Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatki do dań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dodatki do dań. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Czorne klóski

Moją i Wybranka tradycją od kilku lat jest gotowanie w Sylwestra jakichś kluchów, które umilą nam spędzanie tego wieczoru w dresach, na sofie. Próbowaliśmy różnych innych pomysłów na spędzenie ostatniego dnia mijającego roku, ale "imprezowanie" w domowych pieleszach okazało się najbardziej spójne z naszą naturą.

Kluchy to raczej określenie, obejmujące różnego rodzaju potrawy mączne :-) Odkąd ta tradycja się wykształciła (a raczej - została wykształcona), w naszym sylwestrowym menu gościły już: pyzy, kluski śląskie, azjatyckie pierożki z ciasta ryżowego gotowane na parze (niestety z jakichś powodów przepisu nie wrzuciłam na bloga, ale może naprawię ten błąd w tym roku), chinkali i kluski kładzione. W tym roku do listy dołączyły pochodzące ze śląska czorne klóski, czyli kluski z gotowanych i surowych ziemniaków, nazywane na Śląski również kluskami tartymi (bo surowe ziemniaki trze się na tarce) lub kluskami polskimi (dla odróżnienia ich od klusków śląskich). Określenie "czorne" pochodzi od koloru klusków, który jest tym ciemniejszy, im większy jest udział surowych ziemniaków w całej masie. U mnie było pół na pół, więc wyszły raczej szare.

Do zrobienia akurat tych klusków w Sylwestra 2017 zainspirowała mnie książka pt. "Ślónska kuchnia dla Hanysów i Goroli" autorstwa Joanny Furgalińskiej, którą przywiozłam z ostatniej służbowej wyprawy do Katowic. Wydało ją wydawnictwo PWN, ja kupiłam mój egzemplarz na dworcu PKP w Katowicach. Książka zawiera kilkadziesiąt przepisów na tradycyjne śląskie potrawy, które zostały przedstawione w formie obrazkowej. Obrazkom towarzyszą opisy poszczególnych czynności i składników w śląskiej gwarze.

Tym, co urzekło mnie w przepisie na czorne klóski, była bardzo krótka lista składników. Podczas gdy w wielu popularnych dziś daniach, szczególnie kuchni azjatyckiej, lista składników zdaje się nie mieć końca (szczególnie różnego rodzaju przypraw i sosów, z których korzystam raczej sporadycznie), w przypadku tego przepisu lista składa się z... dwóch pozycji: ziemniaków i soli. Nie ma tu żadnej wielkiej filozofii: bierzemy jakąś ilość ziemniaków (w oryginalnym przepisie jest 1,5kg, u mnie były 2 kg), połowę gotujemy, drugą połowę (surową) ścieramy na tarce, łączymy, gotujemy, i tyle. Jak to zwykle bywa z prostymi przepisami ważne są konkretne cechy składników - przekonałam się o tym, gdy wrzuciłam pierwszą porcję klusków do garna z wrzącą wodą. Ziemniaki, z których skorzystałam (przyznaję, przypadkowe), nie były najwyraźniej wystarczająco mączne, a przez to ciasto na kluski wyszło zbyt "luźne" i kluski zaczęły się rozpadać w trakcie gotowania. Dodałam więc 4 łyżki mąki ziemniaczanej i to pomogło. Przy kolejnych przygodach z czornymi kluskami albo będę z automatu dosypywała mąki, albo będę pilnowała, żeby kupić ziemniaki odpowiedniej odmiany (mącznej).

My pochłonęliśmy kluski z dodatkiem podsmażonej cebulki i boczku wędzonego, ale równie dobrze można je podać z jakimś sosem mięsnym lub grzybowym, jako dodatek do dania głównego.

