niedziela, 25 marca 2012

Całuśny tort imieninowy dla dziadka

Ten tort to tak naprawdę tylko pretekst do zaprezentowania sprytnej metody krojenia biszkoptu, którą pokazała mi mama ;) Przepis na ciasto jak zwykle ten sam, krem jak zwykle banalnie prosty (500g serka mascarpone + 5 łyżek cukru pudru + 2 łyżeczki esencji waniliowej; dobrze wymieszać, schłodzić przez 30 min w lodówce, rozsmarować na torcie, schłodzić tort, e voila). A do tego czego tylko dusza zapragnie (kiełbasy nie polecam ;). U mnie tort został tym razem przełożony kwaskowatą konfiturą malinową, a biszkopt nasączony esencją herbacianą.


Z tego wszystkiego najbardziej pracochłonna była dekoracja w postaci własnej roboty czekoladek w kształcie ust, zrobionych z białej czekolady wymieszanej z odrobiną konfitury malinowej, a następnie pociągniętych „błyszczykiem” z soku malinowego dla lepszego efektu ;)


A biszkopt kroi się tak:

1. bierzemy ostry nóż i zaznaczamy na biszkopcie miejsce, w którym powinno przebiegać cięcie


2. bierzemy niezbyt grubą, ale mocną i gładką nitkę (może też być cienka żyłka wędkarska) przykładamy ją do ciasta w miejscu nacięcia


3. po otoczeniu całego biszkoptu nitką, krzyżujemy jej końce i pociągamy za nie w taki sposób, żeby nitka przecinała biszkopt – trzeba to robić powoli o ostrożnie, pilnując, aby cięcie się nie omsknęło, bo powierzchnia placków, które chcemy uzyskać krojąc biszkopt będzie krzywa ciągniemy końce nitki do całkowitego przekrojenia biszkoptu, czynność powtarzamy, jeśli planujemy uzyskać więcej niż 2 kawałki


Tego sposobu moją mamę nauczyła jej mama. Mi bardzo się spodobał, a jego efekt jest moim zdaniem dużo lepszy niż krojenie biszkoptu nożem (czego - niestety - nie oddaje powyższe zdjęcie, bo moja nitka była tym razem niestety dość tępa), szczególnie, jeśli nie mamy na stanie wystarczająco długiego i ostrego noża. Polecam :)

A za pomoc w przygotowaniu zdjęć do tego wpisu dziękuję mojemu tacie, który cierpliwie robił zdjęcia, podczas gdy ja kroiłam ten biszkopt.

sobota, 24 marca 2012

Comfort food 3: szynka wieprzowa duszona z marchewką

Comfort food to szeroka kategoria. Dla niektórych będą to skomplikowane dania, których przygotowanie zajmuje dużo czasu i wymaga przejścia wielu etapów. Pozwala to skupić się na konkretnym, angażującym zadaniu i oderwać myśli od trudnych czy przykrych spraw. Innym wystarczy cokolwiek, byle się najeść „do ulania” i zapaść w sen z przejedzenia (bo organizm najprawdopodobniej odmówi robienia czegokolwiek poza trawieniem). Dla mnie comfort food to przede wszystkim jedzenie, które znam i lubię. Z prostych składników, których połączenie daje przewidywalny efekt. Jedzenie, które dobrze mi się kojarzy – najlepiej z chwilami spędzonymi w gronie bliskich osób, w poczuciu bezpieczeństwa. Ciepła, sycąca zupa jarzynowa, kopytka mamy lub gołąbki którejś z babć odsmażone na patelni, fasolka po bretońsku babci Marysi, kotlety mielone babci Jadzi, pierogi cioci Loni, bitki mamy... Comfort food nie sprawi, że smutki czy kłopoty znikną (a szkoda). Pomoże jednak rozgrzać duszę i ciało, przynosząc choćby chwilowe ukojenie.

„Ździebełko ciepełka
W codziennych piekiełkach
W wyblakłym na szaro obłędzie
Różowa perełka, ździebełko ciepełka
Znów wiem, że jakoś to będzie”
[fragment wiersza Janusza Kofty pt. „Ździebełko-Ciepełko”]

Jak dla mnie szynka wieprzowa nie budzi jakichś specjalnie ciepłych skojarzeń. Ot kawał świńskiego zada. Ale po doprawieniu i przetworzeniu staje się całkiem sympatycznym daniem, które spokojnie zaliczyłabym do kategorii comfort food. Zwyczajne, proste, przewidywalne, rozgrzewające i sycące.

