sobota, 14 maja 2016

Jajka zapiekane ze szparagami

Znowu szparagi z jajkami, nuuudaaa :-) Ale nic na to nie poradzę, że na śniadanie szparagi pasują mi najlepiej właśnie z jajkiem. Mogę jedynie obiecać, że w kolejnych przepisach ze szparagami postaram się być nieco bardziej kreatywna.

Dziś, wyjątkowo, będzie nieprzegadany wpis. Nie ma co się rozpisywać, do roboty!

Jajka zapiekane ze szparagami
















Składniki (dla 2 osób):
  • pęczek zielonych szparagów (10-12 sztuk)
  • kilka plasterków wędliny (u mnie moja ukochana polędwica sopocka) - można pominąć, jeśli nie macie akurat wędliny lub wolicie bez mięsa
  • 4 jajka
  • trochę masła do wysmarowania formy (lub inny tłuszcz, byle nie margaryna)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. zaczynamy od wyjęcia jajek z lodówki, żeby przed pieczeniem zdążyły się trochę ogrzać w temperaturze pokojowej
  2. szparagi myjemy, odłamujemy twarde końcówki, z łodyg usuwamy łuski, kroimy na mniejsze kawałki (u mnie na trzy)
  3. wędline kroimy w paski
  4. dno naczynia do zapiekania natłuszczamy, wrzucamy pokrojone szparagi i wędlinę, doprawiamy szczyptą soli i pieprzu, mieszamy
  5. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  6. do rozgrzanego piekarnika wstawiamy naczynia ze szparagami i pieczemy przez 10 minut
  7. po 10 minutach wyjmujemy naczynia ze szparagami z piekarnika i wbijamy jajka (można wcześniej wbić je do miseczki i wylewać z miseczki na szparagi, żeby nie ryzykować, że do szparagów wpadną skorupki)
  8. naczynia ze szparagami i jajkami z powrotem wstawiamy do piekarnika, temperatura bez zmian - i teraz zaczyna się najtrudniejsza część
  9. zapiekamy od 7 do 10 minut - to zależy od wielkości jajek i od "zachowania" Waszych piekarników, u mnie zapiekanie trwało ok 10 minut, miałam duże jajka
  10. naczynia wyjmujemy z piekarnika w momencie, gdy białko jest ładnie ścięte, a żółtko jedynie przesłonięte ściętą "błonką", a w środku płynne
  11. serwujemy od razu, np. z pieczywem do maczania w płynnym żółtku
Smacznego :-)






niedziela, 8 maja 2016

Szparagi na paście jajecznej na otwarcie sezonu szparagowego

Tegoroczny sezon szparagowy uważam za otwarty :-) Plan jest taki, żeby w maju na blogu pojawiło się co najmniej kilka nowych przepisów na dania z tym warzywem (w uzupełnieniu do tych, które opublikowałam w minionych latach) i mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Być może pomoże zamiar zorganizowania "szparagowego party" dla znajomych, z którymi kiedyś pracowałam w jednym zespole, potem nasze drogi (głównie za sprawą pracodawcy...) się rozeszły, ale cały czas łączą nas fajne wspomnienia i co jakiś czas spotykamy się, żeby powspominać i dowiedzieć się, co u każdego/każdej z nas nowego. Bardzo się cieszę, że udało się te relacje utrzymać (minęło ponad 4 lata, odkąd przestaliśmy być zespołem).

