niedziela, 13 maja 2012

Młoda kapusta duszona z marchewką i boczkiem

Duszoną młodą kapustkę zawsze robiła babcia ze strony mamy. Dodawała do niej przecier pomidorowy i trochę mąki, żeby sos oblepiający źdźbła poszatkowanej kapusty był bardziej aksamitny. Dodawała też mięso, zdaje się, że takie z rosołu, żeby wykorzystać pozostałości z przygotowania innych dań. Obok pierogów wiejskich, botwinki i zup owocowych, duszona młoda kapustka to jedno z najbardziej kojarzących mi się z babcią dań. Gdy zobaczyłam w osiedlowym warzywniaku główki młodej kapusty, nie miałam wątpliwości, czy ją kupić, ani co z nią zrobić. Szkoda tylko, że nie mogę już spytać babci, jak robiła swoją kapustę... Przyjmijmy, że ta moja będzie niedoskonałą namiastką tej babcinej.

Młoda kapusta duszona z marchewką i boczkiem, z dużą ilością koperku

Składniki (jako danie główne na porcje dla 2 osób lub jako dodatek do innego dania - wówczas powinno wystarczyć dla 4 osób):

  • 1 nieduża główka młodej kapusty (z tego, co się orientuję, taka główka waży ok 800-1000g)
  • 1 duża marchew
  • 1 pęczek świeżego koperku
  • 70-80g wędzonego boczku
  • 1 średniej wielkości cebula (taka najzwyklejsza, mieszcząca się w niekoszykarskiej garści)
  • 1 łyżka oliwy z oliwek lub oleju
  • 1 szklanka wody
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. kapustę obrać z ciemnozielonych, wierzchnich liści (chyba, że jest już obrana), opłukać pod wodą, osuszyć, usunąć głąb i poszatkować (kroję na 4 ćwiartki, a potem każdą ćwiartkę w paski)
  2. marchew umyć, obrać, pokroić w kostkę
  3. cebulę obrać, drobno pokroić
  4. koperek umyć, drobno posiekać
  5. boczek (bez spodniej skóry) pokroić w kostkę
  6. rondel (najlepiej pokryty teflonem) postawić na ogniu, wrzucić pokrojony boczek (na razie bez dodatkowego tłuszczu; ciocia - siostra mojej babci - uczyła mnie, że najpierw trzeba poczekać aż z boczku wytopi się tłuszcz, a kawałki boczku podsmażą się na tym tłuszczu, a dopiero potem można dodać dodatkowy tłuszcz)
  7. gdy boczek się podsmaży, dodajemy łyżkę oliwy lub oleju i dorzucamy pokrojoną cebulę
  8. gdy cebula się podsmaży, dodajemy pokrojoną marchew i chwilę smażymy, często mieszając
  9. na koniec dodajemy poszatkowaną kapustę, mieszamy, dolewamy szklankę wody, przykrywamy i dusimy ok 10 min
  10. gdy kapusta będzie prawie gotowa, doprawiamy ją solą i pieprzem i dodajemy posiekany koperek
  11. zostawiamy jeszcze na 1-2 min na ogniu bez przykrycia, często mieszając
  12. serwujemy z dobrym pieczywem (najlepiej posmarowanym masłem ;)
Tym razem zrobiłam kapustę czysto kapuścianą, bez dodatku przecieru pomidorowego ani pomidorów w innej formie. Ale jak już rozpocznie się sezon na prawdziwe pomidory, dojrzewające w promieniach słońca (o ile w tym roku w naszym pięknym kraju będzie normalne, słoneczne lato), na pewno skuszę się na wersję z pomidorami. Smacznego :)

środa, 9 maja 2012

Zupa-krem z białych warzyw

Zupę-krem z białych warzyw jadłam nie raz i zawsze mi smakowała. Ale jakoś jak dotąd nigdy sama jej nie robiłam. Do zrobienia jej właśnie dziś zmusiły mnie okoliczności, a dokładnie mocne postanowienie, że w moim domu nie będzie marnowało się jedzenie - mam niestety tendencję do kupowania na wyrost albo nagłych objawień w spożywczaku (o! kupię produkt x i zrobię sobie danie y), które niestety nie zawsze skutkują realizacją pomysłu, a zakupiony produkt się marnuje... Od jakiegoś czasu staram się jednak monitorować zapasy i hamować moje zapędy, dzięki temu udaje mi się (w 99%) wykorzystywać zakupioną żywność.

