niedziela, 28 lutego 2016

Bulwiok podkarpacki, czyli wytrawny placek drożdżowy znadzieniem "pierogowym"

Jestem z Podkarpacia i jestem z tego dumna. Mieszkam i pracuję w Warszawie, bo w Warszawie jest praca dla osób z takim wykształceniem, jak moje i w takiej branży, jaka mnie interesuje. Niemniej jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby ukrywać moje pochodzenie, czy udawać, że jestem kimś innym niż jestem. Zachowanie w stylu tzw. "warszawki" jest żenujące i ma w mojej ocenie związek z głęboko zakorzenionymi kompleksami, a nie z pochodzeniem i próbą zrekompensowania sobie jakichś braków czy ich zatuszowania. Miałam okazję obserwować takie zachowanie zarówno wśród przyjezdnych, jak i wśród Warszawiaków z dziada pradziada.

Ostatnio, zainspirowana studiami podyplomowymi z kultury kulinarnej, pomyślałam, że warto byłoby trochę poszerzyć wiedzę na temat mojej "małej ojczyzny". Plan jest taki, żeby pracę dyplomową poświęcić kulturze kulinarnej mojego rodzinnego regionu. Zaczęłam szukać informacji na ten temat i okazało się m.in., że w województwie podkarpackim jest największa liczba zarejestrowanych produktów tradycyjnych (ponad 200) ze wszystkich województw. Nie zagłębiając się dyskusję na temat tego, czy to rejestrowanie w ogóle ma sens i jak wygląda proces, który sprawia, że dane produkty tradycyjne trafiają na taką listę czy nie, taka ilość produktów z mojego regionu napawa mnie nadzieją, że praca nad tą pracą dyplomową może być ciekawym doświadczeniem :-)

Jednym z moich kulinarnych znalezisk jest potrawa o nazwie "bulwiok podkarpacki", czy też "bulwiok futomski" - pod taką nazwą danie to zostało zarejestrowane na liście produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa. Jak można dowiedzieć się z opisu dostępnego na stronie internetowej tego ministerstwa, jest to ciasto drożdżowe wypełnione ziemniaczano-serowym farszem, takim jak do pierogów ruskich, z dodatkiem dużej ilości mięty. Tradycyjnie wypiekane w okresie wykopków, gospodynie piekły bulwiok i zanosiły je na pole, żeby spracowani rolnicy mogli się posilić. Wypiek rzeczywiście jest bardzo pożywny :-) Danie pochodzi ze wsi Futoma, leżącej w granicach powiatu rzeszowskiego i Pogórza Dynowskiego.

Na stronie ministerstwa przepisu nie było, znalazłam go natomiast na blogu podkarpaccy.pl, który jest narzędziem promowania województwa podkarpackiego, prowadzą go anonimowi dziennikarze. Przepis z tej strony jest jak dla mnie mało precyzyjny, a dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z pieczeniem, może być trochę za mało precyzyjny. Wypróbowałam go, starając się znaleźć odpowiedzi na pytania, na które ten przepis nie odpowiadał. Chyba się udało, bo placek ładnie wyrósł, nieźle wyglądał i był smaczny :-) Kluczem do sukcesu jest odpowiednie doprawienie farszu, podobnie jak w pierogach.

Bulwiok podkarpacki



Składniki (na większą keksówkę, porcja dla 4-6 osób, w zależności od apetytu :-)

