Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amerykańskie inspiracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amerykańskie inspiracje. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2013

Zupa z czarnej fasoli

Tym razem nie będzie o szparagach (niemniej jednak zamierzam jeszcze wrócić do szparagowych tematów przed końcem sezonu ;), ale o czarnej fasoli. Służy do przygotowania zupy, która - obok zupy z kukurydzy - jest jedną z najpopularniejszych zup w USA. Pierwszy raz przygotowałam ją dla przyjaciół, jako wstęp do kolacji utrzymanej w stylu amerykańskim (daniem głównym były domowej roboty burgery: tutaj znajdziecie przepis na "kotlety", a tutaj na bułki; podane z domowej roboty, podwójnie smażonymi frytkami - przepis tutaj). Zupa jest gęsta, esencjonalna i sycąca. Dobra na zimniejsze dni. Bardzo dobrze łączy się z kwaśną, gęstą śmietaną, świeżą kolendrą i domowymi nachosami (robiłam je kilkakrotnie z przepisu z bloga Kuchenne Love Story, polecam).

W amerykańskich przepisach zupę tę robi się z czarnej fasoli z puszki, ale w Polsce nie udało mi się jej znaleźć, dlatego zastąpiłam ją suszoną fasolą, którą namaczam przez noc, a następnie gotuję (niestety zajmuje to sporo czasu, nawet 1,5 godziny). Próbowałam ustalić, czy można zastąpić czarną fasolę z puszki fasolą red kidney, która w Polsce jest szeroko dostępna, ale z tego, co udało mi się wyczytać, efekt nie będzie ten sam.

Zupa z czarnej fasoli

Składniki (porcja dla 6 osób):
  • 400g suszonej czarnej fasoli (do kupienia np. w sklepach z ekologiczną żywnością lub w na stoiskach z tzw. zdrową żywnością w supermarketach)
  • 2 puszki krojonych pomidorów bez skórki
  • 1 duża cebula (nie jakiś olbrzym-mutant, ale taka trochę mniejsza od pięści)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1,5 bulionu (najlepiej wołowego; polecam ekologiczne kostki bulionowe, do kupienia w sklepach z ekologiczną żywnością)
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 3 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego (kuminu) (do kupienia np. w Marks & Spencer na stoisku spożywczym albo w Kuchniach Świata)
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki (najlepiej wędzonej, ale zwykła też będzie ok)
  • 1/2 świeżej papryczki chili (jeśli wolicie pikantniejsze dania, możecie dodać całą, ale polecam zacząć od 1/2)
  • sok z 1 limonki
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. w zależności od tego, kiedy będziemy gotować zupę: jeśli wieczorem - tego samego dnia rano wrzucamy fasolę do garnka, zalewamy zimną wodą (2x tyle co fasoli), przykrywamy przykrywką i odstawiamy do namoczenia; jeśli w porze lunchowej/obiadowej - dzień wcześniej wieczorem wrzucamy fasolę do garnka, zalewamy zimną wodą (2x tyle co fasoli), przykrywamy przykrywką i odstawiamy do namoczenia
  2. gdy zaczynamy gotować zupę, odsączamy ją z wody i odstawiamy
  3. cebulę i czosnek obieramy i siekamy (można byle jak, bo i tak potem będziemy blenderowali całość)
  4. na dnie garnka (może być ten sam, w którym namaczaliśmy fasolę) rozgrzewamy 2 łyżki oliwy
  5. na rozgrzaną oliwę wrzucamy cebulę i chwilę smażymy, aż się zeszkli
  6. do zeszklonej cebuli dorzucamy czosnek i chwilę razem podsmażamy
  7. do cebuli i czosnku dodajemy oregano, kmin i słodką paprykę, mieszamy i chwilę razem podsmażamy
  8. do garnka dodajemy odsączoną fasolę i pomidory (razem z sokiem, całą zawartość puszki), mieszamy
  9. dolewamy bulion i dorzucamy posiekaną papryczkę chili
  10. mieszamy, przykrywamy przykrywką i gotujemy na średnim ogniu, aż fasola będzie zupełnie miękka
  11. gdy fasola będzie już miękka, blenderujemy zupę na gładki krem
  12. tuż przed podaniem dodajemy sok z limonki, doprawiamy solą i pieprzem i mieszamy
  13. podajemy z gęstą kwaśną śmietaną, posiekaną świeżą kolendrą oraz nachosami
Smacznego :)




P.S. Specjalne pozdrowienia dla Bartka, który ze wszystkich dotychczasowych degustatorów tej zupy, zareagował na nią zdecydowanie najbardziej entuzjastycznie :) I dla jego narzeczonej, Asi, której przepis na inną popularną amerykańską zupę (z kukurydzy), znajdziecie tutaj.