Na początek - bardzo prosty pomysł na danie ze szparagami, choć "danie" to chyba zbyt poważne określenie na kanapki z podpieczonego w piekarniku pieczywa, pasty jajecznej i obgotowanych główek szparagów. Jestem wielką fanką pasty jajecznej, jeśli tylko trafię na kanapki z tą pastą "na mieście", zawsze biorę. To trochę jak z kozim serem - jeśli tylko w menu restauracji jest jakieś danie z kozim serem, prawdopodobieństwo, że je zamówię, wynosi ok 90%. Nie zamawiam tylko wówczas, jeśli inna pozycja w karcie zainteresuje mnie bardziej z jakiegoś powodu. No ale to zdarza się rzadko ;-)

Przepisów na pastę jajeczną jest wiele, prawdopodobnie każda osoba, która przygotowuje taką pastę własnoręcznie ma na nią jakiś swój sposób. Dla mnie nie - oprócz jajek ugotowanych na twardo, oczywiście - nie może w niej zabraknąć majonezu, sporej ilości soli i pieprzu oraz "czegoś zielonego". No właśnie. Tradycyjnym dodatkiem do jajek na twardo i majonezu jest w mojej rodzinie szczypiorek (pozdrowienia dla Dziadka :-) Lubię szczypiorek, ale mam do niego jedno "ale" - nie jest to specjalnie "towarzyski" dodatek, podobnie jak cebula, czosnek czy por. Dlatego unikam jedzenia dań ze szczypiorkiem, jeśli wiem, że w ciągu dnia będę miała kontakt z ludźmi, którzy szczypiorku nie jedli ;-) Jeżeli wiem, że dzień spędzę w swoim własnym towarzystwie lub w otoczeniu innych osób, które również szczypiorek skonsumowały, wówczas "hulaj dusza, piekła nie ma". Bardzo zwracam uwagę na neutralny oddech u innych (szczególnie, że moja praca uwzględnia dużo sporo spotkań z innymi ludźmi) i staram się sama nie szokować innych moim oddechem. Do tych, którzy pochłaniają szczypiorek lub inne aromatyczne dodatki, a następnie - nie bacząc na komfort innych - spotykają się z ludźmi, apeluję o odrobinę wyczucia i... szacunku dla rozmówców. Podobnie sprawy mają się z palaczami (nie wszyscy muszą być amatorami zapachu papierosów), istnieją takie wynalazki jak różnego rodzaju produkty spożywcze odświeżające oddech. Dla osób wrażliwych na zapachy i niepalących takich "oddech palacza" to mało przyjemne urozmaicenie spotkania... szczególnie, gdy palacz uraczył się wcześniej daniem ze szczypiorkiem/cebulą/czosnkiem i zapił to jeszcze mocną kawą ;-)

Wracając do meritum - dodatkiem do mojej pasty jajecznej jest zwykle świeża natka, która dobrze komponuje się ze szparagami. Dodaję majonez, ale wiem, że niektórzy dodają np. śmietanę lub miękkie masło, a spotkałam się również z wersjami z serkiem kremowym i awokado (wersję z awokado sama dość często robię). Ogólnie chodzi o to, żeby do jajka, ziół i przypraw dodać coś, co sklei te składniki i sprawi, że mieszanina będzie miała rzeczywiście formę pasty. Używam raczej niewiele majonezu (1 łyżka na 4 jajka to nie jest dużo), jeżeli wolicie dodać więcej (dla wyraźniejszego smaku majonezu w paście i/lub bardziej kremowej konsystencji pasty), nie widzę przeciwwskazań. Na rozsmarowanej na podpieczonych w piekarniku kromkach chleba układam ugotowane główki szparagów, a łodygi wykorzystuję do innego dania (np. do risotto).

