środa, 23 kwietnia 2014

Maślane ciasteczka z cytrynową nutą

Na Wielkanoc najbardziej pasują mi smaki kojarzące się z wiosną, lekkością (choć te ciastka wcale lekkie nie są), w jasnych kolorach. Odpadają korzenne przyprawy czy zawiesista kawowe czy orzechowe masy. Dlatego w tym roku na naszym rodzinnym stole królowały wypieki w wiosennych smakach i jasnych kolorach. Był sernik pistacjowy z przepisu z bloga White Plate, był oldschoolowy mazurek różany w nowej odsłonie, opracowanej przez autorkę bloga Strawberries from Poland, wreszcie były też maślane ciasteczka z cytrynową nutą, które prezentuję poniżej. Przepisy na pozostałe z wspomnianych łakoci - w kolejnych postach.

Przepis na te ciasteczka wzorowałam na przepisie z bloga Barbara Bakes, oryginał nieco zmodyfikowałam. Zamiast skrobi kukurydzianej dodałam mąkę ziemniaczaną, zwiększyłaby też ilość skórki z cytryny z 1 łyżki do skórki startej z całej cytryny. Mimo to cytryna jest mało wyczuwalna, więc jeżeli wolicie bardziej cytrynowe ciasteczka, dodajcie skórkę z 1,5 lub nawet z 2 cytryn albo skórkę z 1 cytryny plus ekstrakt cytrynowy (dodałabym max 1 łyżeczkę). Nie udekorowałam ciastek lukrem, bo najbardziej lubię takie zwykle ciasteczka, bez ozdób. Fajne jest to, że można im nadać dowolny kształt, u mnie wiosenne kwiatki :-)

Maślane ciasteczka z cytrynową nutą



Składniki (na ok 30-40 ciasteczek, w zależności od wybranego kształtu):
- 2 szklanki mąki pszennej
- 1/4 szklanki mąki ziemniaczanej
- szczypta soli
- 225g miękkiego masła
- 1/2 szklanki cukru pudru
- 1/2 łyżeczki esencji waniliowym
- skórka starta z 1 cytryny

Przygotowanie:
1. Mąkę pszenną mieszamy z ziemniaczaną i solą
2. W osobnym naczyniu ucieramy masło z cukrem pudrem do momentu uzyskania puszystym masy
3. Do maślano-cukrowej masy dodajemy esencję waniliową oraz startą skórkę, mieszamy
4. Łączymy obie mieszaniny, wyrabiamy ciasto i formujemy je w placek, który owijamy folią aluminiową i  odkładamy do lodówki do schłodzenia na 1h
5. Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 175 stopni CelsjusA
6. Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, rozwałkowyjemy do grubości ok 4-5mm i wykrawamy ciasteczka
7. Wykrojone ciasteczka układamy na blaszkę wyłożonej papierem do pieczenia i pieczemy przez ok 10-12 minut, do uzyskania bardzo lekko złocistego koloru
8. Po upieczeniu wyjmujemy z pieca i studzimy
9. Czynności powtarzamy do zużycia całego ciasta

Smacznego :-)

wtorek, 22 kwietnia 2014

Pasztet z soczewicy i kaszy jaglanej

Od kilku lat na każde święta robimy z mamą pasztet drobiowo-wieprzowy z przepisu mojej niedoszłej teściowej. Tzn. mama kupuje i gotuje mięso, a ja obieram je z niepotrzebnych resztek i mielę to, co przetrwało selekcję, a następnie doprawiam i piekę. Z roku na rok coraz mniej to lubię i chyba powinnam przestać, bo inaczej zupełnie przestanę to lubić. Większą ochotę mam na pieczenie pasztetów bezmięsnych niż mięsnych. Od dłuższego czasu przechowuję w kajeciku przepis na pasztet grzybowy wycięty z któregoś wydania weekendowych Wysokich Obcasów. Ale moment na jego wypróbowania jeszcze nie nadszedł ;-) Czas nadszedł natomiast na wypróbowanie innego przepisu na wegetariański pasztet, a dokładnie na pasztet z soczewicy i kaszy jaglanej z bloga Jadłonomia, który okazał się smacznym dodatkiem do chleba na wielkopiątkową kolację.
Pasztet przypadł do gustu mięsożercom, byli zdziwieni, że bezmięsny pasztet może smakować prawie jak mięsny. Na początku zastanawiałam się, czy ta śliwka w środku jest konieczna, ale po wypróbowaniu przepisu ze śliwką zrozumiałam, że jest potrzebna. Swoją słodyczą przełamuje soczewicowo-ziołowy smak pasztetu.
Polecam zarówno mięsożernym, jak i wegetarianom, a i weganie nie powinni wzgardzić. Pasztet jest bezglutenowy.
Pasztet z soczewicy i kaszy jaglanej
 