Szynka wieprzowa duszona z marchewką

Składniki (dla 3-4 osób):
  • 0,5kg szynki wieprzowej (surowej ;)
  • 1 zwykła cebula
  • 2 nieduże marchewki
  • 1 liść laurowy
  • 2 ziarenka ziela angielskiego
  • sól, pieprz
  • bulion (u mnie warzywny) - tyle, aby przykrył mięso

Przygotowanie:
  1. mięso opłukać pod bieżącą wodą, osuszyć i oczyścić ze zbędnych "farfocli"
  2. pokroić na niezbyt grube plastry ( ok 5mm) lub w kostkę, jak do gulaszu
  3. na patelni rozgrzać olej, partiami usmażyć mięso (uważajcie, żeby nie stłoczyć zbytnio mięsa na patelni, bo zbytnio stłoczone będzie się dusiło w sosie własnym zamiast się usmażyć i przyrumienić) z obu stron (do przyrumienienia)
  4. usmażone kawałki mięsa zdjąć z ognia i odstawić
  5. w międzyczasie obrać i pokroić warzywa (cebulę w kostkę, marchew w niesbyt cienkie plasterki)
  6. gdy całe mięso jest już usmażone, na tej samej patelni i tym samym tłuszczu podsmażamy cebulę
  7. gdy cebula jest już usmażona, wrzucamy mięso z powrotem na patelnię, dodajemy ziele angielskie i liść laurowy i zalewamy bulionem (do przykrycia mięsa, nie więcej)
  8. dusimy mięso do miękkości, a na ok 15-20min przed podaniem dorzucamy marchew (jeśli wrzucimy ją od razu, może się rozgotować)
Czas duszenia mięsa może być dłuższy lub krótszy, u mnie trwało to ok 45min. Trzeba na bieżąco sprawdzać stan uduszenia mięsa. Jeśli przetrzymamy je za długo, będzie się rozpadało.

Danie to dobrze komponuje się z kaszą perłową i ogórkiem kiszonym - taki klasyk. Smacznego :)

środa, 14 marca 2012

Muffiny "pełen tłuszcz"

"Pełen tłuszcz" oznacza mniej więcej to samo, co "full wypas", a określenie to znalazłam w jednej z gazet kierujących swoje treści do entuzjastów samochodowego tunningu. Swojego czasu należał do nich mój brat, stąd takie czasopismo u nas w domu. Zajrzałam kiedyś z ciekawości, trafiając na relację z jakiegoś tunningowego eventu i trafiłam na to określenie. Bardziej niż do aut pasuje mi do muffinów, które ostatnio upiekłam. Traktowane dosłownie, oddaje charakter tych babeczek, składających się z masła, mąki, jajka, boczku i sera cheddar, czyli samych dietetycznych składników ;)

A inspiracją do upieczenia takich muffinów była dla mnie książka z przepisami na muffiny znaleziona w sieci sklepów Marks&Spencer, nosząca tytuł "Easy muffins. 100 fuss-free recipes for everyday cooking". Zawiera przepisy zarówno na słodkie muffiny (cytrynowe z makiem, z jabłkami i kruszonką, z morelami i prażonymi migdałami, z pistacjami i limonką, z rabarbarem, rodzynkami i imbirem, z syropem klonowym i orzechami pekan, z nektarynkami i bananami, z jagodami, z masłem orzechowym, itd.), jak i niesłodkie (z karmelizowaną cebulą, z marchewką i kolendrą, pomidorowe, ziołowe z wędzonym serem, z serem z niebieską pleśnią i z gruszką, z mozzarellą i pieczoną papryką, itd.). Każdy znajdzie coś dla siebie. Polecam tę i inne książki z kucharskie, które można dostać w tej sieci handlowej.