Kanapki z pastą jajeczną i szparagami














Składniki (porcja dla dwóch osób)
  • 4 jajka
  • 1 czubata łyżka posiekanej natki + trochę do posypania kanapek
  • 1 łyżka majonezu
  • sól i pieprz do smaku
  • pół pęczka zielonych szparagów
  • 4 duże kromki chleba
Przygotowanie:
  1. jajka gotujemy na twardo, a następnie studzimy
  2. wystudzone jajka rozdrabniamy (można drobno posiekać nożem, ale w moim przypadku siekanie jajek na twardo na desce kończy się tak, że kawałki jajka są w całej kuchni, więc najczęściej kroję jajka w ćwiartki i wrzucam do dużego kielicha blendera i w ten sposób rozdrabniam)
  3. do rozdrobnionych jajek dodajemy majonez i posiekaną natkę (ja dorzucam do jajek i wszystko razem blenderuję), a następnie doprawiamy solą i pieprzem do smaku
  4. szparagi myjemy, nie obieramy, obgotowujemy w osolonej wodzie przez 3 minuty (surowe szparagi wrzucamy do gotującej się już wody i od tego momentu odliczamy 3 minuty), odcedzamy, a następnie zalewamy zimną wodą, żeby przestały się gotować i wystygły
  5. kromki chleba wstawiamy do rozgrzanego piekarnika (u mnie 180 stopni z funkcją grill) i opiekamy z obu stron, tak, żeby byłu chrupiące na zewnątrz, a miękkie w środku (można to zrobić również w tosterze lub na grillu elektrycznym)
  6. podpieczone i wystudzone kromki układamy na talerzu, każdą grubo smarujemy pastą jajeczną, na paście układamy po ugotowane i wystudzone główki szparagów, a całość posypujemy jeszcze niedużą ilością drobno posiekanej świeżej natki
Smacznego :-)





wtorek, 12 kwietnia 2016

Kruche ciasto z kremem z białej czekolady na Dzień Czekolady

W Dniu Czekolady wszystkim czekoladożercom i czekoladomaniakom życzę, aby nigdy nie brakowało Wam czekolady :-) Dorzucam swoje trzy grosze do obchodów tego święta, proponując prosty i smaczny deser z czekoladą. Ta propozycja bazuje na przepisie na ciasto a la czekolada z okienkiem - zmieniłam mleczną czekoladę na białą, a zamiast orzechów laskowych dodałam pestki granatu (w sezonie letnim można dodać np. maliny albo porzeczki, powinny dobrze komponować się ze słodyczą kremu). Ci, co mieli okazję wypróbować, chwalili, mi również smakowało, mogę z czystym sumieniem polecić :-)

Kruche ciasto z kremem z białej czekolady i owocami


Składniki (na 2 keksówki)

SPÓD
- 200 mąki pszennej
- 150g zimnego masła
- 70g cukru pudru
- 1 (surowe) żółtko (najlepiej prosto z lodówki)
- szczypta soli

WIERZCH
- 2 tabliczki białej czekolady (2x 100g)
- 250g serka mascarpone
- kwaskowate owoce (u mnie ziarenka z 1 owoca granatu)

Przygotowanie:
1. Mąkę przesiewamy z cukrem pudrem i solą
2. Do mąki dodajemy zimne masło pokrojone na małe kawałki lub starte na tarce o grubych oczkach
3. Mąkę rozcieramy z masłem palcami, tak jak na kruszonkę
4. Do mąki roztartej z masłem dodajemy żółtko i zagniatamy ciasto
5. Ciasto owijamy folią spożywczą i chłodzimy w lodówce ok 1h
6. Po schłodzeniu, odrywamy po kawałku i wyklejamy blachy do pieczenia (dobrze wyłożyć ją wcześniej papierem do pieczenia lub folią aluminiową, tak, żeby wystawały poza blachy, bo wtedy łatwiej jest ciasto wyjąć bez uszkadzania), robiąc brzegi, które będą trzymały krem, spód nakłuwamy widelcem
7. Wyklejone ciastem blachy wstawiamy na 15 min do lodówki do schłodzenia
8. Piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni Celsjusza
9. Schłodzone w lodówce blachy wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy 10 min, a następnie zmniejszamy temperaturę do 175 stopni Celsjusza i pieczemy jeszcze przez 15-25 min (tu wszystko zależy od piekarnika, trzeba pilnować, bo inaczej ciasto może się za bardzo spiec; powinno być upieczone na złoto-brązowy kolor)
10. Po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy
11. Czekoladę łamiemy na małe kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej
12. Nie zdejmując miski z czekoladą z kąpieli wodnej, dodajemy do niej mascarpone i mieszamy, do uzyskania gładkiego, jednolitego kremu
13. Na spodzie wystudzonego ciasta układamy owoce, przykrywamy ciepłym kremem i dekorujemy pozostałymi owocami wierzch
14. Po wystygnięciu kremu, wstawiamy do lodówki do schłodzenia na kilka godzin