Czorne klóski



















Składniki (dla 6 osób)
  • 2 kg ziemniaków
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • sól do osolenia wody
Przygotowanie:
  1. Wszystkie ziemniaki obieramy i dzielimy na połowy
  2. Jedną połowę gotujemy w osolonej wodzie, a po ugotowaniu, jeszcze ciepłe, rozgniatamy lub przepuszczamy przez praskę, aby uzyskać gładką masę
  3. Drugą połowę ścieramy na tarce (na małych oczkach), najlepiej umieszczając w misce sitko i trąc ziemniaki na to sitko w celu zebrania uwalniającego się z tartych ziemniaków skrobiowego płynu, który będzie gromadził się na dnie miski, skapując z sitka
  4. Po utarciu ziemniaków, wyciskamy z nich resztę płynu, który sam nie wypłynął w trakcie tarcia (w oryginalnym przepisie płyn z ziemniaków wyciska się za pomocą gazy, ale nie sądzę, żeby gaza byłą standardowym elementem wyposażenia współczesnych kuchni, więc skorzystanie z sitka może być praktyczniejszym pomysłem)
  5. Płyn powinien podzielić się na dwie części - skrobię, która odkłada się na dnie miski, oraz wodę; skrobię zachowujemy, wodę wylewamy
  6. Łączymy ugotowane i surowe ziemniaki, dodajemy skrobię z tartych ziemniaków oraz mąkę ziemniaczaną, a następnie wyrabiamy na gładką masę
  7. Z masy formujemy okrągłe kluski wielkości dużego orzecha włoskiego, wrzucamy na osolony wrzątek, mieszamy i gotujemy przez ok. 2-3 minuty od wypłynięcia klusków na powierzchnię
  8. Serwujemy od razu po ugotowaniu, z omastą/sosem - najlepsze są świeże, acz odgrzewane również da się zjeść ;-)
Smacznego :-)

niedziela, 2 kwietnia 2017

Słoneczna polenta na początek wiosny

Wczoraj i dziś pogoda w Warszawie jest przepiękna - cały czas świeci słońce, a temperatura przypomina raczej czerwcową niż z początku kwietnia (wczoraj strofowałam Wybranka za wychodzenie z domu w samym podkoszulku, "bo to przecież nie początek czerwca, tylko kwietnia", po czym sama zagotowałam się w kurtce ;-) W takich warunkach aż prosi się, żeby wyjść z domu, więc dania, które wymagają spędzania "przy garach" wielu godzin raczej nie wchodzą w grę. Pomyślałam więc, że wrzucę na bloga przepis na polentę, który zaczerpnęłam z książki pt. "Włoska wyprawa Jamiego", autorstwa Jamiego Olivera. Zanim sięgnęłam po przepis z książki, przekopałam internetowe przepisy, ale jakoś żaden nie budził mojego zaufania - było sporo przepisów przewidujących gotowanie kaszy na mleku lub na bulionie, a wydawało mi się to mało prawdopodobne z uwagi na prostotę kuchni włoskiej (polenta to danie kuchni włoskiej). Na przepisach Jamiego nigdy się nie zawiodłam, stąd taki autor.

Polenta to danie bardzo proste i szybkie w przygotowaniu, neutralna baza, do której (jak do makaronu) można dodać... cokolwiek. Wystarczy ugotować kaszę kukurydzianą z dodatkiem przypraw (u mnie tylko sól i pieprz), masła (a jak!) i parmezanu, a otrzymamy smaczną podstawę do posiłku w pięknym, słonecznym kolorze. Ja polentę podałam w towarzystwie dużej ilości pieczarek pokrojonych w ćwiartki i podsmażonych na maśle z cebulką, solą i pieprzem, do których tuż przed podaniem dodałam świeżą natkę. Innym razem podałam polentę z sosem mięsno-pomidorowym (a la bolognese) - polentę wyłożyłam na głębokie talerze, a na środku kaszy uformowałam dołek, w którym znalazł się sos. Opcji jest naprawdę wiele - zarówno mięsnych, jak i wegetariańskich. Niestety trudno mi wyobrazić sobie wersję wegańską, bo kasza bez dodatku masła i parmezanu jest raczej mdła...