Muffiny "pełen tłuszcz"
Składniki (na ok 14-16 muffinów o średnicy 5 cm):
  • 300g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 2 jajka
  • 125ml mleka
  • 125g masła
  • 150g boczku
  • 100g sera cheddar, najlepiej dojrzałego
  • ok. 2 czubate łyżki posiekanego szczypiorku
Przygotowanie:
  1. roztopić masło i odstawić do wystygnięcia
  2. boczek pokroić na małe kawałki, wrzucić na rozgrzaną (ale nie maksymalnie) patelnię i chwilę podsmażyć (ale nie na tyle, żeby się zwęglił ;)
  3. wymieszać mąkę, proszek do pieczenia, sodę i posiekany szczypiorem w jednej misce
  4. w drugiej misce wymieszać jajko, mleko i wystudzone masło
  5. połączyć obie mieszaniny
  6. do uzyskanej masy dodać podsmażony boczek, dobrze wymieszać
  7. rozgrzać piekarnik do 200 stopni Celsjusza
  8. ser pokroić w kosteczkę
  9. blachę do muffinów wyłożyć papilotkami lub wysmarować tłuszczem
  10. do każdej papilotki/zagłębienia nakładać masę, do 2/3 wysokości/głębokości
  11. na każdej porcji ciasta ułożyć po kilka kosteczek sera i lekko wcisnąć je w masę
  12. wstawić do piekarnika i piec 20min
Myślę, że powinny dobrze komponować się z piwem.

Smacznego :)

wtorek, 13 marca 2012

Pierogi wiejskie, takie jak robiła moja babcia

Wiejskie, zamojskie, wrocławskie (z taką nazwą też się spotkałam, mimo, że z Zamościa do Wrocławia jest kawał drogi) albo po prostu z kaszą gryczaną i twarogiem (serem białym). Jak zwał, tak zwał. Smakują jednakowo dobrze niezależnie od terminologii. A najlepiej smakowały w wykonaniu mojej babci (mamy mojej mamy). Teraz, gdy babcia z różnych powodów już ich nie robi, przyszedł czas na to, aby wziąć sprawy w swoje ręce i w końcu nauczyć się robić ten tradycyjny rodzinny przysmak.

Trochę mi wstyd. Gotuję różne - mniej lub bardziej fikuśne - potrawy, a nie opanowałam podstaw kuchni polskiej. Stopniowo postaram się nadrobić braki w kulinarnej edukacji. Zacznę od babcinych pierogów, które zrobiłam w ten weekend dla dziadka (od tej właśnie babci). To jedno z jego ulubionych dań, a że ostatnimi czasy i jemu, i reszcie rodziny potrzebne jest "comfort food" (jedzenie na pocieszenie), trafiła się okazja do wypróbowana przepisu babci. W domu rodzinnym mojej mamy takie pierogi zawsze były nazywane pierogami wiejskimi i tą nazwą będę się posługiwała.

Pierogi wiejskie

Składniki (na ok 20-25 pierogów):
  • 2 szklanki mąki pszennej (najlepiej poznańskiej) + trochę do posypania stolnicy
  • 4/5 szklanki ciepłej wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 torebka (100g) kaszy gryczanej
  • ok. 500g twarogu (sera białego)
  • 1 jajko
  • sól i pieprz do smaku
W wielu przepisach na ciasto pierogowe można znaleźć takie składniki jak jajko czy tłuszcz (najczęściej olej). W mojej rodzinie tłuszczu do ciasta się nie dodaje, jajka w większości przypadków też nie (zrobiłam telefoniczne badanie opinii wśród babć i cioć ;).

Przygotowanie:

CIASTO
  1. mąkę przesiać do miski (lub od razu na stolnicę), wymieszać z 1 łyżeczką soli
  2. zrobić w mące zagłębienie (dołek), wlać wodę i wymieszać
  3. zagnieść ciasto (powinno być miękkie i elastyczne, nie lepkie - jeśli jest zbyt lepkie, trzeba dosypać mąki)
  4. stolnicę oprószyć mąką, rozwałkować ciasto na grubość ok 2-3 mm (wedle uznania)
  5. z ciasta wycinać kółka (szklanką)
FARSZ
  1. kaszę gryczaną ugotować na sypko w osolonej wodzie
  2. odcedzoną kaszę wymieszać z rozdrobnionym (np. widelcem) serem białym, doprawić solą i pieprzem do smaku
  3. dodać jajko, dobrze wymieszać [jeśli ser jest lepki, nie trzeba dodawać jajka]
  4. nakładać farsz na kółka z ciasta pierogowego (po ok. 1 czubatej łyżeczce na każde kółko) i dokładnie zlepiać brzegi pierogów
  5. w dużym garnku zagotować wodę, dodać soli (1 łyżkę)
  6. ulepione pierogi wrzucać na wrzątek na kilka minut (2-3), aż zaczną wypływać
  7. ugotowane pierogi wyławiać z garnka i osączać z wody
  8. podawać ze śmietaną, skwarkami lub podsmażoną cebulką
Smacznego :)


