czwartek, 27 grudnia 2018

Satay, czyli kurczak z dipem z orzeszków ziemnych

Jeśli w Sylwestra spodziewacie się gości albo po prostu chcecie zrobić sobie coś dobrego do jedzenia, pewnie zastanawiacie się, co zaserwować do jedzenia (ja tego dylematu nie mam, bo u nas - zgodnie z tradycją - 31 grudnia gotujemy kluchy :-) Mam dziś dla Was propozycję, którą przetestowałam na moich znajomych, a mianowicie satay, czyli paski z piersi z kurczaka zamarynowane, a następnie upieczone w marynacie w tajskim stylu, a po upieczeniu zaserwowane w towarzystwie dipu z orzeszków ziemnych, a dokładnie z masła orzechowego. Danie proste w przygotowaniu i można zrobić je w dużej ilości, a jednocześnie smaczne i robiące (dobre) wrażenie na gościach :-)

Poniższy przepis bazuje na przepisie z bloga Well Plated by Erin.

Satay

















Składniki (dla 6-8 osób)

MIĘSO
  • 4 nieduże piersi z kurczak (np. zagrodowego)
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • sok z 1 limonki
  • 1 łyżka płynnego miodu
  • 1 łyżka sosu sriracha (ostry sos, do kupienia w dobrze wyposażonych supermarketach lub w sieci sklepów Kuchnie Świata)
  • 2 czubate łyżki startego świeżego imbiru
  • 2 ząbki czosnku rozgniecionego nożem lub przepuszczonego przez praskę lub startego na tarce o bardzo drobnych oczkach
  • opcjonalnie: świeża kolendra
DIP (w oryginalnym przepisie wśród składników jest 1 szklanka bulionu drobiowego, którą ja pominęłam, bo zależało mi na bardziej zwartej konsystencji, czymś w stylu gęstego hummusu, a nie bardzo płynnego sosu)
  • 5 łyżek masła orzechowego
  • 2 łyżki płynnego miodu
  • 3 łyżki sosu sojowego
  • 2 łyżki sosu sriracha
  • 1 łyżka startego świeżego imbiru
  • 2 ząbki czosnku rozgniecionego nożem, przepuszczonego przez praskę lub startego na tarce o bardzo drobnych oczkach
  • sok z 1 limonki
Przygotowanie:
  1. mięso płuczemy, osuszamy, oczyszczamy i kroimy w paski grubości ok 1,5 cm
  2. sos sojowy, sok z limonki, miód, sos sriracha, imbir i czosnek łączymy w sporej misce, mieszamy do połączenia składników
  3. do miski wrzucamy paski mięsa i obtaczamy je w marynacie, a następnie przykrywamy miskę (np. folią spożywczą) i wstawiamy do lodówki na 2 godziny (mięso może postać w lodówce i całą noc, jeśli tak Wam pasuje)
  4. po przygotowaniu mięsa, przygotowujemy dip i również wstawiamy go na jakiś czas do lodówki, żeby smaki się przegryzły
  5. zamarynowane mięso wyjmujemy z lodówki i nadziewamy po 3 paski na patyczki do szaszłyków (można je wcześniej namoczyć w wodzie, żeby się nie spaliły) i układamy na blaszce lub naczyniu żaroodpornym, które wcześniej natłuszczamy olejem
  6. z lodówki wyjmujemy również dip, żeby się ocieplił w temperaturze pokojowej
  7. gdy wszystkie szaszłyki są gotowe, polewamy każdy marynatą
  8. rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza i pieczemy szaszłyki po 10 min z każdej strony korzystając z funkcji grzanie od góry i od dołu
  9. na koniec włączamy na 2 min funkcję grill, żeby ładnie się przypiekły
  10. szaszłyki od razu po upieczeniu posypujemy drobno posiekaną świeżą kolendrą, serwujemy z dipem i w towarzystwie świeżych pokrojonych warzyw (u mnie marchewka w słupkach i paski papryki)
Smacznego :-)




sobota, 22 grudnia 2018

Maślane ciasteczka z landrynkowym witrażykiem

Wybranek nie lubi zdrobnień, więc tytuł tego wpisu nie będzie jego ulubionym ;-) No ale ten wpis nie jest o Wybranku, tylko o wypieku (o ile istnieje liczba pojedyncza od "wypieki" - Wybranek by wiedział, ale jest w Warszawie, a ja u moich Rodziców, więc w tej chwili sprawdzić z nim nie mogę, a później pewnie zapomnę i tak już zostanie, niezależnie od tego, czy to poprawne, czy nie).

