Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania sezonowe (zima). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania sezonowe (zima). Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 stycznia 2021

Forszmak lubelski

Forszmak lubelski to danie, o którym moja Mama, rodowita Lublinianka, wspominała wielokrotnie, za każdym razem w samych superlatywach. Nie przypominam sobie natomiast, żeby to danie kiedykolwiek pojawiło się na naszym rodzinnym stole lub było to tak dawno, że nie jestem sobie w stanie tego przypomnieć. Gdy postanowiłam, że to godne danie, aby uczcić 90. urodziny Dziadka, miałam pewien problem - nie wiedziałam, jak powinno smakować :-) Na tyle, na ile pożądany smak można sobie próbować wyobrazić, czytając o składnikach i metodach ich obróbki i zderzając to z doświadczeniami z gotowania innych zupo-gulaszy, starałam się to właśnie zrobić. Efekt był zadowalający, forszmak (zaserwowany w towarzystwie cebularzy zakupionych w Piekarni-Cukierni Marcin Orlikowski, które były znacznie lepsze, bo bardziej miękkie i z większą warstwą cebuli niż te z piekarni Kuźmiuk, które jakiś czas temu kupiłam na bazie odpowiedzi udzielonych mi przez Google na pytanie o najlepsze cebularze w Lublinie) zniknął bardzo szybko i był komplementowany przez uczestników skromnej uroczystości (gdyby nie koronawirus, pewnie byłby bal).

Jak wspomniałam powyżej, forszmak to danie w postaci zupo-gulaszu, konsystencją powinno przypominać bardzo gęste flaczki. To, co jest w tym daniu wyjątkowe to dodatek kiszonych ogórków i wody z tych ogórków. Poszukując dobrego przepisu, trafiłam na przepis Tomasza Strzelczyka z kanału Oddasz Fartucha, który wydał mi się sensowny. Trochę go zmodyfikowałam i voila :-)

Forszmak lubelski











Składniki (dla 5-6 osób)

  • 800g karkówki wieprzowej (im chudsza tym lepsza, im młodsze zwierzę tym lepiej - ja swoją kupiłam w moim ulubionym sklepie mięsnym w Warszawie, Befsztyku na Mokotowie)
  • 250g boczku wędzonego (ja miałam genialny boczek ze sklepu Rzeźnik Falenica, bardzo polecam(
  • 150g kiełbasy (ja miałam taką w stylu kiełbasy wiejskiej, również ze sklepu Rzeźnik Falenica)
  • 2 nieduże czerwone papryki (Tomasz Strzelczyk używa papryki a stylu ramiro, ale ja wzięłam inną, mniej podłużną i bardziej mięsistą, bo bałam się, że ramiro się szybko rozpadnie)
  • 5 średniej wielkości ogórków kiszonych
  • 1 szklanka wody z ogórków kiszonych
  • 2 szklanki bulionu (u mnie był wołowy; Tomasz Strzelczyk mówi, że można też dolać wody, ale ja wolę bulion)
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1 puszka pomidorów (ja miałam krojone)
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 1 łyżka słodkiej mielonej papryki
  • 2 liście laurowe
  • 3 ziarenka ziela angielskiego
  • sól i pieprz do smaku
  • Opcjonalnie: olej roślinny, świeża natka

Przygotowanie (dla 4-6 osób)

  1. Karkówkę opłukujemy zimną wodą, osuszamy, oczyszczamy z twardych błon i kroimy na plastry, a następnie plastry na paski (kostka nie wchodzi w grę w forszmaku ;-)
  2. Boczek kroimy na grubsze plastry, a plastry w paski
  3. Kiełbasę kroimy w półplasterki (ja nie obierałam ze skóry, ale można)
  4. Paprykę myjemy, usuwamy gniazdo nasienne i kroimy w paski
  5. Ogórki kiszone odsączamy (ja nie obieram ze skórki, ale pewnie można), kroimy w paski
  6. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę
  7. Pokrojony boczek wrzucamy na suchą patelnię i smażymy, a po usmażeniu zdejmujemy z patelni i odstawiamy
  8. Na tej samej patelni i na tłuszczu, który wytopił się z boczku podsmażamy kiełbasę
  9. W międzyczasie doprawiamy karkówkę dużą szczyptą soli, dużą szczyptą pieprzu i mieloną papryką, posypujemy mąką i mieszamy
  10. Usmażoną kiełbasę zdejmujemy z patelni i odstawiamy, a na patelnię wrzucamy doprawioną karkówkę - na raty, nie całą na raz, żeby mięso ładnie się zrumieniło (jeśli wrzucimy całość na raz, kawałki mięsa będą stłoczone i zamiast się usmażyć, uduszą się w sosie własnym)
  11. Jeśli z boczku i kiełbasy nie wytopiło się wystarczająco dużo tłuszczu (u mnie tak właśnie było), dolewamy olej
  12. Po usmażeniu mięsa na tą samą patelnię i tłuszcz ze smażenia wrzucamy pokrojoną cebulę i smażymy
  13. Do cebuli dodajemy koncentrat pomidorowy i chwilę razem smażymy
  14. Na patelnię wrzucamy usmażoną karkówkę, kiełbasę i boczek
  15. Wlewamy bulion (lub wodę), wodę z ogórków i pomidory z puszki, mieszamy
  16. Dorzucamy ziele angielskie i liście laurowe, przykrywamy i dusimy przez ok 45 minut na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu
  17. Po upływie 45 minut dorzucamy pokrojoną paprykę i ogórka kiszonego, mieszamy, przykrywamy i dusimy dalej, do momentu, gdy zarówno mięso, jak i warzywa będą miękkie
  18. Na koniec próbujemy i dodajemy więcej soli, jeśli forszmak nie jest wystarczająco słony
Forszmak dobrze jest ugotować z wyprzedzeniem, dzień przed planowanym serwowaniem lub chociaż kilka godzin wcześniej. Dzięki temu wszystkie smaki lepiej się "przegryzą", a pod odgrzaniu danie będzie lepsze :-) Serwujemy na ciepło, przed podaniem można posypać drobno posiekaną świeżą natką, w towarzystwie świeżego pieczywa (np. cebularzy :-).

Smacznego!

niedziela, 22 października 2017

Zupa ogórkowa

Sezon zupny uważam za otwarty :-) Po wczorajszej grochówce, czas na ogórkową z kiszonych ogórków. To jedna z moich ulubionych zup, której nigdy nie odmówię. Moja mama gotowała ją często (obok kalafiorowej, rosołu z makaronem i żurku), to dla mnie jeden z najlepiej zapamiętanych smaków dzieciństwa.