 Ze specjalną dedykacją dla babci. I dla największego wielbiciela babcinych pierogów - dziadka.

niedziela, 4 marca 2012

Sałatka z grillowaną wołowiną, truskawkami i nasionami granatu

Specjalne okazje wymagają specjalnej oprawy. Dlatego takie okazje jak urodziny, Walentynki czy rocznice zwykliśmy (ja i Wybranek) świętować w restauracjach zapewniających specjalną oprawę. Jedną z nich była Ale Gloria Magdy Gessler (nie wiem, czy rzeczywiście jest jej własnością czy pani Gessler tylko sygnuje ją swoim nazwiskiem, ale nie w tym sęk). Podobało mi się - pod względem wystroju, obsługi, a przede wszystkim jedzenia. Do tej pory wspominamy sałatkę pt. "Truskawkowe pole", którą wizyty w Ale Glorii wielokrotnie skopiowaliśmy ;) Składa się z plastrów grillowanej wołowiny (z różowym środkiem), świeżych truskawek i ziarenek granatu. Każdy z tych składników może wydawać się z innej beczkie, ale wierzcie mi, wspaniale się łączą, tworząc pyszną kompozycję. Polecam, zarówno teraz (w sezonie na truskawki z importu), jak i w lecie (w sezonie na truskawki w Polsce).

Sałatka z grillowaną wołowiną, truskawkami i granatem
[próba odtworzenia sałatki "Truskawkowe pole" z menu restauracji Ale Gloria]

Składniki (porcja dla 2 osób):
  • 2 nieduże steki z polędwicy wołowej (70-100g każdy)
  • 4 duże truskawki 
  • 1 nieduży owoc granatu (powinno wyjść po ok. 4-5 czubatych łyżek ziarenek na porcję)
  •  2 duże garści sałaty (my mieliśmy miks z torebki)
  • 1 mała szalotka (bywają większe, dlatego zaznaczam, że mała)
  • 2 czubate łyżki drobno posiekanej świeżej natki
  • 6 łyżek oliwy z oliwek
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • sól i pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. przygotować grillowane (smażone też mogą być) steki, najlepiej tak, aby pozostały różowe w środku (tutaj znajdziecie kilka wskazówek od Wybranka, który dużo lepiej zna się na robieniu steków niż ja ;)
  2. po usmażeniu zdjąć steki z patelni i odłożyć je na chwilę na bok, aby "odpoczęły" przez kilka minut - dopiero po tym można pokroić je na plastry (w poprzek włókien!)
  3. truskawki umyć i pokroić wedle uznania (u nas były plasterki)
  4. granat umyć i wyłuskać nasiona
  5. szalotkę i natkę drobno posiekać i wymieszać
  6. do szalotki i natki dodać oliwę i ocet balsamiczny, doprawić solą i pieprzem do smaku
  7. na talerzach ułożyć po dużej garści sałaty, na każdej porcji rozprowadzić dressing z natką i szalotką (nalepiej mieszając rękami)
  8. na doprawionej dressingiem sałacie rozsypać ziarenka granatu, rozłożyć kawałki truskawek i plastry wołowiny
  9. i gotowe :)

Smacznego :)

niedziela, 26 lutego 2012

Domowe cebularzyki na śniadanie

Mówię: cebularz. Myślę: Lublin. Miejsce, w którym się urodziłam, skąd pochodzi moja mama i gdzie mieszkają moi dziadkowie. Cebularze jedzone u dziadków w Lublinie, a później na ich działce rekreacyjnej na Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim to jedno z moich najsilniejszych wspomnień gastronomicznych z dzieciństwa. Serwowane z masłem lub trójkątnym serkiem topionym w różnych smakach, w lecie obowiązkowo z pomidorem. Jedzone przy stole w mieszkaniu dziadków lub jako prowiant zabierany na długie spacery polami i lasami na wspomnianym pojezierzu, na które mnie i moje rodzeństwo zabierały ciotki.