Mam stały repertuar świątecznych specjałów, za które odpowiadam ja, a pozostałe (w zasadzie kluczowe) potrawy robią inne kobiety z rodziny. Zarówno na Boże Narodzenie, jak i na Wielkanoc, do mnie należy pieczenie pasztetu, którym dzielę się z rodziną (ku jej uciesze, lub nie). Kiedyś robiłam pasztet z przepisu mojej niedoszłej teściowej (pozdrawiam panią Małgosię, jeśli kiedykolwiek to przeczyta), a od kilku lat robię pasztet z przepisu z thermomixa (zwanego przez mojego Tatę miksokretem), bo jest przy nim mniej pracy i brudzenia, niż przy tym wcześniejszym. Do moich obowiązków należy również pieczenie ciast i ciasteczek na święta. Przez ostatnich 6 lat stałym punktem w moim bożonarodzeniowym ciasteczkowym repertuarze były imbirowe pierniczki a la IKEA, ale trochę się nam przejadły (sporo zostało po ubiegłorocznym Bożym Narodzeniu), więc w tym roku ich nie będzie. Będą za to ulubione ciasteczka mojego Brata, z dżemem, i ulubione ciasto świąteczne mojej Mamy, oba te wypieki są raczej mało tradycyjne i mało świąteczne, ale przygotowuję je dla Bliskich, a nie dla zasady, więc powinny raczej trafiać w gusta niż koniecznie być tradycyjne, a potem się marnować, bo nikt tego nie będzie jadł. Zwykle staram się w ramach świątecznych przygotowań wypróbować też jakiś jeden nowy przepis, bo na co dzień czasu i motywacji jest jakoś mniej. Dzięki temu na blogu pojawiły się sernik z palonym masłem, który jest jednym z najlepszych serników, jakie kiedykolwiek jadłam, oraz misie-przytulaki, które są absolutnym hitem wśród moich znajomych i ich pociech. W te święta nowością na naszym świątecznym stole będą maślane ciasteczka z landrynkowym witrażykiem. Przepis znalazłam na Pintereście, a pochodzi z bloga Liv for cake.

To nie jest przepis w moim stylu, bo nie polega tylko na wymieszaniu składników i wrzuceniu ich do piekarnika ;-) Wymaga zagniatania ciasta (to na szczęście może zrobić maszyna), chłodzenia, wałkowania, wycinania ciasteczek i precyzyjnego wsypywania sproszkowanych landrynek do otworu na witrażyk. Więc trzeba zarezerwować na to trochę czasu, ale efekt jest tego wart. Jeśli chcecie lub musicie komuś zaimponować, to zdecydowanie jest dobry przepis. Jest dobry również, gdy nie chcecie/musicie nikomu imponować, ale po prostu lubicie przepisy z jakimś ciekawym elementem. Ciasteczkom możecie nadać dowolny kształt - ja akurat nabyłam cały zestaw foremek w kształcie gwiazdek w różnych rozmiarach, więc zrobiłam gwiazdki. Ale jeśli macie serduszka czy choinki w różnych rozmiarach, korzystajcie z tego, co macie. Równie dobrze możecie wykorzystać szklanki o mniejszej i większej średnicy do ich wycinania, jeśli rzadko robicie ciastka lub nie macie ochoty kupować foremek, wówczas takie szklankowe rozwiązanie będzie najlepsze.