CIASTO
  • 400g + 2 łyżki mąki pszennej
  • 250ml mleka
  • 25g masła
  • 25g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka soli
FARSZ
  • 5 dużych ziemniaków
  • 200g tłustego twarogu (w przepisie z podkarpaccy.pl jest 100g, ale ja miałam 200g i nie chciałam, żeby się zmarnowało)
  • 1 duża cebula
  • 1 łyżka oleju
  • 1 pęczek/doniczka mięty (w oryginale jest 10 listków, ale moim zdaniem to za mało)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Ziemniaki obieramy, gotujemy i dokładnie gnieciemy (jeśli ktoś ma praskę, wówczas można przepuścić przez praskę, natomiast zdecydowanie odradzam wykorzystywanie blendera czy innego robota kuchennego, bo puree robi się zbyt kleiste)\
  2. Twaróg rozgniatamy i mieszamy z ziemniakami
  3. Cebulę obieramy, drobno kroimy i podsmażamy na łyżce oleju, na niedużym ogniu, do lekkiego zrumienienia
  4. Miętę myjemy, obrywamy listki i drobno je siekamy
  5. Podsmażoną cebulkę i posiekaną miętę dodajemy do ziemniaków z twarogiem, doprawiamy do smaku (wedle indywidualnych preferencji) solą i pieprzem, przykrywamy miskę folią spożywczą, żeby farsz nie wysychał i odstawiamy na bok, żeby smaki się przegryzły (nie do lodówki)
  6. Połowę mleka podgrzewamy (powinno być ciepłe, ale nie gorące), dodajemy cukier, 2 łyżki mąki, rozkruszone drożdże i mieszamy
  7. Tak przygotowany zaczyn przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut, żeby zaczyn "ruszył"
  8. W międzyczasie rozpuszczamy masło z pozostałym mlekiem i odstawiamy do przestygnięcia
  9. Mąkę wsypujemy do miski i mieszamy z solą
  10. Gdy zaczyn "ruszy", dodajemy go do miski z mąką, a następnie dorzucamy 1 jajko i wlewamy przestudzone roztopione masło z mlekiem
  11. Wyrabiamy ciasto, nie powinno się lepić
  12. Wyrobione ciasto przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (powinno podwoić wielkość) - ja przygotowuję drożdżowe ciasto zawsze w metalowej misce, przykrywam ją ściereczką i wstawiam do delikatnie rozgrzanego piekarnika (40-50 stopni) na ok 1h
  13. Wyrośnięte ciasto chwilę wyrabiamy (jeśli jest zbyt lepkie, można dodać trochę mąki), rozwałkowujemy, nadając mu kształt prostokąta i wykładamy nim natłuszczoną wcześniej formę do pieczenia
  14. Formę wypełnioną ciastem przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 15-20 min do wyrośnięcia
  15. Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu
  16. Formę wyłożoną ciastem wypełniamy farszem i zaginamy brzegi ciasta do środka
  17. Formę wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez 40-50 minut
  18. Serujemy ciepłe, aczkolwiek na zimno też podobno jest dobre :-)
Smacznego :-)







niedziela, 31 stycznia 2016

Róże z kruchego ciasta

W dzisiejszych czasach kupienie prezentu nie jest wielką sztuką, towaru wszelkiej maści jest w sklepach pod dostatkiem, wystarczy wejść i kupić. No chyba, że chodzi o prezent wyjątkowy, wyszukany, którego zdobycie wymaga sporo zachodu. Niemniej jednak dla mnie najbardziej wartościowe są własnoręcznie zrobione prezenty - odbieram je jako wyraz szczególnego zaangażowania ze strony darczyńcy. Czy to będą przetwory od babci czy dziadka, czy kopytka z gulaszem od mamy, czy płyta z "the best of" filmów z nagraniami rodzinnymi - takie rzeczy cieszą, bo zostały zrobione własnoręcznie, z miłością.

Staram się w miarę możliwości przygotowywać dla najbliższych domowej roboty prezenty, a że  z prac ręcznych najlepiej wychodzi mi gotowanie/pieczenie, zwykle jest coś do jedzenia. Tym razem były to róże z kruchego ciasta z nadzieniem z różanej marmolady, dla babci na imieniny. Pomysł chodził za mną od dłuższego czasu, w końcu udało mi się go zrealizować :-) Przepis i wykonanie są proste, najtrudniejszym elementem jest wyczucie piekarnika (jak długo piec, żeby dopiec). Wskazówk zaczerpnęłam z bloga Renia W Kuchni: http://reniawkuchni.blox.pl/2013/02/Kruche-rozyczki.html

Róże z kruchego ciasta

Składniki (na 25-35 kruchych róż):
500g mąki pszennej
300g masła
3 łyżki cukru pudru
4 żółtka
1 białko
szczypta soli
marmolada (u mnie różana)