Składniki (na małą keksówkę, o długości ok 20 cm):
  • 200 g suchej soczewicy (w oryginale zielona lub brązowa, u mnie była brązowa)
  • 100 g suchej kaszy jaglanej
  • 100 ml oleju plus 2 łyżki do smażenia
  • 2 cebule
  • 10 suszonych śliwek
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 liście laurowe
  • 2 ziarna ziela angielskiego
  • 2 goździki
  • 1 ziarno jałowca
  • 3/4 łyżeczki majeranku
  • 1/2 łyżeczki cząbru (szukałam w sklepach eko, ale nie było, ostatecznie udało mi się kupić cząber marki Kamis w Carrefourze w warszawskiej Galerii Mokotów)
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i czarny pieprz
Przygotowanie:
  1. Soczewicę wsypujemy do garnka, zalewamy dużą ilością zimnej wody, dodajemy dużą szczytpę soli i gotujemy do miękkości
  2. Po ugotowaniu odcedzamy soczewicę na sicie
  3. Kasze jaglaną wsypujemy do garnka i zalewamy zimną wodą (wody powinno być 2x więcej niż kaszy), dodajemy szczyptę soli i 1/2 łyżeczki masła i gotujemy pod przykryciem do wchłonięcia całej wody przez kaszę, a kasza lekko się rozgotuje - a mojego doświadczenia wynika, że z kaszy ugotowanej na sypko wychodzi
  4. Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, a następnie podsmażamy na 2 łyżwach oleju z dodatkiem liści laurowych, ziela angielskiego, goździków i jałowca
  5. Po zeszkleniu cebuli wyjmujemy przyprawy, a podsmażoną cebulę łączymy z ugotowaną soczewicą i kaszą, olejem, sosem sojowym i przyprawami
  6. Masę pasztetową mieszamy i blenderujemy za pomocą ręcznego blendera
  7. Sprawdzamy, czy masa jest wystarczająco słona - jeżeli nie, dodajemy sól
  8. 2/3 masy przekładamy do wysmarowanej tłuszczem formy, a na wierzchu, przez środek, układamy rządek śliwek, jedna przy drugiej, lekko wciskamyw masę, a następnie przykrywamy resztą masy
  9. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, wstawiamy formę z pasztetem i pieczemy przez 40-45 min
  10. Upieczony pasztet studzimy do temperatury pokojowej, a następnie wkładamy do lodówki na całą noc w celu schłodzenia

wtorek, 1 kwietnia 2014

Kotleciki ziemniaczano-krabowe

Nie jestem największą na świecie fanką owoców morza, a wręcz ich nie lubię. Krewetki jak larwy, glutowate ostrygi, okropne mule, brr... Nie przeszkadza mi to jednak w miewaniu zachcianek na dania z owocami morza ;-) Ostatnio zapragnęłam kotlecików krabowych (crab cakes), które pierwszy raz jadłam w lecie w ubiegłym roku podczas weekendowej wycieczki do Londynu. Mimo, że smażone, wydały mi się takie lekkie i wiosenne ;-)