Maślane ciasteczka z landrynkowym witrażykiem

















Składniki (autor przepisu podaje, że z takiej ilości składników można uzyskać ponad 70 ciasteczek):
  • 390g mąki pszennej (jeśli dacie 400g, nic się nie stanie ;-)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 130g cukru (taka ilość cukru sprawia, że ciasteczka są lekko słodkie - dodatkowa słodycz płynie z landrynkowego witrażyka, ale jeśli ktoś woli słodsze ciasteczka, myślę, że można nieco zwiększyć ilość cukru)
  • 230g masła w temperaturze pokojowej
  • 1 małe jajko
  • 1,5 łyżeczki esencji waniliowej
  • ok. 200-granowe opakowanie kolorowych landrynek
Przygotowanie:
  1. mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą
  2. w osobnym naczyniu, za pomocą miksera lub robota kuchennego, miksujemy miękkie masło z cukrem do uzyskania puszystej jasnej masy
  3. do masła zmiksowanego z cukrem dodajemy jajko i esencję waniliową i dalej miksujemy
  4. zmniejszamy obroty i stopniowo dodajemy do mokrej masy wymieszane suche składniki
  5. uzyskaną w ten sposób masę wyjmujemy z misy, układamy na folii spożywczej, formujemy z ciasta płaski placek (dzięki temu łatwiej będzie później rozwałkować ciasto niż gdyby była to kula), zawijamy całość w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce przez 1 godzinę
  6. podczas gdy ciasto się chłodzi, dzielimy landrynki na grupy wedle kolorów (no chyba, że macie landrynki w jednym kolorze) i rozdrabniamy je do uzyskania postaci piasku (najlepiej zrobić to z wykorzystaniem małego kubka blendera)
  7. schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki, odwijamy z folii i porcjami rozwałkowujemy na posypanej mąką stolnicy lub na papierze do pieczenia, na którym ciasteczka będą się piekły
  8. z rozwałkowanego ciasta wycinamy ciasteczka z otworkami (jeśli uda Wam się nie zniszczyć mniejszego ciasteczka, tego, z którego wycięcia powstaje otwór na witrażyk, wówczas można odłożyć je na bok i potem upiec całą blachę z mniejszymi ciasteczkami, co będzie wymagało krótszego czasu pieczenia niż te większe)
  9. wycięte ciasteczka układamy na wyścielonej papierem do pieczenia blaszce i całość wstawiamy jeszcze na 5-10 min do lodówki (lub wystawiamy na balkon ;-)
  10. po schłodzeniu do każdego otworka wsypujemy landrynkowy piasek i wyrównujemy tak, żeby pokrywał całą powierzchnię otworu, ale żeby jednocześnie nie wysypywał się poza granice tego "okienka" ani żeby nie było górki
  11. piekarnik rozgrzewamy do 175 stopni Celsjusza i wstawiamy blachę z ciasteczkami (jeśli nie wstawiamy blachy od razu po wsypaniu landrynkowego proszku, a czekamy, aż piekarnik się rozgrzeje, możemy ciasteczka wstawić jeszcze na chwilę do lodówki lub wstawić na balkon, ważne, żeby ciasto się nie ociepliło za bardzo przed pieczeniem)
  12. ciasteczka pieczemy 7-10 min, w zależności od ich wielkości - landrynkowy pył powinien całkowicie się rozpuścić, tworząc gładką taflę, a ciasto powinni się lekko zarumienić
  13. upieczone ciasteczka wyjmujemy z pieca i studzimy
  14. opisane powyżej czynności powtarzamy do zużycia całego ciasta
  15. wystudzone ciasteczka przechowujemy w szczelnym pojemniku
Smacznego :-)

I zdrowych, spokojnych Świąt!



niedziela, 18 listopada 2018

Gulasz wołowy z koniakiem i musztardą dijon

Tym razem pomysł zaczerpnięty z Instagrama, gdzie pojawił się na profilu gazety New York Times: gulasz wołowy z koniakiem i musztardą dijon  (z uwagi na rodowód dodatków mógłby nazywać się "po francusku"). Te dodatki sprawiają, że to nie jest taki zupełnie zwykły gulasz (acz ja do zwykłych gulaszów nic nie mam), to raczej taka wersja premium, szczególnie, jeśli do przygotowania go wykorzystacie prawdziwy koniak. Do tego dania dodaje się również czerwone wytrawne wino, wygląda więc na to, że nie tylko rybka lubi pływać. Krówka też.

Nie jest to skomplikowane danie, ale nie jest też szybkie - trzeba nastawić się na ok. 3-godzinne przygotowanie (w tym obsmażanie kawałków mięsa partiami, czego szczególnie nie lubię, bo sprawia, że całe otoczenie patelni pokrywa się tłuszczem, nawet jeśli patelnia jest głęboka). Dużo zależy od mięsa - to z młodszego zwierzęcia, delikatniejsze, będzie gotowe szybciej, natomiast surowiec ze starszego zwierzęcia, twardszy, będzie potrzebować bardziej długotrwałej obróbki. Niemniej jednak trudno wyobrazić sobie lepszą aurę dla spędzania czasu w ciepłej kuchni i raczenie się sycącymi, ciężkimi daniami niż listopadowa.