Smacznego :-)


poniedziałek, 28 marca 2016

Kruche ciasto z kremem czekoladowym i orzechami, a la "czekolada z okienkiem"

Miało być nowy mazurek, a wyszło w sumie uniwersalne ciasto, które może dobrze się sprawdzić przy różnych okazjach, nie tylko w Wielkanoc. Spód ze starego przepisu, kruchy, a jednocześnie zwarty, dobrze trzyma "fason", maślany, niezbyt słodki. Do tego banalnie prosty krem z dobrej jakości mlecznej czekolady (można zamienić na gorzką, jeśli ktoś woli) i serka mascarpone. I uprażone w piekarniku orzechy laskowe. Całość stylizowana na znaną i lubianą czekoladę mleczną z orzechami, tzw. "czekoladę z okienkiem". Nie ma co się za bardzo nad tym rozwodzić, po prostu polecam :-)

Kruche ciasto z kremem czekoladowym i orzechami laskowymi
 
Składniki (na dwa spody z keksówki lub jeden z klasycznej prostokątnej blachy, ok. 20x30cm):
 
NA SPÓD
  • 200g mąki pszennej
  • 150g zimnego masła
  • 70g cukru pudru
  • szczypta soli
  • 1 żółtko (zimne, prosto z lodówki)
NA WIERZCH
  • 2 mlecznej czekolady (ok. 200g)
  • 250g serka mascarpone
  • 200g orzechów laskowych (w całości)
Przygotowanie:
  1. orzechy wysypujemy na blachę, wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok. 160 stopni Celsjusza i prażymy przez 10 min, potrząsając blachą co kilka minut
  2. jeśli korzystamy z niełuskanych, studzimy podprażone orzechy, a następnie wsypujemy do worka i "rozcieramy" w rękach tak, żeby pozbyć się łupinek
  3. mąkę i cukier puder przesiewamy do miski, dodajemy sól, mieszamy
  4. masło kroimy na małe kawałki lub ścieramy na tarce z grubymi oczkami
  5. masło dodajemy do suczych składników i rozcieramy w palcami tak, jak na kruszonkę
  6. gdy ciasto zacznie się sklejać, dodajemy żółtko i zagniatamy ciasto
  7. zagniecione ciasto owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 min. do schłodzenia
  8. blachę lub blaszki natłuszczamy, wykładamy skrzyżowanymi paskami papieru do pieczenia (powinny wystawać z blachy, tak, żeby pociągając za nie, można było wyjąć upieczone spody z blachy)
  9. tak przygotowaną blachę wyklejamy schłodzonym ciastem (odrywamy po kawałku i wyklejamy spód z małym brzegiem, który utrzyma krem), nakłuwamy widelcem spód
  10. wyklejone blachy wstawiamy na 30 min do lodówki
  11. piekarnik rozgrzewamy do 190 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  12. schłodzone ciasto wstawiamy do nagrzanego piekarnika i pieczemy przez 10 min, a następnie obniżamy temperaturę do 175 stopni Celsjusza i pieczemy jeszcze przez 10-15 min, do uzyskania złotego koloru
  13. upieczone spody wyjmujemy z piekarnika, studzimy w blaszkach/blaszce, a następnie wyjmujemy z blachy
  14. na upieczony spód wykładamy 3/4 uprażonych orzechów (bez łusek)
  15. czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w naczyniu nad kąpielą wodną
  16. gdy wszystkie kawałki się rozpuszczą, dodajemy do tego samego naczynia i mieszamy, do uzyskania gładkiego kremu
  17. krem zaraz po przygotowaniu rozprowadzamy na kruchym spodzie i orzechach
  18. pozostałe orzechy rozłupujemy na połówki i dekorujemy nimi wierzch ciasta
  19. ostawiamy do zastygnięcia kremu, podajemy schłodzone
Smacznego :-)