Skąd wziąć mięso kraba w Polsce? Raczej nie z paluszków krabowych, bo te są zrobione z mięsa rybiego, nie z kraba. Podobno tylko kolor ma krabowe pochodzenie, ale ręki ani tym bardziej głowy za to uciąć bym sobie nie dała. Przypomniałam sobie, że w którymś wydaniu magazynu kuchnia Tomek Woźniak robił coś z mięsem kraba i że było to mięso z puszki, które widziałam w delikatesach Marks & Spencer. No więc udałam się do delikatesów Marks & Spencer i zakupiłam 3 puszki, zawierające ok 120g mięsa z białego kraba każda (zalewy nie liczę) w niezbyt przyjemnej (szczególnie jak na mięso z puszki) cenie ok. 18 zł za sztukę. Ale cóż, zachcianka to zachcianka.

Do przygotowania tych kotlecików wykorzystałam przepis Jamiego Olivera. Zależało mi na tym, żeby to były kotleciki, w których skład wchodzą ziemniaki, żeby były bardziej sycące. Nie chciałam natomiast obtaczać ich w bułce ani w mące. Przepis nieco zmodyfikowałam. Podałam z roszponką skropioną vinegretem na bazie oliwy z oliwek i soku z cytryny, z dodatkiem soli i pieprzu.

Kotleciki ziemniaczano-krabowe

Składniki (na 10 niewielkich kotlecików, porcja dla 3 osób):
  • 3 puszki mięsa z białego kraba z Marks & Spencer (w sumie ok. 360g mięsa)
  • 150g obranych i ugotowanych ziemniaków (3 nieduże ziemniaki)
  • 1 mała cebulka
  • garść natki pietruszki
  • 1 jajko
  • sól i pieprz do smaku
  • olej do smażenia
Przygotowanie:
  1. mięso kraba odsączamy z zalewy (najlepiej z wykorzystaniem sitka), a następnie siekamy na mniejsze kawałki i wrzucamy do miski
  2. ugotowane (najlepiej w osolonej wodzie) ziemniaki rozgniatamy na puree i dodajemy do posiekanego mięsa kraba
  3. cebulę obieramy, drobno siekamy i dodajemy do mięsa i ziemniaków
  4. natkę myjemy i drobno siekamy, dodajemy do reszty składników
  5. jajko wbijamy do niewielkiej miski/kubka, roztrzepujemy widelcem i dodajemy do mieszaniny
  6. doprawiamy solą i pieprzem, porządnie wyrabiamy masę, żeby wszystkie składniki dobrze się wymieszały
  7. na duże patelni rozgrzewamy tłuszcz (całe dno patelni powinno być przykryte tłuszczem)
  8. z ziemniaczano-krabowej masy formujemy kotleciki, a następnie smażymy po kilka sztuk na raz na patelni z rozgrzanym tłuszczem na złoto-brązowy kolor
  9. usmażone kotleciki przekładamy na talerz wyścielony ręcznikiem papierowym, który wsiąknie nadmiar tłuszczu
  10. serwujemy na ciepło, np. z warzywami, można też podawać z cząstkami cytryny do skropienia
Smacznego :-)

poniedziałek, 31 marca 2014

Wrapy z kurczakiem, czosnkowo-bieluchowym smarowidłem i warzywami

Te wrapy to jedno z kilku dań, które robiłam już na studiach i które przetrwały w moim jadłospisie do dziś :-) Oprócz wrapów została w nim np. szybka i prosta, acz mało naturalna i odżywcza, zupa pomidorowa na bazie bulionu z kostki i przecieru pomidorowego, która jest ukochaną zupą pomidorową mojej siostry. Cały czas mam w głowie też makaron-wstążki z naleśników z sosem borowikowym i natką, z tym, że sos borowikowy, który robiłam na studiach był z torebki. Wyzwanie polega na tym, żeby zrobić taki sos nie z torebki, za co nie mogę się jakoś zabrać.

Wrapy są proste, smaczne i szybkie w przygotowaniu. Moim zdaniem bardzo fajne na wiosnę czy lato. Myślę, że mogłyby fajnie sprawdzić się jako przekąska na imprezę, pod warunkiem, że (1) albo wszyscy jedzą (bo czosnek), (2) albo zastępujemy czosnek np. świeżymi ziołami. Ja dodałam pomidora i sałatę, ale równie dobrze można dodać jeszcze np. czerwoną cebulę, a zamiast pomidora ogórek lub paprykę.