Polenta z przepisu Jamiego Olivera

















Składniki (moim zdaniem taka ilość kaszy może wystarczyć na 4-6 osób, w zależności od wielkości porcji)
  • 250g kaszy kukurydzianej (ja robię z kaszy kukurydzianej marki Sante, bo łatwo ją dostać)
  • 1,5l wody (Jamie podaje 1,7l, ale ja robię z 1,5 i jest ok)
  • 100g masła
  • 130g startego parmezanu
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Do zagotowanej i osolonej (zaczęłabym od 1/2 łyżki soli, potem można dosolić) wody, wsypujemy kaszę i gotujemy, często mieszając, aż ziarenka zmiękną, a całość osiągnie konsystencję gęstego kleiku (np. kaszy manny podawanej z sokiem, jaką wiele osób pamięta z dzieciństwa) - mieszanie jest ważne, bo inaczej mogą powstać grudki, które sprawią, że kasza nie będzie miała gładkiej konsystencji
  2. Gdy kasza osiągnie docelową konsystencję, zdejmujemy ją z ognia, dodajemy masło i parmezan, a następnie mieszamy aż rozpuszczą się w kaszy
  3. Doprawiamy do smaku solą (tu ostrożnie, bo woda była osolona, a parmezan również zawiera sporo soli) i pieprzem, a następnie - najlepiej od razu (jak zastygnie w garnku, nie będzie gładka po wyłożeniu na talerz) - wykładamy kaszę na talerze i serwujemy z dodatkami
Jeśli nie zjedzie całej kaszy, możecie wylać ją na duży talerz/naczynie żaroodporne i wystudzić. Gdy kasza przestygnie i zastygnie można pokroić ją w kostkę i wykorzystać do kolejnego dania (np. po podsmażeniu na patelni lub jako dodatek do zupy - kiedyś robiło się takie "kluski" z kaszy manny, można analogicznie wykorzystać resztki polenty).

Smacznego :-)

niedziela, 23 października 2016

Pieróg z kaszą gryczaną i ziemniakami

Pieróg z ciasta z nadzieniem to danie pochodzące z moich rodzinnych stronach (Podkarpacie). Dziś chyba już prawie nikt takiego ciasta nie piecze, może poza członkiniami kół gospodyń wielkich z różnych części regionu. Kiedyś było serwowane "od wielkiego dzwona". Pieczone z białej mąki pszennej, która kilkadziesiąt lat temu była rarytasem (na co dzień ludzie jedli razową), z różnego rodzaju nadzieniem, było przygotowywane na święta i rodzinne uroczystości. Nie udało mi się niestety dojść do tego, dlaczego to się nazywa "pieróg". Zakładam, że chodzi o to, że jest robione z dwóch kawałków ciasta, między które wkłada się nadzienie, a potem skleja. Oto analogia do pieroga ;-)

Z dzisiejszej perspektywy kombinacja ciasta drożdżowego, ziemniaków i kaszy gryczanej może wydawać się dość nietypowe, niemniej jednak jak już to ciasto upieczecie, przekonacie się, że to nie jest wcale taki głupi pomysł :-) Polecam jako urozmaicenie (nie)codziennych posiłków :-)

Pieróg z kaszą gryczaną i ziemniakami*







































Składniki (forma, w której przygotowałam wypieki na obronę ma następujące wymiary: 23 cm x 18 cm x 7 cm, to była jednorazowa forma aluminiowa marki Jan Niezbędny):