W poniedziałek, gotując inną zupę (ribolllitę, której nie pokazuję póki co na blogu, bo muszę ją jeszcze dopracować - krótko mówiąc nie powala), kupiłam pęk włoszczyzny (bo pan z warzywniaka nie miał już marchewki luzem, a w pęku było aż 5 sztuk). Marchew zużyłam, ale zostały mi: połowa dużego pora (tylko biała część), 2 korzenie pietruszki i spory kawałek selera (ok 1/3 średniej wielkości selera). Wymyśliłam więc sobie, że zrobię zupę z białych warzyw. Wyszła naprawdę dobra i zadziwiająco sycąca (zadziwiająco, bo najadłam się 1 porcją ;) Doprawiłam ją szczyptą gałki muszkatołowej, odrobiną oliwy z oliwek aromatyzowanej truflami i sypnęłam garść pestek słonecznika. Polecam :)

Zupa-krem z białych warzyw

Składniki (z tej ilości składników wychodzą ok. 4 porcje zupy):
  • 1/3 średniej wielkości selera
  • 2 nieduże korzenie pietruszki
  • biała część pora 
  • duża garść różyczek kalafiora (mogą być mrożone)
  • 1 zwykła cebula średniej wielkości
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 szklanki (0,5l) bulionu warzywnego (może być z kostki, ale dobrze, jeśli kostka nie zawiera konserwantów i wzmacniaczy smaku)
  • 1 szklanka mleka (u mnie 0,5%)
  • 1 łyżka zwykłej oliwy lub oleju
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • sól i pieprz do smaku
  • do udekorowania: odrobina oliwy aromatyzowanej truflami, garść pestek słonecznika, gałązka natki
Przygotowanie:
  1. cebulę i czosnek posiekać i lekko podsmażyć na łyżce oliwy
  2. dodać umyty i pokrojony por, chwilę podsmażyć z cebulą i czosnkiem (3min)
  3. dodać pozostałe warzywa, obrane (gdzie trzeba) i posiekane, wymieszać i chwilę razem podsmażyć (3min)
  4. warzywa zalać bulionem i gotować do momentu, w którym będą miękkie
  5. gdy warzywa zmiękną, miksujemy zupę blenderem na gładki krem
  6. do zmiksowanej zupy dolewamy szklankę mleka (głównie dla koloru chyba ;) i dobrze mieszamy
  7. doprawiamy zupę-krem szczyptą gałki, solą i pieprzem
  8. serwujemy zupę skropioną oliwą truflową, posypaną ziarnami słonecznika i udekorowaną natką
  9. bardzo dobrze wchodzi w towarzystwie chlebka razowego :)


wtorek, 8 maja 2012

Wiosenna sałatka Basi

Jakiś czas temu Basia (członkini Bandy Drombo, do której należą też Asia, Marta i ja) zaprosiła nas na wieczorne ploty, serwując nam pyszną sałatkę własnego pomysłu oraz tartę serowo-pomidorową z przepisu z bloga Kwestia Smaku. Sałatka ta bardzo mi posmakowała (tarta też, ale sałatka bardziej ;) i miałam ochotę na dokładkę, ale poskromiłam swoje łakomstwo. Od tamtego wieczoru w połowie marca myślałam o zrobieniu sobie takiej sałatki w domu, co też uczyniłam. Mimo, że składa się z prostych składników, dla niektórych osób być może wręcz banalnych, ma w sobie to coś. I o to właśnie chodzi. Z jednej strony jest lekka i orzeźwiająca, taka wiosenna, a z drugiej sycąca i ma pewną głębię, dzięki dodatkowi lekko podsmażonej wędliny, uprażonych pestek dyni i dymki. Niniejszy wpis dedykuję Basi, w podziękowaniu za gościnę, pyszną kolację i inspirację :)