sobota, 27 kwietnia 2013

Kolorowa sałatka Cobb

Sałatkę Cobb pierwszy raz jadłam w sieci barów sałatkowych Salad Story. Jak się później miało okazać, ich wersja miała niewiele wspólnego z amerykańskim klasykiem. W oryginale składa się z sałaty, awokado, pomidorów, chrupiącego bekonu, gotowanej lub pieczonej piersi z kurczaka, sera roquefort, jajka ugotowanego na twardo i sosu na bazie octu z czerwonego wina. Przepis na tę sałatkę został opracowany przez pracowników hollywoodzkiej restauracji Brown Derby. Nie ma wątpliwości co do pochodzenia nazwy (od nazwy właściciela, Roberta Howarda Cobb'a). Wątpliwości pojawiają się przy próbie uzyskania odpowiedzi na pytanie, kto tak naprawdę opracował przepis na tę sałatkę: czy był to pan Cobb czy jego szef kuchni. Mi podoba się wersja wydarzeń, w której pan Cobb, po pracowitym dniu, w trakcie którego nie miał czasu nic zjeść, zrobił sobie taką sałatkę wieczorem, z pozostałości z potraw gotowanych w ciągu dnia. Trochę jak pizza ;)

Przygotowując tę sałatkę kierowałam się wskazówkami z mojego ulubionego amerykańskiego bloga kulinarnego, Smitten Kitchen. Podobnie jak w przypadku wielu innych dań na tym blogu, od pojawienia się myśli, że fajnie byłoby je przygotować do realizacji tego zmierzenia minęło sporo czasu :) Tym razem myśl pojawiła się przy którymś z kolei oglądaniu filmu "Julie & Julia", w którym Julie spotyka się na lunch z "rytualną sałatką Cobb" ze swoimi przyjaciółkami. Każda z nich zamawia sałatkę Cobb i każda prosi o wersję bez jakiegoś składnika (bez bekonu, bez jajka, itd.). U mnie był pełen wachlarz składników :)

Sałatka Cobb

Składniki (porcja dla 2 osób):
  • 1 pierś z kurczaka (pojedyncza)
  • 5-6 cienkich plasterków wędzonego boczku (ok 70-80g)
  • 2 jajka
  • 20 pomidorków koktajlowych (lub 2 dojrzałe, pachnące normalne pomidory - w sezonie)
  • 1 nieduże awokado (ok 150-160g)
  • 50g sera pleśniowego z niebieską pleśnią (np. lazur błękitny lub roquefort)
  • kilka liści sałaty (ja miałam rzymską, wystarczyły po 2 liście na osobę)
  • 6 łyżek oliwy + odrobina do kurczaka
  • 2 łyżki octu z czerwonego wina
  • 1/2 łyżeczki musztardy
  • 1 łyżeczka sosu Worchester (jeżeli nie macie, można pominąć)
  • 1 łyżeczka soku z cytryny
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: posiekana natka lub szczypiorek (w oryginale jest szczypiorek)
Przygotowanie:
  1. rozgrzewamy piekarnik do160 stopni Celsjusza z termoobiegiem i funkcją grill
  2. plastry boczku układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem do pieczenia
  3. blachę z boczkiem wstawiamy do piekarnika i pieczemy boczek przez kilka minut, do uzyskania złoto-brązowego koloru, uważając jednak, żeby zbytnio go nie wysuszyć
  4. upieczony boczek wyjmujemy z piekarnika, zmieniamy opcję grill na grzanie od góry i od dołu, zostawiamy termoobieg
  5. pierś z kurczaka myjemy, osuszamy, oczyszczamy, oprószamy solą i pieprzem, skrapiamy oliwą i wkładamy do foliowego rękawa do pieczenia i układamy na blaszce do pieczenia albo - bez folii - wkładamy do naczynia żaroodpornego z przykrywką
  6. blachę lub naczynie żaroodporne z kurczakiem wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok. 25-30min
  7. upieczonego kurczaka wyjmujemy z piekarnika i z folii/naczynia żaroodpornego, kładziemy na desce do krojenia lub na talerzu, żeby wystygł
  8. jajka gotujemy na twardo
  9. awokado myjemy, obieramy i kroimy w kostkę
  10. pomidorki myjemy i kroimy w ćwiartki
  11. sałatę myjemy i siekamy (lub rwiemy) na nieduże kawałki (można też wykorzystać miks sałat z woreczka, wówczas powinna wystarczyć jedna duża garść na osobę)
  12. ser kroimy w drobną kostkę lub kruszymy
  13. wystudzonego kurczaka kroimy w kostkę
  14. wszystkie składniki układamy w rządki na talerzu (lub na 2 osobnych), można też wrzucić je do miski i wymieszać
  15. przygotowujemy sos z oliwy, octu, sosu Worchester, soku z cytryny, rozgniecionego w prasce czosnku oraz soli i pieprzu
  16. sosem można od razu polać sałatkę lub podać go w osobnych miseczkach, żeby konsumenci mogli sami doprawić nim sałatkę
  17. siekamy natkę lub szczypiorem i albo od razu posypujemy całą sałatkę albo podajemy w osobnym naczyniu, aby każdy mógł sam posypać swoją porcję
Sałatkę podajemy ze świeżym pieczywem i np. białym wytrawnym winem (u mnie dobrze sprawdza się Pinot Grigio). Kurczaka można ugotować zamiast upiec, ale odkąd mój Wybranek pokazał mi kilka filmików poświęconych diecie kulturystycznej, zupełnie wyeliminowałam gotowanego kurczaka z mojej diety. Jeden z bohaterów tych filmików robił sobie koktajl z gotowanego kurczaka - gotował piersi (w samej wodzie, sól jest "be" bo zatrzymuje wodę w organizmie), a następnie miksował je z wodą za pomocą blendera. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak o smakowało...