Wrapy z kurczaskiem, czosnkowo-bieluchowym smarowidłem i warzywami

Składniki (dla 2 osób, jeśli nic innego nie jemy, lub dla 4, jeżeli to tylko przystawka/wstęp):
  • ok. 300g piersi z kurczaka (u mnie zagrodowy, 300g to dwie piersi z kurczaka zagrodowego; w przypadku takiego kurczaka faszerowanego sterydami 300g to może być jedna pierś albo nawet mniej niż jedna pierś…)
  • 1 duży pomidor
  • 4 garści sałaty (u mnie roszponka, ale można też dodać np. miks różnych sałat albo lodową, aczkolwiek najlepiej wymieszać ją z innymi liśćmi, bo wprawdzie fajnie chrupie, ale smaku nie ma)
  • 1 łyżeczka orientalnej przyprawy do mięsa (u mnie mieszanka Al. Fex Ras-el-Hanout, kupiona w Kuchniach Świata, ale mieszanka przypraw do kebaba kupiona w supermarkecie też będzie dobra)
  • 1 serek Bieluch, naturalny
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i pieprz do smaku
  • oliwa
  • 4 placki do wrapów

Przygotowanie:
  1. Mięso myjemy, osuszamy ręcznikiem papierowym, oczyszczamy z farfocli i kroimy w niedużą kostkę
  2. Tak przygotowane mięso doprawiamy 1 łyżeczką przyprawy orientalnej, 1 łyżką oliwy, solą i pieprzem i na chwilę odstawiamy
  3. Czosnek obieramy, miażdżymy w prasce do czosnku i dodajemy do Bielucha, a następnie doprawiamy Bielucha solą i pieprzem do smaku i wstawiamy na chwilę do lodówki
  4. Na patelni rozgrzewamy 1 łyżkę oliwy, wrzucamy na nią pokrojone i doprawione mięso i obsmażamy na złoty kolor
  5. Po usmażeniu mięsa zdejmujemy je z patelni, wyłączamy „ogień”, wycieramy patelnie ręcznikiem papierowym
  6. Myjemy i kroimy pomidory
  7. Na wciąż jeszcze ciepłej patelni układamy placek do wrapów, lekko podgrzewamy (ciężki temu nieco zmięknie), zdejmujemy z patelni, układamy na talerzu
  8. Każdy placek smarujemy ¼ czosnkowo-bieluchowego smarowidła, na smarowidle rozkładamy sałatę, kawałki pomidora i ¼ kostek kurczaka
  9. Następnie zwijamy (ja zwinęłam tak jak krokiety, czyli najpierw zagięłam do środka przeciwległe brzegi, a następnie zwinęłam w rulon), można przekroić każdy wrap na pół, żeby było widać nadzienie, i serwujemy 

niedziela, 30 marca 2014

Bananowy chlebek na mące kokosowej

Na urodziny dostałam od koleżanek i kolegów z pracy wielki pakunek różnego rodzaju "dziwnych" produktów. Mąka z ciecierzycy, mąka grochowa, fasolka mung, nasiona szałwii hiszpańskiej, amarantus, syrop z agawy, itd. Najmniej egzotyczne były w tym towarzystwie mąka jaglana, mąka migdałowa i mąka kokosowa. Wszystko to, by zachęcić mnie do dziwacznych wypieków. Dziwacznych, bo bez mojej ukochanej maki pszennej. Po lekturze książki "Dieta bez pszenicy" dowiedziałam się kilku przykrych faktów o pszenicy, tą samą książkę przeczytało sporo dziewczyn z mojego otoczenia, część przeszła na taką dietę i sobie ją chwali. Ja próbowałam przez 2 tygodnie i nie zauważyłam pozytywnych efektów, na których mi zależało (spadek wagi, lepsze samopoczucie), więc dałam sobie spokój. Są jednak osoby, w przypadku których odstawienie pszenicy ma bardzo pozytywny wpływ na samopoczucie i jakość życia. Takim osobom dedykuję ten bananowy chlebek na mące kokosowej :-)