 

sobota, 26 marca 2016

Pasztet z pieczarek i kaszy gryczanej

Wprawdzie 'wegetariański pasztet" brzmi jak oksymoron, niemniej jednak takie twory istnieją i potrafią całkiem nieźle smakować. Dzięki odpowiednim przyprawom i wyglądowi przypominającymi danie mięsne, wegetariański pasztet może przypominać mięsny. Zawsze śmiałam się z wegetariańskich produktów czy dań, które mają udawać mięsne pierwowzory, wegetariańskie parówki, sojowe schabowe itd. Zakładałam, że skoro ktoś decyduje się na niejedzenie mięsa czy mięsa i innych produktów pochodzenia zwierzęcego to chyba nie musi się w taki sposób oszukiwać... Wiadomo, że te pierwowzory są mięsne, więc jeżeli ktoś decyduje się nie jeść mięsa powinien się liczyć, że decyzja ta obejmuje również tego typu przysmaki. Optykę zmieniły mi nieco dyskusja na studiach, w trakcie których ktoś zwrócił uwagę, że nie wszyscy wegetarianie czy weganie przestają jeść mięso/produkty pochodzenia zwierzęcego z własnej woli/powodów ideologicznych, niektóre osoby są do tego zmuszone z powodów zdrowotnych. I te właśnie osoby mogą mieć ochotę na wege zamienniki mięsnych dań, które lubili jako mięsożercy i które nadal chętnie by pałaszowali, gdyby mogli. Zwracam honor.

Dziś propozycja pasztetu zainspirowanego przepisem znalezionym na blogu Jadłonomia. Oryginalny przepis zmodyfikowałam dodając podsmażoną cebulę i natkę, bo moim zdaniem pieczarki + cebula + natka to zestawienie doskonałe, z którego nie należy rezygnować, jeśli można nie rezygnować :-) Powinien smakować zarówno osobom lubiącym mięso/nabiał, jak i stroniącym od tych składników. Polecam zabieganym, bo produkty na ten pasztet łatwiej dostać niż dobrej jakości mięso na mięsny pasztet. No i szybciej się go robi. Smacznego :-)