Co do sałatki Cobb - smacznego :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Dyniowe chili con carne

W pewną ciepłą, słoneczną, listopadową niedzielę udaliśmy się z Wybrankiem mym na spacer do Łazienek. Zmęczeni spacerowaniem i pozowaniem sobie nawzajem do zdjęć, postanowiliśmy udać się na obiad do restauracji Blue Cactus u podnóża parku Morskie Oko. Blue Cactus to tętniąca życiem restauracja serwująca dania kuchni teksańsko-meksykańskiej, w której każdy (no, może poza wegetarianami ;) znajdzie coś dla siebie. W okresie grillowym serwuje dania z grilla, a stałe menu jest urozmaicane sezonowymi kreacjami. Tym razem trafiliśmy na dania z dynią, próbując m.in. quesadillas z kawałkami marynowanej dyni czy dyniowe chili con carne, oba bardzo fajne. Chili con carne postanowiłam odtworzyć w domu. Oto rezultat moich starań :)

Dyniowe chili con carne

Składniki (dla 4 osób):
  • 500g chudej mielonej wołowiny
  • 1,2 kg dyni (ze skórą; u mnie była dynia makaronowa)
  • 1 puszka fasolki red kidney
  • 1 czerwona papryka
  • 1 duża cebula
  • 250ml bulionu wołowego lub warzywnego
  • 1 świeża papryczka chili (lub więcej, jeśli wolicie pikantniejsze dania)
  • 2 ząbki czosnku
  • pęczek kolendry
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżka oliwy
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: odrobina startego sera cheddar
Przygotowanie:
  1. na dno rondla wlewamy oliwę i wsypujemy kmin i oregano, mieszamy i chwilę podgrzewamy
  2. cebulę i czosnek obieramy i drobno siekamy, wrzucamy na patelnię i podsmażamy (do zeszklenia)
  3. do rondla dodajemy mięso i podsmażamy
  4. w międzyczasie obieramy dynię ze skóry i kroimy w niedużą kostkę
  5. dorzucamy dynię do rondla i dolewamy bulion
  6. dusimy wszystko razem do momentu, aż dynia zacznie się rozpadać
  7. kroimy paprykę w kostkę, dorzucamy do rondla i dusimy
  8. fasolę odcedzamy, dorzucamy do rondla i wszystko razem podgrzewmy (1-2 minuty, żeby fasola sie nie porozpadała)
  9. przed podaniem doprawiamy solą i pieprzem do smaku oraz dorzucamy 1/2 posiekanego pęczka kolendry
  10. mieszamy i wykładamy na talerze
  11. dyniowe chili con carne dekorujemy plasterkami papryczki chili, posiekaną resztą natki oraz opcjonalnie startym cheddarem
W Blue Cactus danie to było serwowane z kwaśną śmietana i papryczkami jalapeno oraz z chipsami kukurydzianymi.

Smacznego :)





poniedziałek, 29 października 2012

Sałatka z pieczoną dynią i kozim serem

Dynię kupiłam w zasadzie na jutro - jestem umówiona z moją przyjaciółką Elizą na wspólne gotowanie zupy dyniowej i ploty. Niemniej jednak najmniejszy kawałek dyni, jaki udało mi się kupić, to 1/4, o wadze ok. 3 kg. Na zupę dla 2 osób (z dokładką oczywiście) to chyba trochę za dużo. Poszukując ciekawych przepisów na zupę dyniową na foodgawker.com, trafiłam jednak na kilka interesujących przepisów na sałatkę z dynią, nie miałam więc problemów z zagospodarowaniem nadmiaru. Zrobiłam sałatkę z pieczoną dynią i kozim serem, czerpiąc pomysły z kilku różnych źródeł i łącząc je w całość.