Jako, że nie jestem ekspertem od wypieków i innych dań bez pszenicy, nie ryzykuję i korzystam z przepisów stworzonych przez osoby, które się na tym znają. Tym razem skorzystałam z przepisu z bloga Comfy Belly, z tą różnicą, że podwoiłam ilość składników, a czas pieczenia zwiększyłam o połowę.

Bananowy chlebek na mące kokosowej

Składniki (na blachę o wymiarach 31,5 x 7,5 x 12,5 cm):
  • 6 dojrzałych bananów (ok. 550-600g po obraniu; jeśli zalegają Wam banany ze zbrązowiałą skórką, będą idealne 
  • 6 jajek
  • 4 łyżki miodu lub syropu klonowego
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej
  • ½ szklanki + 4 łyżki mąki kokosowej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia (w oryginale jest soda oczyszczona)
  • ½ łyżeczki soli (w pojedynczej porcji jest ½ łyżeczki, ja dodałam 1 łyżeczkę do podwójnej porcji, ale ciasto wyszło zbyt słonawe, więc uważam, że ½ łyżeczki na podwójną porcję będzie ok.)
Przygotowanie:
  1. Banany obieramy i rozgniatamy na możliwie jak najgładszą masę (można to zrobić np. za pomocą blendera albo widelcem)
  2. Rozgniecione banany mieszamy w jednym naczyniu z jajkami, esencją waniliową i miodem
  3. W drugim naczyniu mieszamy mąkę kokosową, proszek do pieczenia i sól
  4. Łączymy obie mieszaniny do uzyskania gładkiej masy (moja masa wyszła grudkowata, więc zmiksowałam ją za pomocą miksera) i odstawiamy na 5 minut, żeby mąka kokosowa nasiąknęła płynem
  5. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termo obiegu
  6. Formę do pieczenia natłuszczamy i/lub wykładamy papierem do pieczenia
  7. Masę wykładamy do formy, wyrównujemy wierzch i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika (ja przez większość czasu piekłam na półce na poziomie 1/3 wysokości piekarnika, bo mój piekarnik trochę za mocno przypieka od góry; na ostatnie 10 minut pieczenia przeniosłam półkę wyżej, na poziom połowy wysokości piekarnika)
  8. Pieczemy ok. 70-80 minut, do zrumienianie wierzchu i tzw. „suchego patyczka”
  9. Po upieczeni wyjmujemy ciasto z piekarnika i studzimy
  10. Podajemy wystudzone

Mimo tego, że ten chlebek jest smaczny, trudno mi powstrzymać się od stwierdzenia, że chlebek bananowy na mące pszennej, który robiłam jakiś czas temu, był smaczniejszy i miał fajniejszą teksturę.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Sernik a la After Eight

Ten sernik to był taki raczej serniko-tort, który zaserwowałam mojej rodzinie z okazji moich trzydziestych urodzin. Już od jakiegoś czasu chciałam zrobić sernik z pralinkami After Eight, ale chyba czekałam na jakąś większą okazję i na przyjazd Taty, który jest fanem tych pralinek.

Ten sernik jest "a la After Eight" w dwóch wymiarach. Po pierwsze, w serowej masie zostały zatopione miętowe pralinki w czekoladowej otoczce. Po drugie spód jest czekoladowy, a galaretka na wierzchu jest miętowa. Przecież nie mogłam ograniczyć się tylko do pralinek w środku ;-)

Spód i masa sernikowa jest z bloga Kwestia Smaku (niemniej jednak trochę zmodyfikowany), a miętowa galaretka i dodanie do tej masy serowej pralinek to moja własna inwencja. Generalnie pomysł na dodanie tych pralinek do masy serowej nie jest nowy, w internecie jest sporo takich przepisów ;-) Więc Ameryki nie odkryłam.

