa.

Pierniczki Elizy


Składniki:
100g cukru białego
100g cukru brązowego
100g miodu (może też być melasa, ale ciasteczka z miodem wychodzą delikatniejsze w smaku)
100ml wody
140g masła
1 łyżka mielonego cynamonu
1 łyżka mielonego imbiru
1 łyżka mielonych goździków
1/2 łyżki sody
500g mąki pszennej

Przygotowanie:
1. Do rondelka wlewamy wodę, dodajemy miód, cukier biały, cukier brązowy i masło, podgrzewamy całość na niedużym ogniu przez 10 min
2. Mieszaninę zdjmujemy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia
3. Mąkę przesiewamy razem z sodą,  dodajemy przyprawy korzenne
4. Łączymy obi mieszaniny i  wyrabiamy gęstą, lepką masę
5. Z masy lepimy kulę, owijamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na nic (lub na pół dnia) do schłodzenia
6. Następnego dnia (ew. w drugiej połowie dnia) rozwałkowujemy ciastao na stolnicy/blacie obsypanym mąką, a następnie wykrajamy ciastka i układamy na blaszce wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia
7. Rozgrzewamy piekarnik do180 stopni Celsjusza
8. Wstawiamy blachę z ciasteczkami do piekarnika i pieczemy przez ok 10 min (większe viasteczka 10 min, mniejsze 8 min)

Smacznego :-)


sobota, 27 grudnia 2014

Idealne kruche ciasteczka, tym razem z kardamonem

Po upieczeniu, wystudzeniu, obejrzeniu i spróbowaniu tych ciasteczek uznaję je za idealne kruche ciasteczka. Ja dodałam do nich kardamonu, bo miałam ochotę na nieco inny smak niż piernikowy i nieco inne ciasteczka, niż te co zwykle. Wyszły super. Są kruche, ale się nie rozpadają. Nie rosną w piecu, zachowują nadany wykrawaczką/stempelkiem kształt. Można do nich dodać to, na co akurat macie ochotę. W oryginalnym przepisie z bloga Moje Wypieki są przyprawy korzenne, ja dodałam tylko kardamon, ale spokojnie można dodać kakao, startą skórkę z cytryny czy z pomarańczy czy ulubioną esencję. Polecam!

Idealne kruche ciasteczka z kardamonem


Składniki (na ok 25 okrągłych ciasteczek wycinanych szklanką):

  • 250g mąki pszennej
  • 90g cukru pudru
  • 2 łyżki płynnego miodu 
  • 125g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 1 łyżka mielonego kardamonu (lub innej przyprawy/esencji)
Przygotowanie:
  1. Mąkę przesiewamy razem z cukrem pudrem (żeby pozbyć się grudek cukru) do miski lub na stolnicę
  2. Zimne masło ścieramy na tarce (na dużych oczkach) do sypkiej mieszaniny, dodajemy miód i jajko i szybko zagniatamy, żeby masło się za bardzo nie rozgrzało (ciasto będzie raczej lepkie, ale powinno odchodzić od rąk i powinno dać się ulepić z niego kulę - jeżeli się nie da, trzeba dodać więcej mąki)
  3. Kulę z ciasta owijamy folią do żywności i chowamy do lodówki na ok. 1h
  4. Po schłodzeniu rozwałkowujemy ciasto na grubość ok. 4mm, a następnie wycinamy kółka szklanką lub wykrawaczką w kształcie koła
  5. Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu
  6. Blachę do pieczenia wyścielamy papierem do pieczenia, na papierze układamy wykrojone ciasteczka i dopiero na tym etapie korzystamy ze stempelków (jeżeli zaczniecie stemplować przed przełożeniem na blachę, wzorek może nie wyjść wystarczająco wyraźny lub ciasto może za bardzo przykleić się do blatu/stolnicy i ciastko zostanie zmarnowane)
  7. Blachę wstawiamy do rozgrzanego piekarnika, na środkową półkę i pieczemy ciasteczka przez ok 10minut (pilnujcie, bo potrafią się momentalnie za bardzo przyrumienić)
  8. Upieczone ciasteczka wyjmujemy z piekarnika i studzimy, a następnie przechowujemy w szczelnym pojemniku/słoju/puszcze
Smacznego :-)

 

niedziela, 29 grudnia 2013

Co zrobić z resztkami świątecznych potraw?

Tak jak prawdopodobnie w większości polskich rodzin, w mojej rodzinie na święta robi się za dużo jedzenia i piecze się za dużo ciast. Tak jest co roku, czasami tato próbuje protestować, ale zwykle nieskutecznie ;-) Po świętach jesteśmy więc objedzeni "do ulania", a mimo to w lodówce zalegają zapasy pierogów, kapusty czy barszczu, a w innych schowkach piętrzą się ciasta i ciasteczka.

W tym roku udało się nam to jakoś tak sprytnie ograć. Ciasta zostały rozdane członkom rodziny, których odwiedzaliśmy w święta ;-) A resztki wigilijnych dań przerobiłyśmy z moją Siostrą na inne dania, dając pierogom z kapustą, uszkom, kapuście z grzybami i barszczowi nowe życie :-)

Gdybyście mieli ochotę wypróbować któryś z tych dwóch sposobów ogrania resztek ze świąt, zapraszam. Jednocześnie zachęcam do eksperymentowania z poświątecznymi pozostałościami we własnym zakresie. Ostatecznie można zamrozić ;-)

Drożdżowe bułeczki z kapustą, do barszczu
(na bazie przepisu na drożdżowe ślimaczki do barszczu, który podawałam przed świętami)

Składniki (mi z tej ilości wyszły prawie dwie blachy bułeczek, ok. 30 sztuk):
  • 14 g suszonych drożdży (w oryginalnym przepisie jest 15g, ale w domu miałam tylko 2 op. po 7g, a moje rodzeństwo okazało się być głuche na moje prośby, żeby ktoś przeszedł się do sklepu i dokupił ;-)
  • 3/4 szklanki + 1 łyżka mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki białego cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko + 2 żółtka
  • 70g masła
  • ok. 1/2 kg kapusty z grzybami z Wigilii (jeżeli będzie trochę więcej, nie powinien to być problem)
Przygotowanie:
  1. Podgrzewamy mleko, do osiągnięcia temperatury "ciepłe" (ciepłe jest wtedy, gdy możemy włożyć do mleka palec i trzymać go przez dłuższą chwilę, bez uczucia parzenia ;-)
  2. Bierzemy 1/2 szklanki mleka (resztę odstawiamy), dodajemy 1 łyżkę cukru i drożdże, całość mieszamy do rozpuszczenia drożdży, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 15min, żeby drożdżowy zaczyn zaczął pracować (poznamy po bąbelkach, że zaczął)
  3. W międzyczasie rozpuszczamy na patelni/w rondelku masło i odstawiamy do przestudzenia (nie powinno być gorące, może być ciepłe)
  4. Do miski lub na stolnicę przesiewamy mąkę, mieszamy ją z solą i cukrem
  5. Do suchej mieszaniny dodajemy zaczyn, resztę mleka i przestudzone masło, a następnie wyrabiamy gładkie, elastyczne, miękkie ciasto (nie powinno lepić się do rąk, jeśli się lepi, dodajemy więcej mąki)
  6. Wyrobione ciasto wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę, do wyrośnięcia (powinno podwoić objętość) - ja często pomagam sobie piekarnikiem, ustawiam na minimalną temperaturę i wstawiam ciasto do wyrośnięcia, niezawodna metoda
  7. Wyrośnięte ciasto wykładamy na oprószoną mąką stolnicę i rozwałkowujemy na grubość ok 3-5mm i kształt prostokąta (raczej dużego)
  8. Kapustę z grzybami podgrzewamy
  9. Na rozwałkowanym cieście rozsmarowujemy ciepłą (ale nie gorącą) kapustę z grzybami, zostawiając odstęp ok 1cm wzdłuż dłuższego brzegu
  10. Zostawiony odstęp smarujemy rozkłóconym żółtkiem, a następnie zwijamy ciasto w roladę, kończącą się posmarowanym brzegiem, który przyklejamy do powierzchni rolady
  11. Roladę kroimy w poprzek, na plastry o grubości 1-1,5cm
  12. Plastry ciasta układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 20min do wyrośnięcia
  13. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  14. Wyrośnięte bułeczki smarujemy żółtkiem rozkłóconym z łyżką mleka i wstawiamy do piekarnika
  15. Pieczemy przez ok. 25min, do uzyskania złotego koloru
Najlepiej podawać prosto z pieca, z resztką wigilijnego barszczu.