NA CIASTO
  • 1/2 szklanki mleka (125ml)
  • 25 g drożdży (świeżych)
  • szczypta cukru
  • 2 jajka (najlepiej przechowywane w temp. pokojowej albo wyjęte wcześniej z lodówki)
  • 2 łyżki oleju
  • ok. 250 g mąki pszennej (w oryginalnym przepisie pojawia się stwierdzenie „ile ciasto zabierze”, w trakcie wypróbowywania przepisu wyszło mi, że ok 250 g powinno być ok, ale można zacząć od mniejszej ilości, np. 200 g, i obserwować, jak się będzie „zachowywało” ciasto)
  • tłuszcz do wysmarowania formy
NA FARSZ
  • 1 szklanka kaszy gryczanej (surowej, palonej)
  • 1 kg ziemniaków (po obraniu i ugotowaniu, czyli ok 1,2 kg surowych; nie ma tu większego znaczenia, czy stare czy młode ziemniaki)
  • 1 średniej wielkości cebula
  • 1 łyżka oleju do usmażenia cebuli
  • sól, pieprz – do smaku
Przygotowanie:
  1. Drożdże rozpuszczamy w ciepłym mleku ze szczyptą cukru, dodajemy 1 łyżkę mąki i odstawiamy zaczyn do wyrośnięcia
  2. Gdy zaczyn podrośnie, dodajemy pozostałe składniki (1 jajko, olej i mąkę), wyrabiamy ciasto (można w robocie kuchennym; gotowe ciasto powinno być gładkie, elastyczne
    i nie powinno lepić się do rąk), i odstawiamy do wyrośnięcia (do podwojenia objętości;
    ja często wyrabiam ciasto w metalowej misce, którą następnie wstawiam do lekko rozgrzanego piekarnika, tak do ok. 40°C)
  3. Następnie gotujemy ziemniaki i przepuszczamy je przez praskę do ziemniaków lub tłuczemy na gładko
  4. Kaszę gotujemy na na sypko, a cebulę drobno siekamy i rumienimy na oleju
  5. Wszystkie składniki na farsz (ziemniaki, kasza, cebula) należy łączymy oraz doprawiamy solą i pieprzem do smaku (wedle Waszych upodobań)
  6. Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części (w stosunku 2:3), obie rozwałkowujemy 
  7. Większą częścią ciasta wykładamy dno natłuszczonej blachy (tak, aby brzegi ciasta zachodziły na ścianki blachy)
  8. Na tak przygotowany spód wykładamy farsz i przykrywamy go drugą (mniejszą) połową ciasta; brzegi obu części ciasta powinny być zlepione, żeby farsz był całkowicie „otulony” ciastem; jeżeli zostanie Wam trochę ciasta, możecie zrobić z niego dekoracje (tak jak ten warkocz na wierzchu mojego wypieku)
  9. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy do podrośnięcia w ciepłe miejsce, na 15-20 min
  10. Następnie smarujemy wierzch ciasta rozkłóconym jajkiem, wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180°C (grzanie od góry i od dołu) i pieczemy przez ok. 50 minut (do uzyskania złotego koloru; można też np. 10 min przed końcem pieczenia wyłączyć grzanie od góry, a dopiec jedynie spód) na środkowej półce piekarnika
  11. Upieczone ciasto wyjmujemy z piekarnika i serwujemy na ciepło (powinno trochę przestygnąć, zanim zaczniecie je kroić)
Ja podaję to danie w towarzystwie surówki z kapusty kiszonej gulaszu, jak na załączonym obrazku. Myślę, że doskonale sprawdzi się też w towarzystwie sosu grzybowego i ogórków kiszonych. Podsmażone grzyby (czy to leśne, czy pieczarki) można też z powodzeniem dodać do farszu, dobrze powinna sprawdzić się też podsmażona wędlina (boczek, kiełbasa lub inna wędzona).

*Przepis pochodzi z książki autorstwa Aliny Bosak i Urszuli Sobol pt. „Kulinarne wędrówki po Podkarpaciu”. Ilość składników na ciasto zmniejszyłam o połowę w stosunku do oryginalnego przepisu – jak pierwszy raz zrobiłam to danie trzymając się wskazówek z książki wyszło, że albo ciasta jest 2x za dużo na taką ilość farszu albo farszu 2x za mało na taką ilość ciasta.

sobota, 25 lipca 2015

Pasta ze świeżego zielonego groszku

Ochota na potrawy ze świeżym zielonym groszkiem przychodziła mi zwykle w momencie, gdy sezon (czerwiec-sierpień) na to warzywo się kończył. Jasne, że zawsze można skorzystać z mrożonego groszku, ale to nie do końca jest to samo... W tym roku pierwszy raz udało mi się trafić w sezon. Znalazłam go na półce z paczkowanym bobem w supermarkecie. Nie wierząc własnym oczom, pośpiesznie wrzuciłam go do kosza na zakupy, żeby nikt mi go nie sprzątnął sprzed nosa ;-) Taki skarb :-)

Zrobiłam z niego pastę do kanapek/przekąsek, dodając jedynie sól, pieprz, olej rzepakowy i trochę wody, dla uzyskania konsystencji pasty. Nie dodawałam innych przypraw, czosnku czy cebuli, bo zależało mi na zachowaniu delikatnego smaku groszku. Posypałam natką. Taka pasta, rozsmarowana na świeżym chlebie, dobrze komponuje się np. z jajkiem ugotowanym na twardo. Może też służyć jako dodatek do świeżych chrupiących warzyw, w charakterze dipu, ale wówczas dodałabym więcej oleju i wody, żeby miała nieco luźniejszą strukturę i łatwiej było nabierać porcje pasty słupkami marchewki czy selera naciowego.