Przygotowanie:
1. Mąkę, cukier puder i sól przesiewamy na deskę lub do dużej miski
2. Zimne masło siekamy z suchymi składnikami lub ścieramy na tarce o frubych oczkach
3. Rozcieramy suche składniki z masłem za pomocą opuszków palców do uzyskania konsystencji kruszonki
4. Dodajemy żółtka i zagniatamy ciasto, owijamy je folią i chowamy do lodówki na 30min
5. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy, wycinamy kółka (można szklanka), takie jak na pierogi
6. Bierzemy pod trzy kółka, układamy w jednej linii, tak, żeby zachodziły na siebie - miejsca, w których na siebie zachodzą smarujemy białkiem, żeby się skleiły, a następnie marmoladą (ok 1 łyżeczka), w poprzek sklejonych kółek (tak, żeby drżem był na planie średnicy przechodzącej przez pierwsze i drugie kółko od lewej)
7. Zwijamy kółka w rulon, zaczynając od lewego, a następnie przekrajamy rulon na pół - miejsce przecięcia można zakleić dodatkowym małym kółkiem wyciętym z tego samego ciasta, żeby drżem nie wypływał/nie przypadał się
8. Połówki ruloników układamy miejscem przecięcia do dołu na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem pergaminowym i pieczemy w temperaturze ok 170 stopni Celsjusza (bez termoobiegu) przez 25-35min
9. Po upieczeniu studzimy i przechowujemy w szczelnym opakowaniu

Przy rakiej ilości cukru ciasto nie jest specjalnie słodkie, więc można dodać więcej cukru do ciasta lub oprószyć upieczone i wystudzone róże cukrem pudrem.

Smacznego :-)


piątek, 1 stycznia 2016

Roladki wołowe z kluskami śląskimi i modrą kapustą

W wieczór sylwestrowy 2015/2016 tradycji stało się zadość: kolejny raz spędziliśmy z Wybrankiem ten czas w domu na kanapie, ubrani w "wyjściowe" dresy, gotując kluchy. Te kluchy to zwyczaj zapoczątkowany trzy lata temu, kiedy zrobiliśmy kluski kładzione. Rok temu były pierożki z ciasta ryżowego w azjatyckim stylu, dwa lata temu - chinkali, a na przełomie 2012 i 2013 - ulubione kluchy Wybranka, kładzione. W tym roku padło na kluski śląskie, obowiązkowo z roladkami wołowymi i modrą kapustą. Skorzystaliśmy ze wskazówek "Księgowej w kuchni", czyli Marii Ożgi,  najbardziej wyrazistej uczestniczki jednej z historycznych edycji programu "Masterchef", która regularnie "dowalała" nadętemu członkowi jury, reklamującemu obecnie szczyt francuskiej sztuki kulinarnej - śledzie ;-) Nie żebym miała coś przeciwko śledziom, ale wydaje mi się, że jak ktoś lansuje się na eksperta od "kuchni wyższej", artystę, to reklamowanie śledzi jest mało spójne z takim wizerunkiem. Jako ekonomista oczywiście rozumiem aspekt finansowy takiej pracy, ale jako miłośniczka kuchni francuskiej jestem zniesmaczona.

Wracając do meritum - z radością odkryłam, że kluski śląskie, które bardzo lubię, to banalnie proste danie, wymagające zaledwie dwóch składników - zgodnie z przepisem pani Marii są to mąka ziemniaczana i ziemniaki. Czyli z jednej strony tradycyjnie, a z drugiej - bezglutenowo i wegańsko ;-)

Specjalistką od roladek mięsnych, zwanych również zrazami, jest moja Mama. Roladki często pojawiają się na naszym stole w związku ze specjalnymi okazjami, jak święta, jubileusze czy wizyta ważnych gości. Wyprodukowanie roladek dla dużej liczby osób to praco- i czasochłonne zajęcie, szczególnie jeśli trzeba własnoręcznie rozbić 20 czy 30 kotletów wołowych. Mama ostatnio zaczęła się odgrażać, że przerzuci się na roladki wieprzowe, bo wieprzowinę łatwiej jest rozbić. Ja miałam to szczęście, że warszawski sklep mięsny Befsztyk, w którym najczęściej zaopatrujemy się w mięso, oferuje opcję zamówienia mięsa już pokrojonego w plastry i rozbitego tłuczkiem. Z dziką radością z tej opcji skorzystaliśmy :-) Przy okazji, jeśli mieszkanie w Warszawie lub okolicach i szykujecie zapasy mięsa na święta, szczerze polecam zamówienie mięsa w sklepie internetowym Befsztyk.pl z dostawą do domu lub odbiorem na miejscu. Dzięki temu macie pewność, że dostaniecie to, na czym Wam zależy, a przy okazji nie będziecie musieli stać w długich kolejkach z obawą, że ten kawał mięsa, który upatrzyliście sobie w lodówce, kupi ktoś, kto stoi przed Wami ;-)