Jeżeli tylko mam okazję, zawsze staram się upolować jakiegoś cebularza, gdy jestem w Lublinie. Bo cebularze są najlepsze z tych, które w życiu jadłam. Lublin to ojczyzna tych "bułek z makiem i z cebulą", a tradycję ich wypiekania zapoczątkowali lubelscy Żydzi mieszkający na Starym Mieście tego miasta w XIX wieku. W 2007 roku lubelski cebularz został wpisany na listę produktów regionalnych.

Autentyczny lubelski cebularz powinien więc mieć odpowiedni skład i wygląd. Cebularze, które upiekłam dziś na śniadanie, bardzo odbiegają od ideału - są mniejsze i nie mają tak intensywnego cebulowego smaku, jak te, które można kupić w lubelskich piekarniach. To są raczej cebularzyki niż cebularze ;) Mają rozmiar w sam raz na 4-5 kęsów. Doskonałe z zimnym masłem ;)

Domowe cebularzyki
[wzorowane na przepisie z bloga Kwestia Smaku]


Składniki (na 12 cebularzyków o średnicy ok 10cm):
  • 500g mąki
  • 3 saszetki suszonych drożdży (w oryginalnym przepisie jest ok. 3,5 saszetki = 25g lub 50g świeżych drożdży)
  • 1 łyżka cukru
  • 3 łyżeczki soli
  • 60g masła
  • 1 jajko
  • 1 szklanka (250ml) ciepłego mleka
  • 2 duże cebule
  • 3 łyżki maku
  • 2 łyżki oleju
  • do posmarowania: 1 żółtko + 1 łyżka mleka
Przygotowanie:
  1. najlepiej dzień wcześniej, wieczorem: cebule obrać i pokroić w dużą kostkę, wrzucić na gotującą się wodę i obgotować przez ok. 2 min, a następnie odcedzić
  2. odcedzoną cebulę przełożyć do słoika, dosypać mak, 1 łyżeczkę soli, wlać olej i wymieszać
  3. zakręcić słoik, wystudzić, a gdy będzie już chłodny - wstawić do lodówki na noc
  4. wyjąć słoik z lodówki rano, żeby nabrał temperatury pokojowej
  5. przygotować zaczyn na ciasto drożdżowe - drożdże wymieszać z 1/3 ciepłego mleka, cukrem i 2 łyżkami mąki, odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 10-15min
  6. w międzyczasie rozpuścić masło i wymieszać je z pozostałą częścią mleka
  7. rozkłócić żółtko z białkiem
  8. wymieszać mąkę z 2 łyżeczkami soli
  9. zaczyn wymieszać z mąką, mieszaniną masła i mleka oraz rozkłóconym jajkiem
  10. wyrobić gładkie, elastyczne ciasto, odchodzące od ręki (= nie powinno się lepić)
  11. ciasto włożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić na 1-1.5h do wyrośnięcia, w ciepłe miejsce (powinno powdoić objętość)
  12. wyrośnięte ciasto przekładamy na stolnicę obsypaną mąką i wyrabiamy przez 10-15min
  13. dzielimy na 12 mniej więcej różnych części
  14. z każdego kawałka ciasta formujemy placuszek, który lekko rozwałkowywujemy
  15. na każdym placuszku układamy kupkę cebuli z makiem (po ok 2 czubate łyżeczki na placuszku)
  16. placuszki układamy na blaszce do pieczenia (u mnie blacha była wyłożona papierem do pieczenia)
  17. przykrywamy blachę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na 15-20min do podrośnięcia
  18. w międzyczasie włączamy piekarnik (funkcja: grzanie od góry i od dołu, bez termoobiegu) i rozgrzewamy do 180-200 stopni Celsjusza (dużo zależy od piekarnika - jeśli mamy taki bardziej przypiekający, dajmy mniej stopni, ale jeżeli zwykle sprawdza się taka temperatura, jaką znajdujecie w przepisach = wypieki nie są zbytnio przypieczone, można dać 200 stopni)
  19. rozmącamy żółtko z mlekiem i smarujemy taką mieszaniną brzegi cebularzyków
  20. wstawiamy blachę z cebularzykami do piekarnika i pieczemy ok. 25min (do zrumienienia)
  21. wyjmujemy z piekarnika i można od razu jeść ;)
Smacznego :)