Zapiekanka z uszkami z grzybami i pierogami z kapustą
 
Składniki (u mnie na dużą formę do tarty, o średnicy ok 28 cm):
  • ok. 40 pierogów z kapustą i grzybami
  • ok. 30 uszek z grzybami
  • 1 laska kiełbasy (może też być boczek lub inna wędlina, raczej wędzona lub gotowana niż podsuszana)
  • garść grzybów suszonych (to jest opcjonalne, można nie dodawać)
  • 2 średnie cebule
  • 150ml śmietany
  • 2 jajka
  • 100g sera żółtego
  • garść posiekanej natki (opcjonalnie)
  • sól, pieprz i gałka muszkatołowa do smaku
  • odrobina masła i bułki tartej do przygotowania formy do pieczenia
Przygotowanie:
  1. garść suszonych grzybów namaczamy w ciepłej wodzie
  2. formę do pieczenia natłuszczamy masłem i obsypujemy bułką tartą
  3. na dnie formy układamy pierogi, na zakładkę (na moim zdjęciu nie widać, bo pierogi przykrywa kiełbasa i cebula)
  4. uszka układamy przy brzegu formy
  5. kiełbasę (obraną ze skórki lub nie, jak wolicie) siekamy na nieduże kawałki i podsmażamy na patelni (jeśli jest niezbyt tłusta, na łyżce oleju; jeśli jest tłusta, na suchej patelni)
  6. podsmażoną kiełbasę zdejmujemy z patelni
  7. na tą samą patelnię (z kiełbasianym tłuszczem) wrzucamy obraną i drobno posiekaną cebulę i podsmażamy ją do uzyskania złotego koloru
  8. podsmażoną cebulę zdejmujemy z patelni i dodajemy do kiełbasy
  9. odsączamy grzyby i drobno siekamy
  10. posiekane grzyby podsmażamy chwilę na tej samej patelni, na której smażyliśmy kiełbasę i cebulę, a następnie dodajemy na patelnię z powrotem kiełbasę i cebulę i chwilę razem podgrzewamy
  11. podsmażoną kiełbasę, cebulę i grzyby wykładamy na pierogi i uszka
  12. ser żółty trzemy na tarce
  13. śmietanę rozkłócamy z jajkami, dodajemy dużą szczyptę soli, pieprzu i tartej gałki muszkatołowej, a następnie połowę startego sera
  14. uzyskaną w tej sposób mieszaniną polewamy zapiekankę, a wierzch posypujemy natką i resztą startego sera
  15. wierzch zapiekanki przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu)
  16. zapiekamy pod folią przez ok 20 minut, a kolejnych 10-15 minut bez przykrycia (dzięki temu brzegi uszek się nie wysuszą)
  17. po upieczeniu wyjmujemy z pieca i serwujemy
Smacznego :-)

piątek, 27 grudnia 2013

(Po)świąteczny piernik z rodzinnego przepisu mojej Cioci

Święta, święta i po świętach, a na przepis na świąteczny piernik już raczej za późno ;-) Niemniej jednak może ktoś będzie szukał przepisu na piernik do upieczenia na Nowy Rok albo będzie potrzebował przepisu na piernik na Boże Narodzenie 2014...

Ten piernik jadłam kilkakrotnie u Cioci i Wujka w okresie świąt i bardzo mi smakował. Ciocia piecze ten piernik ze swoją Mamą na święta, to ich rodzinny przepis. Po ubiegłorocznych świętach poprosiłam Ciocię o ten przepis i wykorzystałam go w tym roku. Jest prosty, jedynym "ale" jest fakt, że trzeba go upiec 10-14 dni przed świętami, żeby nabrał odpowiedniego charakteru. Po upieczeniu trzeba go szczelnie opakować i przechowywać w suchym miejscu. Ja swój zamroziłam na 10 dni, bo i tak można piernik potraktować, a po 10 dniach rozmroziłam, przełożyłam powidłami autorstwa mojej Siostry, przetrzymałam w takim stanie jeden dzień, żeby nadzienie "przegryzło się" z ciastem, a następnie udekorowałam rozpuszczoną czekoladą i bakaliami (pistacje, suszona żurawina, suszone morele).

Świąteczny piernik z rodzinnego przepisu mojej Cioci

 
Składniki (na piernik z klasycznej, okrągłej blachy tortowej, wystarczy dla co najmniej 10-12 osób):
  • 1 kostka margaryny (Ciocia używa 250 g masmixu)
  • 5 jajek - oddzielić białka od żółtek
  • 0,5 kg mąki tortowej
  • 1 szklanka + 3 łyżki cukru
  • ¾ szklanki miodu (Ciocia radzi: najlepiej zmieszać sztuczny z prawdziwym z przewagą sztucznego)
  • 3 duże łyżki śmietany
  • 1 łyżeczka sody
  •  przyprawa do pierników (całe opakowanie, u mnie 25g)
  • do dekoracji (wedle uznania): 2 czekolady (u mnie deserowa), bakalie, można też wykorzystać gotowe polewy (ale nie polecam) lub posypki
Przygotowanie:
  1. żółtka i 1 szklankę cukru wkładamy do miski i rozcieramy na puszystą masę (można mikserem na niedużych obrotach)
  2. do żółtek utartych z cukrem dodajemy margarynę i daje ucieramy, do uzyskania gładkiej masy
  3. w osobnym naczyniu łączymy mąkę, sodę i przyprawę do pierników
  4. suchą mieszaninę łączymy z mokrą do uzyskania gładkiej masy
  5. 3 łyżki cukru wsypujemy na suchą patelnię i podgrzewamy do uzyskania karmelu (nie mieszamy łyżką), a następnie dodajemy śmietanę (to jest odstępstwo od przepisu Cioci: u cioci karmel i śmietana nie są łączone, dodaje je się osobno do ciasta, ale ja się bałam, że karmel w kontakcie z zimniejszymi składnikami ciasta mi się zbryli i że w cieście będą kawały karmelu...)
  6. karmelowo-śmietanową masę nieco studzimy i dodajemy do ciasta, do uzyskania gładkiej masy
  7. białka ubijamy na sztywno i dodajemy do masy, delikatnie mieszając białkową pianę z ciastem za pomocą drewnianej łyżki
  8. po uzyskaniu jednolitej masy, przekładamy ciasto na tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia lub folią aluminiową (u mnie był papier, a tortownicę dodatkowo wysmarowałam masłem, żeby papier dobrze przylegał)
  9. tortownicę z ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsjusza (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu) i pieczemy przez ok 1 godzinę i 15 minut (po godzinie można sprawdzić stan wypieczenia za pomocą drewnianego patyczka - jeśli patyczek będzie suchy, oznacza to, że ciasto jest gotowe, a jeśli będzie mokry/oblepiony ciastem, trzeba jeszcze je dopiec; patyczek najlepiej wbijać w najgrubszym miejscu ciasta, u mnie na środku)
  10. po upieczeniu wyjmujemy piernik z piekarnika i studzimy
  11. po wystudzeniu szczelnie pakujemy piernik w folię do żywności i przechowujemy przez 10-14 dni w suchym miejscu (można też szczelnie opakowany piernik zamrozić - ja właśnie tak zrobiłam)
  12. po upływie 10-14 dni odpakowujemy piernik, kroimy w poprzek i przekładamy powidłami śliwkowymi lub inną marmoladą, zabezpieczamy przed wyschnięciem i zostawiamy na jeden dzień do przegryzienia się (ja opakowałam w folię spożywczą i schowałam do lodówki)
  13. następnie dekorujemy: ja rozpuściłam czekolady w kąpieli wodnej i polałam uzyskaną w ten sposób masą wierzch piernika, a następnie (przed zastygnięciem polewy) posypałam go garścią posiekanych pistacji (kupiłam solone, bo niesolone w Polsce trudno dostać, obrałam z twardych łupin, wymoczyłam we wrzątku, zdjęłam skórki, osuszyłam i posiekałam), suszonych moreli i suszonej żurawiny
I gotowe :-) Smacznego!