Sałatka z pieczoną dynią i kozim serem

Składniki (dla 3 osób):
  • 1 opakowanie mieszanki sałat (lub 1 główka sałaty)
  • 1,5-kilogramowy kawałek dyni
  • 110-120g twarogowego serka koziego
  • 3 garści orzechów włoskich
  • 4 ząbki czosnku
  • kilka gałązek świeżego tymianku
  • 3 łyżeczki octu balsamicznego
  • 6 łyżeczek oliwy z oliwek
  • 2 łyżeczki płynnego miodu
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. dynię obieramy ze skóry, pozbawiamy "wnętrzności" oraz kroimy w grubą kostkę
  2. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu)
  3. dynię równomiernie rozkładamy na blaszce do pieczenia, polewamy 2 łyżkami oliwy, doprawiamy solą i pieprzem oraz mieszamy, żeby oliwa i przyprawy równomiernie pokryły kawałki dyni
  4. ząbki czosnku obieramy, każdy kroimy na 3-4 kawałki
  5. kawałki czosnku oraz gałązki tymianku rozkładamy na dyni i wstawiamy blachę do piekarnika (na środkową półkę)
  6. pieczemy przez 20 minut (do miękkości)
  7. po upieczeniu wyjmujemy dynię z piekarnika
  8. na talerzach układamy sałatę, na sałatcie kawałki dyni (ciepłe lub zimne), na dyni rozsypujemy pokruszony ser kozi
  9. orzechy wsypujemy na patelnię i prażymy
  10. łączymy miód, ocet balsamiczny i oliwę, doprawiamy solą i pieprzem
  11. polewamy dressingiem sałatkę, a na końcu posypujemy ją uprażonymi orzechami
Upieczoną w ten sposób dynię można podawać w innych konfiguracjach, albo w formie sałatki albo dodatku do dania głównego. Można też zrobić z niej puree i przygotować zupę z pieczonej dyni.

środa, 18 lipca 2012

Burger w rozsypce, czyli sałatka burgerowa :)

Pewnego dnia, gdy wraz z Wybrankiem mym przygotowywaliśmy domowe (ham)burgery, ogarnęły mnie dietetyczne wątpliwości. "Czy na pewno musisz wsuwać tę bułę z kotletem i serem żółtym?" - spytał głos w mojej głowie (sumienie?). Nie mogąc zagłuszyć tego głosu, postanowiłam, że podaruję sobie bułę i zdjem tylko burgera z warzywami (no, i jeszcze z cheddarem, bo był już pokrojony, szkoda, żeby wysechł i się zmarnował ;). Ale tak na sucho to nie. Wpadłam więc na pomysł, że przecież mogę doprawić sobie te warzywa (sałata, pomidor, cebula, ogórek kiszony) jakimś sympatycznym dressigniem i zjeść je z mięsem (i serem). W ten sposób powstała sałatka burgerowa, która jest jednym z moich najsmaczniejszych odkryć kulinarnych ostatnich tygodni. Polecam :)

Burger w rozsypce
[na załączonym obrazku sałatka była zagryzana bułką domowej roboty - tym razem jakoś nie miałam wyrzutów sumienia ;)]

Składniki (dla 1 osoby):
  • burger domowej roboty, przygotowany np. zgodnie z tym przepisem (polecam burgery z wołowiny lub cielęciny do tej sałatki)
  • 1/2 dużego pomidora
  • 1 spory ogórek kiszony
  • kilka plasterków cebuli
  • 2-3 plasterki sera żółtego (u mnie cheddar)
  • duża garść liści sałaty (lub miksu sałat)
  • dressing: 3 łyżeczki oliwy, 1 łyżeczka octu winnego, 1/3 łyżeczki musztardy, sół i pieprz do smaku
  • opcjonalnie (dla osób bez wyrzutów sumienia ;): bułka hamburgerowa domowej roboty (przepis na takie bułeczki można znaleźć tutaj) lub kupna
Przygotowanie:
  1. na talerzu rozsypujemy sałatę (5-6 dużych liści, umytych i porwanych lub miks)
  2. na sałacie rozkładany pokrojone (np. w ósemki) pomidory, krążki cebuli i kawałki ogórka kiszonego
  3. całość polewany dressingiem
  4. na środku układamy kotlet tuż po usmażeniu
  5. sałatkę posypujemy porwanymi na małe kawałki plasterkami sera
Konsumujemy zagryzając bułką (lub nie). Smacznego :)

poniedziałek, 13 lutego 2012

Idealne bułeczki do domowych hamburgerów

O domowych hamburgerach już było, ale nie o pieczywie. Czas stawić czoła temu niedociągnięciu. Pomysł upieczenia bułeczek do domowych hamburgerów pojawił się spontanicznie, a zainspirował mnie kawał mięsa wołowego zalegający w mojej lodówce. W niedzielne popołudnie raczej trudno o dobre, świeże bułki, szczególnie na warszawskim Starym Mokotowie, gdzie w niedzielę sklepy z pieczywem są albo nieczynne albo czynne do pory obiadowej albo sprzedają mrożone pieczywo opiekane w przysklepowym piecu. Żadna z tych ofert mi nie odpowiadała, aczkolwiek z ręką na sercu przyznaję, że nie raz to mrożone pieczywo konsumowała i nikt mnie do tego nie zmuszał (sytuacja też nie ;).

No więc w niedzielne popołudnie, wraz z Wybrankiem mym, przeprowadziłam przegląd lodówki: mięso - obecne, keczup Krzepki Radek marki Rybak (najlepszy keczup na świecie; Słodka Ania też daje radę ;) - jest, ser żółty - na miejscu. Pomidor i ogórek kiszony również się znalazły. Tylko bułek brak... Były za to suszone drożdże, mąka, cukier, mleko i masło. A skoro tak to można zrobić bułki do hamburgerów własnoręcznie :)  Z pomocą przyszła niezawodna autorka bloga Whiteplate, która sprzedała swoim czytelników przepis na - jak się wkrótce miałam przekonać - idealne bułeczki do hamburgerów. Nie miałam "na stanie" sezamu, którym w oryginalnym przepisie należało posypać bułeczki przed pieczeniem, ale jakoś dałam radę bez ;) Bułeczki wyszły fantastyczne. Wystarczyło i do hamburgerów, i na poniedziałkowe śniadanie. Gorąco polecam!