Nasze roladki były skrzyżowaniem wersji zaprezentowanej przez Marię Ożgę z roladkami przygotowywanymi przez moją Mamę. Nadzienie ograniczało się do musztardy, cebuli i boczku, jak u pani Marii, natomiast roladki dusiliśmy w sosie na bazie cebulki i bulionu, jak u mojej Mamy.

Wyszło pysznie :-)

Roladki wołowe z kluskami śląskimi i modrą kapustą















Składniki (dla 5-6 osób):

KLUSKI ŚLĄSKIE
  • ok. 1,3kg surowych ziemniaków (z tej ilości, po obraniu i ugotowaniu, powinniśmy uzyskać ok 1kg ugotowanych ziemniaków)
  • 250g mąki ziemniaczanej















ROLADKI
  • 10-12 kotletów z mięsa wołowego (najlepiej poprosić o mięso zrazowe, u nas był udziec wołowy)
  • musztarda (najlepiej nie francuska), po ok 1 płaskiej łyżeczce na roladkę
  • 150-200g chudego boczku wędzonego
  • 1 duża cebula
  • 1,5 szklanki bulionu wołowego
  • sól i pieprz















MODRA KAPUSTA
  • 1 średniej wielkości główka czerwonej kapusty
  • 2-3 łyżki octu (najzwyklejszego)
  • 1-2 łyżeczki cukru
  • sól i pieprz
Przygotowanie:

KLUSKI ŚLĄSKIE
  1. Ziemniaki obieramy i gotujemy w osolonej wodzie, a następnie studzimy
  2. Wystudzone ziemniaki przepuszczamy przez praskę do ziemniaków lub mielimy w maszynce do mięsa (zdecydowanie nie polecam rozdrabniania ziemniaków w blenderze, Thermomoxie lub innych ustrojstwach - wiem z doświadczenia, że wówczas uzyskujemy konsystencję "gluta", która nie nadaje się do przygotowania klusków), a jeżeli jesteście wystarczająco wytrwali i dokładni, można równie dobrze rozgnieść ziemniaki widelcem
  3. Do ziemniaków dodajemy mąkę i wyrabiamy gładkie ciasto
  4. Z ciasta lepimy kuleczki wielkości dużego orzecha włoskiego, a następnie w każdej z nich robimy palcem dziurkę (na sos ;-)
  5. Kluski gotujemy w osolonej wodzie, aż wypłyną na powierzchnię wody
ROLADKI
  1. Kotlety wołowe rozbijamy tłuczkiem, żeby były cienkie (jak na cienkie schabowe, im cieńsze tym łatwiej będą się zwijały)
  2. Cebulę obieramy i siekamy w drobną kostkę
  3. Boczek siekamy w drobną kostkę
  4. Każdy rozbity kotlet smarujemy musztardą (od wewnątrz roladki), układamy na środku trochę posiekanej cebulki i boczku, doprawiamy pieprzem (tu bez soli) i zwijamy w roladkę, którą spinamy drewnianą wykałaczką lub specjalnym metalowym szpikulcem
  5. Tak przygotowane roladki obsmażamy ze wszystkich stron na oleju (najlepiej w głębokim rondlu, w którym później będziemy dusili roladki), do uzyskania złotego koloru
  6. Po obsmażeniu roladek na tej samej patelni i tym samym tłuszczu podsmażamy cebulę, która powinna była zostać z nadziewania (jeśli zostało Wam trochę boczku, możecie go podsmażyć z cebulką i dodać do sosu albo podsmażyć na osobnej patelni i dodać do modrej kapusty)
  7. Podsmażoną cebulę zalewamy 1/2 szklanki bulionu, który "ściągnie" wszystkie przysmażone fragmenty mięsa i cebuli z dna rondla, i chwilę gotujemy
  8. Następnie wkładamy do rondla roladki, zalewamy pozostałym bulionem, doprawiamy solą i pieprzem i dusimy pod przykryciem na niedużym ogniu, do momentu, aż mięso będzie miękkie (u nas zajęło to ok. 1h, ale tu dużo zależy od mięsą)
  9. Przed podaniem sos można zagęścić mąką lub śmietaną i mąką, można też przed usmażeniem obtoczyć roladki w mące, co powinni spowodować zagęszczenie sosu
MODRA KAPUSTA
  1. Kapustę myjemy, usuwamy zewnętrzne liście, resztę szatkujemy
  2. Poszatkowaną kapustę wrzucamy do garnka, wlewamy szklankę wody i gotujemy bez przykrycia do miękkości i odparowania wody
  3. Na końcu doprawiamy kapustę octem, cukrem, solą i pieprzem i jeszcze chwilkę gotujemy