Gulasz wołowy z koniakiem i musztardą dijon

















Składniki (dla 4-6 osób, w zależności od apetytu), ilości nieco zmodyfikowane w porównaniu do oryginału:
  • 1kg mięsa wołowego (ja na gulasz zwykle kupuję udziec)
  • 150g wędzonego boczku
  • 400g pieczarek
  • 3 marchewki
  • 1 duża cebula
  • 3/4 szklanki koniaku
  • 2 szklanki bulionu wołowego
  • 4 czubate łyżki musztardy dijon
  • 2 czubate łyżki ziarnistej musztardy
  • 1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
  • 2 łyżki mąki
  • kilka gałązek świeżego tymianku
  • olej
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Wędzony boczek kroimy w drobną kostkę, wrzucamy na suchą patelnię i podsmażamy do wytopienia tłuszczu i zrumienienia kawałków boczku
  2. Podsmażony boczek zbieramy z patelni, przekładamy do innego naczynia i odstawiamy
  3. Cebulę obieramy, drobno siekamy, wrzucamy na patelnię i podsmażamy na tłuszczu wytopionym z boczku do moment aż cebula zmięknie (ale nie zbrązowieje)
  4. Podsmażoną cebulę zbieramy z patelni, przekładamy do naczynia z boczkiem
  5. Mięso płuczemy, osuszamy, obieramy z błon itp., kroimy w dużą kostkę, oprószamy solą, pieprzem i mąką
  6. Na patelnię wlewamy dwie łyżki oleju i smażymy partiami kawałki mięsa do zrumienienia ze wszystkich stron (jeśli trzeba, dolewamy oleju) - usmażone kawałki odkładamy na bok
  7. Po usmażeniu wszystkich kawałków mięsa na patelnię z resztką tłuszczu po smażeniu wlewamy koniak i deglasujemy
  8. Następnie na patelnię wlewamy bulion i dodajemy oba rodzaje musztardy, mieszamy rózgą, żeby wszystkie składniki dobrze się wymieszały
  9. Na patelnię, do tak przygotowanej mieszaniny, dodajemy usmażone mięso, boczek i cebulę, a następnie dusimy przez ok 1h pod przykryciem, na średnim ogniu, mieszając od czasu do czasu (jeśli za dużo płynu odparuje, można dolać trochę wody)
  10. Marchew obieramy, kroimy na talarki i wrzucamy na patelnię i dalej wszystko razem dusimy
  11. Pieczarki myjemy i obieramy, kroimy na ćwiartki i podsmażamy na osobnej patelni (moja mama zawsze wrzuca pokrojone pieczarki na suchą patelnię, żeby odparował płyn, a dopiero gdy odparuje, dodaje tłuszcz i doprawia solą i pieprzem, ja robię tak samo)
  12. Podsmażone pieczarki dodajemy do gulaszu, dolewamy wino, mieszamy i dusimy całość do momentu, aż mięso będzie miękkie, na niedużym ogniu, mieszając od czasu do czasu
  13. Tuż przed podaniem doprawiamy (najpierw spróbujcie, bo danie może być wystarczająco słone dzięki boczkowi, bulionowi i doprawieniu mięsa przed smażeniem) i posypujemy drobno posiekanym świeżym tymiankiem
  14. Serwujemy ze świeżym pieczywem lub ziemniakami z wody, w towarzystwie marynowanych warzyw (moim zdaniem najbardziej pasują ogórki konserwowane)
Smacznego :-)



niedziela, 11 listopada 2018

Szakszuka na Święto Niepodległości

Polska kuchnia obfituje w dania, które mogłyby być doskonałe na uczczenie 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Idealnymi kandydatami, także z uwagi na porę roku, byłaby zupa z leśnych grzybów, pieczona gęś, na przykład z modrą kapustą i ziemniakami, a na deser szarlotka. Choć mam wielki szacunek dla polskiej kultury kulinarnej i bardzo lubię tradycyjne polskie dania, w Święto Niepodległości zrobiłam szakszukę, czyli jajka sadzone na pomidorowym "gulaszu". 

Orly Ziv, która w swojej telawiwskiej kuchni uczy gotowania popularnych izraelskich dań, autorka książki pt. "Cook in Israel", tak pisze o tym daniu: "Szakszuka może pochodzić z Libii, niemniej jednak Izrael uważa to danie za swoje. Można znaleźć je w każdej knajpce, budce z falafelami za rogiem czy domowej kuchni". Choć kolorystyka tego dania wpisuje się w nasze barwy narodowe, polscy nacjonaliści będą więc prawdopodobnie zniesmaczeni. Tymczasem fakty są takie, że w momencie odzyskania suwerenności Polska była tyglem kulturowym. 