niedziela, 22 grudnia 2013

Pierogi z suszonymi śliwkami

Od jakiegoś czasu, w kategorii dań słodkich, obok babcinej kaszy jaglanej z sosem z suszonych moreli, na świątecznym stole w moim rodzinnym domu pojawiają się pierogi z suszonymi śliwkami. Nie bardzo wiem, skąd się wzięły. Prawdopodobnie Mama albo Ciocia (siostra Babci) usłyszały o takim daniu od znajomych i postanowiły wprowadzić je do świątecznego menu. I dobrze, bo te pierogi są bardzo dobre :-)

Ja zaserwowałam je moim koleżankom na przedświąteczną kolację, po barszczyku w towarzystwie drożdżowych ślimaczków z grzybami. W roli omasty wystąpił waniliowy serek homogenizowany (ja najbardziej lubię marki Krasnystaw, Rolmlecz albo President z dodatkiem prawdziwej wanilii, inne są dla mnie za słodkie). Gościom smakowało, mi również, mam nadzieję, że przypadnie do gustu i Wam :-)

Pierogi z suszonymi śliwkami
 
Składniki (na 40-45 pierogów, w zależności od tego, jak cienko rozwałkujemy ciasto):
  • 2 szklanki mąki pszennej + trochę do podsypania przy wyrabianiu
  • 4/5 szklanki ciepłej wody
  • szczypta soli
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego
  • ok. 400g suszonych (nie wędzonych) śliwek (wybierając śliwki, postarajcie się, żeby były miękkie i wilgotne; czasami warto dopłacić parę złotych, bo tańsze bywają niestety suche/twarde)
  • opcjonalnie: waniliowy serek homogenizowany (na tę ilość pierogów ok 400g)
Przygotowanie:
  1. na stolnicę/blat (albo do dużej miski) wsypujemy mąkę, dodajemy sól i mieszamy, a następnie tworzymy kopczyk z dziurą w środku
  2. do dziury powoli, stopniowo wlewamy ciepłą wodę, a następnie olej i mieszamy z mąką
  3. po wymieszaniu składników wyrabiamy gładkie, elastyczne ciasto i wkładamy je na kilka minut pod ciepłą miskę, żeby zmiękło
  4. oprószamy stolnicę mąką, i rozwałkowujemy ciasto na grubość 1-2mm, odrywając po kawałku z kuli ciasta, a resztę ciasta cały czas trzymamy pod miską, żeby nie wyszchło
  5. z rozwałkowanego ciasta wykrawamy kółka (szklanką, kieliszkiem albo specjalną wykrawaczką), na każde kółko nakładamy po 2 suszone śliwki (moje nie były duże, więc zmieściły się 2, ale jeżeli macie śliwki w rozmiarze XXL to jedna wystarczy, ważne, żeby nie porozrywać ciasta), składamy na pół i porządnie sklejamy brzegi pierogów
  6. ulepione pierogi kładziemy na ściereczce/blacie/desce i przykrywamy drugą ściereczką, żeby nie wysychały
  7. po zużyciu całego ciasta i ulepieniu wszystkich pierogów, gotujemy wodę i wrzucamy pierogi partiami na wrzątek, delikatnie mieszamy (żeby powstał wir) - będą ugotowane gdy wypłyną na powierzchnię, wówczas wyławiamy je łyżką cedzakowatą i wykładamy do miski/na talerz
  8. podajemy zaraz po ugotowaniu, w towarzystwie serka waniliowego
Jeżeli pierogi nie będą konsumowane zaraz po ugotowaniu, a np. dopiero kilka godzin później lub następnego dnia, warto skropić ugotowane danie olejem, żeby pierogi się za bardzo nie posklejały. Gdy chcecie je odgrzać, wystarczy włożyć wszystkie do miski i zalać wrzątkiem, nie trzeba ich kolejny raz gotować.

Smacznego :-)

piątek, 20 grudnia 2013

Drożdżowe ślimaczki z grzybami, do barszczu

Zrobię grzybowe cinnabony - pomyślałam, zastanawiając się, co zaserwować znajomym na przedświąteczną kolację :-) Nie miałam oczywiście zamiaru dodawać grzybów do słodkich drożdżówek, a raczej wyzbyć się słodkości, a w ich miejsce dodać grzyby. Mam na stanie sporo suszonych, które mój Dziadek jesienią własnoręcznie zebrał w lasach Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, a następnie ususzył na sznurku rozciągniętym w "oknie" kominka.

Cały  myk polegał na tym, żeby dodać do ciasta znacznie mniej cukru, a cynamon z masłem zastąpił podgotowanymi suszonymi grzybami, podsmażonymi na maśle z cebulą. A do tego barszczyk z przepisu z bloga Kwestia Smaku, e voila :-)

Drożdżowe ślimaczki z grzybami (vel cinnabony z grzybami

Składniki:

CIASTO
  • 30g świeżych drożdży (lub 15g suszonych)
  • 3/4 szklanki + 1 łyżka mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki białego cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko + 3 żółtka
  • 70g masła
NADZIENIE
  • 1 duża garść suszonych grzybów
  • 1 szalotka lub zwykła mała cebula
  • 1 łyżka masła       
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Suszone grzyby, opłukujemy pod bieżącą wodą, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i moczymy (można przez całą noc, a można przez 30min)
  2. Drożdże kruszymy do miseczki, dodajemy 1 łyżkę białego cukru i rozcieramy do uzyskania masy o konsystencji jogurtu
  3. Lekko podgrzewamy mleko, powinno być ciepłe, nie gorące
  4. Dodajemy 1/2 szklanki ciepłego mleka do mieszanki drożdżowo-cukrowej, mieszamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15 min w ciepłe miejsce, żeby drożdże "ruszyły"
  5. W międzyczasie rozpuszczamy masło na patelni i zdejmujemy z ognia, żeby nieco ostygło
  6. Przesiewamy do miski mąkę, dodajemy resztę (1 łyżkę) cukru i sól
  7. Gdy drożdże ruszą, dodajemy zaczyn do mąki, a następnie1 całe jajko, resztę mleka (1/4 szklanki) i nieco przestudzone rozpuszczone masło
  8. Mieszamy wszystkie składniki, a następnie wyrabiamy ciasto na blacie/stolnicy przez chwilę, do uzyskania elastycznego, odstającego od ręki ciasta
  9. Wyrobione ciasto przekładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na ok. 1 godzinę
  10. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie: grzyby gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie, w której się moczyły, a następnie odcedzamy i drobno siekamy
  11. Obieramy i drobno siekamy cebulę
  12. Na patelnię wrzucamy 1 łyżkę masła oraz pokrojona cebulę i grzyby, a następnie razem podsmażamy
  13. Doprawiamy grzyby i cebulę solą i pieprzem, a następnie przekładamy do blendera i blenderujemy na papkę
  14. Wyrośnięte ciasto wyjmujemy z miski na blat/stolnicę oprószoną mąką, chwilę wyrabiamy, a następnie rozwałkowujemy na kwadratowy placek
  15. Na rozwałkowanym cieście rozsmarowujemy nadzienie, zostawiając ok. 1/2 cm ciasta bez nadzienia wzdłuż jednego brzegu - tę wolną od nadzienia przestrzeń smarujemy rozkłóconym żółtkiem
  16. Ciasto zwijamy w roladę, zaczynając od brzegu przeciwległego brzegowi posmarowanemu żółtkiem
  17. Dociskamy lekko brzeg posmarowany żółtkiem do rolady, żeby dobrze się przykleił
  18. Roladę kroimy na plastry (u Kingi o grubości ok. 2 cm, u mnie 1,5 cm) i układamy je przekrojem do dołu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem
  19. Blachę z surowymi drożdżówkami przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 1 godz. do wyrośnięcia
  20. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termo obiegu
  21. Po wyrośnięciu drożdżówek, rozkłócimy 2 żółtka z łyżką mleka i smarujemy tą mieszaniną bułeczki (dla uzyskania złotego koloru)
  22. Wstawiamy z bułeczkami blachę do piekarnika i pieczemy przez ok. 25 min
Najlepsze będą prosto z pieca, zaraz po upieczeniu. Jestem zwolenniczką tradycyjnych potraw świątecznych, więc nikogo nie namawiam do zastąpienia uszek tymi bułeczkami jako dodatku do barszczu, ale gdyby ktoś miał ochotę na bułeczki zamiast uszek, te powinny się nadać ;-)
 
Smacznego!
 