środa, 23 grudnia 2015

Pierniczki Elizy

Co roku, i tylko raz w roku, robię moje ulubione pierniczki w skandynawskim stylu, z melasą i dużą ilością imbiru. W tym roku wyszły jakieś takie bardziej wytrawne niż słodkie, więc dla równowagi chciałam zrobić jakieś takie klasyczne słodkie pierniczki. Padło na wypieki, którymi rok temu obdarowała mnie moja przyjaciółka Eliza, z którą znamy się już prawie 30 lat :-) Choć oryginalny przepis pochodzi z jakiegoś kalendarza marki Thermomix, dla mnie to zawsze będą pierniczki Elizy, bo to od niej dostałam wypieki z tego przepisu i to z nią zawsze będą mi się kojarzyły :-) Oryginalny przepis dostosowałam tak, aby można było je spokojnie zrobić nie posiadając Thermomixa.

Pierniczki Elizy


Składniki:
100g cukru białego
100g cukru brązowego
100g miodu (może też być melasa, ale ciasteczka z miodem wychodzą delikatniejsze w smaku)
100ml wody
140g masła
1 łyżka mielonego cynamonu
1 łyżka mielonego imbiru
1 łyżka mielonych goździków
1/2 łyżki sody
500g mąki pszennej

Przygotowanie:
1. Do rondelka wlewamy wodę, dodajemy miód, cukier biały, cukier brązowy i masło, podgrzewamy całość na niedużym ogniu przez 10 min
2. Mieszaninę zdjmujemy z ognia i odstawiamy do przestygnięcia
3. Mąkę przesiewamy razem z sodą,  dodajemy przyprawy korzenne
4. Łączymy obi mieszaniny i  wyrabiamy gęstą, lepką masę
5. Z masy lepimy kulę, owijamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na nic (lub na pół dnia) do schłodzenia
6. Następnego dnia (ew. w drugiej połowie dnia) rozwałkowujemy ciastao na stolnicy/blacie obsypanym mąką, a następnie wykrajamy ciastka i układamy na blaszce wysmarowanej tłuszczem lub wyłożonej papierem do pieczenia
7. Rozgrzewamy piekarnik do180 stopni Celsjusza
8. Wstawiamy blachę z ciasteczkami do piekarnika i pieczemy przez ok 10 min (większe viasteczka 10 min, mniejsze 8 min)

Smacznego :-)


piątek, 18 grudnia 2015

Gulasz warzywny z cieciorką i bakłażanem

W przepisie, który znalazłam w internecie, danie to występuje pod nazwą "marokański gulasz warzywny z cieciorką i bakłażanem". Nie mam jednak pewności, co do korzeni tej potrawy, bo szukałam tego przepisu pozostając pod dużym wrażeniem bardzo podobnego dania, które jadłam podczas wakacji w Lizbonie. Niezależnie od pochodzenia, jest bardzo smaczne, proste i szybkie w przygotowaniu. Oraz - jak wyczytałam w przepisie, na którym się wzorowałam - "wymaga użycia tylko jednego świeżego składnika", co nie do końca jest prawdą, no chyba, że cebuli i czosnku nie uznajemy za "świeże składniki" ;-)