Pasztet z pieczarek i kaszy gryczanej

Składniki (na klasyczną keksówkę):
  • 1 kg pieczarek
  • 1 szklanka kaszy gryczanej palonej (suchej)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • kilka gałązek świeżej natki
  • 100g orzechów laskowych
  • 1/2 łyżeczki suszonego majeranku
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • 1/4 łyżeczki ostrej mielonej papryki
  • 6 łyżek oleju roślinnego + trochę do wysmarowania blachy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. pieczarki myjemy i obieramy, 2-3 sztuki odkładamy do dekoracji, a resztę kroimy na ćwiartki
  2. pokrojone pieczarki wrzucamy na suchą patelnię i czekamy, aż odparuje płyn, dusząc je na niedużym ogniu i mieszając od czasu do czasu
  3. gdy woda z pieczarek odparuje, wlewamy na patelnię łyżkę oleju i podsmażamy, żeby grzyby lekko się zarumieniły
  4. podsmażone pieczarki zdejmujemy z patelni i odstawiamy
  5. cebulę obieramy i siekamy w kostkę, nie musi być drobna, bo całość i tak będziemy później traktowali blenderem
  6. pokrojoną cebulę wrzucamy na tą samą patelnię, na której smażyliśmy pieczarki, i podsmażamy, aż się zeszkli, na niedużym ogniu
  7. kaszę gryczaną wsypujemy do garnka i zalewamy 2,5 szklankami wody, a następnie przykrywamy przykrywką i gotujemy do niedużym ogniu, aż kasza wsiąknie całą wodę - moim zdaniem ważne jest to, żeby kasza nieco się rozgotowała, bo jeśli będzie zbyt al dente, wówczas pasztet może mieć mniej zwartą konsystencję
  8. natkę pietruszki myjemy, siekamy byle jak
  9. orzechy mielimy (ja zmieniłam w małym kielichu blendera)
  10. wszystkie składniki (grzyby, kasza, orzechy, cebula, natka, olej) i blenderujemy (najlepiej w dużym kielichu blendera, w Thermomixie lub innym dużym robocie kuchennym; autorka oryginalnego przepisu podaje, że można to też zrobić za pomocą ręcznego bledera) na gładką masę i doprawiamy do smaku solą i pieprzem, wedle życzenia
  11. keksówkę natłuszczamy olejem, wykładamy papierem do pieczenia (ja wykładam dwoma skrzyżowanymi paskami, a nie jednym prostokątem)
  12. do tak przygotowanej blachy przekładamy pasztetową pasę, równo rozprowadzamy i wyrównujemy wierzch
  13. odłożone pieczarki (surowe) kroimy w plastry i ozdabiamy wierzch pasztetu, a następnie wstawiamy keskówkę do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy przez ok. 45 min
  14. upieczony pasztet wyjmujemy z piekarnika, studzimy, a następnie wstawiamy (razem z blachą) do lodówki na kilka godzin - wyjmujemy z keksówki po schłodzeniu i serwujemy

niedziela, 20 marca 2016

Bułka z pieczarkami, czyli bulwiok w alternatywnej formie

Po opublikowaniu wpisu o bulwioku podkarpackim w tradycyjnej formie, z farszem twarogowo-ziemniaczanym ze świeżą miętą, moja Siostra zasugerowała, że to samo danie mogłoby fajnie wyjść w formie wytrawnych drożdżówek. Pomysł mi się spodobał i postanowiłam go wykorzystać. Modyfikacja, którą ostatecznie wprowadziłam do przepisu nie ograniczyła się jednak wyłącznie do formy. Pomyślałam sobie, że bulwiok można nadziać równie dobrze ziemniakami z grzybami i natką zamiast twarogu i mięty. Grzyby podsmażone z cebulą, doprawione świeżą natką, solą i pieprzem w towarzystkie ziemniaków to forma "komfort food", komfortowego jedzenia, niejednej osobie kojarzącego się z bezpieczeństwem i ciepłem domu rodzinnego, jak sądzę :-) Znajomym
mojego Wybranka, na których ta modyfikacja została wypróbowana, stwierdzili, że bulwioki w takim wydaniu smakują jak bułka z pieczarkami z jakiej mitycznej warszawkiej budki, która kiedyś była w centrum miasta, a dziś już nie istnieje. Traktuję to jako komplement :-)

Bulwioki z pieczarkami

 
Składniki (z takiej ilości wychodzi 6-8 bułek, w zależności od rozmiaru bułek, jakie ulepicie)
 