Cynamonowe ciasteczka Mateusza (brata ciotecznego, nie ojca ;-)

W jednym z archiwalnych wpisów wspominałam, że niektóre przepisy, które dostaję lub znajduję, muszą się "przeleżeć" przez jakiś czas, żebym dojrzała do ich wypróbowania. No więc ten przepis leżał prawie rok, aż w końcu uznała, że czas się z nim zmierzyć. Zapewne nie bez znaczenia w wyborze odpowiedniego momentu był fakt, że te ciasteczka mój brat cioteczny, Mateusz, upiekł na Boże Narodzenie 2012. A że nadchodzi właśnie Boże Narodzenie 2013 odkryłam w sobie pokłady chęci sięgnięcia po tę recepturę :-)

Oczywiście Mateusza ciastka były lepsze niż te, które zrobiłam ja. Wiem, bo w ubiegłoroczne święta zjadłam ich naprawdę sporo, miałam więc okazję dokładnie poznać smak oryginalnego wypieku. Moje jednak również nie są złe. Są za to kruche (ale nie za kruche, nie rozpadają się) i pięknie pachną cynamonem. No i można je zrobić w dowolnym kształcie, trzeba tylko odpowiednio dopasować czas pieczenia (którego - nota bene - Mateusz nie określił ;-) widzę tu wpływ naszej wspólnej Babci, która przepisy zapisywała w wyjątkowo oszczędny sposób :-)

 
Składniki:
  • 4 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2  opakowania cukru waniliowego
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 kostka masła (wzięłam 200g)
  • 8 żółtek (z białek pozostałych po oddzieleniu żółtek Mateusz zwykle robi ciasto piegus; można też zrobić sobie obrzydliwy omlet kulturystyczny z samych białek, można też dodać tuńczyka z puszki, "a jeżeli ktoś nie lubi smaku tuńczyka, można dodać musztardę, która zabija smak tuńczyka"; a jak będziecie jedli dużo takich omletów, będziecie sapali jak ten pan z nagrania, które znajdziecie pod tym podlinkowanym cytatem ;-)
  • 1 łyżka śmietany
  •  ilość mielonego cynamonu wedle uznania (u mnie 4 łyżeczki)
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z cukrem, cukrem waniliowym, proszkiem do pieczenia i cynamonem (ja dodaję cynamon już na tym etapie, żeby równomiernie wymieszał się z innymi składnikami, ale Mateusz dodaje znacznie później)
  2. do suchej mieszaniny dodajemy masło pokrojone na małe kawałki (ja ścieram je na tarce o grubych oczkach, a Mateusz rozdrabnia za pomocą obieraczki do warzyw)
  3. masło rozcieramy w palcach, tak jak na kruszonkę
  4. gdy mieszanina będzie miała konsystencję kruszonki, dodajemy do niej żółtka i śmietanę, a następnie zagniatamy ciasto
  5. z ciasta lepimy kulę, owijamy folią i wstawiamy do lodówki na co najmniej 30 minut
  6. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki (jeżeli wcześniej nie dodaliście cynamonu, można to zrobić teraz i zagnieść ciasto, żeby rozprowadzić w nim cynamon)
  7. rozwałkowujemy ciasto, niezbyt cienko (ok 2mm) i wycinamy z niego ciasteczka w dowolnym kształcie, powtarzając tę czynność do zużycia całej porcji ciasta
  8. ciasteczka pieczemy w temperaturze 180 stopniach Celsjusza do momentu aż się zrumienią (u mnie 15-20 min na blachę w przypadku ciastek wycinanych szklanką i ok 25 min w przypadku ludzików)
  9. po upieczeniu studzimy i chowamy do szczelnego pudełka/puszki, żeby ciasteczka nabrały głębszego aromatu
Smacznego :-)
 
A Mateuszowi dziękuję za przepis i pozdrawiam :-)
 

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Czekoladowe muffiny z wiśniami

Połączenie czekolady i wiśni to klasyk, prawie tak dobry, jak połączenie czekolady i pomarańczy czy czekolady i mięty. Kilka tygodni temu postanowiłam wykorzystać to połączenie w muffinach, głównie dlatego, że miałam "na stanie" drylowane wiśnie w kompocie, kakao oraz gorzką czekoladę i chciałam upiec muffiny dla osób, które zajmowały się moim dziadkiem i pomogły mu w powrocie do zdrowia. Przy okazji kilka nadprogramowych muffinów trafiło w ręce rodziny mojej mamy, której członkowie zamówili sobie takie muffiny na święta. W zasadzie nadają się na każdą okazję. I na brak okazji również :) Jeżeli istnieje taka potrzeba, można dostosować je do danej okazji odpowiednią dekoracją - ja miałam w domu cukrową posypkę w kształcie płatków śniegu i wykorzystałam ją do dostosowania tych muffinów na okoliczność Bożego Narodzenia. Ale równie dobrze smakowały bez posypki.

Robiłam te muffiny w wersji mini (podstawa o średnicy 3 cm) i normalnej (5 cm), obie były dobre, ale mini muffiny chyba lepsze. Składniki i postępowanie jest takie samo w obu przypadkach, z tym, że mini miffiny piekłam 20 minut w 180 stopniach, a te normalne 23-25 minut w tej samej temperaturze.

Czekoladowe muffiny z wiśniami

Składniki (na ok. 20 muffinów o średnicy 5 cm lub 2 blachy mini muffinów):
  • 300g mąki pszennej
  • 120g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (16g)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki kakao
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady (100g, u mnie wedla)
  • 1 jajko
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 185g jogurtu naturalnego (u mnie grecki)
  • 1 słoik drylowanych wiśni o pojemności ok 700-720ml (np. marki Vortumnus lub Rolnik)
Przygotowanie:
  1. wiśnie odcedzamy - zalewa przypomina kompot, można spokojnie go wypić - i zostawiamy na sitku, żeby pozbyć się płynu
  2. czekoladę drobno siekamy lub rozdrabniamy w blenderze na bardzo małe kawałki (np. wielkości ziaren kaszy gryczanej)
  3. w jednym naczyniu mieszamy mąkę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia, kakao (uwaga na grudki - jeśli są, należy kakao przesiać) oraz rozdrobnioną czekoladę
  4. w osobnym naczyniu mieszamy jajko, olej i jogurt
  5. łączymy obie mieszaniny, dodajemy wiśnie i delikatnie mieszamy (żeby nie zmiażdżyć wiśni)
  6. przekładamy ciasto do formy na muffiny wyłożonej papilotkami lub wysmarowanej tłuszczem (zwykle używam masła) - po 1 kopiastej łyżce ciasta na normalne muffiny lub po 1 kopiastej łyżeczce na mini muffiny - wierzch możemy ozdobić cukrową posypką (moja była wyprodukowana przez markę Dr. Oetker, cukrowe śnieżynki nie rozpuściły się w trakcie pieczenia i ładnie "przylgnęły" do ciasta, nie odpadały po upieczeniu)
  7. blachę z ciastem wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza, bez termoobiegu, na środkową półkę i pieczemy 20 (mini) lub 23-25 minut (normalne)
  8. po upieczeniu wyjmujemy muffiny z piekarnika i studzimy
  9. przechowujemy w szczelnym opakowaniu, żeby nie wysychały, np. w puszce lub na talerzu szczelnie owiniętym folią
Smacznego :)

sobota, 29 grudnia 2012

Ciasteczka "słoneczka" mojej mamy

Kolejny świąteczny klasyk - ciasteczka "słoneczka", które moja mama zawsze piekła na święta, gdy byliśmy dziećmi. Nie wiemy, czemu zawdzięczają swoją nazwę, ale zapewne lekko żółtemu kolorowi i okrągłemu kształtowi, w którym występują w oryginale (ja w tym roku dopuściłam się profanacji, robiąc te ciasteczka również w kształcie serduszek). Zanim dorobiliśmy się profesjonalnych wykrawaczek, umożliwiających wykrojenie jednego ciasteczka bez dziurki, a drugiego - z dziurką, mama radziła sobie za pomocą szklanki i kieliszka do wódki :)