W Muzeum Emigracji w Gdyni jest taki cytat z expose premiera Tadeusza Mazowieckiego z 12 września 1989 roku: "Pragniemy godnie żyć w suwerennym, demokratycznym i praworządnym państwie, które wszyscy - bez względu na światopogląd, ideowe i polityczne zróżnicowanie - mogliby uważać za państwo własne". I tego właśnie życzę mojej Ojczyźnie w tym szczególnym dniu.

Szakszuka (z przepisu Orly Ziv)


















Składniki (dla 2 osób)
  • 4 jajka
  • 4 dojrzałe pomidory lub 2 puszki dobrej jakości pomidorów (najlepiej kupować puszki z pomidorami w całości, nie krojonymi, bo z krojonymi bywa tak, ze do puszki trafiają odpadki)
  • 1 duża lub dwie małe szalotki
  • 4 małe ząbki czosnku (lub 2 duże)
  • 1 łyżka stołowa słodkiej papryki w proszku
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki w proszku (można oczywiście dodać mniej, jeśli wolicie mało ostre dania, a można też zupełnie pominąć)
  • 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka mielonego kminku (do kupienia w supermarketach, w formie mielonej kminek oferuje np. marka Kotanyi)
  • szczypta cukru
  • sól i pieprz do smaku
  • 2 łyżki oleju roślinnego lub oliwy do smażenia
  • opcjonalnie: 1 zielona papryka, 1 czerwona papryka (ja tym razem nie dodałam, ale w przeszłości dodawałam, szczególnie w sezonie paprykowym)
  • świeża natka pietruszki (lub kolendra)
Przygotowanie:
  1. olej wlewamy na patelnię, dodajemy słodka i ostrą mieloną paprykę, mieszamy i chwilę razem podsmażamy
  2. cebulę obieramy i drobno siekamy, dorzucamy na patelnię i podsmażamy na niedużym ogniu aż zmięknie
  3. jeśli korzystacie ze świeżych pomidorów, trzeba je sparzyć, obrać ze skórki, usunąć gniazdo i posiekać w kostkę, a jeśli z "zapuszkowanych", wówczas trzeba usunąć gniazda i nieco je rozdrobnić
  4. jeśli dodajecie paprykę, trzeba usunąć gniazdo i pokroić ja w drobną kostkę
  5. świeże pokrojone pomidory lub rozdrobnione z puszki (razem z sokiem) dorzucamy na patelnię (razem z papryką, jeśli dodajecie), mieszamy
  6. czosnek obieramy i drobno siekamy, dorzucamy na patelnię razem z kminem i kminkiem, mieszamy
  7. zawartość patelni solimy i dusimy, żeby część płynu odparowała
  8. doprawiamy do smaku cukrem, solą i pieprzem
  9. wbijamy ostrożnie jajka (ja każde jajko wbijam najpierw do osobnej miseczki, a potem wylewam na pomidorowy podkład), solimy wierzch jajek, przykrywamy przeźroczystą przykrywką i dusimy do momentu, aż białko się zetnie
  10. przed podaniem posypujemy drobno posiekaną świeżą natką lub kolendrą, serwujemy z pieczywem (np. z domowej roboty chałką lub pitą albo z kawałkiem zwykłego chleba lub bagietki)
Smacznego :-)

sobota, 20 października 2018

Łosoś pieczony w folii z dużą ilością czosnku

Okazuje się, że ryba może smakować dobrze. Nie tylko wtedy, gdy jest owinięta wędzonym boczkiem lub utopiona w sosie teriyaki. Duża ilość czosnku również jest w stanie sprawić, że ryba staje się smacznym daniem ;-) A jeśli w dodatku ten czosnek został wcześniej lekko podduszony na maśle, dzięki czemu jego ostry smak został złagodzony, a to masło z tym czosnkiem zostało następnie połączone z sokiem z cytryny, a po upieczeniu całość została posypana drobno posiekaną świeżą natką, wówczas ta ryba staje się "całkiem, całkiem". W takim właśnie otoczeniu występuje mój dzisiejszy łosoś. Dobrze komponuje się z ziemniakami z wody i ugotowanymi al dente warzywami (u mnie była późna fasolka szparagowa, ale równie dobrze sprawdzą się np. brokuły) i rieslingiem.