Wydawało mi się, że z taką zupą niewiele kreatywnego można zrobić, ale myliłam się. Samo zblenderowanie i zmniejszenie ilości wody, w celu uzyskania zupy ogórkowej w postaci kremu sprawia, że zupa zyskuje nowe życie. Miałam okazję przekonać się o tym w Dworze Sanna, położonym niedaleko Janowa Lubelskiego, gdzie taka zupa była serwowana w sierpniu. Liczyłam, że uda mi się zrobić taki krem, ale niestety za szybko zjedliśmy zupę w klasycznym wydaniu, nic nie zostało do eksperymentów ;-)

Zupa ogórkowa




















Składniki (na 4-6 porcji):
  • 1,5 litra bulionu (u mnie wołowy)
  • płyn z kiszonych ogórków z 1-litrowego słoika z ogórkami (kwasu można dodać więcej, w zależności od preferencji)
  • 300g kiszonych ogórków
  • 2 średniej wielkości marchewki
  • 2 duże ziemniaki
  • 2 łyżki śmietany
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Marchew i ziemniaki myjemy, obieramy i kroimy w kostkę
  2. Ogórki ścieramy (u mnie ze skórką, ale można obrać - jeśli obieracie, weźcie nieco więcej ogórków niż 300g) na tarce o dużych oczkach
  3. Bulion łączymy z kwasem z ogórków, dorzucamy pokrojone marchew i ziemniaki oraz starte na tarce ogórki i gotujemy aż ziemniaki i marchew będą miękkie
  4. Przed podaniem zabielamy śmietaną (stopniowo ogrzewając śmietanę płynem z zupy, w osobnej miseczce, a dopiero gdy mieszanina będzie ciepła, wlewając do garnka) i doprawiamy do smaku solą i pieprzem
Smacznego :-)

sobota, 21 października 2017

Grochówka... miejska

W Warszawie przez cały roboczy tydzień panowała złota polska jesień. Wraz z nastaniem weekendu ze złotej zamieniła się w burą i mglistą. A może to nie mgła, tylko smog. Kto wie. Na taką aurę dobra jest ciepła zupa, najlepiej taka, jaką robiły nasze babcie czy mamy, przywołująca miłe wspomnienia z rodzinnego domu. Taki "comfort food", plaster na serce i na żołądek.

To może grochówka? W kuchni mojej mamy i babć nie gościła zbyt często, kojarzy mi się raczej z jakimiś obozami wędrownymi (gdzie grochówkę robiło się z proszku, wkrajając doń mielonkę, jak wspomina Wybranek) czy imprezami plenerowymi. I z kuchniami polowymi ustawionymi wzdłuż leśnych tras, które z rodzicami i rodzeństwem przemierzaliśmy. Pamiętam transparenty z ręcznie wypisanym "Wojskowa grochówka", ale nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek skorzystali z ich oferty gastronomicznej. Więc w sumie nie wiem, dlaczego zachciało nam się akurat grochówki :-)

Sprawdziłam kilka książek i blogów w poszukiwaniu przepisu, ale żaden mnie nie zachwycił, z tego prostego względu, że w większości pojawiały się wędzone żeberka (w jednej książce była grochówka na świńskich uszach, taka ciekawostka). Nie przypominam sobie, żebym widziała wędzone żeberka w jakimś mięsnym sklepie w Warszawie, a nie jestem na tyle ambitna, żeby wędzić sama (szczególnie, że wędzarni nie posiadam). Więc stwierdziłam, że zrobię grochówkę po swojemu, a na przekór większości przepisów, które prezentowały "grochówkę wiejską", moja będzie miejska. Bo w mieście gotowana przecież. Zamiast wędzonych żeberek (lub świńskich uszu) wzięłam wędzony boczek. W mojej zupie pojawił się też seler naciowy, a to dlatego, że kupiłam go do innej potrawy, ale całego nie zużyłam - żeby się nie zmarnował, stwierdziłam, że sprofanuję nim grochówkę. Niemniej jednak absolutnie nie jest to składnik w tym daniu niezbędny, jak najbardziej można go pominąć. Reszta składników raczej standardowa - łuskany suszony groch z torebki, ziemniaki, marchew, cebula, przyprawy. I bulion wołowy. Wyszła z tego całkiem smaczna zupa, polecam na zimnie i ciemne dni. Takie jak ta sobota w Warszawie.

Grochówka miejska


Składniki (na 4 duże porcje)
- 1,5 litra bulionu wołowego
- 400g grochu suszonego, łuskanego (polecam łuskany, bo - jak piszą mądre panie w mądrych książkach kucharskich - wówczas nie trzeba namaczać)
- 2 duże ziemniaki
- 2 duże marchewki
- 3 łodygi selera naciowego (opcjonalnie)
- 1 średniej wielkości zwykła biała cebula
- 150g wędzonego boczku
- suszony majeranek (ja dodałam 2 czubate łyżeczki, ale można zacząć od jednej i próbować, czy jest ok, czy trzeba dodać więcej)
- sól i pieprz do smaku

Przygotowanie
1. Boczek kroimy w kostkę i wrzucamy na dno garnka (bez dodatku tłuszczu), podsmażamy na niedużym ogniu do momentu, aż mięso się zarumieni i wytopi się tłuszcz
2. Cebulę obieramy, kroimy w kostkę i dorzucamy do garnka, podsmażamy razem z boczkiem przez kilka minut
3. Do cebuli i boczku dorzucamy groch, mieszamy i chwilę razem "smażymy" (o ile suszony groch można smażyć)
4. Do garnka wlewamy bulion i gotujemy przez ok 20 minut
5. Marchew i ziemniaki myjemy, obieramy, kroimy w niedużą kostkę
6. Seler myjemy i kroimy na małe kawałki
7. Po 20 minutach gotowania grochu w bulionie, dodajemy pokrojone warzywa i gotujemy razem do momentu, aż groch będzie na tyle miękki, że zacznie się rozpadać, a pozostałe warzywa też będą miękkie
8. Doprawiamy solą, pieprzem i suszonym majerankiem wedle uznania

Smacznego :-)




czwartek, 23 lutego 2017

Faworki cioci Loni

Ciocia Lonia, siostra mojej babci, jest mistrzynią faworków. Co roku w okresie karnawału smaży ogromne ilości tych słodkości - czasami w podstawowej, jak ta, którą zrobiłam ja, a czasami w kształcie różyczek, z wiśniami z własnej roboty przetworów. Ciocia jest też mistrzynią wafli z kajmakiem, który sama gotuje, stojąc godzinami nad garnkiem i cierpliwie mieszając kajmak, oraz drożdżowych ciast pieczonych w piecu kaflowym (mówi, że z piekarnika jej takie dobre nie wychodzą), ale dziś będzie tylko o faworkach.