Ciasteczka bardzo ładnie się prezentują. Można je zrobić z bezową dekoracją lub bez, ale tu uwaga - zaraz po wyjęciu z piekarnika ciasteczka są bardzo kruche, beza je nieco usztywnia, sprawiając, że trudniej się kruszą. Po upieczeniu warto je przez 1-2 dni przechowywać w miejscu zapewniającym mniejszy lub większy dopływ powietrza, żeby nabrały nieco wilgoci i stały się mniej kruche. Po takim przechowaniu są idealne :)

Kruche ciasteczka z okienkiem z przepisu mojej mamy

Składniki (z takiej ilości wychodzi 20-30 złożonych ciasteczek):

  • 200g masła (zimnego, prosto z lodówki)
  • 300g mąki krupczatki
  • 50g cukru pudru
  • 3 jajka (będą potrzebne 3 żółtka do ciasta i 2 białka do bezowej dekoracji)
  • 200g zwykłego cukru
  • ulubiony dżem (ja do serduszek wykorzystałam dżem wiśniowy, a do kółeczek-słoneczek pomarańczowy)
Przygotowanie:

  1. mąkę mieszamy i przesiewamy z cukrem pudrem, usypując kopczyk na stolnicy/blacie
  2. masło ścieramy na tarce o dużych oczkach, prosto na ten kopczyk
  3. mieszamy rękami kawałki masła z mąką i cukrem, tak jak na kruszonkę
  4. dodajemy żółtka i zagniatamy ciasto
  5. z zagniecionego ciasta formujemy kulę, owijamy ją folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na co najmniej 1 godzinę
  6. gdy ciasto się chłodzi, przygotowujemy bezową dekorację (2 białka i 200g cukru wystarczają na bezową dekorację na wierzch i spód ciasteczek, ale ja pokryłam bezą jedynie wierzch): białko i cukier wrzucamy do miski i ucieramy mikserem do momentu uzyskania głądkiej, sztywnej masy (kryształki cukru powinny się rozpuścić, a masa powinna być na tyle gęsta, że po wyjęciu końcówek miksera zostają w miarę sztywne szczyty z masy)
  7. rozgrzewamy piekarnik do 190-180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu [aczkolwiek autorka bloga "Makagii i 55 pierników" piecze swoje ciasteczka-słoneczka w 175 stopniach Celsjusza - może więc warto zacząć od niższej temperatury i ew. zwiększyć, gdyby zbyt długo zajmowało im zarumienienie się; lepiej niedopiec niż od razu spalić...]
  8. wyjmujemy ciasto z lodówki, odkrajamy kawałek, a resztę chowamy z powrotem do lodówki (kruche ciasto nie lubi ciepła)
  9. odkrojony kawałek rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy/blacie na placek o grubości 3-5 mm (ciasto nie może być rozwałkowane zbyt cienko, bo ciasteczka będą bardzo łatwo się rozpadały)
  10. wycinamy ciasteczka (z dziurką na wierzch, bez dziurki na spód - ja robiłam w osobnych partiach, najpierw tylko wierzchy, następnie tylko spody)
  11. wycięte ciasteczka układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i smarujemy bezową masą (ja posmarowałam tylko wierzchy)
  12. gotową blachę z ciasteczkami wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy ok. 10 minut - czas pieczenia w dużej mierze zależy od piekarnika, w piekarniku mojej mamy po 10 minutach ciasteczka były złociste, a beza dobrze ścięta i lekko zrumieniona, ale w innych piekarnikach może wystarczyć mniej czasu albo może zaistnieć potrzeba przetrzymania ciasteczek w piecu trochę dłużej
  13. upieczone ciasteczka wyjmujemy z pieca, delikatnie zdejmujemy z blachy i studzimy
  14. lekko ciepłe spody delikatnie smarujemy ulubionym dżemem i przykrywamy wierzchem, sklejając oba ciasteczka - nie dociskamy wierzchu do spodu zbyt mocno, bo się rozsypie
  15. wszystkie czynności powtarzamy do wykorzystania całego ciasta

A tak wyglądają ciasteczka w wersji bliższej oryginału, czyli w kształcie kółeczek:

Przygotowane przez moją mamę wyglądały schludniej, bo mama jest dokładniejsza niż ja. Do pracy można zaangażować pomocników, ja miałam wsparcie duchowe  ciasteczkowego potwora przebranego za psa ;)

piątek, 28 grudnia 2012

Kasza jaglana na mleku z sosem morelowym, czyli moje ukochane danie wigilijne

Chyba w każdej rodzinie są jakieś zwyczaje dotyczące wigilijnego menu. W domach moich dziadków oraz domu moich rodziców dotrzymuje się tradycji serwowania wielu (ilu dokładnie zależy od tego, co traktujemy jako danie, np. czy chleb to danie czy nie ;) bezmięsnych potraw. Zaczynamy od opłatka (nie liczy się w klasyfikacji generalnej dań ;), kompotu z suszu (susz robi w lecie dziadek, tato mojej mamy, z własnoręcznie wyhodowanych owoców i przechowuje w lnianym woreczku do świąt) I barszczu czerwonego (moja mama robi go na wcześniej przygotowanym kwasie buraczanym z przepisu pani Magdy,  teściowej wujka, brata taty) z uszkami (specjalistką od uszek - i pierogów - jest siostra mojej babci ze strony taty). Następnie jest śledź przygotowywany przez moją mamę, w oleju w formie rolmopsów wypełnionych jabłkiem, marchewką, kiszonym ogórkiem i cebulą pokrojonymi w cienkie paseczki (a la julienne), a wcześniej wymoczony w mleku. Po śledziu na stół wjeżdża karp smażony przez dziadka, doprawiony startą na tarce cebulą, solą i pieprzem, obtoczony w mące i usmażony na oleju, a karpiowi towarzyszy ćwikła (również autorstwa dziadka). Po karpiu przychodzi czas na pierogi z kapustą (w tym roku przygotowane przez siostrę mojej mamy) oraz kapustę z grzybami (z przepisu wspomnianej przy barszczu pani Magdy, która dodaje do kapusty mnóstwo grzybów, co lubię). Następnie jemy pierogi z suszonymi śliwkami (które weszły do repertuaru kilka lat temu i które przygotowuje ciocia-specjalistka od uszek i pierogów), kutię (autorstwa siostry mojej mamy) oraz moje ukochane danie wiligijne, które babcia-mama mojego taty zawsze serwuje na organizowanych przes siebie kolacjach wigilijnych, czyli kaszę jaglaną gotowaną na mleku, podawaną z sosem morelowym :) Kasza ta miała przynosić w kolejnym roku dostatek pieniędzy, gdy byłam dzieckiem była nazywana "kaszą na dolary", ale z biegiem czasu babcia stwierdziła, że przechodzimy na euro ;) Po kaszy przychodzi czas na ciasta i ciasteczka, o ile ktokolwiek może jeszcze cokolwiek zjeść ;)

Kasza jaglana z sosem morelowym to danie, z którym spotkałam się jedynie w mojej rodzinie i bez którego nie wyobrażam sobie świąt. Jest proste i pyszne, moim zdaniem nadaje się również na śniadanie lub na deser. Polecam :)