Wiosenna sałatka Basi

Składniki (na dużą porcję sałatki dla 1 żarłocznej osoby :)
  • spora garść posiekanej/porwanej sałaty lodowej (u mnie 4 duże liście)
  • 1 duży pomidor lub kilka pomidorków koktajlowych
  • 1 nieduży ogórek zielony (szklarniowy)
  • 2 duże plastry szynki (najlepiej wieprzowej lub 3-4 plasterki polędwicy sopockiej)
  • garść pestek dyni (łuskanych)
  • 1 łodyga dymki
  • 2 łyżki oliwy z oliwek
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. pestki dyni uprażyć na suchej patelni (chodzi o to, żeby się zrumieniły i nabrały pełniejszego aromatu) i odstawić do przestudzenia
  2. szynkę pokroić w małe kwadraty, wysmarować patelnię (może być ta sama, w której prażyliśmy pestki) tłuszczem (tak jak przy smażeniu naleśników) i wrzucić na nią szynkę, lekko ją podsmażając
  3. podsmażoną szynkę zdejmujemy z ognia i odstawiamy do przestudzenia
  4. myjemy pomidor, ogórek i dymkę
  5. obieramy ogórek (pomidor też, jeśli wolimy bez skórki) i kroimy w kostkę
  6. pomidor kroimy w kostkę
  7. siekamy dymkę
  8. do miseczki wrzucamy sałatę, dodajemy pozostałe składniki
  9. oliwę doprawiamy solą i pieprzem i polewamy nią sałatkę
  10. wszystkie składniki mieszamy i odstawiamy na 5 min, żeby smaki się przegryzły, a następnie zajadamy


P.S. Już po opublikowaniu tego posta dowiedziałam się od Basi, że do tej sałatki dodaje również prażone pestki słonecznika (myślę, że na powyższą ilość składników spokojnie wystarczy garść) oraz tę przyprawę do sałatek (dodałabym pół łyżeczki).

I jeszcze garść wskazówek od Basi:

"Nie należy tej sałatki przygotowywać za wcześnie przed podaniem, bo inaczej sałata więdnie pod wpływem ciepła wędliny i pestek oraz ziaren. Sałatkę da się jednak przechowywać i na drugi dzień też ma jakiś smak ;-) Mnie najbardziej smakuje z bagietką posmarowaną masłem, w każdym razie jakiś dodatek okołochlebowy zdecydowanie uzupełnia smak. W przypadku pomidorów czasem wolę je sparzyć i obrać ze skórki przed pokrojeniem, ale to zależy od ich gatunku, grubości skóry i mojego aktualnego widzi-mi-się, niemniej polecam bezskórkowe podejście do tematu".

wtorek, 1 maja 2012

Ryż na mleku

Zauważyłam, że mój blog stał się ostatnio raczej blogiem o potrawach z jajkiem niż o jedzeniu jako takim ;) Dlatego dziś nie będzie ani słowa o jajkach, będzie za to kilka słów o ryżu na mleku. Bardzo lubię to danie i wielokrotnie biłam się z myślami, stojąc przed lodówką z ryżowymi deserami w sklepie spożywczym: kupić, czy nie kupić, zjeść, czy nie zjeść. Moje obawy skupiały się wokół składu tego dania (za dużo cukru) oraz tego, że przecież własnoręczne przygotowanie ryżu na mleku w domu jest banalne. Ale jakoś nigdy nie zmobilizowałam się, żeby zrobić sobie taki ryż. Aż do dzisiejszego poranka :)

A to dlatego, że od wycieczki do Berlina, gdzie w niemal każdej piekarnio-kawiarni serwującej śniadania można kupić kubek takiego ryżu z owocowymi dodatkami, coraz częściej marzył mi się taki ryż. Dziś rano wstałam z mocnym postanowieniem realizacji tego marzenia, zaopatrzywszy się wcześniej w specjalny ryż do puddingów w delikatesach Marks & Spencer. To jest odmiana ryżu krótkoziarnistego (tutaj można poczytać o różnych odmianach ryżu), o zaokrąglonych ziarnach, podobnych do arborio.


Nasze mamy i babcie, które nie mogły wybierać spośród różnych gatunków, bo w sklepach dostępny był tylko jeden (zwykle właśnie krótkoziarnisty), albo nie było go w ogóle, robiły ryż na mleku najprawdopodobniej właśnie z ryżu o krótkich ziarnach. Ale można eksperymentować i z innymi, np. z basmati (pisze o tym felietonistka kulinarna czasopisma the Guardian, która w tym artykule zajęła się tematyką brytyjskiego puddingu ryżowego, bardzo podobnego do naszego ryżu na mleku i uchodzącego za typowe "comfort food" w Wielkiej Brytanii).