Największym wyzwaniem była ta miętowa galaretka. Zrobiłam ją z agar agar, 2 pęczków świeżej mięty, cukru i wody, ale wydaje mi się, że jej smak nie był wystarczająco wyrazisty. Niestety likier miętowy, który planowałam do niej dodać, przyszedł już po moich urodzinach, więc musiała mi wystarczyć świeża mięta. Jej smak był delikatny, gdy będę robiła to ciasto jeszcze raz, dodam likier albo zmniejszę ilość wody (teraz miałam 2 szklanki wody na 2 pęczki mięty, spokojnie wystarczy 1 szklanka wody - warstwa galaretki będzie wówczas znacznie cieńsza, ale smak powinien być intensywniejszy). Natomiast spód i warstwa sernikowa z zatopionymi pralinkami wyszły super, polecam, takie połączenie. Bez galaretki też byłoby ok.

Sernik a la After Eight

Składniki (na okrągłą blachę o średnicy 22-23 cm):

SPÓD
  • 200g ciasteczek owsianych (w oryginale są ciasteczka czekoladowe, ale ja nie chciałam, żeby ten spód był zbyt czekoladowy, bo Tato nie lubi mocno czekoladowych wypieków, ciemnych ciast, mas, itp.)
  • 1 łyżka kakao
  • 50g czekolady Jedyna marki Wedel (w oryginale jest gorzka, ale mój spód nie miał być zbyt gorzko-czekoladowy, stąd Jedyna)
  • 50g masła
MASA SERNIKOWA
  • 500g zmielonego twarogu (ja kupuję gotowy, taki w wiadereczku, marki Piątnica, śmietankowy)
  • 1/2 szklanki cukru (w oryginalnym przepisie jest 3/4 szklanki, ale moim zdaniem to za dużo)
  • 1 białko jaja
  • 7-8 pralinek After Eight
MIĘTOWA GALARETKA
  • 1 szklanka wody
  • 1 łyżeczka agar agar (można kupić w sklepach ze zdrową żywnością lub w sklepach zielarskich)
  • 2 pęczki mięty
  • cukier do smaku (1-1,5 łyżki powinno wystarczyć, ale najlepiej sprawdzać na bieżąco)
Wydaje mi się, że galaretka z 1 szklanki wody może być lepsza (intensywniejszy smak mięty) niż 2. Na moim zdjęciu jest galaretka z 2 szklanek wody (wtedy zwiększamy też ilość agar agar - na 1 szklankę, 1 łyżeczka).

Przygotowanie:
1. masło i czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej
2. ciasteczka rozkruszamy na pył (najlepiej sprawdza się w tej czynności blender) i mieszamy z kakao
3. łączymy rozkruszone ciasteczka z maślano-czekoladową masą, a następnie wyklejamy uzyskaną mieszaniną dno formy do pieczenia  i wstawiamy do lodówki na ok. pół godziny
4. mielony twaróg mieszamy z cukrem i białkiem
5. połowę masy serowej wykładamy na schłodzony czekoladowy spód, a następnie układamy praliny i przykrywamy je pozostałą częścią masy serowej


6. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
7. wstawiamy do piekarnika formę z ciastem i od razu zmniejszamy temperaturę do 120 stopni Celsjusza, a następnie pieczemy przez 45 min do momentu, w którym masa serowa się zetnie
8. po upieczeniu wyjmujemy ciasto z piekarnika, studzimy, chłodne wstawiamy do lodówki
9. ze szklanki wody odlewamy 1/4 i rozpuszczamy agar agar w tej ilości
10. pozostałą wodę zagotowujemy i dodajemy do niej cukier oraz wodę z rozpuszczonym agar agar i gotujemy przez chwilę
11. zdejmujemy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia
12. obrywamy listki z łodyżek mięty, wrzucamy do blendera, dodajemy kilka łyżek rozpuszczonego agar agar i blenderujemy na gładką masę, a następnie dodajemy do reszty tężejącej galaretki z agar agar
13. przestudzoną galaretkę wylewamy na wierzch sernika i wstawiamy do lodówki na kilka godzin do zastygnięcia i schłodzenia

Podajemy sernik po schłodzeniu, można go dodatkowo ozdobić kilkoma listkami mięty i jakimiś ozdobami z czekolady, cukru, itd. Moje ciasto zostało ozdobione czekoladowymi literkami.