Bułeczki hamburgerowe
Składniki (na 8 bułeczek):
  • 200ml ciepłego mleka (w oryginale jest 3/4 szklanki wody + 1/3 szklanki mleka w proszku) + 1 łyżka zimnego mleka
  • 425g mąki pszennej (2,5 szklanki)
  • 1 jajko + 1 żółtko
  • 2 łyżki masła
  • 1,5 łyżki cukru
  • 3/4 łyżeczki soli
  • 1 saszetka suszonych drożdży (7g) (w oryginale jest 1 łyżeczka = trochę więcej niż 1/2 saszetki, ale dodałam całą saszetkę, bo co bym zrobiła z mniej niż połową opakowania, która by mi została?)
  •  sezam (ja nie miałam, ale z sezamem wygląda fajnie)
Przygotowanie:
  1. roztopić masło
  2. roztopione masło wymieszać z ciepłym mlekiem, cukrem i drożdżami
  3. naczynie z drożdżowym zaczynem przykryć ściereczką kuchenną i odstawić na 10-15min do wyrośnięcia
  4. mąkę dzielimy na 2 połowy, jedną połowę mieszamy z solą
  5. gdy drożdże "ruszą" łączymy zaczyn z połową mąki i solą oraz jajkiem
  6. wyrabiamy ciasto, stopniowo dodając drugą połowę mąki
  7. powinniśmy uzyskać elastyczne ciasto, które się nie lepi
  8. wkładamy ciasto do miski, przykrywamy ściereczką kuchenną i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia, na ok 45min
  9. blachę do pieczenia cienko smarujemy masłem i wykładamy papierem do pieczenia (masło jest po to, żeby papier dobrze przylegał do blachy)
  10. po wyrośnięciu chwilę wyrabiamy ciasto, dzielimy je na 8 części, z każdej formujemy bułeczki
  11. bułeczki układamy na papierze do pieczenia, każdą lekko spłaszczamy
  12. blachę z bułeczkami przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia na 45min w ciepłe miejsce
  13. rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od dołu od góry)
  14. w międzyczasie przygotowywujemy burgery (na przykład w taki sposób, albo bez cebuli, czosnku i natki - wówczas uzyskamy bardziej klasyczne kotlety) i dodatki (np. keczup, musztarda, sałata, pomidor, ogórek kiszony/konserwowy, cebula, co kto lubi)
  15. po wyrośnięciu smarujemy bułeczki żółtkiem rozkłóconym z 1 łyżką zimnego mleka
  16. wstawiamy do piekarnika, pieczemy 13-15min (u mnie 13min, ale piekarniki bywają różne)
  17. upieczone bułeczki wyjmujemy z piekarnika, chwilę studzimy, kroimy w poprzek, dodajemy mięso i dodatki i konsumujemy :)
A w moim wydaniu efekt końcowy wygląda tak:

Smacznego :)

czwartek, 12 stycznia 2012

Domowe hamburgery z domowymi frytkami, czyli domowy fast food

Po świętach miałam przejść na dietę. Potem to samo obiecywałam sobie po Nowym Roku. Następnie moment "przejścia" został przesunięty na "po Trzech Króli". Znacie to? ;) No więc w tym tygodniu to już na pewno miałam być na diecie, ale nici z tego, bo mój Wybranek zamarzył wczoraj o domowym hamburgerze z frytkami, oczywiście również domowymi. No i nici z diety. A mogłam zjeść jogurt naturalny 0%, zagryzając go liściem sałaty, a utrzymujący się mimo to głód - idąc za radą dietetyków - zapić wodą niegazowaną...

Podczas gdy mój zdrowy rozsądek prowadził dysputy z moim niezdrowym apetytem, ja udałam się do sklepu w towarzystwie Wybranka, gdzie nabyliśmy mięso wołowe, bułki (ale pełnoziarniste ;) i inne dodatki do hamburgerów. Zaopatrzyliśmy się również w wór ziemniaków celem przygotowania frytek. W zasadzie zrobienie zakupów i odstanie swojego w kolejce do kasy to najbardziej czasochłonne czynności w procesie przygotowywania domowego fast foodu ;) Dlatego polecam przygotowywanie tego typu jedzenia w domu - przynajmniej będziecie mieli jakieś pojęcie o tym, z czego został zrobiony kotlet, który właśnie pochłonęliście.