Faworki to jeden z niewielu rodzajów wypieków, które lubi Wybranek. W związku z tym postanowiłam raz na jakiś czas być dobrą żoną i usmażyć dla niego faworki na Tłusty Czwartek. Poświęcenie zostało przypieczętowane poparzeniem, a więc pamięć o faworkach będzie trwała dłużej niż jeden dzień ;-) Mimo wszystko było warto - przepis jest prosty, przygotowanie nie trwa długo, a efekt miły (nie ma to jak tłuszcz i cukier :-)

Faworki z przepisu cioci Loni




























Składniki (wzięłam 1/2 tego, co podyktowała mi ciocia, bo aż tyle byśmy we dwoje nie zjedli; z tej ilości składników wychodzi ok 40 faworków):
  • 250g mąki pszennej
  • 3 żółtka
  • 4 łyżki gęstej śmietany
  • 1 łyżka spirytusu lub octu
  • olej do smażenia (u mnie był 1 litr słonecznikowego)
  • cukier puder do posypania
Przygotowanie:
  1. Mąkę przesiewamy na stolnicę, na wierzchu górki robimy dołek i wlewamy do niego żółtka, śmietanę i spirytus, a następnie wyrabiamy ciasto (tak robi ciocia, ja wrzuciłam wszystko do misy robota kuchennego i wyrobiłam ciasto w robocie)
  2. Gotowe ciasto powinno być miękkie, elastyczne, wilgotne, ale nie powinno się kleić do rąk
  3. Ciasto dzielimy na porcje (u mnie trzy), nieużywane kawałki chowamy do woreczka foliowego, żeby ciasto nie wysychało
  4. Każdą porcję cienko rozwałkowujemy, tniemy na długie paski, które dzielimy na krótsze
  5. Na każdym krótszym pasku robimy nacięcie wzdłuż, na środku (w sporej odległości od brzegów), a następnie zawijamy jeden koniec, przekładamy przez otwór i wywijamy faworka
  6. Powtarzamy do zużycia całego surowego ciasta
  7. Tak przygotowane faworki smażymy po obu stronach na dobrze rozgrzanym oleju (u mnie w charakterze naczynia do smażenia dobrze sprawdził się wok ;-) porcjami (uwaga, smażą się naprawdę bardzo szybko, trzeba cały czas stać nad patelnią i pilnować, żeby się nie spaliły
  8. Gotowe faworki przekładamy na sitko, a potem na ręcznik papierowy, żeby pozbyć się nadmiaru oleju
  9. Przestudzone faworki oprószamy cukrem pudrem
Smacznego :-)


niedziela, 29 grudnia 2013

Co zrobić z resztkami świątecznych potraw?

Tak jak prawdopodobnie w większości polskich rodzin, w mojej rodzinie na święta robi się za dużo jedzenia i piecze się za dużo ciast. Tak jest co roku, czasami tato próbuje protestować, ale zwykle nieskutecznie ;-) Po świętach jesteśmy więc objedzeni "do ulania", a mimo to w lodówce zalegają zapasy pierogów, kapusty czy barszczu, a w innych schowkach piętrzą się ciasta i ciasteczka.

W tym roku udało się nam to jakoś tak sprytnie ograć. Ciasta zostały rozdane członkom rodziny, których odwiedzaliśmy w święta ;-) A resztki wigilijnych dań przerobiłyśmy z moją Siostrą na inne dania, dając pierogom z kapustą, uszkom, kapuście z grzybami i barszczowi nowe życie :-)

Gdybyście mieli ochotę wypróbować któryś z tych dwóch sposobów ogrania resztek ze świąt, zapraszam. Jednocześnie zachęcam do eksperymentowania z poświątecznymi pozostałościami we własnym zakresie. Ostatecznie można zamrozić ;-)

Drożdżowe bułeczki z kapustą, do barszczu
(na bazie przepisu na drożdżowe ślimaczki do barszczu, który podawałam przed świętami)

Składniki (mi z tej ilości wyszły prawie dwie blachy bułeczek, ok. 30 sztuk):
  • 14 g suszonych drożdży (w oryginalnym przepisie jest 15g, ale w domu miałam tylko 2 op. po 7g, a moje rodzeństwo okazało się być głuche na moje prośby, żeby ktoś przeszedł się do sklepu i dokupił ;-)
  • 3/4 szklanki + 1 łyżka mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki białego cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko + 2 żółtka
  • 70g masła
  • ok. 1/2 kg kapusty z grzybami z Wigilii (jeżeli będzie trochę więcej, nie powinien to być problem)
Przygotowanie:
  1. Podgrzewamy mleko, do osiągnięcia temperatury "ciepłe" (ciepłe jest wtedy, gdy możemy włożyć do mleka palec i trzymać go przez dłuższą chwilę, bez uczucia parzenia ;-)
  2. Bierzemy 1/2 szklanki mleka (resztę odstawiamy), dodajemy 1 łyżkę cukru i drożdże, całość mieszamy do rozpuszczenia drożdży, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 15min, żeby drożdżowy zaczyn zaczął pracować (poznamy po bąbelkach, że zaczął)
  3. W międzyczasie rozpuszczamy na patelni/w rondelku masło i odstawiamy do przestudzenia (nie powinno być gorące, może być ciepłe)
  4. Do miski lub na stolnicę przesiewamy mąkę, mieszamy ją z solą i cukrem
  5. Do suchej mieszaniny dodajemy zaczyn, resztę mleka i przestudzone masło, a następnie wyrabiamy gładkie, elastyczne, miękkie ciasto (nie powinno lepić się do rąk, jeśli się lepi, dodajemy więcej mąki)
  6. Wyrobione ciasto wkładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę, do wyrośnięcia (powinno podwoić objętość) - ja często pomagam sobie piekarnikiem, ustawiam na minimalną temperaturę i wstawiam ciasto do wyrośnięcia, niezawodna metoda
  7. Wyrośnięte ciasto wykładamy na oprószoną mąką stolnicę i rozwałkowujemy na grubość ok 3-5mm i kształt prostokąta (raczej dużego)
  8. Kapustę z grzybami podgrzewamy
  9. Na rozwałkowanym cieście rozsmarowujemy ciepłą (ale nie gorącą) kapustę z grzybami, zostawiając odstęp ok 1cm wzdłuż dłuższego brzegu
  10. Zostawiony odstęp smarujemy rozkłóconym żółtkiem, a następnie zwijamy ciasto w roladę, kończącą się posmarowanym brzegiem, który przyklejamy do powierzchni rolady
  11. Roladę kroimy w poprzek, na plastry o grubości 1-1,5cm
  12. Plastry ciasta układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub folią aluminiową, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 20min do wyrośnięcia
  13. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu)
  14. Wyrośnięte bułeczki smarujemy żółtkiem rozkłóconym z łyżką mleka i wstawiamy do piekarnika
  15. Pieczemy przez ok. 25min, do uzyskania złotego koloru
Najlepiej podawać prosto z pieca, z resztką wigilijnego barszczu.