Przy okazji może podzielę się wskazówkami dotyczącymi dwóch składników tego dania:
  • cieciorka - w książce "Zmień chemię na jedzenie", autorstwa Julity Bator, znalazłam informację, że bezpieczniej jest wybierać produkty w słoikach, a nie w puszkach; podobno puszki wcale nie są takie neutralne pod kątem toksyn - staram się nie wierzyć we wszystko, co przeczytam na temat jedzenia (wówczas prawdopodobnie w ogóle przestałabym jeść, bo "wszystko jest rakotwórcze", a najbardziej chyba samo życie...), ale skoro można wybrać opakowanie bezpieczniejsze, może warto się nad tym zastanowić; słoiki mają też taką zaletę, że można je wykorzystać do przechowywania żywności/przetworów, z puszką ciężko
  • pomidory z puszki - nie kojarzę, żeby na rynku były dostępne pomidory ze słoika, więc powyższy wywód będzie tu "od czapy", ale za to mam inny ;-) moja Siostra podpowiedziała mi, że czytała gdzieś całkiem sensowną uwagę, że jak już korzystamy z pomidorów z puszki to lepiej z takich w całości, a nie krojonych; a to dlatego, że przy tych krojonych może się zdarzyć, że do puszki trafiają same najmniej atrakcyjne części pomidora
To co z tym gulaszem?

Gulasz warzywny z cieciorką i bakłażanem

Składniki (dla 4 osób):
  • 2 duże bakłażany
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 puszka cieciorki (ok 250g pod odsączeniu z zalewy)
  • 1 puszka pomidorów (ok. 400g, z zalewą)
  • 1 szklanka wywaru warzywnego
  • 1/2 łyżeczki chili (w oryginale jest 1 cała, ale ja dodałam mniej, bo wolę łagodniejsze niż ostrzejsze dania)
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • Sól i pieprz do smaku
  • Opcjonalni: natka pietruszki do posypania
Przygotowanie:
1. Bakłażany myjemy i kroimy w dużą kostkę
2. Cebulę obieramy i kroimy w kostkę
3. Czosnek obieramy i przepuszczamy przez praskę
4. Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę, czosnek, cynamon, chili i kmin, a następnie podsmażamy na niedużym ogniu, aż cebula nieco zmięknie
5. Na patelnię dodajemy pokrojone bakłażany, cieciorkę i pomidory z puszki, razem z zalewą, a następnie dodajemy bulion, przykrywamy i gotujemy przez ok. kwadrans, aż kawałki bakłażana będą miękkie
6. Jeśli sos jest zbyt płynnym zdejmujemy pokrywkę i gotujemy jeszcze chwilę, do odparowania części płynu
7. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku

Serwujemy z ryżem, kuskusem lub bulgurem, ale równie dobrze można podać z chlebem. Przed podaniem można posypać posiekaną świeżą natką.

Smacznego :-) 


niedziela, 13 grudnia 2015

Krupnik z kaszą jęczmienną

Na taką aurę, jak obecnie, krupnik jest moim zdaniem idealny. W ciemne, zimne, mokre dni syci, rozgrzewa, daje poczucie bezpieczeństwa, przywołuje wspomnienia z domu rodzinnego :-) Z uwagi na obecność i kaszy, i ziemniaków, i mięsa (jeśli zdecydujecie się dodać) sprawia, ze miska krupniku może spokojnie pelnic funkcję samodzielnego dania.

Dodatkowo, jeżeli macie gotowy bulion, przygotowanie krupniku nie powinnio zająć dużo czasu. Jeśli nie macie, polecam bulion z przepisu bazującego na przepisie na rosół wołowy z książki "Encyklopedia polskiej sztuki kulinarnej" Hanny Szymanderskiej. W przepisie tym ciekawy jest dodatek nieopalonej i nieobranej cebuli oraz goździka wbitego w tą cebulę. Pominęłam niektóre dodatki, jak np. wątróbkę, rzodkiewkę, kalarepę i kilka innych dodatków, skupiłam się na tym, które dodaje się w moim domu rodzinnym.