Domowe hamburgery
[autorem tego zdjęcia jest Wybranek]

Składniki (dla 4 osób z umiarkowanym apetytem lub dla 2 z nieumiarkowanym ;)
  • ok. 500g raczej chudej wołowiny (my mieliśmy udziec wołowy; 600g, bo panu ze stoiska mięsnego tyle "się nałożyło")
  • 1 mała cebula (najlepiej zwykła, ale szalotka też ujdzie)
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 jajko
  • kilka gałązek świeżej natki
  • sól i pieprz
Przygotowanie:
  1. mięso opłukać, osuszyć, oczyścić z niepotrzebnych farfocli, pokroić na nieduże kawałki
  2. kawałki mięsa zmielić (my mieliliśmy w blenderze - od lat mam blender marki Braun i wszystkim je polecam, tylko jeden egzemplarz udało mi się zepsuć, spaliłam silnik - chyba - próbując zmielić zbyt duże kawałki mięsa)
  3. zmielone mięso przełożyć do miski
  4. cebulę i czosnek obrać, drobno posiekać
  5. natkę drobno posiekać (można tylko listki, a można i listki i łodyżki - ja zawsze dodaję i listki, i  łodyżki, bo łodyżki mają fajny aromat)
  6. cebulę, czosnek, natkę, jajko (całe) i przyprawy dodać do mięsa, dobrze wymieszać (najlepiej ręką)
  7. masę mięsną podzielić na 4 części, z każdej uformować kotlet (jeżeli wolicie mniejsze kotlety, można oczywiście zrobić więcej niż 4 kotlety z tej porcji mięsa - spokojnie wyjdzie 6 cieńszych)
  8. jeżeli używamy patelni grillowej (my smażyliśmy na żeliwnej, którą mój Wybranek dostał kiedyś ode mnie w prezencie na jakąś okazję, nie pamiętam już na jaką, ale przyznacie, że to bardzo romantyczny podarunek ;) trzeba posmarować każdy kotlet i patelnię odrobiną oliwy, żeby mięso nie przywarło za bardzo
  9. jeśli używamy zwykłej patelni, wlewamy 1 łyżkę oliwy i rozcieramy ją na patelni (albo pędzelkiem, albo  ręcznikiem papierowym) - chodzi o to, żeby patelnia była natłuszczona, ale żeby nie pływała w niej oliwa
  10. kotlety wkładamy na dobrze rozgrzaną patelnię i smażymy (nasze kotlety były dość duże i dość grube, ok 1-1,5cm, więc smażyliśmy je po 4min z każdej strony; czas smażenia zależy od grubości kotleta i preferencji smażącego - jeśli wolicie bardziej wysmażone, smażycie dłużej; nasze kotlety wyszły ładnie przysmażone na zewnątrz i lekko różowe w środku)
  11. pod koniec smażenia na każdym kotlecie można ułożyć plaster(ki) sera, u nas był cheddar 
  12. po usmażeniu przekładamy kotlet na przekrojoną wzdłuż bułkę - bułkę można wcześniej podpiec, żeby była chrupiąca (rzecz gustu)
  13. dodajemy ulubione dodatki (u nas sałata, pomidor, ogórek kiszony, keczup)
  14. wcinamy, najlepiej w towarzystwie własnoręcznie przygotowanych frytek
[autorką tego zdjęcia jestem ja, ale aparat był Wybranka ;)]

Domowe frytki - stosowałam się (mniej więcej) do rad z bloga Kwestia Smaku

Składniki (dla 2-3 osób):
  • 4 ziemniaki (u mnie 4 ziemniaki wielkości 3/4 mojej pięści, a pięść mam nie za dużą, nie za małą ;)
  • 1l oleju słonecznikowego (jeśli macie więcej, dajcie więcej, ja nie miałam)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. ziemniaki obrać i osuszyć ręcznikiem papierowym
  2. pokroić na słupki (ja każdego ziemniaka pokroiłam wzdłuż na 4 plastry, a potem każdy z nich na 4 słupki)
  3. w głębokim naczyniu rozgrzać olej (u mnie w garnku; niestety nie mam na wyposażeniu kuchni narzędzi pozwalających zmierzyć temperaturę oleju, więc olałam podkreślaną przez autorkę bloga Kwestia Smaku kwestię temperatury oleju) - przed wrzuceniem frytek do oleju sprawdzamy, czy jest wystarczająco gorący poprzez wrzucenie do oleju małego kawałka ziemniaka, jeśli zacznie się od razu smażyć, olej jest wystarczająco gorący
  4. podsmażamy frytki partiami (u mnie 4 partie), żeby zbytnio nie stłaczać ich w garnku/na patelni, każdą partię przez ok 2 min, aż zbieleją (moje były na wstępie żółte, więc różnica była widoczna)
  5. po podsmażeniu przekładamy frytki do naczynia wyścielonego ręcznikiem papierowym i osuszamy ręcznikiem frytki z tłuszczu
  6. po podsmażeniu wszystkich partii, smażymy je drugi raz
  7. postępujemy tak samo jak w punktach 4 i 5 z tym, że tym razem smażymy każdą partię przez 5-6 min (do momentu, aż frytki ładnie się zrumienią i wypłyną na powierzchnię oleju, tak jak pierogi czy kopytka w procesie gotowania w wodzie)
  8. po usmażeniu każdej porcji, wykładamy frytki do naczynia wyścielonego ręcznikiem papierowym
  9. doprawiamy i serwujemy z ulubionym dodatkiem (u nas keczup)
Po co smażyć frytki 2 razy? Żeby były miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. Nie znam chemicznego uzasadnienia, ale tak radzą kucharze. Zresztą Ci z Was, którzy kiedykolwiek próbowali samodzielnie przygotować frytki (od podstaw, nie z mrożonki ;) zapewne zauważyli, że po jednokrotnym usmażeniu frytki są miękkie, a nie chrupiące.