piątek, 24 lutego 2012

Aksamitna polsko-francuska zupa cebulowa Wybranka

Zupa cebulowa to jedna z moich ulubionych zup. Prosta, pyszna, aromatyczna, ze składników nie wymagających dalekich wypraw, bo dostępnych w osiedlowych sklepach (no, może poza wytrawnym Rieslingiem). A gdyby tak dodać do klasycznej zupy cebulowej ziemniaka i boczek? Moja siostra podawała czasami swoją zupę z boczkiem, ale z ziemniakami w ten sposób nie eksperymentowała. Gdy inni (ja) nie wykazują się w kuchni wystarczającą odwagą, do akcji wchodzi Wybranek ;) Oto pyszna "polsko-francuska zupa cebulowa", jak sam ją ochrzcił, którą zaserwował mi na walentynkową kolację. Ma delikatniejszy smak niż klasyczna zupa cebulowa i aksamitną konsystencję. Z czystym sumieniem polecam :)

Polsko-francuska zupa cebulowa Wybranka
[autorem zdjęcia jest Wybranek - zupa smakowała tak samo dobrze, jak wyglądała :)]

Składniki (na 2-3 porcje):
  • 500-600 ml bulionu wołowego*
  • 3 zwykłe cebule plus opcjonalnie jedna szalotka
  • około 70g masła
  • oliwa z oliwek
  • 1,5 łyżki mąki
  • pół szklanki białego wytrawnego wina (najlepiej alzackiego Rieslinga)
  • tymianek, szałwia – świeże lub suszone
  • ser gruyere (ok. 2 czubate łyżki startego)
  • dwa ugotowane ziemniaki
  • kilka plastrów boczku wędzonego (ok 100g)
*Z kostki bulionowej (najlepiej ekologicznej; 1-1,5 kostki) lub - jeśli macie czas i chęć ugotować samodzielnie - bulion własnej roboty:
- 250-300-gramowy kawałek mięsa wołowego [Wybranek użył szpondra]
- włoszczyzna (1/2 marchewki + malutki korzeń pietruszki + ok. 7cm białej części pora + 1/4 niedużego selera) [Wybranek: "ok. 1/3 klasycznego pęczka włoszczyzny"]
- opalona nad gazem lub palnikiem do creme brulee połówka cebuli
- tymianek, 2-3 kilka liście laurowe, sól i pieprz
Mięso wołowe, cebulę i włoszczyznę zalewamy wodą i doprowadzamy do wrzenia. Następnie zmniejszamy ogień, aby całość tylko lekko się gotowała. Dodajemy przyprawy i przykrywamy całość. Po mniej więcej trzech godzinach dodajmy sól i pieprz do smaku i zdejmujemy wywar z ognia.

Przygotowanie:
  1. Cebulę obieramy i kroimy w piórka
  2. Do garnka wlewamy łyżkę oliwy, na którą kładziemy już na patelni połowę masła. W ten sposób unikniemy spalenia się masła. Po rozpuszczeniu się całości zmniejszamy ogień do "mało-średniego"
  3. Wrzucamy cebulę na podgrzany tłuszcz i przykrywamy. Cebula nie ma się na razie zbrązowić, a jedynie zmięknąć i stracić wodę (dlatego trzeba przykryć). To tzw. l’etuvee
  4. Gdy cebula zmięknie (trwa to około 20 minut), zwiększamy ogień do maksimum i zdejmujemy pokrywkę
  5. Smażymy, aż cebula się zbrązowi
  6. Do zbrązowionej cebuli dodajemy mąkę i drugą połówkę masła, mieszamy, aż mąka oblepi cebulę i również się zbrązowi
  7. Zmniejszamy ogień i wlewamy bulion, mieszamy
  8. Wlewamy wino, dodajemy szałwię i tymianek i pozwalamy zupie lekkosię  gotować przez 25 minut
  9. W tym czasie możemy na osobnej patelni podsmażyć około 100 g boczku wędzonego, tak jak na skwarki, oraz ugotować ziemniaki
  10. Zupę zdejmujemy z ognia i miksujemy na gładką masę 
  11. Przelewamy do talerzy, kokilek lub miseczek, które nadają się do użytku w piekarniku [odkryliśmy, że moje naczynia z IKEA się nadają ;)] 
  12. Na środku talerza układamy całego ugotowanego ziemniaka i dodajemy smażony boczek
  13. Całość posypujemy startym serem
  14. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni z ustawionym grzaniem od góry
  15. Czekamy, aż ser się stopi i zrumieni
  16. Podajemy :)