Zapiekanka z uszkami z grzybami i pierogami z kapustą
 
Składniki (u mnie na dużą formę do tarty, o średnicy ok 28 cm):
  • ok. 40 pierogów z kapustą i grzybami
  • ok. 30 uszek z grzybami
  • 1 laska kiełbasy (może też być boczek lub inna wędlina, raczej wędzona lub gotowana niż podsuszana)
  • garść grzybów suszonych (to jest opcjonalne, można nie dodawać)
  • 2 średnie cebule
  • 150ml śmietany
  • 2 jajka
  • 100g sera żółtego
  • garść posiekanej natki (opcjonalnie)
  • sól, pieprz i gałka muszkatołowa do smaku
  • odrobina masła i bułki tartej do przygotowania formy do pieczenia
Przygotowanie:
  1. garść suszonych grzybów namaczamy w ciepłej wodzie
  2. formę do pieczenia natłuszczamy masłem i obsypujemy bułką tartą
  3. na dnie formy układamy pierogi, na zakładkę (na moim zdjęciu nie widać, bo pierogi przykrywa kiełbasa i cebula)
  4. uszka układamy przy brzegu formy
  5. kiełbasę (obraną ze skórki lub nie, jak wolicie) siekamy na nieduże kawałki i podsmażamy na patelni (jeśli jest niezbyt tłusta, na łyżce oleju; jeśli jest tłusta, na suchej patelni)
  6. podsmażoną kiełbasę zdejmujemy z patelni
  7. na tą samą patelnię (z kiełbasianym tłuszczem) wrzucamy obraną i drobno posiekaną cebulę i podsmażamy ją do uzyskania złotego koloru
  8. podsmażoną cebulę zdejmujemy z patelni i dodajemy do kiełbasy
  9. odsączamy grzyby i drobno siekamy
  10. posiekane grzyby podsmażamy chwilę na tej samej patelni, na której smażyliśmy kiełbasę i cebulę, a następnie dodajemy na patelnię z powrotem kiełbasę i cebulę i chwilę razem podgrzewamy
  11. podsmażoną kiełbasę, cebulę i grzyby wykładamy na pierogi i uszka
  12. ser żółty trzemy na tarce
  13. śmietanę rozkłócamy z jajkami, dodajemy dużą szczyptę soli, pieprzu i tartej gałki muszkatołowej, a następnie połowę startego sera
  14. uzyskaną w tej sposób mieszaniną polewamy zapiekankę, a wierzch posypujemy natką i resztą startego sera
  15. wierzch zapiekanki przykrywamy folią aluminiową i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza (grzanie z góry i z dołu, bez termoobiegu)
  16. zapiekamy pod folią przez ok 20 minut, a kolejnych 10-15 minut bez przykrycia (dzięki temu brzegi uszek się nie wysuszą)
  17. po upieczeniu wyjmujemy z pieca i serwujemy
Smacznego :-)

piątek, 20 grudnia 2013

Drożdżowe ślimaczki z grzybami, do barszczu

Zrobię grzybowe cinnabony - pomyślałam, zastanawiając się, co zaserwować znajomym na przedświąteczną kolację :-) Nie miałam oczywiście zamiaru dodawać grzybów do słodkich drożdżówek, a raczej wyzbyć się słodkości, a w ich miejsce dodać grzyby. Mam na stanie sporo suszonych, które mój Dziadek jesienią własnoręcznie zebrał w lasach Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego, a następnie ususzył na sznurku rozciągniętym w "oknie" kominka.

Cały  myk polegał na tym, żeby dodać do ciasta znacznie mniej cukru, a cynamon z masłem zastąpił podgotowanymi suszonymi grzybami, podsmażonymi na maśle z cebulą. A do tego barszczyk z przepisu z bloga Kwestia Smaku, e voila :-)

Drożdżowe ślimaczki z grzybami (vel cinnabony z grzybami

Składniki:

CIASTO
  • 30g świeżych drożdży (lub 15g suszonych)
  • 3/4 szklanki + 1 łyżka mleka
  • 3 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżki białego cukru
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 jajko + 3 żółtka
  • 70g masła
NADZIENIE
  • 1 duża garść suszonych grzybów
  • 1 szalotka lub zwykła mała cebula
  • 1 łyżka masła       
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Suszone grzyby, opłukujemy pod bieżącą wodą, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i moczymy (można przez całą noc, a można przez 30min)
  2. Drożdże kruszymy do miseczki, dodajemy 1 łyżkę białego cukru i rozcieramy do uzyskania masy o konsystencji jogurtu
  3. Lekko podgrzewamy mleko, powinno być ciepłe, nie gorące
  4. Dodajemy 1/2 szklanki ciepłego mleka do mieszanki drożdżowo-cukrowej, mieszamy, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15 min w ciepłe miejsce, żeby drożdże "ruszyły"
  5. W międzyczasie rozpuszczamy masło na patelni i zdejmujemy z ognia, żeby nieco ostygło
  6. Przesiewamy do miski mąkę, dodajemy resztę (1 łyżkę) cukru i sól
  7. Gdy drożdże ruszą, dodajemy zaczyn do mąki, a następnie1 całe jajko, resztę mleka (1/4 szklanki) i nieco przestudzone rozpuszczone masło
  8. Mieszamy wszystkie składniki, a następnie wyrabiamy ciasto na blacie/stolnicy przez chwilę, do uzyskania elastycznego, odstającego od ręki ciasta
  9. Wyrobione ciasto przekładamy do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na ok. 1 godzinę
  10. W międzyczasie przygotowujemy nadzienie: grzyby gotujemy do miękkości w lekko osolonej wodzie, w której się moczyły, a następnie odcedzamy i drobno siekamy
  11. Obieramy i drobno siekamy cebulę
  12. Na patelnię wrzucamy 1 łyżkę masła oraz pokrojona cebulę i grzyby, a następnie razem podsmażamy
  13. Doprawiamy grzyby i cebulę solą i pieprzem, a następnie przekładamy do blendera i blenderujemy na papkę
  14. Wyrośnięte ciasto wyjmujemy z miski na blat/stolnicę oprószoną mąką, chwilę wyrabiamy, a następnie rozwałkowujemy na kwadratowy placek
  15. Na rozwałkowanym cieście rozsmarowujemy nadzienie, zostawiając ok. 1/2 cm ciasta bez nadzienia wzdłuż jednego brzegu - tę wolną od nadzienia przestrzeń smarujemy rozkłóconym żółtkiem
  16. Ciasto zwijamy w roladę, zaczynając od brzegu przeciwległego brzegowi posmarowanemu żółtkiem
  17. Dociskamy lekko brzeg posmarowany żółtkiem do rolady, żeby dobrze się przykleił
  18. Roladę kroimy na plastry (u Kingi o grubości ok. 2 cm, u mnie 1,5 cm) i układamy je przekrojem do dołu na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia lub wysmarowanej tłuszczem
  19. Blachę z surowymi drożdżówkami przykrywamy ściereczką i odstawiamy na ok. 1 godz. do wyrośnięcia
  20. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termo obiegu
  21. Po wyrośnięciu drożdżówek, rozkłócimy 2 żółtka z łyżką mleka i smarujemy tą mieszaniną bułeczki (dla uzyskania złotego koloru)
  22. Wstawiamy z bułeczkami blachę do piekarnika i pieczemy przez ok. 25 min
Najlepsze będą prosto z pieca, zaraz po upieczeniu. Jestem zwolenniczką tradycyjnych potraw świątecznych, więc nikogo nie namawiam do zastąpienia uszek tymi bułeczkami jako dodatku do barszczu, ale gdyby ktoś miał ochotę na bułeczki zamiast uszek, te powinny się nadać ;-)
 
Smacznego!
 