Kasza jaglana na mleku z sosem morelowym z przepisu mojej babci

Składniki (trudno mi powiedzieć, dla ilu osób, być może i dla 10):
  • 400g kaszy jaglanej
  • 1 litr mleka (u mnie 2%, im tłustsze tym lepsze)
  • 1 opakowanie cukru waniliowego = 16g (taka ilość cukru daje lekki waniliowy posmak i bardzo lekką słodycz; jeżeli ktoś woli bardziej słodką/bardziej waniliową kaszę, można dodać więcej cukru waniliowego)
  • 1 łyżka masła
  • 500g suszonych moreli
  • 1 litr wody
  • 2 łyżeczki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki cukru
Przygotowanie:
  1. kaszę jaglaną dwukrotnie płuczemy na sitku i odsączamy
  2. mleko, masło i cukier waniliowy wlewamy/wrzucamy do garnka o grubym dnie
  3. do wrzącego mleka dodajemy kaszę i gotujemy
  4. gdy mleczno-jaglana mieszanina zacznie gęstnieć, zdejmujemy garnek z ognia, owijamy go w koce/ręczniki i odstawiamy, żeby kasza doszła - w ciągu kolejnych 2-3godzin kasza zmięknie i zespoi się, tworząc blok mlecznej kaszy w kształcie garnka; można ją serwować na ciepło (zanim wystygnie) lub na zimno; babcia gotuje tę kaszę rano w Wigilię, zawija w koce i wkłada pod pierzynę, a przy kolacji serwuje jeszcze ciepłą :)
  5. w międzyczasie przygotowujemy sos: do garnka wlewamy wodę, wrzucamy morele i cukier i gotujemy do momentu, gdy morele zmiękną, a woda nabierze morelowego smaku
  6. gdy morele będą miękkie, a płyn wystarczająco morelowy, rozkłócamy w osobnym naczyniu mąkę ziemniaczaną z wodą i dodajemy ją do sosu, otrzymując coś w rodzaju kiślu
  7. zastygniętą kaszę można przełożyć na talerz (jak pudding), tak, by każdy z biesiadników mógł odkroić sobie kawałek, a sos serwujemy osobno lub od razu polewamy kaszę
Smacznego :)



czwartek, 27 grudnia 2012

Ryba po grecku

No i co z tego, że Grecy nigdy nie słyszeli o rybie po grecku? Nazwa tego dania czy pochodzenie tej nazwy nie ma zdaje się większego wpływu na smak tej potrawy, która mi kojarzy się z dzieciństwem, kiedy to ryba po grecku gościła przy różnych okazjach na stołach w mojej rodzinie i w gronie zaprzyjaźnionych z rodziną osób. Najczęściej pojawiała się w okresie bożonarodzeniowym. W tym roku poczułam silną potrzebę przypomnienia sobie tego smaku i przywołania beztroskich chwil z dzieciństwa, kiedy mogłam sobie spokojnie konsumować rybkę (i wiele innych potraw) i cieszyć się prezentami, nie będąc wypytywaną przez współbiesiadników o różnym stopniu pokrewieństwa o osobiste plany ślubno-rodzinne, wywołujące u mnie ścisk żołądka i utratę apetytu (nie sądziłam, że coś jest w stanie pozbawić mnie apetytu).

Rozmów na tematy matrymonialno-rozrodcze niestety nie udało się uniknąć, ale przynajmniej wyszła mi dobra ryba po grecku. Udało mi się kupić dobrą rybę (tzw. polędwiczki z dorsza). Co ciekawe, kupiłam je w Tesco. Tak, w sklepie, w którym deklarowałam, że nie kupię niczego, co może potencjalnie się przeterminować, a następnie dostać drugie życie po przetarciu detergentem i odpowiednim doświetleniu na wystawie. A jednak. Ryba wyglądała bardzo dobrze i co ważne, nie miała zapachu ryby (ani detergentów ;). Wybranek, który zna się na rybach dużo lepiej niż ja, nauczył mnie, że jak ryba pachnie rybą to jej czas już minął. Ta nie pachniała. Po oprószeniu solą i pieprzem, obtoczeniu w mące i usmażeniu na oleju również prezentowała się dobrze. Jej walory docenił dziadek, który na rybach zna się najlepiej z nas wszystkich, podjadając kawałki usmażonego dorsza, które miały zaraz trafić do sosu :)

Przygotowując rybę po grecku kierowałam się przepisem poleconym mi przez moją mamę. Przepis ten pochodzi z oldskulowej książeczki pt. "Gdy przyjdą goście", autorstwa Marii Bartnik, wydanej w 1990 roku, wydanie V. Zastosowałam się do wskazówek pani Marii z wrodzonym brakiem dokładności, bo odważanie 15 dag cebuli czy 20 dag marchwii wydaje mi się trochę pozbawione sensu, skoro można zaokrąglić do całych marchewek czy cebul.

Ryba po grecku

Składniki (ilość podwojona w stosunku do oryginalnego przepisu, wystarczająca dla kilkunastoosobowej rodziny na święta):
  • 2 kg filetów rybnych (najlepiej z dorsza, jak radzi autorka przepisu) - ważne jest to, żeby ryba była bez ości, bo dłubanie w sosie warzywnym w poszukiwaniu ości nie jest zbyt fajne, jak sądzę
  • mąka pszenna do obtoczenia ryby (autorka podaje 1,5 łyżki mąki na 1 kg ryby, ale ja nie odmierzałam)
  • olej słonecznikowy do usmażenia ryby (autorka podaje 0,5 szklanki oleju na 1 kg ryby, i tu nie odmierzałam)
  • 30 dag cebuli (to są mniej więcej 2 średnie cebule, ja dodałam 3, bo moja mama zawsze dodaje więcej niż w oryginalnym przepisie)
  • 30 dag selera (u mnie 1 średniej wielkości seler)
  • 20 dag korzenia pietruszki (u mnie 2 średniej wielkości pietruszki)
  • 40 dag marchwi (u mnie 4 średniej wielkości marchewki)
  • 10 dag koncentratu pomidorowego (dodałam dużo więcej, trzy 70-gramowe puszeczki koncentratu)
  • 3 łyżki keczupu (tego nie było w oryginalnym przepisie, ale moim zdaniem pasuje)
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki (dałam tylko 1/2, mimo, że podwoiłam ilość wszystkich pozostałych składników, bo wydaje mi się, że w tym daniu nie chodzi o eksponowanie ostrości papryki)
  • 1 łyżka musztardy (niezawodna w doprawianiu sosu do ryby po grecku i leczo z przepisu mojej mamy :)
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarenka ziela angielskiego (tego nie ma w oryginale, ale moim zdaniem pasuje)
  • 2 łyżki soku z cytryny (w oryginale jest kwasek cytrybowy)
  • cukier, sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. świeże lub dobrze rozmrożone filety rybne wyjmujemy z lodówki, kroimy na kawałki (o wielkości zgodnej z własnymi preferencjami), nacieramy solą i pieprzem i odkładamy na ok. pół godziny, żeby się zagrzały i "przegryzły" z przyprawami
  2. w międzyczasie obieramy warzywa, cebulę drobno siekamy, a marchew, pietruszkę i selera ścieramy na tarce o grubych oczkach (w oryginale jest wskazówka, żeby pokroić je nożem na cienkie paseczki, ale nie skusiłam się na to ;)
  3. po upływie 30 minut obtaczamy każdy kawałek ryby w mące i obsmażamy na oleju
  4. po usmażeniu zdejmujemy kawałki ryby z patelni i przekłądamy je na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, aby tłuszcz ściekający z kawałków ryby wsiąkł w ten papier, a nie w rybę
  5. po usmażeniu wszystkich kawałków ryby, na tym samym tłuszczu smażymy warzywa przez 10 minut, mieszając, do zmięknięcia, a następnie podlewamy je wodą (1 szklanką) i dusimy do całkowitego zmięknięcia
  6. w międzyczasie dodajemy do warzyw koncentrat pomidorowy, keczup, musztardę, sok z cytryny, paprykę, liscie laurowe, ziele angielskie i mieszamy
  7. następnie doprawiamy solą, pieprzem i cukrem (sos powinien być lekko słodkawy) i dusimy, próbując, czy sos uzyskał już pożądany smak (ja mam określone wyobrażenie na temat tego, jak ten sos powinien smakować, więc doprawiałam go, dopóki nie osiągnął zamierzonego stanu)
  8. gdy sos jest gotowy, smarujemy cienką warstwą dno naczynia  (takiego, w którym będziemy przechowywać/serwować to danie), a następnie układamy kawałki ryby, które przykrywamy drugą wartswą sosu, a następnie kolejną warstwą ryby i tak do wyczerpania składników - ostatnią, wierzchnią warstwę powinien stanowić sos
  9. po przełożeniu ryby sosem, owijamy naczynie folią spożywczą (lub przykrywamy przykrywką, jeśli mamy naczynie z wieczkiem) i wstawiamy na 2-3 godziny do lodówki (im dłużej tym lepiej), żeby smaki dobrze się połączyły
  10. serwujemy na ciepło lub na zimno (moim skromnym zdaniem lepiej smakuje na zimno, z kromką chleba)
Smacznego :)


wtorek, 27 grudnia 2011

Muffinowa alternatywa dla makowca

Najlepszy makowiec - ze wszystkich, które w te święta pochłaniałam - zrobiła siostra mojej babci. Puszyste drożdżowe ciasto, rumiana skórka przypieczona w piecu kaflowym (ciocia twierdzi, że z gazowego piekarnika ciasta nie wychodzą takie dobre) i własnej roboty makowy farsz. Makowiec-ideał :)