NA CIASTO
 
Takie same, jak w tym przepisie
 
NA FARSZ
  • 3 duże ziemniaki
  • 250g pieczarek
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 3-4 gałązko natki
  • 2 łyżki oleju
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie
  1. Ciasto przygotujemy zgodnie ze wskazówkami z tego przepisu: http://www.jakuma-gdy.blogspot.com/2016/02/bulwiok-podkarpacki-czyli-wytrawny.html
  2. Ziemniaki obramy, gotujemy w osolonej wodzie, a ugotowane przepuszczamy przez praskę lub dokładmie rozgniatamy
  3. Pieczarki myjemy lub obieramy, siekamy w kostkę i wrzucamy na suchą patelnię - gdy odparuje płyn, dodajemy 1 łyżkę oleju i podsmażamy przez kilka minut
  4. Usmażone pieczarki dodajemy do ziemniaków
  5. Cebulę obieramy, drobno siekamy i podsmażamy na drugiej łyżce oleju na złoty kolor
  6. Usmażoną cebulę dodajemy do ziemniaków z pieczarkami
  7. Natkę myjemy, drobno siekamy, dodajemy do pozostałych składników farszu
  8. Mieszamy wszystkie składniki farszu, doprawiając solą i pieprzem do smaku
  9. Wyrośnięte ciasto dzielimy na 6-8 części, z każdej lepimy kulkę i układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej pergaminem
  10. Kulki spłaszczamy, przykładamy szklankę i robimy wgniecenie na farsz, tak jak w tym przepisie: http://jakuma-gdy.blogspot.com/2014/10/drozdzowki-z-owocami.html
  11. Do każdego zagłębienia nakładamy farsz
  12. Tak przygotowane bułki przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 20 min
  13. Rozgrzewamy piekarnik (grzanie od dołu i od góry, bez termoobiegu) do temperatury 180 stopni, wstawiamy blachę z bułka i i pieczemy ok 30 minut, do uzyskania złotego koloru ciasta
  14. Serwujemy na ciepło, ale po wystudzeniu również smakują dobrze, np. w towarzystwie barszczu czerwonego, do popijania
Smacznego :-)



niedziela, 28 lutego 2016

Bulwiok podkarpacki, czyli wytrawny placek drożdżowy znadzieniem "pierogowym"

Jestem z Podkarpacia i jestem z tego dumna. Mieszkam i pracuję w Warszawie, bo w Warszawie jest praca dla osób z takim wykształceniem, jak moje i w takiej branży, jaka mnie interesuje. Niemniej jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ukrywać moje pochodzenie, czy udawać, że jestem kimś innym niż jestem. Zachowanie w stylu tzw. "warszawki" jest żenujące i ma w mojej ocenie związek z głęboko zakorzenionymi kompleksami, a nie z pochodzeniem i próbą zrekompensowania sobie jakichś braków czy ich zatuszowania. Miałam okazję obserwować takie zachowanie zarówno wśród przyjezdnych, jak i wśród Warszawiaków z dziada pradziada.

Ostatnio, zainspirowana studiami podyplomowymi z kultury kulinarnej, pomyślałam, że warto byłoby trochę poszerzyć wiedzę na temat mojej "małej ojczyzny". Plan jest taki, żeby pracę dyplomową poświęcić kulturze kulinarnej mojego rodzinnego regionu. Zaczęłam szukać informacji na ten temat i okazało się m.in., że w województwie podkarpackim jest największa liczba zarejestrowanych produktów tradycyjnych (ponad 200) ze wszystkich województw. Nie zagłębiając się dyskusję na temat tego, czy to rejestrowanie w ogóle ma sens i jak wygląda proces, który sprawia, że dane produkty tradycyjne trafiają na taką listę czy nie, taka ilość produktów z mojego regionu napawa mnie nadzieją, że praca nad tą pracą dyplomową może być ciekawym doświadczeniem :-)

Jednym z moich kulinarnych znalezisk jest potrawa o nazwie "bulwiok podkarpacki", czy też "bulwiok futomski" - pod taką nazwą danie to zostało zarejestrowane na liście produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. Jak można dowiedzieć się z opisu dostępnego na stronie internetowej tego ministerstwa, jest to ciasto drożdżowe wypełnione ziemniaczano-serowym farszem, takim jak do pierogów ruskich, z dodatkiem dużej ilości mięty. Tradycyjnie wypiekane w okresie wykopków, gospodynie piekły bulwiok i zanosiły je na pole, żeby spracowani rolnicy mogli się posilić. Wypiek rzeczywiście jest bardzo pożywny :-) Danie pochodzi ze wsi Futoma, leżącej w granicach powiatu rzeszowskiego i Pogórza Dynowskiego.