sobota, 16 marca 2013

Ciasto pietruszkowe Ewy

Ciasto marchewkowe pojawiłao się w menu polskich knajpek i na polskich stołach kilka lat temu i zdołało już zadomowić się w świadomości rodzimych konsumentów. Niestety rzadko można spotkać napawdę dobre, elastyczne, wilgotne i korzenne, ciasto marchewkowe. Większość z tych ciast z marchewki, które miałam okazję jeść, były suche i mdłe. Suche i mdłe nie było natomiast pierwsze ciasto pietruszkowe, jakie jadłam w życiu. Było pyszne, wilgotne i zaskakujące w smaku. A odkrycia tego dokonałam dzięki mojej koleżance z pracy, Ewie, która zaserwowała nam taki wypiek na Dzień Kobiet: ciasto pietruszkowe przełożone masą z serka mascarpone i syropu klonowego, udekorowane czekoladą i orzechami na wierzchu. Od razu poprosiłam Ewę o przepis :) Okazało się, że to przepis jej mamy. Zapraszam więc do zapoznania się z przepisem na ciasto Mamy Ewy :) Oczywiście nie mogłam się powstrzymać, żeby zmodyfikować przepis, ale modyfikacja polegała głównie na upieczeniu jednego placka, a nie dwóch części oraz na braku masy i czekoladowej dekoracji, bo ciasto miało jechać do Lublina w pociągu, a podróże pociągiem masom i polewom nie służą. Jak się okazało miałam rację, bo w moim przedziale tak grzali, że pod koniec podróży miałam sucho w gardle i myślałam, że nie wysiedzę na moim podgrzewanym siedzeniu ;) Ale do rzeczy.

Ciasto z korzeniem pietruszki z przepisu Mamy Ewy

Składniki (na okrągłą blachę o średnicy 20 cm):

CIASTO
  • 250g korzenia pietruszki (może też być pasternak; to jest waga przed obraniem warzyw)
  • 1 jabłko
  • 1 pomarańcz
  • 50g orzechów
  • 180g masłą plus trochę do wysmarowania formy (uwaga ode mnie: masło powinno być miękkie, bo będziemy ucierali je z cukrem)
  • 180g cukru
  • 100ml syropu klonowego
  • 4 jajka (uwaga ode mnie: najlepiej w temperaturze pokojowej, bo będziemy je dodawali do miękkiego masła)
  • 250g mąki plus trochę do wysypania formy
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki przyprawy do piernika (dałam 2 czubate :)
KREM
  • 250g serka mascarpone
  • 3 łyżki syropu klonowego
DEKORACJA
  • 1 rozpuszczona czekolada (gorzka lub mleczna, wedle uznania) plus garść pokruszonych orzechów
  • lub cukier puder do posypania
  • lub same orzechy (u mnie 2-3 garści)
Przygotowanie:
  1. Piertruszkę i jabłko umyć, obrać i zetrzeć na tarce (w oryginalnym przepisie spisanym dla mnie przez Ewę byłą wskazówka, żeby zetrzeć na drobnej tarce, ale ja jakoś nie mam cierpliwości do tarcia na drobnych oczkach i starłam na grubej ;)
  2. Pomarańczę myjemy, sparzamy skórkę wrzątkiem, osuszamy i ścieramy skórkę do tej samej miski, w której mamy już starte warzywa i mieszamy.
  3. Następnie, również do tej samej miski, wyciskamy sok z pomarańczy (uwaga na pestki).
  4. Orzechy siekamy (ja pokruszyłam, nie lubię siekać orzechów, bo potem znajduję ich kawałki na podłodze i w różnych innych kuchennych zakamarkach) i dorzucamy do miski z warzywem i owocami.
  5. W osobnym naczyniu łączymy masło z cukrem i syropem klonowym, ucieramy na gładką masę.
  6. Do masy dodajemy jajka i miksujemy na gładką masę.
  7. Mąkę w jeszcze innym naczyniu mieszamy z proszkiem do pieczenia i przyprawą do piernika i dodajemy do masy maślano-jajecznej, mieszamy.
  8. Do masy maślano-jajeczno-mącznej dodajemy startą pietruszkę z jabłkiem, pomarańczą i orzechami, mieszamy.
  9. Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza.
  10. Mama Ewy piecze dwa okrągłe placki, które piecze osobno - jeśli chcecie zastosować takie podejście, przygotujcie 2 okrągłę blachy o średnicy 20 centymentrów, wysmarujcie je masłem i oprószcie mąką, a następnie podzielcie surowe ciasto na 2 rówie części i wypełnijcie nim blachy. Pieczemy przez 30 minut każdy placek, na środkowej półce. Ja upiekłam jeden placek, w tak samo przygotowanej blaszce, z tym, że moja blaszka ma średnicę 25cm, a wierzch ciasta posypałam 2-3 garściami pokruszonych orzechów. Piekłam go również w 180 stopniach Celsjusza, ale nieco dłużej, a dokładnie 50 minut.
  11. Upieczony placek lub placki wyjmujemy z piekarnika i studzimy. Jeżeli robimy placek z kremem, mieszamy mascarpone z syropem klonowym, a tak uzyskanym kremem smarujemy wierzch jednego placka i przykrywamy drugim. Wierzch dekorujemy rozpuszczoną czekoladą i pokruszonymi orzechami lub posypujemy cukrem pudrem, Ja do mojego placka nie dodawałam już żadnych dekoracji, bo same lekko skarmelizowane orzechy wyglądały wystarczająco ładnie. Nieprawdaż? :)

Smacznego :)

środa, 2 stycznia 2013

Kluski kładzione

Kluski kładzione to jedno z ulubionych dań Wybranka, za którym niezmiennie tęskni. Zrobiliśmy je w Sylwestra - nie ma to jak wykwintne danie do francuskiego szampana ;) Znajomy stwierdził, że takie niebanalne połączenie świadczy o naszym kulinarnym wyrafinowaniu, ale ja wyrafinowaniem bym tego nie nazwała. Raczej spełnianiem własnych zachcianek ;) Mieliśmy ochotę na kluski kładzione akurat w Sylwestra i nie miało znaczenia to, że prawdopodobniej lepiej pasowałyby do piwa niż do szampana. A że był ostatni wieczór starego roku, szampana trzeba było wypić. Stąd to "niebanalne" połączenie. Na swoją obronę mogę jedynie dodać, że nie popijaliśmy klusków z boczkowo-cebulową omastą szampanem, wypiliśmy go kilka godzin po kolacji. Wydaje się bardzo dobre na przedimprezowy posiłek - syci i natłuszcza wątrobę, która będzie nadwyrężana alkoholem ;)

Przygotowując to danie, korzystałam z przepisu Hanny Szymanderskiej z książki "Encyklopedia polskiej sztuki kulinarnej. 2400 przepisów", do której zawsze sięgam, gdy szukam przepisów na bardziej tradycyjne dania. Nie zdarzyło mi się, żeby coś nie wyszło z tych przepisów. No chyba, że próbowałam przechytrzyć przepis, jak wtedy, gdy robiłam pyzy - chciałam być mądrzejsza od autorki i stwierdziłam, że ziemniaki na pyzy wcale nie muszą być ugotowane dzień wcześniej i że świeżo ugotowane też mogą być. Nie mogą. Ziemniaki były zbyt wilgotne i z ciasta wyszła papa, która na pewno nie nadawała się do realizacji moich pyzowych zamierzeń. Od tamtej pory trzymam się wytycznych.