Pomysł na łososia pieczonego z czosnkiem wziął się z Pinteresta, na którym szukałam inspiracji na wykorzystanie świeżego fileta z łososia, który to był efektem mojego spontanicznego podejścia do robienia zakupów spożywczych. Bardzo rzadko udaje mi się zaplanować, co ugotuję i odpowiednio skomponować listę zakupów. Zwykle na zakupach "jem oczami", kupuję różne składniki, bo z jakiegoś powodu mi się spodobają, a potem zastanawiam się, co z nimi zrobić. Tym razem moją ofiarą padł łosoś ze stoiska rybnego z Bazaru Olkuska. Na Pintereście w oko wpadł mi "łosoś dla miłośników czosnku" z bloga Gimme Some Oven. W domu nie było akurat białego wina, a że gotowanie odbywało się wieczorem, nie bardzo chciało mi się lecieć do sklepu po ten składnik, zrobiłam więc bez wina i wydaje mi się, że wino nie jest tu kluczowym składnikiem, spokojnie można je pominąć. Nie można natomiast pominąć tytułowego czosnku :-)

Łosoś pieczony w folii z dużą ilością czosnku


















Składniki (dla 2 osób):
  • 2 kawałki (ok 150g każda) świeżego fileta z łososia (w oryginalnym przepisie jest napisane, że powinien być bez skóry, ale moim zdaniem nie ma to większego znaczenia - mój był ze skórą)
  • 4 ząbki (nie chińskie zębiska ;-) czosnku
  • 4 łyżki soku z cytryny (w oryginalnym przepisie jest mniej soku na większą ilość ryby, ale ja dałam 4, także po to, żeby skompensować brak wina, i było ok)
  • sól i pieprz do smaku
  • drobno posiekana świeża natka pietruszki
Przygotowanie:
  1. rybe opłukać, osuszyć ręcznikiem papierowym,oprószamy solą i pieprzem, odkładamy na bok
  2. czosnek obrać, posiekać na dość duże kawałki
  3. masło rozpuścić na patelni, dodać pokrojony czosnek i chwilę podsmażyć (czosnek powinien oddać część smaku do masła, natomiast nie powinien się zrumienić) na niedużym ogniu
  4. na patelnię wlewamy sok z cytryny, mieszamy i zdejmujemy z ognia
  5. piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni Celsjusza, grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu
  6. naczynie żaroodporne wykładamy dużym kawałkiem folii aluminiowej - powinien być na tyle duży, żeby można było szczelnie go zawinąć, gdy ryba będzie już w środku, tworząc coś w stylu poszewki na rybę
  7. wyłożone folią dno naczynia do zapiekania smarujemy masłem z patelni, a następnie układamy na nim rybę
  8.  rybę polewamy maślano-cytrynowo-czosnkową mieszanką, pilnując, żeby większość czosnku znalazła się na rybie, a nie na dnie naczynia, wierzch oprószamy solą
  9.  tak przygotowaną rybę zawijamy w folię i wstawiamy do rozgrzanego piekarnika
  10. pieczemy rybę w folii przez 15 minut, a następnie rozwijamy i dopiekamy przez kolejnych 5 minut, żeby wierzch ryby mógł się lekko zrumienić
  11. po upieczeniu wyjmujemy z pieca i serwujemy, np. ze wspominanymi gotowanymi ziemniakami i warzywami al dente 
Smacznego :-)


niedziela, 7 października 2018

Klopsiki wołowe w sosie teriyaki

Ta historia zaczyna się od trzech (przecież nie dwóch, bo my z Wybrankiem nigdy nie jemy tyle, ile normalni ludzie - jak w przepisie lub w menu jest napisane "dla 3-4 osób", bierzemy na dwoje) porcji ugotowanego, niechcianego ryżu. Zamówiliśmy jedzenie z dowozem do domu, razem z którym przywieziono nam ryż, którego nie zamówiliśmy - najwyraźniej był w pakiecie z daniami stylizowanymi na potrawy kuchni azjatyckiej, które nam przywieziono. Nie mieliśmy ochoty jeść tych dań z ryżem, ale wyrzucić było szkoda, więc schowaliśmy go do lodówki, niczym Scarlett O'Hara z "Przeminęło z wiatrem" stwierdzając, że pomyślimy o tym następnego dnia.