Przepis na bulion (autotka oryginały podaje wagę warzyw, ja nie, plus ja nie )
- 3 litry wody
- 750-1000g wołowiny (u mnie była pręga wołowa, ale każdy inny kawałek mięsa "rosołowego")
- 1 średniej wielkości cebula
- 1 goździk
- 2 ziarenka ziela angielskiego
- 3 ziarenka pieprzu
- 2 liście laurowe
- 1/4 selera
- 2 średniej wielkości marchewki
- 1 korzeń pietruszki
- biała część niedużego pora
- sól do smaku
- opcjonalnie: kilka suszonych podgrzybków

Do dużego garnka wlewamy wodę, wrzucamy umytą, ale nie obraną cebulę z wbitym goździkiem, ziele angielskie, pieprz i liście laurowe, a następnie gotujemy przez ok 15 min, pod przykryciem. Po tym czasue dodajemy umyte mięso i gotujemy przez ok 1h bez przykrycia, na niewielkim ogniu, zbierając łyżką szumowiny co jakiś czas. Myjemy i obramy warzywa. Po upływie godziny od rozpoczęcia gotowania mięsa, dorzucamy warzywa i grzybki (które warto wcześniej opłukać/wymoczyć, żeby pozbyć się ew. piasku). Gotujemy razem ok 30 min, przecedzamy i doprawiamy solą do smaku. Ugotowane mięso oraz grzybki można pokroić/podzielić na małe kawałki i dorzucić do krupniku.

Krupnik z kaszą jęczmienną

Składniki (dla 4-6 osób)
- ok 1,5l aromatycznego bulionu (ja najbardziej lubię wołowy, ale może też być drobiowy lub warzywny)
- 4 średniej wielości ziemniaki
- 2 średniej wielkości marchewki
- 1 korzeń pietruszki
- 150g kaszy jęczmiennej (perłowej)
- kawałki ugotowanego mięsa, ew. grzybków
- do posypania świeża natka pietruszki (ja na taką ilość zupy dodaję 1/2 pęczka)
- sól i pieprz

1. Warzywa myjemy, obieramy, kroimy w niedużą kostkę
2. Podgrzewamy bulion, wrzucamy pokrojone warzywa i kaszę, gotujemy do miękkości (15-20 min)
3. Pod koniec gotowania dodajemy kawałki mięsa i ew. grzybków
4. Tuż przed podaniem dorzucamy do garnka posiekaną natkę, doprawiamy solą oraz pieprzem i serwujemy

Smacznego :-)

niedziela, 25 października 2015

Kurczak po portugalsku

Nazwę tego dania "pożyczyłam" od mojej Babci, która nazywa tak piersi z kurczaka duszone z różnymi warzywami. Kiedyś przeczytała przepis na to danie w jakiejś gazecie, wypróbowała i tak oto znalazło się ono na stałe w kulinarnym repertuarze Babci. Mój "kurczak po portugalsku" jest trochę inny niż babciny, ale część składników jest taka sama, więc ta zapożyczona nazwa nie jest zupełnie od czapy ;-)

Tym bardziej, że mój przepis rzeczywiście ma portugalskie korzenie. Inspiracją do przygotowania tego dania była lekcja gotowania, w której wraz z Wybrankiem wzięliśmy udział w trakcie pobytu w Lizbonie. Organizatorem była szkoła gotowania Cooking Lisbon, przepis i "know how" mam od ich instruktorki, Isabeli.

Danie jest proste w przygotowaniu, składa się z łatwo dostępnych produktów (największym wyzwaniem może być pasta paprykowa, a poza miastami także świeża kolendra...) i jest bardzo dobre. Sos, który powstaje z wina, bulionu, przypraw i soków z warzyw i mięsa jest pyszny, mimo, że bardzo najadłam się samym daniem, nie mogłam sobie odmówić wyczyszczenia talerza z sosu za pomocą kromki chleba :-)