Kluski kładzione z przepisu Hanny Szymanderskiej

Składniki (dla 4 osób):

KLUSKI
  • 200g mąki pszennej (w oryginale było aż 400g, ale przy 400g kluski wyszły mi bardzo twarde, po zmniejszeniu o połowę wydają się znacznie lepsze)
  • 3 jajka
  • 1 łyżka stopionego masła
  • szczypta soli
  • 1/2 szklanki letniej wody
OMASTA (mój "przepis", o ile coś tak prostego i powszechnie znanego można nazwać przepisem)
  • 150g boczku wędzonego
  • 1 średniej wielkości cebula
Przygotowanie:
  1. masło roztapiamy na patelni (później na tej samej patelni można przygotować omastę)
  2. mąkę mieszamy z solą
  3. jajka rozkłócamy z wodą i dodajemy do nich stopniowo mąkę, mieszając mikserem lub trzepaczką do uzyskania gładkiej masy (autorka przepisu radzi robić to mikserem, żeby ciasto miało jak najgładszą konsystencję i żeby "wbić" do niego jak najwięcej powietrza, co sprawia, że kluski są puszyste)
  4. na koniec dodajemy do masy roztopione masło (jak napisała autorka przepisu, powinniśmy uzyskać tzw. ciasto półgęste, cokolwiek to jest ;)
  5. w dużym garnku gotujemy wodę
  6. za pomocą łyżeczki formujemy małe kluski (u mnie są duże, które były formowane łyżką stołową) i wrzucamy je na osolony wrzątek, delikatnie mieszamy, żeby kluski nie przykleiły się do dna
  7. kluski gotujemy do momentu, aż wypłyną na powierzchnię (jeżeli są duże, jak u mnie, pozwalamy im przez chwilę popływać na powierzchni wody, żeby dogotowały się w środku, wystarczy 30 sekund)
  8. ugotowane kluski wyławiamy łyżką cedzakowatą i przekładamy do miski/na sito
  9. w międzyczasie kroimy boczek w drobną kostkę
  10. patelnię po maśle przecieramy ręcznikiem kuchennym i wrzucamy kawałki boczku na suchą patelnię
  11. drobno siekamy cebulę
  12. cebulę dorzucamy do boczku (żeby usmażyły się na tłuszczu wytopionym z boczku) i smażymy razem przez kilka minut, do zrumienienia obu składników
  13. kluski podajemy z omastą, można je również posypać natką lub podawać z innymi dodatkami (np. z gulaszem lub z sosem pieczarkowym)
Smacznego :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Węgierska zupa noworoczna z soczewicą

Przepis na tę zupę znalazłam na portalu foodgawker.com. Autor tego przepisu twierdzi, że na Węgrzech tradycyjnie jada się zupę z soczewicy w Nowy Rok, co ma przynieść dobrobyt we właśnie rozpoczętym roku. Okrągłe ziarenka soczewicy mają symbolizować monety. Przeszukawszy kilka stron internetowych w poszukiwaniu informacji o tej zupie, znalazłam wiele różnych przepisów, jednak ten pierwszy z foodgawker.com najbardziej przypadł mi do gustu, dlatego swoją zupę oparłam właśnie na nim. Dodatkowo, tworzą ją składniki moim zdaniem łatwo dostępne i/lub łatwo zastępowalne.

Zupa jest pyszna, gęsta, sycąca i rozgrzewająca, czyli w sam raz na danie przywracające siły po sylwestrowej zabawie. W dodatku robi się ją bardzo szybko - przygotowanie i gotowanie zajęło mi nie więcej niż 30 minut.

Spolszona węgierska zupa noworoczna z soczewicą

Składniki (na 4 porcje):
  • 1 szklanka suchej czerwonej soczewicy (w oryginalnym przepisie nie sprecyzowano, o jaki kolor soczewicy chodzi; najprawdopodobniej brązową, ale ja miałam w domu akurat zapas czerwonej, więc wzięłam czerwoną)
  • 2 średniej wielkości marchewki
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 2 nieduże czerwone cebule (nie miałam czerwonych, wzięłam 2 szalotki)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów bez skórki
  • 1 laska kiełbasy wiejskiej (w oryginale podsuszana węgierska kiełbasa paprykowa)
  • 100g boczku wędzonego (w
  • 2 liście laurowe
  • 2 łodygi świeżego rozmarynu (nie miałam, wzięłam 1 łyżkę suszonego)
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki (można też dodać ostrej papryki, jeśli ktoś woli pikantniejsze dania), najlepiej węgierskiej wędzonej
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 łyżka oleju słonecznikowego do smażenia
  • 1,5 litra wody lub bulionu (najlepiej warzywnego)
Przygotowanie:
  1. kiełbasę i boczek kroimy (kiełbasę w plasterki, boczek w kostkę) i podsmażamy na oleju w garnku o grubym dnie
  2. w międzyczasie obieramy i siekamy warzywa (cebula, czosnek, marchew, seler)
  3. gdy wędliny będą zrumienione, zdejmujemy je z ognia i odkładamy, a do garnka wrzucamy drobno posiekaną cebulę, czosnek, marchew i selera
  4. podsmażamy warzywa przez 5 min, mieszając, aż nieco "zwiędną"
  5. do warzyw dorzucamy soczewicę, liście laurowe i rozmaryn
  6. dodajemy pomidory i paprykę, dolewamy 1,5 litra wody lub bulionu i gotujemy aż soczewica będzie miękka
  7. doprawiamy solą i pieprzem
  8. podajemy np. z chlebem
Smacznego i wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, niezależnie od tego, czy zdecydujecie się ugotować sobie taką zupę i ją zjeść, czy nie ;)

środa, 29 sierpnia 2012

Zupa porowo-ziemniaczana

Pierwszy raz jedliśmy zupę porowo-ziemniaczaną u Marty, jednej z moich przyjaciółek. Wybranek był zachwycony, ja również. Byłam też trochę zazdrosna, bo moimi daniami nigdy się tak nie zachwycał ;) Zachwyt był uzasadniony, bo zupa była naprawdę wyśmienita. Aksamitna, z lekką nutką pora i ziemniaka. Od tamtej pory stała się jedną z naszych ulubionych zup.