Następny dzień był sobotą, a w soboty jeździmy na bazarek na zakupy. W sposób dla mnie mało typowy, z wyprzedzeniem pomyślałam, co takiego mogłabym na bazarku kupić, żeby ten ryż wykorzystać. Stanęło na tym, że zrobimy klopsiki w sosie teriyaki. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy i skończyło się to bardzo smacznym daniem. A wszystko to dzięki niechcianym porcjom ryżu. 

Sos teriyaki był mi znany z innego dania, które robiłam wielokrotnie, a które nigdy mnie nie zawiodło - łososia pieczonego w tym sosie. Ze wszystkich dań, które kiedykolwiek serwowałam gościom w domu, tego łososia robiłam najczęściej. Na pierwszy rzut oka połączenie ryby i sosu na bazie brązowego cukru i miodu może wydawać się kontrowersyjne, nawet jeśli na liście składników znajduje się również sos sojowy, czosnek i imbir, natomiast warto spróbować. Skoro coś sprawiło, że ryba smakowała dobrze, dlaczego nie dodać tego do innej potrawy? :-) 

Klopsiki wołowe w sosie teriyaki


















Składniki (dla 4 osób)
  • 500g mielonej wołowiny hamburgerowej (chudsza będzie za sucha)
  • 1 jajko
  • 1 szalotka
  • świeża kolendra (nieduży pęczek)
  • 1/2 szklanki sosu sojowego
  •  1/2 szklanki brązowego cukru
  • 4 łyżki miodu
  • 1 łyżeczka mielonego suszonego imbiru
  • 3 małe ząbki czosnku (lub czosnek granulowany, 1 łyżeczka)
  • 1 łyżki mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej
  • 1/2 szklanki wody
  • szczypiorek
  • opcjonalnie: 1/2 papryczki chili lub kilka kropel sosu tabasco
  • sól i pieprz
  • olej do smażenia
Przygotowanie:
  1. Szalotkę i jeden ząbek czosnku obieramy i drobno siekamy, a następnie dodajemy do mielonego mięsa
  2. Kilka łodyżek świeżej kolendry siekamy i również dorzucamy do mięsa
  3. Do mięsnej masy wbijamy jajko i doprawiamy sporą ilością soli i pieprzu
  4. Wyrabiamy ręką do połączenia się wszystkich składników, a następnie formujemy klopsiki wielkości dużego orzecha włoskiego
  5. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oleju i smażymy klopsiki do zrumienienia (nie wszystkie na raz, bo się nie obsmażą, jeśli będą stłoczone, a jedynie uduszą w sosie własnym)
  6. Usmażone klopsiki przekładamy na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, który pozwoli pozbyć się nadmiaru tłuszczu
  7. Usuwamy tłuszcz z patelni, przecierając ją dokładnie ręcznikiem papierowym (można oczywiście wziąć inną, zupełnie czystą patelnię)
  8. Na czystą patelnię wlewamy sos sojowy i wodę, dodajemy cukier, miód i czosnek granulowany i podgrzewamy
  9. Następnie do mieszaniny na patelnię dodajemy mąkę ziemniaczaną i dokładnie mieszamy (np. za pomocą plastikowej lub gumowej rózgi/trzepaczki), żeby mąkę dobrze rozprowadzić w sosie
  10. Do tak przygotowanego sosu można dodać drobno posiekaną papryczkę chili lub kilka kropel sosu tabasco dla zaostrzenia smaku
  11. Następnie do sosu wrzucamy przygotowane wcześniej klopsiki i chwilę dusimy pod przykryciem, mieszając, żeby klopsiki dokładnie pokryły się sosem
  12. Podajemy z gotowanym ryżem, posypane drobno posiekaną świeżą kolendrą i szczypiorkiem, np. w towarzystwie warzyw z woka (u mnie marchewka i późna zielona fasolka szparagowa, wrzucone do woka z niedużą ilością oleju, doprawione sosem sojowym i z dużą ilością szczypiorku dodanego w trakcie duszenia, doprowadzone do miękkości pod przykryciem)
Smacznego :-)


niedziela, 26 sierpnia 2018

Gaspacho z przepisu Wybranka

Na wstępie bardzo przepraszam za długą (najdłuższą od momentu, gdy ten blog powstał) przerwę w pisaniu. W ciągu ostatnich kilku miesięcy zaserwowałam sobie najpoważniejszą zmianę w moim życiu zawodowym odkąd w ogóle zaczęłam pracować i potrzebowałam skupić się na wprowadzaniu tej zmiany w życie. Wiele rzeczy, w tym niestety również blog, leżały w związku z tym odłogiem, ale po prostu potrzebowałam skupić się na tej zmianie. Tym z Was, którzy kontynuowali śledzenie bloga (w tym mojemu Tacie, który regularnie reprymendował mnie za brak aktywności na blogu :-), bardzo dziękuję. Postaram się nie robić już takich długich przerw.