 

niedziela, 23 lutego 2014

Muffiny ze szpinakiem, ale na słodko

Te muffiny zrobiłam dla koleżanek i kolegów z pracy na moje urodziny. Gdy brałam udział w konkursie Kulinarny Blog Roku 2012, robiłam dla nich dania, które zgłaszałam do konkursu, a oni degustowali i głosowali. Od tamtej pory wiedzą, że gotuję i piekę, dlatego po prostu nie mogłam niczego nie przynieść z okazji urodzin. Chciałam jednak, żeby to było coś w pewnym sensie wyjątkowego, czego większość z nich jeszcze nie próbowała. Zrobiłam więc te muffiny, zdaje się, że zamierzony efekt WOW został osiągnięty ;-) Oprócz muffinów było też moje ukochane ciasto czekoladowe z przepisu cioci mojej przyjaciółki Marty oraz cytrynowe ciasto na bazie mielonych migdałów z przepisu z bloga Ciocciolato Gatto (ale bez lawendy). Wszystko poszło, rozumiem więc, że wyszło ok :-)

Pomysł na zielone muffiny powstał po lekturze przepisu na tort żabiego króla, który znalazłam na blogu Przy Kubku Kawy, który trochę zmodyfikowałam. Fajne w nich jest to, że mają piękny zielony kolor bez wykorzystania żadnych sztucznych barwników. W smaku szpinak czułam tylko wtedy, gdy muffiny były jeszcze gorące, po wystudzeniu był niewyczuwalny. Wadą jest to, że przygotowanie tych muffinów wymaga użycia robota kuchennego albo co najmniej miksera. Inne muffiny na moim blogu tego nie wymagają, wystarczy zamieszać łyżką.

Słodkie zielone muffiny ze szpinakiem
 
Składniki (na 20+ muffinów o średnicy ok. 5 cm):
  • 450g mrożonego rozdrobnionego szpinaku
  • 300g mąki
  • 130g cukru
  • 1 opakowanie cukru waniliowego (ok. 32g)
  • 3/4 szklanki oleju
  • 100g białej czekolady
  • 3 jajka
  • 2 czubate łyżeczki proszku do pieczenia
Przygotowanie:
  1. szpinak wyjmujemy z zamrażalnika kilka godzin przed przygotowaniem muffinów, żeby dobrze się rozmroził (ja wyjęłam wieczorem, przełożyłam do miski, przykryłam folią i wstawiłam na całą noc do lodówki)\
  2. rozmrożony szpinak odciskamy z nadmiaru wody i miksujemy z olejem
  3. czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej
  4. mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia
  5. jajka z cukrem i cukrem waniliowym ubijam na puszystą piankową masę o kremowym kolorze
  6. do miski z ubitymi jajkami stopniowo dodajemy stopniowo mąkę i masę szpinakową, na przemian, cały czas miksując na niewielkich obrotach
  7. na końcu dodajemy roztopioną czekoladę i miksujemy na gładką masę
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  9. blachę do muffinów wykładamy papilotkami lub smarujemy tłuszczem, do każdej papilotki wlewamy ok 1,5 czubatej łyżki ciasta
  10. wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 23 min (dobrze jest obserwować kolor muffinów, chodzi o to, żeby miały ładny, żywy zielony kolor, a nie zielono-brązowawy, pilnujemy, żeby się nie przypiekły)
  11. po upieczeniu wyjmujemy i studzimy
Wystudzone muffiny można udekorować - ja zrobiłam "czapeczki" z rozpuszczonej białej czekolady, na wierzchu których znalazły się kawałki suszonej żurawiny.

Smacznego :-)