Porowo-ziemniaczanych inspiracji szukaliśmy m.in. u Julii Child, której przepis na Potage Parmentier możecie znaleźć np. tutaj. Potage Parmentier to francuska nazwa zupy porowo-ziemniaczanej, pochodząca od nazwiska propagatora konsumpcji ziemniaków we Francji, którym był Antoine-Augustin Parmentier. Jak podaje Wikipedia, był to farmaceuta służący w armii, którego pojmały wojska Pruskie. Przebywając w niewoli zauważył, że Prusacy jedzą ziemniaki, które we Francji służyły jako pasza dla świń, nie jako pożywienie dla ludzi. W ojczyźnie Parmentiera spożycie ziemniaków przez ludzi było wręcz zabronione przez prawo - decyzją tamtejszego parlamentu z 1748 roku. Powodem wprowadzenia tego zakazu było podejrzenie, że konsumpcja tego warzywa może powodować m.in. trąd. Po powrocie z niewoli do Paryża Parmentier prowadził badania na ziemniakami, których wyniki przyczyniły się do oficjalnego uznania ich za jadalne przez tamtejszych medyków. Opór wobec spożycia tego warzywa nadal jednak się utrzymywał. Parmentier znalazł na to sposób, organizując serię publicznych uczt, w trakcie których serwowano dania z ziemniaków. Uprawiał też ziemniaki w swoim ogrodzie, przymykając oko na kradzieże sadzonek przez wieśniaków, którzy wykorzystywali je do zakładania własnych hodowli. Niemniej jednak do upowszechnienia ziemniaków przyczyniły się ostatecznie najprawdopodobniej nie zabiegi wizerunkowe Parmentiera, ale głód, który zapanował w Paryżu podczas rewolucji. Wówczas (w 1793 roku) władze nakazały obsadzenie ziemniakami paryskich ogrodów Tuileries (zlokalizowanych między Luwrem a Polami Elizejskimi). Dzięki temu Paryżanie mieli co jeść.

Ale dość o historii ziemniaka, miało być o zupie :) Francuska zupa porowo-ziemniaczana najczęściej występuje w dwóch odmianach - Potage Parmentier, gdzie po ugotowaniu ziemniaki i pory są rozgniatane widelcem lub rozdrabniane na krem, oraz Potage Parisien, gdzie ziemniaki i pory konsumuje się w takiej postaci, w jakiej były gotowane, jak można przeczytać na blogu o kuchni francuskiej, VOILA dans la cuisine.

Nigdy nie jadłam tej zupy we Francji, obawiam się więc, że nie wiem, jak powinna smakować oryginalna Potage Parmentier czy Potage Parisien. Wiem jednak, że ziemniaki i pory do siebie pasują oraz że po ich połączeniu, ugotowaniu w bulionie i z odrobiną masła i doprawieniu solą można uzyskać bardzo smaczną, sycącą zupę. Idealną na pierwsze chłodniejsze dni. I na kolejne też. Polecam :)

Moja zupa porowo-ziemniaczana

Składniki (porcja dla 4-5 osób):
  • 2 duże pory (bez ciemnozielonych części)
  • 4 duże ziemniaki
  • 2 łyżki masła
  • 4 szklanki bulionu (może być z kostki, ale najlepiej ekologicznej, bez glutaminianu sodu itp.)
  • sól do smaku
Przygotowanie:
  1. pory dzielimy na części i dokładnie myjemy
  2. kroimy w plasterki (nie muszą być cienkie)
  3. w garnku rozpuszczamy masło, wrzucamy pokrojone pory i lekko solimy
  4. dusimy pory na maśle przez kilka minut
  5. ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę
  6. pokrojone ziemniaki dorzucamy do garnka
  7. dolewamy bulion, przykrywamy garnek i gotujemy przez 20-30 minut, aż ziemniaki będą zupełnie miękkie
  8. gotową zupę doprawiamy solą do smaku
  9. przed podaniem można zupę zblenderować lub rozgnieść kawałki ziemniaków i pora widelcem lub zostawić tak, jak jest - w każdej formie jest pyszna
...a do tego prosta i tania.

piątek, 24 lutego 2012

Aksamitna polsko-francuska zupa cebulowa Wybranka

Zupa cebulowa to jedna z moich ulubionych zup. Prosta, pyszna, aromatyczna, ze składników nie wymagających dalekich wypraw, bo dostępnych w osiedlowych sklepach (no, może poza wytrawnym Rieslingiem). A gdyby tak dodać do klasycznej zupy cebulowej ziemniaka i boczek? Moja siostra podawała czasami swoją zupę z boczkiem, ale z ziemniakami w ten sposób nie eksperymentowała. Gdy inni (ja) nie wykazują się w kuchni wystarczającą odwagą, do akcji wchodzi Wybranek ;) Oto pyszna "polsko-francuska zupa cebulowa", jak sam ją ochrzcił, którą zaserwował mi na walentynkową kolację. Ma delikatniejszy smak niż klasyczna zupa cebulowa i aksamitną konsystencję. Z czystym sumieniem polecam :)

Polsko-francuska zupa cebulowa Wybranka
[autorem zdjęcia jest Wybranek - zupa smakowała tak samo dobrze, jak wyglądała :)]

Składniki (na 2-3 porcje):
  • 500-600 ml bulionu wołowego*
  • 3 zwykłe cebule plus opcjonalnie jedna szalotka
  • około 70g masła
  • oliwa z oliwek
  • 1,5 łyżki mąki
  • pół szklanki białego wytrawnego wina (najlepiej alzackiego Rieslinga)
  • tymianek, szałwia – świeże lub suszone
  • ser gruyere (ok. 2 czubate łyżki startego)
  • dwa ugotowane ziemniaki
  • kilka plastrów boczku wędzonego (ok 100g)
*Z kostki bulionowej (najlepiej ekologicznej; 1-1,5 kostki) lub - jeśli macie czas i chęć ugotować samodzielnie - bulion własnej roboty:
- 250-300-gramowy kawałek mięsa wołowego [Wybranek użył szpondra]
- włoszczyzna (1/2 marchewki + malutki korzeń pietruszki + ok. 7cm białej części pora + 1/4 niedużego selera) [Wybranek: "ok. 1/3 klasycznego pęczka włoszczyzny"]
- opalona nad gazem lub palnikiem do creme brulee połówka cebuli
- tymianek, 2-3 kilka liście laurowe, sól i pieprz
Mięso wołowe, cebulę i włoszczyznę zalewamy wodą i doprowadzamy do wrzenia. Następnie zmniejszamy ogień, aby całość tylko lekko się gotowała. Dodajemy przyprawy i przykrywamy całość. Po mniej więcej trzech godzinach dodajmy sól i pieprz do smaku i zdejmujemy wywar z ognia.