Ja - z moim wrodzonym lenistwem i zamiłowaniem do potraw, które można zrobić byle jak, a wychodzą dobre - postawiłam na makowe muffiny na bazie mojego sprawdzonego przepisu na te wypieki. A do tego "kupna" (jak to brzmi ;) masa makowa z puszki, lukier, kandyzowana skórka z pomarańczy i migdały. I choć do ciocinego makowca się nie umywały, były całkiem całkiem :) Polecam - teraz już nie na święta, bo "święta, święta i po świętach" - ale może na Nowy Rok lub na nasze nowe święto narodowe - Trzech Króli.

Makowe muffiny

Składniki (na 12-16 muffinów o średnicy 5 cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 120g cukru
  • ok 30g cukru waniliowego (duża paczuszka, tzw. "na 1 kg mąki" lub "na dużą porcję")
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 180ml jogurtu naturalnego
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • ok. 200g masy makowej z bakaliami (ja miałam 850-gramową puszkę marki Bakalland, zużyłam 1/4 na 1 porcję ciasta - teraz zastanawiam się, co zrobić z resztą ;)
  • 165g szklanki cukru pudru (1/2 szklanki) + 1 łyżka wody (można też użyć soku z cytryny zamiast wody)
  • kandyzowana skórka z pomarańczy i/lub płatki migdałów do dekoracji
Przygotowanie:
  1. nagrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu; grzanie od góry i od dołu)
  2. w jednym naczyniu dobrze wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, cukier waniliowy, proszek do pieczenia i sodę
  3. w drugim naczyniu dobrze wymieszać mokre składniki: jajko, olej i jogurt
  4. obie mieszaniny połączyć, dobrze wymieszać (wystarczy łyżką, robot kuchenny nie jest potrzebny, szkoda zachodu ;)
  5. blachę do pieczenia muffinów wyłożyć papilotkami lub każde zagłębienie wysmarować tłuszczem
  6. do każdej papilotki/do każdego zagłębienia nałożyć masę (do 2/3 wysokości/głębokości)
  7. na wierzchu masy położyć po 1 płaskiej łyżeczce masy makowej i delikatnie "rozkłócić" ją z ciastem za pomocą wykałaczki (takiej jak do koreczków) - chodzi o to, żeby powstał marmurkowy wierzch muffina, czyli ciastowo-makowy
  8. blachę z muffinami wstawić do piekarnika (na środkową półkę) i piec przez 23min w temperaturze 180 stopni Celsjusza
  9. po upieczeniu wystudzić
  10. po wystudzeniu polukrować wierzch każdej babeczki (lukier robimy dodając 1 łyżkę wody do 1/2 szklanki cukru i dobrze mieszając oba składniki, do uzyskania konsystencji pasty)
  11. polukrowane muffiny posypać skórką pomarańczową lub migdałami lub skórką i migdałami :)
Smacznego :)

środa, 14 grudnia 2011

Owsianka w wydaniu (przed)świątecznym

Proste, szybkie, pyszne i zdrowe - śniadanie idealne, owsianka. Dziś w wydaniu (przed)świątecznym czyli z dodatkiem składników, które kojarzą się ze świętami - pierniczków i mandarynek :) W podobnej konfiguracji można zaserwować sobie jogurt naturalny. Można też zastąpić pierniczki innymi wyraźnymi w smaku ciasteczkami (np. mocno czekoladowymi lub mocno cytrynowymi herbatnikami) i /lub innymi owocami. Ciekawym połączeniem mogłaby być również owsianka z masą makową z bakaliami, taką jak do makowca :) Możliwości są nieograniczone.

Owsianka w wydaniu (przed)świątecznym

Składniki (dla 1 osoby):

  • 2/3 szklanki mleka (lub wody, ale z mlekiem smakuje lepiej)
  • 5 łyżek otrębów owsianych
  • 2 cienkie pierniczki (ja wykorzystałam moje wypieki z tego przepisu) lub 1 grubszy (może być w lukrze)
  • 1 mandarynka
Przygotowanie:

  1. mleko (lub wodę) wlać do garnka i podgrzewać (na niezbyt dużym ogniu)
  2. do mleka wsypać otręby, wymieszać
  3. mleko zagotować z otrębami, aż zgęstnieje
  4. gdy mieszanka zgęstnieje, zdjąć z ognia i odstawić na minutę, żeby zgęstniała jeszcze bardziej
  5. owsiankę przełożyć do miseczki, posypać pokruszonymi pierniczkami, wymieszać
  6. obrać mandarynkę i ułożyć cząstki na wierzchu owsianki
Więcej pomysłów na owsiankę można znaleźć tutaj.

Smacznego :)

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Świąteczne pierniczki imbirowe rodem ze Szwecji

Imbirowe pierniczki, które można kupić na stoiskach delikatesowych w sieci IKEA, uzależniają. Raz spróbowane, pozostają w pamięci, a człowiek szuka tego smaku w innych wypiekach, nieraz nadaremnie*. Ale od czego mamy internet? ;) Poszukując przepisu na te ciasteczka rok temu, wpisałam w okno wyszukiwarki google "ciasteczka imbirowe IKEA" i trafiłam na blog White Plate, gdzie znalazłam przepis na te wypieki. Przepis wypróbowałam i już nie chcę innych pierniczków. Przypadły do gustu również mojemu Wybrankowi, który wcześniej niezbyt entuzjastycznie odnosił się do słodyczy jako takich, oraz rodzinie i znajomym.

Pepparkakor, bo tak się nazywają, pochodzą ze Szwecji, stąd ich obecność w delikatesach IKEA. Są popularne również w innych krajach skandynawskich, np. w Finlandii, w której swego czasu spędziłam kilka miesięcy na wymianie studenckiej. Przygotowywuje się je na bazie melasy (o której pisałam w poprzednim wpisie), cukru trzcinowego, mąki i mnóstwa przypraw korzennych. Ja lubię wersję mocno imbirową, z pikantnym finiszem, ale ilość imbiru można dowolnie dawkować.

Świąteczne pierniczki imbirowe
[przepis pochodzi z bloga White Plate i został przeze mnie nieco zmodyfikowany]