Pasta ze świeżego zielonego groszku


Składniki:
  • 1/2 kg świeżego zielonego groszku
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego (może też być słonecznikowy)
  • 3-4 łyżki zimnej wody
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: natka pietruszki do posypania
Przygotowanie:
  1. groszek myjemy, wrzucamy do garnka z osoloną wodą i gotujemy przez ok 10-15 min, do momentu, aż groszek będzie lekko miękki przy zachowaniu pięknego, zielonego koloru
  2. po ugotowaniu groszek odcedzamy i chłodzimy pod strumieniem zimnej wody
  3. podgotowany groszek blenderujemy z dodatkiem oleju i wody do momentu uzyskania gładkiej pasty
  4. doprawiamy do smaku solą i pieprzem, posypujemy natką i serwujemy
Smacznego :-)


piątek, 25 października 2013

Irlandzki chlebek na sodzie

To nie jest pieczywo dla osób, dla których dobry chleb to taki na drożdżach czy na zakwasie. Choć ładnie wyglądał, był prosto z pieca i miał chrupiącą skórkę, mojemu Wybrankowi nie smakował, nawet z masłem i solą ;-) A to właśnie dlatego, że oczekiwał smaku chleba na zakwasie lub drożdżach. Irlandzki chlebek na sodzie smakuje inaczej, przypomina raczej bułkę niż chleb.

Przepis zaczerpnęłam z internetowego wydania The New York Times, wybrałam wariant klasyczny, czyli bez dodatków. Pod tym samym linkiem znajdziecie również przepis na bułeczki (scones) również na sodzie, ale w przeciwieństwie do tego chlebka - z dodatkami.

A sam pomysł na zrobienie chlebka na sodzie pojawił się w związku z ochotą na świeże pieczywo i brakiem ochoty na czekanie, aż wyrośnie ciasto drożdżowe lub aż zakwas dojrzeje. Miałam kiedyś ci ja bardzo dobry zakwas od Mamy mojej koleżanki z licealnej ławki, Justyny, ale umarł śmiercią naturalną przy przeprowadzce. Zanim zakończył żywot udało mi się na szczęście upiec kilka bochenków chleba na jego bazie, więc jego poświęcenie nie było zupełnie na marne. Zastanawiam się, czy taka mistrzyni zasuszania kwiatów jest w ogóle w stanie utrzymać zakwas w dobrym stanie, ta konieczność dokarmiania i sprawdzania, czy ma dobre warunki, trochę mnie przerasta ;-)

Irlandzki chlebek na sodzie

Składniki:
  • 450g mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 3/4 łyżeczki sody (przyznam, że dodałam całą, bo nie chciało mi się odmierzać 3/4 ;-)
  • 1,5 szklanki (375ml) maślanki
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzewamy do 240 stopni Celsjusza
  2. Do miski wsypujemy mąkę, sól i sodę, mieszamy
  3. W środku sypkiej mieszaniny robimy dołek i wlewamy do niego maślankę, zasypując stopniowo proszkiem z brzegów miski
  4. Wyrabiamy miękkie, ale nie klejące ciasto (jeśli się klei, dosypujemy więcej mąki)
  5. Ciasto wyjmujemy z miski na blat obsypany mąką i chwilę wyrabiamy
  6. Z wyrobionego ciasta formujemy bochenek, układamy na blaszce do pieczenia wysmarowanej masłem (ja korzystałam z dużego naczynia żaroodpornego) i nacinamy wierzch w krzyż przy użyciu końca ostrego noża lub żyletki
  7. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 240 stopni przez ok 15 min, a następnie zmniejszamy temperaturę do 200 stopni Celsjusza i pieczemy przez kolejnych 30 min
  8. Upieczony chlebek wyjmujemy z pieca i serwujemy ciepły
Smacznego :-)


sobota, 13 lipca 2013

Pyszny i prosty dip koperkowo-czosnkowy do warzyw, z przepisu Basi

Basia (od której "zgapiłam" m.in. przepis na pyszną wiosenną sałatkę) jest kobietą małej wiary, jeśli chodzi o jej własne umiejętności kulinarne. Zupełnie nie rozumiem dlaczego, ale być może publiczne wypranie tych "brudów" pomoże ;) Zawsze, gdy spotykamy się w naszym babskim lub powiększonym o dwóch przedstawicieli tej brzydszej płci (bez urazy ;) gronie u Basi, gospodyni bardzo się stara godnie nas ugościć. I jej to wychodzi - goście są zadowoleni w trakcie posiłku, wychodzą objedzeni, czasami zapadają w sen dzikiego węża jeszcze w trakcie spotkania, osuwając się na kanapę, czegóż chcieć więcej? ;) Ale Basia i tak nie wierzy...