Przygotowanie:
  1. Cebulę obieramy i kroimy w piórka
  2. Do garnka wlewamy łyżkę oliwy, na którą kładziemy już na patelni połowę masła. W ten sposób unikniemy spalenia się masła. Po rozpuszczeniu się całości zmniejszamy ogień do "mało-średniego"
  3. Wrzucamy cebulę na podgrzany tłuszcz i przykrywamy. Cebula nie ma się na razie zbrązowić, a jedynie zmięknąć i stracić wodę (dlatego trzeba przykryć). To tzw. l’etuvee
  4. Gdy cebula zmięknie (trwa to około 20 minut), zwiększamy ogień do maksimum i zdejmujemy pokrywkę
  5. Smażymy, aż cebula się zbrązowi
  6. Do zbrązowionej cebuli dodajemy mąkę i drugą połówkę masła, mieszamy, aż mąka oblepi cebulę i również się zbrązowi
  7. Zmniejszamy ogień i wlewamy bulion, mieszamy
  8. Wlewamy wino, dodajemy szałwię i tymianek i pozwalamy zupie lekkosię  gotować przez 25 minut
  9. W tym czasie możemy na osobnej patelni podsmażyć około 100 g boczku wędzonego, tak jak na skwarki, oraz ugotować ziemniaki
  10. Zupę zdejmujemy z ognia i miksujemy na gładką masę 
  11. Przelewamy do talerzy, kokilek lub miseczek, które nadają się do użytku w piekarniku [odkryliśmy, że moje naczynia z IKEA się nadają ;)] 
  12. Na środku talerza układamy całego ugotowanego ziemniaka i dodajemy smażony boczek
  13. Całość posypujemy startym serem
  14. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni z ustawionym grzaniem od góry
  15. Czekamy, aż ser się stopi i zrumieni
  16. Podajemy :)

środa, 11 stycznia 2012

Kapuśniaczki

Kapuśniaczki, czyli drożdżowe bułeczki z nadzieniem z kapusty kiszonej i grzybów, to danie, za którym tęskniliśmy z moim rodzeństwem od momentu I Komunii Świętej mojego brata. Na tę okazję kapuśniaczki upiekła dla nas nasza sąsiadka, pani B., mistrzyni wszelkich wypieków. Kapuśniaczki spod jej ręki były wypełnione nadzieniem z kapusty kiszonej, grzybów i mięsa. Miały idealne proporcje (mało ciasta, dużo nadzienia) i wspaniałą konsystencję (mięciutkie drożdżowe ciasto, jak drożdżówki z cukierni). Mój brat, dziś student, przypomniał sobie o nich ostatnio, a ja podjęłam heroiczną próbę odtworzenia wypieku pani B (która niestety nie jest już naszą sąsiadką, w międzyczasie rodzice wyprowadzili się z bloku, w którym mieszkaliśmy piętro nad rodziną pani B. - utrudniło to zdobycie oryginalnego przepisu). Przeszukałam ulubione blogi w poszukiwaniu odpowiedniego przepisu, decydując się na przepis Liski z White Plate. Bułeczki z tego przepisu nie zawierały mięsa i nie były tak miękkie jak te upieczone przez panią B., ale były ok i przywołały wspomnienia beztroskich lat podstawówki :)

Na przyjęciu z okazji I Komunii Mojego brata były serwowane na ciepło, do barszczyku - myślę, że to najlepsza oprawa dla tych wypieków. Większość kapuśniaczków mojego autorstwa została najprawdopodobniej zjedzone na zimno, bez barszczyku, gdzieś w drodze z Polski do Wielkiej Brytanii, przez mojego brata i jego kolegę, wracających z przerwy świątecznej na uczelnię. Ot prowiant na drogę ;)

Kapuśniaczki

Składniki (z tej ilości składników wyszło mi 18 bułeczek wielkości sporej mandarynki):
  • 0,35 kg kapusty kiszonej (w oryginalnym przepisie jest 0,5kg, ale podaję mniejszą ilość, bo zostało mi sporo nadzienia)
  • 100g suszonych grzybów (w oryginalnym przepisie jest 50g, ale dodałam więcej, bo lubię, jak jest dużo grzybów)
  • 1 zwykła cebula
  • 2 listki laurowe
  • 4-5 ziarenek ziela angielskiego
  • 2 łyżki oleju
  • 2 łyżki masła
  • 450g mąki pszennej
  • 1/2 łyżki soli
  • 30g świeżych drożdzy
  • 1 łyżeczka cukru
  • 150ml mleka
  • 2 jajka
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 żółtko + 1 łyżka wody do posmarowania
  • mak do posypania

Przygotowanie:
  1. Cukier wymieszać z drożdżami i odstawić do "upłynnienia" (pod wpływem kontaktu z cukrem drożdże zmieniają konsystencję, "rozpływają się")
  2. Gdy drożdże zmienią konsystencję, dodajemy do nich ciepłe mleko oraz mąkę wymieszaną wcześniej z solą, dobrze wymieszać
  3. Następnie do drożdżowo-mleczno-mącznej mieszaniny dodać jajka, wymieszać i wyrobić gładkie ciasto (powinno być elastyczne i niezbyt lepkie; jeśli jest zbyt lepkie, trzeba dodać trochę mąki)
  4. Wyrobione ciasto włożyć do miski, spryskać wierzch olejem, przykryć miskę ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (powinno podwoić objętość)
  5. Kapustę zalać 500 ml wody (w oryginale było 250 ml, ale jak dla mnie za mało), dodać liście laurowe i ziele angielskie, gotować na wolnym ogniu 45min (w oryginale jest godzina, ale po godzinnym gotowaniu kapusta prawie straciła smak, a przecież ma być wyczuwalna w farszu)
  6. Suszone grzyby zalać ciepłą wodą i odstawić na godzinę do zmięknięcia (można zrobić to dzień wcześniej, zostawiając grzyby na noc w wodzie, ale ja nie miałam tyle czasu - zresztą godzina wystarczyła)
  7. Grzyby wyjąć z wody, ale wody z grzybów nie wylewać - przecedzić ją przez sito, wlać z powrotem do garna, dorzucić grzyby (wcześniej opłukane pod bieżącą wodą), gotować przez godzinę na małym ogniu
  8. Ugotowaną kapustę, odcedzić, wycisnąć nadmiar płynu i drobno posiekać
  9. Ugotowane grzyby odcedzić i drobno posiekać
  10. Cebulę obrać, drobno posiekać, podsmażyć na patelni na 2 łyżkach oleju
  11. Wymieszać kapustę, grzyby i cebulę, podsmażyć razem na 2 łyżkach masła, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  12. Gdy ciasto wyrośnie, wyłożyć je na stolnicę/blat oprószony/ą mąką i chwilę wyrabiać
  13. Następnie rozwałkować ciasto na placek o grubości ok 0,5cm
  14. Rozgrzać piekarnik do temperatury 160 stopni Celsjusza (w oryginale jest 180 stopni, ale piekarnik moich rodziców za bardzo przypieka, więc obniżyłam temperaturę), bez termoobiegu
  15. Ciasto pokroić na 18 części (kwadratów)
  16. Na każdy kawałek polożyć 2 łyżeczki farszu, zakleić i uformować kulę (można też robić trójkąty)
  17. Gotowe kule ułożyć na blaszce wyłożonej papierem pergaminowym (ja miałam taką typową blachę do ciasta, piekłam na dwie tury, żeby nie stłaczać bułeczek za bardzo)
  18. Każdą bułeczkę posmarować żółtkiem rozkłóconym z 1 łyżką zimnej wody
  19. Posypać makiem (ok. 1 szczypta na bułeczkę; mak można zastąpić kminkiem, ale mój brat nie lubi kminku, więc zrobiłam z makiem)
  20. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok. 30 min (do ładnego zrumienienia)
Smacznego :)