Ryż na mleku

Składniki (duża porcja - w sam raz na śniadanie - dla 1 osoby lub mniejsze porcje - w sam raz na deser - dla 2 osób):
  • 110g (ok 1/2 szklanki) ryżu krótkoziarnistego
  • 375ml mleka (ok. 1,5 szklanki) (najlepiej tłustego; u mnie 0,5%)
  • 1 łyżeczka cukru (mój ryż był raczej słodkawy niż słodki; jeśli lubicie słodki ryż, dodajcie więcej cukru - najlepiej dodawać i próbować, żeby nie przesłodzić)
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej (można też dodać inną esencję albo w ogóle zrezygnować z esencji, zastępując ją np. cynamonem lub startą gałką muszkatołową - gałka to klasyczny dodatek do brytyjskiego puddingu ryżowego)
  • owoce (dobrze jest dodać soczyste owoce, np. truskawki, maliny, jagody, borówki lub pomarańcze) lub ulubiona marmolada (w Berlinie jadłam ryż na mleku z dodatkiem wiśni w żelu - był pyszny :), ew. nutella lub masło orzechowe, jeśli ktoś woli
Przygotowanie:
  1. ryż wsypujemy do rondelka/garnuszka (najlepiej z teflonową powierzchnią), wlewamy 1/2 szklanki mleka i gotujemy na średnim ogniu (mam skalę 9-stopniową, gotowałam na poziomie 5), mieszając
  2. gdy ryż wsiąknie mleko, dolewamy kolejne pół szklanki (proces gotowania tego ryżu jest podobny do procesu przyrządzania risotto) i dalej gotujemy, mieszając (żeby skrobia z ryżu nie przywierała do dna)
  3. wlewamy resztkę mleka i czekamy aż ryż ją wsiąknie, nadal mieszając (ryż powinien być już miękki)
  4. gdy ryż osiągnie pożądaną konsystencję (papki), dodajemy cukier i esencję waniliową, mieszamy i zdejmujemy z ognia
  5. przekładamy ryż do miseczki/miseczek i odstawiamy do wystudzenia (dobrze jest przykryć miseczki folią aluminiową, żeby w procesie studzenia ryż nie wysechł z wierzchu) lub jemy na ciepło
  6. dekorujemy ulubionymi dodatkami (u mnie truskawki)
Mistrzyni deserów, autorka bloga Moje Wypieki, radzi dodać do ryżu również masło (jej przepis znajdziecie tutaj), ale ja się powstrzymałam ;) Masło na pewno sprawi, że danie będzie jeszcze lepsze, jak to masło ;) Mój ryż na mleku był lekko al dente, a gotowanie zajęło mi ok 20min. Jeśli wolicie bardziej rozgotowany ryż, po prostu dolejcie kolejną porcję mleka (0,5 szklanki, czyli w sumie 2) i bardziej go rozgotujcie.

Smacznego :)

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Pasta jajeczna z awokado

Pasta jajeczna to jedno z moich ulubionych śniadaniowych dań. Gotowane jajko, majonez, śmietana, ulubione zioła i przyprawy - to tylko baza, którą można urozmaicać dowolnymi dodatkami (np. startym serem żółtym, drobno posiekaną szynką, rzeżuchą).

Pasta jajeczna z awokado to jedno z niewielu, o ile nie jedyne, danie z diety przepisanej mojemu Wybrankowi przez dietetyka*, które na stałe zagościło w naszym jadłospisie. Oczywiście nie obyło się bez modyfikacji ;) W oryginale zamiast majonezu i jogurtu był chudy serek kremowy, który nie smakuje dobrze w połączeniu z jajkiem (wiem, bo sprawdziłam). Dlatego w mojej wersji znalazł się właśnie majonez z jogurtem, a osobom, które nie muszą uważać na kalorie czy cholesterol, polecam mieszankę majonezu ze śmietaną.

*w zaleceniach znalazła się też m.in. sałatka Cezar bez kurczaka, w której słynny sos z majonezu, parmezanu i anchois został zastąpiony jogurtem...