Dziś mam dla Was propozycję na gaspacho, czyli serwowaną na zimno zupę z pomidorów, ogórków i papryki. Taki hiszpański chłodnik. Śmiem twierdzić, że sierpień to najlepszy moment na przygotowanie tej potrawy, bo pomidory (które są jej kluczowym składnikiem) są w Polsce w sierpniu najlepsze. W tym roku powinny być szczególnie dobre dzięki dobrej pogodzie, którą mieliśmy w zasadzie przez cały sezon.

Moja mama robi chłodnik z kefiru z dużą ilością ziół i ogórkiem, babcia chłodnik z botwinką, do którego lubię dodać kozi ser, a mój Wybranek wprowadził do naszego domowego menu gaspacho. Podziwiam w nim to, że jak się za coś zabiera, gruntownie się przygotowuje, niezależnie od tego, jakiego kalibru jest to zadanie (ja wolę, jak ktoś sprawdzi za mnie, a potem tylko mi opowie ;-) Zanim zrobił to gaspacho pierwszy raz, przekopał internet w poszukiwaniu idealnego przepisu, trochę poeksperymentował i voila :-)

Przepis na gaspacho jest oczywiście prosty, nie jest to "rocket science", a kombinacja zaproponowana przez Wybranka zapewne nie jest unikalna, natomiast ja lubię przypisywać przepisy konkretnym osobom z mojego rodzinnego i przyjacielskiego grona, bo wtedy lepiej mi się kojarzą. Tak było np. z kurczakiem w sosie z suszonych pomidorów mojej siostry czy z dipem koperkowo-czosnkowym Basi.

Gaspacho z przepisu Wybranka


Składniki (dla 3 osób z dokładką lub dla 4 osób bez dokładki :-)
  • 1,5kg dojrzałych, pachnących pomidorów
  • 4 nieduże ogórki gruntowe
  • 1/2 średniej wielkości słodkiej czerwonej papryki (takiej klasycznej, nie ramiro)
  • 1/2 małej cebulki (u nas szalotka)
  • 1/2 ząbka czosnku (dzisiejsze ząbki czosnku to często zębiska, więc naprawdę uważajcie; chodzi o kawałek wielkości... połowy paznokcia u ręki)
  • miąższ z jednej kajzerki (może to być też garść miąższu z innego białego pieczywa)
  • 6 łyżek oliwy
  • sól i pieprz do smaku
  • opcjonalnie: 1/2 małej papryczki chili, jeśli lubicie na ostro (ja np. w upały wolę łagodne w smaku potrawy)
Przygotowanie
  1. Pomidory myjemy, a następnie parzymy wrzątkiem i obieramy ze skórki
  2. Obrane pomidory kroimy na ćwiartki, gniazda nasienne oddzielamy od miąższu - miąższ wrzucamy do naczynia, w którym będziemy całość blendowali, a gniazda nasienne na sitko ustawione na misce
  3. Gniazda nasienne przetrzeć przez sitko (tak, żeby zostały na nim tylko pestki) i razem z sokiem dodajemy do reszty pomidorów, a gniazda wyrzucamy
  4. Pozostałe warzywa myjemy, ogórki, cebulę i czosnek, obieramy, wszystko kroimy na mniejsze kawałki i wrzucamy do naczynia, w którym są już pomidory
  5. Z kajzerki wydobywamy miąższ, dorzucamy do pozostałych składników
  6. Dolewamy oliwę, dodajemy sól i pieprz, a następnie blendujemy wszystko do momentu uzyskania gładkiego płynu
  7. Po zblendowaniu można jeszcze dodatkowo doprawić solą i pieprzem
  8. Przykrywamy naczynie przykrywką lub folią spożywczą i wstawiamy do lodówki do schłodzenia (moim daniem dobrze, gdy postoi w lodówce ok 2h)
  9. Serwujemy na zimno, dekorując drobno posiekanymi warzywami (tymi samymi, które znalazły się w środku) i/lub ulubionymi świeżymi ziołami (moim zdaniem dobrze sprawdza się natka lub bazylia lub kolendra), można też dodać grzanki do środka lub na boku
Smacznego :-)