Smacznego :)

niedziela, 18 grudnia 2011

Amerykańskie ciasteczka z kawałkami czekolady i orzechów laskowych z przepisu Elizy

Moja najbliższa przyjaciółka - Eliza - piecze te ciasteczka od lat. "Amerykańskie", bo przepis został zaimportowany przez rodzinę Elizy, której członkowie wiele lat mieszkali w USA. Przepis ten jako pierwsza wynalazła i wypróbowała podobno starsza siostra Elizy. Nie chciała go nikomu zdradzić, twierdząc, że to jej kulinarna tajemnica. Z czasem okazało się, że przepis pochodzi z opakowania z dropsami czekoladowymi do wypieków ;) I po tajemnicy :)

Poprosiłam Elizę o przepis, bo jakiś czas temu dostałam od niej sporo tych ciasteczek, a część mojej porcji trafiła w ręce mojej siostry, której ciasteczka te bardzo przypadły do gustu. Poprosiłam o przepis, żeby zrobić je dla mojej siostry, zastrzegając, że nie zdradzę go na blogu ;) Eliza stwierdziła jednak, że z tego przepisu wychodzą tak dobre ciasteczka, że warto się nim dzielić z innymi. Zostałam więc namaszczona do opublikowania tego przepisu, co niniejszym czynię.

Amerykańskie ciasteczka Elizy

Składniki (z tej ilości składników wychodzi ok 30-35 dużych ciastek, o średnicy ok. 6 cm):
  • 2,5 szklanki (425g) mąki pszennej,
  • 1 łyżeczka sody,
  • 1/2 łyżeczki soli,
  • 1 szklanka (220g) brązowego cukru (u mnie był jasny cukier muscovado, bo akurat taki miałam na stanie ;),
  • 1/2 szklanki (110g) zwykłego cukru,
  • 1 kostka (250g) masła,
  • 4 jajka,
  • 4 łyżeczki esencji waniliowej,
  • 2 szklanki pokrojonej czekolady (Eliza stosuje mleczną i gorzką czekoladę Wedla, po 2/3 tabliczki - ja miałam mleczną Wedla i gorzką Lindt z 70% kakao)
  • 1 szklanka (130g) orzechów posiekanych orzechów laskowych (mogą też być migdały)
Przygotowanie:
  1. przed pieczeniem wyjąć masło z lodówki, żeby zmiękło (ja zastosowałam patent z postawieniem miski z pokrojonym masłem na ciepłym kaloryferze na 10 min),
  2. rozgrzać piekarnik do 160-170 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu),
  3. masło rozetrzeć na gładką masę, utrzeć z cukrem brązowym i białym, stopniowo dosypując cukier do masła (w rozcieraniu dobrze sprawdza się taka ręczna trzepaczka do jajek, szczególnie jeśli jest pokryta gumą),
  4. do utartego z cukrem masła dodać jajka i esencję waniliową, utrzeć wszystko razem,
  5. w osobnym naczyniu wymieszać mąkę z sodą i solą,
  6. dodać sypką mieszaninę do miski z masą, dobrze wymieszać (najlepiej w robocie kuchennym, ale ja nie mam nic poza blenderem, więc musiała mi wystarczyć łyżka),
  7. pokroić czekoladę na niewielkie kawałki, posiekać orzechy,
  8. czekoladę i orzechy dodać do masy, dobrze wymieszać,
  9. blachę do pieczenia wyłożyć papierem pergaminowym i nakładać kupki ciasta (Eliza robi małe ciasteczka, obstawiam, że każde z łyżeczki ciasta; moje duże ciastka wyszły z 1 czubatej łyżki masy - mimo, że na początku kupki ciasta były dość zwarte, w trakcie pieczenia rozpłynęły się na boki, a w efekcie uzyskałam płaskie ciasteczka o dużej powierzchni) - Eliza radzi, żeby nakładać ciasto na blachę w ostępach ok. 5cm między kupkami (ja mam za małą blachę i niestety nie udało mi się uzyskać takiej odległości, dlatego niektóre ciastka zetknęły się bokami - nie miało to wpływu na smak, raczej na wygląd);
  10. ciastka piec ok. 20 min;
  11. po upieczeniu wystudzić.
Ciasteczka z tego przepisu bardzo dobrze komponują się z kawą, herbatą czy mlekiem. W tej ostatniej konfiguracji kojarzą mi się z amerykańskimi kreskówkami i filmami o tematyce świątecznej, w których dzieci zostawiały dla Świętego Mikołaja talerz ciasteczek i mleko przy kominku :)