Pasta paprykowa (Massa de Pimentão) z oryginalnego przepisu według Cooking Lisbon to portugalski składnik, który w Polskie nie jest łatwo znaleźć, ale można albo własnoręcznie przygotować w domu taką pastę (przepis dostępny jest np. tutaj) albo zastąpić ją węgierskim łagodnym przecierem paprykowym, który łatwiej dostać w polskich sklepach (słyszę złorzeczenie purytan kuchni portugalskie...). Ja miałam słoiczek oryginalnej portugalskiej pasty, ale ją zużyłam. Zastąpiłam więc węgierskim przecierem Edes Piros, który można kupić w delikatesach sieci Kuchnie Świata lub w sklepach internetowych (np. kociolkowanie.pl). Głównym składnikiem portugalskiej pasty Massa de Pimentão jest świeża słodka papryka i sól, podobnie jak w przypadku różnego rodzaju węgierskich przecierów. Więc nie spinajcie się i weźcie węgierski produkt, jeżeli taki jest w Waszym zasięgu, a portugalski nie. Albo jeżeli nie chce Wam się albo nie macie czasu robić pasty w portugalskim stylu w domu ;-)

A teraz do meritum.

Kurczak po portugalsku

Składniki (dla 2-3 osób)
  • 6 udźców z kurczaka (u mnie z kurczaka zagrodowego, który jest coraz bardziej dostępny, również w supermarketach)
  • 150g chudego boczku
  • 12 niedużych ziemniaków
  • 2 marchewki
  • 2 pomidory
  • pęczek natki pietruszki
  • pęczek kolendry
  • 1 średniej wielkości cebula (zwykła, biała)
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka przecieru pomidorowego
  • 2 łyżki przecieru paprykowego
  • 2 liście laurowe
  • 1/2 szklanki białego wina
  • 1 szklanka bulionu warzywnego lub drobiowego
  • sól, pieprz, papryka słodka do smaku
  • olej lub oliwa do smażenia
Przygotowanie:
  1. Zaczynamy od przygotowania wszystkich składników: kurczaka płuczemy, wycieramy ręcznikiem kuchennym, boczek kroimy w niedużą kostkę (po usunięciu dolnej, twardej skóry), warzywa myjemy, obieramy i kroimy (cebulę i pomidory w kostkę, marchew i ziemniaki w grubsze - 3-4mm - krążki, czosnek w cienkie plasterki), zioła myjemy (nie siekamy!)
  2. W dużym rondlu (u mnie był  żeliwny, prezent ślubny od Rodzeństwa :-) rozgrzewamy 1 łyżkę oleju lub oliwy, wrzucamy pokrojony boczek i podsmażamy
  3. Podsmażony boczek zdejmujemy z patelni, okładamy
  4. Kawałki kurczaka oprószamy solą, pieprzem i papryką i wrzucamy na patelnię, obsmażamy do uzyskania złotego koloru, a następnie zdejmujemy z patelni (można dorzucić do boczku)
  5. Na tą samą patelnię (z tłuszczem po boczku i kurczaku) wrzucamy pokrojoną cebulę i czosnek i podsmażamy na niedużym ogniu, a następnie zdejmujemy z ognia i odkładamy
  6. Ponownie na tą samą patelnię wrzucamy pokrojone ziemniaki, pomidory i marchew, przecier pomidorowy i przecier paprykowy, mieszamy
  7. Na warzywach z przecierem układamy cebulę, kurczaka i boczek, a na wierzchu cały pęczek natki i kolendry
  8. Podlewamy wszystko winem i bulionem, wtykamy liście laurowe, przykrywamy i dusimy ok. 60min, do momentu, aż ziemniaki będą miękkie
  9. Gotowe danie serwujemy, np. z tym samym białym winem, które dodaliśmy do potrawy (u mnie był wytrawny riesling)
Danie to można przygotować również w piekarniku, w naczyniu żaroodpornym z przykrywką. Niezależnie od tego, czy korzystamy z piekarnika czy z płyty, ważne jest to, żeby naczynie, w którym gotujemy potrawę, miało raczej szczelną pokrywkę, żeby smaki i aromaty dobrze się wymieszały, a cały płyn nie wyparował. Dzięki skrobi z ziemniaków i rozgotowanym pomidorom płyn powinien się zagęścić, tworząc pyszny sos.

Smacznego :-)