Składniki:
  • 150g melasy (do kupienia w delikatesach Marks & Spencer lub w sieci sklepów Kuchnie Świata)
  • 110g masła
  • 100g brązowego cukru (ja miałam demerara)
  • 400g mąki (w oryginale jest 375g, ale moim zdaniem to za mało - ciasto wyszło zbyt lepkie, ciężko się je wałkowało)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu 
  • 3 łyżeczki mielonego imbiru (w oryginale jest 1,5 łyżeczki)
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 duże jajko
  • 2 łyżeczki przyprawy do pierników
Przygotowanie:
  1. Melasę, masło i cukier podgrzać w rondelku, do momentu aż rozpuszczą się kryształki cukru (uwaga: mesalę dość trudno się odmierza, dlatego radzę ustawić na wadze rondelek, wyzerować wagę, wlać 150g melasy, wsypać cukier i dorzucić masło - w sumie rondelek z tymi składnikami powinien ważyć 660g; rondelek wystarczy zdjąć z wagi i ustawić na palniku/płycie).
  2. Po rozpuszczeniu kryształków cukru zdejmujemy rondelek z palnika/płyty i odstawiamy do wystygnięcia.
  3. Do dużej miski przesiewamy mąkę, proszek do pieczenia, sól i przyprawy, mieszamy, robiły dołek na środku.
  4. Zimną melasę z masłem i cukrem mieszamy z jajkiem.
  5. Melasowo-jajeczną mieszaninę wlewamy do dołka w mące.
  6. Mieszamy składniki i wyrabiamy ciasto, z którego można ulepić kulę (jeśli ciasto będzie zbyt lepkie, trzeba dodać mąki). [najłatwiej będzie wyrobić ciasto w robocie kuchennym]
  7. Kulę z ciasta zawijamy w folię spożywczą i chowamy do lodówki na ok. 2h (ja zrobiłam ciasto wieczorem i przetrzymałam je przez noc w lodówce, a do pieczenia pierniczków zabrałam się następnego dnia rano).
  8. Po schłodzeniu ciasta rozgrzewamy piekarnik do 175 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu).
  9. Odkrajamy kawałki ciasta z kuli, rozwałkowywujemy (cienko), wycinamy ciasteczka wykrawaczkami.
  10. Blachę do pieczenia wykładamy papierem pergaminowym, układamy na niej ciasteczka i pieczemy 8-10 min (uwaga: im cieńsze ciasteczka tym mniej czasu powinny spędzić w piekarniku; na oko są gotowe, gdy zarumienią się ich brzegi).
  11. Czynność powtórzyć z kolejnymi porcjami :)
  12. Gotowe ciasteczka przechowywać w szczelnym opakowaniu - dzięki temu nabiorą jeszcze głębszego aromatu.
Pierniczki te świetnie sprawdzają się w roli własnoręcznie wykonanego prezentu - wystarczy pudełko lub kawałek ozdobnej folii i wstążeczki/dekoracyjnego sznurka i prezent gotowy :)

*Słowo nadaremnie niezmiennie kojarzy mi się z pewną opowieścią rodzinną. W trakcie spotkania z księdzem (nie pamiętam, jaka to była okazja, być może tzw. kolęda) młodszy brat mojego taty, wówczas kilkulatek, został poproszony o wyrecytowanie 10 przykazań (większość z nas ma za sobą takie okolicznościowe przepytywanie), co uczynił. Pomylił się tylko raz, przy dziewiątym przykazaniu: "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego...nadaremnie" :)

środa, 7 grudnia 2011

Piernikowe muffiny w dwóch odsłonach

Grudzień to miesiąc świątecznych i przedświątecznych popisów kulinarnych. Ja w tym tygodniu popisuję się piekąc muffiny z okazji Mikołajek i spotkań a la wigilijnych :) Od niedzielnego wieczoru upiekłam już w sumie ok. 70 muffinów z 4 różnych przepisów, a tak zupełnie szczerze to z jednego przepisu, który każdorazowo modyfikowałam ;) A więc były muffiny z suszonymi morelami i orzechami, z pomarańczą i kawałkami czekolady oraz dwa rodzaje muffinów piernikowych - jedne bardziej wyrafinowane, drugie - mniej. I to właśnie te piernikowe chciałabym dziś zaprezentować. Te bardziej wyrafinowane mają ciekawszy smak ze względu na dodatek cukru muscovado, melasy i... octu balsamicznego :) Powinny smakować dorosłym, dzieciom mogą nie przypaść do gustu. Dla młodszych konsumentów lepsze będą muffiny z mniej wyrafinowanego przepisu, bo są słodsze i delikatniejsze w smaku.

Bardziej wyrafinowane piernikowe muffiny
[przepis ten jest połączeniem mojego sprawdzonego przepisu na ciasto na muffiny oraz przepisu Nigelli Lawson na piernikowe muffiny z książki "Feast"; oryginalny przepis Nigelli można znaleźć np. tutaj]


Składniki (na ok 14-18 muffinów o średnicy 5 cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 100g jasnego cukru muscovado (w oryginale jest po 50g ciemnego i jasnego cukru muscovado)
  • 3 łyżeczki przyprawy do pierników
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 180g jogurtu naturalnego (u mnie, jak zwykle, 1/2 dużego opakowania jogurtu naturalnego Bakoma)
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 1 jajko
  • 1/4 łyżeczki octu balsamicznego
  • 4 łyżki tzw. syropu złocistego (oryg. golden sirup, tłumaczenie pochodzi z etykiety syropu, który kupiłam w sieci sklepów Kuchnie Świata; golden sirup widziałam również w Marks & Spencer)
  • 4 łyżki melasy (do kupienia w Kuchniach Świata lub Marks & Spencer)
*W grudniowym wydaniu magazynu KUCHNIA jest artykuł na temat melasy i syropu złocistego, pt. "Zapasy melasy" (strona 16). Można w nim przeczytać, że melasa to gęsty ciemnobrązowy syrop, który jest produktem ubocznym procesu produkcji cukru. Ma słodki, a jednocześnie gorzkawy smak z orzechową nutą. Jak podaje autorka tego artykułu, w Polsce można dostać dwie odmiany melasy: ciemną (oryg. nazwa to molasses lub black treackle) lub tzw. złoty syrop (oryg. nazwa light treackle lub golden sirup, przetłumaczona przez Kuchnie Świata jako "syrop złocisty" ;). O istnieniu tego popularnego w krajach anglosaskich dodatku do wypieków dowiedziałam się przy okazji pieczenia imbirowych ciasteczek Pepparkakor (podobne do tych, które można dostać w IKEA) późną jesienią ubiegłego roku. Ciasteczka wyszły fantastyczne, zajadał się nimi nawet mój Wybranek, który w owym czasie deklarował niechęć do większości słodyczy (jadał wówczas tylko tzw. czekoladę z okienkiem). W tym roku również planuję zrobić te ciasteczka, w hurtowych ilościach ;)


Przygotowanie:
  1. nagrzać piekarnik do 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu; grzanie od góry i od dołu)
  2. w jednej misce wymieszać mąkę, cukier, przyprawy, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną
  3. w drugiej misce wymieszać jogurt, olej, jajko, ocet, syrop i melasę
  4. obie mieszaniny połączyć i dobrze wymieszać
  5. blachę do muffinów wyłożyć papilotkami lub wysmarować każde zagłębienie tłuszczem
  6. ciasto przełożyć na blachę, do 2/3 wysokości papilotek lub 2/3 głębokości zagłębienia (jeśli nie używamy papilotek)
  7. piec przez 23 min
  8. po upieczeniu wystudzić
  9. po wystudzeniu wierzch każdego muffina można posmarować rozpuszczoną na kąpieli wodnej czekoladą (ja użyłam 1/2 tabliczki, czyli 50g gorzkiej czekolady Lindt z 70% zawartością kakao) - na zdjęciu czekolady jeszcze nie ma (zostawiłam muffiny na noc do wystygnięcia, a rano wcześniej wstałam i zrobiłam polewę)
Mniej wyrafinowane piernikowe muffiny


Składniki (na ok 12-16 muffinów o średnicy 5 cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 150g cukru
  • 3 łyżeczki przyprawy do pierników
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 180g jogurtu naturalnego (u mnie, jak zwykle, 1/2 dużego opakowania jogurtu naturalnego Bakoma)
  • 125ml oleju słonecznikowego
  • 1 jajko
  • 3 czubate łyżki dżemu z pomarańczy (opcjonalnie)
Przygotowanie:
  1. piekarnik nagrzać do temperatury 180 stopni Celsjusza (bez termoobiegu; funkcja: grzanie od dołu i od góry)
  2. w jednej misce wymieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia, sodę i przyprawy
  3. w drugiej misce wymieszać jajko, jogurt, olej i dżem
  4. połączyć obie mieszaniny, dobrze wymieszać (wystarczy łyżką, nie trzeba angażować do tej czynności robota kuchennego)
  5. blachę do pieczenia muffinów wyłożyć papilotkami lub wysmarować każde zagłębienie tłuszczem
  6. do każdej papilotki/każdego zagłębienia wlać ciasto - do ok. 2/3 wysokości papilotki/głębokości zagłębienia
  7. wstawić do piekarnika, piec 23min
  8. po upieczeniu wystudzić, można udekorować np. lukrem i skórką z pomarańczy :)
Smacznego :)