czwartek, 27 października 2011

Chili con carne

Chili con carne oznacza po prostu „chili z mięsem”. Skład i przygotowanie tej potrawy jest równie proste jak rozszyfrowanie znaczenia jej nazwy. To smaczne, sycące danie jednogarnkowe, wywodzące się z kuchni Tex-Mex (teksańsko-meksykańskiej), to idealna propozycja na posiłek dla rodziny lub przyjaciół. Można je podawać z pieczywem (np. z moją ulubioną bagietką ;), ugotowanym na sypko ryżem lub z tortillami. Dobrze wypada również w towarzystwie guacamole (salsa na bazie awokado i soku z limonki; występuje w różnych odmianach, w których do bazy dodaje się np. pomidory, chili, cebulę).

Robiłam to danie kilka razy i o ile nie doprowadzimy do przypalenia mięsa lub nie dodamy za dużo przypraw, nie ma chyba szans, żeby nie wyszło :) Większość składników jest łatwodostępna. No, może poza mielonym kminem rzymskim (kuminem), który ciężko dostać w osiedlowych sklepikach, a nawet w supermarketach. W polskich sklepach zwykle występuje w formie ziarenek (podobnych do kminku), ale ten problem pomoże rozwiązać moździeż lub inne narzędzie, które umożliwi przekszałcenie formy kuminu z ziarenek w pył (może blender?). Bez trudu można kupić mielony kumin w sklepach internetowych z przyprawami. Przyda się nie tylko do przygotowania chili con carne, bo jest również składnikiem wielu potraw azjatyckich. A więc to „must have” dla miłośników potraw z różnych części świata. Pewne problemy możecie napotkać również z kupieniem świeżej kolendry – nie wszędzie i nie zawsze jest, ale jeżeli będziecie celowali w hiper i supermarkety czy bazarki, powinniście ją dostać. Świeża kolendra nie jest niezbędna w tym przepisie (niektórym osobom może wręcz nie smakować z uwagi na trochę... mydlany – w mojej ocenie - smak), ale jest bardzo miłym dodatkiem. Świeżej kolendry nie można niestety zastąpić suszoną, bo suszona – podobnie jak w przypadku większości innych ziół – nadaje potrawie inny aromat niż świeża.

Przygotowując to danie, korzystam zwykle z przepisu z bloga Kuchnia Smaku – nie trzymam się go jednak w 100%, niektóre elementy zmodyfikowałam.

Chili con carne

Składniki (dla 3-4 osób)
  • 500g chudej mielonej wołowiny (można taką paczkowaną po 450-500g w supermarketach; wybierajcie znane marki, nie kupujcie mięsa mielonego z marką hipermarketów, bo nie wiecie, co tam tak naprawdę dodano, ani w jakim stanie było mięso zanim zostało zmielone; ja zwykle kupuję paczkowaną mieloną wołowinę marki Olewnik)
  • 1 duża czerwona papryka
  • 1 duża cebula (taka najzwyklejsza)
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 puszka czerwonej fasoli Kidney
  • ½ łyżeczki mielonej papryki chili
  • 1 łyżeczka suszonego oregano
  • 1 łyżeczka kminu rzymskiego (kuminu) w proszku
  • sól i pieprz do smaku
  • 1 doniczka świeżej kolendry (najlepiej kupić i od razu zużyć, nie może za długo stać w domu, bo szybko więdnie)
Przygotowanie:
  1. cebulę i czosnek obrać i drobno posiekać, podsmażyć na 1 łyżce oliwy
  2. na patelnię z cebulą i czonskiem dodać chili, oregano i kmin rzymski, wymieszać i chwilę razem podsmażyć
  3. dodać mielone mięso i smażyć kilka minut, mieszając, żeby nie przywarło
  4. paprykę umyć i pokroić w kostkę
  5. fasolę odsączyć z płynu (płyn się nie przyda, można wylać)
  6. do mięsa dodać całą puszkę pomidorów (sok też), wymieszać i poddusić ok. 5 min
  7. dodać paprykę i poddusić przez kolejnych 5 min
  8. na koniec dodać fasolę i chwilę wszystko razem poddusić (2-3 min, jeśli będziemy dusili za długo, fasola nam się rozpadnie)
  9. przed podaniem doprawić do smaku solą i pieprzem, a jeżeli ktoś lubi ostrzejsze dania – także dodatkową porcją chili (ja zwykle poprzestaję na ½ łyżeczki, bo moja tolerancja ostrości jest raczej ograniczona)
  10. po przełożeniu na talerz posypać po wierzchu posiekaną kolendrą (może być posiekana byle jak ;)
Chili con carne sprawdza się szczególnie dobrze w jesienno-zimowych warunkach pogodowych. Rozgrzewa zźiębniętych, przywołując ciepłe skojarzenia, szczególnie tym konsumentom, który mieli okazję zwiedzić Meksyk. Smacznego!