Pasta jajeczna z awokado

Składniki (porcja na 4 kanapki z dużą ilością pasty, dla 2 osób):
  • 1 dojrzałe awokado
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka majonezu
  • 2 łyżeczki jogurtu naturalnego
  • świeże zioła (u mnie natka pietruszki, ale np. szczypiorem również dobrze by się wkomponował)
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. jajka ugotować na twardo i dobrze wystudzić
  2. awokado przepołowić i wybrać miąższ do miseczki
  3. rozgnieść miąższ awokado widelcem
  4. jajka obrać, drobno posiekać i dodać do awokado
  5. majonez wymieszać z jogurtem i dodać do pasty
  6. doprawić solą i pieprzem
  7. posiekane zioła można dodać do pasty albo posypać nimi kanapki z pastą
Polecam na śniadanie :)


niedziela, 29 kwietnia 2012

Szparagi z jajkiem na otwarcie sezonu szparagowego :)

Pierwsze polskie szparagi w tym roku - tak właścicielka budki z warzywami i owocami z bazarku nieopodal mojego miejsca zamieszkania zareklamowała produkt, który nabyłam. Pęczek pięknych, cienkich białych szparagów. W ubiegłym roku zauważyłam, że takie jak powinny być (czyli właśnie cienkie), białe szparagi są tylko na początku sezonu. Potem zwykle można spotkać już raczej tylko takie koły, twarde i łykowate. Korzystam więc póki nie są twarde i łykowate :)

Ten prosty przepis na szparagi można wykorzystać i do białych, i do zielonych szparagów (też były, ale na razie jeszcze nieprzyzwoicie drogie). Dobrze sprawdza się w takie upalne dni jak wczoraj (33 stopni Celsjusza w Warszawie), bo przygotowanie tego dania nie wymaga wielogodzinnego sterczenia przy parujących garnkach i patelniach, z których pryska tłuszcz. 10 minut i mamy fajne danie, np. na lunch.

Szparagi z sadzonym jajkiem

Składniki (porcja dla 2 osób):
  • 1 pęczek szparagów (białych lub zielonych)
  • 1 łyżeczka masła
  • 1 łyżeczka drobno posiekanej natki pietruszki
  • 2 jajka
  • 1 łyżka oliwy
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. szparagi delikatnie myjemy i cienko obieramy - gdy są cienkie, łatwo je połamać (wprawdzie u mnie i tak zostały przecięte na pół, bo z braku przestrzeni do przechowywania powstrzymałam się od zakupu specjalnego garnka do gotowania szparagów (w takim garnku szparagi gotują się w pionie, a ich główki wystają ponad powierzchnię wody); ale przecięłam je na w miarę równe połówki, żeby nie było tak, że mniejsza połowa będzie rozgotowana, a większa niedogotowana)
  2. jeśli mamy białe szparagi - odcinamy końcówkę - ok. 2 cm (bywa twarda i łykowata nawet przy cienkich i świeżych łodygach), w przypadku zielonych szparagów wystarczy 0,5-1cm
  3. jeśli mamy specjalny garnek do gotowania szparagów lub na tyle duży garnek, by całe były zanurzone w wodzie - wrzucamy szparagi do osolonej, gotującej się wody; jeśli mamy mniejszy garnek, przekrajamy każdy szparag na pół i wrzucamy do wrzątku
  4. gotujemy 5-10 min (u mnie wystarczyło 5 minut, bo szparagi były przekrojone), trzeba sprawdzać na bieżąco, czy to już
  5. w międzyczasie mieszamy masło z natką oraz smażymy jajka sadzone na łyżce oliwy
  6. ugotowane szparagi odsączamy z wody, a następnie wrzucamy z powrotem do garnka, w którym się gotowały i dorzucamy pietruszkowe masło, delikatnie mieszając, żeby masło pokryło wszystkie szparagi
  7. gotowe szparagi wykładamy na talerz, a na wierzchu układamy jajko sadzone
  8. doprawiamy solą i pieprzem (wedle uznania)
Sezon szparagowy uważam za otwarty :) Smacznego.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Jajek sadzonych ciąg dalszy - tym razem ciasteczka