Niektórzy podpatrują i kopiują Basi przepisy - czy to też nie jest powód, żeby uwierzyć we własne kulinarne możliwości? :) Jakiś czas temu, jeszcze w trakcie trwającej 6-7 miesięcy zimy 2012-2013, podczas jednego z takich spotkań Basia zaserwowała nam genialny dip koperkowo-czosnkowy do surowych warzyw. Genialny w smaku i prostocie. Jak się później okazało, składa się z 5 składników plus sól i pieprz, robi się go 5 minut, potem można jeszcze trochę schłodzić. Ten dip to bardzo fajny dodatek do warzyw, szczególnie teraz, gdy są młode. W lecie bierzemy młode marchewki, rzodkiewki, kalarepkę, ogórki gruntowe, białe części zielonej cebulki, można też surowego lub gotowanego kalafiora czy fasolkę szparagową, maczamy to całe dobro w dipie i delektujemy się smakiem :)

Dip koperkowo-czosnkowy Basi



















Składniki:
  • 1 mały jogurt naturalny (ok. 150g)
  • 1 serek Bieluch, naturalny
  • 1 serek kremowy Twój Smak marki Piątnica (myślę, że można też wykorzystać serek Philadelphia), naturalny
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 mały pęczek koperku (mały = taki jak można dostać w sklepach w zimie; w lecie powinna wystarczyć 1/4 dużego pęczka świeżego, pachnącego koperku)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. do miski przekładamy jogurt, serek Bieluch i serek Twój Smak, mieszamy łyżką do połączenia wszystkich składników i uzyskania gładkiej konsystencji
  2. czosnek obieramy i przeciskamy przez praskę (lub bardzo drobno kroimy, ew. rozcieramy nożem na desce), a następnie dodajemy do nabiałowej masy
  3. koperek myjemy, osuszamy, drobno siekamy (to ważne, bo duże kawałki koperkowych łodyżek nie są zbyt fajne w takim dipie) i dodajemy do dipu
  4. dip z czosnkiem i koperkiem dokładnie mieszamy i doprawiamy solą i pieprzem
  5. przed podaniem dobrze jest schłodzić dip w lodówce, 20 min powinno wystarczyć
Serwujemy z sezonowymi warzywami. Smacznego :)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Brokuły z czosnkiem z przepisu Wybranka

Prosty przepis na smaczny dodatek do różnego rodzaju dań mięsnych, np. do steków - brokuły z czosnkiem wymyślone przez Wybranka. Wystarczą brokuły, trochę masła, odrobina oliwy i czosnku, e voila. Co tu dużo mówić ;)

Brokuły z czosnkiem
Składniki (dla 2 osób):
  • 1 mały brokuł lub 1/2 dużego
  • 1 płaska łyżka masła
  • 1 łyżeczka oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • sól do osolenia wody
Przygotowanie:
  1. brokuł umyć i podzielić na różyczki
  2. zagotować i posolić wodę
  3. wrzucić różyczki brokuła do wrzątku i gotować 3-5min (do uzyskania stanu al dente, przy zachowaniu żywego, zielonego koloru)
  4. odcedzić brokuły na sitku/cedzaku
  5. w tym samym garnku, w którym gotowały się brokuły, rozpuścić masło z oliwą
  6. czosnek obrać i drobno posiekać
  7. wrzucić czosnek do garnka z rozgrzanym tłuszczem i przez chwilę (krócej niż minutę, kilkadziesiąt sekund), podsmażyć (uwaga, żeby czosnek się nie spalił, bo całość będzie gorzka)
  8. zdjąć garnek z ognia i przełożyć do niego odcedzone różyczki brokuła
  9. obtoczyć różyczki w maślano-czosnkowym sosie, delikatnie podrzucając
  10. można też ułożyć brokuły na talerzu i polać je sosem
Smacznego :)