Na stronie ministerstwa przepisu nie było, znalazłam go natomiast na blogu podkarpaccy.pl, który jest narzędziem promowania województwa podkarpackiego, prowadzą go anonimowi dziennikarze. Przepis z tej strony jest jak dla mnie mało precyzyjny, a dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z pieczeniem, może być trochę za mało precyzyjny. Wypróbowałam go, starając się znaleźć odpowiedzi na pytania, na które ten przepis nie odpowiadał. Chyba się udało, bo placek ładnie wyrósł, nieźle wyglądał i był smaczny :-) Kluczem do sukcesu jest odpowiednie doprawienie farszu, podobnie jak w pierogach.

Bulwiok podkarpacki



Składniki (na większą keksówkę, porcja dla 4-6 osób, w zależności od apetytu :-)

CIASTO
  • 400g + 2 łyżki mąki pszennej
  • 250ml mleka
  • 25g masła
  • 25g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
FARSZ
  • 5 dużych ziemniaków
  • 200g tłustego twarogu (w przepisie z podkarpaccy.pl jest 100g, ale ja miałam 200g i nie chciałam, żeby się zmarnowało)
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżka oleju
  • 1 pęczek/doniczka mięty (w oryginale jest 10 listków, ale moim zdaniem to za mało)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Ziemniaki obieramy, gotujemy i dokładnie gnieciemy (jeśli ktoś ma praskę, wówczas można przepuścić przez praskę, natomiast zdecydowanie odradzam wykorzystywanie blendera czy innego robota kuchennego, bo puree robi się zbyt kleiste)\
  2. Twaróg rozgniatamy i mieszamy z ziemniakami
  3. Cebulę obieramy, drobno kroimy i podsmażamy na łyżce oleju, na niedużym ogniu, do lekkiego zrumienienia
  4. Miętę myjemy, obrywamy listki i drobno je siekamy
  5. Podsmażoną cebulkę i posiekaną miętę dodajemy do ziemniaków z twarogiem, doprawiamy do smaku (wedle indywidualnych preferencji) solą i pieprzem, przykrywamy miskę folią spożywczą, żeby farsz nie wysychał i odstawiamy na bok, żeby smaki się przegryzły (nie do lodówki)
  6. Połowę mleka podgrzewamy (powinno być ciepłe, ale nie gorące), dodajemy cukier, 2 łyżki mąki, rozkruszone drożdże i mieszamy
  7. Tak przygotowany zaczyn przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut, żeby zaczyn "ruszył"
  8. W międzyczasie rozpuszczamy masło z pozostałym mlekiem i odstawiamy do przestygnięcia
  9. Mąkę wsypujemy do miski i mieszamy z solą
  10. Gdy zaczyn "ruszy", dodajemy go do miski z mąką, a następnie dorzucamy 1 jajko i wlewamy przestudzone roztopione masło z mlekiem
  11. Wyrabiamy ciasto, nie powinno się lepić
  12. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (powinno podwoić wielkość) - ja przygotowuję drożdżowe ciasto zawsze w metalowej misce, przykrywam ją ściereczką i wstawiam do delikatnie rozgrzanego piekarnika (40-50 stopni) na ok 1h
  13. Wyrośnięte ciasto chwilę wyrabiamy (jeśli jest zbyt lepkie, można dodać trochę mąki), rozwałkowujemy, nadając mu kształt prostokąta i wykładamy nim natłuszczoną wcześniej formę do pieczenia
  14. Formę wypełnioną ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15-20 min do wyrośnięcia
  15. Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  16. Formę wyłożoną ciastem wypełniamy farszem i zaginamy brzegi ciasta do środka
  17. Formę wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 40-50 minut
  18. Serujemy ciepłe, aczkolwiek na zimno też podobno jest dobre :-)
Smacznego :-)