Po zgłoszeniu do konkursu Blog Kulinarny Roku przepisu na croque madame, pojawił się dylemat - jak wypromować ten przepis wśród moich koleżanek i kolegów z pracy, których chciałam prosić o oddanie głosu na mojego bloga w tym konkursie. I etap (którego hasłem przewodnim były "słodkie, maślane wypieki") był pod tym względem prostszy, bo mogłam po prostu upiec moje ciasteczka z dżemem i zrobić degustację w pracy. Gorzej z tostem z jajkiem sadzonym - przecież nie zaniosę zimnego tosta z zimnym jajkiem do pracy (bo zanim zaniosę będzie zimny/e ;), a w naszej biurowej kuchni nie ma warunków do przygotowywania tego typu frykasów na miejscu. Z pomocą przyszło mi kwietniowe wydanie magazynu KUCHNIA, w którym - kartkując je przed świętami w poszukiwaniu przepisu na te ciasteczka - widziałam ciasteczka stylizowane na jajka sadzone. Wyglądały naprawdę fajnie, a na pierwszy rzut oka  łatwo było się nabrać, myśląc, że to rzeczywiście są jajka. Stanęło na tym, że skorzystałam z tego przepisu przygotowując ciasteczka do pracy, ale serek ricotta i śmietankę kremówkę zastąpiłam serkiem mascarpone, do którego dodałam cukier puder i esencję waniliową. W roli żółtka zastąpiłam morele z puszki brzoskwiniami.

Ciasteczka a la jajka sadzone

Składniki (na ok. 45 ciasteczek wykrajanych zwykła szklanką; podwojona ilość składników w stosunku do oryginalnego przepisu ze strony 43 wydania 4-2012 magazynu Kuchnia):
  • 500g mąki pszennej
  • 460g miękkiego masła
  • 1 szklanka (=170g) cukru pudru + 1,5 łyżki
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki esencji waniliowej (w oryginale do ciasta dodaje się kilka kropli esencji, a do kremu sok z cytryny)
  • 250g serka mascarpone
  • 1 puszka brzoskwiń w syropie (w oryginale są morele, ale brzoskwinie łatwiej dostać, a prezentują się równie apetycznie)
Przygotowanie:
  1. masło wyjmujemy z lodówki odpowiednio wcześniej, żeby było miękkie i w temperaturze pokojowej
  2. miękkie masło chwilę ucieramy, do uzyskania konsystencji puszystego kremu (muszę przyznać, że tym puszystym kremem specjalnie się nie przejmowałam - po prostu poucierałam masło przez kilka minut i tyle)
  3. do masła dodajemy 1 łyżeczkę esencji waniliowej i cukier puder, ucieramy na gładką masę
  4. mąkę przesiewamy z solą
  5. do masy maślano-cukrowej dodajemy stopniowo mąkę, cały czas mieszając
  6. wyrabiamy ciasto (otrzymałam konsystencję bardzo miękkiej plasteliny), formujemy je w kulę, owijamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na godzinę
  7. w międzyczasie dokładnie mieszamy mascarpone z drugą łyżeczką esencji oraz 1,5 łyżki cukru pudru, przykrywamy i wstawiamy do lodówki do schłodzenia i "przegryzienia"
  8. po wyjęciu z lodówki odkrajamy od kuli ciasta kawałki i rozwałkowujemy na placki o grubości 3-5mm i wycinamy kółka (ja wykorzystałam do tego celu szklankę) 
  9. ciasteczka układamy na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem pergaminowym - w oryginalnym przepisie blachę z wykrojonymi ciastkami wstawia się do lodówki na 30min, ale ja nie chciałam czekać i od razu po ułożeniu ciasteczek na blaszce wstawiłam je do piekarnika
  10. rozgrzewamy piekarnik do 160 stopni Celsjusza (bez termoobiegu, grzanie od góry i od dołu)
  11. wstawiamy blachę z ciasteczkami i pieczemy ok. 15 min, do lekkiego zrumienienia
  12. upieczone ciasteczka wyjmujemy z piekarnika i studzimy
  13. wstawiamy kolejną partię ciasteczek (u mnie wyszły 3 blachy po 15 ciasteczek)
  14. gdy ciasteczka się pieką i studzą, otwieramy puszkę z brzoskwiniami w syropie, odsączamy owoce i wykrajamy z nich kółka przypominające żółtka jaj
  15. wystudzone ciasteczka smarujemy kremem z serka mascarpone i dekorujemy "żółtkami" z brzoskwiń
Ciasteczka mają piękny maślany zapach i fajnie wyglądają. Smakują dobrze i z kremem oraz brzoskwinią i bez. Są kruche i delikatne (trzeba jeść nad talerzykiem). Smacznego jajka! ;)